a ja się boję...

18.05.07, 10:49
burzy.
Panicznie. Grzmoty i błyskawice, powodują u mnie silny niepokój.
Znam osoby, które to wrecz lubia.
Jak jest z Wami?
    • ja_adam Re: a ja się boję... 18.05.07, 10:55
      uwielbiam ten łoskot, mruk, szept ziemi lizanej przez światło.
      kocham tą stal nieba cięta przez blask...

      Mieszkałem niedawno w dolinie, obok na wzgórzu radiostacja wojskowa. W tych
      regionach burze są spektakularne, ogniste, długie, straszne!
      Nie raz siedziałem kilka godzin na balkonie moknąc do cna.

      Jestem zakochany w burzy!
      • ewag52 Re: a ja się boję... 18.05.07, 12:09
        same błyskawice, już mnie wystarczająco przerażaja.
        A wiem,że po nich nastepuje grzmot.
        Jak nastąpi szybko, to znaczy,że to bardzo blisko. Wtedy
        serce podchodzi mi do gardła, bo mysle,że trafi we mnie
    • taisy Re: Kocham,>*)))) 18.05.07, 12:10
      Dostaje wprost dreszczy radosci podczas burzy.
      • sankanda Re: Kocham,>*)))) 18.05.07, 12:15
        uwielbiam burze i uwielbiam spacery zaraz po...
      • ewag52 Re: Kocham,>*)))) 18.05.07, 12:16
        no popatrz- okazuje sie,że mam jakąś grzmotofobię
        • ewag52 i już nikt? 18.05.07, 12:17
          tylko ja, taka lekliwa?
          wszyscy lubicie, to cos ze mną nieteges :(
          • taisy Re: i już nikt? 18.05.07, 12:37
            Moze jestes blizsza realizmu, stad to wynika? Burza to tez i niebezpieczenstwo.
            Ogladalam kiedys film o pewnym lesniczym juz nie pamietam skad, jednak grzmoty
            go scigaly przez cale zycie, uniknal smierci od grzmotu 6 razy. Nakrecil film o
            tym jak grzmoty go scigaly niezaleznie czy mial cos metalowego przy sobie czy
            nie. Wierzyc mi sie nie chcialo aby komus moglo sie cos takiego zdarzyc, za 7
            razem grzmot go zabil.
    • jszhc Re: a ja się boję... 18.05.07, 12:25
      A niech sobie czasem grzmi:), byleby nie w momencie jak wracam do domu;p
    • iwucha Re: a ja się boję... 18.05.07, 13:39
      ja się zaczęłam bać odkąd wczoraj, po raz pierwszy po zamieszkaniu w mieszkaniu
      mieszczącym się w starej kamienicy, zaczął mi przeciekać sufit. Pomyślcie!
      Przeciekający dach a dalej podłoga poddasza czyli nasz sufit! Ale powalczymy o
      to klimatyczne miejsce, z kupnem poddasza włącznie. Właściwie walka już się
      zaczęła gdy mój luby wkroczył na dach łatać dziury...
    • babushka Re: a ja się boję... 18.05.07, 15:15
      Jeszcze kilka lat temu rowniez sie balam:) Oswoilam jednak ten strach, wszystko
      chyba da sie oswoic.
      :)
      • magnollka_1 Re: a ja się boję... 18.05.07, 15:48
        Ja też się bałam,ale ostatnio jakoś nie było u mnie
        burz takich jak dawniej.Potrafiłam nawet przeczekiwać burze w łazience :-)Zeby
        tylko błyskawic nie widzieć i grzmotów tak bardzo nie słyszeć... :-)
    • ewag52 Re: a ja się boję... 19.05.07, 12:55
      czy strach przed burzą, to nie jest podświadome dążenie
      do spokoju i bezpieczeństwa?
      Ten lęk, mam od kiedy pamięcią sięgne, tylko wobec tego czemu,
      zawsze się pakowałam w ekstremalne sytuacje, które nie były
      ani
      troche bezpieczne?
    • czarodziejka87 Re: a ja się boję... 19.05.07, 14:07
      ja kocham!!:)
    • kolejar Re: a ja się boję... i słusznie 19.05.07, 18:05
      Też się boję. Ale grzmotów, które potem następują już nie. Oczywiście nie zawsze
      się boję, bo są miejsca w miarę bezpieczne - te o własnościach klatki Faradaya.
      Dwa razy przeżyłem uderzenie pioruna w mój dom. Za pierwszym razem omal nie
      umarłem ze strachu i jak się okazało, były powody. Obok wybuchł pożar na
      strychu, wielu sąsiadów straciło sprzęt rtv, agd i telefony... Ale można sobie z
      tym na tyle radzić, żeby jednak nie umierać ze strachu. Przecież i tak jest
      bezpieczniej niż na wojnie. Moździerz 122 albo haubica 155 robią podobny grzmot,
      a przy tym są groźniejsze - chcą trafić właśnie w Ciebie, a piorun ludzi sobie
      nie wybiera. W czasie burzy należy po prostu stosować się do pewnych zasad, a
      prawdopodobieństwo przetrwania będzie ogromne!
      • iwona334 Re: a ja się boję... i słusznie 19.05.07, 18:12
        kolejar napisał:
        W czasie burzy należy po prostu stosować się do pewnych zasad,
        a prawdopodobieństwo przetrwania będzie ogromne!

        Slyszalam, ze nalezy sie chowac pod najmniejsze drzewo, czy to prawda?
        • kolejar Re: a ja się boję... i słusznie 19.05.07, 18:16
          iwona334 napisała:
          > Slyszalam, ze nalezy sie chowac pod najmniejsze drzewo, czy to prawda?

          W ogóle nie należy chować się pod drzewem. Lepiej zmoknąć niż zaliczyć trafienie.
          • iwona334 Re: a ja się boję... i słusznie 19.05.07, 18:18
            A to piorun nie wybiera tych najwiekszych drzew?
            tam mi dziadek zawsze mowil.
            • kolejar Re: a ja się boję... i słusznie 19.05.07, 18:23
              iwona334 napisała:

              > A to piorun nie wybiera tych najwiekszych drzew?

              Teoretycznie niby powinno tak być, ale teoria jest o wiele bardziej
              skomplikowana. Na tor wyładowania wpływa o wiele większa ilość czynników niż
              tylko wysokość obiektu.
              • aroden Re: a ja się boję... i słusznie 19.05.07, 18:26
                Rosjanie twierdza, ze na AIDS (SPIT sie to u nich nazywa)
                najlepsze jest pol litra.
                wiesz tez cos moze na ten temat?
                • kolejar Re: a ja się boję... i słusznie 19.05.07, 18:59
                  aroden napisał:

                  > Rosjanie twierdza, ze na AIDS (SPIT sie to u nich nazywa)
                  > najlepsze jest pol litra.
                  > wiesz tez cos moze na ten temat?

                  O rosyjskich (i sowieckich w ogóle) metodach leczniczych chyba każdy słyszał -
                  pół litra najlepsze na wszystko!
                  A dlaczego akurat mnie (jeśli się nie mylę) o to się pytasz? :) Chodzi o mój
                  acquired immunity defect syndrom, czy o moją Rosję, że mam wiedzieć? :)))
                  Na szczęście są sprawdzone i lepsze metody.
                  • aroden a ja się nie boję... - ja ma raka... (Szwejk) 19.05.07, 21:04
                    Nie nie... Twoj nick sugeruje, ze masz ze wschodnia medytacja cos wspolnego...

                    A ci wiedza wiecej, niz mowia.

                    tak sobie tylko poyslalem, ze moze znasz sie na AID-sie, bo to w koncu ,
                    podobnie jak i Pioruny, jakas eletrycznosc :)))
                    • kolejar Re: a ja się nie boję... - ja ma raka... (Szwejk 19.05.07, 22:10
                      aroden napisał:

                      > Nie nie... Twoj nick sugeruje, ze masz ze wschodnia medytacja cos wspolnego...

                      Dziwne... Mój nick nie ma nic wspólnego z medytacją wschodnią - to od mojej
                      ksywy w jęz. czeskim "Koleář" - jako mnie mój pewien kolega Honza zwykł pisać. A
                      swoją drogą to przypadkiem zdarza mi się trochę pomedytować
                      katolicko-zenistycznie. Bardzo lubię o. Louisa Thomasa Mertona O.C.R. i
                      prześwietne piwo belgijskich trapistów.
                      Jeśli o Czechach, to pomyliłeś się w nagłówku - to nie ze Szwejka, to był taki
                      kawał za czasów CSSR.
                      "- Pane Smetana, slišal pan, že za 10 let v CSSR bude komunizm?
                      - Mne to ne vadi, ja mam raka..."
                      Przepraszam za ortografię - mój komp ma trochę kłopotów z tym językiem, a ja też
                      nie najlepszy...

                      aroden napisał:
                      > tak sobie tylko poyslalem, ze moze znasz sie na AID-sie, bo to w koncu ,
                      > podobnie jak i Pioruny, jakas eletrycznosc :)))

                      Niesamowicie ciekawe skojarzenie! Czuję to. Czy mógłbyś może to rozwinąć?
                      A czy ja się znam na tym temacie? Nie wiem, czy to będzie mądre z mojej strony,
                      jeśli przyznam się, że problem acquired immunity defect syndrom nie jest mi
                      zupełnie obcy...
      • kolejar Re: a ja się boję... i słusznie 19.05.07, 18:20
        Komandor na pomoście bojowym HMS "King George V" do Admirała na widok błysków
        luf "Bismarcka":
        - Odległość X mil, czas lotu pocisków X sekund!
        Po czym rozpoczął odliczanie.
        - Komandorze! Wolałbym nie znać dokładnego momentu, kiedy 15-calowy pocisk trafi
        mnie w żołądek - odparł Admirał.
        Podobno autentyczne.
    • sunia11 Re: a ja się boję... 19.05.07, 19:02
      ale wróćmy do burzy jako dziecko biegłam polną ścieżką do autobusu w,czasie
      burzy i w pewnym momencie , bez grzmotu uderzył błysk pioruna krok przedemną aż
      przysiadłam z przerażenia , po czym zerwałam się i wróciłam do
      domu ,powiedziałam mamie i co mi na to odpowiedziała" w czasie burzy nie wolno
      się ruszać , od dawien dawna ludzie sobie przekazywali ,zatrzymuje się cała
      natura[zauwżyliście?],to siły natury zmagają się ze sobą kto wierzy w Boga ,nie
      igra z jego naturą".
      • kolejar Re: a ja się boję... 19.05.07, 20:58
        sunia11 napisała:
        ...bez grzmotu uderzył błysk pioruna krok przedemną...

        W miejscu wyładowania słychać tylko niezbyt głośny trzask.

        Dalej sunia11:
        w czasie burzy nie wolno
        > się ruszać

        Tak, to prawda. Ale chodzi o tzw. napięcie krokowe. Gdy idąc lub w czasie biegu
        dotkniesz ziemi obiema stopami w odległości kroku, to różnicę potencjałów
        pomiędzy nimi należy liczyć w kiloVoltach, nie Voltach! To samo dotyczy
        przypadków zerwania linii przesyłowych wn. Zauważ, jak często całe stado krów
        ginie, a tylko pastuszek uchodzi cało.
        Ech, zresztą o elektryczności to można sobie opowiadać... jak choćby o kopiących
        kranach w zagrodzie pewnego rolnika odległej o ładnych parę kilometrów od
        zelektryfikowanej linii kolejowej (prądy błądzące na skutek wadliwej linii
        powrotnej - z szyn do podstacji).
        • ewag52 Re: a ja się boję... 19.05.07, 21:07
          realne zagrożenie, jest inną kwestią.
          Nie chodziło mi o instrukcje zachowań, podczas wyładowań, tylko
          o stronę emocjonalną.
          Taki strach przed grzmotem, błyskawicami. Nawet w obiektywnie
          bezpiecznym miejscu, jakim jest dom.Najchetniej nakryłabym sie kocem po czubek
          głowy, do samego końca.
          ps
          ale bardzo ciekawie to opisałeś :)
          • kolejar Re: a ja się boję... 19.05.07, 22:22
            ewag52 napisała:

            > realne zagrożenie, jest inną kwestią.

            Tak, tak. Ja chciałem na początku zwrócić uwagę, że Twój lęk nie jest zupełnie
            bezpodstawny i potem jakoś w tym kierunku potoczyła się dyskusja. Ale właśnie do
            Ciebie była anegdotka z HMS "King George V" w czasie walki z "Bismarckiem" (II
            wojna światowa na Atlantyku jakby co). Takie lęki miewali i miewają żołnierze.
            Dopiero w czasie wojny wietnamskiej sklasyfikowano to jako objaw zespołu szoku
            pola walki, czy jakoś podobnie. Dlatego wspominałem też o artylerii polowej. Nie
            wiem, skąd Ci się mogło to wziąć. Jakiś wypadek kiedyś miałaś, byłaś ofiarą
            zamachu terrorystycznego lub wręcz wojny? Może za dużo filmów wojennych? Dużo
            ludzi w Państwie Izrael tak ma. Widziałem w tv Planete film o tym, że oni tam
            masowo biorą MDMA (Extasy). Psychiatrzy izraelscy to zbadali i uznali, że
            rzeczywiście może pomagać. Próbują teraz na poszkodowanych żołnierzach i
            ofiarach zamachów.
            • ja_adam Re: a ja się boję... 19.05.07, 22:34
              rozmawialem z kapitanem Daru Pomorza, był zaprawionym żeglarzem
              swego czasu wszedł na reję pomóc młodym zwijać żagle na najwyższej rei.
              W pewnym pomecie zawiał mocny wiatr i o mały włos...
              tak się zestresował ze 3 marynarzy go znosiło...
            • ja_adam Re: a ja się boję... 19.05.07, 22:39
              kolear- wyobraź sobie odwagę marynarzy okrętów podwodnych...
              • kolejar Re: a ja się boję... 19.05.07, 23:41
                ja_adam napisał:

                > kolear- wyobraź sobie odwagę marynarzy okrętów podwodnych...

                Wyobrażam sobie, wyobrażam... Mój ulubiony film wojenny to "Das Boot", po polsku
                "Okręt" - może polecić to autorce tego wątku z jej "burzowymi" problemami?
                Książek o okrętach podwodnych też trochę czytałem i oczywiście obejrzałem parę
                innych filmów "w temacie". Ale odwagę tylko sobie wyobrażam, bo nigdy nie byłem
                na pokładzie okrętu podwodnego. Myślę jednak... nie wiem, może bym chciał?
                Ostatnio widziałem dokument Planete o rutynowym rejsie okrętu klasy "Typhoon".
                Robi wrażenie - i dobre (imponująca konstrukcja 2-kadłubowa!), i złe (wszak to
                flota Federacji Rosyjskiej ze wszystkimi jej problemami).
                • ewag52 Re: a ja się boję... 20.05.07, 10:09
                  kolejar, ja to w sumie nie mam problemu żadnego.
                  Do pewnych fobii, można sie przyzwyczaić. W końcu,codzień, nie ma burzy.
                  Specjalnie mi to jakoś nie komplikuje życia, chociaż tak sobie
                  pomyślałam,że dobrze byłoby, to polubić.
                  Mam wrażenie,że coś tracę.
                  A tracic nie lubie.
                  Nie podoba mi sie tylko, ta niechęć, ten niepokój...bo jest niewytłumaczalny.
                  Taki dyskomfort. A dyskomfortu, nie zaakceptuje moja natura w żadnym wydaniu.
                  I wbrew pozorom, nie ma tu niekonsekwencji
                  • kolejar Re: a ja się boję... 20.05.07, 18:18
                    ewag52 napisała:
                    > Nie podoba mi sie tylko, ta niechęć, ten niepokój...bo jest niewytłumaczalny.
                    > Taki dyskomfort. A dyskomfortu, nie zaakceptuje moja natura w żadnym wydaniu.

                    To się rozumiemy. U mnie jest trochę inaczej, bo każdy jest inny. Walczę z
                    niepokojem za pomocą poszukiwania racjonalnych wytłumaczeń. Z piorunami jakoś
                    tam racjonalnie sobie radzę, a jak nie pomaga (bo ciężka sytuacja gdzieś w
                    plenerze), to mistycznie (pisała o tym sunia11). Mam jednak cięższe problemy -
                    racjonalnie to chyba "zespół lęku napadowego". Najgorsze w tym jest to, że nie
                    da się znaleźć żadnego racjonalnego uzasadnienia. W leki serwowane przez
                    psychiatrów nie wierzę. W bardzo krytycznych sytuacjach pomaga mi dobre piwo
                    albo... alternatywnie prowadzenie auta - niestety, poprzedniego już nie ma, a
                    następne na szczęście w bliskim planie, bo jeszcze w alkoholizm wpadnę...
    • sunia11 Re: a ja się boję... 20.05.07, 06:04
      KOLEJAR,ty mocno stoisz na ziemi ,obiema nogami,i wszystko tłumaczysz
      prawami,wykalkulowanymi przez człowieka,a dla mnie jest coś większego od
      człowieka ,i to miałam na myśli, ty wiesz o co chodzi .
      • kolejar Re: a ja się boję... 20.05.07, 18:06
        sunia11 napisała:
        > KOLEJAR,ty mocno stoisz na ziemi...
        ...a dla mnie jest coś większego od
        > człowieka ,i to miałam na myśli, ty wiesz o co chodzi .

        Nie, właśnie bardzo słabo tu stoję, mam mnóstwo problemów, prawie w ogóle sobie
        z niczym nie radzę. Stąd moje odwieczne poszukiwania racjonalnych wytłumaczeń
        wszystkiego - żeby oddalić niepotrzebny a paraliżujący lęk, żeby nie robić
        niepotrzebnie głupich rzeczy.
        Jasne, że wiem, co miałaś na myśli. Cały czas tak samo myślę i chyba... jednak
        wierzę?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja