murowany
05.04.05, 18:05
Wykorzystujac okazje naglego wychuchu ucczuc religijnych i pseudoreligijnych chcialbym wywolac dyskusje w temacie jak w roznych czesciach Polski ludzie pojmuja kwestie kk, wiary, religi, JP2.
U mnie jeszcze jest ok (Slask) i mowie co chce ale boje sie jak pojade do rodziny na Podkarpaciu, ze kiedys wroce w foliowym worku - nie znajdziesz partnera do dyskusji - od razu wszyscy mowia mi, ze jestem chory, pomylony, ze mam uprzedzenia do ksiezy, do kk, ze powinienem sie leczyc lub teksty "jak smiesz?", "nie brak ci wstydu?"
Wyobrazcie sobie teraz, ze na calym Podhalu w kazdym miasteczku bedzie ulica Jana Pawla II (jesli jeszcze nie ma - a jak jest to zrobi sie druga i bedziemy miec np dwie ulice Jana Pawla 2 krzyzujace sie na rondzie im. Jana Pawla II).
A wbrew pozorom czesto najlepszych partnerow do rozmowy znajduje wsrod katolikow, ktorzy sa gleboko wierzacymi katolikami i nie boja sie zadawac sameu sobie pytan dot wiary. Przykladem, jest moj kuzyn, ktory juz dwa razy byl w zakonie i za kazdym razem z niego wystapil, teraz swiecko udziela sie w kosciele. Kiedys jak poklocilem sie z cala rodzina o moje (nie)bierzmowanie to byl on jedyna osoba, ktora mnie w pewnym momencie zaczela bronic przyznajac mi prawo do swobodnego wyboru przekonan religijnych.