ada1077
01.02.05, 13:20
Zadaję to pytanie, ponieważ nie rozumiem dlaczego, w takim dużym mieście jak
Poznań (nie wiem jak jest w innych miastach), w którym są dobre uniwersytety
i kilka prywatnych językowych szkół wyższych, gdzie uczy się mnóstwo
studentów anglistyki oraz filologii angieslkiej, oraz jest mnóstwo
bezrobotnych absolwentów tychże szkół; nie można znaleźć porządnej szkoły
językowej (angielskiego) dla małych dzieci (takich od 1,5roku czy 2 lat
wzwyż) albo prywatnego przedszkola anglojęzycznego z prawdziwego zdarzenia.
Jest tylko jedna szkoła Helen Doron z kilkoma oddziałami, na którą coraz
więcej rodziców
narzeka, że mają kiepskie materiały a wygórowane ceny, że zajęcia trwają za
krótko i powinny się częściej odbywać. I nie ma żadnej alternatywy oprócz tej
szkoły. Czyżby nikomu nie opłacało się wykazać żadnej inicjatywy? Od
jakiegoś czasu ja szukam tej alternatywy dla swojego dziecka (prawie 3-latek)
i nie mogę znaleźć. Wygląda mi to
tak, jakby w Poslce nie było żadnego bezrobocia a nauczyciele angielskiego
tak dużo zarabiają, że nikomu nie opłaca się zająć nauką małych dzieci.
Nie rozumiem też dlaczego w większości przedszkoli (także prywatnych, które
niby kładą nacisk na angieslki) uczą osoby, które mają zatrważająco niski
poziom językowy oraz wiedzę na temat pracy z małymi dziećmi. Uważam też, że
certyfikat taki jak FCE w żadnym razie nie powinien być uważany za
uprawnienie do nauki małych dzieci. Doskonale
wiem, jaki to jest poziom wiedzy, może zdać go niemal każdy, kto trochę umie
angielski. Nauką małych dzieci powinni zajmować się co
najmniej absolwenci anglistyki z pedagogiką wczesnoszkolną i przedszkolną
oraz dodatkowo po odpowiednich kursach. Czyżby takie osoby nie miały nigdy
problemów ze znalezieniem pracy, albo zarabiaja tak dużo, że nie opłaca się
im wykazać żadną inicjatywą i założyć własnej (chociażby malutkiej) szkoły
językowej dla najmłodszych? Przecież popyt na takie szkoły jest obecnie
zdecydowanie wyższy niż podaż!!! Nie rozumiem Was - angliści, dlaczego macie
takie podejście do sprawy! Uważam, że biorąc pod uwagę obecne bezrobocie,
zwłaszcza wśród absolwentów szkół wyższych, za wręcz skandaliczne, że rodzice
tacy jak ja muszą się prosić anglistów, aby zechcieli zaoferować coś naszym
dzieciom. Mam oczywiście na myśli fachowców, którzy wiedzą coś o dzieciach.
Przecież niemożliwe, aby w takim mieście jak chociażby Poznań tych fachowców
nie było?
Zatem moja prośba do anglistów: Wykażcie się wreszczie! Przecież to jest Wasz
interes!
A jeśli uważacie, że nie macie pojęcia o pracy z tak małymi dziećmi, to są
odpowiednie kursy, na których możecie uzupełnić wiedzę. Co ambitniejszych,
pewnie byłoby stać także na opracowanie profesjonalnych materiałów do nauki,
no nie? Nie wydaje mi się, aby to było aż takie trudne, najważniejsza jest
pomysłowość i wyjście naprzeciw dzieciom - klientom. Jeśli ktoś z Was wie coś
o zasadach podejścia do klienta CRM (Customer Relationship Menagement) to mu
to ułatwi odnalezienie drogi do sukcesu w prowadzeniu takiej szkoły,
oczywiście po opracowaniu oferty (materiałów do nauki) ściśle
odpowiadającego potrzebom klienta (małego dziecka) .