irhana
20.03.11, 02:12
Wstęp
Na początku marca 2011 spędziłam cztery dni na południu Tunezji, wiem, że to zbyt mało żeby poznać kraj, ale chyba wystarczająco dużo żeby napisać o tym kilka słów, może będzie to komuś pomocne, a i ja sama chętnie utrwalę wspomnienia miejsc, które odwiedziłam.
Nie był to niestety samodzielny wypad, mimo że takie lubię najbardziej, po pierwsze dlatego, że sytuacja po rewolucji była trochę niepewna, po drugie zbyt mało czasu na przygotowania, bo wyjazd był w pełni spontaniczny.
Na początku myśleliśmy o zwykłym fakultecie z BP tak żeby nie siedzieć w hotelu cały tydzień, ale ten pomysł szybko upadł bo postanowiliśmy, że chcemy mieć trochę prywatności i samochód 4x4 tylko dla siebie, wybór padł na chyba jedyną polskojęzyczną niezależną od biur podróży firmę Sahel Voyages, napisaliśmy jakie są nasze oczekiwania, ustaliliśmy wspólnie plan i długość wycieczki, po opłaceniu zaliczki (jeszcze w Polsce) otrzymaliśmy potwierdzenie i pozostało tylko czekać na termin lotu to Tunezji. Muszę pochwalić firmę, za ich elastyczność i indywidualne podejście do naszych potrzeb oraz za to, że wywiązali się z wszystkiego super. Super był też nasz kierowca wyczyniający cuda na wydmach i świetna przewodniczka Patrycja, która traktowała nas bardziej jak znajomych niż turystów dzięki czemu było super, a my mieliśmy poczucie względnej wolności i swobody.
Niestety nie mogę natomiast pochwalić biura podróży, z którym polecieliśmy do Tunezji. Jeszcze w kraju dzwoniąc do BP słyszałam, że w Tunezji jest spokój, ani śladu po rewolucji, jest bezpiecznie i wszystkie fakultety się odbywają. Po przylocie już na etapie transferu do hotelu usłyszałam od Pani rezydent, że jest niebezpiecznie, że mamy sami nie wychodzić wieczorem na plażę ani do miasta. Usłyszałam również, że jestem nieodpowiedzialna i niepoważna chcąc jechać na południe kraju gdzie są tabuny uciekinierów z Libii i w ogóle nadal trawa rewolucja. Tak się zastanawiam, czy pracownicy biur podróży nie mogą ustalić sobie jednej wersji, którą podają turystom? Dla mnie to wielki minus dla BP- w Polsce zachwalają żeby tylko sprzedać, a na miejscu straszą żeby przypadkiem z hotelu nie wychodzić- i jak im wierzyć? Tak czy inaczej czarno-widzenie Pani rezydent zupełnie się nie sprawdziło, bo na południu było cicho i spokojnie, a tej ciszy nie zakłócali nawet turyści, bo ich też nie było.