fnoll
13.12.03, 17:21
ciekawe, czy kiedyś zaistnieje potrzeba nadania statusu rodziny dowolnej
ilości dorosłych ludzi tworzących wspólne stadło, coś na wzór komuny
hippisowskiej, ale bardziej dojrzale
bo teraz to się wszystko tak zatomizowało i brakuje w rodzinnym doświadczeniu
tego bogactwa osobowości, które gwarantowała rodzina pokoleniowa z licznym
potomstwem
może wystapi kiedyś w narodzie chęć do lepienia się z poworotem w rodzinne
gromady? w których możnaby też rozbić aspekt opiekuna od aspektu kochanka i
od aspektu wojownika - podobnie z kobietą, zależnie od predyspozycji jedna by
raczej rodziła, druga by raczej karmiła, trzecia by raczej oporządzała,
czwarta by raczej zbierała poza domem różne potrzebności, a jeszcze inna
stałaby się specjalistką od zmysłowych rozkoszy, a także masażu oferowanego
wszystkim członkom stadła
i nie byłoby tak, że człowiek ma wszystko na głowie, tylko każdemu po kawałku
odpowiedzialności, takim kawałku już łatwym do ogarnięcia
tak sobie czasem myśle, że tak by było lżej i mądrzej, i bardziej efektywnie!
zamiast starać się grać parę ról naraz, często sprzecznych z sobą, ze
spokojnym sumieniem robiłoby się to, do czego jest się namaszczonym, a reszte
tylko drugoplanowo
myślę, że centrum takiego stadła stanowiłaby rodząca, bo od niej zależałby
skład grupy, ona dobierałaby sobie kolejnych ojców i ewentualnych chętnych
spoza
marzenie! no nie? :)
pzdr
fnoll