bene_gesserit
09.12.09, 11:59
Wywiad z profesorką Małgorzatą Kossut z PANowskiego IBD:
Sławomir Zagórski: Jutro zgromadzenie ogólne Polskiej Akademii
Nauk, a na nim m.in. głosowanie zatwierdzające nowych członków
zagranicznych PAN. Tymczasem w Akademii ferment po twoim liście
protestacyjnym. Przeciw czemu zaprotestowałaś?
Prof. Małgorzata Kossut: Przeciw temu, że na świeżo ogłoszonej
liście 23 kandydatów na członków zagranicznych PAN znalazła się
tylko jedna kobieta.
Ten chwalebny przykład to biolożka. Okazuje się, że wśród
humanistów, fizyków, chemików, inżynierów, rolników, geologów i
lekarzy nie ma na świecie ani jednej kobiety, którą PAN chciałby
zaprosić do własnego grona.
Doszłam do wniosku, że taki punkt widzenia daje złe świadectwo o
poziomie merytorycznym i wrażliwości społecznej członków Akademii.
Tym samym grono, które powinno świecić dobrym przykładem, daje
społeczeństwu przykład zły.
(...)
- Gdyby w PAN było więcej kobiet, liczba pań w Akademii pewnie
szybciej by rosła, a tak to mężczyźni dokooptowują swoich kolegów i
wszystko się kręci po staremu.
- Niewykluczone. PAN to bardzo męska instytucja. Jest nas tu -
kobiet - dosłownie garstka.
I czujecie się lekceważone z racji płci?
- Czasem tak. Choć muszę przyznać, że wielu panów jest też bardzo
szarmanckich. Całują mnie w rękę etc. Mam wrażenie, że atmosfera w
PAN przypomina tę, jaka panowała w przedwojennym klubie, choć z
racji wieku znam ją tylko z opowiadań.
Dobre maniery są naturalnie przyjemne, ale nam chodzi o
dostrzeżenie naszych zalet umysłowych, i o to, by Akademia
zauważyła, że poza nią i w Polsce, i poza krajem jest naprawdę
wiele wybitnych pań. Mówi się, że kobiety nie zrobią kariery np. w
transplantologii, a jak przychodzi do przeszczepu twarzy, to robi
go kobieta, Polka zresztą. Dlaczego nie zapraszamy jej do PAN?
Gdy szukamy kandydata na jakieś stanowisko, często sami odruchowo
myślimy o mężczyźnie. Czyli myślimy stereotypowo, a ze
stereotypami - jak wiadomo - walczy się nadzwyczaj trudno.
- Zgoda, ale warto przynajmniej zacząć. My - kobiety - same też
ulegamy temu stereotypowi. Kilka lat temu współorganizowałam wielki
kongres neurobiologiczny w Stanach. Wybraliśmy ośmiu
najważniejszych wykładowców. Kiedy zobaczyła to głównodowodząca
kongresem koleżanka, zaprotestowała: "Co? Sami faceci? Chcę
czterech mężczyzn i cztery kobiety. Macie na to pół godziny".
I wymyśliliśmy. Wykłady poszły super, a jedna z wykładowczyń dwa
lata później dostała Nobla.
Głupia GW oczywiście dała upupiający i 'zabawny' tytuł:
wyborcza.pl/1,76842,7345113,Pani_w_PAN_ie_protestuje.html