felu_sia
20.03.14, 00:45
Cześć forumowicze,
Spotkały mnie ostatnio dwie następujące sytuacje:
1. Pracowałam w szkole policealnej dla dorosłych, tryb weekendowy. Od dyrektora dostałam przykaz, alby patrzeć na nich przez palce, bo mają trudną sytuację rodzinne czy tam finansowe...Trochę mnie zdziwiła taka postawa, w końcu szkoła to szkoła... Ponieważ jestem z tych n-li, którzy do swej pracy podchodzą sumiennie, prowadziłam zajęcia tak jak zazwyczaj, mając na uwadze oczywiście osoby, które nie uczyły się nigdy języka.
Dostałam dwie żółte kartki, pomimo tego, że naprawdę starałam się do nich dotrzeć.
Wypowiedzenie umowy dostałam w momencie, kiedy powiedziałam dyrektorowi, że prac kontrolnych nie przyjmuję po wyznaczonym terminie. Nie wiem, po co on w takim razie był, skoro w dniu egzaminu przynoszono mi prace, stanowiące podstawę do zaliczenia egzaminu.
W umowie zleceniu, którą mam podpisaną do 31.08.2014 stoi zapis, że jest ona zrywana w momencie wadliwego wykonania zlecenia bez odszkodowania.
2. Zajęcia w firmie. Kursanci to głównie kierowcy, którym zależy na konwersacjach. Pytam po zajeciach, czy im się podoba, czy coś zmienić, a oni, że nie, że im się podobało.
Po czym któregoś pięknego dnia dostaję telefon, że mam więcej nie przychodzić.
Umowa o współpracy (mam DG) do końca czerwca i zapis, że umowa jest zrywana w trybie natychmiastowym w przypadku zaniedbywania przyjętych zobowiązań, niedotrzymania warunków umowy, działania na szkodę zlecającego. Żadna z tych rzeczy nie miała miejsca.
Moje pytanie: czy jest sens iść z tym do prawnika?