Ten tekst będzie długi i proponuję Ci drogi czytelniku zaparzyć sobie dobrą kawę. Zamierzam przejechać na moim literackim motocyklu kawał drogi, a i rozpędzę się na nim do granic możliwości bezpiecznej jazdy. Boję się, że w pewnym momencie mogę stracić ogląd sytuacji i nie będę pewien czy dalej jeszcze jadę, czy może już leżę w rowie

? Będę zachowywał się jak żeglarz, który co jakiś czas zmienia kurs. A co, nie wolno mi? Nie muszę mieć tylko jednego celu; mogę przecież płynąć np. do Honolulu, a po drodze zwiedzić inne kraje, a jak będzie mi się podobało to zostanę do momentu, gdy uznam, że trzeba płynąć dalej. Krytyki nie będę szczędził nie tylko samemu Bogu, ale i jego opozycji, która twierdzi, że go nie ma. Wezmę się również, za rzekomych nauczycieli duchowych, których punkt widzenia od jakiegoś czasu zgłębiam. Dziś pojadę po wszystkich; ani moi przeciwnicy, ani poplecznicy nie mogą czuć się bezpiecznie, a jedynie słuszny osąd wydam Ja, czyli słynny już Filozof Skandalista na FB. Jako naukowiec z automianowania, mam prawo do wprowadzania nowych pojęć naukowych, a zatem wprowadzam nowy termin: PARAOBIEKTYWIZM - o holender Word mi nie podkreślił tego wyrazu, co oznacza, że już ktoś mnie chyba ubiegł, szkoda. A, nie! Dobrze! Word nie podkreśla wyrazów pisanych dużymi literami. A więc podejdę dziś do tematu paraobiektywnie. Definicję Paraobiektywizmu podam dopiero za jakiś czas – muszę to wszystko jeszcze raz dokładnie zbadać i poddać szczegółowym analizom w moim laboratorium, by być pewnym na 100%
O BOGU JESZCZ RAZ TAK NA START
Pompatyczność słowa Bóg wymaga nieco więcej szacunku, niż w innych podejmowanych przeze mnie – czyli słynnego już filozofa-skandalisty na fejsiku – tematach. Swój szacunek dla Boga chciałbym wyrazić kolejnym tekstem, gdyż uważam, że jeden tekst poświęcony Bogu to za mało. Tak naprawdę NIE ZAMIERZAM PISAĆ O BOGU I TO CHCIAŁBYM BARDZO MOCNO PODKREŚLIĆ, bo nie wiem kompletnie nic na jego temat! NAPISZĘ JEDYNIE O JEGO KONCEPCJI, tak namiętnie czczonej przez stado owiec. Nie bez powodu sam Jezus Chrystus przyrównuje w swoich przypowieściach ludzi do owiec. Owce to zwierzęta, które jedzą trawę i idą za pierwszą owcą, a ta z kolei podąża za pasterzem. Zjawisko to nazywa się „owczym pędem”, a owiec nie interesuje nic poza tym, by nażreć się trawy. Mój „symboliczny szacunek” to nie jedyny powód, który skłania mnie do kolejnych, a od dziś już paraobiektywnych analiz filozoficznych. Powodów jest wiele: przyjemność z pisania, nostalgiczne pochylenie się nad grobem mojej pogrzebanej przed laty wiary w Katolickiego Boga i zapalenie tam świeczki jeszcze przed 1 listopada, a także i to główny powód – chyba naiwna chęć nawrócenia choć jednej owcy, by na nowo stała się człowiekiem.
Koniec żartów!
Mam świadomość, że tekst ten będzie kompletnie niezrozumiały dla większości osób, do których jest adresowany. Dlaczego? Bo, gdy jesteś w coś bardzo mocno zaangażowany, tracisz kompletnie jasność widzenia! To tak jak z grającym trenerem; trener może dobrze grać, natomiast jako trener traci ogląd całej sytuacji na boisku. Może go odzyskać siadając na ławce rezerwowych i tam zobaczy już dużo więcej. Podobnie jest z kibicami; kibic chce żeby jego drużyna wygrała i nie widzi fauli swojej drużyny, natomiast bardzo dobrze widzi drobne faule przeciwników, a często nawet widzi przewinienia, których po prostu nie ma. Nadmierne emocje, które pojawiają się, są jak gęsty dym, który przeszkadza w spokojnej, chłodnej obserwacji i ocenie. Dlatego podczas meczów piłkarskich jest sędzia, który nie jest, a przynajmniej nie powinien być związany emocjonalnie z żadną z drużyn. Taki sędzia (oczywiście dobry sędzia) widzi prawie wszystkie przewinienia i jest w stanie, pomimo ogromnej presji kibiców miejscowych, podejmować obiektywne decyzje. Udaje mu się to, bo po prostu nie zależy mu tym by którakolwiek z drużyn wygrała. Dałem przykład zawodów sportowych, ale analogicznie jest w każdej dziedzinie życia i np. chirurg nigdy nie będzie operował swojej umierającej na raka żony. Takim właśnie grającym trenerem, kibicem czy chirurgiem jest przeciętna katolicka owieczka, która ma bardzo małe szanse na obiektywną ocenę tego co właściwie robi. Taką owieczką byłem również i Ja, byłem również kibicem; dalej jestem, ale jestem także sędzią piłkarskim i teraz mam ogląd z obu tych perspektyw. Jako ciekawostkę chciałbym państwu powiedzieć, że gdy zostałem sędzią i chodziłem na mecze mojej drużyny jako kibic, obserwowałem czasem reakcje innych kibiców i tą różnicę między ich reakcjami, a moją. Poziom mojego podniecenia oczywiście był dużo niższy i w jakiś sposób jak na kibica byłem wyzuty z emocji. Co się wtedy działo? Mając większy ogląd sytuacji boiskowej śmieszyły mnie reakcje kibiców. W jakiś sposób czułem się od nich lepszy i patrzyłem na nich z taką lekką nutką pogardy. Kim gardziłem? Gardziłem nimi, ale również SAMYM SOBĄ, bo gdy byłem kibicem zachowywałem się dokładnie tak samo. Kiedy zwiększasz obszar obserwacji dostrzegasz coraz więcej. Jesteś pełen zrozumienia i empatii w stosunku do ludzi, bo wiesz, że kiedyś byłeś taki sam; wiesz, że po prostu nie wiedziałeś o pewnych rzeczach. Ta wiedza pozwala Ci na współczucie pełne miłości. Nie szydzisz z nikogo, a nawet jeśli zdarzy Ci się coś ostrzej lub sarkastycznie powiedzieć, czy napisać, to robisz to z szacunku i miłości, podobnej do miłości Ojca, który kara dziecko za znęcanie się nad zwierzętami na przykład. Dlatego po ostatnim i troszkę przeładowanym emocjonalnie tekście o Bogu, dziś chciałbym spokojnie (ale tylko przez jakiś czas

i z chłodną miłością podzielić się moimi przemyśleniami na temat KONCEPCJI KATOLICKIEGO BOGA i wyjaśnić jeszcze raz pewne rzeczy. Zanim zacznę cokolwiek wyjaśniać chciałbym powtórzyć jeszcze raz, jedną bardzo ważną rzecz. Człowiek, który przejmuje tylko jedną koncepcję na jakiś temat, jedną metodę rozwiązania problemu, jedną jedynie słuszną interpretację wiersza na j. polskim itd. jest podobny do zahipnotyzowanego pacjenta. Można mu zasugerować wszystko. Człowiekowi takiemu można spróbować pomóc podczas terapii, ale też można go wykorzystać np. w celach przestępczych. Hipnoza jako metoda nie jest zła, to po prostu metoda stosowana w psychologii/psychoterapii. Jednak człowiek zahipnotyzowany podobnie jak kibic piłkarski, WIDZI COŚ CZEGO NIE MA I NIE WIDZI CZEGOŚ CO JEST.
ZABEZPIECZENIA ANTYWŁAMANIOWE
Kiedy coś masz i jest to dla Ciebie cenne, to naturalnym jest, że nie chcesz tego stracić. W obawie przed obcymi, których nie chcemy w naszym domu, mieszkaniu, samochodzie... montujemy różne zabezpieczenia, by nie zostać okradzionym z rzeczy, które zdobyliśmy, zapracowaliśmy na nie. Nikt nie chce żeby zabrano mu coś co już ma. Takie zabezpieczenia w swoich wyznawcach montuje również każda religia w obawie przed stratą swoich wiernych. Skuteczność tych zabezpieczeń jest niesamowicie wręcz wysoka, a przynajmniej była do czasu, kiedy pojawiły się: telefony, radio, telewizja i największy „demon” XXI wieku – internet.
Według Kościoła Katolickiego Mojżesz otrzymał od Boga zbiór przykazań zapisany na dwóch kamiennych tablicach. Na jednej były przykazania odnoszące się do Boga, natomiast na drugiej do ludzi i ich współżycia. Czytając dekalog, szczególnie drugą tablicę, na pierwszy rzut oka nie ma za bardzo się do czego doczepić, no bo jak? Nie zabijaj, nie kradnij... to są normy obowiązujące w każdej społeczności, również w tych nie katolickich i to jest dobre, by zachować porządek i dyscyplinę. Ale, gdy analizie poddasz przykazania z pierwszej tablicy, wtedy można dojść do ciekawych wniosków:
ZABEZPIECZENIE NR 1 – NIE BĘDZIESZ MIAŁ BOGÓW CUDZYCH PRZEDE MNĄ
Ktoś, kto sformułował to zdanie, to był bardzo inteligentny ktoś! Kościół twierdzi, że był to Bóg, a inni – w tym i Ja – są pewni na 100%, że byli to ludzie chcący wykorzystywać innych, słabszych i mniej inteligentnych. Jaki był ce