Dodaj do ulubionych

Odpowiedz dla Grgkh

04.08.06, 22:17
""Masz to dobrze przemyślane? Jeśli tak, to spróbuj to opisać, ale może w
jakimś oddzielnym, nowym wątku. Uczestnicy tego forum się
zmieniają, a do archiwaliów mało kto zagląda."" - grgkh

Zbyszku, zmuszasz mnie do zbędnej pisaniny, ale cenię sobie Twoje wypowiedzi,
więc jeszcze raz ale krótko. Zadajesz pytanie - "Chaosu - jakiego?"
Wszystko co nie jest logicznością przewidywania, a przypadkiem, jest w tz.
sferze Teorii Chaosu. Ty, jako tak pewny ateista, całość isnienia
wszystkiego, przypisujesz właśnie Chaosowi, samoistnego przypadku. Przykład:
Niedawno padła najwyższa wygrana w Totku - 20 milionów zł. Jest taka
możliwość, bo tak było. Czy małoletniemu synowi (przykład) powiesz - nie ucz
się, graj sobie na konsoli komputerowej, zabawiaj się, nie chodz do szkoły,
nie warto, ja gram w totka, wygram 20 milionów więc będziesz miał zycie
urządzone nie musząc się uczyć, ani ponosić trudu, była taka wygrana, więc
liczę na nią. Inny przykład (może lepszy) jesteś sprinterem na 100-tkę,
idealnie wpadłeś w strzał, właściwą nogą, tylko w twoje plecy zawiał wiatr i
pobiłeś rekord świata. Czy możesz liczyć na to zawsze? To był przypadek,
jednak aby móc startować i być najlepszy, musisz mieć mieć logiczność
działania, logiczność zamiaru prowadzącego do zamierzonego efektu. Może
jeszcze autentyczny przypadek (nie chce mi się szukać tego, jest tam opis,
nazwiska, data, itd. jest to udokumentowane). Wydarzyło się to w Anglii, na
jakiejś uczelni, profesor prowadząc wykład z rachunku prawdopodobieństwa,
przy pełnej auli studentów, podrzucił do góry monetę i ta z wysoka spadjąc na
twardy pulpit katedry stanęła na sztorc, na wąskiej krawędzi. Zaległa cisza,
osłupieli wszyscy, rozległy się brawa, opisano ten przypadek,
zaprotokółowano, jest znany . To wszystko jest z zakresu przypadku, z Teorii
Chaosu, nieprzewidywalnej choć możliwej. Aby coś samo się "robiło", bez
logiczności przewidywania w sposób ciągły i zamierzony, nie jest możliwe w
cyklu zazębiającym się i prowadzącym do zamierzonego efektu. Wiatr porywając
piasek na pustyni może rzeźbić różne przypadkowe figuru, nawet postacie w
skałach, ale pomnika JPII nie wyrzeźbi. Ostatnio widziałem program na
Discovery (ten najsłynniejszy obecnie sparaliżowany fizyk), twierzdził, że
niemożliwością jest, aby wszechświat jaki znamy i istnieje, powstał z
wielkiego wybuchu przy założeniu własności przyciągania się mas. W początkach
musiała istnieć inna właściwość, masy się odpychały. Jakby było inaczej, nie
byłoby tego co jest. Jakby zbyt długo była ta właściwość, też nie byłoby tego
wszechświata. W pewnym momencie i to dość ścisłym, ta właściwość musiała się
zmienić. Nie mogło się to stać w Chaosie, w przypadkowości, musiała istnieć
logiczna przewidywalność, że w tym właściwym momencie, musi ta właściwość
odpychania się mas, zmienić się na przyciąganie. Kto według Ciebie dysponował
tą logicznością przewidywania? Martwa materia? Tak zrobiło się to samo przez
przypadek? Można tak pisać bez końca. Ty zakładasz właśnie całkowitą
przypadkowość, coś robi się samo z siebie, bez logiczności przewidywania i
zamiaru, a to właśnie Teoria Chaosu. Czy możesz zbudować dom, bez logiki
działania? Tnąc tylko na krajzedze deski? Do celu, do osągniecia czegoś,
trzeba logiczności zamiaru, przewidywania, a w czym jest ta logika zawarta
według Ciebie? Wszystko co istnieje, nie było a jest, zbyt dużo tej
przypadkowości aby była możliwość tego wszystkiego w Chaosie (6 stopni
swobody). Tu się różnimy, Twoja wiara w przypadkowość, jest taka sama jak
moja wiara w logiczny zamiar, też tylko wiara. Nie chce mi się więcej pisać,
chyba rozumiesz o co mi chodzi. Chciałbym Ci zwrócić uwagę, że większoć
aspektów nauki dochodzi do tego, że nie powinno tego być, a istnieje. Nie ma
DNA (kwas dezoksyrybonukleinowy), nie może istnieć, bez organizmów żywych,
ale żywy organizm nie może istnieć bez DNA. Jesteśmy w "kropce" itd. itd.
Nasz mózg pracuje jakby na "dwóch zakresach" - świadomym i podświadomym.
Świadomy, to nasza logiczność, nasze rozumowanie (jak rozwiązujesz całkę
podwójną to z niej korzystasz) ale nasze uczucia pochodzą z drugiego zakresu,
żal, strach, miłość, wesołość, zadowolenie, przygnębienie itd. wszystkie
uczucia, są zapisywane od wczesnego dzieciństwa i tworzą nasz zapis uczuciowy.
Religia nie ma wpływać na naszą logiczność świadomą, ale na sfere uczuciową,
aby ta sfera robiła się lepsza, bardziej doskonała. Od religii człowiek nie
robi się mądrzejszy, bo nie rozwija to świadomej logiczności, ale ma odnieść
się do naszej sfery uczuciowej, a ta istnieje bez logiki i poza naszą niejako
wolą. To na tyle. Może mnie zrozumiałeś, może nie, to trudno.
Obserwuj wątek
    • grgkh Może jutro... 04.08.06, 23:39
      Bardzo ładnie, Andrzeju. wink Na coś takiego liczyłem, a teraz liczę na trochę dłuższą rozmowę o konkretach, w sposób popularnonaukowy.

      Wciąż mi się coś na nowo układa, bo wciąż podczytuję jakieś nowe rzeczy. Dziś jest już jednak zbyt późno, bym miał siłę sklecić tekst na zadowalającym mnie poziomie. Może jutro. Na pewno będę się starał coś tam z Twoich stwierdzeń podważyć i coś wyjaśnić, bo wydaje mi się, że przypisujesz mi tezy, pod jakimi nie podpisałbym się. Przeczytam jeszcze raz, co napisałeś i prześpię się z tym. wink
      • kociak40 Re: Może jutro... 05.08.06, 00:27
        Tu jeszcze Zbyszku, zastanów się nad przyczyną i skutkiem ale w bardzo szerokim
        pojęciu. Wytłumaczę Ci o co mi chodzi (trochę muszę się zastanowić, aby coś
        wymyśleć dla przykładu). Zrób założenie, jesteś tworem bardzo inteligentnym,
        ale z innej planety, masz budowę z innych atomów, czym innym się odżywiasz, nie
        znasz naszej Ziemi, jesteś bacznym obserwatorem, bardzo inteligentnym.
        Przeniesiono Cię niespodziewanie na Ziemię, na stację kolejową, na peron. Nie
        wiesz gdzie jesteś i co to jest, ale mając 10000x większą inteligencję niż
        ziemianie i bardzo szybkie kojarzenie. Po jakimś czasie stojąc na tym peronie i
        obserwując otoczenie, szybko zauważysz, że układ wskazówek na zegarze (nie
        będziesz wiedział co to zegar, ale widzisz przesuwające się wskazówki) powoduje
        pojawienie się jakiejś maszyny (pociągu). Będziesz mogł po pewnym czasie
        kojarzyć, że taki układ wskazówek powoduje pojawienie się pociągu, lub
        odwrotnie, pojawienie się tej maszyny powoduje taki układ wskazówek. Wiedząc
        to, już szybko będziesz mógł wiedzieć w dwie strony, możesz być rozkładem jazdy
        lub idealnym zegarem, jak będziesz chciał. To mało, choćbyś tam stał wieczność
        i miał jeszcze większą inteligencję, nigdy nie będziesz wiedział co jest
        przyczyną a co skutkiem, czy pojawienie się maszyny powoduje zmianę układu
        wskazówek, czy też odwrotnie. Zwracam Ci na to uwagę dlatego, że nasza wszelka
        dyskusja, nic nie wyjaśni, nie jesteśmy w stanie w żadną stronę przechylić
        wagi, czy jest Bóg, czy Go nie ma. To może tylko być wiarą.
        • grgkh O definicji podstawowej... 05.08.06, 12:41
          > Zwracam Ci na to uwagę dlatego, że nasza wszelka
          > dyskusja, nic nie wyjaśni, nie jesteśmy w stanie w żadną stronę
          > przechylić wagi, czy jest Bóg, czy Go nie ma.
          > To może tylko być wiarą.

          OK. Zacznijmy od tego, na ile Boga/boga (dużą czy małą literą?) można zobaczyć? Co jest Jego/jego przejawem według Ciebie?

          Jeśli TYLKO wiara wynikająca z niemożności wyjaśnienia tego, co fizycznie się dzieje, to - czy możliwe jest (czy dopuszczasz) alternatywne uzasadnienie tych zjawisk? I jeśli tak to - dlaczego odczuwasz potrzebę nazwania "tego" Bogiem/bogiem i dodawania Mu/mu jakichś cech/atrybutów, które nie wiem na jakiej podstawie przyjmujesz? Na jakiej? Hę? wink Jakie one są?
    • grgkh Re: Odpowiedz dla Grgkh 05.08.06, 19:29
      > Zadajesz pytanie - "Chaosu - jakiego?"
      > Wszystko co nie jest logicznością przewidywania, a przypadkiem, jest w tz.
      > sferze Teorii Chaosu. Ty, jako tak pewny ateista, całość isnienia
      > wszystkiego, przypisujesz właśnie Chaosowi, samoistnego przypadku.

      [...]

      > Kto według Ciebie dysponował
      > tą logicznością przewidywania? Martwa materia? Tak zrobiło się to samo przez
      > przypadek? Można tak pisać bez końca. Ty zakładasz właśnie całkowitą
      > przypadkowość, coś robi się samo z siebie, bez logiczności przewidywania i
      > zamiaru, a to właśnie Teoria Chaosu.

      > Tu się różnimy, Twoja wiara w przypadkowość, jest taka sama jak
      > moja wiara w logiczny zamiar, też tylko wiara.

      Na początek: ja nie przypisuję niczego przypadkowi. wink Taka przypadkowość, o
      której Ty myślisz, NIE ISTNIEJE. Nie mogłaby istnieć ponieważ zakładałaby
      niepełność praw fizyki Wszechświata i zewnętrzny dopływ informacji decydującej
      w określonym momencie, która z opcji ma być wybrana.

      Np. rzut monetą... Dla odpowiednio dużej liczby zdarzeń, bez zakłóceń
      zewnętrznych (to jest bardzo ważne), moneta upada po połowie, orzełkiem lub
      reszką do góry. Jeśli zrobimy założenie minimalnego ruchu wirowego
      wytrącającego ją ze stany chwiejnej równowagi podczas ustawienia na nieco
      spłaszczonej krawędzi oraz gładkość powierzchni, na którą spada, to inne
      możliwości nie wchodzą w rachubę. Ale już zwrócenie uwagi na to z jakiej
      pozycji wyrzucamy monetę (gdybyśmy ja zawsze ustawiali na dłoni np. orzełkiem)
      mogłoby zakłócić ostateczny wynik i nie byłby on zgodny ze średnimi,
      statystycznymi wyliczeniami.

      I to jest punkt startu dla mojej tezy. Nie jest on w zasadzie niczym nowym, ale
      trzeba na niego spojrzeć od innej strony, od strony kontekstu. Żeby uzyskiwać
      wyniki zgodne ze statystyką MUSIMY dochować pewnych warunków doświadczenia. Co
      to znaczy?

      W pewnym zamkniętym, w miarę możliwości odizolowanym od innych wpływów
      otoczeniu liczy się jakiegoś rodzaju SUMA efektów mikro, zachodzących w
      mikroświecie. Doświadczenie z monetą odbywa się na poziomie ogromnie odległym
      od tych prawdziwych oddziałujących i sumujacych się mikrowpływów. Te najgłębsze
      to coś jak drgania cząstek elementarnych. To one decydują o uśrednionych
      energiach stanów atomów, uśrednionej energii kawałka stopu metalu monety, ale
      także o temperaturze powietrza, mikro- i w efekcie makroruchach tegoż, ale
      również o stanie naszego ciała, szarej masy mózgu i wydanych przezeń w
      szczegółach dyspozycji dla ręki rzucającej monetę.

      Ale statystyka, mimo złożonosci układu, sprawdza się. Wniosek musi być jeden.
      Wiesz już jaki?

      Gdy staramy się nie wpływać żadnymi DUŻYMI, ZEWNĘTRZNYMI zakłóceniami, nasz
      układ nie jest niczym z zewnątrz "niepokojony", to MUSI być wspólne źródło
      generujące wypadkowo (uśredniająco) wszystkie opcje, zgodnie z ich
      prawdopodobieństwem wystąpienia.

      Zdarzeniami makro rządzi WYŁĄCZNIE świat mikro.

      Z tego trzeba sobie zdać sprawę i odrzucić nasz, ludzki sposób patrzenia na
      zjawiska fizyczne.

      Wszystko, co się wokół nas dzieje jest złożeniem, prostszym lub bardziej
      skomplikowanym, tych podstawowych mikrooddziaływań.

      Gdy wyrzucona moneta staje na krawędzi, to występuje również takie złożenie,
      ale pojawienie się dokładnie takiego (niezwykłego, mało prawdopodobnego) układu
      wymaga dodatkowych wpływów, a te znów wynikają z sumy innych itd, aż do poziomu
      elementarnego (oczywiście przy założeniu rozpatrywania "względnie" izolowanego
      układu o znacznie większych rozmiarach i większej liczbie stopni swobody).

      Zwróć uwagę, że zaczynamy teraz nieco inaczej pojmować prawdopodobieństwo.
      Wynika ono już nie tylko z wyliczeń makro dających dane liczbowe, podstawę do
      oceny bez lokowania tych zdarzeń w odpowiedniej kolejności i w czasie, ale
      także wyraźnie podkreśla ich WŁAŚNIE deterministyczną kolejność w czasie
      wynikającą z nakładania się struktury czegoś co mozna by nazwać potocznie
      drganiami, wibracjami na poziomie elementarnym Wszechświata. Te same "drgania"
      kwarkowe przenoszą się "drogą innej długości w przestrzeni i czasie" poprzez
      różnego rodzaju cząstki elementarne, atomy, cząsteczki związków chemicznych,
      odległości przestrzenne wpływające na siłę lokalnie przekazywanej energii. Ale
      i tak wszystko się uśrednia i nie wymyka się spod oglnych zasad statystyki.

      Nie istnieje żaden zewnętrzny generator losowości w fizyce naszego świata.
      Gdyby był i wpływał nań, to zgodnie z zasadą logiki poszerzenia układu
      zależności zostałby "wchłonięty" i musiałby stanowić integralną jego część.

      To jest bardzo ważne stwierdzenie.

      Ono mówi nam, że wszystko, co na siebie działa - absolutnie wszystko - jest
      naszym wszechświatem. Nie ma nic, co by było z nim jakkolwiek związane, a nie
      można by tego było nazwać jego częścią. Dotyczy to przestrzeni i czasu, i
      wszystkiego, co "wewnątrz" nich jest.

      Stąd następny wniosek.

      Świat ma TYLKO jedną historię. Gdy się pojawiły jakieś warunki początkowe i
      prawa fizyki, które je miały obsługiwać, zdeterminowana została cała jego
      historia, od zera do nieskończoności.

      Nasze patrzenie na rzeczywistość jest skażone ułomnością widzenia i modelowania
      zewnętrza odczuwanego przez nasze organizmy.

      Dlaczego nie "czujemy" pustej przestrzeni pomiędzy atomami naszego ciała,
      pustki pomiędzy ich jądrami, a elektronami ponad nimi? Bo nie ma odpowiednich,
      dokładnie takich samych, przykładów struktur w świecie makro. Ale wystarczy, że
      nasza wyobraźnia zbuduje sobie odpowiedni model, a mózg się z nim oswoi, a
      wtedy - nawet bez odpowiednich przyrządów rejestrujących - wyobrażamy
      sobie "jak TAM jest".

      Wyobraźnia...

      "Patrzymy" na nasz świat. Oczami, uszami, węchem, smakiem, dotykiem, a
      zwierzęta nawet echolokacją, zmysłem magnetycznym, chemicznym itd. Do zmysłów
      docierają sygnały, bodźce, a ich obróbką zajmuje się mózg. To on buduje model
      przestrzeni wokół nas, w otaczającym nas kosmosie i struktur w mikroświecie.
      Jakoś słabiej radzi sobie z jej zakrzywianiem się wokół dużych mas, bo nie
      wyćwiczyliśmy go do obsługi takiego modelu. Ale cóż w tym trudnego? Toż
      prymitywne bezkręgowce potrafią z mniej złożonymi od naszego mózgami
      interpretować nie trzy, jak u ssaków, ale cztery podstawowe kolory i wszystkie
      ich kombinacje, nie w trójkącie barw, ale w przestrzennym czworościanie
      (ostatnio w "Wiedzy i Życiu").

      Obraz świata jest względny. Nasz poziom percepcji dopuszcza do nas informację
      przetworzoną, bardzo odległą od tej podstawowej, która jest istotą
      Wszechświata. Ta mikroprawdziwość jest skryta przed naszymi oczami i musimy się
      jej domyślać na podstawie wielkości fizycznych pochodnych względem tych
      podstawowych. Nie ma możliwości "przeczytania" ich bezpośrednio, bo to nie
      ten "kaliber". Stąd to zamazanie, przymglenie, te prawdopodobieństwa rozmyte w
      czasie, ta statystyczność zjawisk.

      Nie ma bogów.

      Jest świat wartości i funkcji, zależności i "rzutowania" na płaszczyzny
      widzenia rzeczywistości. Wszystko jest proste i oczywiste, jeśli tylko odrzuci
      się niewolę schematów myślenia.

      I to na razie na tyle, Andrzeju, ale temat jest baaardzo obszerny i będę go
      kontynuował. A jak Ci się to podobało? Co w tym jest mało jasne? Gdzie widzisz
      jakieś luki? Czy zdołałem to napisać na tyle zrozumiale, by oddać sens, który w
      zupełnie odmienny, ale przecież nie bajkowy, sposób przedstawia naszą
      rzeczywistość?

      • kociak40 Re: Odpowiedz dla Grgkh 06.08.06, 02:01
        Zbyszku, czy jest możliwość istnienia prawa fizyki, bez tego czego ma dotyczyć?
        Czy jest możliwość istnienia prawa zachowania masy, bez masy?
        Sama idea prawa fizycznego i sposób jego działania, bez tego czego ma dotyczyć
        jest ideą abstrakcyjną, inteligencją, ktora musi przewidzieć co będzie, jak
        będzie działać i to w czasie. Mamy czas 0, następuje Wielki Wybuch, masy się
        odpychają aby w tej potrzebnej chwili zmienić się na przyciąganie, aby mogło
        być to co jest. To wymaga inteligencji, a nie przypadku. Rozciąganie dyskusji
        znudzi uczestnikow forum, w końcu zaczną nas ignorować. Zróbmy test, jest to
        forum ludzi o różnych przekonaniach, pomińmy religię przez duże R. Twierdzę, że
        nie ma 100% wierzących i 100% niewierzących. Czy ta osoba, ktora czyta tą
        dyskusję jest za moją myślą, że stworzenie tego wszystkiego, wymagało
        inteligencji i przewidywania, czy też popierają myśl Twoją, że odbyło się to
        samoisnie, bez żadnej inteligencji?
        • mala_cholera Re: Odpowiedz dla Grgkh 06.08.06, 03:55
          Wybaczcie ze sie wtrace panowie. Nie bede tu powolywac sie na wiedze, ktorej nie
          posiadam. Moge tylko ustosunkowac sie jakos do obu wypowiedzi i podzielanych w
          nich pogladach na podstawie wlasnych przemyslen.
          Uwazam, ze stworzenie swiata/cywilizacji na planecie Ziemia bylo przypadkiem.
          Ogromnym przypadkiem. Tak niedopuszczalnym, ze prawie niemozliwym. Mimo wszystko
          powstala nasza planeta. Poniewaz prawdopodobienstwo jest tak znikome, osmielam
          sie miedzy innymi stwierdzic, ze nie poznamy zadnych innych istot zywych w
          kosmosie.
          Nie wierze w twor, ktory stworzyl, zburzyl, stworzyl (kilkaktrotnie) i nagle
          zniknal nie pojawiajac sie pod postacia zadna (chyba, ze w umyslach chorych
          ludzi, stajac sie realistyczna).
          To jak nibylandia.

          Nie wiem wiele, ale wiem, ze kiedys sie dowiem, tyle, ile wiedziec i pojac bede
          w stanie. Wierze w to. Czy to wyznanie?
    • grgkh Pytanie do wszystkich 06.08.06, 10:22
      Inicjując takie - naukowe, ale powiązane jakoś pośrednio z religią, bo podważające jej podstawy - tematy mam zawsze trochę wątpliwości.

      Czy to jest dobre miejsce do tego?

      Czy ktoś to czyta i taka wiedza może mu się do czegoś przydać?

      Ale też i wyczuwam, że nie powinniśmy tu skupiać się tylko na np. krytyce religii i takie skoki w bok też mają swój smak. To jest jak niespodziewane zaproszenie do zabawy, której się nigdy nie próbowało. Dla mnie, od najwcześniejszego dzieciństwa, kontakt z wiedzą, której wcale nie musiałem od początku dokładnie pojmować, miał coś z magii, tajemniczości, a w miarę jak udawało mi się rozumieć pewne rzeczy lepiej, także z nobilitacji i uczestnictwa w "zajęciach kuchennych związanych z pokarmem dla umysłu". wink Polubiłem to również dlatego, że stykałem się z ludźmi, którzy potrafili mnie do wiedzy zachęcać i było w tym często więcej prostej i radosnej zabawy niż uciążliwego ładowania informacji do pamięci. A potem stało się to sposobem na życie. Mój ateizm też wyniknął z dociekania, poszukiwań wiedzy prawdziwszej od prawdziwej wink...

      No więc jak, "mam grać"? smile))
      • kowalska11 Re: Pytanie do wszystkich 06.08.06, 12:17
        tak, proszę, grgkh - nieś kaganek oświaty wink
        • kociak40 Re: Pytanie do wszystkich 07.08.06, 23:53
          Zbyszku, rozważania "naukowe" mogą tylko dać asumpt do pytania, "skąd to
          wszystko?". A na to się nie odpowie. Są pewne ogólnie uznane pojęcia, wszyscy
          zgadzą się z nimi. Może przykład. Rozważając np. pojęcie piękna, estetyki,
          wszyscy bez wyjątku, przyznają rację, że te "widoki" są ujmujące, nie ma
          duskusji. Wymienie 3, jakie uważam, że spełniają to założenie:
          1. Piękna kobieta w tańcu
          2. Fregata pod pełnymi żaglami
          3. Tygrys gotujący się do skoku
          Cała reszta piękna, malarstwa, rzeźby, itd. są już problematyczne, każdy ma
          inne jej odczucie i powód do dyskusji. Tak samo z religią, ona nie ma założeń
          uznanych przez wszystkich, nie ma dowódów na istnienie, ani dowodów na nie
          istnienie, powoduje tylko "mniemanie". Jak według Ciebie odwoływać się do
          nauki, aby odnosić to do Boga, czy jest, czy nie ma, jak poziom wiedzy jest
          różny. "Konia z rzędem" temu, co wie(i rozumie)dla przykładu tu ma forum, jak
          działa lodówka absorpcyjna, ktora ma grzałkę, chłodzi, bo ma grzałkę i grzeje?
          Tu nie będzie dyskutantów do działania tej lodówki, ale do istnienia Boga są.
          Zbyszku, mam propozycję, Ty uznasz moją "słabość", że ja wierzę w logikę
          działania, a ja uznam, że Ty wierzysz w przypadek. Taka mała wspólna tolerancja.
          Reszta jest już wspólna, jakby taką mieli wszyscy, to księża pchaliby wózeczki
          i puszki po piwie zbierali. Zadowala Cię to?
          • grgkh Jeszcze raz: Teoria Wszystkiego 08.08.06, 02:53
            kociak40 napisał:

            > Zbyszku, rozważania "naukowe" mogą tylko dać asumpt do pytania, "skąd to
            > wszystko?". A na to się nie odpowie.

            Ależ odpowie się, Andrzeju. Ja to już wiem. smile

            Świat zewnętrzny w stosunku do naszych mózgów jest tylko źródłem informacji. W
            oku daltonisty jest to samo źródło obrazu, co w naszych oczach, a jednak, na
            skutek nieprawidłowości w budowie siatkówki, informacja o kolorach jest
            zafałszowana i zubożona w stosunku do oczu ludzi w pełni sprawnych. Powstaje
            niedomiar informacyjny.

            W mózgu schizofrenika generowane są obrazy, które są nadmiarowe w stosunku do
            informacji prawdziwej. "Widzi" on wyimaginowane postaci dokładnie tak samo jak
            te rzeczywiste.

            Prawdziwy obraz jest w soczewkach oka odwrócony "do góry nogami", tak go widzi
            na początku niemowlę, a dopiero potem mózg włącza filtr, który go odwraca do
            akceptowalnej orientacji.

            O czym świadczą te przykłady?

            Dobrałem je specjalnie tak, by pokazać jak bardzo złudne jest to, co nasz mózg
            produkuje jako świadomość rzeczywistości. Z otoczenia przychodzą sygnały
            ilościowe, a w sieci neuronów powstaje na nie odpowiedź.

            Podobnie się dzieje w martwej naturze. Powiewy wiatru i falowanie lub przepływ
            wody tworzy wydmy i zmarszczki w tworzywie jakim są ziarna piasku. Ten "zapis"
            jest odpowiedzią środowiska na kształtującą je informację zewnętrzną. Nasze
            mózgi także są wciąż kształtowane przez ich zewnętrze. Najpierw jednak
            środowisko wpłynęło na samą ewolucję i poprzez selekcjonujące naciski
            prowadziło do formowania się różnorodnych programów zakodowanych w materiale
            genetycznym gatunków. Oczywiście piasek nie zapamiętuje swych wcześniejszych
            doświadczeń i każde jego nowe przewianie wiatrami przetwarza zmarszczki
            całkowicie od nowa. Genotyp sam siebie powiela (czasem niedokładnie, z
            uszkodzeniami, które są motorem ewolucji).

            Jest coś wspólnego w obu tych mechanizmach. Co? Dopływ informacji zewnętrznej.

            A przecież to samo dzieje się z naszym mózgiem. Początkowo jest tylko wstępnie
            ukształtowany (pewne strefy, układ połączeń), gotowy do zbierania tej
            informacji. A potem zaczyna się przygoda życia. Zwierzęta nie dostępują
            zaszczytu posługiwania się abstrakcją i pojęciami semantycznymi, ale poza tym
            praktycznie nasze mózgi i mózgi reszty świata fauny nie mają istotnych różnic,
            działają bardzo podobnie.

            Wróćmy do pierwszych przykładów. Widzenie świata zewnętrznego zależy od
            interpretacji, a interpretacja jest cechą odbiorcy. Czym więc jest naprawdę
            nasze otoczenie? Proponuję, byś się zatrzymał w tym miejscu z czytaniem i
            spróbował oderwać się od schematu, przyzwyczajenia do sposobu traktowania
            otoczenia.

            Wyobraź sobie, że jesteś postacią gry komputerowej. Programista zadbał o to, by
            Twój świat był bogaty w swej różnorodności, spójny, logiczny, by funkcjonował
            bez "errorów". Istniejesz tam tylko na tyle, na ile pozwalają na to
            zdefiniowane wcześniej algorytmy. Środki poznawcze masz tylko takie, jakie jest
            dostępne wewnatrz tego oprogramowania. Czy żyjesz? Jako istota myśląca... to
            sobie na razie darujmy. Może jako bakteria lub coś bardziej złożonego? Albo
            jeszcze bardziej, jakieś zwierzątko, no bo gdzie właściwie jest granica?

            Ale tych granic faktycznie nie ma aż do "końca". Bo niemowlę nie ma efektywnego
            potencjału myślowego większego niż jakiś inny, dorosły ssak, a przejście do
            istoty rozumnej, myślącej odbywa się dokładnie płynnie. Po to by nauczyło się
            myśleć potrzebuje tylko dopływu informacji z zewnątrz. Kształtuje ona jego
            ciało (mózg też nim jest), a w samym mózgu buduje złożoność modeli wyższego
            rzędu niż prostota docierających z narządów zmysłów informacji. Zresztą, trzeba
            sobie dobrze zdawać sprawę, że te informacje, aby zaczęły być prawdziwie
            efektywnym żródłem wiedzy, powinny zostać rozłożone na najbardziej elementarne
            jak to możliwe, przefiltrowane i tak zarejestrowane. Dopiero ich ponowne
            złożenie zaowocuje jako obraz świata. Tak jest z paleta trójkolorową, wtedy,
            gdy nasz mózg buduje barwy pośrednie składając je z dowolnej kombinacji trzech
            składników, tworząc dla nich pewnego rodzaju sztuczne pojęcia (np. kolor
            różowy).

            Te wizje mózgu nie są stanem rzeczywistym otoczenia, bo natura nie zna koloru
            różowego, a jedynie złożenia czerieni i niebieskiego. Również samo wyobrażenie
            koloru jest czymś sztucznym. Aw ięc świat zewnętrzny jest inny. Jest światem
            informacji prostych. Na przykład przekazu energii od świecącego punktu do
            naszego oka. Najważniejsza jednak jest dla nas wiedza, że zewnętrze jest TYLKO
            modelem powstałym na skutek odpowiedzi mózgu na przekaz informacyjny.

            Powstaje pytanie: jak głęboko sięgają różnice między prawdziwym, materialno-
            energetycznym zewnętrzem, a tym, co my "widzimy"? Co jest prawdą, a co
            złudzeniem?

            Czy widzimy atomy? Przecież całe nasze ciało wyłącznie z nich się składa. Czy
            ktoś z nas neguje ich istnienie? Patrzymy na skórę, powłokę naszego ciała, ale
            czujemy je jako pewnego rodzaju monolit, całość. Nie poszczególne atomy,
            tkanki, ale jako siebie. No właśnie "siebie". My, to nasze ciało. Tak się
            identyfikujemy. A wystarczy poćwiczyć umysłowe odrywanie się od tej jaźni, od
            tego ja, które jest przyklejone do każdej myśli. Jesteśmy? Zastanów się nad
            tym. Jesteśmy tylko w tej jednej chwili, gdy przemyka ta myśl. Jażń plus coś
            tam jeszcze... A potem?

            Wróćmy do świata. Widzimy światło odbite od Księżyca. Gdyby nie Słońce, nie
            wiedzielibyśmy o jego istnieniu. A więc o pewnych "bytach" możemy się
            dowiedzieć tylko pośrednio. Inne wysyłają informację o sobie "samodzielnie".
            Zawsze jest to jednak informacja. Promieniowanie gwiazd mówi nam o ich
            temperaturze, odległości, szybkości ruchu względem nas. Możemy pośrednio
            także "obliczyć" ich masę. Itd. A przecież nasze oczy rejestrują tylko punkty
            świetlne, a nasi przodkowie wyobrażali sobie kopułę, na której powierzchni są
            one umieszczone. Różne modele. A co jest naprawdę?

            Fizycy rozbierają Wszechświat na coraz to drobniejsze elementy i twierdzą, że
            to one tylko są naprawdę. Z nich składają się struktury wyższego poziomu,
            kwarki, atomy...

            Co to znaczy, że się składają? Otóż - jest im przypisane pewne miejsce w
            przestrzeni, a oddziaływania między nimi są tego rodzaju, że ich skutek jest
            taki, jakby były one obiektem złożonym. Na przykład jakaś gwiazda składa się z
            wodoru i helu. Jest to plazma, czyli mieszanina jąder tych pierwiastków i
            elektronów, a my widzimy to jako jeden, zwarty obiekt, wysyłający
            promieniowanie i oddziałujący grawitacyjnie. Każdy z atomów wyrwanych tej
            gwieździe nie posiadałby już takich możliwości i pewnie, zimny i osamotniony
            zachowywałby się jakoś inaczej.

            I tak właśnie jest zbudowany cały nasz Wszechświat.

            Wszystkie moje wcześniejsze rozważania miały prowadzić do jednego wniosku. Nie
            możemy być pewni prawdziwości "pojęciowej" jakiegokolwiek obiektu, bo
            jego "kształt", właśnie ten opis pojęciowy, jest sprawą mozliwości naszych
            mózgów. Nie znaczy to, że "tego" nie ma. Oczywiście, że to jest, ale my
            oglądamy świat na podstawie informacji pośredniej - wygenerowanej, wysłanej,
            odbitej i jakoś przetworzonej. Tak jak nie ma czegoś takiego jak prędkość. To
            jest faktycznie rzutowanie zmiany położenia w przestrzeni na "oś czasu". A my
            ją "czujemy".

            No i jeszcze jeden "wniosek z wniosku". Wszystko, co jest, jest tylko
            informacją. Nie ma ona cechy "czegoś" zapisanego "gdzieś", ale ma inną cechę,
            złożoności. Tak jak liczba składająca się z cyfr w zdefiniowanym układzie
            liczenia (dwójkowym, dziesiętnym). Coś wiąże ze sobą te cyfry. Obojętnie jak je
            napiszemy, w jakim układzie liczbowym, to wartość tej liczby będzie taka sama,
            bo sposób w jaki z ciągu cyfr przechodzimy do samej liczby jest zdefiniowaną
            procedurą. To samo dzieje się z elementami naszego świata. Oddziaływania między
            nimi są taką procedurą, algorytmem. Ich złożenie, jednoczesne dla
            • grgkh Jeszcze raz: Teoria Wszystkiego - c.d. 08.08.06, 02:57
              ...

              To samo dzieje się z elementami naszego świata. Oddziaływania między nimi są
              taką procedurą, algorytmem. Ich złożenie, jednoczesne dla całości, powoduje
              zaistnienie informacji złozonej. W jednym kwancie czasu, któym nie jest czasem,
              lecz jednym krokiem obliczania nowych wartości dla najmniejszych elementów
              świata, powstają nowe wartości. Ich złożenie w przestrzeni skutkuje obiektami,
              które "obserwujemy" itd. To juz tylko matematyka i nic więcej.

              Dlaczego właśnie ona?

              Ponieważ wiedzą to już fizycy - na dnie świata nie ma niczego oprócz modeli
              wartościowych, liczbowych. Wszystko, co do nas dociera jest wyłącznie tymi
              wartościami. A jest jeszcze jedno wskazanie, że tak może być. To jest absolutna
              nadrzędność świata matematyki, który istnieje bez potrzeby jakiegoś "podłoża",
              kartki papieru, komputera. Nie potrzebuje niczego. Tak jak istnienie zera i
              jedynki, prawdy i fałszu, wobec procedury, która określa jak mają powstawać
              kolejne liczby naturalne, generuje te liczby aż do nieskończoności. Nikt ich
              nie musi zapisywać. Nikt nie musi wymyślać, że to właśnie tak jest. Tak samo
              istnieje cała historia świata, tylko w superwielkiej, nieskończonej macierzy
              liczbowej. Nigdzie nie zapisana, ale jest, bo jest jakiś jej początek i sposób
              w jaki każdy następny moment jej istnienia zależy od momentu poprzedniego. Nie
              ma w niej kolorów i temperatur, ale złożenie pewnych składników informacji może
              być tak odczytane przez złożony system interpretacji, jakim jest nasz mózg.

              I tym jesteśmy.

              > Są pewne ogólnie uznane pojęcia, wszyscy
              > zgadzą się z nimi. Może przykład. Rozważając np. pojęcie piękna, estetyki,
              > wszyscy bez wyjątku, przyznają rację, że te "widoki" są ujmujące, nie ma
              > duskusji. Wymienie 3, jakie uważam, że spełniają to założenie:
              > 1. Piękna kobieta w tańcu
              > 2. Fregata pod pełnymi żaglami
              > 3. Tygrys gotujący się do skoku
              > Cała reszta piękna, malarstwa, rzeźby, itd. są już problematyczne, każdy ma
              > inne jej odczucie i powód do dyskusji.

              Piękno jest względne. Jedni lubią jabłka, a inni jak im się nogi pocą... wink

              > Tak samo z religią, ona nie ma założeń
              > uznanych przez wszystkich, nie ma dowódów na istnienie, ani dowodów na nie
              > istnienie, powoduje tylko "mniemanie". Jak według Ciebie odwoływać się do
              > nauki, aby odnosić to do Boga, czy jest, czy nie ma, jak poziom wiedzy jest
              > różny. "Konia z rzędem" temu, co wie(i rozumie)dla przykładu tu ma forum, jak
              > działa lodówka absorpcyjna, ktora ma grzałkę, chłodzi, bo ma grzałkę i
              > grzeje?
              > Tu nie będzie dyskutantów do działania tej lodówki, ale do istnienia Boga są.
              > Zbyszku, mam propozycję, Ty uznasz moją "słabość", że ja wierzę w logikę
              > działania, a ja uznam, że Ty wierzysz w przypadek.

              Chyba jednak nie rozumiem, co miałeś na myśli.

              > Taka mała wspólna tolerancja.
              > Reszta jest już wspólna, jakby taką mieli wszyscy, to księża pchaliby
              > wózeczki i puszki po piwie zbierali. Zadowala Cię to?
              • xxara Re: Jeszcze raz: Teoria Wszystkiego - c.d. 08.08.06, 12:26
                Baardzo wciągająca dyskusja. Zastanawiacie się: chaos czy z logika? Ale
                szukacie wstecz: co było pierwsze jajko czy kura, Bóg stworzył świat,czy świat
                sam się stworzył, co jest przyczyną a co skutkiem, "czy pojawienie się maszyny
                powoduje zmianę układu wskazówek, czy też odwrotnie".
                Ja zastanawiam się nad pytaniem: po co? W złożoności świata zarowno w skali
                makro, jak i mikroskali wyraźnie widzę dążenie. Natura z jej prawami
                (powstałymi z logiki nie z przypadku) wyraźnie się samodoskonali. Jeden
                organizm rodzi drugi, po to by stworzyć lepszą wersję samego siebie i żyje
                tylko po to, by wydać potomka i go wyżywić. Mówię tu o prawie naturalnym.
                Natura nie jest zainteresowana przedłużaniem życia, ani chronieniem go tylko
                jak najszybszym generowaniem nowej lepszej wersji poprzedniego tworu. To rzecz
                udowodniona, nic nowego. Nie jestem fizykiem, ale prawdopodobnie można to
                dążenie przełożyć na mikroskalę.
                I dla mnie tu jest fenomen: po co natura to robi? Przeciez bardziej
                ekonomicznie byłoby, gdyby panowało wielkie nic. Ale skoro już jest dążenie, to
                ono powoduje ciągłą transformację aż do nieskończoności, czyli do punktu
                wyjścia (tzn. nie ma punktu wyjścia, bo wszystko jest pętlą, odpychanie
                przyciąganie, wybuchy kataklizmy śmierć potem znowu życie itd).

                Dobra, nie zanudzam, chcę powiedzieć, że widzę tu logikę ale nie widzę Boga.
                Gdyby istota superinteligentna stała na dworcu i zastanawiała się nad
                zależnością między zegarem a nadjeżdżającym pociągiem, zorientowałaby się, że
                musi zmienić punkt wyjścia (odniesienia), bo ten obecny, nie pozwala jej
                znaleźć odpowiedzi na postawione pytanie, więc zadałaby inne pytanie, np. po
                co? i znajdując tę drugą odpowiedź, doszłaby do odpowiedzi na pierwsze pytania.

                Wydaje mi sie ze kociak popelnia blad wyciagajac wniosek, ze logika w
                działaniach natury moze swiadczyc o istnieniu Boga
                • kociak40 Re: Jeszcze raz: Teoria Wszystkiego - c.d. 08.08.06, 23:56
                  Pani xxaro!
                  Bardzo dziękuję od siebie, za pochwałę wciągającej dyskusji, choć w wiekszym
                  stopniu dotyczy to grgkh, niż mnie, choćby ze względu na długość tekstów.
                  Logika to zrozumienie przyczyn i skutków i logiczne przewidywanie co nastąpi.
                  Podany przeze mnie wymyślony przykład tej stacji i zegara nie został przez
                  panią własciwie zrozumiany. Nie można zmienić punktu obserwacji jak w tym
                  przykładzie, aby to zrobić musielibyćmy znależć się jako obserwator przed
                  Wielkim Wybuchem, a to jest niemożliwe. Jakby byłoby to możliwe i moglibyśmy
                  stwierdzić, że przed Wielkim Wybuchem istniała logika, inteligencja, która może
                  przewidywać skutki i przyczyny, to właśnie TO można nazwać Bogiem. Sęk w tym,
                  że nie możemy tego stwierdzić jednoznacznie i to jest tylko nasza wiara, moja,
                  że istniało coś takiego, grghk, że stało się to przypadkowo, cała różnica.
                  Co wpływa na wzmocnienie mego przekonania? Kiedyś określano Wszechświat jako
                  stały, zawsze istniejący, nie trzeba było zastanawiać się czy to chaos, czy
                  zamiar. Jak stwierdzono, że Wszechświat miał czas 0 swego powstania, że musiały
                  być wpierw określone prawa fizyczne (logiczny abstrakt) aby był efekt, to już
                  wzmacnia wiarę w istniejącą logikę, ktora tym pokierowała. Jeszcze niedawno,
                  sądzono, że Wielki Wybuch jest nieskończenie powtarzany, rozszerzenie się mas,
                  w końcu zatrzymanie, kurczenie i ponowny Wybuch i tak ciągle. Tu nadawała się w
                  pewnym stopniu Teoria Chaosu, gdzie w nieskończonych cyklach, może taki układ
                  powstać. Niestety, dość niedawno, wysunięto hipotezę popartą dowodami (wielkość
                  masy ciemnej, jej ilość ma decydować), to rozszerzanie się Wszechświata, jest
                  nieodwracalne, nie zatrzyma się, przestanie istnieć poprzez rozproszenie.
                  Wniosek jest jeden, tylko w jednym cyklu Wielkiego Wybuchu to powstało, a to
                  musiało być przewidziane, prawa fizyki dopasowane itd., co świadczy o
                  istniejącej logice i inteligencji, która musiała to przewidzieć. Nie może to
                  mieścić się w Teorii Chaosu. Czyli mamy coś więcej niż kiedyś, więcej pewności,
                  że taka inteligencja stwórcza istnieje, a to można nazwać Bogiem.
                  • xxara podsumowując 09.08.06, 13:10
                    Podsumowując, rzeczywiście nieprecyzyjnie sie wyraziłam. Chodziło mi o to, że
                    skoro nie jestesmy w stanie odpowiedziec na pytania: jest bóg czy go nie ma,
                    zadajmy inne pytania, jeśli jest, to czym jest? i co robi? I tak tez sie stalo
                    w tej dyskusji.
                    Grgkh zadał inne pytanie:
                    "na ile Boga/boga ? można zobaczyć? Co jest Jego/jego przejawem według Ciebie?"

                    kociak odpowiada:
                    "Logiczny zamiar mozna nazwac Bogiem"
                    Jesli logiczny zamiar nazywamy bogiem, to boga mozna zobaczyc, obserwujac
                    dzialanie logicznego zamiaru w skali makro lub mikro w doskonalosci praw fizyki
                    itede
                    grgkh pyta dalej:
                    dlaczego odczuwasz potrzebę nazwania "tego"
                    Bogiem/bogiem i dodawania Mu/mu jakichś cech/atrybutów, które nie wiem na
                    jakiej podstawie przyjmujesz?

                    Wydaje mi się, że ludzie mają potrzebę nazwania logicznego zamiaru i jego
                    wizualizacji, tak samo jak mają potrzebę nazwania i wizualizacji atomu.
                    Nazywamy nieznane po to, by to zbadać i zrozumieć zasadę jego działania. Potem
                    działmy zgodnie z tymi zasadami. Tak uczymy się od natury, wykorzystujemy
                    fizyke by transformowac nasz swiat, a duchowe działanie boga wykorzystujemy by
                    transformowac nasz swiat duchowy.
                    Nauka opisuje świat poprzez nasza percepcję i jest to opis zrobiony na nasz
                    uzytek przez nasz mozgu, ktory jak grgkh bardzo ładnie wytłumaczył deformuje
                    prawde.
                    Religia opisuje świat duchowy, również go deformując. Naukowcy śmieją sie z
                    deformacji religijnej a religia śmieje się z nauki. Mamy tylko krzywe
                    zwierciadła i tyle. Pewien naukowiec powiedział kiedyś, że pojedynek nauki i
                    religii to jak walka rekina i tygrysa. Każdy wygrałby na swoim terenie, ale
                    tygrys nie miałby szans w wodzie, tak jak rekin zginąlby na lądzie.

                    Patrząc na nasz świat bezsporna jest dla mnie tylko transformiacja, kociak
                    nazywa ją logicznym zamiarem, grgkh twierdzi chyba, że wszystko dzieje się bo
                    się dzieje. Właśnie, tylko to dzianie się jest pewne.
                    Ja nazywam to dążeniem (słowo zamiar ma dla mnie zbyt ludzkie cechy, nie wiemy,
                    czy ktoś, coś zamierzył, wiemy że się dzieje). Cały czas transformujemy, dążąc
                    do lepszego. Tak jak natura sprawdza wszystkie możliwości, to, co się uda, trwa
                    i podlega dalszym próbom.

                    grg uwaza ze "zamiar" (Bóg?) nie moze byc dzialaniem zewnetrznym:
                    "Zdarzeniami makro rządzi WYŁĄCZNIE świat mikro.
                    Z tego trzeba sobie zdać sprawę i odrzucić nasz, ludzki sposób patrzenia na
                    zjawiska fizyczne.Wszystko, co się wokół nas dzieje jest złożeniem, prostszym
                    lub bardziej skomplikowanym, tych podstawowych mikrooddziaływań.
                    Nie istnieje żaden zewnętrzny generator losowości w fizyce naszego świata.
                    Gdyby był i wpływał nań, to zgodnie z zasadą logiki poszerzenia układu
                    zależności zostałby "wchłonięty" i musiałby stanowić integralną jego część".

                    Zgadzam się z tym, to dążenie/zamiar/bóg jest wewnątrz a nie na zewnątrz.

                    Grgkh: "Gdy się pojawiły jakieś warunki początkowe i prawa fizyki, które je
                    miały obsługiwać, zdeterminowana została cała jego (wszechświata) historia, od
                    zera do nieskończoności".
                    Mam pytanie:
                    dlaczego zakladasz/zakłada Pan, ze byl punkt 0, warunki poczatkowe, czy to
                    wlasnie nie jest skazenie wygenerowane przez nasz mózg pojmujący czas od punktu
                    x, do punktu y. A jesli czas jest petla bez poczatku, dokładnie tak jak to jest
                    narysowane na tarczy zegara, bo przecież cyferki sątylko umownymi nazwami.

                    Dalej kociak:
                    kociak mowi ze przed Wielkim wybuchem zanim nastapilo przyciaganie musilo
                    istniec odpychanie, ktore w konkretnym momencie podleglo przemianie na skutek
                    dzialania zamiaru.
                    Też się z tym zgadzam, bo nawet jesli "przyroda" sprawdzala wszystkie mozliwe
                    kombinacje az trafila na te konkretna to tez jest to dowod na istnienie
                    zamiaru, czy tez dazenia.

                    Grgkh wyciąga wniosek:
                    nie ma bogow
                    - a jesli bogiem nazwiemy zamiar czy tez dazenie, transformacje, to, ze sie po
                    prostu dzieje? A jesli bog to tylko kwestia nazewnictwa, tak jak atom - to
                    czlowiek przyjal taki dogmat, zeby latwiej mu bylo opisywac przemiane, przyjal
                    sobie punkt wyjscia: atom - najmniejsza niepodzielna czesc materii, ale badając
                    dalej odkryl elektrony, jadro. Musial wykonac szereg doswiadczen, pojsc roznymi
                    drogami, zeby znalezc prawa działające.
                    A gdyby podobny system przyjac do religii, jest sila sprawcza, zamiar
                    dzialanie i to nazywamy sobie Bogiem, religia w roznych odmianach probuje to
                    wytlumaczyc, namalowac, wizualizowac...?

                    Kociak wraca do punktu wyjscia:
                    Czy ta osoba, ktora czyta tę dyskusję jest za moją myślą, że stworzenie tego
                    wszystkiego, wymagało inteligencji i przewidywania, czy też popierają myśl
                    Twoją, że odbyło się to samoisnie, bez żadnej inteligencji?

                    Inteligencja to tez pojecie abstrakcyjne niedefiniowalne.
                    Jezeli jest to zbior wiedzy przyswajalnej, to wszechswiat ma taka inteligencje,
                    zapisuje ja w genach, wszechswiat zdobywa wiedze poprzez wykonywanie prob i
                    doswiadczen i na tej bazie transformuje czyli: laczy geny, generuje choroby,
                    generuje uodpornienie zapisuje to, dalej laczy geny itd jest to inteligencja.
                    Dotyczy ona rowniez sfery duchowej, jest przeciez teoria memow, ktore tak jak
                    geny zapisuja nasze doswiadczenia kulturowe, objawia sie to np. w gestach ktore
                    wykonuja dzieci automatycznie np. papa, jak kogos to interesuje to poszukam
                    zeby bzdur nie pisac

                    Włacza się maa cholera
                    Nie wierze w twor, ktory stworzyl, zburzyl, stworzyl (kilkaktrotnie) i nagle
                    zniknal nie pojawiajac sie pod postacia zadna (chyba, ze w umyslach chorych
                    ludzi, stajac sie realistyczna).
                    - grgkh juz wyjasnil: nie ma sily zewnetrzej, ona jest wewnątrz

                    Kociak konkluduje:
                    Dlatego zaproponowałem (to, czego mówisz, że nie rozumiesz dlaczego)abyśmy
                    uznali swoją inność i na tym poprzestali. Ty możesz pozostać w swojej wierze
                    (tylko wiara), że nie musiało być logiki przewidywania, czyli inteligencji
                    sprawczej, tak się zrobiło i koniec.

                    Niemniej jednak warto się pogimnastykować umysłowo. Zawsze warto pytać, a takie
                    dyskusje wzbogacają. Jesli, coś poprzękrecałam, sorry. Miło było się przyłączyć
                    pozdrawiam i kończe

                    było miło
                    • grgkh Re: podsumowując 09.08.06, 15:17
                      xxara napisała:

                      > skoro nie jestesmy w stanie odpowiedziec na pytania: jest bóg czy
                      > go nie ma, zadajmy inne pytania, jeśli jest, to czym jest?
                      > i co robi? I tak tez sie stalo w tej dyskusji.

                      Po to by się porozumieć, musimy ustalić precyzyjnie i jednoznacznie definicje. Ponieważ na pierwszy rzut oka wyglądało, że tych ustaleń brakowało, więc moje pytania stąd właśnie wynikły. Ale też i Twoje pierwsze pytanie nie jest postwione właściwie, ponieważ "jest bóg czy go nie ma" sugeruje, iż ciężar dowodu musiałby spoczywać na obu stronach. Tak nie jest. Byt zwany bogiem, wraz z definicją, ktoś wymyśla. Po pierwsze, dowodzić istnienia musi ten, kto chce by uznano "to" za prawdziwe, a nie ten, któremu "to" jest zbędne. Tymczasem religie zakładają dogmatycznie, robią unik twierdząc, iż nie dowodzi się istnienia bogów. To oczywista, logiczna sprzeczność. I po drugie, bóstw różnie opisanych jest mnogość niesłychana, a są one bardzo często sprzeczne ze sobą, widać więc, że niemożliwe jest, by były jednocześnie wszystkie prawdą. A czy którekolwiek może być? Które?

                      Dopuszczenie istnienia niepodważalności dogmatu kłóci się z naszą główną zasadą pojmowania i uczenia się świata. Na początku, jako niemowlę, nie wiemy nic, a całą naszą wiedzę musimy poddawać selekcji i nie mamy żadnych podstaw do twierdzenia, że jest cokolwiek pewnego. Natomiast MUSIMY założyć, że wszystko, co uznamy za prawdziwe, MUSI być spójne i logiczne. Ludzkie przyzwalanie na ich obecność sprzeczności wynika z tymczasowości przyjmowanych hipotez, które najpierw należy zdefiniować, a dopiero potem można je weryfikować. Religie przenoszą tę tymczasowość na stałość, dokonując manipulacji i przejmując władzę nad umysłami. Ktoś jeden raz pozwalający sobie na nadrzędność dogmatu tworzy wyłom w wolności myślenia i już nigdy, dopóki z tego dogmatu nie zrezygnuje, nie może być pewien spójności swej wizji świata. Staje się zarodkiem chaosu, prwadziwego zła, które z niego wynika.

                      > Jesli logiczny zamiar nazywamy bogiem, to boga mozna zobaczyc, obserwujac
                      > dzialanie logicznego zamiaru w skali makro lub mikro w doskonalosci praw
                      > fizyki [...]

                      Prawa fizyki mają swoją nazwę. Po co więc nadawać im drugą przemycając do logiki i rozsądku magię?

                      > Wydaje mi się, że ludzie mają potrzebę nazwania logicznego zamiaru i jego
                      > wizualizacji, tak samo jak mają potrzebę nazwania i wizualizacji atomu.

                      Mają. Jednak atom jest bezosobowy, jest opisem, modelem, który pozwala lepiej zrozumieć matematyczność świata, a "logiczny zamiar" nie służy niczemu poza uwikłaniu w religię, narzędzie, którego celem istnienia jest władza nad ludźmi. Wyjaśnianiem zasad działania świata zajmuje się nauka, która odnajduje prawdę błądząc. Religia twierdzi, że nie błądzi, bo prawdę zna. Jako "najmądrzejsza właścicielka prawdy" potrafi mamić i rządzić ludźmi.

                      > duchowe działanie boga wykorzystujemy by transformowac nasz swiat duchowy.

                      Świat jest jeden. Fałszem jest twierdzenie, że istnieją dwa. Mamy tylko jeden, własny mózg, a na zewnątrz jest tylko jeden świat. Świat naszych emocji jest przypisany do części realnej po to, byśmy mogli wartościować nasz stosunek do jego przejawów, nie musząc go traktować jednoznacznie i wyłącznie w kategoriach prawda/fałsz, dobre/złe. Nie pisałem o deformowaniu świata przez mózg. Przykład z odwracaniem obrazu w soczewce oka, a potem ponownym przywróceniu jego ustawienia w pionie świadczy o ułomności narządów zmysłów, którymi badamy otoczenie i elastyczności mózgu, sprawnego, dostosowującego się komputera, który ostatecznie stara się zbudować możliwie najlepszy model. Świat widziany przez każdą istotę żywą jest modelem. Każda z nich stara się by był najlepszy, bo to oznacza jego skuteczność w konkurencji i przetrwaniu.

                      Jeśli tak działają organizmy żywe, według praw, które są dla nich możliwościami zapisanymi (danymi im) np. w genotypie, to dlaczego prawa będące prawami fizyki świata (na zasadzie analogii i tego samego środowiska) nie miałyby prowadzić do pozytywnej ewolucji całego Wszechświata? Od prapoczątku do teraz? A wtedy ten "zamiar" staje się zbędny, bo wystarczają same zasady zdefiniowane przed początkiem. I tu jest też odpowiedź na inną Twoją uwagę, o kolistości historii Wszechświata (przykład z tarczą zegara), gdy jego zaranie miałoby się zlewać z hipotetycznym końcem. Prawdziwym początkiem, który musiał zaistnieć, było zdefiniowanie zasad działania, matematyczności i fizyczności wszystkiego.

                      > Pewien naukowiec powiedział kiedyś, że pojedynek nauki i
                      > religii to jak walka rekina i tygrysa. Każdy wygrałby na swoim terenie, ale
                      > tygrys nie miałby szans w wodzie, tak jak rekin zginąlby na lądzie.

                      To nie ma sensu. Powtarzam, świat jest jeden. Albo posługujemy się weryfikacją bezwzględną i wtedy wygrać musi nauka, albo odpuszczamy w kierunku sprzeczności i chaosu, a wtedy ten chaos możemy nazwać nawet religią, ale nauka wobec niego już nie istnieje wcale. A świat nie jest ze swojej natury chaotyczny. Dlaczego więc mielibyśmy dawać przyzwolenie na takie jego traktowanie?

                      > Dalej kociak:
                      > kociak mowi ze przed Wielkim wybuchem zanim nastapilo przyciaganie musilo
                      > istniec odpychanie, ktore w konkretnym momencie podleglo przemianie na skutek
                      > dzialania zamiaru.
                      > Też się z tym zgadzam, bo nawet jesli "przyroda" sprawdzala wszystkie mozliwe
                      > kombinacje az trafila na te konkretna to tez jest to dowod na istnienie
                      > zamiaru, czy tez dazenia.

                      To tylko nasze (tymczasowe) modele, rzutowanie na istniejącą sferę pojęciową. Mówiąc o warunkach fizycznych panujących w jakimś momencie wyobrażanej sobie historii Wszechświata musimy posługiwać się pojęciami, które nie istnieją. Mówimy o czasie, który płynął z inną prędkością, a niewyobrażalnych temperaturach, energiach, masach, o innej formie istnienia materii i przestrzeni, choć nasze teraźniejsze widzenie tego też jest ogromnym uproszczeniem w stosunku do tego jak to widzi matematycznie patrząca na świat fizyka. Uważam, że nie powinniśmy mówić, iż "przyroda" coś "sprawdzała", bo to nadaje jej prawo do wyboru, a takiego nie miała, bo skąd miałby docierać jakiś czynnik decyzyjny? Z zewnątrz? Jest jakieś zewnętrze? A więc ono też jest naszym światem - pisałem już o tym. A bóg jakiś? Jaki? Skąd? I kto go stworzył? Sam siebie? Toż prościej założyć, że świat sam siebie stwarza i pominąć chorą ideę przydatną najbardziej tym, którzy najmniej wiedzą.

                      > Jezeli jest to zbior wiedzy przyswajalnej, to wszechswiat ma taka
                      > inteligencje, [...]

                      Inteligencja, to pozór. Istnieje tylko informacja i jej doskonalenie się na coraz to wyższych poziomach. To widać.

                      > ... jest przeciez teoria memow...

                      Czytałem "Maszynę memową" Susan Blackmore. Jeśli jej nie znasz, to bardzo ją polecam.

                      > Kociak konkluduje:
                      > Dlatego zaproponowałem (to, czego mówisz, że nie rozumiesz dlaczego)abyśmy
                      > uznali swoją inność i na tym poprzestali. Ty możesz pozostać w swojej wierze
                      > (tylko wiara), że nie musiało być logiki przewidywania, czyli inteligencji
                      > sprawczej, tak się zrobiło i koniec.

                      Moja "wiara" nie jest wiarą. Jest metodą poznawania świata poprzez nieustanną weryfikację wiedzy. Wiara jest uznaniem dogmatu, którego nie wolno weryfikować, nawet wbrew oczywistym sprzecznościom.

                      Pozdrawiam
                      • xxara Re: podsumowując 09.08.06, 23:17
                        Czyli:
                        jesli jest linia i na jednym jej krancu sa 100% niewierzacy a na drugim 100%
                        wierzacy (tak pisal kociak, ze nie ma 100%wierzacych i niewierzacych), to ty
                        jestes na pierwszym krancu, a ja na 75% procentach w strone niewiary. jakoś
                        nauka nie dała mi tej 100% pewności sprawdzalności wszystkiego, bo nasz rozumek
                        jest ograniczony. Dlatego zakładam te 25%, bufor, w którym nawet najtęższe
                        umysły mogą się mylić. I będąc człowiekiem pragmatycznym uważam, że nie dam
                        rady zgłębić każdej dziedziny, wiec nawet pewne sprawdzone teorie muszę przyąć
                        na wiarę, a przecież w wyspecjalizowanych bardzo dziedzinach wiedzy zdarza się
                        tak, że ledwie dwóch ludzi w całym znanym świecie coś bada i wyciąga wnioski -
                        często błędne jak się później okazuje, gdy znajdzie się ktoś trzeci, kto ich
                        zweryfikuje. Moim zdaniem: metoda poznawania świata przez nieustanną
                        weryfikację wiedzy - jak najbardziej tak i odrobina wiary w to, co nauka zbadać
                        nie potrafi (hipnoza, medytacja, lewitacja, telepatia, jasnowidzenie).
                        Jeszcze smile
              • kociak40 Re: Jeszcze raz: Teoria Wszystkiego - c.d. 09.08.06, 01:58
                Zbyszku! Wybacz trochę mnie rozśmieszyłeś tym swoim stwierdzeniem - przytaczam
                je -
                "> Zbyszku, rozważania "naukowe" mogą tylko dać asumpt do pytania, "skąd to
                wszystko?". A na to się nie odpowie.-kociak40

                Ależ odpowie się, Andrzeju. Ja to już wiem. smile"" -grgkh

                Tym odważnym stwierdzeniem końcowym. Oby ono nie było tylko zachwytem na wzór
                tego, jakie miałeś widząc trójkąt prostokątny o bokach 3:4:5 i kątach 30,60,90.
                Wybacz złośliwość, to dla żartu. Nigdy nie rób takiego stwierdzenia, raczej -
                "ja sądzę", "ja tak uważam" - od wzniosłości do śmieszności tylko jeden krok.
                Czytając Twój tak długi tekst, zadaję sobie pytanie - czy Ty chcesz poznać mój
                osąd w tej sprawie (o ktory zresztą pytałeś), czy też przekonać mnie do czegoś?
                Przygniatasz mnie swoją wiedzą, której ja sprostać nie potrafię, więc nie mogę
                tego wszystkiego zrozumieć, gdzie miałby być dowód na nie istnienie Boga?
                O ile mam coś do "powiedzenia" na Twoim poziomie, to wyłącznie (obecnie też już
                nie mam pewności) z matematyki, mechaniki, hydromechaniki, termodynamiki, i nic
                poza tym. Ograniczę się więc tylko do zagadnienia matematycznego jakie podałeś.
                Zgadzam się, że zawarta jest w niej "mądrość" nie wymagająca jakiegoś podłoża,
                kartki papieru lub zapisu, jest mądrością samą w sobie. Nie jest natomiast siłą
                sprawczą, twórcą praw i własności fizycznych. Nie matematyka może zmienić
                właściwość przyciągania się mas, na odpychanie się mas, może tylko posłużyć do
                ewentualnego określenia wielkości tego zjawiska. Jeśli porownujesz historię
                Wszechświata do nieskończonej macierzy liczbowej, nigdzie nie zapisanej itd.
                Jeśli używasz logikę matematyczną do formowania twierdzeń matematycznych i
                ujmować matematykę jako zbiór aksjomatycznych systemow dedukcyjnych to
                popełniasz błąd. Żadna teoria matematyczna nie jest zakończona w tym sensie, by
                udowodnione były wszystkie twierdzenia wynikające z jej aksjomatów, ponieważ
                możliwych twierdzeń jest nieskończenie wiele. Nie ma algorytmu, ktory
                pozwoliłby dla każdego zdania sprawdzić w skończonej liczbie kroków, czy jest
                ono twierdzeniem czy nie itd. itd. Nasza dyskusja rozciągnie się i nic nie da.
                Dlatego zaproponowałem (to, czego mówisz, że nie rozumiesz dlaczego)abyśmy
                uznali swoją inność i na tym poprzestali. Ty możesz pozostać w swojej wierze
                (tylko wiara), że nie musiało być logiki przewidywania, czyli inteligencji
                sprawczej, tak się zrobiło i koniec, ja ze swoim innym zdaniem. To wszystko.
                Cała reszta poniżej tej "inności" może być do dalszej wymiany poglądów, ale
                tylko w gestii poznania zapatrywań nic więcej.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka