A dlaczego...

IP: *.icpnet.pl 07.06.04, 16:29
od facetów nie oczekuje się, że się będą malować?
Przed chwilą czytałam pewną dyskusję i pewien przedstawiciel odmiennej płci
upierał się, że kobiety powinny się malować, bo to podnosi ich atrakcyjność i
że w przeciwnym razie są "aseksowne". A czemu oni nie mogą starać się, by się
NAM podobać?
    • feminista Re: A dlaczego... 07.06.04, 16:39
      To zależy od mody. Bywały okresy, kiedy eleganccy heteroseksualni panowie
      wychodzili na ulicę w lekkim makijażu. Dość często w użyciu bywał też puder.
      Dzisiaj, szczególnie na zachód od Odry popularne są różne upiększające kremy:)
    • uli Re: A dlaczego... 07.06.04, 17:00
      Jean Paul Gaultier ma swoją linię kosmetyków do makijażu dla mężczyzn.
      Mężczyźni też się malują, ale częsciej korekcyjnie - żeby zatuszować syfka,
      ukryć blizny po trądziku itp.
      co do upiększania się - cóż, w naszej kulturze bycie zbyt pięknym jest
      niemęskie. chłopiec o bardzo ładnej, ciemnej karnacji miał pseudonim (w
      podstawówce) "siniak":-)
      to jest po prostu tabu tłumaczone róznymi względami, skupia się jednak w okół
      tego, że dbanie o siebie jest niemęskie. owszem - siłownia i sport ok, bo siła
      to jest wartość.
      jest bardzo fajna książka "piękno w sieci" - o estetyce w programowaniu:-)
      brzmi kosmicznie, ale autor - David Galanter (możliwe, że przekręciłam
      nazwisko) - profesor computer sience, analizuje, dlaczego windows prześcignął
      apple'a. i kluczowym argumentem było właśnie to, że "powazni biznesmeni"
      płacili dodatkowe pieniądze za brzydki produkt (po przeliczeniu apple są
      tańsze, oczywiście jezeli obierzemy jakies porównywalne kryteria dla PC i
      Maca). Apple kladł od poczatku duży nacisk na elegancję - a elegancja jest
      kojarzona w naszej kulturze z czymś raczej kobiecym. Dlatego Windows 3.0 był
      odpowiedniejszy dla mężczyzn - bo był surowy, brzydki, a prócz tego solidny
      (poza tym, że Bill Gates ukradł wszystkie rozwiązania od Apple'a:/ choć Apple
      też wzorował się na cudzych rozwiązaniach, np. na Xeroxie, jednak modyfikując
      je i wnosząc sporo od siebie).
      Przy okazji autor wymienia kilka innych wynalazków, które zaprojektowane były z
      myślą o damach - np. rozrusznik elektryczny w aucie. zaprojektowany on był
      wyłącznie z myślą o paniach - panowie nadal machali korbką - jako płeć silna i
      mężna:-) sięgnę do tej pasjonującej lektury i napiszę jeszcze, jakei rzeczy
      były stworzone wyłacznie ku ułatwieniu damom zycia:-)

      PS. ten "zwyczaj", że mężczyna "nie dba" (tzn. często wybiera rzecz brzydszą) o
      powierzchowność, czy o estetykę przedmiotów użytkowych można łatwo dostrzec
      wsród znajomych:). mój ojciec nazywa mój telefon komórkowy "pedalskim
      telefonikiem" - choć oboje mamy nokie z tego samego "rzutu", moja jest mała,
      ładna i wygodna, a jego brzydka, duża i koneicznie ciemna. bo poważny mężczyzna
      musi mieć poważny telefon.
      • uli Re: A dlaczego... 07.06.04, 17:02
        pisząc, że ms windows prześcignął apple'a mam na myśli oczywiście wyłącznie
        wyniki sprzedaży.
      • nadszyszkownik.kilkujadek Re: A dlaczego... 07.06.04, 17:14
        > Apple kladł od poczatku duży nacisk na elegancję - a elegancja jest
        > kojarzona w naszej kulturze z czymś raczej kobiecym. Dlatego Windows 3.0 był
        > odpowiedniejszy dla mężczyzn - bo był surowy, brzydki, a prócz tego solidny
        > (poza tym, że Bill Gates ukradł wszystkie rozwiązania od Apple'a:/ choć Apple
        > też wzorował się na cudzych rozwiązaniach, np. na Xeroxie, jednak modyfikując
        > je i wnosząc sporo od siebie).
        To sie nazywa 'odjazd'. Estetyczno/spiskowa teoria wszystkiego... A co Ty o tym
        wyjasnieniu myslisz?
        • uli Re: A dlaczego... 08.06.04, 08:59
          jest to jedyne wyjaśnienie, dlaczego brzydszy i gorszy windows zaczął
          sprzedawać się lepiej od Maca.
          a co o tym myślę? to fascynujące:-)
          • nadszyszkownik.kilkujadek Re: A dlaczego... 08.06.04, 15:34
            A ja mysle, ze wyjasnienie ociera sie o idiotyzm. Az dziwie sie, ze traktujesz
            taki belkot powaznie...
            • uli Re: A dlaczego... 08.06.04, 16:26
              książka jest o językach programowania - i piękno traktowane jest tam jako
              kryterium nie tylko estetyczne. piękno rozumiane jest jako: prostota + siła +
              elegancja. nie znam sie zbytnio na językach programowania, ale potrafię
              dostrzec fakt, iż kod zawierający 50 000 linijek wykonujący to samo polecenie
              co kod zawierający 100 linijek jest po prostu gorszy, bardziej zagmatwany,
              mniej przejrzysty, trudniej znaleźć w nim błędy.

              książkę tę polecił mi promotor mojego doktoratu, wiec, nie gniewaj się - jego
              zdanie traktuję jako coś więcej niż zachęcenie do bełkotliwej lektury.
              • nadszyszkownik.kilkujadek Re: A dlaczego... 09.06.04, 05:23
                > książka jest o językach programowania - i piękno traktowane jest tam jako
                > kryterium nie tylko estetyczne. piękno rozumiane jest jako: prostota + siła +
                > elegancja. nie znam sie zbytnio na językach programowania, ale potrafię
                > dostrzec fakt, iż kod zawierający 50 000 linijek wykonujący to samo polecenie
                > co kod zawierający 100 linijek jest po prostu gorszy, bardziej zagmatwany,
                > mniej przejrzysty, trudniej znaleźć w nim błędy.

                > książkę tę polecił mi promotor mojego doktoratu, wiec, nie gniewaj się - jego
                > zdanie traktuję jako coś więcej niż zachęcenie do bełkotliwej lektury.
                Być może wiesz na ten temat więcej niż ja. Nie w tym jednak rzecz. Nie gniewam
                się zatem, bo każdy ma takie spojrzenie na świat, na jakie go stać. Twierdzić
                będę, że upadek Apple i zwycięstwo Microsoftu niewiele miały wspólnego z
                jakością kodu produkowanego przez programistów. Który pono, w przypadku Apple,
                był beznadziejnej jakości. No, ale nie miejsce tu na rozprawianie o
                technologiach z myszką.
                • uli Re: A dlaczego... 10.06.04, 11:12
                  no, w dyskusji przyznałby się jakiś doświadczony programer, albo przynajmniej
                  kilku. ja też na razie nie czuję się na tyle pewnie w tej działce, żeby się
                  zapierać przy wyższości apple'a nad microsoftem. książka w kazdm razie
                  przekonująca, chociaż momentami jej nie rozumiem. jest jak w tej anegdocie:
                  informatyk to osoba, która rozwiąże problem, o którym nie wiesz, w sposób,
                  którego nie rozumiesz:-)
              • sagan2 Re: A dlaczego... 10.06.04, 11:51
                uli napisała:

                > ksiazka jest o językach programowania - i piękno traktowane jest tam jako
                > kryterium nie tylko estetyczne. piękno rozumiane jest jako: prostota + siła +
                > elegancja. nie znam sie zbytnio na językach programowania, ale potrafię
                > dostrzec fakt, iż kod zawierający 50 000 linijek wykonujący to samo polecenie
                > co kod zawierający 100 linijek jest po prostu gorszy, bardziej zagmatwany,
                > mniej przejrzysty, trudniej znaleźć w nim blędy.

                czekaj Uli, chyba sie pogubilam... czyli niby (w kategoriach programowania)
                apple jest "piekny" a windows "brzydki" i dlatego panowie wybieraja windows?
                jesli taki jest wniosek (mozliwe, ze cos pokrecilam), to absolutnie sie nie
                zgodze. znam duzo mezczyzn (niekoniecznie programistow), ktorzy musza (no kurcze
                musza) miec wszystkie programy *piekne* (wlasnie w tym powyzszym informatycznym
                znaczeniu). nie wystarcza, ze dziala (dobrze), musi byc ladnie napisany
                (przejrzystosc kody, te wszystkie spacje, odstepy, zaulki...), dobrze
                okomentowany, i, oczywiscie, napisany optymalnie - liczba lini, szybkosc,
                uzywane cpu i tego typu duperele... gdy ja programuje - ma dobrze dzialac i
                tyle, olewam "piekno", nie interesuje mnie to; po prostu ma wypelniac postawione
                zadanie w wystraczajaco dobry sposob (np nie walcze o to, aby byl szybszy o 10%
                skoro to, co mam, jest i tak wystarczajaco szybkie...). faceci maja zupelnie
                odwrotnie - wszystko musi byc zrobione *dobrze* i *pieknie*.
                jesli sami sobie tak "robia dobrze", to nic mi do tego ("moj" kiedy przerabial
                olbrzymi, samodzielnie napisany program na inny jezyk programowania "bo jest
                elegantszy"...). najbardziej nie lubie, jak taki sobie zerknie w moj kod, zlapie
                sie za glowe ("ojej, ale balagan...") i zacznie mi "naprawic" i mowic "jak to on
                mi zrobi dobrze"... ;)

                przeciez duzo nowych jezykow programowania ma za jeden z celow "bycie
                piekniejszymi", posiadanie lepszych parametrow lub funcji; a jezyki te glownie
                pisza/rozwijaja mezczyzni. cale OO ma (chyba) na celu, aby "programowac
                piekniej"...

                dlatego takie wytlumaczenie nie ma dla mnie sensu.

                a komputery appla sa (w tradycyjnym tego slowa znaczeniu...) po prostu
                *sliczne*... ja choruje na tego ich najmniejszego laptopa w tytanowej koszulce
                (moze byc i aluminiowa...), ktory akurat miesci mi sie do torebki... (znajomy
                ma, to sprawdzalam, powtarzam mu powyzsze za kazdym razem, aluzje lapie, ale
                odmawia...). i nie mialabym klopotow z systemem operacyjnym, bo ja jestem
                linuxowa, nie windowsowa (nie ma juz vms... i dobrze) :)
                Nadszyszkownik, a Ty czego w pracy uzywasz (systemowo)? windowsa czy jakies
                wersji linuxa?
                • uli Re: A dlaczego... 10.06.04, 18:30
                  Droga Sagan,

                  akurat w przypadku apple'a chodziło dosłownie o elegancję - nie tylko w
                  kategoriach oprogramowania: Apple "wymyślił" pulpit i całą tą analagię do
                  rzeczywistości - "katalog", "plik", wprowadził na masową skalę mysz itp -
                  dzięki czemu użytkownik obsługuje komputer intuicyjnie - dotyczy to także
                  dokumentów (analogia do "papierowych" dokumentów - tzn białe tło, czarne litery
                  itp). interfejs, z którym teraz mamy do czynienia, jest właśnie dziełem apple'a.
                  Dos nie był tak wygodnym, łatwym (no i estetycznym) pomysłem.
                  Gdy w 1996 Microsoft wprowadził Windows 3.0, miał na celu przekształcenie
                  komptrów typu IBM w z niezgrabnym DOSem w maszynę równie funkcjonalną co Mac
                  (czyli coś więcej niż tylko system operacyjny - system uzytkowy). new york
                  times ujął to tak: microsoft jest firmą, która dostarcza użytkownikowi te same
                  funkcje, co Macintoshe Apple'a, i która dzięki przechwyceniu wszystkich
                  innowacji Apple'a zagarnęła lwią część rynku. Natomiast New Republic obciąża
                  odpowiedzialnościa Aplle'a za to, że rozdmuchiwał kwestię elegancji. Gdyby
                  elegancja była istotna, brzydki Microsoft nigdy by nie wygrał z eleganckimi
                  komputerami Apple'a - taka jest konkluzja, zdaniem autora, fałszywa. teorie
                  ekonomiczne mówią o tym, że najlepszy nie zawsze wygrywa, że prosty, piękny
                  model postępu niesionego przez kapitalizm nie obrazuje tego, co dzieje się
                  naprawdę na rynku.

                  W ciągu 3 lat od premiery win 3.0 microsoft sprzedał 25 milionów kopii
                  programu, a w 1993 roku wpływy ze sprzedaży przekroczyły wpływy, jakie
                  przyniosła łacznie cała produkcja apple'a.

                  dlaczego microsoft odniósł sukces dzięki rozwiązaniom Aplle'a (mimo, że
                  fachowcy nadal uważali, że Mac programistycznie jest lepszy od win 3.0) ?
                  dlaczego tego sukcesu nie odniós sam Apple?

                  cdn:-)
            • tad9 o bełkocie 10.06.04, 12:19
              nadszyszkownik.kilkujadek napisał:

              > A ja mysle, ze wyjasnienie ociera sie o idiotyzm. Az dziwie sie, ze
              traktujesz
              > taki belkot powaznie...


              Nadszyszkowniki! Po latach pobytu na forum "Feminizm" nadal niczego nie
              rozumiesz! Bełkotem może być np. doszukiwanie się w "Mistrzu i Małgorzacie"
              przesłania satanistycznego. Gdy jednak jakiś amerykański profesor, stworzy
              teorię w stylu "gender", wyjaśniającą dlaczego Microsoft wygrał z Apple, może
              być to WYŁĄCZNIE fascynujące. W skrócie: monopol na bełkot ma strona "prawa",
              strona lewa ma monopol na "fascynujące teorie". Zapamiętaj proszę tę zasadę,
              jeśli chcesz rozumieć co dzieje się na forum "Feminizm" (i nie tylko)
              • sagan2 Re: o bełkocie 10.06.04, 13:01
                a tu masz racje. z zastrzezeniem, ze akceptacja bzdury jako "fascynujacej
                teorii" odbywa sie rownie latwo wsrod feministow, jak i anty, wsrod prawicy,
                lewicy i wszystkiego posrodku... chodzi jedynie o to, aby bzdura byla "nasza"...
              • uli Re: o bełkocie 10.06.04, 17:42
                ta książka nie jest w stylu gender! to książka profesora computer science!
                polecił mi ją najlepszy "specjalista" od nowych mediów w polsce.

                la boga, a to mnie tutaj zarzucają patrzenie przez pryzmat dotychczasowych
                rozmów na Ciebie, tad. weź idź do biblioteki, pożycz tą książkę, a dopiero
                potem wyrokuj.
                • tad9 Re: o bełkocie 10.06.04, 19:52
                  uli napisała:

                  > ta książka nie jest w stylu gender! to książka profesora computer science!
                  > polecił mi ją najlepszy "specjalista" od nowych mediów w polsce.

                  Gender nie gender, ze streszczenia wyłania się jako wyjątkowa bzdura.


                  > la boga, a to mnie tutaj zarzucają patrzenie przez pryzmat dotychczasowych
                  > rozmów na Ciebie, tad. weź idź do biblioteki, pożycz tą książkę, a dopiero
                  > potem wyrokuj.

                  OK. Na razie mogę zawyrokować o "Biegnącej z wilkami", którą niegdyś mi
                  polecałaś, a którą z czasem miałem okazję poznać. Pół tysiąca stron
                  infantylnych bzdur!
    • dokowski To kwestia gustu. Mnie się nie podoba umalowana... 08.06.04, 11:17
      ... baba. Różne świństwa położone na gębie czy paznokciach odbieram bardziej
      jako brud niz ozdobę. Właściwie lubię tylko jedno - kiedy paznokcie u nóg są
      pomalowane w lecie. Bose stopy na ulicy i tak są brudne, więc lakier dodaje już
      tylko piękna.

      Najgorszym świństwem jest szminka, która brudzi, albo częściowo już wykruszony
      lakier na paznokciach
      • feminista Problem w tym... 08.06.04, 16:20
        .., że wiele z pań wyglądających na "naturalne" ma na twarzy bardzo biegle
        nałożoną tapetę. Mało jest osób o naprawdę czystej, gładkiej cerze, większość
        atrakcyjnych kobiet używa różnych korektorów itd.
        Zrobienie dobrego makijażu wymaga sporego talentu, duża część Polek tego nie
        potrafi... a jeśli dodać do tego ich pasywną i roszczeniową postawę w łóżku
        mamy typowy obraz nadwiślańskiego kaszalota - ordynarnie wymalowana szafa
        czterodrzwiowa. Na szczęście to się powoli zmienia;)
        • dokowski Tu akurat się z tobą zgadzam, ale to wina seksizmu 09.06.04, 11:32
          feminista napisał:

          > pasywną i roszczeniową postawę w łóżku
          > mamy typowy obraz nadwiślańskiego kaszalota - ordynarnie wymalowana szafa

          Myślę, że to także jest relikt patriarchalnego społeczeństwa z jego mitami
          mężczyzny, który nie płacze i musi kopulować "po męsku", tak jakby za każdym
          razem gwałcił partnerkę.

          Kobiety wychowano na niewolnice mężczyzn, więc w łóżku zachowują się jak
          niewolnice. Oddają swoje ciało, aby pan robił z nim co mu się podoba. Jeżeli
          jest w złym humorze, to inseminuje żonę byle jak i w pośpiechu. Jeśli jest w
          dobrym, to udaje dla zabawy, że ją gwałci, co pozwala jej osiagnąć jakie takie
          podniecenie. Jeżeli jest w nastroju dobrotliwym, to bawi się tym ciałem, gra na
          nim jak na jakimś instrumencie, co czasem doprowadza kobietę do orgazmu. Czasem
          niewolnicy przewraca się w głowie, więc zaczyna sobie wyobrażać, że pan ma
          obowiązek być dobrotliwym panem za każdym razem.

          Zupełnie inaczej zachowuje się kobieta wolna. Ona rozumie, że mężczyzna jest
          zwyczajnym człowiekiem, takim jak ona - wrażliwym i delikatnym, potrzebującym
          czułości i pieszczoty, któremu seks może sprawić więcej satysfakcji niż
          przyjemności gwałcenia i wydalania.

          Kobieta wolna nie ma wymagań, po prostu znajduje dla siebie partnera, a nie
          pana, i wspólnie starają się umilić sobie życie (i seks). Tylko seksiści i
          seksistki operują pojęciami "dobry kochanek" czy "dobra w łóżku". Ludzie wolni
          dają sobie w związkach partnerskich po prostu tyle ile oczekują od siebie od
          partnera.
Pełna wersja