Dodaj do ulubionych

troch humoru :)

31.10.04, 09:45
Oryginał: www.racjonalista.pl/kk.php/s,1547
Humor kościelny

Pewnego razu Bóg chciał sobie zobaczyć, jak żyją ludzie na Ziemi. Kazał więc
sprowadzić telewizor, włączył, akurat kobieta rodziła. Męczy się okrutnie,
krzyczy, więc Bóg sie pyta:
- Co to jest? Dlaczego tak kobieta się tak męczy?
- No bo powiedziałeś: "I będziesz rodziła w bólu" - odpowiada któryś anioł .
- Tak? No... Tego... Ja tak żartowałem...
Przełącza - górnicy. Zharowani, spoceni, walą kilofami. Bóg się pyta:
- A to co to jest? Oni muszą się tak męczyć?
- Ale sam powiedziałeś: "I w trudzie będziesz pracował..."
- Oj, "powiedziałeś, powiedziałeś" - mówi Bóg, drapiąc się w głowę - to takie
żarty były, ja żartowałem...
Przełącza, a tam piękna, wielka świątynia, bogato zdobiona, od zewnątrz i
wewnątrz, przed nią luksusowe lśniące samochody, w środku gromada biskupów -
dobrze odżywieni, pięknie ubrani, złote łańcuchy, itp, itd.
Bóg się uśmiecha promieniście:
- O, to mi się podoba! A co to jest?
- A to są właśnie ci, którzy wiedzą, że żartowałeś...

***
Sąd ostateczny . Jezus (ubrany w skromny ubiór cieśli) oddzielił już
sprawiedliwych od grzeszników więc zwraca się do sprawiedliwychtymi słowami :
- Na powitanie pozwolę sobie pozdrowić Was ulubionym pozdrowieniem naszego
drogiego kolegi Jurka Owsiaka który tyle dobrego zrobił za życia dla chorych
dzieci - SIE MA !!!
- A co my mamy robić? - krzyczą brzuchaci, ubrani w purpurę i złoto biskupi
katoliccy ciągnięci przez diabły w ogień piekielny.
- A wy RÓBTA CO CHCETA - odpowiada Jezus .

***

Trzech roztargnionych duchownych - wśród nich biskup okazałej tuszy -
rozprawiało na stacji kolejowej o kontrowersyjnych tezach dwóch innych
biskupów. Dyskusja tak ich pochłonęła, że nie zauważyli pociągu. Kiedy
rozległ się gwizd i pociąg ruszył, rzucili się pędem w kierunku wagonów.
Dwóch z nich zdołało wskoczyć na stopnie, ale biskup musiał zostać na
peronie. Kiedy bezradnie patrzył w dal za oddalającym się pociągiem, ktoś
powiedział mu na pocieszenie:
- Niech się ksiądz nie martwi. Dwóch na trzech to i tak niezła średnia.
Otyły biskup wyszczerzył zęby w niezbyt mądrym uśmiechu: - Tak, ale oni
przyszli mnie odprowadzić.

***

Ewa powstała z Adama, gdy zasnął, i tak pierwszy jego sen miał sie okazać
ostatnim odpoczynkiem.

***

Desmond Tutu, biskup Johannesburga (a obecnie arcybiskup Capetown) w
Republice Południowej Afryki, laureat pokojowej Nagrody Nobla w roku 1984,
jest jednym z przywódców walki z apartheidem. Jego kąśliwy dowcip i łagodny
sposób bycia podbił serca wielotysięcznych rzesz na całym świecie. Swoje
wyjątkowe poczucie humoru zademonstrował podczas ekumenicznego nabożeństwa w
Nowym Jorku, w listopadzie 1984.
- Kiedy misjonarze po raz pierwszy przybyli do Afryki - powiedział - mieli
Biblię, a my mieliśmy ziemię. Powiedzieli nam: "Módlmy się". Zamknęliśmy
oczy. A kiedy je otworzyliśmy, było na odwrót - my mieliśmy Biblię, a oni
ziemię.

***

Nawet arcybiskup Canterbury miewa czasem do czynienia z ludzką impertynencją.
Przewielebny wygłaszał kiedyś w Londynie rozważanie, podczas którego
stwierdził:
- Mówi się, że piekło jest wybrukowane dobrymi chęciami. Ale dzisiaj jak mi
się wydaje, wybrukowane jest raczej alkoholem, kobietami i szybkimi
samochodami.
Głos z tłumu: - Śmierci, gdzie jest twoje żądło?

***

Rodzice osiemnaściorga czy dziewiętnaściorga dzieci ochrzcili swego
najmłodszego jako Freda. Następnego dnia zmartwiony mąż zjawia się na
plebanii i pyta, czy nie dałoby się zmienić dziecku imienia.
- Ale dlaczego? - dopytuje się zdumiony kapłan.
- Dzisiaj w nocy - mówi mąż - nagle nam się przypomniało, że już mamy Freda.

***

Dwóch amerykańskich pastorów podróżujących po Niemczech postanowiło pójść na
nabożeństwo. Nie znając niemieckiego uznali, że najbezpieczniej będzie, jeśli
będą robić to, co siedzący przed nimi dystyngowany pan. Podczas nabożeństwa
pastor coś ogłosił i dystyngowany pan powstał z ławki. Obydwaj Amerykanie
zerwali się na równe nogi budząc ogólną wesołość.
Po skończonym nabożeństwie przybysze odkryli, że tutejszy pastor mówi po
angielsku i zapytali go, co tak rozśmieszyło zgromadzonych.
- Zapowiadałem chrzest i poprosiłem ojca dziecka o powstanie.

***

Nieźle trzymający się osiemdziesięciolatek postanowił ożenić się z łasą na
pieniądze siedemnastoletnią blondynką. Na ich widok pastor mówi:
- Chrzcielnica jest po drugiej stronie kościoła.
- Co tu ma do rzeczy chrzcielnica? - dopytuje się czerstwy staruszek.
- Bardzo przepraszam - mówi pastor z niewzruszoną twarzą - ale uznałem, że
przyprowadził pan wnuczkę do chrztu.

***

Amerykanin składa ofertę Watykanowi. Proponuje sto milionów dolarów za zmianę
jednego słówa w Biblii. O jakie słowo chodzi, powie tylko papieżowi w cztery
oczy. Kuria podchodzi sceptycznie do propozycji, ale pieniądze bardzo by się
przydały. Zaaranżowano audiencję, ale trwała ona bardzo krótko.
- Co pan zaproponował? - zapytują się kardynałowie.
- Tylko tyle, żeby każde "Amen" zamienić na "Texas Oil".

***

Kardynał Hinsley (katolik) i arcybiskup Cantenbury, zwierzchnik Kościoła
anglikańskiego, byli kiedyś razem zaproszeni na kolację i później wracali do
miasta tą samą taksówką.
- To bardzo stosowne, że wracamy tą samą taksówką - uśmiecha się arcybiskup. -
W końcu obydwaj służymy Bogu.
- Tak, owszem 0 zgodził się kardynał - ty na swój sposób, a ja na Jego.

***

- Ktoś mi ukradł rower - skarży się pastorowi ksiądz. - Wiem, jak możesz go
odzyskać. Jutro w czasie mszy wymień dziesięć przykazań, kiedy dojdziesz
do "Nie kradnij", jeden z parafian na pewno się zaczerwieni. W poniedziałek
pastor spotkał się z księdzem i spytał: - Czy wyjaśniła się sprawa z
rowerem? - Tak, zrobiłem jak mi poradziłeś, a kiedy doszedłem do "Nie
cudzołóż", przypomniałem sobie, gdzie go postawiłem.

***

Samotny podróżnik został w dżungli otoczony przez grupę wrogo wyglądających
tubylców. Przerażony zawołał: - O Boże, to już koniec! Nagle z nieba rozległ
się głos: - Nie, to jeszcze nie koniec. Podnieś kamień i rzuć nim w szamana,
który stoi naprzeciw ciebie! Podróżnik podniósł kamień i rzucił. Szaman upadł
zakrwawiony. Podróżnik, patrząc na zbliżający się, wściekły tłum tubylców,
podniósł głowę i zawołał: - Boże, co teraz? - Teraz to już faktycznie koniec!

***

Jadą w pociągu Żyd i mł
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka