Dodaj do ulubionych

Takie sytuacje

20.03.14, 00:45
Cześć forumowicze,

Spotkały mnie ostatnio dwie następujące sytuacje:

1. Pracowałam w szkole policealnej dla dorosłych, tryb weekendowy. Od dyrektora dostałam przykaz, alby patrzeć na nich przez palce, bo mają trudną sytuację rodzinne czy tam finansowe...Trochę mnie zdziwiła taka postawa, w końcu szkoła to szkoła... Ponieważ jestem z tych n-li, którzy do swej pracy podchodzą sumiennie, prowadziłam zajęcia tak jak zazwyczaj, mając na uwadze oczywiście osoby, które nie uczyły się nigdy języka.
Dostałam dwie żółte kartki, pomimo tego, że naprawdę starałam się do nich dotrzeć.
Wypowiedzenie umowy dostałam w momencie, kiedy powiedziałam dyrektorowi, że prac kontrolnych nie przyjmuję po wyznaczonym terminie. Nie wiem, po co on w takim razie był, skoro w dniu egzaminu przynoszono mi prace, stanowiące podstawę do zaliczenia egzaminu.
W umowie zleceniu, którą mam podpisaną do 31.08.2014 stoi zapis, że jest ona zrywana w momencie wadliwego wykonania zlecenia bez odszkodowania.

2. Zajęcia w firmie. Kursanci to głównie kierowcy, którym zależy na konwersacjach. Pytam po zajeciach, czy im się podoba, czy coś zmienić, a oni, że nie, że im się podobało.
Po czym któregoś pięknego dnia dostaję telefon, że mam więcej nie przychodzić.
Umowa o współpracy (mam DG) do końca czerwca i zapis, że umowa jest zrywana w trybie natychmiastowym w przypadku zaniedbywania przyjętych zobowiązań, niedotrzymania warunków umowy, działania na szkodę zlecającego. Żadna z tych rzeczy nie miała miejsca.

Moje pytanie: czy jest sens iść z tym do prawnika?
Obserwuj wątek
    • claratrueba Re: Takie sytuacje 20.03.14, 06:24
      > Moje pytanie: czy jest sens iść z tym do prawnika?

      Odpowiem Ci jako osoba od zawsze związana ze środowiskiem prawniczym- nie.
      I oto dlaczego:
      1. umowa zlecenia więc sąd cywilny a nie sąd pracy. Pierwszy termin rozprawy gdzieś za rok jak dobrze pójdzie, a zapłacić za prowadzenie sprawy musisz od razu, bez względu na wynik. A skończyć się może bóg wie kiedy i wyrok mocno niepewny.
      A "do sądu nie idzie się po sprawiedliwość a po wyrok"- rzecz oczywista dla każdego prawnika.
      2. masz jakiekolwiek DOWODY swojej dobrze wykonanej pracy? Bo przekonanie to nie ma wartości dowodowej żadnej. Przy takim potraktowaniu Cię przez pracodawcę, możesz spodziewać się bardzo niekorzystnych dla siebie zeznań świadków, bardzo niekorzystnych opinii w odpowiedzi na pozew. Sąd nie jest wykrywaczem kłamstw, musi każdą opinie brać pod uwagę.
      3. bardzo niekorzystną okolicznością dla Ciebie jest zbieżność zerwania dwóch umów w krótkim czasie. Jeśli jeden z pozwanych przez Ciebie pracodawców będzie wiedział, że podziękowano Ci również za współpracę w innym miejscu, użyje na pewno argumentu "tam też nie byli z jej pracy zadowoleni".
      4. jest to "robienie smrodu wokół swojej osoby"- znam podobna sprawę, gdzie osoba w podobnej do Ciebie sytuacji się procesowała, co gorsza, mówiła o tym, ze skutkiem takim, że nikt nie chciał zaryzykować zatrudnienia jej długo potem. Bo czy miała rację to ocenić jest trudno, że może narobić kłopotu- bardzo łatwo.
      Pamiętaj, że osoba/osoby, które nie wahają się by zerwać umowę z Tobą bezpodstawnie, a więc z krzywdą dla Ciebie, nie zawahają się by podawać krzywdzące Cię opinie. Skłaniać inne osoby zatrudnione przez nich by takie podawały. Byłam w syt. kiedy "albo zeznasz przeciwko X albo szukaj innej pracy"- ja wybrałam szukanie innej pracy. Tylko ja. Pozostałe kilkanaście osób zeznawało.
      • felu_sia Re: Takie sytuacje 20.03.14, 09:14
        Dziękuję za odpowiedź. Tak myslałam, że nie ma to sensu.
        Uczę 13 lat i nigdy wcześniej nie zdarzyła mi się taka sytuacja. Z reguły firmy są zadowolone.
        Czuję się z tym źle, bo jednak dałam z siebie wszystko, a zostałam niedoceniona.
    • joalma Re: Takie sytuacje 20.03.14, 09:33
      co do syt. 1 - kiedyś chciałam pracować w takiej właśnie policealnej szkole, pasowały mi terminy i złożyłam aplikacje do 2 różnych szkół. w dość szczerej rozmowie obie panie "kierowniczki" wyznały jak wyglądają zajęcia: frekwencja taka sobie, rzadko jest komplet, najważniejsze żeby papiery były w porządku że zapisane osoby uczęszczają, bo wtedy jest kasa. mogę prowadzić autorskie "wykłady", ale ćwiczenia i praktyczne zadania - raczej nie a podręcznik też niepotrzebny bo "oni i tak nie będą zdawać matury a jak ktoś będzie chciał to się nauczy we własnym zakresie". generalnie odniosłam wrażenie, że mam tam po prostu "być i nie utrudniać życia"
      stawka była wyjątkowo niska w obu szkołach a dodatkowo niechętnie widziana była DG, raczej woleli umowę o dzieło, więc w końcu nie zdecydowałam się. w obu szkołach rotacja nauczycieli i lektorów była/jest bardzo duża, co chwilę ogłoszenia w internecie, kiedy wspomniałam o tym na rozmowie panie przyznały, ze to przez niską stawkę, ale mają taką narzuconą z góry, nie do negocjacji, one się tym nie przejmowały, zawsze znajduje się ktoś chętny do pracy.

      Felu_sia, moim zdaniem w pierwszej pracy wymienili cię na "mniej wymagający model", albo może akurat ktoś z rodziny lub znajomych potrzebował pracy i byłaś pierwsza do odstrzału.
      co do 2 pracy - myślę że to kwestia stawki, pewnie znaleźli kogoś tańszego, bądź mają kłopoty finansowe i najprościej było zrezygnować z angielskiego.
      przejrzyj internet, czy ktoś o tobie nie pisze czegoś złego, nie oczernia cię bo możliwe, że doszły do nich jakieś plotki, poza tym uodpornij się na takie sytuacje bo nieraz jeszcze coś takiego się zdarzy, czego oczywiście nie życzę, ale sama przeżyłam niejedną taką sytuację tyle że z uczniami prywatnymi. brak kontaktu, brak płatności, obiecanki cacanki - w tej pracy to wszystko jest na porządku dziennym
      • felu_sia Re: Takie sytuacje 20.03.14, 09:46
        Joalma, tak właśnie było w przypadku 1. Lepiej bym tego nie opisała. No cóż, będę omijać takie szkoły szerokim łukiem.
        Co do 2. Wiem tyle, że wymienili mnie na mniej wymagajacy model. Wcześniej był lektor, który dawał same kserówkii przez całe zajęcia wałkowali powiedzmy 5 zwrotów i tyle. A ja im wybrałam podręcznik i po prostu kazałam się uczyć.
        Zaczynam wątpić w sens mojej pracy...
        • claratrueba Re: Takie sytuacje 20.03.14, 10:58
          felu-siu
          to nie praca nie ma sensu tylko współpraca z pewnymi instytucjami. Które nie kierują się jakością naszej pracy tylko jak tu najtańszego frajera wziąć a za lekcje pobierać od klientów tak samo lub zatrudniają osoby z klucza "pozamerytorycznego"- "bo ciocia Kasia prosiła żeby jej chrześnicę wziąć" albo coś podobnego.
          Kiedyś współpracowałam z organizatorem szkoleń za unijne pieniądze- dobre. Kiedy tenże organizator na moje miejsce wziął osobę znacznie tańszą i zapewnił takie zajęcia, że firma zażyczyła sobie bym prowadziła je ja a nie jakiś nieuk bez pojęcia, zupełnie spokojnie powiedzieli, że nie mają do mnie kontaktu, a w ogóle to już się tym nie zajmuję. Dobrze, że nie powiedzieli, że siedzę w więzieniu albo umarłam.
          • felu_sia Re: Takie sytuacje 20.03.14, 21:10
            Dziękuję za pomoc.
            Przykre to trochę, że człowiek się stara, a tu zonk.
            • there.there Re: Takie sytuacje 21.03.14, 10:40
              No niestety chyba zbyt idealistycznie podchodzisz do życia i pracy w Polsce. Nasz kraj to republika papierkowa - tu nie ma znaczenia to, czy coś ma sens - ważne, by w papierach się zgadzało. Douczam pod wyjazd parę 40-latków, którzy "uczą" sie w takiej darmowej szkole za unijną kasę i widzę tę fikcję na własne oczy. Właśnie o kasę tutaj chodzi - jest masa pseduo edukacyjnych firemek, które startują w przetargach i wygrywają oczywiście przedstawiając najtańsze oferty (podobnie jak w przypadku budowy autostrad). W statystykach rząd powie później, że tyle a tyle osób szkoli się i dokształca dzięki UE i że jest super, a prawda jest taka, że grupa przetargowych cwaniaków przeżera tę kasę i nasz cudowny kraj pójdzie na dno po 2020, kiedy skończy się kolejny budżet UE.

              Takie przykłady można mnożyć. Weźmy np. badania lekarskie polegające na tym, że lekarz pyta "Zdrowy pan jest?" i przybija pieczątkę, "szkolenia" BHP odbywające się wg podobnego schematu, czy wreszcie tabuny studentów myślących, że sam papier da im wykształcenie. Polacy to wielbiciele papierowej fikcji i omijania reguł, które sami sobie narzucają, zamiast je po prostu zmienić. Sytuacja nr 1 , o której napisalaś to po prostu kolejny tego dowód.

              Ja też lubię robić to, co ma sens, a nie pozorować że uczę za kasę UE, dlatego też skupiam się na klientach prywatnych - tutaj mozna się spełnić, choć w przypadku zwykłych korków też można się zdenerwować, np tłumacząc małemu osiołkowi, który nie umie przedstawić się po angielsku, jak zdać test z Present Perfect. Bo program szkolny to kolejna fikcja i papier determinujący działania nauczyciela - ważne, żeby w papierach się zgadzało, a tym że dzieciak nic nie umie niech się on sam i jego rodzice martwią.
            • kociamama Re: Takie sytuacje 21.03.14, 11:04
              Też zdarzyła mi się taka sytuacja - chyba każdemu się zdarzają.

              Jedna grupa firmowa (jak jeszcze pracowałam dla szkoły jęz.) po kilku miesiącach uczenia ich, kiedy to, zdawało mi się, że lubili lekcje - mówili, angażowali się, nagle wyrazili obiekcje co do mnie. Krytyka taka, hmm, jakby, nie za bardzo mieli się do czego przyczepić, czyli że chcieliby więcej liczb ćwiczyć, a tego nie robimy... (dodam, że to ludzie na poziomie pre-inter, oczywiście pojawiały się liczby, procenty, liczby do zrozumienia w tekstach, itd.- tym bardziej, że robiliśmy podręcznik do business english). Potem okazało się, że za te lekcje kursancisami płacili, a potem pojawiła się szansa finansowania przez firmę. Stąd nagła zmiana frontu...

              A ja się oczywiście stresowałam i dziwiłam, jak źle intepretuję reakcje ludzi.

              Niestety, trzeba wliczyć takie sytuacje w koszta.
              • felu_sia Re: Takie sytuacje 21.03.14, 14:14
                Może faktycznie zbyt idealistycznie do tego podchodzę...
                Dziś przeprowadziłam rozmowę ze szkołą językową (syt.2) i oni nie znają do końca powodów takiej decyzji, jedynie mętne wyjaśnienia że zajęcia były zbyt sztampowe. Tyle, że nikt tego nie zweryfikował i nie dał mi żadnej żółtej kartki, tylko od razu out. Z tego co wiem, to z obecnym lektorem dało się przeprowadzić rozmowę na temat oczekiwań kursantów, o sposobie prowadzenia zajęć... Ze mną takiej rozmowy nie odbył nikt, a sugestie kursantów ograniczyły się do: chcemy nacisk na konwersacje, więc konwersacje były. Tyle, że ja oprócz tego wspierałam się książką, a kiedy kazałam nauczyć się nieregularnych i sprawdzałam materiał z zajęć poprzednich no to skończyło się, jak się skończyło.

                • cytryna76 Re: Takie sytuacje 21.03.14, 19:13
                  Doskonale rozumiem Twoją frustrację - jeśli jest się tzw. "nauczycielem (lektorem) z powołania", a od tego człowiekiem solidnym i odpowiedzialnym, chciałoby się się rzetelnie wypełniać swoje obowiązki, widzieć efekty swojej pracy i mieć z tego satysfakcję.

                  Niestety w praktyce to czasem jedynie idealne założenie. Brutalna prawda jest taka, że nie wszystkim i nie zawsze zależy na nauczycielu z prawdziwego zdarzenia - i to z różnych powodów. Niektórzy chcą mieć tylko poczucie, że "chodzą na angielski", na przykład dla uspokojenia wyrzutów sumienia, że się "rozwijają", przy czym wcale nie chodzi im o robienie postępów, jeśli ma to być poparte ich ciężką pracą pod okiem wymagającego lektora. Lektor stawiający wymagania im nie odpowiada, gdyż zwyczajnie nie chce im się lub po prostu autentycznie nie mają czasu na naukę. A zatem w pełni zadawała ich farsa pod tytułem "uczymy się języka angielskiego", zwłaszcza jeśli to ich szef kazał im chodzić na lekcje i za to płaci.

                  Inni zaś oczekują, że angielski to będzie jeden wielki "fun" - odprężenie, oderwanie od pracy, a nie harówka, praca z tekstem i "stukanie" czasowników nieregularnych. Część oczekuje nawet jakiś tam postępów, ale oczywiście bez wkładu własnego (patrz powody przedstawione powyżej). Najlepiej żeby lektor "nauczył" jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki szybko i bezboleśnie, najchętniej oczywiście "konwersować na poziomie zaawansowanym". A jak twierdzi, że się tak nie da i zadaje do domu, to znaczy, że się nie nadaje, jest upierdliwy i trzeba go wymienić na nowy model.

                  Jeśli zaś chodzi o szkoły to przy takim umasowieniu edukacji jest rzeczą oczywistą, że nie wszyscy są na tyle wydolni, aby opanować materiał z jakiejś tam podstawy programowej. Co więcej be względem na intelekt nie wszyscy są tą nauką zainteresowani - często chodzi o papier, a nie o wiedzę.
                  W związku z tym powstały placówki, które wychodzą na przeciw takim oczekiwaniom klientów, którzy płacą i wymagają ... przede wszystkim bezproblemowego ukończenia. Nauczyciel, który ma misję i w ich odczuciu organizuje im "szkółkę niedzielną" jest zwyczajnie niewygodny, bo robi problemy z zaliczeniem, psuje atmosferę i zniechęca potencjalnych przyszłych klientów.
                  Nie lepiej jest też w szkołach publicznych, zwłaszcza w średnich, gdzie w obliczu niżu demograficznego każdy uczeń jest na wagę złota i nauczyciel, który za bardzo "szaleje" (czyli ocenia faktyczną wiedzę i umiejętności uczniów, jest zbyt nieelastyczny w kwestii zaliczania, wymaga osiągnięcia jego wymagań w 100%) szybko dowiaduje się, o co tak naprawdę chodzi i jakie kroki powinien przedsięwziąć jeśli nie chce szybko się pożegnać z placówką (dużo niepromowanych = ryzyko rozwiązania klasy = redukcja etatów nauczycielskich i prawdopodobne problemy z naborem).

                  Reasumując - egzekwować swoje - skądinąd słuszne - wymagania można w zasadzie chyba tylko pracując w renomowanym liceum z ambitną młodzieżą oraz na lekcjach prywatnych, a ile ma się do czynienia z uczniem, który faktycznie chce się nauczyć. W pozostałych przypadkach może być bardzo różnie.
                  Nie traktuj tego, proszę, jako krytykę, ale jako pewną wskazówkę - dobrze jest wyczuć, o co tak naprawdę chodzi z tym angielskim i albo próbować się dostosować, albo zrezygnować.
                  • anglofil Re: Takie sytuacje 21.03.14, 20:39
                    W pełni się pod tym podpisuję. Niestety, trudno jest o 25 czy więcej godzin zajęć (a wiem, że niektórzy wzięci lektorzy mają o wiele więcej) z samymi zmotywowanymi, zaciekawionymi, naprawdę chcącymi się nauczyć. Moja teza jest taka, że często "sztampowość" oznacza po prostu solidną naukę i konieczność pochylenia się nad materiałem. Niestety, wielu ludzi w firmach (tu akurat mam doświadczenie) oczekuje przesympatycznego, ciepłego i wyrozumiałego dla ich "braku czasu i zagonienia", zabawiacza którego "niesztampowe" metody to gotowość słuchania niegramatycznych wynurzeń i ewentualne poprawianie i przemycenie tego i owego, ale bez jakichkolwiek jasno określonych wymagań. Takich zwykle jest w firmach najwięcej. Wyobrażam sobie, że na leserów ktoś kto ich zaczął ich pytać z czasowników niereg. wprost (nie pod woalką jakichś dialogów, gierek w kołko i krzyżyk, jak ja to nazywam "przy użyciu metod niekonforontacyjnych") może zadziałać jak płachta na byka. Ja naprawdę lubię ludzi konkretnych, uczących się i dających poczucie satysfakcji. Niestety, jest ich niewielu choć bywają. Wątpię jednak, czy należy ich szukać w szkołach policealnych, na kursach unijnych itp. Dodam jeszcze, że - nie chcę być tu źle zrozumiana, ale zorientowałam się, że wyobrażenie o pracy lektora jest takie że wstaje o 10.00 i w sumie "co to za praca" a jak mowię, że kończę o 20.00 to "ale ty musisz mieć kasy". Teraz to wyobrażenie wzbogaćmy o prostego faceta, kierowcę, przepracowanego, rozczarowanego zarobkami, podkur... i "wymagającą panią, która go odpytuje" i masz bombę. Dzisiaj mi się mój fajny i długofalowy uczeń mega się zadął jak zasugerowałam, że ja też jestem padnięta i ciężko pracuję .... a facet mnie lubi i ja jego. Tak, teraz trzeba się z tymi ludźmi obchodzić jak ze zgniłymi jajami. Indywidualni są o tyle plusem, że jak im się nie podoba to rezygnują, a tu masz grupę i babo placek. Dlatego - fuj, fuj, fuj od grup jak najdalej ;).
                    • there.there Re: Takie sytuacje 22.03.14, 01:51
                      wyobrażen
                      > ie o pracy lektora jest takie że wstaje o 10.00 i w sumie "co to za praca" a ja
                      > k mowię, że kończę o 20.00 to "ale ty musisz mieć kasy".

                      Ja to dopiero muszę być bogaty, bo kończę pn-czw o 22-23:)
                    • baba67 Re: Takie sytuacje 22.03.14, 09:43
                      Mam filozoficzne podejscie do doroslych-ciesze sie ze w ogole chca sie uczyc i satysfakcje czerpie nie z uczenia ale z tego co maja do powiedzenia. W sumie to milo spedzam czas bo rozmowa po ang okraszona jakimis krotkimi wyjasnieniami z gramy lub slownictwa to zaden wysilek.
                      Oczywiscie kiedys mialam dylemat moralny czy to jest uczciwe ale uwazam ze ludzie moga robic z wlasna kasa co chca . Gdybym zaczela przyciskac toby po pierwsze zrezygnowali a ja z czegos zyc musze, po drugie przez pewien czas a moze i juz na dobre nie robiliby nic nawet tego co na lekcjach.
                      Oczywiscie nie wszyscy dorosli tacy sa Pozbywam sie nudnych i leniwych bo mnie doluja.No i oczywiscie zadnych szkol.
                      Satysfakcje z duzych postepow to ja mam ze zdolna mlodzieza.
                      • felu_sia Re: Takie sytuacje 22.03.14, 10:35
                        I chyba tak będę robić, Babo. O ile w ogóle bo póki co jestem na etapie szukania jakiejś innej pracy...
                        • ninal5 Re: Takie sytuacje 22.03.14, 15:38
                          Felu_sia, tak jak już inni napisali, jakakolwiek interwencja oprócz tego ze zabierze twój czas to przysporzy ci wrogów, a nic (a zwłaszcza poczucia sprawiedliwości) nią nie osiągniesz. To przykre, co cię spotkało i rozumiem, że możesz być zdołowana. Ja byłabym jeszcze kilka lat temu. Teraz pewnie bym wzruszyła ramionami i poszła robić swoje gdzie indziej. Takich sytuacji jak twoja i opisywane przez innych nie miałam, ale te które mi się przydarzyły przez lata pomalutku prowadzą mnie ku coraz pewniejszej decyzji o zmianie pracy (chociaż nie one są głównym czynnikiem). Z sytuacji małego kalibru, to miałam kiedyś tak, że uczeń którego uczyłam prawie 2 lata i mieliśmy dobre relacje chociaż naukę traktował na zasadzie "ty stawaj na głowie, żeby mnie nauczyć, ja mam język głęboko w odwłoku, ale dla spokoju sumienia chodzę na lekcje, bo wiem, że powinienem się uczyć" (opowiadał mi o swojej rodzinie, życiu, pracy i generalnie podkreślał, że mnie lubi i moje metody - wreszcie znalazł dobrego nauczyciela, bo z poprzednimi najwyżej kilka lekcji i go nudzili) w pewnym momencie po prostu nie przyszedł na kolejną umówioną lekcję. Na SMS-a z pytaniem, co się stało odpisał, że zapomniał i umówił się na kolejną lekcję. Oczywiście znowu nie przyszedł ani nie napisał, że go nie będzie. Nie wspomniał, że musi czy chce zrezygnować z lekcji, zwyczajnie od tego momentu rozpłynął się w powietrzu. O sytuacjach w szkole językowej, gdy jechałam na lekcję indywidualną do domu klienta (załatwianą przez szkołę) zastawałam drzwi zamknięte, bo "zapomniał i poszedł na rower" albo "zrezygnował z kursu, bo jest za drogi, ale zapomniał poinformować szkołę" lub "szkoła zapomniała poinformować mnie, że ta osoba nie będzie już się dalej uczyła, więc przejechałam się na darmo" nie wspominam. Wtedy to było strasznie frustrujące i było mi przykro tak jak tobie. Głowa do góry.
                          • joalma Re: Takie sytuacje 22.03.14, 16:56
                            Ninal5 - masz już jakiś konkretny pomysł na nowy zawód? gdzie znaleźć pracę z wykorzystaniem języka i nabytego doświadczenia, unikając przy tym tych wszystkich wad pracy lektora?

                            ja przez pewien czas myślałam o powrocie do szkoły (kiedyś pracowałam w gim) ale jak sobie pomyślę o "dzisiejszej młodzieży" to raczej wolę sobie odpuścić. już jestem w tym wieku że po prostu nie chce mi się użerać i pilnować dyscypliny oraz całej szkolnej papierologii. jeszcze lekcje 1:1 są ok, ale 1:30 jakoś mi się nie uśmiechają. poza tym, dość trudno jest w obecnej chwili znaleźć pracę w szkole. u mnie w mieście oferty z angielskim są jedynie w przedszkolach, np 1h tygodniowo ;-/

                            druga opcja to tłumaczenia - to odpada bo nie lubię, poza tym, wolałabym pracę taką "żeby wyjść z domu" od 8-16, a potem mieć czas dla dziecka.
                            dalej: korpo, dział handlowy, eksportowy firmy? niestety brak mi doświadczenia i wykształcenia kierunkowego, chociaż język bylby atutem - ale trzeba by uzupełnić studia, a to znów parę lat w plecy. mam znajomą, która skończyła filologię jakąśtam, nieważne, i ona od wielu lat szuka pracy w firmach z wykorzystaniem jej języka, a właściwie dwóch, i wszędzie ją odsyłają z kwitkiem bo wolą kogoś ze słabszym językiem a większym doświadczeniem w branży.
                            co tam dalej - jakiś awans w zawodzie typu: metodyk, autor podręczników itp. przyznam, że ciągle nad tym myślę ale niestety ofert brak, a jak już coś jest to mnie nie chcą. kurcze, nawet za darmo chciałam kiedyś pomagać jako metodyk w jednej szkole językowej żeby nabrać praktyki i mieć co wpisać do cv to mnie olali.
                            na razie zdecydowałam się iść w IT, siedzę teraz na wychowawczym i się doszkalam w tym kierunku, ale nie wiem czy to jest to, niby pracę dużo łatwiej znaleźć, też można pracować zdalnie, można w biurze, ale w duszy mi gra nauczanie. i bądź tu mądry...
                            • anglofil Re: Takie sytuacje 22.03.14, 22:31
                              Ja miałam sytuację ostatnio, że po świątecznej przerwie mi klientka napisała, że niestety nie da rady bo znajomi przyszli - na godzinę przed zajęciami - po czym się rozpłynęła. Byłam nieźle wkurzona, bo dla niej wcześniej wróciłam od znajomych sama. O traktowaniu mnie jak zaczynałam nie wspomnę - panna na którą czekałam w miejscu pracy godzinę, lekcja miała trwać półtorej ale jej się coś wydłużało, jechanie do kogoś przez pół miasta po to, żeby dowiedzieć się, że "zaraz przyjdzie koleżanka, możemy dzisiaj pół godzinki?", jechanie z ramienia szkoły w siarczysty mróz o poranku do czyjegoś domu żeby usłyszeć, że to chyba nie dzisiaj - ach... cud, że zdecydowałam się dalej w to pchać. Najfajniej było, jak miałam zajęcia w firmie skąd pochodziło 80% mojego zarobku zaraz przed świętami, kombinowałam jakby to zaraz po nich jakieś dodatkowe lekcje z nimi w charakterze odrabiania przerwy wcisnąć po czym pani "to do zobaczenia w marcu". Cudowny E... zapomniał mnie poinformowac, że firma zawiesza lekcje bo walnęli się z jakimś rachunkiem i firma się wkurzyła. Pamiętam wtedy jak mi serce skoczyło do gardła. Naprawdę, to że nie kipnęłam to chyba cud. Pamiętam, że bez przerwy, codziennie powtarzałam sobie moje wtedy ulubione angielskie słowo : persit, persistance, you must persist. No i w sumie każdego roku zarobki mi od tych kilku lat rosną, ze szkołami nie wspołpracuję, i dziękuję, jakoś żyję. No i cały czas się douczam opcji bardziej specjalistycznych i dzięki Bogu lubię tłumaczyć....
                              • ninal5 Re: Takie sytuacje 23.03.14, 08:13
                                A no i lekcje w domach u "bogatych i ważnych" - lekcja rano, jadę przez zapchaną Wawę na drugi koniec miasta, uczeń otwiera mi drzwi w piżamie lub poplamionych dresach, w domu bałagan, jakieś pogniecione brudne ciuchy i papiery walają się po pokoju, w którym mamy lekcje. Uczniowi to nie przeszkadza, "trochę zaspaliśmy" i lekcję ma w tej właśnie w piżamie, widać przebranie się zabrałoby mu cenne minuty lekcji. Druga sytuacja - lekcja w sobotę w okolo 13, uczniowie to małżenstwo (pilne, sytmpatyczne i zdolne). Ona dopiero co urodziła dziecko. Przychodzę na lekcję. Na stole w salonie przygotowane podręczniki, zeszyty, wszystko gotowe. Uczniowie zasiadają do lekcji i mozemy zaczynać, tylko "trochę im się przesunął obiad i się nie wyrobili przed lekcją, bardzo przepraszają, ale oni będą jedli w czasie lekcji." I jedzą -zupa, kotlet, ziemniaki, cały obiad itp. W czasie lekcji niemowlę zaczyna płakać, babka przy mnie podciąga bluzkę, zdejmuje stanik i kladzie go na stole między książkami, karmi niemowlę piersią jednocześnie robiąc ćwiczenie drylujące. Uczniowie ci nie byli Polakami, może to usprawiedliwia ten w moim odczuciu brak kultury a w ich pojęciu swobodę we własnym domu i akceptację w nim lektorki jako "swojaka".
                                Czekanie godzinę w firmie przy recepcji na "pana prezesa". Lekcja zaplanowana na 1,5h. Czekanie pół godziny w kancelarii adwokackiej na ucznia, po czym przychodzi asystentka i lodowatym tonem mówi "Pan mecanas nie ma dla pani dzisiaj czasu. Odprowadzę panią do wyjścia" . Żadnego "przepraszamy", "coś wypadło" czy coś w tym stylu. To moje autentyki.
                                To było na początku mojego nauczania, gdy uczyłam dla szkół. Teraz na własnej działalności unikam lekcji w domach u nowych uczniów, albo firma albo u mnie. U uczniów tylko gdy już się znamy lub z polecenia od konkretnych osób.
                                • baba67 Re: Takie sytuacje 23.03.14, 08:29
                                  Od samego poczatku potraktowalam dojazdy jak "frycowe" ktore musze zaplacic. jak tylko odrobine pewniej stanelam na nogi przestalam przyjmowac zlecenia z dojazdem -zrobilam jeden wyjatek ale wczesniej znalam te osobe.Wszystko jest kwestia nastawienia, oczywiscie jest niemilo jesli spotykasz sie z lekcewazeniem, ale to sie da zminimalizowac. Z czasem nabiera sie umiejetnosci trafnej oceny z jakim typem mamy do czynienia, na niektore maile z propozycja wspolpracy w ogole nie odpowiadam.
                                  • ninal5 Re: Takie sytuacje 23.03.14, 09:41
                                    Dokładnie tak. W szkołach nie miałam możliwości decydowania kogo uczę. Nie mogłam też w żaden sposób skomentować czy ustosunkować się do zachowania uczniów, bo sam fakt że płacili dla szkoły był najważniejszy lub jedynie ich interesował.

                                    Teraz mam tak jak ty i rzadko spotykam się z sytuacjami, które opisałam wyzej tzn. lekceważenia, braku szacunku w czasie nauki tylko dlatego, że uczeń płaci za lekcje. Znikanie bez słowa/ SMS-a się niestety zdarza. Generalnie im twardsze stawiam warunki i dobitnie wyjaśniam, na jakich zasadach jest nasza współpraca, tym bardziej jestem szanowana.
                                    Czasem gdy dzwoni nowa osoba już po samym doborze słów gdy mówi, jakich lekcji chce, wiem jakie mogą być "problemy" i wiem, że nie warto w to wchodzić lub wejść tylko na krótko i na konkretnych zasadach. I jeszcze nigdy się nie pomyliłam w ocenie :-)
                                    • baba67 Re: Takie sytuacje 23.03.14, 09:49
                                      No wlasnie-tu nie chodzi o to zeby brak szacunku akceptowac, tylko zeby pogodzic sie ze jestesmy z racji poznawania wielu ludzi niekiedy narazeni na takie zachowania i nie brac tego zbyt osobiscie. Z drugiej strony grzeczna, ale konsekwentna postawa eliminuje takie zachowania( niekiedy wraz z uczniami niestety). Nie wszystko sie jednakowoz da przewidziec, jakby ktos jakas skuteczna krysztalowa kule widzial niedrogo to niech da znac:-)
                                • robak.rawback Re: Takie sytuacje 23.03.14, 12:03
                                  kurcze trzeba troche wyluzowac - wszyscy zaganiani sa - zeczywiscie najlepiej by bylo zeby zrobili spring cleaning przed twoja wizyta ale zycie srednio oplacanych przecietniakow jest jakie jest.
                                  karmienie publiczne piersia mnie osobiscie drazni i nie lubie na to patrzec, ale trudno sie mowi - to jest minor inconvenience jesli ci za to placa. ja bym sie cieszyla ze nie odwolali.

                                  jak siedza i napychaja sie kotletem to sila rzeczy nic nie robia i ty nic niemusisz robic. wiec kase dostajesz czesciowo za posiedzenie i poprzygladanie sie na ich balagan.

                                  [url=https://www.youtube.com/watch?v=mekofQWyJb0#t=00m57s]They have a lot of problems pronouncing your name..... dedeldedeldedeley sitchiation[/url]
                                  • baba67 Re: Takie sytuacje 23.03.14, 12:24
                                    Ale apetyt robia biednemu lektorowi:-)
                                    • ninal5 Re: Takie sytuacje 23.03.14, 19:00
                                      baba67 napisała:

                                      > Ale apetyt robia biednemu lektorowi:-)

                                      Te kotlety to nie bardzo, bo ja vege jestem ;-)
                              • baba67 Re: Takie sytuacje 23.03.14, 08:15
                                To chyba naprawde kazdy moze takimi opowiastkami sie podzielic.
                                Sama mialam troche szczescia bowiekszego hardcoru ktory sie na ogol wiaze z dojezdzaniem nie mialam(w tej chwili 90% lekcji mam w domu).
                                Tylko atrakcje standardowe-uczniowie pilni do pierwszej choroby,potem znikajacy,wieloletni uczniowie niby zaprzyjaznieni ktorzy nagle rezygnuja smsem bez slowa wyjasnienia,rodzice ktorzy nie uwazaja za stosowne poinformowac ze dziecka na nastepnej lekcji nie bedzie (dziecko 11lat)i ja sie tego dowiaduje z przypadkowego zdania.Rodzice oboje lekarze zdawaloby sie odpowiedzialni i empatyczni.
                                Tylko ze kazdy zawod ma swoje minusy, ktore trzeba zwyczajnie zaakceptowac, jesli sie nie potrafi- zmienic.
                                • ninal5 Re: Takie sytuacje 23.03.14, 09:19
                                  baba67 napisała:

                                  > Tylko atrakcje standardowe-uczniowie pilni do pierwszej choroby,potem znikajac
                                  > y,wieloletni uczniowie niby zaprzyjaznieni ktorzy nagle rezygnuja smsem bez sl
                                  > owa wyjasnienia,rodzice ktorzy nie uwazaja za stosowne poinformowac ze dziecka
                                  > na nastepnej lekcji nie bedzie (dziecko 11lat)i ja sie tego dowiaduje z przypad
                                  > kowego zdania.> Tylko ze kazdy zawod ma swoje minusy, ktore trzeba zwyczajnie zaakceptowac, jes> li sie nie potrafi- zmienic.
                                  >
                                  Dla mnie standardem danego zawodu są godziny w jakich się pracuje np. dyżury lekarskie,etat 9-17:00 lub praca wieczorami u lektorów, wyjazdy u kierowców zawodowych itp.; odpowiedzialność z nim związana, typ umowy i wysokość wynagrodzenia. Wpisanie braku kultury osobistej i szacunku uczniów wobec nauczyciela w stały minus naszego zawodu to dla mnie nieporozumienie totalne.
                                  • baba67 Re: Takie sytuacje 23.03.14, 09:27
                                    Nie rozumiemy sie za bardzo zeby to tlumaczyc ale pozdrawiam anyway.
                            • ninal5 Re: Takie sytuacje 23.03.14, 09:01
                              Joalma, ja pomysłów mam dużo. Niestety za dużo i ciężko mi się zdecydować, w którą stronę pójść. Skończyłam też inne studia magisterskie. Niektóre z pomysłów to nadbudowanie na tym, co już umiem i na doświadczeniu, które mam tylko rozszerzenie go. Wymagałoby to roku podyplomówki lub kilku lat doktoratu, uczenia się i powolnego wchodzenia na rynek z jednoczesnym robieniem tego co teraz, bo za coś muszę żyć. Generalnie dużo zachodu i pracy. Inne pomysły to zmiana na coś zupełnie nowego i pójście w jakiś start up związany z tym, co umiem lub o czym marzę (a jeszcze nie umiem). Pomysły mam. Szybciej, ale i też większe ryzyko finansowe. Jeszcze inne opcja to zrobienie sobie roku do dwóch lat przerwy od Polski i pojechanie do Azji, którą bardzo lubię i uczenie tam angielskiego. Podróżowanie i w międzyczasie zdecydowanie na spokojnie i bez martwienia się o finanse (z uczenia np. w Tajlandii czy Chinach można spokojnie żyć), w którą stronę popchnąć pracę w powrocie.
                              Tłumaczyć bardzo lubię, zrobiłam podyplo z tłumaczeń. Robię to dodatkowo, bo dla mnie tłumaczenie (dobre) jest dużo trudniejsze niż uczenie. Finansowo też znaczenie mniej opłacalne. Praca w firmach czy korpo dla mnie odpada, nie nadaję się do pracy w grupie od... do..., lubię być niezależna i sama o sobie decydować :-)

                              Joalma, jeśli masz dziecko/dzieci to wiadomo, że nie spakujesz się w miesiąc jak ja bezdzietna i nie wyjedziesz do Azji. Może w twojej sytuacji warto pomyśleć o własnej działalności nie związanej z językiem np. moja koleżanka po urodzeniu dziecka odkryła, że w jej okolicy jest mało miejsc, gdzie dziecko można zostawić po szkole lub zamiast przedszkola na kilka godzin. Otworzyła prywatną "świetlicę", taki osiedlowy klubik - ani to nie jest przedszkole ani punkt zabaw jak te z kulkami (nawet nie wiem, jak to się nazywa). Miejsce, gdzie dziecko może odbrobić lekcje po szkole i z pomocą pedagogów, pobawić się, zjeść podwieczorek, mieć lekcje angielskiego i to wszystko w jednym miejscu itp. Zainteresowanie jest ogromne i po roku ma wszystkie miejsca zajęte.Mowa o Warszawie, nie wiem jak jest w mniejszych miastach. Koleżanka jest anglistką i wcześniej pracowała z dziećmi przedszkolnymi. IT to ostatnia rzecz na której się znam, więc nie doradzę.
                              • joalma Re: Takie sytuacje 23.03.14, 09:37
                                Ninal5 - dzięki, za odpowiedź u mnie właśnie wyjazd ze względu na dziecko nie wchodzi w grę. szczerze przyznam, że godziny pracy /popołudnie, wieczór/ też są OK dopóki synek nie pójdzie do przedszkola. narazie miałam w czasie lekcji doraźnie męża czy nianię ale niestety w 2015 czeka nas obowiązkowa zerówka i nie wyobrażam sobie sytuacji, że rano synek jest w przedszkolu, a jak wraca to ja akurat idę do pracy i to dzień w dzień - praktycznie byśmy się mijali. do tego dochodzą soboty kiedy od lat mam najwięcej uczniów. właśnie to jest największa wada bycia lektorem. wcześniej mi to nie przeszkadzało, ale w najbliższej przyszłości widzę to jako ogromny problem i muszę coś z tym zrobić. dodatkowo, nieregularne zarobki praktycznie zmuszają mnie do poszukiwania pracy całkiem gdzie indziej mimo, że sercem jestem tu. wczorajszy post, który napisałam skłonił mnie do przeglądania ogłoszeń pracy - dla metodyków rzeczywiście niewiele, aktualnie 2 w warszawie i 1 we wrocławiu. strasznie mnie to kusi i poważnie się zastanawiam czy nie zostawić sobie furtki w tym kierunku i dodatkowo coś robić (kurs, szkolenia, praktyka). niestety bardzo trudno jest mi pogodzić dziecko, dom, to co aktualnie robię oraz szkolenie się w 2 dziedzinach. dosłownie czasowo nie wyrabiam albo jakoś słabo zorganizowana jestem ;)
                                • felu_sia Re: Takie sytuacje 23.03.14, 10:59
                                  Wydaje mi się, że fajną opcją jest praca jako weryfikator czy korektor. Właśnie w takim kierunku szukam pracy ale słabo mi to coś idzie :)
                                  Co do opisywanych przez Was korkowych sytuacji - o tym mogłabym chyba książkę napisać, aczkolwiek nigdy nie zdarzyło mi się, żebym pocałowała klamkę. Jeśli mam zajęcia z dojazdem - kasuję więcej. Zajęcia, które ktoś odwołuje, zawsze są odrabiane. Mówię o tym na samym początku i nikt się jeszcze nie zbuntował.
                                  Znikający uczniowie czy też tacy, którzy umawiają się na pierwszą lekcję, a nie przychodzą i nie uprzedzają to chyba mój jedyny problem.
                                  Generalnie, korkowy grafik mam stabilny, gorzej z wakacjami. Wtedy z reguły pracuję na koloniach, czasem językowych, ale w tym roku chyba pojadę sobie do UK na 3 miechy ;)
                                  • joalma Re: Takie sytuacje 23.03.14, 15:00
                                    obozy i kolonie to super opcja, zawsze jakiś zarobek a i trochę świeżego powietrza ;)
                                    pamiętam, że kilka moich koleżanek ze studiów co rok jeździło do USA na campy i tam 2 miesiące pracowały opiekując się dzieciakami, przygotowując jedzenie czy organizując im czas, a cały trzeci miesiąc zwiedzały. po nich było widać największy postęp językowy i łatwość wysławiania się, już nie mówiąc o opaleniźnie i fotkach jakie przywoziły ze sobą :) w październiku przyjeżdżały takie rozgadane po angielsku i masą nowego słownictwa że cała reszta była w szoku ;)

                                    tak mi się jeszcze przypomniało, nie wiem czy o tym pisałam kiedyś tutaj - dość dawno już byłam na rozmowie w sprawie pracy w firmie, która zajmuje się weryfikacją kwalifikacji kandydatów. praca w biurze, przy telefonie i komputerze - dzwoni się lub emailuje z uczelniami i firmami za granicą potwierdzając referencje, wykształcenie itd generalnie informacje z cv, potem pisze się z tego raport. konieczny jest biegły angielski lub angielski + inny język. niestety biuro było dość daleko mojego miasta i miałam trudny dojazd, dodatkowo praca była na zmiany w godzinach chyba od 7-18 - z powodu stref czasowych a wiele rozmów miało byc z USA, płaca taka sobie, żadna rewelka. pamiętam, ze jak sobie przeliczyłam to akurat starczyłoby na nianię, pampersy i bilet miesięczny. a i jeszcze biuro otwarte, na sali dosłownie kilkadziesiąt osób w tym samym czasie blablabla przez telefon albo stuk puk po klawiszach - nie wiem czy potrafiłabym się skupić na dłuższą metę.
                                    • ponurra_kurra Re: Takie sytuacje 23.03.14, 16:09
                                      Do joalma: doskonale rozumiem twoje organizacyjne dylematy. Strasznie frustrujące jest codzienne mijanie się z dzieckiem / dziećmi, które chodzą do przedszkola czy szkoły. Niestety, godziny pracy lektora są okropnie nierodzinne, sama mam od kilku lat taka sytuację i dlatego pracuję max do 18.30. Jesli tylko trafia się lekcja przedpołudniowa, nigdy nie wybrzydzam i biorę niemal w ciemno. Co do godzin popołudniowych, tutaj już "przebieram", gdyż traktuję ten czas jako czas odebrany dzieciom. Może i głupie to rozumowanie, bo z czegoś żyć trzeba, ale mam akurat takie priorytety.
                                      Jeśli tylko dasz radę ustawić sobie bardziej rodzinne godziny zanim synek zacznie przedszkole, to super. Masz jeszcze trochę czasu, więc powodzenia:)
                                      • joalma Re: Takie sytuacje 23.03.14, 18:24
                                        dzięki, Ponurra_kurra. Dopiero kiedy są dzieciaki człowiek zaczyna się zastanawiać nad tymi kwestiami. To, co wcześniej było plusem, teraz przekształca się w wielką wadę tej pracy.

                                        Pamiętem, że w zamierzchłej przeszłości chciałam być przewodnikiem turystycznym, myślałam, że to taka świetna praca gdzie się mnóstwo podróżuje, zwiedza, poznaje ludzi - całe szczęście nie tam mnie życie rzuciło bo teraz sobie całkowicie nie wyobrażam zostawiania dziecka na ileś tam tygodni.
                                        • ninal5 Re: Takie sytuacje 23.03.14, 19:16
                                          To jest jeszcze jeden z powodów, dlaczego planuję zmiany teraz gdy jeszcze dzieci nie mam. Bo widzę, jak to wygląda u moich dzieciatych przyjaciół i wiem, że moja praca do 21:30, którą teraz uważam za plus stanie się ogromną wadą.
                                          Joalma a próbowałaś aplikować na pozycje asystencko-sekretarskie w dużych firmach? Albo do działu zajmującego się weryfikacją tekstów w korpo? Mój znajomy tak pracuje. Weryfikuje dokumenty, opinie, umowy przygotowane przez różne inne działy właśnie pod kątem poprawności językowej. Praca 9-17, rzadko zostaje po godzinach. Druga koleżanka (nie Polka) pracowała w ten sam sposób jako "proofreader" w firmie prawniczej. Zarabiała bardzo dobrze.

                                          • joalma Re: Takie sytuacje 23.03.14, 21:02
                                            dzięki Ninal5 - to też ciekawa opcja, to chyba jakiś zbieg okoliczności bo mąż mi właśnie dziś też podsunął podobny pomysł ale konkretnie w branży IT, tam potrzeba osób do pisania i weryfikowania dokumentacji technicznej po ang, niekonieczne jest wykształcenie informatyczne, można się doszkalać w trakcie i ewentualnie potem zmieniać stanowisko. znów mam temat do przemyśleń ;)
                                            • ponurra_kurra Re: Takie sytuacje 23.03.14, 21:29
                                              To też bardzo ciekawa opcja dla anglisty. Kiedyś pracowałam w firmie, która zajmowała się m. in. tłumaczeniami i był tam anglista, tzw proofreader - musiał on być nie tyle specjalistą, co mocno orientować się w danej dziedzinie, a dziedzin tych było kilka. Stanowisko dość odpowiedzialne i stresujące, ciągle się musiał doszkalać, ale praca w stałych godzinach.
                                              Ciekawa jestem swoją drogą, czy tę pracę można obecnie wykonywać zdalnie?
                                              • joalma Re: Takie sytuacje 23.03.14, 21:44
                                                myślę, że to kwestia dogadania się z firmą, sposobu rozliczania się (godzinowy, od strony itd), na pewno znajdzie się jakaś firma, której będzie to na rękę i np. 3-4 dni w tygodniu będzie można pracować z domu - plusy dla nich są takie, że nie zajmujesz miejsca w biurze, nie muszą dawać ci sprzętu, dokumenty i tak są w wersji elektronicznej - wiele firm to doceni. ale nie każda będzie sobie życzyła, żeby ich dokumentacja wydostała się "poza budynek" albo potrzebują kogoś również do stałego kontaktu " z zagranicą" - wtedy tylko w biurze.
                                                • ponurra_kurra Re: Takie sytuacje 23.03.14, 21:53
                                                  Tak sobie luźno rozmyślam... Generalnie osobie, która ma ciągły kontakt z ludźmi (lektor-nauczyciel) trudno jest przestawić sie na tryb pracy w stylu 8h przed kompem. Mi po tylu godzinach tłumaczenia mózg już wysiadał, a kręgosłup tym bardziej. Nie lubiłam tej roboty, zwłaszcza, że nie szło się w niej w niczym wyspecjalizować. No i brakowało mi tego kontaktu z człowiekiem, gadania;) Dlatego warto się zastanowić, czy po pracy w nauczaniu podołamy w totalnie odmiennym trybie pracy? Dla mnie ideał to chyba trochę siedzenia przed kompem i trochę kontaktu z klientem.
                                                  • joalma Re: Takie sytuacje 23.03.14, 22:02
                                                    ano, coś w tym jest.... gdzieś czytałam, że "nauczyciel to nie powołanie tylko rozpoznanie" ;) ja nie wiem czy psychicznie dam radę mieć nad sobą szefa ;) po tylu latach bycia sobie sterem, żeglarzem i okrętem....
                                                  • robak.rawback Re: Takie sytuacje 24.03.14, 22:55
                                                    ja bym nie mogla wlasnego biznesu prowadzic - musze miec nad soba bata w postaci managementu i wymagan narzuconych od gory, ktore mnie zmuszaja zeby rano wstac do pracy

                                                    a co z praca np w bankach, przedisebiorstwach ubezpieczeniowych, wydawnictwach, radiu, jakichs gazetach, placowkach edukacyjnych ale w postaci admin support a nie nauczyciela? - nie szukacie tam?
                                                  • joalma Re: Takie sytuacje 26.03.14, 10:29
                                                    to jest dobry pomysł jeśli ktoś mieszka w dużym mieście, u mnie niestety te pomysły odpadają, dojazd do najbliższego dużego miasta zająłby mi za dużo czasu, ze względów rodzinnych muszę szukać czegoś bliżej.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka