Gość: Marta IP: *.tele2.pl 13.05.04, 17:12 Musimy pomóc jako żyw, Wklejam tutaj posta z poradnika domwego jednej kobitki! forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=630&w=12601159 Pomożecie? Pozdr, Marta Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: lisek Re: Trzeba kobiecie pomóc pozbyc sie tyrana IP: *.lnet.pl 14.05.04, 18:40 Większość fundacji i organizacji kobiecych ma bezpłatne porady prawne i psychologiczne. Wymaga to trochę zachodu, aby znaleźć coś w pobliżu miejsca zamieszkania, ale jest to możliwe. Kobietom w trudnych syt. pomaga np. Centrum Praw Kobiet - ma oddziały w kilku miastach. Działa stara ale jara Liga. Być może też jakieś lokalne fundacje. Trzeba szukać! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: graga Re: Trzeba kobiecie pomóc pozbyc sie tyrana IP: *.ny325.east.verizon.net 15.05.04, 21:13 Zajrzalam na podany link, kobieta rzeczywiscie zniszczona przez polski wymiar sprawiedliwosci, a odzew nikly (w tym moj), co innego np. kiedy inna kobietka martwi sie, ze przy myciu okien zostaja jej smugi, rad wtedy ogromna ilosc. Na forum feminizm, wydawaloby sie bardziej stosownym do podjecia tego tematu, problem tez nie wzbudzil zainteresowania. Zapewne nie kazdy jest kompetentny udzielic porady, ale podyskutowac nad polskim prawem rodzinnym nalezy. Co za kraj, w ktorym zgodnie z prawem rodzinnym sad apelacyjny moze postanawiac takie dziwy- cytuje post autorki: "Apelacja meza powiodla sie i decyzja o rozwodzie zostala uniewazniona z powodu braku wystarczajacych dowodow z mojej strony. Dodatkowo ja zostalam obwiniona cala wina. Juz mi sie nie chce zyc..." Dodam, ze malzenstwo ma dawno dorosle dzieci, kobieta byla ofiara przemocy przez wszystkie lata i na starosc chciala sie rozwiesc, ale maz pokazal jej (lekarz), gdzie raki zimuja. Czyz w ich sytuacji niewystarczajacym dowodem jest fakt, ze ona juz niechce byc jego zona i zaznac troche spokoju na starosc. Jako korzysc spoleczna widzial sad apelacyjny w utrzymaniu tego zwiazku opartego na na nienawosci, strachu i przemocy. Ja widze taka korzysc, ze na tym procesie pare osob wzbogacilo sie, dzieki hojnosci lekarza, w tym na pewno trzy osoby z sadu apelacyjnego. Nie myslcie mile panie, ze to was, ani waszych bliskich nie dotyczy, to dotyczy wszystkich kobiet. You never know. Odpowiedz Link Zgłoś
dokowski Gdyby wziąć to dosłownie, to byłoby kuriozum ... 17.05.04, 15:46 Gość portalu: graga napisał(a): > dziwy- cytuje post autorki: "Apelacja meza powiodla sie i decyzja o > rozwodzie zostala uniewazniona ... prawne na skalę światową. Zmusić osobę wolną do ponownego zaślubienia znienawidzonego kata z poprzedniego małżeństwa, to czyste okrucieństwo, a z prawnego punktu widzenia - czyste barbarzyństwo. > z powodu braku wystarczajacych dowodow z > mojej strony. Dodatkowo ja zostalam obwiniona cala wina. Ten fragment wskazuje jednak na to, że chodzi tu jedynie o ustalenie winy za rozpad małżeństwa. Takie przepychanki są na całym świecie, więc nic dziwnego, że bywają w Polsce. Z listu wynika, że rozwodu zażądała osoba po kilkudziesięciu latach małżeństwa. W jej małżeństwie nic się nie zmieniło, jak pisze, a mimo to nie żądała rozwodu ani 10 ani 20 lat wcześniej. Jeżeli ktoś nagle żąda rozwodu bez wyraźnej przyczyny, to powinien uznać swoją winę (rozpadu małażeństwa). Po drugie, nie możemy kobiety traktować jak dziecka potrzebującego opieki tylko dlatego, że kobieta jest zwykle słabsza fizycznie od mężczyzny. Autorka listu, jako osoba dorosła i odpowiedzialna, dokonała kiedyś wyboru: zaakceptowała maltretowanie męża. Więcej: uznała, że to będą lepsze warunki wychowywania dzieci, niż rozwód i wychowywanie dzieci samotnie, bez wpływu na nie męża- sadysty. Wynikałoby z tego, że nie kierowała się dobrem swoich dzieci, ale poświęciła ich dzieciństwo i ich zdrowie psychiczne po to, aby uniknąć wstydu przed sąsiadami i znajomymi. Oczywiste jest, że traktowanie męża nie było dla niej szczególnie dokuczliwe. Dzieciom też nic specjalnie się nie działo. Skoro więc teraz nagle żąda rozwodu z winy męża, musi udowodnić, że maltretowanie stosunkowo niedawno się nasiło w znacznym stopniu. Powoływanie się przez nią na maltretowanie wcześniejsze i na wstyd przed dziećmi, jest przyznaniem się do winy: "Tak, chciałam z nim żyć - z takim jakim był i jest; tak, chciałam, żeby w takich warunkach wychowywały się moje dzieci, a teraz zmieniłam zdanie: uważam, że nie da się w takich warunkach żyć, rozumiem, że skrzywdziłam swoje dzieci. Tak, wiem, powinnać zażądać rowodu 30 lat temu, ale nie zrobiłam tego". Czy to jest tak bardzo dziwne, że w tej sprawie sędziowie wahają się z orzeczeniem winy? Jakie ma znaczenie orzeczenie winy, kiedy nie ma już opieki nad dziećmi? Pozostała im tylko chciwość na starość, kto komu wyszarpnie więcej pieniędzy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: miłka Re: Gdyby wziąć to dosłownie, to byłoby kuriozum IP: *.chello.pl 20.05.04, 12:26 dokowski napisał: > Z listu wynika, że rozwodu zażądała osoba po kilkudziesięciu latach małżeństwa. > > W jej małżeństwie nic się nie zmieniło, jak pisze, a mimo to nie żądała rozwodu > > ani 10 ani 20 lat wcześniej. Jeżeli ktoś nagle żąda rozwodu bez wyraźnej > przyczyny, to powinien uznać swoją winę (rozpadu małażeństwa). Przyczyna jest wyraźna, to maltretowanie. Fakt, że dopiero po tryzdziestu latach zareagowała zdrowo nie świadczy, że nie ma powodu do rozwodu. > jako osoba dorosła i odpowiedzialna, dokonała kiedyś wyboru: zaakceptowała > maltretowanie męża. Więcej: uznała, że to będą lepsze warunki wychowywania > dzieci, niż rozwód i wychowywanie dzieci samotnie, bez wpływu na nie męża- > sadysty. Wynikałoby z tego, że nie kierowała się dobrem swoich dzieci, ale > poświęciła ich dzieciństwo i ich zdrowie psychiczne po to, aby uniknąć wstydu > przed sąsiadami i znajomymi. To twoje przypuszczenia. Mogło też być inaczej, np. była zbyt przerażona, żeby zdobyć się na racjonalne działanie. Dopiero kiedy dzieci dorosły i obawa o ich życie przestała ją przytłaczać, zdobyła się na krok radykalny. To są i tak wszystko przypuszczenia, bo nie znamy sprawy. > Oczywiste jest, że traktowanie męża nie było dla niej szczególnie dokuczliwe. > Dzieciom też nic specjalnie się nie działo. Skąd ten pomysł? Gdzie się podziała twoja wrażliwość i zdolność do empatii? Bywają różne sytuacje. Może ona nie miała żadnego wsparcia i dlatego tak długo pozostawała w toksycznym związku. Popatrz na to od środka, oczami zastraszonej, osamotnionej ofiary. > Skoro więc teraz nagle żąda rozwodu Co to znaczy nagle? Po prostu w końcu żąda rozwodu. Obudziła sie, otrzeźwiała, dorosła wszystko jedno. Późno, ale jednak doszła do tego, że może się rozstać z katem. > z winy męża, musi udowodnić, że maltretowanie stosunkowo niedawno się nasiło w > znacznym stopniu. A skąd! Wystarczy udowodnić, że było. To w każdym sądzie opowinno wystarczyć. To, że dziś nie bije, alebo nie bije mocniej, to żaden argument. Robił to i nic tego nie przekreśli. Stan obecny może co najwyżej pogorszyć sytuację takiego męża, ale nie może zmazać jego winy wcześniejszej. Powoływanie się przez nią na maltretowanie wcześniejsze i na > wstyd przed dziećmi, jest przyznaniem się do winy: "Tak, chciałam z nim żyć - z > > takim jakim był i jest; tak, chciałam, żeby w takich warunkach wychowywały się > moje dzieci, a teraz zmieniłam zdanie: O to chodzi, każdy ma prawo zmienić zdanie, ale z tego nie wynika, ze trzeba go kopnąć w d... uważam, że nie da się w takich warunkach > > żyć, rozumiem, że skrzywdziłam swoje dzieci. Tak, wiem, powinnać zażądać rowodu > > 30 lat temu, ale nie zrobiłam tego". Czy to jest tak bardzo dziwne, że w tej > sprawie sędziowie wahają się z orzeczeniem winy? Tak dziwne. Ale to takie polskie. Czy czytałeś wspomnienia jednej z forumowiczek z jej sprawy rozwodowej z damskim bokserem. Przypomne ci. Mąż pobij ją przed salą sądową. Jej adwokat zgłosił to sędziemu na co sadzia powiedział do ofiary, że powinna powściagnąć swoje emocje i nie prowokować męża. W takim kraju i przy takim prawie kobieta maltretowana jest zostawiona sama sobie. Trzeba wielkiej siły ducha, żeby się z takiego gówna wygrzebać. Ja nie mam sumienia krytykować żadnej z nich. Odpowiedz Link Zgłoś
dokowski Niech go więc oskarży w sprawie karnej 21.05.04, 09:52 Gość portalu: miłka napisał(a): > Przyczyna jest wyraźna, to maltretowanie. Fakt, że dopiero po tryzdziestu > latach zareagowała zdrowo nie świadczy, że nie ma powodu do rozwodu. Powód ma i dlatego odchodzi. > kiedy dzieci dorosły i obawa o ich życie przestała ją przytłaczać To sama wymyśliłaś. Ja interpretuję fakty, Ty fantazjujesz. > Popatrz na to od środka, oczami zastraszonej, osamotnionej ofiary. To też jest możliwe, chociaż ludzie, a nawet maltretowane kobiety, rzadko są osamotnione. Ona pisała o wstydzie przed sąsiadami i znajomymi, nie tylko przed dziećmi. > Obudziła sie, otrzeźwiała, dorosła wszystko jedno. > Późno, ale jednak doszła do tego, że może się rozstać z katem. Znów zapominasz, że nie chodzi tutaj o problem rozstania, ale o cywilnoprawny problem winy za rozpad małżeństwa. Jest to inna kategoria prawna niż wina w wypadku sprawy o pobicie. Aby lepiej zilustrować problem naszkicuję fikcyjny przykład małżeństwa, w którym mąż bije żonę, a ona skarży go od czasu do czasu za pobicie przed sądem. Liczy na to, że skandal i wyznaczona kara spowodują, że facet nauczy się powściągać agresję. W końcu on ląduje w więzieniu, oczywiście zostaje tam cwelem, jako damski bokser, więc po wyjściu z więzienia już nigdy więcej nie podnosi na nią ręki, bo nie chce już nigdy więcej znaleźć się wśród pedałów w celi. Wszyscy się dziwili, że ona się nie rozwiodła, ale teraz przyznają jej rację, bo widzą, że jej ukochany teraz jest cudownym mężem. Facet był więc winny i został ukarany. Tak samo jest winny mąż tej forumowiczki, z tym, że nie został ukarany. Chcąc go ukarać, powinna wytoczyć mu sprawę karną. Rozwód nie jest w tym sensie karą za maltretowanie, a uznanie, kto jest winny rozpadu małżeństwa nie jest równoznaczne z uznaniem damskiego boksera za winnego maltretowania. W moim odczuciu, jeżeli nie ma orzeczenia winy w sprawie o maltretowanie, jeżeli żona nawet nie skarży o to męża, to chybionym wydaje mi się pomysł uznania męża za winnego rozpadu małżeństwa na podstawie pomówień o maltretowanie. Skoro ona się na to maltretowanie skarży, to powinna tę skargę wnieść jako sprawę karną, a sprawę rozwodową prowadzić obok. Wtedy sąd rodzinny nie mógłby mieć wątpliwości co do przyczyny rozpadu małżeństwa. > A skąd! Wystarczy udowodnić, że było. Teraz już widzisz, że nie. Skoro ona go nie oskarża o bicie, a tylko podaje dawne bicie jako powód do rozwodu (obudziła sie, otrzeźwiała, dorosła), to sąd ma uzasadnione wątpliwości w sprawie orzeczenia winy > to takie polskie. Czy czytałeś wspomnienia jednej z forumowiczek z jej > sprawy rozwodowej z damskim bokserem. Przypomne ci. Mąż pobij ją przed > salą sądową. Jej adwokat zgłosił to sędziemu na co sadzia powiedział do > ofiary, że powinna powściagnąć swoje emocje i nie prowokować męża Fakt, że wielu naszych sędziów jest damskimi bokserami, nie zmienia specyfiki sytuacji, o której tutaj piszemy. Forumowiczka oskarża sędziego o to, że został przez byłego męża przekupiony, a nie o brak szacunku dla kobiet. Odpowiedz Link Zgłoś
uli Re: Gdyby wziąć to dosłownie, to byłoby kuriozum 20.05.04, 12:35 każdy ma prawo zmienic zdanie:/ Odpowiedz Link Zgłoś
dokowski Tu chodzi o cywilnoprawny problem winy za ... 21.05.04, 09:14 ... za rozpad małżeństwa, a nie o prawo do rozwodu. Zmienia zdanie i odchodzi, jestem za. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: marta Re: Trzeba kobiecie pomóc pozbyc sie tyrana IP: *.tele2.pl 17.05.04, 09:03 podciagam Odpowiedz Link Zgłoś
agrafy Re: Trzeba kobiecie pomóc pozbyc sie tyrana 19.05.04, 15:45 Gość portalu: Marta napisał(a): > Musimy pomóc jako żyw, > Ja również proszę o poradę. Jesteśmy teraz z mężem w trudnej sytuacji, spowodowanej wykańczaniem domu. Duże wydatki, dużo pracy, mało pieniędzy. Przemęczenie, frustracja, to co jest przyczyną mojego doła. Wiem, że on również ma tego rodzaju problem. Jednak jego problem jest bardziej złożony, on nie chce ze mną rozmawiać. Kiedy chcę wciągnąć go w rozmowę, o naszej sytuacji, zaczyna krzyczeć, przeklinać... . Co robić jak do niego dotrzeć? Nie mogę już patrzeć na to jak się męczymy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: graga Re: kazdy moze stworzyc wlasny scenariusz IP: *.ny325.east.verizon.net 20.05.04, 01:51 Scenariusz Dokowskiego chyba jest daleki od rzeczywustosci impojecia sprawiedliwosci. Oto moj oparty na wlasnym doswiadczeniu i kilku innych przypadkach, szkoda ze p. D. nie wszedl na link i nie przeczytal calosci, a jesli to zrobil to jednak przeczytal co innego. Moj scenariusz jest tako, skoro kobieta napisala, ze chciala sie rozstac spokojnie tzn. ze wystapila o orzeczenie rozwodu bez orzekania o winie. Wtedy maz na sprawie godzacej zglosil, ze a. nie zgadza sie na rozwod, bo kocha zone, ktora jest niezrownowazona psychicznie i stad ten jej pomysl na rozwod lub b. chce rozwodu z wylacznie jej winy, na co zona powiedziala, ze w takim razie chce z jego winy. I zaczelo sie. Sad apelacyjny, ktory bierze pieniazki tak samo jak pojedynczy sedzia bardzo lubi pouczac, niezaleznie, czy jest to zwiazane z orzeczeniem, czy tak ogolnie. Ale to wszystko sa gdybania, Natomiast najpodlejsza demagogia i niaznajomoscia prawa jest stwierdzenie Do., ze skoro kobieta tak sie dala maltretowac przez tyle lat ( i "dobrze" jej z tym bylo), to jesli teraz wystepuje o rozwod z powodu przemocy, to musi udowodnic, ze ona jest wieksza niz poprzednio byla. Czy ja snie? I jeszcze jedno, w cywilizowanym swiecie kobieta po 30 latach wiernej sluzby ma prawo do zabezpieczenia zycia przez meza, ktory rowniez dzieki jej pracy w domu mogl poswiecic sie pracy zawodowej i zdobywaniu pozycji. To nie chciwosc tylko sprawiedliwosc. Ta pani napisala, ze jest na emeryturze, jak wygladalby jej los obecnie, gdyby zgodnie z zaleceniami obroncow wartosci rodzinnych spedzila te 30 lat w domu. Odpowiedz Link Zgłoś
petrokles Re: kazdy moze stworzyc wlasny scenariusz 20.05.04, 20:05 A mnie też coś tu nie gra. 1o Pani chce rozwodu z winy męża, nie swojej. To jednoznaczne z obowiązkiem alimentacyjnym. 2o graga pisze: "w cywilizowanym> swiecie kobieta po 30 latach wiernej sluzby ma prawo do zabezpieczenia zycia > przez meza, ktory rowniez dzieki jej pracy w domu mogl poswiecic sie pracy > zawodowej i zdobywaniu pozycji. To nie chciwosc tylko sprawiedliwosc." I znów mamy do czynienia z roszczeniami finansowymi: ta "wierna słuzba", to "zabezpieczenie zycia przez męża"... Szmal, tylko szmal. jezeli nawet była w domu przez 30 lat, to nie pracowała zarobkowo i mąż "zabezpieczał" jej zycie. Pracował i utrzymywał rodzinę. I co, jeszcze z niego wyszarpać więcej? Typowo feministyczne podejście. 3o Coś mi sie nie chce wierzyć w to przekupienie składu sędziowskiego, adwokatów, całej sfory lekarzy wystawiającej lewe zaświadczenia itp. Zalatuje manią prześladowczą. 4o Kobieta chce rozwodu? Niech się wyprowadzi i po jakims czasie złozy ponowny wniosek bez orzekania o winie a z argumentacją o rozkładzie pozycia małżeńskiego... Ale przekonany jestem, że się kobiecie znudziło i chce żyć za alimenty męża... 5o "Znęki" łatwo udowodnić np. dowodem w postaci obdukcji, zeznaniami np. dzieci (30 lat razem w jednym mieszkaniu, czyzby niczego nie widziały, czyzby, jako osoby dorosłe, nie chciały wziąć strony katowanej matki wbrew ojcu - tyranowi?) lub sąsiadów. A skoro tego nie ma, to istnieje podejrzenie składania fałszywych zeznań. 6o Oj, kobity, kobity... Do czego prowadzą te bajdurzenia o "kobiecie wyzwolonej"... Petrokles Odpowiedz Link Zgłoś
uli Re: Trzeba kobiecie pomóc pozbyc sie tyrana 20.05.04, 12:34 nie wiem, może zostawić, aż się zagoi? zwykle jest tak, że jesli jakiemuś problemowi powięcamy całą energię, to sytuacja jest coraz bardziej napięta, i wszystko się chrzani. może sróbujcie żyć normalnie (jeśli to możliwe w tej trudnej - spowodowanej wykańczaniem domu, sytuacji), a rozmowy same z czasem wrócą? może warto iść na basen, zamiast się męczyć? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: graga Re: Trzeba kobiecie pomóc pozbyc sie tyrana IP: *.ny5030.east.verizon.net 20.05.04, 22:24 Kto nie przeszedl przez polski wymiar niesprawiedliwosci w sytuacji olbrzymiej nierownowagi majatkowej stron to naprawde niewiele wie o skorumpowaniu tej instytucji. Moze jednak nie mam obsesji na tym tle a doswiadczenie swoje i prawie dziesieciu innych przypadkow. Wiem, najlepiej przekonac sie na wlasnej skorze, dlatego tym, ktorzy nie wierza jak zgnily jest polski wymiar zycze osobistych kontaktow. ("Kolekcjonuje" rozne przypadki- zreszta zdarzaja sie tez z niekorzystnym zakonczeniem dla panow: oto mloda kobieta sukcesu usilowala sie przez kilka lat rozwiesc ze swoim mezem w USA, poniewaz wbrew powszechnej opinii, nie ma tu specjalnej troski o kobiety tylko o osoby w zwiazku slabsze finansowo ciagle nie udawalo jej sie rozwiesc bez zapewnienia odpowiedniej odprawy finansowej mezowi - bo on byl z mniejszym sukcesem finansowym. Znudzona ta sytuacja zlecila rozwiedzenie jej rodzinie w Polsce, po 104 dniach byla rozwiedziona, chociaz wlasciwym miejscem do przeprowadzenia rozwodu byly Stany i zadnych obowiazkow finansowych wobec meza nie ma). Ale w dalszym ciagu nie znalazlam u moich adwersarzy odpowiedzi co ma zrobic kobieta w wieku emerytalnym, ktora nigdy nie pracowala bo zgodnie z zaleceniami wyznawcow wartosci rodzinnych zajmowala sie domem, mezem i dziecmi i chce ostatnie swoje lata spedzic bez tyrana. Nie chodzi o ten konkretny przypadek, tylko jak to powinno rozwiazac polskie prawo. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piter Re: Trzeba kobiecie pomóc pozbyc sie tyrana IP: *.elartnet.pl / *.elart.com.pl 21.05.04, 06:48 Dorzucę do kolekcji przypadek kuriozalny mojego kolego z pracy. Miał mieszkanie. Żona groziła mu rozwodem, bo jędza była, a on "pantofel" śmiertelnie zakochany. Zagroziła, że jak nie przepisze mieszkania na nią, to go zostawi. Przepisał, głupek jeden, smiertelnie zakochany. Zostawiła go, rozwiodła się, zabrała mieszkanie, dostała alimenty. I tu clou: sąd zasądził alimety wyższe od jego zarobków. Na niesmiałe protesty zareagował: Może pan dorobić. Śmieszna historia, prawda? Tyle, że prawdziwa. Facet tuła się po wynajętych pokojach. Tyran niedoszły! P. Odpowiedz Link Zgłoś
uli do Gragi 21.05.04, 10:07 > Ale w dalszym ciagu nie znalazlam u moich adwersarzy odpowiedzi co ma > zrobic kobieta w wieku emerytalnym, ktora nigdy nie pracowala bo zgodnie z > zaleceniami wyznawcow wartosci rodzinnych zajmowala sie domem, mezem i dziecmi > i chce ostatnie swoje lata spedzic bez tyrana. Nie chodzi o ten konkretny > przypadek, tylko jak to powinno rozwiazac polskie prawo. To jest trudny orzech do zgryzienia - bo moim zdaniem pomysł płacenia gospodyniom domowym za prowadzenie domu jest niesprawiedliwy wobec osób, które pracują i prowadzą dom (= większość kobiet) - czyli de facto powinny mieć płacone za 2 etaty (i pochodne tej sytuacji na emeryturze). a co zrobić z emerytowanią gospodynią rozwódką? czy mąż - tyran nie wypłaca jej żadnych alimentów? jak to w ogóle wygląda w polskim prawie? (czy w ogóle nie wygląda...?) pozdrawiam! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: graga Re: do Gragi IP: *.ny325.east.verizon.net 22.05.04, 06:13 Tak przyszlo mi do glowy, ze dowodem na to jaka ta kobieta jest bezradna jest fakt, ze swoja prosbe o porade umiescila na forum porady domowe, gdzie mozesz dowiedziec sie jaki najlepiej czyscic tapicerke, jakie sa sposoby na wywabianie plamy i czy meskie rekawy prasowac na kant czy tez bez, a na pewno nie mozesz sie dowiedzie jak walczyc z polskim wymiarem niesprawiedliwosci. Odpowiedz Link Zgłoś
uli Re: do Gragi 22.05.04, 10:09 no, też zwróciłam na to uwagę - poradnik domowy - a tu taki post! analogia: poradnik domowy - poradnik kryminalny Odpowiedz Link Zgłoś