aelithe
23.05.14, 15:20
gwoli zadan udokumentowania zrodeł moich wypowiedzi
wklejam ciekawy wywiad z konsultantem krajowym GP
Cięcie cesarskie jest operacją chirurgiczną prowadzącą do otwarcia jamy brzusznej – ze wszystkimi negatywnymi następstwami tego postępowania. Tymczasem w Polsce powstała swoista „moda na cięcie cesarskie”. Dziennikarze mają w tym swój udział - mówi prof. Stanisław Radowicki, konsultant krajowy w dziedzinie ginekologii i położnictwa
Prof. Stanisław Radowicki, Kielce, 2013. Fot. Paweł Małecki / Agencja Gazeta
Tomasz Ponikło: Jeszcze 15 lat temu liczba porodów przez cięcie cesarskie była dwa razy niższa niż obecnie. Wówczas było to ok. 18 proc., a teraz 37 proc. Czy spodziewał się Pan konsekwentnego wzrostu liczby przeprowadzanych przy porodzie cięć cesarskich?
Prof. Stanisław Radowicki: Wspomniane 15 lat to czas ogromnego postępu w medycynie, w tym również w położnictwie i ginekologii. W rezultacie tych zmian zabiegi chirurgiczne stały się bardziej bezpieczne i znacznie bardziej przyjazne dla pacjentów, zaś nowe procedury postępowania – bardziej efektywne pod względem terapeutycznym.
Pokłosiem tych pozytywnych przemian, jest wzrost liczby cięć cesarskich na całym świecie, również w Polsce. Według danych statystycznych w roku 2011 w USA co trzecia ciąża ukończona została cięciem cesarskim. Podobnie jest u nas. W Europie są kraje, w których odsetek cięć cesarskich jest jeszcze wyższy, sięgający 43%.
Jakie można wskazać przyczyny wzrostu liczby cięć cesarskich przy porodach? Coraz częściej podnosi się, że problemem są nieprawidłowości przy wystawianiu wskazań do wykonania cięcia cesarskiego. Ponoć obecnie popularna jest praktyka, by jako przyczynę wskazywać psychologiczny lęk przed porodem.
Od kilku lat ŚwiatoweTowarzystwa Naukowe Położników i Ginekologów starają się dokładnie monitorować problem wzrostu liczby cięć cesarskich i znaleźć sposób na ograniczenie tej liczby. Wysiłki te nie są jednak zadawalające.
Polskie Towarzystwo Ginekologiczne stworzyło bardzo nowoczesne rekomendacje dotyczące całej procedury cięcia cesarskiego. Dokładnie zostały zdefiniowane wskazania do wykonania tego zabiegu i zdecydowana większość oddziałów położniczych stosuje się do tych wymagań.
W Polsce powstała swoista „moda na cięcie cesarskie”. Dziennikarze mają w tym swój udział. Nie tak dawno w prasie kobiecej można było znaleźć opisy cięć cesarskich wykonanych u celebrytek, które gloryfikowały ten sposób ukończenia ciąży. Miało to niewątpliwie wpływ na wzrost cięć cesarskich wykonywanych „na żądanie”. Zespół Konsultanta Krajowego w dziedzinie położnictwa i ginekologii oraz Polskie Towarzystwo Ginekologiczne nie rekomendują tego trybu postępowania. W Niemczech wskazaniem do ukończenia ciąży cięciem cesarskim jest „tokofobia” – strach przed porodem; w polskich rekomendacjach wskazanie to nie istnieje.
Należy podkreślić, że cięcie cesarskie jest operacją chirurgiczną prowadzącą do otwarcia jamy brzusznej – ze wszystkimi negatywnymi następstwami tego postępowania. Przykładowo: wykonanie cięcia cesarskiego skutkuje u 11-20% operowanych pojawieniem się zrostów w jamie brzusznej, mogących być przyczyną utrudnienia zajścia w kolejna ciążę.
Pamiętajmy, że cięcie cesarskie jest procedurą chirurgiczną, która ma ratować zdrowie lub życie matki i jej dziecka. Coraz więcej jest też doniesień naukowych wskazujących, iż wykonanie cięcia cesarskiego wpływa negatywnie na prawidłowy rozwój somatyczny i umysłowy dziecka, jak też może być przyczyną większej zapadalności na określone choroby w wieku dojrzałym. Chcemy tę wiedzę upublicznić. Informacja na ten temat będzie umieszczona w nowej „Karcie przebiegu ciąży”, która wkrótce zostanie, przedstawiona ministrowi zdrowia.
Rzeczą niezmiernie pożyteczną byłoby włączenie się publikatorów do szerokiego nagłośnienia negatywnych następstw wykonania cięcia cesarskiego. Może to znacząco ograniczyć liczbę cięć cesarskich.
Wskazuje się na nieprawidłowość, która miałaby być coraz częściej tolerowana: lekarz w państwowym szpitalu przyjmuje w prywatnym gabinecie pacjentki, które następnie oczekują cięcia cesarskiego podczas porodu. Dokumentacja jest zaś potem dość swobodnie uzupełniana. Czy to rzeczywisty problem?
W systemach ochrony zdrowia, w których przenikają się wzajemnie obszary działalności publicznej i niepublicznej, a dotyczy to nie tylko Polski, będą istniały sytuacje, w których rozpoznanie określonego schorzenia będzie wymagało zastosowania konkretnego leczenia, to zaś może być niedostępne w jednym bądź w drugim obszarze. Jest więc zrozumiałe, że także „wzajemne świadczenie usług” funkcjonuje. Jestem jednak daleki od sugestii zawartej w Pana pytaniu. Odpowiem nieelegancko: czy posiada Pan Redaktor dowody na postawioną w pytaniu tezę?
Dokumentacja lekarska nie zawsze jest idealna, ale coraz częściej jest ona przedmiotem analiz organów administracji państwowej. Ostatnio otrzymałem zapytanie od Komendy Policji prowadzącej postępowanie wyjaśniające w sprawie „wykonania cięcia cesarskiego bez wskazań medycznych”. Tak więc powoli idziemy w dobrym kierunku.