Dodaj do ulubionych

O niemoralności czyli jak doznałam objawienia

IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 04.02.04, 11:11
Chciałabym tutaj nawiązać do dwóch wątków w których ostatnio dyskutowałam, a
które łączą się i wzajemnie uzupełniają w dość zaskakujący dla mnie sposób.
Najpierw wątek BD o kołtuństwie i zaściankowości.
Nie wiem jak inni, ale ja na tym wątku przez moment byłam nieco
zdezorientowana - zwłaszcza podczas rozmowy z BD gdy on wyjeżdżał mi z coraz
to dziwniejszymi zarzutami, a zakończył stwierdzeniem, że pedofila też nie
można nazwac pedofilem, bo "każdy kij ma dwa końce" a pedofil być może lubi
dzieci...(oczywiście było to napisane ironicznie z sugestią "pewno ty
barbinator tak własnie uważasz)
Zaczełam się zastanawiać, czy naprawdę tekst Salija mówiący o nienaklejaniu
ludziom etykietek i nie odnoszeniu się do innych w duchu pogardy można
rozumieć w tak absurdalny, w duchu najbardziej wypaczonej poprawności
politycznej, sposób?
I wtedy przypomniałam sobie wątek Tada o przymusie - a z nim jego sposób
rozumienia społeczeństwa funkcjonującego w oparciu o tzw uniwersalną
moralność.
Zdaniem Tada wygląda to tak:
Na świecie są dwa rodzaje ludzi. Ci pierwsi wierzą w moralność uniwersalną
opartą na tradycji - tych Tad nazywa ludźmi moralnymi. Drudzy odrzucają
(zazwyczaj tylko w niektórych elementach) moralność tradycyjną (czyli
uniwersalną) - i są przez Tada określani krótko i zwięźle "ludźmi
niemoralnymi". Łatwo zauważyć, że grupy odrzucające tradycyjną moralność (w
jednym lub wielu punktach) są dość liczne - ja na przykład z całą pewnością
według klasyfikacji ludzi "by Tad" jestem osobą niemoralną, podobnie jak
większośc (wszystkie?) osoby reprezentujące tzw opcję feministyczną na forum.
Teraz mogę już wyjaśnić co miał na myśli BD krytykując moje wypowiedzi na
wątku o kołtuństwie - a czego ja głupia dość długo nie rozumiałam.
Otóż zdaniem BD jest tak, że jeśli ktoś atakuje "ludzi moralnych" (on sam,
Tad, Maciej itd) używając przy tym "piętnujących etykietek" i wypowiadając
się w "duchu pogardy" - to takie postępowanie jest złe.
Natomiast jeśli to "ludzie moralni" atakują takich ja ja "ludzi niemoralnych"
(czyli wszelkich "postępowców" w tym feministki, ugrupowania gejowskie,
zwolenników dopuszczalności aborcji itd) używając przy tym "piętnujących
etykietek" i wypowiadając się w "duchu pogardy" - to nie ma w tym absolutnie
nic złego. Dlaczego? Bo atakowany jest niemoralny a zło należy nazywać po
imieniu.
I właśnie dlatego zdaniem "ludzi moralnych" nie ma nic złego w piętnowaniu
etykietkami i pisaniu w duchu pogardy o: feministkach piekących prosiaki,
lewicowcach od Ikonowicza ośmielających się robić sobie spotkania, i to
gdzie: na uniwersytedcie, zgrozo ;) Kindze Dunin "ośmieszającej się"
pisywaniem do prasy "moralnej" (Wyborcza jak wiadomo jest niemoralna, w niej
Kinga może sobie pisywać do woli)
Jestem naprawdę wdzięczna Tadowi i BD, że ich posty pozwoliły mi zrozumieć
sposób myślenia całkiem sporej grupy ludzi.
Pozwoliły mi też utwierdzić się w przekonaniu iż tak rozumiany
świat "uniwersalnych wartości" jest czymś z gruntu złym, pełnym kłamstwa i
obłudy - a także niosącym w sobie potężny ładunek zagrożeń i konfliktów.
Zdecydowanie wolę być "niemoralna" (w Tadowym rozumieniu tego pojęcia)
niż "moralna" (w tym samym rozumieniu)

Pozdr. B.
Obserwuj wątek
    • agrafek Re: O niemoralności czyli jak doznałam objawienia 04.02.04, 11:30
      W wątku zainicjowanym przez BD nie było dokładnie tak. BD powołał się na bardzo
      konkretny tekst odnoszący się do konretnej sytuacji. I chciał o tej właśnie
      sytuacji porozmawiać. Ty zaś, Barbinator, postanowiłaś podyskutować z BD
      żonglując terminami w tekście. Można, owszem, dyskusja z tego może nawet wyjść
      ciekawa. Tyle, że nie takie były intencje założyciela wątku. To trochę tak,
      jakbyś przyszła do BD w odwiedziny na kameralne spotkanie przy winie i już w
      progu oznajmiła mu, że urządzasz tu imprezę na trzydzieści osób. Na tym forum
      rzeczywiście popularne jest skakanie z tematu na temat i roztrzyganie ilości
      diabłów na główce od szpilki, jednak nikt chyba nie postawił wszystkiego na
      głowie z równie beztroską otwartością jak Ty w wątku BD. Po prostu weszłaś, nie
      odniosłaś się do propozycji BD prawie wcale, tylko od razu zaproponowałaś
      własne porządki. I bardzo Cię zdziwiło, że się zirytował.
      Co zaś się tyczy moralności. Zastrzegam, że teraz nieco poteoretyzuję. Z punktu
      widzenia kogoś, kto swoją moralność postrzega w kategoriach pewnego nadrzędnego
      absolutu moralnego (Tad) ktoś, kto swą moralność uzależnia od "umowy
      społecznej" wydawać się może człowiekiem nieco... nazwijmy to zubożonym. Tad
      nie musi dociekać co jest moralne a co nie, nie musi mieć wątpliwości. We
      wszystkim, co postanowi, posiada wsparcie. Ty swoją moralność musisz
      negocjować. W dodatku z ludźmi, z którymi niekoniecznie jest Ci po drodze. Tad
      może powiedzieć (gdyby chciał): "obrzezanie kobiet jest głęboko niemoralne".
      Tobie brak do tego legitymacji. Możesz jedynie stwierdzić - "obrzezanie kobiet
      wydaje mi się głęboko niemoralne z punktu widzenia moralności określonej przez
      umowę społeczną w moim kręgu cywilizacyjnym". Dziwi Cię, że uważa (Tad) swoją
      pozycję za lepszą? Nie zdziwiłbym się, gdyby było mu Cię żal.
      pozdrawiam
      • e_wok Re: O niemoralności czyli jak doznałam objawienia 04.02.04, 12:06
        Dlaczego mógłby powiedzieć, że obrzezanie kobiet jest niemoralne? Raczej NIE
        MOGLBY tak powiedziec - w końcu jeśli się coś robi przez wieki i wiekszosc
        bezposrednio zainteresowanych nie protestuje to znaczy, ze jest to racjonalne -
        wedle "konserwatywnego" sposobu myslenia. Tak jak bicie dzieci. Albo
        Holocaust, ale w tym wypadku nie sledzilam dyskusji, mialam tylko do czynienia
        z finalnym produktem.
        • agrafek Re: O niemoralności czyli jak doznałam objawienia 04.02.04, 12:19
          Mógłby, ponieważ powołuje się - o ile się nie mylę - na moralność
          chrześcijańską. W ten sposób może. Zresztą zaznaczyłem, że teoretyzuję i
          napisałem nawet: gdby chciał, to by mógł.
          pozdrawiam
      • Gość: barbinator Re: O niemoralności czyli jak doznałam objawienia IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 04.02.04, 12:09
        > W wątku zainicjowanym przez BD nie było dokładnie tak. BD powołał się na
        bardzo
        >
        > konkretny tekst odnoszący się do konretnej sytuacji. I chciał o tej właśnie
        > sytuacji porozmawiać. Ty zaś, Barbinator, postanowiłaś podyskutować z BD
        > żonglując terminami w tekście. Można, owszem, dyskusja z tego może nawet
        wyjść
        > ciekawa. Tyle, że nie takie były intencje założyciela wątku. To trochę tak,
        > jakbyś przyszła do BD w odwiedziny na kameralne spotkanie przy winie i już w
        > progu oznajmiła mu, że urządzasz tu imprezę na trzydzieści osób. Na tym forum
        > rzeczywiście popularne jest skakanie z tematu na temat i roztrzyganie ilości
        > diabłów na główce od szpilki, jednak nikt chyba nie postawił wszystkiego na
        > głowie z równie beztroską otwartością jak Ty w wątku BD. Po prostu weszłaś,
        nie
        >
        > odniosłaś się do propozycji BD prawie wcale, tylko od razu zaproponowałaś
        > własne porządki. I bardzo Cię zdziwiło, że się zirytował.



        Bardzo możliwe, że dlatego się zirytował - nawet mu to w ostatnim poście
        tamtego wątka napisałam (choć bez jakiejś szczególnej skruchy...:))
        Jednak nie chodzi mi tutaj o jego (może i subiektywnie słuszną) irytację, lecz
        o pewne rzeczy które zapewne nieco niechcący, kierując się tą irytacją mi
        powiedział. Właśnie o nich pisałam post wyzej.



        > Co zaś się tyczy moralności. Zastrzegam, że teraz nieco poteoretyzuję. Z
        punktu
        > widzenia kogoś, kto swoją moralność postrzega w kategoriach pewnego
        nadrzędnego
        > absolutu moralnego (Tad) ktoś, kto swą moralność uzależnia od "umowy
        > społecznej" wydawać się może człowiekiem nieco... nazwijmy to zubożonym. Tad
        > nie musi dociekać co jest moralne a co nie, nie musi mieć wątpliwości. We
        > wszystkim, co postanowi, posiada wsparcie. Ty swoją moralność musisz
        > negocjować. W dodatku z ludźmi, z którymi niekoniecznie jest Ci po drodze.
        Tad
        > może powiedzieć (gdyby chciał): "obrzezanie kobiet jest głęboko niemoralne".
        > Tobie brak do tego legitymacji. Możesz jedynie stwierdzić - "obrzezanie
        kobiet
        > wydaje mi się głęboko niemoralne z punktu widzenia moralności określonej
        przez
        > umowę społeczną w moim kręgu cywilizacyjnym". Dziwi Cię, że uważa (Tad) swoją
        > pozycję za lepszą? Nie zdziwiłbym się, gdyby było mu Cię żal.
        > pozdrawiam


        Owszem, to całkiem trafny opis odmienności postaw moralnych o których pisałam -
        także w punkcie mówiącym o dociekaniu i wątpliwościach. Cieszę się, że jest na
        forum ktoś kto będąc konserwatystą (tradycjonalistą) rozumie jednak różnicę
        między umową społeczną w kwestii wartości a relatywizmem moralnym -
        przynajmniej twój post daje mi taką nadzieję...czy mam rację?
        Co prawda nie sądzę, by sformułowanie "moralne zubożenie" było słuszne - wręcz
        przeciwnie, ja moją postawę nazwałabym aktywną i poszukującą a więc właśnie
        moralnie bogatszą. Jednak naturalnie rozumiem, że ktoś może to widzieć właśnie
        w kategoriach "zubożenia". Nie wątpię też, że Tad (a także wielu innych
        moralnych absolutystów) odczuwa coś w rodzaju litości do niektórych spośród
        licznego grona "niemoralnych".
        Pewno głównie dlatego w ogóle z nami rozmawiają - podczas gdy z pedofilami,
        kanibalami czy drechami a więc innymi niemoralnymi w ogóle gadać by nie chcieli.
        Być może to co napisałam zabrzmiało ironicznie, ale nie jest to ironia
        wymierzona w to co ty, Agrafku napisałeś - bo to co napisałeś uważam za bardzo
        celne podsumowanie istoty konfliktu postaw o którym tu mowa.
        Niestety, nie ma to większego wpływu na moje obawy w związku z zagrożeniami
        wynikającymi z dokonywania takich sztywnych podziałów na ludzi moralnych i
        niemoralnych - w oparciu o kryterium "tradycyjnej moralności"
        Taka postawa po prostu musi prowadzić do narastania konfliktów i to bez
        możliwości ich zażegnania innym sposobem niż wzięciem ich wszystkich (czyli nas
        niemoralnych) krótko za pysk i założeniem knebla a jak trzeba będzie to i
        kagańca z kolczatką.
        Czy dziwisz się, że czuję się zaniepokojona...?

        Pozdr. B.
        • agrafek Re: O niemoralności czyli jak doznałam objawienia 04.02.04, 12:53
          Gość portalu: barbinator napisał(a):

          >
          > Owszem, to całkiem trafny opis odmienności postaw moralnych o których
          pisałam -
          >
          > także w punkcie mówiącym o dociekaniu i wątpliwościach. Cieszę się, że jest
          na
          > forum ktoś kto będąc konserwatystą (tradycjonalistą) rozumie jednak różnicę
          > między umową społeczną w kwestii wartości a relatywizmem moralnym -
          > przynajmniej twój post daje mi taką nadzieję...czy mam rację?
          > Co prawda nie sądzę, by sformułowanie "moralne zubożenie" było słuszne -
          wręcz
          > przeciwnie, ja moją postawę nazwałabym aktywną i poszukującą a więc właśnie
          > moralnie bogatszą. Jednak naturalnie rozumiem, że ktoś może to widzieć
          właśnie
          > w kategoriach "zubożenia". Nie wątpię też, że Tad (a także wielu innych
          > moralnych absolutystów) odczuwa coś w rodzaju litości do niektórych spośród
          > licznego grona "niemoralnych".
          > Pewno głównie dlatego w ogóle z nami rozmawiają - podczas gdy z pedofilami,
          > kanibalami czy drechami a więc innymi niemoralnymi w ogóle gadać by nie
          chcieli
          > .
          > Być może to co napisałam zabrzmiało ironicznie, ale nie jest to ironia
          > wymierzona w to co ty, Agrafku napisałeś - bo to co napisałeś uważam za
          bardzo
          > celne podsumowanie istoty konfliktu postaw o którym tu mowa.
          > Niestety, nie ma to większego wpływu na moje obawy w związku z zagrożeniami
          > wynikającymi z dokonywania takich sztywnych podziałów na ludzi moralnych i
          > niemoralnych - w oparciu o kryterium "tradycyjnej moralności"
          > Taka postawa po prostu musi prowadzić do narastania konfliktów i to bez
          > możliwości ich zażegnania innym sposobem niż wzięciem ich wszystkich (czyli
          nas
          >
          > niemoralnych) krótko za pysk i założeniem knebla a jak trzeba będzie to i
          > kagańca z kolczatką.
          > Czy dziwisz się, że czuję się zaniepokojona...?
          >
          > Pozdr. B.
          Nie, żadnego zdziwienia. Aczkolwiek nie sądzę by którykolwiek z tutejszych
          dyskutantów okazał się równie radykalny w życiu jak w dyskusji. Innymi słowy -
          żywię głebokie przekonanie, że w większości przypadków starcia wyznawanej idei
          z człowieczeństwem wygra jednak człowieczeństwo. Historia dowodzi, że zbyt
          często zdarza się inaczej, to prawda. Ufam jednak, że dojrzewamy.
          pozdrawiam
    • ggigus Re: O niemoralności czyli jak doznałam objawienia 05.02.04, 16:40
      taka postawa - my moralni, bo tradycja itp, a wy niemoralni, bo nie szanujecie
      TRADYCJI (powinnam chyba z wielkiej lit.) jest wygodna i latwa, bo oszczedza
      czasu na myslenie. Mowimy - tradycja jest, aby baba zostawala w domu, bo ona
      rodzic dzieci bedzie i baba zostaje. I koniec, nie trzeba sie meczyc,
      zastanawiac, a czy ona moze powinna sie uczyc, bo choc baba, owszem jakos
      kurde zdolna.
      Ja jestem wg Barbinatora (Tada9?)niemoralna i dobrze mi z tym. Tradycja to
      piekna rzecz, ale wyjasnianie nia wszystkiego, calej zlozonosci swiata w
      obliczu wszsystkich kompikacji te mozliwosc wyjasnienia jednak wyczerpuje.
      Czytalam gdzies nawet o powaznych badaniach naukowych dotyczacych
      konserwatystow, no bo wlasciwie dlaczego niektorzy ludzie odrzucaja mysl, ze
      cos mozna robic inaczej niz dotychczas? Sa ciekawe wnioski - autorytarne
      wychowanie w domu, autorytarny ojciec oczywiscie i stlamszona matka w kacie (
      dotyczy to i kobiet i mezczyzn). Kurcze, wiecej nie pamietam,plama, gdzies to
      sobie wycielam, jak znajde, to dopisze.
      Ale zastanawia mnie jedno - ze ci nmoralni tak glosno krzycza i sa tak pewni
      swoich aksjomow, i tego, ze maja racje. Ciekawe dlaczego?
      niemoralnych pozdrawiam niemoralnie
      • agrafek Re: O niemoralności czyli jak doznałam objawienia 05.02.04, 17:25
        ggigus napisała:

        > taka postawa - my moralni, bo tradycja itp, a wy niemoralni, bo nie
        szanujecie
        > TRADYCJI (powinnam chyba z wielkiej lit.) jest wygodna i latwa, bo oszczedza
        > czasu na myslenie. Mowimy - tradycja jest, aby baba zostawala w domu, bo ona
        > rodzic dzieci bedzie i baba zostaje. I koniec, nie trzeba sie meczyc,
        > zastanawiac, a czy ona moze powinna sie uczyc, bo choc baba, owszem jakos
        > kurde zdolna.
        > Ja jestem wg Barbinatora (Tada9?)niemoralna i dobrze mi z tym. Tradycja to
        > piekna rzecz, ale wyjasnianie nia wszystkiego, calej zlozonosci swiata w
        > obliczu wszsystkich kompikacji te mozliwosc wyjasnienia jednak wyczerpuje.
        > Czytalam gdzies nawet o powaznych badaniach naukowych dotyczacych
        > konserwatystow, no bo wlasciwie dlaczego niektorzy ludzie odrzucaja mysl, ze
        > cos mozna robic inaczej niz dotychczas? Sa ciekawe wnioski - autorytarne
        > wychowanie w domu, autorytarny ojciec oczywiscie i stlamszona matka w kacie (
        > dotyczy to i kobiet i mezczyzn). Kurcze, wiecej nie pamietam,plama, gdzies
        to
        > sobie wycielam, jak znajde, to dopisze.
        > Ale zastanawia mnie jedno - ze ci nmoralni tak glosno krzycza i sa tak pewni
        > swoich aksjomow, i tego, ze maja racje. Ciekawe dlaczego?
        > niemoralnych pozdrawiam niemoralnie
        Mnie najbardziej zastanawia czego ma dowieść argument typu: "nie zgadzasz się
        ze mną? Pewnie byłeś bity w dzieciństwie...".
        Dodam tylko, że przywiązanie do tradycji nie oznacza, bynajmniej
        bezrefleksyjności, podobnie jak bunt przeciw niej nie musi oznaczać
        bezmyślności.
        pozdrawiam
        • ggigus bicie? jakie bicie? 05.02.04, 21:06
          Autorytarny ojciec nie musi bic. Nie pisalam o biciu, tylko o autorytarnym
          modelu rodziny. To taka teza socjologiczna, chetnie ja rozwine, jesli chcesz. O
          biciu nie bylo w mojej wypowiedzi ani slowa.
          I ja nie pisalam o przywiazaniu do tradycji,a o probie kierowania sie tradycja
          jako jedynym kryterium. Tacy ludzie, kierujacy sie tradycja jako wyznacznikiem
          swoich pogladow i dzialan, mowia z reguly, ze cos tak bylo zawsze, dzialalo i
          bylo dobrze, wiec po co zmieniac. (np. zawsze kobiety siedzialy w jaskiniach
          badz doamch i opiekowaly sie dziecmi).
          Bardzo prosze w ramach rzeczowej dyskusji o nieprzeinaczanie wypowiedzi, bo
          samo odkrecanie tego zabiera wiele czasu. Cennego czasu.
          pozdrawiam
          • Gość: Ines Re: bicie? jakie bicie? IP: *.icpnet.pl 05.02.04, 22:19
            Ja bardzo niesmiało proszę o rozwinięcie tej tezy. Moje małżeństwo rozpadło sie
            na skutek zderzenia właśnie takich dwóch przeciwstawnych postaw wobec tradycji
            i w ogóle świata. Choć minęły już ponad dwa lata i jestem w nowym, szczęsliwym
            związku ciągle łapię się na tym, że myślę o sobie jak o osobie - w rozumieniu
            tego wątku - niemoralnej lub nawet złej. Nie byłam w stanie zaakceptować modelu
            rodziny opartego na bezkompromisowych zasadach tradycyjnej moralności w
            rodzinie. Byłam zbyt zainteresowana kontaktem i jakością związku, za bardzo
            tolerancyjna wobec innych ludzi, zbyt emocjonalna, zbyt niezależna. Kochałam
            męża, uzależniłam sie w końcu od niego emocjonalnie pomimo że z jego strony był
            tylko smętny przymus w imię nierozerwalności rodziny (na początku bardzo chciał
            ślubu i domu). Nie kochał - powiedział mi to, dodając, że życie nie jest
            amerykańskim filmem tylko pasmem wyrzeczeń.
            Gdy postanowiłam odejść stwierdził, że zruinowałam mu życie ( byłam gotowa
            wyjść z jedną walizką, tak już miałam tego dosyć). Musiałam walczyć o rozwód.
            Do dziś nie boje się tradycjonalistów, ich pogardy dla inaczej myślących i
            czujących, ich nietolerancji.
            Szukam odpowiedzi dlaczego dla takich osób uczucia są tak śmieszną i błahą
            sprawą. Dlaczego czują się lepsi od innych kierując się niejednokrotnie niskimi
            i niegodnymi człowieka pobudkami.
            Pozdrawiam wszystkich serdecznie z mojego niemoralnie ciepłego domu

            Ines
            • Gość: barbinator do Ines IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 06.02.04, 11:22
              Trzymaj się ciepło, Ines i nie przejmuj się tymi wszystkimi "moralnymi". Twój
              list pokazuje, że masz serce i rozum na swoim miejscu, czego nie można z
              pewnością powiedzieć o twoim byłym.
              Musisz sobie jasno powiedzieć: facet który traktuje swoją rodzinę jako "pasmo
              wyrzeczeń", nie kocha ich a w dodatku ma czelność mówić, że takie postępowanie
              jest "obroną tradycyjnych wartości" - taki facet na pewno nie zasługuje na to,
              by mieć w ogóle rodzinę.
              Dobrze zrobiłaś zrywając ten związek i to wspaniale, że odnalazłaś się w
              drugim, lepszym.
              Życzę wiele szczęścia tobie i twojemu ukochanemu mężczyźnie - na pewno oboje na
              to szczęście zasługujecie.

              Pozdr. B.
          • agrafek Re: bicie? jakie bicie? 06.02.04, 11:32
            ggigus napisała:

            > Autorytarny ojciec nie musi bic. Nie pisalam o biciu, tylko o autorytarnym
            > modelu rodziny. To taka teza socjologiczna, chetnie ja rozwine, jesli chcesz.
            O
            >
            > biciu nie bylo w mojej wypowiedzi ani slowa.
            > I ja nie pisalam o przywiazaniu do tradycji,a o probie kierowania sie
            tradycja
            > jako jedynym kryterium. Tacy ludzie, kierujacy sie tradycja jako
            wyznacznikiem
            > swoich pogladow i dzialan, mowia z reguly, ze cos tak bylo zawsze, dzialalo i
            > bylo dobrze, wiec po co zmieniac. (np. zawsze kobiety siedzialy w jaskiniach
            > badz doamch i opiekowaly sie dziecmi).
            > Bardzo prosze w ramach rzeczowej dyskusji o nieprzeinaczanie wypowiedzi, bo
            > samo odkrecanie tego zabiera wiele czasu. Cennego czasu.
            > pozdrawiam
            Rozumiem, rozmówca lubi dosłowność. Przyjąłem do wiadomości.
            Mówiąc zatem dosłownie: Mało co na forum irytuje mnie tak jak próba
            zdyskredytowania rozmówcy poprzez czynienie uwag na temat jego dzieciństwa lub
            sytuacji rodzinnej. Posługiwanie się tego rodzaju chwytami zaliczam do czynów
            niskich. Mając nadzieję, że tym razem cennego czasu nie zmarnowałem, pozdrawiam.
            • sagan2 Re: bicie? jakie bicie? 06.02.04, 14:06
              agrafek napisał:


              > Mówiąc zatem dosłownie: Mało co na forum irytuje mnie tak jak próba
              > zdyskredytowania rozmówcy poprzez czynienie uwag na temat jego dzieciństwa lub
              > sytuacji rodzinnej. Posługiwanie się tego rodzaju chwytami zaliczam do czynów
              > niskich.

              o ile mnie oczy nie myla, Giggus powilywala sie na "powazne badania naukowe",
              gotowa jest nawet powiedziec o nich cos wiecej. nic w jej poscie nie wskazywalo
              na to, ze probuje kogos zdyskredytowac... chcesz ocenzurowac nauke w imie
              "tradycjonalnej" poprawnosci politycznej?...
              > .
              • agrafek Re: bicie? jakie bicie? 07.02.04, 14:15
                sagan2 napisała:

                >
                > o ile mnie oczy nie myla, Giggus powilywala sie na "powazne badania naukowe",
                > gotowa jest nawet powiedziec o nich cos wiecej. nic w jej poscie nie
                wskazywalo
                > na to, ze probuje kogos zdyskredytowac... chcesz ocenzurowac nauke w imie
                > "tradycjonalnej" poprawnosci politycznej?...
                > > .
                Gigus napisała tak:
                "Czytalam gdzies nawet o powaznych badaniach naukowych dotyczacych
                konserwatystow, no bo wlasciwie dlaczego niektorzy ludzie odrzucaja mysl, ze
                cos mozna robic inaczej niz dotychczas? Sa ciekawe wnioski - autorytarne
                wychowanie w domu, autorytarny ojciec oczywiscie i stlamszona matka w kacie (
                dotyczy to i kobiet i mezczyzn). Kurcze, wiecej nie pamietam,plama, gdzies to
                sobie wycielam, jak znajde, to dopisze. "
                Sagan, wybacz mi proszę, ale jeśli trochę poszukam, znajdę informacje o "nawet
                poważnych badaniach naukowych", z których bedzie wynikało wiele nieprzyjemnych
                rzeczy na temat "postępowców". Z współczesną psychologią jest, niestety, tak,
                że rezultat "nawet poważnych badań" zależy nadzwyczaj często od prywatnych
                przekonań badającego. I opierając się na tej lub innej teorii można udowodnić
                dosłownie wszystko. Wybacz mi, że jestem podłym cenzorem, któremu nie odpowiada
                stawianie sprawy w ten sposób. Oczywiście, jestem na przegranej pozycji, bo po
                prostu nie mam czasu by grzebać w internecie w poszukiwaniu podobnych narzędzi
                manipulacji. Jeśli jednak odpowiada Ci tego rodzaju dyskusja, znajdzie się
                pewnie ktoś z większą ilością czasu i udowodni Ci przy pomocy znalezionych
                gdzieś "nawet poważnych badań naukowych" wszystko. Także o Tobie.
                Wtedy też uznam to za niskie.
                pozdrawiam.


                • sagan2 Re: bicie? jakie bicie? 07.02.04, 22:19
                  agrafek napisał:

                  > Sagan, wybacz mi proszę, ale jeśli trochę poszukam, znajdę informacje o "nawet
                  > poważnych badaniach naukowych", z których bedzie wynikało wiele nieprzyjemnych
                  > rzeczy na temat "postępowców". Z współczesną psychologią jest, niestety, tak,
                  > że rezultat "nawet poważnych badań" zależy nadzwyczaj często od prywatnych
                  > przekonań badającego. I opierając się na tej lub innej teorii można udowodnić
                  > dosłownie wszystko.

                  > Wtedy też uznam to za niskie.

                  czy mam rozumiec, ze nastepnym razem, kiedy ktos, np BD, powola sie na badania
                  naukowe, chocby z psychologii, to *zaraz* (w przeciagu godziny, powiedzmy...)
                  "nawrzucasz mu", jaki to jest "niski"?...
                  nie wystarczy mi, ze sie z nim nie zgodzisz po cichu, na GGigusia napadles
                  szybciutko...
                  ... licze na Ciebie, Agrafku...
                  • agrafek Re: bicie? jakie bicie? 10.02.04, 12:43
                    sagan2 napisała:

                    > agrafek napisał:
                    >
                    > > Sagan, wybacz mi proszę, ale jeśli trochę poszukam, znajdę informacje o "n
                    > awet
                    > > poważnych badaniach naukowych", z których bedzie wynikało wiele nieprzyjem
                    > nych
                    > > rzeczy na temat "postępowców". Z współczesną psychologią jest, niestety,
                    > tak,
                    > > że rezultat "nawet poważnych badań" zależy nadzwyczaj często od prywatnych
                    >
                    > > przekonań badającego. I opierając się na tej lub innej teorii można udowod
                    > nić
                    > > dosłownie wszystko.
                    >
                    > > Wtedy też uznam to za niskie.
                    >
                    > czy mam rozumiec, ze nastepnym razem, kiedy ktos, np BD, powola sie na badania
                    > naukowe, chocby z psychologii, to *zaraz* (w przeciagu godziny, powiedzmy...)
                    > "nawrzucasz mu", jaki to jest "niski"?...
                    > nie wystarczy mi, ze sie z nim nie zgodzisz po cichu, na GGigusia napadles
                    > szybciutko...
                    > ... licze na Ciebie, Agrafku...
                    Istnieje różnica pomiędzy badaniami naukowymi, w których np. Barbinator poda
                    pewne konkretne informacje na temat pewnych zjawisk, a "nawet poważnymi
                    badaniami naukowymi" (jak się wkrótce okazało, w istocie narzędziami walki
                    politycznej), których jedynym celem jest zdyskredytowanie pewnej grupy. Mając
                    nadzieję, że dostrzegasz różnicę, pozdrawiam cenzorsko.
                    PS. godziny zapewnić nie jestem w stanie, bo - jak widać choćby z tempa tej
                    odpowiedzi - ostatnio dość często tułam się zawodowo bez dostępu do netu.
            • ggigus autorytarny model wychowania 06.02.04, 22:28
              Wybacz, agrafek, ale jesli nie wiesz, o czym pisze (a z Twojego postu to
              wynika, to po prostu napisz, ze nie wiesz, zamiast pisac, ze pisze o ludziach
              bitych w dziecinstwie). Wiec wyjasniam, co to jest.
              AMW (aut. model wych) i AO (autoryt. ojciec) to skroty, ktorych bede uzywac
              tego modelu AMW uzyl Adorno, probujac wyjasnic w ten sposob dojscie Hitlera do
              wladzy w 33 roku,fenomen poparcia go przez cala generacje mlodych ludzi, a dzis
              uzywa sie tego terminu na okreslenie ludzi wychowanych metoda scislych zakazow
              i nakazow. O biciu ani Adorno ani wspolcz. psychologia nie wspomina.
              Co do Adorno -( w telegr. skrocie)zachwyt Hitlerem tlumaczyl Adorno w ten
              sposob: dzieci wychowywane przez AO wyrastaja w kulcie autorytetu. AO jest
              jednyym zywicielem rodziny, ale on sam jest zalezny od zakladu pracy, kt go
              zatrudnia.Potem nastapil kryzys i AO, jedyny zywiciel rodziny, traci prace,
              synowie traca wiare w autorytet ojca i szukaja go w innych osobach. Utrata
              wiary w autorytet panstwa pozwala szukac "nowego" modelu panstwa u Adolfa H.
              I to by bylo na tyle.
              O prawicy i AUM w innym poscie
              • ggigus konserwatysci 06.02.04, 22:53
                Niestety, wycinka o konserwatystach nie znalazlam, wiec rekonstruuje,co
                pamietam ja i moj maz, ktorego na te okolicznosc wypytylam.
                Chodzi o amerykanskie studium konserwatyzmu, czyli o opinie na temat kons.
                politykow i ich pobudek ,wyrazona z rozmaitych perspektyw - psychologowie,
                socjologowie, pegagodzy. Najkrocej ujmujac - co robi z czlowieka konserwatyste?
                Jakie doswiadczenie albo doswiadczenia zyciowe? Dlaczego jedni ludzie mysla, ze
                to, co ugruntowalo sie jako tradycja, jest najlepsze?
                Zbadano (m.in.)zyciorysy kons. politykow, znaleziono punkty wspolne i
                zanalizowano je. (Dodam, ze badanie te wywolaly oburzenie kons. obozu
                rzadzacego, bo - o paradoksie - oipnie o kons. wydawali - z reguly!- odmiennie
                nastawieni naukowcy amerykanscy).
                Ja pamietam gl. "watek cudzoziemcy a politycy kons" (jak wytluamczyc niechente
                nastawienie do obcych roznych, mniej lub bardziej kultur politykow kons.), bo
                czytalam to w gazeie niemieckiej (Süddeutsche Zeitung) i sama takim
                cudzoziemcem jestem (mieszkam w Niemczech).
                Zagadke - dlaczego polit. kons. widza w cudzoziemcach generalnie zagrozenie dla
                wlasnego kraju - stralali sie rozwiklac rozmaici naukowcy.
                Autorytarne wych (skrot AW) tak z reguly wspominaja swoj dom rodzinny pol.
                kons .(wiekszosc takich politykow, ale i nie tylko oni, a takze ich
                rodzenstwo, krewni (dodam, ze te studia trwaly pare lat, stad naprawde szeroki
                zakres materialu no i moja slaba pamiec, niestety)
                Osoby wychowane autoryt. maja wpojony obraz swiata czarno-bialego, wsz jest
                albo zle albo dobre dla mnie i mojego kraju, bo tak mnie wychowano. To mi wolno
                bylo robic, a to nie i koniec. To jest dobre dla mnie i ciebie, a to nie i
                koniec, nie ma dyskusji.
                Ale np. cudzoziemcy - ich obecnosc w jakims kraju jest i zla i dobra.
                !Zla - bo zabieraja prace tubylcow, bezrobocie itp, obnizaja prace, zle sie
                integruja, tworza getta, sa przestepcami i naduzywaja pomocy socj, jesli moga.
                !Dobra - bo wykonuja prace przez tubylcow pogardzane ( ze studiow niem. wynika -
                bez cudzoziemcow Niemcy sie zawala w ciagu dnia, bo kto wywiezie smieci,
                zaopiekuje sie staruszka, posprzata, wykopie tunel?), wzbogajacaja kulture
                lokalna o swoje obyczaje (kuchnia, jezyk, literatura, tudziez nowe produkty
                spozywcze), dane o zlej integracji i przestepczosci sa przesadzone. (moge podac
                sposoby manipulacji, jak ktos sobie zyczy)
                Polityk konserwatywny tej calej sieci zaleznosci nie widzi. Bo albo nie chce
                albo go tego - w ramach autrytarnego wychowania - nie nauczono. Widzi zla
                strone pobytu cudzoziemca (podobnie rzecz ma sie z prawem kobiet do aborcji,
                pelnym zatrudnieniem kobiet, prawami zwierzat, czym chcecie) i tak "sprzedaje"
                ja wyborcy.
                Co do polskiej kons. juz od dawna nie jestem w temacie.To, co posze odnosi sie
                na pograniczu studia dot. kons. ameryk i odniesienie ich do realiow
                niemieckich. Ten art. rowniez wywolal oburzenie kons. myslacych czytelnikow
                niemieckich.
                I jak zauwazylam, ludzie wychowani autorytarnie, maja takie sklonnosci do
                postrzegania swiata - wsz jest zle albo dobre, moralne lub nie, czarne lub
                biale.
                jak sobie cos przypomne, to dopisze. Ale to ciezka sprawa, bo sami widzicie, ze
                takie studia i ich opisywanie wymagaja wielu skokow myslowych. Ale to ciekawe
                zagadnienie, wiec jak cos znajde na ten temat, dopisze.
                • agrafek Re: konserwatysci 07.02.04, 14:33
                  ggigus napisała:

                  > Niestety, wycinka o konserwatystach nie znalazlam, wiec rekonstruuje,co
                  > pamietam ja i moj maz, ktorego na te okolicznosc wypytylam.
                  > Chodzi o amerykanskie studium konserwatyzmu, czyli o opinie na temat kons.
                  > politykow i ich pobudek ,wyrazona z rozmaitych perspektyw - psychologowie,
                  > socjologowie, pegagodzy. Najkrocej ujmujac - co robi z czlowieka
                  konserwatyste?
                  > Jakie doswiadczenie albo doswiadczenia zyciowe? Dlaczego jedni ludzie mysla,
                  ze
                  >
                  > to, co ugruntowalo sie jako tradycja, jest najlepsze?
                  > Zbadano (m.in.)zyciorysy kons. politykow, znaleziono punkty wspolne i
                  > zanalizowano je. (Dodam, ze badanie te wywolaly oburzenie kons. obozu
                  > rzadzacego, bo - o paradoksie - oipnie o kons. wydawali - z reguly!-
                  odmiennie
                  >
                  > nastawieni naukowcy amerykanscy).
                  Jakoś nie jestem zdziwiony. Nauki humanistyczne i psychologia wielokrotnie
                  służyły za narzędzia broni w walce ideologicznej. Dlatego właśnie tego typu
                  badania uważam za wysoce podejrzane, a powoływanie się na nie, co najmniej za
                  pomyłkę.
                  pozdrawiam.
              • agrafek Re: autorytarny model wychowania 07.02.04, 14:25
                Ggigus, powołujesz się na prace filozofa, którzy musiał uciekać ze swojego
                rodzinnego kraju, w którym rządzili hitlerowcy i musiał odnaleźć się w sytuacji
                emigranta. Do tego o dojście Hitlera do władzy obwiniał konserwatywne
                społeczeństwo mieszczańskie. Wybacz, ale trzymając się Twojego sposobu
                rozumowania, czuję się upoważniony uważać, że jego biografia mogła w znaczący
                sposób wpłynąć na teorie, które tym samym obciążone sa w znacznym stopniu
                emocjami negatywnymi. Normalnie bym się nad tym nie zastanawiał, przyjmując
                jednak Twoj sposób postrzegania świata...
                Oczywiście, w ten sposób można przyczepić się do każdego naukowca, który został
                dotknięty doświadczeniem totalitaryzmu. Ale czemu nie?
                pozdrawiam.

    • Gość: doku Podział na tradycjonalistów i postępowców jest ... IP: *.chello.pl 05.02.04, 22:15
      ... fikcją, gdyż różnice między tradycjonalistami (samuraj, purytanin,
      islamista, Indianin) są często większe niż między tradycjonalistą a
      postępowcem. Poza tym istnieją tradycje z gruntu niemoralne, np. tradycja
      składania ofiar bogom, obrzezania, palenia wdów czy zabijania dziewczynek po
      urodzeniu.

      Tradycjonalizm/postępowość nie może być podstawą rozróżnienia
      moralny/niemoralny, jak to sugerujesz (a może Tad?).

      Podstawą rozróżnienia moralny/niemoralny jest coś, co ja dla uproszczenia lubię
      nazywać „instynktem prawości”, a co w rzeczywistości jest złożonym zespołem
      zachowań instynktownych, wrodzonym homo sapiens. Mógłbym dużo dywagować na ten
      temat, o instynktownym poczuciu godności, o potrzebie wolności, o strachu przed
      okaleczeniem i śmiercią, o wstręcie do nekrofilii, zoofilii, kazirodztwa i
      pedofilii, o ..., ale przecież na forum feminizm nie o to chodzi. Ograniczę się
      więc do instynktów moralnych blisko związanych z tematyką tego wątku.

      Jednym z takich instynktów u mężczyzny jest chęć opiekowania i się kobietami i
      chronienia ich przed niebezpieczeństwem i utratą. Pierwsze wojny w historii
      toczyły się o kobiety, do dzisiaj niektóre prymitywne ludy zabijają mężczyzn z
      sąsiedztwa po to, aby zdobyć ich kobiety. Kobiety były przez setki tysięcy lat
      chronione i hołubione, aby nie chciały uciekać do sąsiadów. Zdrowy mężczyzna
      instynktownie traktuje kobietę jak istotę cenną i wrażliwą, łakomy kąsek dla
      agresywnych sąsiadów i wrogów. Instynktownie robi wszystko, aby przekonać
      kobietę, że u niego będzie mu najlepiej, gdyż w przeciwnym wypadku mogłaby ona
      przy najbliższej ułatwić sąsiadom atak i porwanie. Instynkty te ukształtowały
      psychikę mężczyzn w ten sposób, żeby takie cechy jak kapryśność czy wybredność
      wydawały im się pociągające, aby spełnianie kaprysów kobiet sprawiało nam
      przyjemność. W dawnych czasach ciągłe potyczki i nieustające cykle napaści i
      zemsty dawały kobietom wiele okazji do zmiany męża, gdyby ten okazał się
      niedobry dla niej lub dla jej dzieci.

      Z tego punktu widzenia największą patologią jest przemoc i okrucieństwo wobec
      kobiety. Tak zachowują się mężczyźni niemoralni, śmiecie bez zalet, którzy
      budzą w kobietach instynktowną odrazę, którzy bez zastosowania przemocy nie
      mieliby żadnych szans na potomstwo. Strategią damskich bokserów jest oszukać i
      uwieść kobietę, a potem utrzymać ją w niewoli jak najdłużej, aby zdążyła mu
      urodzić dzieci.

      Z punktu widzenia podstaw zdrowej moralności mężczyzny, feminizm jest
      instynktownie postrzegany jako kolejny sympatyczny kaprys kobiety, któremu
      oczywiście należy dogodzić. Temu kaprysowi zdrowy mężczyzna dogadza tym
      gorliwiej, że postawa feministyczna kobiet sama w sobie stanowi zarzut: „Wy,
      mężczyźni, nie szanujecie nas tak jak na to zasługujemy. Poszukamy sobie innych
      mężczyzn.”

      Na postawę feministyczną mężczyzna może reagować dwojako: Mężczyzna niemoralny,
      czyli damski bokser, staje się dla kobiet jeszcze bardziej nieprzyjemny i
      agresywny, przez co okrywa się hańbą. Mężczyzna moralny, czyli dżentelmen,
      staje się jeszcze bardziej szarmancki.

      Takie są naturalne fundamenty moralności w stosunku mężczyzn do kobiet

      Tako rzecze Dokutustra
      • e_wok Re: Podział na tradycjonalistów i postępowców jes 05.02.04, 23:15
        Nawet nie wiesz, jak bardzo chcialabym sie z Toba zgodzic. Nakreslony przez
        ciebie obraz wydaje mi sie uroczy, niestety nie jest prawdziwy. Bo historia
        pelna jest kobiet traktowanych przez rody jak czesc majatku ruchomego, ktory
        mozna korzystnie uplynnic, a maz mial wiele mozliwosci, zeby pozbyc sie zony
        jesli na horyzoncie pojawila sie szansa na bardziej korzystny mariaz. Wolna
        wola kobiet, o ktorej wspominasz w kategoriach "znajde sobie innego"
        praktycznie nie istniala, chodzilo przeciez o czystosc krwi, wiec kobiety
        nalezalo trzymac w zamknieciu, miec nad nimi kontrole, sankcjonowana przez
        prawo, obyczajowosc i religie. W przypadku jakiegos konfliktu pierwszymi
        ofiarami byly zony i dzieci zaangazowanych w spor stron. Byly i niestety sa
        kobiety, ktorych krzywda (np. gwalt) stanowila swietny sposob na odegranie sie
        na wrogiej rodzinie. Poza tym ten obraz wydaje mi sie sprzeczny z tym, co tu
        przedstawiales, a co nazywales psychologia ewolucyjna - jest w nim mnostwo
        uczuc, ktore w swietle twoich innych wypowiedzi wydaja sie nie na miejscu.
        Skoro wciaz jestesmy poddani swoim pierwotnym instynktom (samolubne geny itd)
        to kobieta powinna byc postrzegana jako cenna tylko dopoki jest zdolna rodzic
        dzieci. Gdzie tu miejsce na dzentelmenerie?
        • Gość: doku Obraz nie jest wbrew pozorom uroczy... IP: *.chello.pl 08.02.04, 18:44
          e_wok napisała:

          > Nakreslony przez
          > ciebie obraz wydaje mi sie uroczy, niestety nie jest prawdziwy.

          ... ale jest prawdziwy. Nie jest uroczy, bo porywanie kobiet wbrew ich woli nie
          jest wcale najciemniejszą stroną zabiegania o kobiety przez mężczyzn. Obraz
          Heleny porwanej, a potem rozpieszczanej przez Bohuna, może wydawać się uroczy,
          ale w rzeczywistości naprawdę istnieją kobiety dumne, które nie pokochają
          porywacza. Jednak najczarniejsza strona opisanych przeze mnie instynktów, to
          sytuacja, w której napastnicy z przyczyn logistycznych nie mogą zawieźć
          zdobytych kobiet do swoich domów. Wtedy gwałcą, a bywa też, że mordują.

          > trzymac w zamknieciu, miec nad nimi kontrole, sankcjonowana przez
          > prawo, obyczajowosc i religie. W przypadku jakiegos konfliktu pierwszymi
          > ofiarami byly zony i dzieci zaangazowanych w spor stron. Byly i niestety sa
          > kobiety, ktorych krzywda (np. gwalt) stanowila swietny sposob na odegranie
          sie
          > na wrogiej rodzinie.

          Przecież to zachowania patologiczne, albo sprzeczne z naturą mężczyzn,
          wymuszone przez chore społeczeństwo.

          > Skoro wciaz jestesmy poddani swoim pierwotnym instynktom (samolubne geny itd)
          > to kobieta powinna byc postrzegana jako cenna tylko dopoki jest zdolna rodzic
          > dzieci.

          Cenna jest dopóki może się nimi opiekować lub pomagać w tej opiece innym.
      • Gość: barbinator Doku... IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 06.02.04, 12:43

        >
        > Tradycjonalizm/postępowość nie może być podstawą rozróżnienia
        > moralny/niemoralny, jak to sugerujesz (a może Tad?).


        Tad, oczywiście :)
        Jednak w jednej sprawie się mylisz: rozróżnienie Tada jest o tyle racjonalne,
        że on nie utożsamia "uniwersalnej moralności" z moralnością opartą na
        JAKIEJKOLWIEK tradycji, tylko odwołuje się wprost do tradycji chrześcijańskiej.
        Jak sądzę Tad uważa tradycjonalizm polegający na kultywowaniu tradycji
        zabijania dziewczynek za równie niemoralny jak niemoralna jest jego zdaniem
        wszelka "postępowość" (na tym zresztą polega jego błąd, bo nie każdy ruch
        postępowy czyli opozycyjny w stosunku do tradycji chrześcijańskiej powinien byc
        z automatu uznany za zły i niemoralny)



        >
        > Podstawą rozróżnienia moralny/niemoralny jest coś, co ja dla uproszczenia
        lubię
        > nazywać „instynktem prawości”, a co w rzeczywistości jest złożonym
        > zespołem
        > zachowań instynktownych, wrodzonym homo sapiens. Mógłbym dużo dywagować na
        ten
        > temat, o instynktownym poczuciu godności, o potrzebie wolności, o strachu
        przed
        > okaleczeniem i śmiercią, o wstręcie do nekrofilii, zoofilii, kazirodztwa i
        > pedofilii, o ...



        To jest dość podobne do tego o czym ja pisałam na wątku Tada o przymusie (11-
        ste nie zmuszaj, czy jakoś tak)
        To o czym piszesz liberałowie próbują złozyć w jedną spójną całość,
        wprowadzając kryteria oceny postępowania - ty nazywasz to "instynktownym
        poczuciem, że..." zaś chociażby Gray (a ja za nim) mówi o "ludzkich wartościach
        gatunkowych niezbędnych do utrzymania artrfaktu sprawiedliwości". Bardziej
        zagmatwane, ale chodzi o to samo...:))


        (ciach)
        > Takie są naturalne fundamenty moralności w stosunku mężczyzn do kobiet
        > Tako rzecze Dokutustra


        Doku, pisałeś na tym forum różne rzeczy z którymi trudno byłoby mi się zgodzić -
        jak również i takie z którymi się zgadzałam. Ten "wykład Dokutustry" należy do
        tej drugiej kategorii. Naprawdę trudno znaleźć w nim coś, z czym mogłabym się
        nie zgodzić - dlatego raczej sobie nie podyskutujemy :(
        Jednak przeczytaj uwaznie to co napisała Ewok - ona też ma rację.
        Twój opis jest bardzo piękny i stanowi świetną propozycję na ułożenie stosunków
        między płciami - ale jest także nieco zbyt idealistyczny.
        BTW, szczególnie podobał mi się ten fragment:

        "> Z punktu widzenia podstaw zdrowej moralności mężczyzny, feminizm jest
        > instynktownie postrzegany jako kolejny sympatyczny kaprys kobiety, któremu
        > oczywiście należy dogodzić. Temu kaprysowi zdrowy mężczyzna dogadza tym
        > gorliwiej, że postawa feministyczna kobiet sama w sobie stanowi zarzut: „
        > Wy,
        > mężczyźni, nie szanujecie nas tak jak na to zasługujemy. Poszukamy sobie
        innych
        > mężczyzn.” "


        Jak sądzę parę osób może to oburzyć, ale ja naprawdę nie mam nic przeciwko
        postrzeganiu feminizmu jako "kolejnego sympatycznego kaprysu kobiet, któremu
        oczywiście należy dogodzić". Własnie w taki sposób widzą feminizm bliscy mi
        mężczyźni: mój mąż, ojciec i bracia. I właśnie takich mężczyzn ja uważam za
        supermęskich i godnych mojego zainteresowania - w przeciwieństwie do tych
        kraczących o tym jak to feminizm niszczy tradycyjną moralność.
        Tako rzecze barbinator, howgh :))

        Pozdr. B.
        • agrafek Re: Doku... 06.02.04, 13:30
          Gość portalu: barbinator napisał(a):

          > Jak sądzę parę osób może to oburzyć, ale ja naprawdę nie mam nic przeciwko
          > postrzeganiu feminizmu jako "kolejnego sympatycznego kaprysu kobiet, któremu
          > oczywiście należy dogodzić". Własnie w taki sposób widzą feminizm bliscy mi
          > mężczyźni: mój mąż, ojciec i bracia. I właśnie takich mężczyzn ja uważam za
          > supermęskich i godnych mojego zainteresowania - w przeciwieństwie do tych
          > kraczących o tym jak to feminizm niszczy tradycyjną moralność.
          > Tako rzecze barbinator, howgh :))
          Sprytne. Supermęscy są ci męzczyźni, którzy się z Tobą zgadzają:).
          Trudno, pozostanę przeciwieństwem.
          pozdrawiam.
          > Pozdr. B.
          • Gość: barbinator Re: Doku... IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 06.02.04, 14:02
            Jako powszechnie znana relatywistka i nihilistka wyjasnię ci to w taki
            obrzydliwie cyniczny sposób:
            Jeżeli ty, Agrafku wyglądasz jak... powiedzmy jak Johnny Depp w
            filmie "Czekolada", to nawet jeżelibyś przy tym zachowywał się niczym burmistrz
            z tego samego filmu (ostoja tradycyjnej moralności) - to i tak byłbyś dla mnie
            supermęski i superatrakcyjny... Cóż, krew nie woda - przystojniakom niejedno
            można wybaczyć :))
            Natomiast gdyby to aktor grający burmistrza grał rolę właściciela łodzi (czyli
            Deppa) to cóż... uznałabym to za ewidentny błąd obsadowy, ale taki Depp-nie-
            Depp nadal byłby dla mnie atrakcyjny i męski. Wyłącznie ze względu na charakter
            tym razem.
            • agrafek Re: Doku... 07.02.04, 14:36
              Gość portalu: barbinator napisał(a):

              > Jako powszechnie znana relatywistka i nihilistka wyjasnię ci to w taki
              > obrzydliwie cyniczny sposób:
              > Jeżeli ty, Agrafku wyglądasz jak... powiedzmy jak Johnny Depp w
              > filmie "Czekolada", to nawet jeżelibyś przy tym zachowywał się niczym
              burmistrz
              >
              > z tego samego filmu (ostoja tradycyjnej moralności) - to i tak byłbyś dla
              mnie
              > supermęski i superatrakcyjny... Cóż, krew nie woda - przystojniakom niejedno
              > można wybaczyć :))
              > Natomiast gdyby to aktor grający burmistrza grał rolę właściciela łodzi
              (czyli
              > Deppa) to cóż... uznałabym to za ewidentny błąd obsadowy, ale taki Depp-nie-
              > Depp nadal byłby dla mnie atrakcyjny i męski. Wyłącznie ze względu na
              charakter
              >
              > tym razem.
              Wynika z tego, że musze obejrzeć w końcu tą "Czekoladę".
              pozdrawiam
              • Gość: barbinator Re: Doku... IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 08.02.04, 10:11
                > Wynika z tego, że musze obejrzeć w końcu tą "Czekoladę".


                Film nie jest rewelacyjny. Fajny w nim jest własnie tylko Depp (ale to miernik
                raczej subiektywny :)) no i naturalnie same czekoladki... mniam, mniam
                Raczej radziłabym przeczytać książkę - jest dużo lepsza od filmu.
                Aha, aktor grający burmistrza nazywa się Alfred Molina, to ten sam który grał
                Lewina w Annie Kareninie z Sophie Marceau - przypomniało mi się. Typ
                patriarchalny :)))

                Pozdr. B.
                • agrafek Re: Doku... 10.02.04, 12:46
                  Gość portalu: barbinator napisał(a):

                  > > Wynika z tego, że musze obejrzeć w końcu tą "Czekoladę".
                  >
                  >
                  > Film nie jest rewelacyjny. Fajny w nim jest własnie tylko Depp (ale to
                  miernik
                  > raczej subiektywny :)) no i naturalnie same czekoladki... mniam, mniam
                  > Raczej radziłabym przeczytać książkę - jest dużo lepsza od filmu.
                  > Aha, aktor grający burmistrza nazywa się Alfred Molina, to ten sam który grał
                  > Lewina w Annie Kareninie z Sophie Marceau - przypomniało mi się. Typ
                  > patriarchalny :)))
                  >
                  > Pozdr. B.
                  Hm. Swoją drogą, zawsze inetresowało mnie zdanie feministek (i okołofeministek
                  i prawie feministek i niemal feministek, ale...) na temat "Anny Kareniny". Ale
                  powieściowej.
                  pozdrawiam.
                  • Gość: barbinator Anna Karenina IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 11.02.04, 10:45
                    Dla mnie Anna Karenina to dwa zgadnienia, oba jednakowo ważne.
                    Pierwszy najkrócej możnaby opisać tak: jeżeli miłość wymaga od nas
                    sprzeciwienia się wartościom w które sami głęboko wierzymy (Anna i Wroński byli
                    wbrew pozorom ludźmu głęboko moralnymi, rozumiejącymi wagę takiech pojęć jak
                    uczciwość czy wierność) - to taka miłość nas unieszczęśliwi oraz jest skazana
                    na klęskę. Gdyby oboje (a właściwie troje, bo Karenin też) byli ludźmi płytkimi
                    i zdegenerowanymi, czyli takimi jak większość ich środowiska, prawdopodobnie
                    wszystko zakończyłoby się "szczęśliwie" - niegroźny romans, mąż przymyka oko -
                    taki scenariusz był w czasach Tołstoja codziennością. (zwróć uwagę, że osoby
                    które potępiają Annę same mają za sobą liczne, choć dyskretne romanse na boku)
                    Drugi problem zapewne jest bliższy "podejściu feministycznemu" - choć nie
                    wydaje mi się, by "podejście feministyczne" odrzucało to co napisałam wyżej.
                    Anna i Wroński złamali to samo tabu, naruszyli te same wartości -
                    kara "wewnętrzna" jaką za to ponieśli też była taka sama (wzajemnie się
                    unieszczęśliwiali, mimo iż bardzo się kochali)
                    Jednak "kara zewnętrzna" była już zupełnie inna. Wrońskiemu jako mężczyźnie
                    społeczeństwo było skłonne wybaczyć i przywrócić do łask, zwłaszcza gdyby
                    potrafił "zachować pozory" - Anna została potępiona bezwzględnie i
                    nieodwracalnie, co w konsekwencji doprowadziło do samobójstwa.
                    Zapewne własnie z tego powodu Anna Karenina bywa przytaczana w dyskusjach
                    okołofeministycznych - jako poparcie tezy, że feminizm był i jest nieuniknioną
                    konsekwencją społecznych/obyczajowych nierówności, reakcją na niesprawiedliwość
                    tzw "tradycyjnej moralności". Dopóki te nierówności istnieją, będzie też
                    istniał feminizm, choćby jego przeciwnicy tupali nóżkami ze złości... I chyba
                    trudno się z tym nie zgodzić...?

                    Pozdr. B.
    • Gość: Ania Re: O niemoralności czyli jak doznałam objawienia IP: *.icpnet.pl 08.02.04, 11:03
      Dawno temu napisalam ne ten temat artykul dla Twojego Stylu.Poczytaj sobie na
      www.mojahistoria.republika.pl .......

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka