arpeggi
20.01.09, 04:09
Witam. Problem z jednej strony do bólu typowy, z drugiej strony dosyć
nietypowy. Lęk przed małżeństwem- o nie nie, nie stres przed ceremoniami,
zakłopotanie wszelkimi formalnościami, nic z tych rzeczy. Po prostu regularne
obrzydzenie, wstręt, wymioty, chęć samookaleczeń i inne tego typu niegrzeczne,
brzydkie rzeczy. Mimo niemalże idealnej miłości i chęci pozostania przy niej
aż do grobowej dechy, a nawet fajnie byłoby, gdyby moje prochy były rozsypane
gdzieś w pobliżu, wiadomo, romantyzm. Okoliczność komplikująca- lata
zmarnowane przez bezsensowne małżeństwo rodziców, pełne awantur, płaczu, i
innych tego typu niefajnych rzeczy. Nie spodziewam się szczególnie wielkiej
pomocy, ale spytam się nieśmiało- czy ktoś zetknął się z takim przypadkiem?
Czy ktoś zetknął się ze sposobami ewentualnego (O_O) leczenia, terapii? Być
może skorzystają też inni.
Pozdro.