tad9
22.04.04, 18:49
Naczytawszy się do rozpuku postów osób głoszących iż człowieczeństwo płodu
to "kwestia wiary", czy też "kwestia dyskusyjna" doszedłem do wniosku, że
dokładnie to samo powiedzieć można o człowieczeństwie np. ateistów. Cóż
bowiem robią zwolennicy "dyskusyjności płodu"? Ano tworzą sobie pewną
definicję człowieka, przykładają do tej definicji płód i orzekają, że się on
weń nie mieści. Twierdzą np, że płod nie wykazuje cech tak specyficznie
ludzkich jak świadomość, wobec czego człowiekiem być nie może. Ateista też
nie wykazuje cech specyficznie ludzkich. Nikt nie może bowiem zaprzeczyć, że
taki czy inny rodzaj religijności, jest czymś dla człowieka specyficznym. Nie
przeczę oczywiście, że ateiści należą do gatunku homo-sapiens, ale przecież
zwolennicy "dyskusyjności płodu" dowodzili nie raz i nie dwa, że taka
przynależność to zbyt mało, by uznać kogoś człowiekiem. Religijność to jedna
z głównych cech ludzkich. M. Eliade, głosił, że "...do natury człowieka
(conditio humana) należy być religijnym, tak że człowiek niereligijny nie
byłby po prostu człowiekiem" (cyt. za. wstęp do "Historii wierzeń i ideii
religijnych" M. Eliadego). W tak ujętej definicji człowieka ateista się nie
mieści. Rzecz prosta nie mam zamiaru narzucać nikomu takich poglądów. Nie ma
nic gorszego, niż wyznawcy Jedynie Słusznej Prawdy. Domagam się jednak, by
szanowano poglądy innych, to znaczy domagam się, by wszyscy przyjęli do
wiadomości twierdzenie, że człowieczeństwo ateisty to rzacz dyskusyjna i, że
jest ono kwestia wiary!