Dodaj do ulubionych

jeszcze o macierzynstwie

IP: *.dwi.uw.edu.pl 15.06.04, 11:46
triss napisala:.> Zwierzęta mam w domu od wczesnego dzieciństwa i

moze nie kompensacja ale instynkt macierzynski, ktory moim zdaniem istnieje,
tak samo jak istnieje instynkt ojcowski. ludzie chca byc matkami i ojcami i
nic na to sie nie poradzi.

> w życiu nie
>zaglądałam ludziom do wózków i nie zagadywałam cudzych dzieci - są mi równo
>obojętne, byleby były cicho.

ja tez nie lubie cudzych dzieci i interesuja mnie tyle co zeszloroczny snieg
i tak samo nie lubie wdrazania mnie w jakas postawe, ze bede lubic cudze
dzieci i bede sie bawic z cudzymi dziecmi. lubie juz troche wyrosniete
dzieci, z ktorymi mozna pogadac. takie dzieci sa fajne, bo maja ostrosc
spojrzenia i mlode dziewczynki tez sa super, bo jeszcze nie skazone wymogiem
milczenia, ktory to nabywaja kobiety w pozniejszym zyciu.

>W Polsce jest akurat odwrotnie: panna może być głupia jak paczka gwoździ,
>mieć zero wiedzy, wykształcenia, w życiu nie pracować, zaliczać wpadkę za
>wpadką ale jesli ma dziecko to czuje się lepsza od wszystkich bo jest
>uświęcona macierzyństwem.

glupie jest to, ze ona czuje sie lepsza. to jest glupota w tym wszystkim.
jednakowoz sadze, ze bycie matka jest fajne, moze nawet wazniejsze od pracy
ale przypisywane wartosci pracy powoduja, ze matki staja sie sfrustrowane i
wyladowuja sie na dzieciach.

Obserwuj wątek
    • blq Re: jeszcze o macierzynstwie 15.06.04, 12:18
      Z postem sie generalnie zgadzam. fajny jest. jednak początek jest mylny. cos
      takiego jak instynkt macierzynski/ojcowski... nie istnieje. A już na pewno nie
      przed urodzeniem dziecka.

      Odpowiem na najlepszym przykładzie, jaki znalazłem. Otóż dziewczyny ze środowisk
      robotniczych nabywają swój "instynkt macierzyński" w o wiele wcześniejszym
      wieku, niż te z inteligenckich. Miałem na stażu koleżanke, ja przy kompie a ona
      w sklepie. W sumie inteligentna dziewczyna, ale "tylko" po technikum, miała
      sporo koleżanek z gorszych niż ona środowisk. Udeżyło mnie, że
      dziewietnastolatka nawija o dzieciach, jakie to one słodkie, śliczne... na
      studiach dziewczyny 24-letnie nie zauważały tego tematu. dlaczego?

      Otóż wszystko zależy od otoczenia. Ta 19-latka miała już sporo koleżanek w
      ciąży, z dziećmi. W środowiskach inteligenckich, to jest tak: albo dziecko po
      30-stce, albo traktowane jak jakaś kara, straszna wpadka, tragedia rodzinna (i
      wcale nie twierdze, że niesłusznie).

      Rzeczony instynkt macieżyński to tylko wpływ koleżanek. Pojawia sie u
      wykształconych i światłych po 30-stce, gdy koleżanki dorabiają sie dzieci. A u
      dołów społecznych - dziesięć lat wcześniej. Gdy ktoś ma własny rozum i niejest
      wpływowy - instynkt macierzyński (ojcowski tak samo) - pojawi się dopiero po
      urodzeniu, albo wcale.

      i o.
      • Gość: wasza_bogini Re: jeszcze o macierzynstwie IP: *.dwi.uw.edu.pl 15.06.04, 12:45
        moim zdaniem istnieje. ludzie, ktorzy sa blizej natury, beda go odczuwac w
        sposob bardziej zwierzecy albo moze bardziej czysty. gdzies czytalam, ze
        intelektualisci maja mniejszy poped seksualny.

        to, ze studentki nie rozmawiaja o dzieciach moze miec rozne przyczyny- jedna z
        takich przyczyn jest wlasnie zakodowana pogarda dla macierzynstwa (np. tylko
        glupie idiotki rodza dzieci w wieku 20 lat lub tez kobieta, ktora siedzi z
        dzieckiem w domu to kura domowa itp.)


        >Rzeczony instynkt macieżyński to tylko wpływ koleżanek. Pojawia sie u
        > wykształconych i światłych po 30-stce, gdy koleżanki dorabiają sie dzieci. A u
        > dołów społecznych - dziesięć lat wcześniej. Gdy ktoś ma własny rozum i niejest
        > wpływowy - instynkt macierzyński (ojcowski tak samo) - pojawi się dopiero po
        > urodzeniu, albo wcale.

        a moze na odwrot-to kultura niszczy instynkt macierzynski i ojcowski. no bo
        niby dlaczego w rodzinach inteligenckich pojawia sie instynkt macierzynski po
        30-tce. przeciez te kobiety sa tak samo zbudowane i maja takie same hormony jak
        te co nie koncza studiow.
        • Gość: blq Re: jeszcze o macierzynstwie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.06.04, 14:16
          A co powiesz na to (Ty, a przede wszystkim ten lewacki oszołom piszący poniżej)
          na to, że człowiek wychowany bez seksualnych bodźców w ogóle nie odczuwa, nie
          "uczy się" popendu seksualnego? gdyby człowieka wychowywać z dala od innych, nie
          będzie on odczuwać ani popendu seksualnego, ani macieżyńskiego.

          Wszystko kształtuje środowisko, a nie natura. Natura to tylko wyzwala.
          • Gość: ggigus weisz, blp IP: 5.3R2D* / *.lrz-muenchen.de 15.06.04, 18:22
            mialam kolezanki na studiach, ktore na pierwszym roku albo juz zaszyly albo od
            drugiego roku zagladaly do wozkow i gruchaly. Ale fakt, ze kobiety z
            wyksztalceniem generalnie pozniej rodza dzieci. I jest wieloprzyczynowe:
            zaczynasz studia, chcesz je skonczyc,a potem chcesz znalezc jakas sensowna
            prace, poza tym wiele wyksztalcownych kobiet widzi sens w hm, bede patetyczna w
            samorealizacji siebie, co nie znaczy od razu albo koniecznie z dzieckiem.
      • nick.kertiz Ale głupio.. 15.06.04, 14:05
        blq napisał:

        > Z postem sie generalnie zgadzam. fajny jest. jednak początek jest mylny. cos
        > takiego jak instynkt macierzynski/ojcowski... nie istnieje. A już na pewno nie
        > przed urodzeniem dziecka.
        >
        > Odpowiem na najlepszym przykładzie, jaki znalazłem. Otóż dziewczyny ze
        środowis
        > k
        > robotniczych nabywają swój "instynkt macierzyński" w o wiele wcześniejszym
        > wieku, niż te z inteligenckich. Miałem na stażu koleżanke, ja przy kompie a
        ona
        > w sklepie. W sumie inteligentna dziewczyna, ale "tylko" po technikum, miała
        > sporo koleżanek z gorszych niż ona środowisk. Udeżyło mnie, że
        > dziewietnastolatka nawija o dzieciach, jakie to one słodkie, śliczne... na
        > studiach dziewczyny 24-letnie nie zauważały tego tematu. dlaczego?
        >
        > Otóż wszystko zależy od otoczenia. Ta 19-latka miała już sporo koleżanek w
        > ciąży, z dziećmi. W środowiskach inteligenckich, to jest tak: albo dziecko po
        > 30-stce, albo traktowane jak jakaś kara, straszna wpadka, tragedia rodzinna (i
        > wcale nie twierdze, że niesłusznie).
        >
        > Rzeczony instynkt macieżyński to tylko wpływ koleżanek. Pojawia sie u
        > wykształconych i światłych po 30-stce, gdy koleżanki dorabiają sie dzieci. A u
        > dołów społecznych - dziesięć lat wcześniej. Gdy ktoś ma własny rozum i niejest
        > wpływowy - instynkt macierzyński (ojcowski tak samo) - pojawi się dopiero po
        > urodzeniu, albo wcale.
        >
        > i o.


        ..zapolemizowałeś z tekstem forumowicza "wasza_bogini". Instynkt macierzyński
        lub ojcowski jest wspólną cechą wszystkich ssaków, z kobietą, która ssie, i z
        mężczyzną, który ssie, włącznie. Ja przynajmniej nie znam gatunku ssaków, który
        byłby tego instynktu (obecnego co najmniej dla jednej płci) pozbawiony.

        Co więcej, jest to instynkt najważniejszy. Popęd płciowy jest tylko jego
        uzupełnieniem, składnikiem lub gorszym* zamiennikiem. Osobnik pozbawiony
        instynktu "macierzyńskiego" oraz popędu płciowego to nienormalny mutant,
        bezwartościowy odpad na genowej loterii. W przypadku gatunku ludzkiego może sie
        od biedy nadać dla czarnej biurokracji do wymyślania pseudoargumentów na
        istnienie rzekomego Boga. W przypadku innych gatunków** - nie ma
        wewnątrzgatunkowego zastosowania.



        * Terminu: "gorszy", a chwilę później "bezwartościowy" użyłem jako skrótu
        opisującego fakty. Fakty, czyli to, jak funkcjonuje świat w znanym nam
        zakamarku kosmosu. Nie należy tego interpretować jako wyrazu moich własnych
        wartościowań, nie zamierzam ich tutaj i teraz eksponować, byc może z mojego
        prywatnego punktu widzenia na przyklad poped płciowy nie jest wcale - gorszym -
        zamiennikiem, itd.

        ** Cały czas mam na myśli ssaki.

        ________


        Mody i tabu się zmieniają, są różne dla różnych środowisk, to wpływa na tematy
        rozmów i prezentowane innym zachowania (szczebiotanie nad wózeczkiem bądź
        olewanie), ale są to sprawy dosyć powierzchowne. Oczywiście to wpływa też na
        myslenie i odczuwanie. Można trochę zarazic sie od środowiska lubieniem bądź
        olewaniem bobasów. Ważniejsze jednak jest to, że instynkt macierzynski
        istnieje, jest dla wiekszości ssakow, w tym dla człowieka, silniejszy niż
        instynkt opieki ojcowskiej, oraz jest różnie nasilony indywidualnie. Wiele
        dziewczynek może go odczuwać grubo PRZED urodzeniem własnego dziecka, a
        wyzwolić go może posiadanie malutkiego rodzeństwa lub cokolwiek. I różnice
        indywidualne są tu oczywiście ważniejsze niż środowiskowe (bo przecież jest to
        instynkt wrodzony).
        • Gość: blq Re: Ale głupio.. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.06.04, 14:14
          czlowieku! kiedy ty w szkole byles? w latach 50? idz na studia, chocby zaoczne,
          łykniesz troche nowej wiedzy. a czytając ciebie, to jakby sie cofnąć w czasie i
          50 lat.

          i nie dziwie sie, ze jestes ateista. z takimi poglądami, skrajnie lewicowa
          papka, feeeeeeee!

          teoria genowa była bardzo modna wiele lat temu. teraz już się zbłaźniła. wiem to
          wprost ze źródła - od profesorów. zresztą, poczytaj sobie w necie. poczytaj w
          ogóle coś nowego, zamiast siedzieć w śmierdzącym lewackim zaścianku.
          • nick.kertiz Re: Ale głupio. 15.06.04, 15:24
            (no, wiecie, jedna kropka mniej...)
            • Gość: tereska Re: Instynkt macierzynski IP: *.ny325.east.verizon.net 15.06.04, 19:34
              na przykladzie mojego bloku, w ktorym sie wychowalam: Kolezanki, z domow
              mniej zainteresowanych edukacja dzieci dostaly szybko tego instynktu,
              czyli "powpadaly", powychodzily za maz i siedzialy pod blokiem na lawce
              plotkujac z kolezankami najpierw z glebokim wozkiem, plytkim, przy piaskownicy,
              a potem juz dogladaly z okna lub tej lawki drac sie: Wioleta, Patryk nie bij
              sie, nie syp sie itd. To byla metoda na zycie, a ten instynkt byl gdzies
              daleko. Ja nie mialam instynktu wiec wyjechalam na studia, kiedy przyjezdzalam
              to jednak one nie mialy o czym ze mna rozmawiac. Teraz to sie wszystko nazywa
              instynktem macierzynskim, wartosciami rodzinnymi itd, a nie po prostu brakiem
              ambicji wyjscia poza utarty schemat, co wcale nie potepiam, kazdy moze zyc jak
              chce, ale na litosc boska nie dorabiajmy do tego wznioslych teorii. Dla
              wyjasnienia dodam, ze mam dwojke dzieci, z ktorych urodzeniem nie czekalam az
              sie "ustabilizuje" do konca finansowo, i od niepamietnych czasow nie korzystam
              z pomocy finansowej rodzicow.
              • nick.kertiz cześć tereska 17.06.04, 12:55
                Gość portalu: tereska napisała:

                > na przykladzie mojego bloku, w ktorym sie wychowalam: Kolezanki, z domow
                > mniej zainteresowanych edukacja dzieci dostaly szybko tego instynktu,
                > czyli "powpadaly", powychodzily za maz i siedzialy pod blokiem na lawce
                > plotkujac z kolezankami najpierw z glebokim wozkiem, plytkim, przy
                piaskownicy,
                > a potem juz dogladaly z okna lub tej lawki drac sie: Wioleta, Patryk nie bij
                > sie, nie syp sie itd. To byla metoda na zycie, a ten instynkt byl gdzies
                > daleko. Ja nie mialam instynktu wiec wyjechalam na studia, kiedy
                przyjezdzalam
                > to jednak one nie mialy o czym ze mna rozmawiac. Teraz to sie wszystko nazywa
                > instynktem macierzynskim, wartosciami rodzinnymi itd, a nie po prostu brakiem
                > ambicji wyjscia poza utarty schemat, co wcale nie potepiam, kazdy moze zyc
                jak chce, ale na litosc boska nie dorabiajmy do tego wznioslych teorii. Dla
                > wyjasnienia dodam, ze mam dwojke dzieci, z ktorych urodzeniem nie czekalam
                az
                > sie "ustabilizuje" do konca finansowo, i od niepamietnych czasow nie
                korzystam
                > z pomocy finansowej rodzicow.




                > na przykladzie mojego bloku, w ktorym sie wychowalam: Kolezanki, z domow
                > mniej zainteresowanych edukacja dzieci dostaly szybko tego instynktu,
                > czyli "powpadaly", powychodzily za maz i siedzialy pod blokiem na lawce
                > plotkujac z kolezankami najpierw z glebokim wozkiem, plytkim, przy
                piaskownicy,
                > a potem juz dogladaly z okna lub tej lawki drac sie: Wioleta, Patryk nie bij
                > sie, nie syp sie itd.


                > To byla metoda na zycie,

                dokładnie, zgadza się


                > a ten instynkt byl gdzies daleko.

                nie tyle daleko, co głęboko. Wewnątrz nich


                > Ja nie mialam instynktu wiec wyjechalam na studia,

                miałaś. Ale też był głęboko



                kiedy przyjezdzalam
                > to jednak one nie mialy o czym ze mna rozmawiac. Teraz to sie wszystko nazywa
                > instynktem macierzynskim, wartosciami rodzinnymi itd, a nie po prostu brakiem
                > ambicji wyjscia poza utarty schemat, co wcale nie potepiam, kazdy moze zyc
                jak chce, ale na litosc boska nie dorabiajmy do tego wznioslych teorii.

                wzniosłych teorii? Czy może zaliczyłaś do nich moją pierwszą wypowiedź w tym
                wątku? Z całą pewnoscią nie były to teorie wzniosłe. Była to raczej odrobina
                otrzeźwienia, którą zaproponowałem po nieodpowiedzialnym, umysłowo niezbornym,
                pijackim słowotoku. Że był to słowotok nieodpowiedzialny, to widać było od
                razu, a że pijacki, to ujawniło się w replice na mój post, której cechy
                charakterystycznie zdradzają jeszcze głębsze spustoszenie, jakie alkohol
                potrafi przynieść korze mózgowej


                > Dla wyjasnienia dodam, ze mam dwojke dzieci, z ktorych urodzeniem nie
                czekalam az
                > sie "ustabilizuje" do konca finansowo,

                jakby to powiedzieć, może tak: wcale nie jestem zdziwiony


                i od niepamietnych czasow nie korzystam
                > z pomocy finansowej rodzicow.
    • e_wok Re: jeszcze o macierzynstwie 15.06.04, 19:58
      Wydaje mi sie, ze jest troche inaczej. Sa osoby, ktore posiadanie dzieci
      traktuja jako jeden z celow zyciowych oraz takie, ktore uwazaja to za cel
      najwazniejszy. Sporo zalezy od mody. W obecnych czasach dzieckocentryzmu
      twierdzenie, ze rodzicielstwo nie jest sensem zycia bywa traktowane jako gafa.
      Twierdzenie, ze woli sie miec psa niz dziecko wywoluje przewaznie oburzenie.
      Jesli chodzi o wiek odpowiedni do rodzicielstwa to jest problem z duzym
      rozdzwiekiem miedzy gotowoscia psychiczna (w okolicach trzydzistki) i
      przygotowaniem organizmu. Rodzac dziecko w wieku lat dwudziestu paru ma sie
      praktycznie gwarancje szybkiego powrotu do wlasnej figury, skora jest bardziej
      elastyczna wiec rozstepy minimalne albo wcale. Pod tym wzgledem natury sie nie
      oszuka.
      • Gość: ggigus ciekawe spojrzenie rozstepowe IP: *.dip.t-dialin.net 17.06.04, 16:24
        ALe wiesz, E-wok, mysle, ze od kazdej reguly sa odstepstwa. Moja mama urodzila
        mnie w wieku 33 lat (i jak mowila, o takiej starej rodzacej kobiecie, na
        szczescie nie tzw. pierwiastce, jeszcze tam w szpitalu nie slyszeli), no i
        wrocila do figury (albo i jej nie utracila) bez problemow. W spodnice, ktora
        moja mama nosila po urodzeniu mnie, od dawna nie wchodze, niestety. A kuzynka
        urodzila dziecko w wieku 19 lat, przytyla 20 kg, ktore potem - latami! -
        zrzucala.
        Ale serio - takie podporzadkowanie sie tyranii antyrozstepowej i tyranii
        powrotu do wlasnej figury (zawsze myslalam, ze wlasna figura to taka, ktora
        aktualnie posiadam) no nie wiem, czy to ma sens. To taki wymog doskonalosci,
        urodz dziecko i po tygodniu nikt nie moze tego zobaczyc.
        A dzieckocentryzm to fakt, panuje i kwitnie. Jak uslyszlaam na wykladzie - to
        cena, jak placimy za indywidualizacje.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka