auszrine
16.06.12, 11:06
Zacznę od:
nie wywalajcie mi wątku proszę, chociaż założyłam podobny na forum kp i na dokładkę, żadna ze mnie długokarmiąca, bo dopiero 7 i pół miesiąca.
Może któraś z Was ma podobne doświadczenie za sobą i potrafi mi doradzić, bo póki co, to mamy płacz i zgrzytanie zębami (synek tylko dwoma). Dziecko mi się rozchorowało ponad tydzień temu. Wirus, który powoduje owrzodzenie jamy ustnej. Póki nie było bardzo zaawansowane jadł dobrze, nawet częściej niż zwykle, czyli tak z 15-20 razy dziennie. Wprowadzamy właśnie inne niż mleko jedzenie do jego diety, ale blw, więc do żołądka wpadają ilości homeopatyczne. W poniedziałek przestał ssać. Musiało go ogromnie boleć, bo mimo wielkiej potrzeby ssania, odwracał się od piersi, wył, nie dało się go przystawić. Zaczęłam odciągać mleko i podajemy w kubku. Całkim dobrze sobie radzi, chociaż pije dużo mniej niż z piersi (po ciężarze pieluch poznaję).
Po trzech dniach bez karmienia i pomimo odciągania miałam już takie zapalenie piersi, że lekarka mnie do szpitala wysyłała, ale jakoś udało mi się pokonać zastoje. Tym niemniej przez ten czas nie mogłam nawet wziąć syna na ręcę, tak bolało i spędzałam z nim bardzo mało czasu. To, jego ból, i jeszcze mój powrót do pracy dwa tygodnie temu spowodowało kryzys w naszych piersiowych relacjach. Mały zaczął się wykręcać, uciekać, gdy chcę go wziąć na ręcę brzuch do brzucha. Boi się chyba, że zaraz go będę karmić. Nie zmuszam go oczywiście, nie biorę w nasze zwykłe pozycje do karmienia. Staram się nie stresować sytuacją. Teraz synek czuje się już dużo lepiej, można powiedzieć, że już wrócił do normy, ale pierś ignoruje (w najlepszym wypadku) lub ryczy na jej widok. Co robić?