Dodaj do ulubionych

nie ateizm, nie religia

29.11.05, 14:21
Hej! Zastanawiam się czy jest na tym forum więcej osób, które wierzą w
BOGA/energię/siłę wyższą (jakkolwiek byśmy tego nie nazwali), ale odrzucają
wszelkie istniejące religie, no i z racji tej wiary nie są też ateistami...czy
jestem tu zupełnie sama? sad
Obserwuj wątek
    • mcmaxim Re: nie ateizm, nie religia 29.11.05, 14:28
      hmmmz... to sie Deizm nazywa smile
      • vitmik Re: nie ateizm, nie religia 29.11.05, 14:33
        ja tak mam, nie jestes sama
      • zaila Re: nie ateizm, nie religia 01.12.05, 12:18
        nie, to nie jest deizm :]
        • mcmaxim Re: nie ateizm, nie religia 01.12.05, 23:13
          no ciekawe...
          pl.wikipedia.org/deizm
    • kociak40 Re: nie ateizm, nie religia 01.12.05, 00:22
      perythia napisała:

      > Hej! Zastanawiam się czy jest na tym forum więcej osób, które wierzą w
      > BOGA/energię/siłę wyższą (jakkolwiek byśmy tego nie nazwali), ale odrzucają
      > wszelkie istniejące religie, no i z racji tej wiary nie są też ateistami...czy
      > jestem tu zupełnie sama? sad

      Oczywiście, że są tacy i to więcej niżby się przypuszczało. Ja także tak uważam,
      ale idę o krok dalej, ale tylko o krok. Aby był sens istnienia, można założyć,
      że może być jakaś niewielka korelacja między tym Bogiem/energią/siłą wyższą
      (jednak trzeba założyć przewidywalność i inteligencję),a najdoskonalszym
      wytworem tego Apsolutu, jakim jest człowiek. Tylko człowiek ma możność
      zauważenia i docenienia tej Wielkiej Mądrości całego wszechświata i jego
      wymiaru. Wszystkie religie dostrzegają to i podają nam tą korelację na swój
      sposób, czyniąc z niej ogromny rytuał, ceremoniał, dogmaty itd. Można sobie
      wybrać co uważamy za słuszne, za logiczne w tym odniesieniu i ewentualnie
      uznać to. Inni już myśleli nad tym więc mamy z czego wybierać.

      • perythia Re: nie ateizm, nie religia 01.12.05, 12:02
        Po wnikliwym i wieloletnim studiowaniu wszelkich możliwych religii doszłam
        właśnie do wniosku, że to co mi najbardziej przeszkadza to właśnie te dogmaty,
        ceremoniał, rytuały, zasady - nie godzę się na narzucanie mi czegokolwiek i nie
        zgadzam się w pełni z żadnym wyznaniem - w każdym znajduję coś dla siebie, ale
        jest to zaledwie malutka cząstka, więc żadnego nie jestem w stanie i nie chcę
        zaakceptować.
    • kamajkore tylko czy to można oddzielić...? 01.12.05, 12:15
      zastanawiam się, czy gdybyś wcześniej nie poznała chociaż jednej religii to
      doszłabyś do wniosku o istnieniu jakiejś 'siły wyższej'?

      bo ja jednak mam wrażenie, że jedno i drugie pochodzi dokładnie z tego samego
      źródła... twórczej zdolności ludzkiego umysłu.
      • perythia Re: tylko czy to można oddzielić...? 01.12.05, 12:29
        Hmmm...tego się nigdy nie dowiemy, bo jednak wychowywałam się jako katoliczka
        smile więc pozostaje mi mieć tylko nadzieję, że jednak tak.
        • kamajkore Re: tylko czy to można oddzielić...? 01.12.05, 12:42
          widzisz, ja też wychowałam się jako katoliczka - i jeszcze parę lat po zerwaniu
          z tym odkrywałam w sobie rózne nieracjonalne przekonania, które zostały mi po
          prostu od dziecka 'wszczepione' (brrr... ale straszne słowosmile

          nie chce przez to powiedzieć, że twoje przekonanie o istnieniu 'czegoś więcej'
          jest nieracjonalne, bo nie wiem na czym się opierasz.
          często widzę wśród swoich znajomych, że wiara w siły nadprzyrodzone została im
          po prostu po odejściu od kościoła (tak jakby nie byli do końca zdecydowani, czy
          to wszystko co im mówiono było jednak prawdą czy nie).
          ale wiem, że są i tacy, którzy dochodzą do tego na podstawie jakichś innych
          przeslanek.
          ___
          ...if the truth hurts prepare for pain...
          • perythia Re: tylko czy to można oddzielić...? 01.12.05, 13:40
            Wiesz co, ja chyba wierzę, bo gdyby nie było NICZEGO - tylko nasze życie tutaj,
            na Ziemi, to wpędziłoby mnie to w straszną deprechę. Znaczyłoby to, że nasze
            istnienie nie ma żadnego głębszego sensu, a w to nidgy nie chciałabym uwierzyć.
            Być może przekonam się o czymś innym pośmierci, ale tutaj i teraz chcę wierzyć,
            że to wszystko do czegoś prowadzi...
            • kamajkore Re: tylko czy to można oddzielić...? 01.12.05, 13:58
              dla mnie akurat sens jest w jak najlepszym 'tu i teraz' i jakoś w deprechę mnie
              to nie wpędza smile
              ale to już pewnie kwestia indywidualna.

              pozdrawiam i papa, bo na dzisiaj internetu mam juz dość... smile
              • perythia Re: tylko czy to można oddzielić...? 01.12.05, 14:15
                Można i tak do tego podejść, ale pomyśl o tych wszystkich ludziach, którzy rodzą
                się chorzy, okaleczeni, którzy głodują, cierpią, nie mają tak naprawdę nic z
                życia i nie mogą tego zmienić - dla nich takie "tu i teraz" jest jedną wielką
                męczarnią...
                • kamajkore Re: tylko czy to można oddzielić...? 05.12.05, 13:56
                  hmmm jak myśle o niepełnosprawnych, to pierwsza postać przed moimi oczami to
                  Stephen Hawking na swoim wózku.
                  no wiem, wiem, że on jest raczej wyjątkiem niż regułą. ale w końcu każdy sam
                  powinien znaleźć sens swojego życia (lub życ mimo jego bezsensu, lub... nie żyć?).
                  Pytanie jakie wynika z Twojego postu to: Czy jeżeli czyjeś życie jest zupełnie
                  beznadziejnie (niepełnosprawna, cierpiąca osoba, której nikt nie kocha) to
                  powinien sam się oszukiwać, lub być oszukiwanym, że czeka na niego lepsze życie
                  po śmierci?
                  Czy jest dobra odpowiedź na takie pytanie?
    • sliwka1977 Re: nie ateizm, nie religia 01.12.05, 12:17
      Nie, no ja właśnie wierze w taką "siłę" czy tam jak to nazwiesz, ale
      jednocześnie odrzucam wszelką religię, bo uważam, że religia ogranicza
      człowieka.... smile))) Mam swoją filozofię, która dla mnie jest drogowskazem.
      Cieszę się, że Ty podobnie pojmujesz .... BOGA(?)
    • mamalgosia New Age 01.12.05, 15:39
      się to nazywa, nie ateizm
      • perythia Re: New Age 01.12.05, 16:11
        Pewnie, że nie ateizm...ale wydaje mi się, że raczej deizm niż new age, choć tak
        naprawdę nazwa nieistotna smile
      • mcmaxim Re: New Age 01.12.05, 23:19
        wybacz, ale bzdury pleciesz smile
        • rrhadane Re: New Age 02.12.05, 06:48
          Nazwanie czegokolwiek ogranicza to coś, chyba nie ma się co sprzeczać o słowa.
          Nie znam się kompletnie na New Age, ale wydaje mi sie, że też jest w jakimś
          stopniu usystematyzowany, czyli też stanowi jakąś odmianę religii - wiec chyba
          rzeczywiscie nie o to chodzi.
          Sama mówię o sobie, że jestem agnostyczką głęboko wierzącą w Boga i niezwiązaną
          z żadna religią - nawet probowałam, ale absolutnie nie jestem w stanie
          zaakceptować dogmatów, ceremoniałów etc.
          Wychowali mnie rodzice ateiści (mama z rodziny od XIX wieku poza religiami).
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka