Dodaj do ulubionych

Singer: drugie podejście do tematu;))

IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 08.02.05, 18:52
Poprzedni wątek o Singerze zaczął się w moim odczuciu dość niefortunnie, bo
od obelg.
Mnie raczej trudno jest dyskutować o poglądach z którymi częściowo się
zgadzam a które już na dzień dobry zostają nazwane nazistowskimi;)
Dlatego własnie, nie chcąc wysłuchiwać kolejnych inwektyw do któych
nieuchronnie dochodzi gdy rozmowa ma dotyczyć Singera, chciałabym
zaproponować rozważenie pewnej teoretycznej, ale bardzo życiowej i
powszechnej sytuacji - oraz ewentualną późniejszą dyskusję w oparciu o ten
własnie teoretyczny przykład.
Problem jest nastepujący.
Jesteś dyrektorem szpitala. Masz tylko jedno urządzenie do podtrzymywania
życia noworodków i nie dostaniesz pieniędzy na więcej takich urządzeń. Inne
szpitale są w podobnej sytuacji. Rodzi się dziecko z poważną wadą wrodzoną o
którym wiadomo, że musi umrzeć w ciągu najdalej kilku miesięcy. Nie
podłączone do aparatury dziecko umrze natychmiast. Jaką decyzję podejmujesz?
Są tylko dwie możliwości:

A. Podłączasz umierające dziecko do aparatury pod którą przebywa przez 6
miesięcy aż do naturalnej śmierci. W tym czasie umiera 10 dzieci chorych -
którym jednak krótkotrwałe podłączenie do aparatury z pewnością uratowałoby
życie (umierają gdyż szpital dysponuje tylko jednym takim aparatem a inne
szpitale są w podobnej sytuacji)

B. Pozwalasz dziecku umrzeć (temu dziecku które i tak by umarło, tylko
później) - nie udostępniasz mu aparatury podtrzymującej życie. Życie 10
innych noworodków zostaje dzieki tej decyzji uratowane.

Czy moglibyście odnieść się do tak przedstawionego problemu - jaką decyzję
byście podjeli?
Zaznaczam, że nie jest to bynajmniej problem urojony. Wręcz przeciwnie - tego
typu wybory dotyczące nie tylko noworodków ale i ludzi dorosłych i starców
podejmuje się codziennie w każdym szpitalu na całym świecie. Nawet w punkcie
szpitalnym gdzieś w Sudanie czy Rwandzie lekarze muszą zdecydować komu dać
lekarstwo ratujące życie a kogo skazać na śmierć... czy wybrać młodego
człowieka czy starca.
Mam nadzieję, że ktoś mi odpowie i że będą to szczere i przemyślane
odpowiedzi.

Pozdr. B.
Obserwuj wątek
    • tad9 Re: Singer: drugie podejście do tematu;)) 08.02.05, 19:46
      Gość portalu: barbinator napisał(a):

      > Mam nadzieję, że ktoś mi odpowie i że będą to szczere i przemyślane
      > odpowiedzi.

      Nim udzielę odpowiedzi, nie obejdzie się bez długiego wstępu.
      Przeczytałem to, co napisałaś tutaj, przeczytałem to, co napisałaś w poscie "za
      co cenię Singera" i znowu nie mogę oprzeć się wrażeniu, że walczysz ze smokami,
      które sama tworzysz. Trudno mi w to uwierzyć, ale zdajesz się być szczerze
      przekonana, że ludzkość przeżyła ładnych parę tysięcy lat nie zauważając
      istnienia dylematów w rodzaju tego jaki tu przedstawiłaś, i dopiero pojawienie
      się geniusza Singera uświadomiło ludziom istnienie takich problemów. Przykro mi
      to mówić, ale masz bardzo uproszczone pojęcie o tym, co nazywasz "etyką
      tradycyjną". Otóż, nie ma takich pytań, których nie stawialiby sobie "etycy
      tradycyjni", a które stawiałby Singer. Nie jest prawdą, że Singer podejmuje
      problemy, których inni nie mają odwagi podjąć. Dyskusje o "mniejszym źle",
      eutanazji, aborcji, manipulacjach genetycznych toczą się między etykami, czy
      to "tradycyjnymi", czy to "nietradycyjnimi". Dylemat tego rodzaju, jaki
      przedstawiłaś znajdziesz już w biblii. Czy wydać na gwałt własną córkę czy
      gościa? Z jednej strony córka, z drugiej "prawo gościnności". Jakie
      jest "mniejsze zło". Talmudyści roztrząsali ten problem (większość uznawała, że
      należy wydać córkę) To, co napisałaś to tylko wariacja na pewien temat. Na
      temat stary jak świat. Singer nie jest pierwszy, który spostrzegł.
      Więcej powiem - nie chodzi tu nawet o rodzaj udzielonej odpowiedzi (a
      przynajmniej nie chodzi w każdym przypadku). Chodzi o - nazwijmy to - "tło" na
      jakim ta odpowiedź pada. Na zadane przez Ciebie pytanie odpowiadam: oczywiście,
      że należy ratować tych, którzy mają większe szanse przeżycia. Tak odpowie bodaj
      każdy, czy to "tradycjonalista", czy "singerowiec". A jednak, z pewnych nieco
      subtelniejszych powodów - o których może jeszcze będzie tu mowa - wolałbym, by
      tego rodzaju decyzje podejmował ktoś, kto ma w głowie sporo takich czy innych
      uprzedzeń co do wartości życia ludzkiego, zamiast kogoś, dla kogo jest to swego
      rodzaju buchalteria. Powtarzam - wynik będzie ten sam, ale "tło" TEŻ MA
      ZNACZENIE.


      >
      > Pozdr.
      • Gość: barbinator Re: Singer: drugie podejście do tematu;)) IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 09.02.05, 10:21
        Nieprawda. Nigdy do tej pory lekarze nie stali przed takimi dylematami jak
        obecnie gdyż nigdy koszty przedłużania życia niemożliwego do uratowania nie
        były tak wysokie.
        Skoro uważasz, że "oczywiście, że należy ratować tych, którzy mają większe
        szanse przeżycia" i skoro nie potępiasz hipotetycznego lekarza z mojego
        przykładu który odłącza dziecko od aparatury (czyli zabija je) to dlaczego
        nigdy nie słyszałam cię wypowiadającego się w obronie holenderskich lekarzy
        którzy przyznali się do odłączania od aparatury ludzi nie mających szans na
        przeżycie?
        Na tym forum było już parę malowniczych wątków poświęconych takim jak
        oni "zwyrodnialcom", gdzie wtedy byłeś?
        Pozdr. B.
        • Gość: trevik Re: Singer: drugie podejście do tematu;)) IP: *.dip.t-dialin.net 09.02.05, 10:45
          Nie wiem, jak wygladala ta sytuacja w holandii z odlaczaniem, ale ja nie jestem
          przeciwnikiem odlaczania, gdy wiadomo, ze czlowiek juz sie nie obudzi - np.
          nastapila smierc mozgowa i lekarze dobrze wiedza, ze jest koniec. W takich
          sytuacjach wogole odlacza sie od aparatury i to nie tylko w holandii.

          Przypadki sporne sa wtedy, gdy nie wiadomo, czy kogos to moze uratowac, to
          znaczy np. lekarze mowia, ze szansa pacjenta na wyzdrowienie jest jak 1/100 -
          wtedy niby jest dylemat. Ale dylemat nie wynika z szans konkretnego pacjenta (bo
          te, gdy ma wyzdrowiec sa znacznie wyzsze na to, ze z tego wyjdzie) a na tym, ze
          do oceny szans konkretnego pacjenta wykorzystuje sie dane statystyczne dla ogolu
          pacjentow w podobnych przypadkach i wierze, ze z postepem w medycynie uda sie za
          pomoca lepszej diagnostyki ocenic, kiedy tak naprawde pacjent ma szanse z chorob
          wyjsc - wtedy tez bedzie mozna zmniejszyc margines bledu, albo go prawie ze
          wyeliminowac (tak, ze ilosc pacjentow "trzymana" na daremno bedzie znikomo mala,
          wiec koszty z tym zwiazane beda niskie).

          I nie jestem pewien, czy ktos moze powiedziec, ze odlaczajac dziecko od
          aparatury "zabija sie je" - to jest naduzycie. Po prostu zaprzestaje mu sie
          udzielac pomocy, co jeszcze wcale nie znaczy, ze wszystko jest zawsze w porzadku
          - nieudzielenie pomocy w pewnych sytuacjach wedlug polskiego KK jest karalne,
          pytanie, co oznacza slowo "pomoc".

          Ale to wszystko sa problemy stare - takie przypadki, gdy ratowano za wszelka
          cene praktycznie juz istnialy na pewno, gdy nauczono sie wykonywac transfuzje
          krwii (poczatek XXw. a wczesniej pewnie tez cos znalazloby sie), ktora moze w
          wielu przypadkach zycie przedluzyc - czy jeszcze pompowac, czy juz przestac...
          teraz nabrzmiewaja, bo jest wiecej mozliwosci przedluzania a ciagle spora ilosc
          przypadkow nieuleczalnych, ba, nawet nie rokujacych mozliwosci dlugiego
          przedluzenia zycia.

          Ale wiem, ze nie mozna uznac pojscia na latwizne, ( czyli tylko droga
          kwalifikacji przypadku, ze jest nieuleczalny), dobrym rozwiazaniem proponowanym
          przez Etyka w kwestii tego problemu - Singer pisal nawet o zabijaniu dzieci,
          ktore maja niedowlad konczyn... co jest ewidentnie dla mnie morderstem, bo
          takiemu nie jest potrzebna aparatura, aby przezyl, co wiecej, znalem ludzi
          niepelnosprawnych (od dziecka), ktorzy pracowali na uczelni i potrafili sie bez
          problemow utrzymywac a w.g. Singera powinni byc martwi.
        • tad9 Re: Singer: drugie podejście do tematu;)) 09.02.05, 16:35
          Gość portalu: barbinator napisał(a):

          > Nieprawda. Nigdy do tej pory lekarze nie stali przed takimi dylematami jak
          > obecnie gdyż nigdy koszty przedłużania życia niemożliwego do uratowania nie
          > były tak wysokie.

          Mylisz się. Ludzie OD ZAWSZE stawali przed takimi problemami. Dylematy o
          których rozprawia Singer są stare jak świat. ZAWSZE mamy za mało środków w
          stosunku do potrzeb. ZAWSZE pieniądze wydane tu, można by wydać gdzie indziej.
          Więcej powiem - DZIŚ mamy więcej środków do wydania niż KIEDYKOLWIEK. Wysokość
          współczesnych kosztów leczenia nie robi takiego wrażenia, jeżeli weźmiemy pod
          uwagę SZCZUPŁOŚĆ środków jakimi rozporządzać mogli nasi przodkowie. Dziś te
          koszty to wyrafinowana aparatura podtrzymująca życie, kiedyś było to ZWYKŁE
          SZPITALNE ŁÓŻKO. Wiesz ilu było "klientów" czekających na miejsce w
          JAKIMKOLWIEK szpitalu w -bo ja wiem - XII czy XVII wieku? Jeżeli możemy mówić o
          jakimś "nowym dylemacie", to w odniesieniu do manipulacji genetycznych. To
          rzeczywiście wyzwanie z jakim ludzie nie mieli dotąd do czynienia.
          Ale "szczupłość środków" NIE JEST NICZYM NOWYM.

          > Skoro uważasz, że "oczywiście, że należy ratować tych, którzy mają większe
          > szanse przeżycia" i skoro nie potępiasz hipotetycznego lekarza z mojego
          > przykładu który odłącza dziecko od aparatury (czyli zabija je) to dlaczego
          > nigdy nie słyszałam cię wypowiadającego się w obronie holenderskich lekarzy
          > którzy przyznali się do odłączania od aparatury ludzi nie mających szans na
          > przeżycie?

          A czy widziałaś mnie wypowiadającego się WOGÓLE w tej sprawie? Szczerze mówięc
          nie pamiętam, bym brał udział w podobnej dyskusji na tym forum. Mogę prosić o
          link do dyskusji o której piszesz?

          > Na tym forum było już parę malowniczych wątków poświęconych takim jak
          > oni "zwyrodnialcom", gdzie wtedy byłeś?

          Nie wiem. Zdaje się, że w innych wątkach. W każdym razie wątki o których
          piszesz to dla mnie "czarna dziura". Jeśli okaże się, że dyskutowałem ostatnio
          na taki temat, zaniepokoję się poważnie stanem mojej pamięci.


          > Pozdr.
    • Gość: monikannaj Re: Singer: drugie podejście do tematu;)) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.02.05, 19:52
      Problem moze i nie jest urojony - ale to akurat najprostsza jego wersja. Ja bym
      nie podłaczała - gdyby moja wiedza i doswiadczenie mowiło mi, że i tak umrze.
      Ale co by było w przypadku gdyby choroba tego dziecka dawała 50% szansy na
      wyzdrowienie i normalne zycie?
      A młody człowiek czy starzec? Kierowac się tylko kryterium wieku - czy moze
      poprosic rodzine i znajomych o opinie? Może ten młody to sukinsyn bijący żonę i
      dzieci a stary - ukochany dziadek gromadki dzieci?
      Nie wyobrazam sobie podejmowania takich decyzji w praktyce.
      • Gość: barbinator Re: Singer: drugie podejście do tematu;)) IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 09.02.05, 10:52
        > Problem moze i nie jest urojony - ale to akurat najprostsza jego wersja.


        Celowo tak zrobiłam. Nie chciałam brnąć w zbyt skomplikowane opisy, dałam
        przykład skrajny gdyż najlepiej pokazuje problem.


        Ja bym
        > nie podłaczała - gdyby moja wiedza i doswiadczenie mowiło mi, że i tak umrze.


        Ja też i jak sądzę większość lekarzy tak właśnie postępuje.
        Jak to się jednak ma do podstawowej dla etyki chrześcijańskiej zasady równej
        wartości każdego ludzkiego życia? Moim zdaniem lekarz-chrześcijanin chcąc
        podjąć w tej sprawie decyzję opartą na zdrowym rozsądku musi przyjąć, że życie
        ludzkie jednak , w pewnych okolicznościach, ma RÓŻNĄ wartość.


        > Ale co by było w przypadku gdyby choroba tego dziecka dawała 50% szansy na
        > wyzdrowienie i normalne zycie?


        W takiej sytuacji lekarze nie mają raczej wątpliwości: trzeba ratować. Jednak
        masz rację, dylematy pozostają. Czy ratować jedno życie kosztownym przeszczepem
        płuc, serca i wątroby jednocześnie - czy za te same pieniądze kupić 100
        nowoczesnych aparatów do dializy domowej?


        > A młody człowiek czy starzec? Kierowac się tylko kryterium wieku - czy moze
        > poprosic rodzine i znajomych o opinie? Może ten młody to sukinsyn bijący żonę
        i
        >
        > dzieci a stary - ukochany dziadek gromadki dzieci?
        > Nie wyobrazam sobie podejmowania takich decyzji w praktyce.


        Właśnie. Ja też sobie tego nie wyobrażam. A lekarze muszą to robić... Moim
        zdaniem co by nie mówić o Singerze to on stara się jakoś lekarzom pomóc w
        uporządkowaniu ich dylematów. Naturalnie w niektórych kwestiach idzie za
        daleko, ale jednak jego etyka bierze się za bary z trudnymi problemami
        współczesności. Etyka tradycyjna mówiąca o świętości każdego ludzkiego zycia,
        jego równej wartości niewiele ma lekarzowi do zaoferowania w takich trudnych
        sytuacjach.

        Pozdr. B.
        • lynx.rufus Re: Singer: drugie podejście do tematu;)) 09.02.05, 12:32
          Gość portalu: barbinator napisał(a):

          > Ja też i jak sądzę większość lekarzy tak właśnie postępuje.
          > Jak to się jednak ma do podstawowej dla etyki chrześcijańskiej zasady równej
          > wartości każdego ludzkiego życia? Moim zdaniem lekarz-chrześcijanin chcąc
          > podjąć w tej sprawie decyzję opartą na zdrowym rozsądku musi przyjąć, że
          życie
          > ludzkie jednak , w pewnych okolicznościach, ma RÓŻNĄ wartość.

          wydaje mi sie, ze operujemy raczej roznym znaczeniem slowa 'wartosc'.
          stwierdzasz bowiem, ze istnieja rozne szanse przezycia i automatycznie
          przenosisz to na owa wartosc. co to jest wg Ciebie 'wartosc ludzkiego zycia'?
          pozdrawiam
          lynx
        • lynx.rufus Barbinator - drugie podejscie 11.02.05, 21:34
          Droga Barbinator,
          skoro nie odpowiadasz na poprzednie pytanie, zadam nastepne, bo i co trace?
          Nie ukrywam, ze bardzo mnie intryguje kwestia wartosciowania zycia ludzkiego.
          Stad moje watpliwosci:
          - czy istnieje gorna granica wartosci ludzkiego zycia?
          - czy istnieje dolna?
          - czy ocena tejze wartosci jest subiektywna czy tez obiektywna?
          ciekawe, prawda?
          pozdrawiam
          lynx
          • Gość: barbinator Re: Barbinator - drugie podejscie IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 11.02.05, 21:55
            > ciekawe, prawda?


            Prawdopodobnie tak, tylko że ja słabo rozumiem o co ci chodzi. Może
            zrozumiałabym lepiej gdybyś zamiast zadawać pytania opowiedział coś o swoim
            własnym rozumieniu wartości życia, co to oznacza, jakie są tego granice górne
            oraz dolne, czy swoją ocenę uważasz za obiektywną czy może za subiektywną itd.
            Przy okazji może mógłbyś odpowiedzieć na pytanie z tytułowego postu?

            Pozdr. B.
            • lynx.rufus Re: Barbinator - drugie podejscie 11.02.05, 22:26
              Gość portalu: barbinator napisał(a):

              > > ciekawe, prawda?
              >
              >
              > Prawdopodobnie tak, tylko że ja słabo rozumiem o co ci chodzi. Może
              > zrozumiałabym lepiej gdybyś zamiast zadawać pytania opowiedział coś o swoim
              > własnym rozumieniu wartości życia, co to oznacza, jakie są tego granice górne
              > oraz dolne, czy swoją ocenę uważasz za obiektywną czy może za subiektywną itd.
              > Przy okazji może mógłbyś odpowiedzieć na pytanie z tytułowego postu?

              chodzi mi o to, ze twierdzisz, "że życie
              ludzkie jednak , w pewnych okolicznościach, ma RÓŻNĄ wartość."

              stad moje pytania, skoro powyzsza teza prowadzi do podejmowania decyzji na temat
              zycia i smierci (przyznaje: teoretycznych, forumowych decyzji). Moim zdaniem nie
              wolno wartosciowac zycia ludzkiego na mniej lub bardziej wartosciowe. ale skoro
              Ty uwazasz, ze mozna tak czynic, prosze o odpowiedzi.

              jesli zas chodzi o historie z Twojego pierwszego postu, to trzymajac sie scisle
              Twoich warunkow twierdze, ze nalezy ratowac 10 dzieci. ale to tylko takie zarty
              sa przeciez, gdyz zycie prawie zawsze oferuje wiecej mozliwosci niz a) i b).

              pozdrawiam
              lynx
              • Gość: barbinator Re: Barbinator - drugie podejscie IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 12.02.05, 11:09
                > chodzi mi o to, ze twierdzisz, "że życie
                > ludzkie jednak , w pewnych okolicznościach, ma RÓŻNĄ wartość."
                >
                > stad moje pytania, skoro powyzsza teza prowadzi do podejmowania decyzji na
                tema
                > t
                > zycia i smierci (przyznaje: teoretycznych, forumowych decyzji). Moim zdaniem
                ni
                > e
                > wolno wartosciowac zycia ludzkiego na mniej lub bardziej wartosciowe. ale
                skoro
                > Ty uwazasz, ze mozna tak czynic, prosze o odpowiedzi.


                Twierdzę, że każdy kto musi podejmować takie decyzje jak opisana przeze mnie
                jest automatycznie zmuszony do wartościowania ludzkiego życia (a ty jednak taką
                decyzję podjąłeś). Każdy kto zdecyduje o odebraniu zycia jednemu człowiekowi
                aby ratować życie innym w jakiś sposób te ludzkie istnienia wartościuje. Jeżeli
                zaś ten człowiek jednocześnie jest gorliwym chrześcijaninem, to powinien w tym
                momencie zauważać sprzeczność w swoich poglądach. Nie jest to naturalnie
                sprzeczność nie do wytłumaczenia - nie wątpię, że ty znajdziesz wiele takich
                wyjaśnień. Nie uważam też naturalnie, że ta sprzeczność w jakiś sposób
                dyskwalifikuje całą doktrynę chrześcijaństwa - bardzo proszę nie przypisywać MI
                tego typu prostackiego rozumowania, bo to raczej specjalność innych sób na
                forum (niezłomnych tropicieli sprzeczności w doktrynie feminizmu konkretnie;))
                Uważam natomiast, że dobrze jest zdawać sobie sprawę z takich sprzeczności i
                potrafić uczciwie się do nich przyznać.
                Wyjasnię ci dlaczego moim zdaniem to ważne.
                Mają rację te osoby które twierdzą, że takie dylematy jak opisany przeze mnie,
                istniały zawsze oraz że do tej pory etyka chrześcijańska jakoś sobie z nimi
                radziła. Jednak ta sprzeczność zawsze w niej była i stanowiła jej słabość -
                kiedyś faktycznie mało istotną.
                Teraz jednak etyka chrześcijańska musi się jakoś ustosunkować do nowych wyzwań
                takich jak ograniczone już prawie tylko finansowo możliwości podtrzymywania i
                przedłużania ludzkiego życia (często wbrew woli samego zainteresowanego),
                genetyka, klonowanie terapeutyczne, badania nad komórkami macierzystymi itd.
                Dlatego ta sprzeczność o któej piszę staje się obecnie bardziej dotkliwa niż
                kiedyś. Coraz trudniej będzie etykom chrześcijańskim przekonywać naukowców a
                także zwykłych ludzi, że wartość życia zarodka wielkości łebka od szpilki jest
                równa wartości tysięcy ludzi chorych na nieuleczalną chorobę, których badania
                nad zarodkami (klonowanie terapeutyczne) może uratować od nieuchronnej śmierci.
                Albo, że należy odmawiać prawa do śmierci ludziom którzy o nie walczą
                (przypadki we Francji i Angli opisywane w ubiegłym roku przez prasę)
                W gruncie rzeczy, etycy chrześcijańscy już tę walkę o dusze przegrali, gdyż
                zdecydowana większość naukowców twierdzi, że takie badania muszą i będą się
                odbywać coraz częściej.



                > jesli zas chodzi o historie z Twojego pierwszego postu, to trzymajac sie
                scisle
                > Twoich warunkow twierdze, ze nalezy ratowac 10 dzieci. ale to tylko takie
                zarty
                > sa przeciez, gdyz zycie prawie zawsze oferuje wiecej mozliwosci niz a) i b).


                Być może "prawie zawsze", jednak "prawie zawsze" nie znaczy to samo
                co "zawsze". Zresztą zaznaczyłam, że szpital nie ma szans na dodatkowe fundusze
                a inne szpitale nie mają wolnych miejsc. Poza tym umiesczenie tego dziecka w
                innym szpitalu niczego przecież nie zmieni - nadal będzie brakowało miejsca dla
                10 innych dzieci (tyle że np w innym województwie)

                Pozdr. B.
                • lynx.rufus Re: Barbinator - drugie podejscie 12.02.05, 15:08
                  Gość portalu: barbinator napisał(a):

                  > Twierdzę, że każdy kto musi podejmować takie decyzje jak opisana przeze mnie
                  > jest automatycznie zmuszony do wartościowania ludzkiego życia (a ty jednak
                  taką decyzję podjąłeś).

                  nie zgadzam sie. wrocmy do podawanego tu wczesniej przykladu szalup ratunkowych
                  i ograniczonej liczby miejsc. jest tradycja, ze wpierw do szalup wchodza kobiety
                  i dzieci. czy to znaczy, ze zycie mezczyzn jest mniej warte? a co zrobic, jak
                  miejsc nie starczy dla czesci kobiet? ich zycie jest mniej warte od tych, ktore
                  sie uratuja? czy moze oznacza to, ze wartosc zycia zalezy od liczby miejsc w
                  szalupach?
                  jak widzisz, paradoksy powstaja dopiero wtedy, gdy zaczynamy wartosciowac
                  ludzkie zycie.

                  > Każdy kto zdecyduje o odebraniu zycia jednemu człowiekowi
                  > aby ratować życie innym w jakiś sposób te ludzkie istnienia wartościuje.

                  po raz kolejny przypomne slowa ojca Zieji wypowiedziane do zolnierzy polskich
                  podczas wojny z bolszewikami (w kazdym razie ich sens): walczycie o Polske, ale
                  pamietajcie, ze zabijajac najezdzcow, zabijacie ludzi. I kazdy musi to wziac na
                  swoje sumienie.
                  zgodnie z Twoja etyka, zycie bolszewikow jest mniej warte od zycia najechanych
                  Polakow. zgodnie z chrzesciajnstwem - nie. kazde zycie jest rownie cenne.

                  > Jeżeli zaś ten człowiek jednocześnie jest gorliwym chrześcijaninem, to
                  powinien w tym momencie zauważać sprzeczność w swoich poglądach. Nie jest to
                  naturalnie
                  > sprzeczność nie do wytłumaczenia - nie wątpię, że ty znajdziesz wiele takich
                  > wyjaśnień. Nie uważam też naturalnie, że ta sprzeczność w jakiś sposób
                  > dyskwalifikuje całą doktrynę chrześcijaństwa - bardzo proszę nie przypisywać MI
                  >
                  > tego typu prostackiego rozumowania, bo to raczej specjalność innych sób na
                  > forum (niezłomnych tropicieli sprzeczności w doktrynie feminizmu konkretnie;))
                  > Uważam natomiast, że dobrze jest zdawać sobie sprawę z takich sprzeczności i
                  > potrafić uczciwie się do nich przyznać.

                  jakich sprzecznosci? wartosc zycia ludzkiego nie zalezy od tego, co ja o nim
                  mysle i jak je cenie. wartosc ta jest niezalezna od wszystkiego innego.
                  sprowadzajac ja do roznych operacji quasi-matematycznych przyrownujesz ja do
                  wartosci przedmiotu, ktorym nie jest.


                  > Teraz jednak etyka chrześcijańska musi się jakoś ustosunkować do nowych wyzwań
                  > takich jak ograniczone już prawie tylko finansowo możliwości podtrzymywania i
                  > przedłużania ludzkiego życia (często wbrew woli samego zainteresowanego),
                  > genetyka, klonowanie terapeutyczne, badania nad komórkami macierzystymi itd.

                  etyka chrzescijanska daje jasna odpowiedz: nie wolno wartosciowac zycia ludzkiego.

                  > Dlatego ta sprzeczność o któej piszę staje się obecnie bardziej dotkliwa niż
                  > kiedyś.

                  nie widze tego. dylematy moga przybrac inna postac, ale zawsze beda sprowadzac
                  sie do tego samego.

                  Coraz trudniej będzie etykom chrześcijańskim przekonywać naukowców a
                  > także zwykłych ludzi, że wartość życia zarodka wielkości łebka od szpilki jest
                  > równa wartości tysięcy ludzi chorych na nieuleczalną chorobę, których badania
                  > nad zarodkami (klonowanie terapeutyczne) może uratować od nieuchronnej śmierci.

                  a coz innego czynil doktor mengele? nie posuwal nauki do przodu? czemuz by nie
                  prowadzic podobnych eksperymentow w hospicjach? czyz ludzie tam przebywajacy nie
                  sa juz skazani na smierc? ile istnien moznaby uratowac, przyspieszajac ich
                  smierc? czyz zycie tych umierajacych nie jest mniej warte od zycia tych, ktorzy
                  moga przezyc?


                  > Albo, że należy odmawiać prawa do śmierci ludziom którzy o nie walczą
                  > (przypadki we Francji i Angli opisywane w ubiegłym roku przez prasę)

                  i uwazasz, ze chorym nalezy przypominac, ze ich zycie jest mniej warte niz zycie
                  ludzi zdrowych? ze pieniadze przeznaczane na utrzymywanie ich wsrod nas moznaby
                  przeznaczyc na lepsze cele?


                  > W gruncie rzeczy, etycy chrześcijańscy już tę walkę o dusze przegrali, gdyż
                  > zdecydowana większość naukowców twierdzi, że takie badania muszą i będą się
                  > odbywać coraz częściej.

                  tego nie wiemy, ale nie mozna wykluczyc, ze "cywilizowany" swiat postanowi pojsc
                  w tym kierunku. a wtedy mam nadzieje, ze przepadnie i zostanie zniszczony przez
                  jakis kataklizm, gdyz nie bedzie wart tego, by istniec dalej.
                  powtorze: swiat, w ktorym ludzi traktuje sie jak narzedzie, chocby i do wielkich
                  celow, jest swiatem nieludzkim.


                  rozumiem, ze uwazasz, ze ludzkosc w swej madrosci wybierze wlasciwie, a nasz byt
                  na ziemi bedzie sie poprawial. tu wlasnie nie ma zgody: czlowiek nie jest
                  aniolem, zapominajac o tym, staje sie diablem. kazda utopia oparta na wierze w
                  doskonalosc i dobroc czlowieka konczy sie swym zaprzeczeniem. rzeczywiscie,
                  historia uczy jednego: nikt sie z niej niczego nie uczy.

                  pozdrawiam
                  lynx
    • dokowski A gdzie tu problem? Wybór jest oczywisty. 08.02.05, 21:56
      Gość portalu: barbinator napisał(a):

      > B. Pozwalasz dziecku umrzeć (temu dziecku które i tak by umarło, tylko
      > później) - nie udostępniasz mu aparatury podtrzymującej życie. Życie 10
      > innych noworodków zostaje dzieki tej decyzji uratowane.

      Być może są lekarze, którzy lubią się bawić ludzkim życiem i patrzeć
      (oczywiście w celach naukowych), jak długo da się podtrzymywać procesy życiowe
      w umierającym, podobno niektórzy lekarzy robią to po to, żeby wyciągnąć więcej
      pieniędzy od rodziny pacjenta lub z ubezpieczenia, ale tacy zwyrodnialcy są
      chyba rzadkością.
      • Gość: barbinator Re: A gdzie tu problem? Wybór jest oczywisty. IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 09.02.05, 10:33
        Też tak sądzę. Sądzę, a właściwie wiem na pewno, że takie same decyzje jak
        lekarze w Holandii podejmują także i lekarze w Polsce (a to chyba jasne, że mój
        przykład stanowi dokładną ilustrację niedawnych wydarzeń w Holandii,
        powszechnie w Polsce potępianych)
        Lekarze między sobą o tych sprawach rozmawiają, jednak w naszym kraju nieprędko
        ktokolwiek odważy powiedzieć głośno to, o czym wszyscy wiedzą - że takie
        regulacje jak holenderskie potrzebne są także i u nas, gdyż to co
        pseudomoraliści nazywają "zabijaniem pacjentów" jest na porządku dziennym w
        każdym polskim szpitalu. I lepiej, żeby było jakoś prawnie unormowane gdyż
        własnie takie unormowania mogą zapobiegać autentycznym zbrodniom i nadużyciom.

        Pozdr. B.
    • margot_may to nowy problem 09.02.05, 00:11
      ludzie kiedyś nie mieli takich problemów, stąd zapewne taka dyskusja.

      noworodek w dawnych czasach umarłby bez powodowania dylematów natury etycznej.
      tak samo jak 10 następnych.
      trudniejsze czasy? brak środków pieniężnych?
      nie tylko.
      większość naszych problemów związanych z wartościowaniem życia ludzkiego
      powoduje postęp w nauce i technice. paradoksalnie.:)
    • nadszyszkownik.kilkujadek Re: Singer: drugie podejście do tematu;)) 09.02.05, 01:57
      Sytuacja, którą prezentujesz jest nazbyt przerysowana. Nie wróżę Ci przyszłości
      pisarza-moralisty.

      Tad podnosi ciekawą rzecz. Zwykle wybory 'ważone' metodą Singera doprowadzają
      nas do takich decyzji, do jakich doszlibyśmy używając zdrowego rozsądku.
      • Gość: barbinator Re: Singer: drugie podejście do tematu;)) IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 09.02.05, 10:22
        Gdybyś jednak zechciał poświęcić tej sprawie odrobinę więcej namysłu niż to
        zrobiłeś dotychczas- zamiast doszukiwać się u mnie zapędów pisarsko-
        moralistycznych - to możesz odpowiedzieć na to samo pytanie które zadałam
        Tadowi.

        Pozdr. B.
        • Gość: jive-bomber Re: Singer: drugie podejście do tematu;)) IP: *.acn.waw.pl 09.02.05, 11:05
          A ja mam pewną historię z holandii właśnie:
          polski lekarz, pracujący w holenderskim szpitalu, miał nieuleczalnie chorą pacjentkę; powiedział jej o tym, że już nie widzi żadnych szans i o dziwo ona przyjęła to w miarę spokojnie. Poprosiła tylko o podleczenie, tak żeby mogła jeszcze na 2 tygodnie wyjść ze szpitala i załatwić swoje najważniejsze sprawy życiowe - potem albo szpital albo hospicjum. To okazało się możliwe i tak się rozstali. Następnego dnia rano, po nocnej zmianie, pacjentki już w szpitalu nie ma. Pyta więc Polak swojego kolegę Holendra, co stało się z tą panią. Na to Holender, że uśpił ją, bo była nierokująca a on potrzebował łóżka. Wtedy ten nasz rodak podjął decyzję o powrocie do kraju. Czy Holender postąpił słusznie? Mnie się wydaje, że jednak nie, chociaż przyznaję, że jest to jeden z trudniejszych problemów moralnych do rozstrzygnięcia. A właściwie chyba nie do rozstrzygnięcia...
          • monikaannaj Rany boskie 09.02.05, 11:15
            Co ty wypisujesz? jakie uspił? Zabił znaczy się? To dlaczego ten szlachetny
            polski leksarz nie zgłosił tego policji?
            • Gość: jive-bomber Re: Rany boskie IP: *.acn.waw.pl 09.02.05, 12:13
              Nie wiem czy nie zgłosił. Może i zgłosił. Nie wiem też, czy jest szlachetny. Jednak podobno staje się to w Holandii po mału normalką, że usypia się (zabija) śmiertelnie i nieuleczalnie chorych pacjentów (pod pretekstem skracania cierpień), żeby móc zająć się tak zwanymi "rokującymi". I nikt się temu ponoć specjalnie nie dziwi. Używam dokładnie takich wyrazów, jakich użył ów polski lekarz, relacjonujący to zdarzenie. Nigdy nie byłem w Holandii, więc nie potrafię tego zweryfikować, myślę jednak, że podejście do życia ludzkiego od strony statystycznej, czyli rokuje - leczymy, nie rokuje - nie leczymy, może jak najbardziej prowadzić do tego typu sytuacji.
              • milka30 Re: Rany boskie 09.02.05, 17:03
                Gość portalu: jive-bomber napisał(a):

                > Nie wiem czy nie zgłosił. Może i zgłosił. Nie wiem też, czy jest szlachetny.
                Je
                > dnak podobno staje się to w Holandii po mału normalką, że usypia się (zabija)
                ś
                > miertelnie i nieuleczalnie chorych pacjentów (pod pretekstem skracania
                cierpień
                > ), żeby móc zająć się tak zwanymi "rokującymi". I nikt się temu ponoć
                specjaln
                > ie nie dziwi. Używam dokładnie takich wyrazów, jakich użył ów polski lekarz,
                re
                > lacjonujący to zdarzenie. Nigdy nie byłem w Holandii, więc nie potrafię tego
                zw
                > eryfikować, myślę jednak, że podejście do życia ludzkiego od strony
                statystyczn
                > ej, czyli rokuje - leczymy, nie rokuje - nie leczymy, może jak najbardziej
                prow
                > adzić do tego typu sytuacji.

                Słuchaj, ja w tę historię nie wierzę. Sądzę raczej, że ten polski lekarz miał
                jakiś cel, żeby szkalować lekarzy holenderskich. Nawet w Holandii eutanazja
                jakkolwiek dozwolona prawnie, jest obwarowana wieloma zabezpieczeniami. Nie ma
                mowy, żeby jeden lekarz mógł samodzielnie i tak szybko podjąć i wykonać taką
                decyzję. Jeśliby zdarzyła się naprawdę, to lekarz holenderski dopuścił się
                przestępstwa, także wobec prawa holenderskiego. Ten polski lekarz musiał o tym
                wiedzieć, więc jego obowiązkiem było zgłosić sprawę na policję. Tak jak ty to
                opisałeś, to się kupy nie trzyma.
                • Gość: jive-bomber Re: Rany boskie IP: *.acn.waw.pl 09.02.05, 17:56
                  Przyznaję, żę brzmi to dziwnie, ale niestety, nie widzę żadnego powodu, dla którego on miałby kłamać. Był wyraźnie poruszony tą historią i przybity. Nie wypytywałem o detale, bo to nie jest mój kolega. Myślę, że to się mogło zdarzyć na prawdę. Może znajdzie się tu jakiś onkolog, który będzie potrafił zweryfikować tę historię...
                  • Gość: barbinator Re: Rany boskie IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 09.02.05, 19:16
                    Nie wierzę. Początkowo myślałam, że kłamiesz ale wygląda na to że mówisz
                    prawdę - a to znaczy, że kłamie twój znajomy. Nie wiem dlaczego to robi.

                    Pozdr. B.
                    • losiu4 Re: Rany boskie 10.02.05, 09:34
                      Gość portalu: barbinator napisał(a):

                      > Nie wierzę.

                      oj, a to niby czemu? Można pavulon podawać w celu zdobycia środków
                      finansowych, to co stoi na przeszkodzie by uśpić "nierokującego". Wg Singera -
                      same plusy. Nb. słyszałem o opowieści (rodem równiez z Holandii) jak to do
                      lekarza przyszło 3 osoby. Młode małżeństwo i dziadek. Młodzi nalegali, by
                      dziadek zgodził się na eutanazję. Jak najszybciej, bo zbliża się termin urlopu
                      młodych, a chcieliby na wycieczkę pojechac, więc nie będzie komu opiekowac sie
                      dziadkiem. Niemożliwe? a czemu niby nie? pod presją psychiczną niemal każdy
                      schorowany człowiek się ugnie.

                      Pozdrawiam

                      Losiu
                      • Gość: barbinator Re: Rany boskie IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 10.02.05, 16:24
                        oj, a to niby czemu? Można pavulon podawać w celu zdobycia środków
                        > finansowych, to co stoi na przeszkodzie by uśpić "nierokującego".



                        Choćby to, że historia z pavulonem to afera kryminalna długo utrzymywana przez
                        zbrodniarzy w tajemnicy. Jakoś żaden z nich nie pochwalił się nią zaraz
                        następnego dnia innemu lekarzowi. Gdyby historyjka "holandiopodobna" była
                        prawdziwa, to polski lekarz był zobowiązany natychmiast zgłosić ją na policji i
                        też z pewnością by to uczynił - gdyby to była prawda, a nie jest. A że naiwni w
                        te bzdury wierzą, to już zupełnie inna sprawa.



                        Wg Singera -
                        > same plusy.


                        Od razu widać, że pojęcia o Singerze nie masz. Według Singera zabicie tamtej
                        kobiety byłoby absolutnie niedopuszczalne i godne potępienia jak każde inne
                        morderstwo. Poczytaj coś najpierw o Singerze (byle nie w Najwyższym Czasie;) a
                        potem się wypowiadaj, bo to co robisz to kompromitacja.


                        Nb. słyszałem o opowieści (rodem równiez z Holandii) jak to do
                        > lekarza przyszło 3 osoby. Młode małżeństwo i dziadek. Młodzi nalegali, by
                        > dziadek zgodził się na eutanazję. Jak najszybciej, bo zbliża się termin
                        urlopu
                        > młodych, a chcieliby na wycieczkę pojechac, więc nie będzie komu opiekowac
                        sie
                        > dziadkiem. Niemożliwe? a czemu niby nie? pod presją psychiczną niemal każdy
                        > schorowany człowiek się ugnie.



                        Proszę o więcej takich historyjek. Im ich więcej, tym większa szansa, że ludzie
                        choć odrobinę myślący zauważą, że traktuje się ich jak stado bezmyślnych
                        baranów którym można wmówić każdą bzdurę. Jeżeli łosiu zachowałewś jakieś
                        resztki zdrowego rozsądku, to zwracam twoją uwagę na fakt, że jedyne
                        potwierdzone doniesienia o eutanazji w Holandii dotyczą dzieci takich jak w
                        moim przykładzie oraz ludzi którzy sami o to prosili i dopełnili wszelkich,
                        dość skomplikowanych wymogów prawnych. Zgodnie z tymi przepisami rodzina taka
                        jak opisałeś nie miałaby najmniejszych szans na legalną eutanazję, mogłaby
                        natomiast wylądować w więzieniu. Idiotyzm twojej historyjki jest tym
                        dotkliwszy, że odzwierciedla ona raczej polskie niż holenderskie realia
                        życiowe - co bardzo wyraźnie wskazuje gdzie została wymyślona (jeśli nie
                        rozumiesz: w Holandii bardzo rzadko się zdarza by staruszkowie mieszkali razem
                        z młodymi, a już na pewno nie z takimi młodymi którzy chcą się ich pozbyć. To
                        raczej polska, siermiężna rzeczywistość przebija z tej bajeczki;))

                        Pozdr. B.
                        • Gość: just Re: Rany boskie IP: *.4web.pl 10.06.05, 22:02
        • nadszyszkownik.kilkujadek Kobiety i dzieci najpierw... 09.02.05, 16:54
          > Gdybyś jednak zechciał poświęcić tej sprawie odrobinę więcej namysłu niż to
          > zrobiłeś dotychczas- zamiast doszukiwać się u mnie zapędów pisarsko-
          > moralistycznych - to możesz odpowiedzieć na to samo pytanie które zadałam
          > Tadowi.
          Nie doszukuję się zapędów. Ot, tak sobie zażartowałem. Sytuację zarysowałaś
          nader grubą kreską: tu dziesiątka dzieciaków, tam jedno, które i tak umrze - a
          na dodatek cierpi okrutnie. Trudno się zastanawiać.

          Co do tego, na ile współcześnie jest inaczej, niż było kiedyś... Różnica polega
          chyba tylko na tym, że sytuacje, o których mówimy mają obecnie mniej
          spektakularną oprawę i mniej 'przyrodzonego dramatyzmu'. Ot, aparacik pika,
          biała sala szpitala... Nie ma wybuchających granatów, wody wdzierającej sie na
          pokład. Ale esencja pozostaje ta sama - i 'etyka dradycyjna' radziła sobie z
          tym problemem dość dobrze. Na przykład zasada, że z tonącego statku pierwsze
          schodzą kobiety i dzieci. Toż to właśnie wartościowanie życia pod
          kątem 'przyszłej użyteczności'.
          Historia zna kilka nader spektakularnych gambitów, gdy poświęcano jednych, by
          ocalić innych. Anglicy umieli odczytać kod Enigmy, jednak zachowywali się tak,
          jakby niemieckie tajemnice były dla nich nieprzeniknione. Kosztem setek ofiar...

          Dla mnie niektóre wycinki rozumowania Singera bardziej doniosłe są nie tam,
          gdzie nie ma mowy o 'zabijaniu jednych, by ocalić drugich', lecz w sytuacjach
          zupełnie tuzinkowych: eksperymenty na zwierzętach, hodowla zwierząt itp.
          • Gość: barbinator Re: Kobiety i dzieci najpierw... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 09.02.05, 20:19
            Co do tego, na ile współcześnie jest inaczej, niż było kiedyś... Różnica polega
            >
            > chyba tylko na tym, że sytuacje, o których mówimy mają obecnie mniej
            > spektakularną oprawę i mniej 'przyrodzonego dramatyzmu'.
            (...)


            Ja jednak widzę to inaczej. Uważam, że gwałtowny rozwój technik medycznych i
            lawinowy wzrost ich kosztów już wkrótce wymusi na wszystkich, także
            najbogatszych zmianę sposobu myślenia o wartości ludzkiego życia. Może masz i
            rację, że różnica nie jest jakościowa i że dawniej było podobnie - ale różnica
            ILOŚCIOWA też może wymusić zmiany o których piszę. Teraz bywa tak, że człowiek
            umiera w bólu przez pół roku, kiedyś męczył się tylko miesiąc... za 10 lat być
            może jego cierpienie będzie trwało rok, dwa lata... Nie myślę tylko o
            cierpieniu fizycznym, chociaż wiara w niezawodność środków przeciwbólowych jest
            mocno przesadzona, myślę także o cierpieniu psychicznym. Człowiek cierpi - w
            imię czego? Czytałam gdzieś, że w Stanach 80% (chyba?) kosztów leczenia
            ubezpieczonych przypada na ostatnie miesiące ich życia. Jeśli technika będzie
            coraz doskonalsza, to będzie i coraz droższa - wyższa będzie więc także składka
            ubezpieczeniowa. Jaką wysokość osiągnie zanim ktoś w końcu powie: mam tego
            dość? Mam płacić tylko po to, by dłużej cierpieć???
            Wiem, że piszę chaotycznie, bo sama mam w tych sprawach niezły mętlik w głowie
            i chciałabym to sobie jakoś uporządkować. Czuję, że w tych kwestiach coś się
            musi zmienić ale jak ma się zmienić gdy właściwie nikt nie potrafi o tym
            rozmawiać? (siebie też mam na myśli)


            > Dla mnie niektóre wycinki rozumowania Singera bardziej doniosłe są nie tam,
            > gdzie nie ma mowy o 'zabijaniu jednych, by ocalić drugich', lecz w sytuacjach
            > zupełnie tuzinkowych: eksperymenty na zwierzętach, hodowla zwierząt itp.


            Do tego też bym doszła:) Zaczełam od takiego prostego przykładu, bo jakoś
            musiałam tę rozmowę zagaić a nie chciałam pisać referatu długiego na trzy posty
            którego nawet najwytrwalsi nie doczytaliby do końca...;)
            A co myślisz o etyce Singera w kontekście klonowania terapeutycznego? Zadaję
            sobie pytanie: czy można powołać do życia istotę ludzką składającą się z
            kilkudziesięciu komórek, wielkości łebka od szpilki, mającą zero
            samoświadomości (darujmy sobie tym razem dyskusje o początku człowieczeństwa) -
            tylko po to, by badać jej reakcje i na ich podstawie stworzyć lekarstwo na
            nieuleczalne dotąd choroby i uratować tysiące ludzi (sprawa prof. Wilmuta
            chociażby)?
            Moim zdaniem tutaj też pytanie sprowadza się do oceny wartości życia
            ludzkiego, jego świętości. Każda etyka stojąca niewzruszenie na straży dogmatu
            równej wartości każdego ludzkiego istnienia zawsze będzie zakazywała takich
            badań.
            I będzie to moim zdaniem problem (początek końca?) tej etyki i jej wyznawców a
            nie problem naukowców - bo naukowcy "zagłosują nogami" czyli będą coraz
            częściej i chętniej prowadzili badania tego typu. Byłoby chyba bardzo źle gdyby
            wokół nich powstało coś w rodzaju "pustki etycznej", bo taka sytuacja
            faktycznie może prowadzić do wypaczeń i realizacji różnych koszmarnych wizji.
            Może lepsza etyka Singera niż żadna?

            Pozdr. B.
      • tad9 Re: Singer: drugie podejście do tematu;)) 09.02.05, 16:40
        nadszyszkownik.kilkujadek napisał:

        > Tad podnosi ciekawą rzecz. Zwykle wybory 'ważone' metodą Singera doprowadzają
        > nas do takich decyzji, do jakich doszlibyśmy używając zdrowego rozsądku.

        Bo też nie jest to żadna "metoda Singera". Czy możesz zacytować mi jakiegoś
        etyka zwanego przez B. "tradycyjnym", który rozważając takie dylematy głosiłby
        coś przeciwnego, niż napisałem?
    • Gość: bezdenny Re: Nihil novi sub solem, czyli "Wybór Zofii" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.02.05, 12:56
      dylematy jakie przedstawiasz są stare jak świat. Nowoczesna technologia w
      niczym nie zmienia istoty dylematu. Sanitariusze na fronatch zawsze
      rozstrzygają którego rannego najpierw ściągnąć z pola walki. lekarze w
      szpitalach polowych zawsze podejmowali decyzje kogo ratować a kogo nie,
      alpiniści odkąd tylko chodza po górach podejmują decyzję czy odciąć
      zabezpieczenie czy nie, ratownicy decyduja kogo napierw zapakować na tratwę
      ratunkowaą etc etc. Singer nistawił przed nami żadnego nowego problemu, ani
      żadnej propozycji rozstzrygnięcia dylematów.
      Zbrodnie holocaustu odbieramy jako niepojęte zło. fakt że tysiące ludzi wysłano
      do komór gazowych odbieramy jako potworność, szczególnie odrażającą, że do
      komór posyłano także maleńkie dzieci. Singer natomiast mówi nam tak: to że do
      komór posłano dzieci niosło w sobie mniejszy ładunek zła niż to, że posłano tam
      dorosłych. Pogląedy Singrera są odrażające. Abolutny amoralny psychol
      • tad9 Dylemat dla Barbinator. 09.02.05, 16:57
        Pozwól droga B. że teraz ja zadam Ci pytanie. Otóż, jak wiadomo,istnieją
        ośrodki, w których mieszkają upośledzeni. Nie mówię tu o upośledzeniach tak
        głębokich o jakich mówi Singer, niemniej ludzie ci nie są w stanie funkcjonować
        samodzielnie, i nie mają żadnych szans na to, by kiedykolwiek mogli. Całe życie
        spędzają w ośrodkach opieki. Jest to raczej wegetacja, niż "pełnia życia".
        Utrzymanie ośrodków jest kosztowne. Pytanie: czy moralne jest ich utrzymywanie?
        Pieniądze jakie wydawane są na ośrodki mogłyby być wydane gdzie indziej.
        Mogłyby np. ratować życie chorym dzieciom, czy zdrowie ludziom, których życie -
        nie są upośledzeni - jest dużo bogatsze niż życie mieszkańców ośrodków. Czy nie
        byłoby czymś właściwym zapewnić upośledzonym jakiś rodzaj łagodnej śmierci?
        Można zrobić to tak, że nie będą nawet wiedzieć, że umierają. Jaką decyzję
        podjęłabyś w tej sprawie? A jeśli uznasz, że z takich czy innych powodów należy
        utrzymywać upośledzonych przy życiu, powiedz, czy potrafiłabyś zrozumieć tych,
        którzy podjęli inną decyzję? Tak, wiem, że wiesz o czym mówię, że nie jest to
        żadna abstrakcyjna historia, że coś takiego się zdarzyło, ale tym bardziej
        chciałbym wiedzieć czy rozumiesz tych, którzy zrobili to, co zrobili?
        • Gość: barbinator Re: Dylemat dla Barbinator. IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 09.02.05, 19:23
          A ty?
          Skoro dopiero co uznałes, że lepiej ratować 30 dzieci i skazać na przedwczesną
          śmierć jedno, to właściwie co miałoby cię powstrzymać przed zaszlachtowaniem
          jednego domu opieki aby za zaoszczędzone pieniądze uratować 3 przedzkola pełne
          dzieciaków z porażeniem mózgowym?
          Skoro uważasz, że masz moralne prawo zadawać mi takie pytania to najpierw sam
          na nie odpowiedz.
          Czekam na twoją odpowiedź, z uzasadnieniem.
          • tad9 Re: Dylemat dla Barbinator. 09.02.05, 20:33
            Gość portalu: barbinator napisał(a):

            > A ty?
            > Czekam na twoją odpowiedź, z uzasadnieniem.

            Wybacz droga B. ale to są wykręty. Przedstawiłaś w pierwszym poscie dylemat,
            prosiłaś o jego rozstrzygnięcie. Zastosowałem się do Twojej prośby, o ile się
            nie mylę jako jedyny w tym wątku (jak dotąd). Teraz je przedstawiłem dylemat, i
            proszę Cię o odpowiedź. Nie obijaj piłeczki w ten sposób. To ja czekam na Twoją
            odpowiedź.
            • Gość: barbinator Re: Dylemat dla Barbinator. IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 10.02.05, 16:00
              Niezbyt mi się podoba twój prokuratorski styl zadawania pytań, ale niech ci
              bedzie...
              Aby odpowiedzieć na twoje pytanie muszę je nieco uzupełnić o fakty których nie
              podałeś. To zawsze jest trochę ryzykowne bo grozi rozminięciem się z intencjami
              pytającego. Pewną wskazówką co do twoich intencji jest dla mnie ostatnie
              zdanie - najwyraźniej sugerujesz coś co miało już miejsce w historii i co dość
              dokładnie zostało opisane. Ci o któych piszesz zabijali np chorych na chorobę
              Downe'a, schizofreników, cukrzyków, ludzi pozbawionych kończyn itd.
              Jeśli więc to taki dom opieki miałeś na myśli, to naturalnie moja odpowiedź
              brzmi: nie (nie wolno pozbawiać ich życia). Tak, potępiłabym każdego kto chce
              postąpić inaczej. A ty, czy ty też byś ich potępił? Czy może zdecydowałbyś o
              pozbawieniu tych ludzi życia?
              I jeszcze jedno, trzecie i ostatnie pytanie.
              Załóżmy, że dom opieki z twojego przykładu jest zamieszkały przez setkę dzieci
              takich jak to z mojego przykładu - to które jesteś zdecydowany pozbawić zycia
              aby ratować 10 innych. Czy jesteś gotów zafundować im jakiś rodzaj "łagodnej
              śmierci" po to by za zaoszczędzone pieniądze ratować 1000 dzieci mniej ciężko
              chorych?
              To jest w gruncie rzeczy to samo pytanie które ty mi zadałeś, jedynie
              skonkretyzowane o bardziej drastyczne przypadki. Liczę więc na to, że szczerze
              mi na nie odpowiesz.

              Pozdr. B.
              • tad9 Re: Dylemat dla Barbinator. 10.02.05, 18:52
                Gość portalu: barbinator napisał(a):

                > Niezbyt mi się podoba twój prokuratorski styl zadawania pytań, ale niech ci
                > bedzie...

                Dajże spokój! A czym różni się mój sposób przedstawiania dylematów od Twojego?

                > Aby odpowiedzieć na twoje pytanie muszę je nieco uzupełnić o fakty których
                >nie podałeś. To zawsze jest trochę ryzykowne bo grozi rozminięciem się z
                >intencjami pytającego. (.....)

                Rzeczywiście sporo faktów pominąłem. Pozwól zatem, że uzupełnię moją wypowiedź.
                Zostawmy te Twoje teoretyczne "setki dzieci", zajmijmy się czymś co naprawdę
                się zdarzyło, może zbyt szybko (zbyt łatwo?) rozstrzygnęłaś przedstawiony
                przeze mnie dylemat. Zacznijmy od tego, kim byli ludzie, którzy stali za
                wspomnianym przeze mnie programem eutanazji. Byli to, generalnie rzecz biorąc
                zwolennicy reformy psychiatrii. Na czym polegać miała ta reforma. Musimy cofnąć
                się do Niemiec lat 20-tych XX wieku. Reformatorskie pomysły, które się wtedy w
                Niemczech pojawiły antycypowały pomysły, jakie wprowadzano dopiero w życie w
                latach 70-tych. Uważano dawniej, że te prekursorskie projekty zarzucono, ale
                według nowszych badań (np. Hansa Schmuhla, z którego tekstu tutaj korzystam)
                były one wprowadzane w życie, tyle, że "pod innym szyldem". Wg. Schmuhla
                program eutanazji tak pogrążył niemiecką psychiatrię w oczach opinii
                publicznej, że nie wypadało mówić o niej nic dobrego, stąd skłonność do
                umniejszania znaczenia przewojennych modernizacyjnych działań, przez historyków
                powojennych. Projekty te miały na celu zhumanizowanie lecznictwa
                psychiatrycznego. Np. jeden ze zwolenników reformy, Gustaw Kolb, głosił w 1919,
                że ośrodki psychiatryczne przypominają coś pomiędzy "więzieniem a szpitalem" i
                służą nie tyle do leczenia, co do ochrony społeczeństwa przed zachowaniami,
                których nie akceptuje (pobrzmiewa tu nuta "antypsychiatrii", która zrobiła
                karierę w latach 70-tych, na fali kontrkultury). Kolb proponował zmniejszenie
                ośrodków, nadanie im bardziej otwartego charakteru, do opieki szerzej miały być
                włączone rodziny pacjentów, łatwiej byłoby o zwolnienia do domu, prawami
                pacjentów miałyby się zająć "Sądy dla Obłąkanych" (Jrrenschutzgerichte). Sądy
                takie miałyby się składać z dyrektora zakładu okręgowego i 3 osób nie będących
                specjalistami ("w tym co najmniej jedej kobiety" - jak zaznaczał nie wiadomo po
                co Kolb). Sądy miały mn. rozpatrywać skargi pacjentów (zresztą tzw. Związek
                Reformy Prawnej Statusu Obłąkanych działał w Niemczech jeszcze przed I wojną.
                Nawiasem mówiąc w czasie tej wojny w niemieckich szpitalach zmarło 140 tys.
                pacjentów, w tym około połowy z niedożywienia - to tyle o dylametach przed
                jakimi stawali ludzie "przed Singerem"). Piszę o tym wszystkim, by pokazać, że
                ludzie związani z nurtem reformy psychiatrii nie byli jakimiś obłąkanymi
                psychopatami. W 1923 roku niemieckie MSW nie przyjęło w pełni rozwiązań
                proponowanych przez Kolba, ale zainteresowano się pomysłem nadania lecznictwu
                bardziej otwartego charakteru, oraz nowymi sposobami terapii, szczególnie
                propagowaną przez Hermanna Siemona "terapią przez pracę". Tymczasem w latach 20-
                tych liczba pacjentów zaczęła szybko rosnąć. Między 1924 a 1929 rokiem przybyło
                ich 120 tysięcy (stan ogólny osiągnął poziom 300 tysięcy), łóżek tymczasem
                przybyło tylko 35 tysięcy.
                Tu kończę część pierwszą tej historii, z komentarzami wstrzymaj się proszę do
                końca.



                > Pozdr.
                • Gość: barbinator czekam na odpowiedź. IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 12.02.05, 10:35
                  Jak widzisz wstrzymałam się z komentarzami i czekam cierpliwie.
                  Zaczynam się natomiast niecierpliwić czekaniem na odpowiedzi na moje
                  wcześniejsze pytania.
                  Pozwolę sobie je tutaj wkleić aby ułatwić ci zadanie.

                  "Jeśli więc to taki dom opieki miałeś na myśli, to naturalnie moja odpowiedź
                  brzmi: nie (nie wolno pozbawiać ich życia). Tak, potępiłabym każdego kto chce
                  postąpić inaczej. A ty, czy ty też byś ich potępił? Czy może zdecydowałbyś o
                  pozbawieniu tych ludzi życia?
                  I jeszcze jedno, trzecie i ostatnie pytanie.
                  Załóżmy, że dom opieki z twojego przykładu jest zamieszkały przez setkę dzieci
                  takich jak to z mojego przykładu - to które jesteś zdecydowany pozbawić zycia
                  aby ratować 10 innych. Czy jesteś gotów zafundować im jakiś rodzaj "łagodnej
                  śmierci" po to by za zaoszczędzone pieniądze ratować 1000 dzieci mniej ciężko
                  chorych?
                  To jest w gruncie rzeczy to samo pytanie które ty mi zadałeś, jedynie
                  skonkretyzowane o bardziej drastyczne przypadki. Liczę więc na to, że szczerze
                  mi na nie odpowiesz."

                  Proszę o te odpowiedzi zanim dokończysz swoją historię.

                  Pozdr. B.
                  • tad9 Re: czekam na odpowiedź. 14.02.05, 17:02
                    Gość portalu: barbinator napisał(a):

                    > Jak widzisz wstrzymałam się z komentarzami i czekam cierpliwie.

                    Dziękuję, wiem jakie to musi być trudne dla kobiety. ;-p
                    (...)

                    > Proszę o te odpowiedzi zanim dokończysz swoją historię.

                    Niestety, muszę odmówić. Dokończę historię, potem zobaczymu. Idźmy dalej. Tak
                    więc, w latach 20-tych, po przejściowym spadku, liczba pacjentów zaczęła szybko
                    rosnąć, co gorsze przybywało zwłaszcza pacjentów ciężej upośledzonych, czy
                    chorych. Badania przeprowadzone w Saksonii, w roku 1928 wykazały, że 30%
                    pacjentów to nie rokujący wielkich nadziei "psychopaci, alkoholicy, epileptycy,
                    starcy arteriosklerotycy, idioci i imbecyle" kwalifikowani jako nieuleczalni, i
                    nie dający się objąć nowymi formami terapii. Według psychiatrów-reformatorów
                    tego rodzaju pacjenci zajmowali dużą część pomieszczeń i dużą część czasu pracy
                    personelu, do tego źle wpływali na innych pacjentów obniżając ich szansę na
                    poprawę stanu. W 1929 roku wybuchł Wielki Kryzys. Zaczęto redukować personel
                    zakładów, przyjmowano tylko cięższe przypadki (co dalej podnosiło ich procent w
                    stosunku do ogółu pacjentów). Już wtedy zaczęto mówić o eutanazji. W 1932 roku
                    prof. Berthold Kihn obliczał, że utrzymanie 30 tysięcy pacjentów tego rodzaju
                    kosztuje rocznie 150 mln marek (nie wiem w cenach z jakiego roku to podano -
                    tad), dochodząc do wniosku, że "zasadniczo bez obaw może zgodzić się na
                    likwidację "bezwartościowego życia"". Na coraz szerszą skalę stosować zaczęto
                    sterylizację (wysterylizowani pacjenci byli częściej zwalniani do domów). T
                    tak, na początku lat 30-tych, niemieccy psychiatrzy, znaleźli się w -jak to
                    określa Schmuhl - "paradokslanej sytuacji": ośrodki przepełnione były ciężkimi
                    przypadkami, często nie rokującymi żadnych szans na poprawę, natomiast
                    pacjenci, którym można było pomóc, wobec zapaści systemu (kryzys)w dużym
                    stopniu pozbawieni byli opieki. Tymczasem liczba pacjentów stale rosła. Między
                    1933 a 1939 rokiem wzrosła o 80 tysiecy, osiągając stan 340 tysięcy - najwięcej
                    w historii Niemiec.
                    Tu kończę część drugą.


                    > Pozdr.
                    • tad9 Re: czekam na odpowiedź. 17.02.05, 18:28
                      Wobec tego natłoku pacjentów i niedostatku środków zaczęto podejmować działania
                      majace w jakimś przynajmniej stopniu rozładować sytuację. Jednym z takich
                      działań było odchodzenie od bardziej czasochłonnych terapii, takich
                      jak "terapia przez pracę", na rzecz szybkich "terapii szokowych", z
                      wykorzystaniem insuliny, środka zwanego cardiazolem, nieco poźniej także
                      elektrowstrząsów. Terapie szokowe były brutalne i niebezpieczne. Przy pomocy
                      insuliny wprowadzano pacjenta w rodzaj śpiączki, która nie zawsze dobrze się
                      kończyła, jednym z ubocznych efektów działania cardiazolu było "głębokie i
                      wywołujące strach poczucie unicestwienia", jeśli zaś chodzi o elektrowstrząsy,
                      to wywoływane przez nie drgawki "powodowały często naciągnięcia mięśni i
                      ścięgien, oraz złamania kości, co prowadzić mogło do paraliżu lub śmierci".
                      Krótko mówiąc, lekarze mieli do czynienia z głęboko upośledzonymi pacjentami,
                      nie rokującymi często wielkich nadziei na poprawę stanu, którym musieli
                      aplikować brutalne "metody szokowe", blokującymi dostęp do leczenia lżejszym
                      przypadkom. Pod koniec lat 30-tych "wydawało się, że psychiatria zakładowa
                      znajduje się przed zapaścią, ze względu na postępujące przepełnienie (zwłaszcza
                      na oddziałach zamkniętych), drastyczne ograniczenia środków i przyjmujący
                      groźne rozmiary brak lekarzy". W tej sytuacji - jak to ujmuje Schmuhl -
                      "inicjatywę przejęli czołowi reformatorzy psychiatrii", proponując program
                      eutanazji. Według nich "planowe usuwanie "bytów stanowiących balast"
                      (Balastexistenzen)kryło w sobie możliwość zrestrukturyzowania przynajmniej
                      części uwolnionych mocy, i ich przekształcenia zgodnie z zasadami psychiatrii
                      zreformowanej". Projekt zyskał poparcie kilku wysoko postawionych nazistów,
                      protektorat objął nad nim kierownik podwydziału ochrony rasoweji dziedzicznej
                      wydziału medycznego MSW Philipp Bouhler, ale Schmuhl zaznacza, że "Właściwe
                      planowanie leżało jednak - co trzeba raz jeszcze wyraźnie podkreślić w rękach
                      sztabu ekspertów, którego trzon stanowiła komisja Rzeszy do spraw naukowego
                      opracowania ciężkich cierpień wywołanych przez czynniki dziedziczne i
                      skłonności. Do ciała tego należał cały szereg prominentnych psychiatrów-
                      reformatorów (..... - tu nazwiska - tad)" . Jeden z tych reformatorów, Hermann
                      Nitsche stanął na czele Centralnego Urzędu do spraw Eutanazji. Program
                      eutanazji sprzęgnięto z badaniami nad zwalczaniem i zapobieganiem chorobom
                      psychicznym. Planowano zaangażować w badania 14 z 30 instytutów anatomicznych,
                      ale szczupłe środki starczyły tylko na dwie placówki badawcze. Według
                      Schmuhla "Rezultaty badawcze osiągnięte za pomocą eutanazji były jeszcze długo
                      po wojnie weryfikowane naukowo. Dla psychiatrycznych badań podstawowych
                      oznaczały skokowy przyrost wiedzy".
                      • Gość: barbinator Re: czekam na odpowiedź. IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 17.02.05, 19:01
                        Fascynujący wykład.
                        Czy teraz już możesz odpowiedzieć na moje skromne pytania czy też mam równie
                        duże szanse na odpowiedź od białego nosorożcza, zdechłego skądinąd?
                        • tad9 Re: czekam na odpowiedź. 17.02.05, 20:03
                          Gość portalu: barbinator napisał(a):

                          > Fascynujący wykład.
                          > Czy teraz już możesz odpowiedzieć na moje skromne pytania czy też mam równie
                          > duże szanse na odpowiedź od białego nosorożcza, zdechłego skądinąd?

                          Zamiast przerzucać się zadaniami, zastanówmy się lepiej, czy odpowiedź, jakiej
                          udzieliłaś wcześniej, w świetle szczegółów które podałem, jest ciągle
                          tak "czysta", jak mogłoby się to wydawać. Czy aby nie można dowodzić, że za
                          programem eutanazji stały pewne, wcale niebagatelne RACJE? Czy ci, którzy byli
                          twardo przeciw, a więc np. KK i Ty, nie mogą być przedstawieni jako osoby
                          kierujące się swego rodzaju "okrucieństwem moralnym"? W końcu to nie oni (ani
                          nie Ty) musieli aplikować ciężko upośledzonym insulinę czy elektrowstrząsy. To
                          nie Ty musisz patrzeć, jak osoby potrzebujące pomocy są jej pozbawione z braku
                          miejsc i środków. Czy dylematy, z jakimi zmagali się niemieccy psychiatrzy były
                          lżejsze od tych, które roztrząsa Singer? Czy Twoje stanowisko nie jest swego
                          rodzaju LUKSUSEM? Oto prawdziwe pytania.
                          • Gość: barbinator Re: czekam na odpowiedź. IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 18.02.05, 11:15
                            Naiwniutkie te twoje próby wymigania się od odpowiedzi. Kogo ty chcesz oszukać?
                            Chyba tylko z samym soba ci się to uda.
                            Nie chcesz, nie odpowiadaj. Czasami brak odpowiedzi to też odpowiedź.

                            Pozdr. B.
                            • tad9 Re: czekam na odpowiedź. 18.02.05, 18:44
                              Gość portalu: barbinator napisał(a):

                              > Naiwniutkie te twoje próby wymigania się od odpowiedzi. Kogo ty chcesz
                              oszukać?
                              > Chyba tylko z samym soba ci się to uda.
                              > Nie chcesz, nie odpowiadaj. Czasami brak odpowiedzi to też odpowiedź.

                              Nie unikam odpowiedzi. Odpowiem na Twoje pytanie, ale nieco później. Jest w tym
                              pewien cel, który wcale w Ciebie nie uderzy. Czy możesz RAZ mi zaufać?


                              > Pozdr.
        • nadszyszkownik.kilkujadek Re: Dylemat dla Barbinator. 09.02.05, 21:11
          Według etyki Singera: o ile upośledzeni są świadomi, nie wolno ich pozbawić
          życia.
          Nie chodzi tu nawet o to, czy mają samoświadomość, czy nie. Wystarczy, że mają
          świadomość otoczenia, że reagują na bodźce, są w stanie odczuwać ból lub
          przyjemność.
          • tad9 Re: Dylemat dla Barbinator. 09.02.05, 21:43
            nadszyszkownik.kilkujadek napisał:

            > Według etyki Singera: o ile upośledzeni są świadomi, nie wolno ich pozbawić
            > życia.

            Ale ja pytam Barbinator, nie o to, co na jaki temat ma do powiedzenia Singer.
            • nadszyszkownik.kilkujadek Oj, nieladnie! 09.02.05, 22:19
              > Ale ja pytam Barbinator, nie o to, co na jaki temat ma do powiedzenia Singer.
              To poczekaj, az Ci Barbinator odpowie. Jak sam czesto zaznaczasz, jest to forum
              dyskusyjne. Nie wypada sie zachowywac jak nauczyciel odpytujacy uczniakow:
              Siadaj, Kowalski, nie ciebie pytalem. Jankowska, do odpowiedzi!

              PS. Tez jestem ciekaw, co odpowie Barbinator.
            • losiu4 Re: Dylemat dla Barbinator. 10.02.05, 09:35
              a kto ocenia stopień świadomości i w jaki sposób?

              Pozdrawiam

              Losiu
              • Gość: bezdenny Re: Dylemat dla Barbinator. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.02.05, 14:17
                losiu4 napisał:

                > a kto ocenia stopień świadomości i w jaki sposób?
                >
                > Pozdrawiam
                >
                > Losiu


                Ocenia Singer. Np zadaje pytanie: czy lubisz kawiarenki? Jeśłi uzyska odpwoiedź
                pozytywną : Tak, lubię kawiarenki - może uznać że ma do czynienia ze świadomą
                jednostką.
        • nietakasama Re: Dylemat dla Barbinator. 10.02.05, 16:33
          A ja z ciekawości spytam: jaki ty masz do tego stosunek?
          /dla ścisłości warto by ddać że przypadki które podejrzewam masz na myśli, nie
          były przykładam łagodnego umierania.../
          • tad9 Re: Dylemat dla Barbinator. 10.02.05, 18:55
            nietakasama napisała:

            > A ja z ciekawości spytam: jaki ty masz do tego stosunek?

            Ja wpisuję tu teraz długi i pouczający tekst i nie mam na razie czasu na takie
            rozważania. Ale Ty - możesz sama odnieść się do dylematu.


            > /dla ścisłości warto by ddać że przypadki które podejrzewam masz na myśli,
            >nie były przykładam łagodnego umierania.../

            tzn?
            • nietakasama Re: Dylemat dla Barbinator. 14.02.05, 13:11
              > tzn?
              Tzn że śmierć osóbpsychicznie chorych poddawanych eutanazji w III Rzeszy- jeśli
              t miałeś na myśli, była raczej askudna i mało malownicza, alez tym mniejsza.

              > Ja wpisuję tu teraz długi i pouczający tekst i nie mam na razie czasu na
              takie
              > rozważania
              Mam jednak nadzieję że kiedy skończysz już ów długi i poczuczaący, przedsawisz
              swoją opinię. Jestem jej ciekawa.


              >Ale Ty - możesz sama odnieść się do dylematu.

              Człowiek tóry przyszedł na świat, ma prawo żyć.
              Jst dyną istotą na swiecie, która ma prawo decydować o swoim zyciu lub śmierci
              (pomjajac przypadki kiedy decyduje za niego prawo, gdy popełni on zbrodnie, ale
              popełniajac ją wyrzeka się czężci swoich praw). Jeśli sam zechce umrzeć- cóż,
              odbierzesobe życie tak czy naczej.
              Ale jeśli nie jest wstanie sam podjąć takiej decyzji, odejmowanie jej za nią i
              stosowanie eutanacji wbec ludzi którzy są uposledzenie psychicznie i
              intlektualnie ni jest eutanazją, lecz moderstwem.
      • dokowski O którego Singera chodzi? 10.02.05, 20:31
        Gość portalu: bezdenny napisał(a):

        > Singer natomiast mówi nam tak: to że do
        > komór posłano dzieci niosło w sobie mniejszy ładunek zła niż to, że posłano
        tam
        > dorosłych. Pogląedy Singrera są odrażające. Abolutny amoralny psychol

        Zaczynam mieć wątpliwości. Znam tylko jednego Singera, tego żydowskiego pisarza
        co dostał Nobla (no i tego od maszyny do szycia)

        Zresztą nawet jeśli mówicie o jakimś innym Singerze, może nawet jakimś
        degeneracie, to nigdy prawdziwości lub fałszywości jakiegoś zdania nie dowodził
        sam fakt, kto zdanie to wypowiedział. Gdyby Hitler ogłosił 10 przykazań, to nie
        znaczyłoby zaraz, że wszystkie one uczą zła.

        Nie ma wątpliwości, że lepiej jest uratować 10 dzieci, niż nie uratować nikogo
        i w dodatku zabawiać się życiem i śmiercią kosztem umierającego dziecka. Tu nie
        ma żadnego dylematu. Jak rozumiem jedynym źródłem waszych wątpliwości jest
        fakt, że powiedział to zły Singer? Kto to jest ten Singer i co zrobił złego, że
        tak czujecie się zdezorientowani i ogłupieni?
        • Gość: barbinator Re: O którego Singera chodzi? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 10.02.05, 20:54
          Spoko, Bezdenny jak zwykle przekręca fakty. Singer naturalnie nie powiedział
          niczego takiego co on mu insynuuje. Bezdennego nie znasz...?
          A Singer to sławny współczesny etyk-utylitarysta mieszkający w Australii. Pisze
          dużo o prawach zwierząt (twierdzi, że o wartości zycia rozstrzyga zdolność do
          cierpienia i posiadania pragnień niezalezna od przynależności gatunkowej),
          o "świętości życia" (że jest to dogmat nie do utrzymania współcześnie w epoce
          zaawansowanych technologii medycznych), o tym czy cierpienie jest wartością
          samą w sobie (on twierdzi, że nie jest), o eutanazji, o starości itd.
          Parę lat temu ukazała się po polsku jego książka zatytułowana bodajże
          Rozważania o życiu i śmierci, upadek etyki tradycyjnej. Ciekawa lektura.

          Pozdr. B.
    • losiu4 Re: Singer: drugie podejście do tematu;)) 10.02.05, 09:38
      zapomniałaś jeszcze o
      C. podłączamy "nierokującego" do maszyny do czasu, aż bedzie potrzebna komuś
      bardziej rokującemu. Z punktu widzenia wykorzystania maszyny to chyba byłoby
      najekonomiczniejsze.

      co do reszty: dylematy stare jak świat, ale zdaje sie Tad juz coś o tym napisał.

      Pozdrawiam

      Losiu
    • Gość: BD Re: Singer: drugie podejście do tematu;)) IP: 195.164.48.* 10.02.05, 10:37
      Witam,

      Zapewne postąpił bym tak jak Tad, ale dla mnie ta sytuacja wcale nie jest jasna
      (tj. nie czułbym się z tym dobrze).

      Kalkulacja utylitarna w ważeniu ludzkiego życia jest problematyczna i Singer to
      dostrzega. Wyobraź sobie następującą sytuację (fajny przykład, ale nie ja to
      wymysliłem): idziesz sobie ulicą i nagle napada ktoś na Ciebie, usypia i
      morduje. pobierają od Ciebie nerki, płuca, wątrobę i serce - ratując życie
      pięciu młodym ludziom. Kalkulacja utylitarna: 5 na plus, barbinator na minus -
      ergo +4 życia. Czy uważasz, że dobrze zrobiono? Bo skoro można życie ludzkie
      łatwo "ważyć", to i tego typu kalkulacje mają racje bytu.

      A co do owej etyki tradycyjnej, to mam wrażenie, że nie do końca wiesz o czym
      piszesz. Otóż wszystkimi tymi dylematami etyka tradycyjna zajmuje się dość
      dokładnie. Poczytaj sobie choćby "Dylematy współczesnej bioetyki" ks. Ślipki -
      zaręczam Ci, że w niejednym miejscu zdziwisz się, widząc jak wygląda "katolicki
      punkt widzenia" na tego typu sprawy.

      Wreszcie: stanowisk etycznych jest bardzo dużo i podział na "Singerwskie"
      czy "tradycyjne" jest dziwaczny. Są słynni etycy, któych cieżko podciągnąć pod
      którąś z kategorii np. R.M. Hare (którego niektóre poglądy mogą być bardziej
      singerowate od Singera, a niektóre bardziej tradycyjne od Papieża). Singer jest
      dość medialny, ale współczesna bioetyka się na nim nie kończy.

      pozdrawiam,

      BD
    • abaddon_696 Ło matko, wybór jest chyba oczywisty. 10.02.05, 19:05
      To chyba jasne, że wybiorę B! To tak, jak byś się pytał, czy za te same
      pieniądze naprawiać 10 lekko uszkodzonych samochodów, czy też wraka, którego
      naprawić się już nie da.
      Ja bym kompletnie zniszczonego samochodu w ogóle nie próbował naprawiać. A
      podtrzymywanie śmiertelnie chorego przy życiu to dla mnie wyjątkowe
      sku***syństwo.
    • nadszyszkownik.kilkujadek Re: Co tak naprawdę jest nowe 17.02.05, 05:36
      Barbinator napisała, że zasługą Singera jest to, iż ma coś do powiedzenia o
      przypadkach trudnych wyborów: ratować tego, czy tamtego. Dzieci czy starcy itd.
      W każdym razie - coś w tym duchu. Tad i Bezdenny odparli, zgodnie z prawdą, że
      takie dylematy to żadna nowość, i że klasyczna etyka radzi sobie z tym
      conajmniej tak dobrze, jak 'nowe nowości' Singera i okolic. Albo i lepiej.

      Jest jednak w tym wszystkim nowa jakość. Otóż współcześnie medycy są w stanie,
      bez większych kłopotów, utrzymać przy życiu, przez dowolną ilość czasu,
      nieżywych. Tak, tak... nieżywych. Bo przecież, w myśl obecnej definicji śmierci
      człowieka za martwego uznaje się wtedy, kiedy encefalogram pokazuje funkcję
      stałą. Jednak wtedy działają inne narządy, ba - sam mózg jeszcze do pewnego
      stopnia funkcjonuje.
      Takich problemów niegdyś nie było. 'Mainstream' radzą sobie zmieniając
      definicję. Życie jest święte aż do śmierci, ale śmierć znaczy coś innego, niż
      kiedyś. Zarówno 'konserwatyści', jak i 'progresywni' twierdzą, że taka zmiana
      definicji to lipa. I że to przeczy zdrowemu rozsądkowi. W związku z
      tym 'lekarze katliccy' (ktokowliek to jest) domagają się powrotu do starej
      definicji. Singer zaś twierdzi, że po prostu życie bez żadnych perspektyw to
      ciągle życie, tyle że mało warte...

      Całą sprawę gmatwa dodatkowo jeszcze to, że narządy do transplantacji da się
      pobrać tylko od 'zmarłych' według nowej definicji. Albo od żywych.
      • Gość: barbinator Re: Co tak naprawdę jest nowe IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 17.02.05, 09:27
        > Całą sprawę gmatwa dodatkowo jeszcze to, że narządy do transplantacji da się
        > pobrać tylko od 'zmarłych' według nowej definicji. Albo od żywych.


        Właśnie. Dodam, że zdaniem "lekarzy katolickich" (co by to nie miało znaczyć;)
        jedyne moralnie uzasadnione transplantacje to - logicznie i konsekwentnie -
        transplantacje nerek. Papież natomiast uważa wszelkie przeszczepy za moralnie
        uzasadnione, co dobrze świadczy o jego elastyczności i mądrości ale gorzej o
        konsekwencji myślenia.
        Niezły bałagan imho.

        Pozdr. B.
      • tad9 Re: Co tak naprawdę jest nowe 17.02.05, 15:58
        nadszyszkownik.kilkujadek napisał:


        > Jest jednak w tym wszystkim nowa jakość. Otóż współcześnie medycy są w
        >stanie, bez większych kłopotów, utrzymać przy życiu, przez dowolną ilość
        >czasu, nieżywych. Tak, tak... nieżywych.

        No dobrze, ale przecież to wszystko są wariacje na temat starego tematu: czy
        angażować środki na rzecz kogoś, kogo nie da się wyleczyć, czy też przerzucić
        je na rzecz tych, których prawdopodobnie da się wyleczyć. Dziś możemy dłużej
        podtrzymywać przy życiu osoby w stanie beznadziejnym, za to kiedyś stanami
        beznadziejnymi były stany dziś uleczalne. To nieprawda, że zawsze w takich
        przypadkach pacjent szybko umierał rozwiązując dylemat. Opieka mogła PRZEDŁUŻYĆ
        komuś umieranie, a biorąc pod uwagę szczupłość środków, o której już
        wspominałem, to przedłużanie, nawet jeśli nie było "przedłużaniem w
        nieskończoność", było rozwiązaniem kosztownym. Nie wiem dlaczego Barbinator tak
        bardzo zależy na tej "nowości" Singera. Być może potrzebuje tej "nowości" jako
        USPRAWIEDLIWIENIA proponowanych przez Singera rozwiązań.

        • Gość: tad Barbinator o Singerze IP: *.gimsat.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 20.02.05, 19:12

          2003:

          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=212&w=4909895&a=4972951
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=212&w=4909895&a=4967672
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=212&w=4909895&a=4964965
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=212&w=4909895&a=4963211

          2005:

          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=212&w=20301599&a=20384135
          • Gość: barbinator Re: Barbinator o Singerze IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 20.02.05, 19:22
            Ależ sobie trudu zadałeś!
            Nie sprawdzałam podanych wątków, ale mam nadzieję, ze jest w nich także i ten w
            którym (w roku 2003!) przyznaję się, że o Singerze usłyszałam po raz pierwszy
            od ciebie a cała moja wiedza na jego temat pochodzi właśnie z twoich postów...
            Dwa lata to jednak kawał czasu :))
            A jak czują się odpowiedzi na moje pytania z tego wątku, dojrzewają do
            objawienia ich światu?

            Pozdr. B.
            • tad9 Re: Barbinator o Singerze 20.02.05, 19:47
              Droga B. - zawsze można na Ciebie liczyć. Błyskawiczna odpowiedź. Dziękuję.

              Gość portalu: barbinator napisał(a):

              > Ależ sobie trudu zadałeś!

              Niewiele. Dość wpisać do przeglądarki "Singer" i już.


              > Nie sprawdzałam podanych wątków, ale mam nadzieję, ze jest w nich także i ten
              >w którym (w roku 2003!) przyznaję się, że o Singerze usłyszałam po raz
              >pierwszy od ciebie a cała moja wiedza na jego temat pochodzi właśnie z twoich
              >postów...

              Jest tam ten post, w którym piszesz, że po raz pierwszy usłyszałaś ode mnie, że
              Singer dopuszcza zabijanie niemowląt DO 28 DNIA ŻYCIA. Chodzi o ten termin, nie
              o sam fakt dopuszczalności czynu. Nie pamiętam postu, w którym piszesz, że to
              ode mnie WOGÓLE dowiedziałaś się o Singerze. Jeśli tak było, muszę przyznać, że
              w podanych przeze mnie postach z dużą swadą wypowiadałaś się na temat kogoś, o
              kim wiedziałaś tak mało. Chmm.....

              > Dwa lata to jednak kawał czasu :))

              Rzeczywiście kawał. W międzyczasie zdążyłaś przejść od opinii "skrajny
              liberalizm jest jak komunizm" (pisane w odniesieniu do poglądów Singera),
              do "za co podziwiam Singera".

              > A jak czują się odpowiedzi na moje pytania z tego wątku, dojrzewają do
              > objawienia ich światu?

              Wybacz, ale to chyba niewłaściwy sposób prowadzenia rozmowy. Chyba lepiej
              przerwać tę licytację pytań osobistych i porozmawiać o problemach, które
              postawiłem.




              > Pozdr.
              • Gość: barbinator Re: Barbinator o Singerze IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 20.02.05, 20:08
                > Jest tam ten post, w którym piszesz, że po raz pierwszy usłyszałaś ode mnie,
                że
                >
                > Singer dopuszcza zabijanie niemowląt DO 28 DNIA ŻYCIA. Chodzi o ten termin,
                nie
                >
                > o sam fakt dopuszczalności czynu. Nie pamiętam postu, w którym piszesz, że to
                > ode mnie WOGÓLE dowiedziałaś się o Singerze. Jeśli tak było, muszę przyznać,
                że
                >
                > w podanych przeze mnie postach z dużą swadą wypowiadałaś się na temat kogoś,
                o
                > kim wiedziałaś tak mało. Chmm.....



                Wyobraź sobie Tad, że ja też używam czasami wyszukiwarki - po tym jak 2 lata
                temu zaszokowałeś mnie informacjami o etyku dopuszczającym zabijanie dzieci
                poczytałam co nieco w sieci. Teraz jestem już po lekturze jego "Upadku etyki
                tradycyjnej", przeglądałam też "Etykę praktyczną" ale na pełną lekturę brakło
                czasu. Zapewne popełniłam kiedyś błąd zbyt ufnie podchodząc do twoich rewelacji
                na temat Singera - tłumaczy mnie głównie to, że wtedy nie znaliśmy się tak
                dobrze i brakowało mi dystansu do tego co piszesz. Obiecuję nie popełnić więcej
                tego błędu;))


                > Rzeczywiście kawał. W międzyczasie zdążyłaś przejść od opinii "skrajny
                > liberalizm jest jak komunizm" (pisane w odniesieniu do poglądów Singera),


                Niewypał kompletny. Nadal uważam, że skrajny liberalizm jest równie zły jak
                komunizm - w dodatku dość często tę złotą myśl powtarzam za co regularnie
                spotykają mnie cięgi (krytykowanie liberalizmu jest dla niektórych niczym
                krytykowanie Papieża, albo co gorsza: samego Marksa-Lenina;)


                > do "za co podziwiam Singera".


                Jesteś pewien, że tak to sformułowałam? Wydaje mi się, że napisałam
                raczej "cenię" albo "szanuję". Podziwiam to za mocne słowo.
                No i co ci nie pasuje? Przecież nadal nie cenię go za pomysł zabijanie
                noworodków, zresztą w innym poście tamtego wątku całkiem jasno o tym pisałam.
                Czy naprawdę w twoim światopoglądzie nie ma miejsca na coś tak prostego jak
                akceptowanie jednych poglądów jakiegoś filozofa czy polityka a odrzucanie
                innych? Bo ja jakoś nie mam z tym problemów.


                > Wybacz, ale to chyba niewłaściwy sposób prowadzenia rozmowy. Chyba lepiej
                > przerwać tę licytację pytań osobistych i porozmawiać o problemach, które
                > postawiłem.


                Własnie o to mi chodzi. Skończ z tymi osobistymi docinkami i odpowiedz na moje
                zupełnie nieosobiste pytania które zadałam ci wcześniej.

                Pozdr. B.
                • tad9 Re: Barbinator o Singerze 20.02.05, 22:04
                  Gość portalu: barbinator napisał(a):

                  > Wyobraź sobie Tad, że ja też używam czasami wyszukiwarki - po tym jak 2 lata
                  > temu zaszokowałeś mnie informacjami o etyku dopuszczającym zabijanie dzieci
                  > poczytałam co nieco w sieci.

                  Nie sprawiałaś wrażenia zaszokowanej. Przeciwnie, pisałaś tak, jakby Singer był
                  Ci doskonale znany. Wyglądało na to, że jedyna nowość jaką przyniosły Ci podane
                  przeze mnie informacje ograniczała się do owych 28 dni, nie zaś do faktu, że
                  Singer dopuszcza możliwość zabijania niemowląt.

                  >Teraz jestem już po lekturze jego "Upadku etyki
                  > tradycyjnej", przeglądałam też "Etykę praktyczną" ale na pełną lekturę brakło
                  > czasu. Zapewne popełniłam kiedyś błąd zbyt ufnie podchodząc do twoich
                  >rewelacji na temat Singera - tłumaczy mnie głównie to, że wtedy nie znaliśmy
                  >się tak dobrze i brakowało mi dystansu do tego co piszesz.

                  NIGDY nie podałem na tym forum fałszywej informacji, jeśli "fałszywą
                  informacją" nazwiemy informację, którą podałem wiedząc, że nie odpowiada ona
                  prawdzie. MOGŁEM podać fałszywą informację nieświadomie. To może zdarzyć się
                  każdemu. W końcu nie sprawdzamy każdej informacji na jaką trafimy w kilku
                  niezależnych źródłach. W związku z tym, to co napisałaś zraniło mnie boleśnie.

                  > Niewypał kompletny. Nadal uważam, że skrajny liberalizm jest równie zły jak
                  > komunizm

                  A Singer jest w Twoich oczach skrajnym liberałem, czy nie jest?

                  > Jesteś pewien, że tak to sformułowałam? Wydaje mi się, że napisałam
                  > raczej "cenię" albo "szanuję".

                  Może to było cenię albo szanuję.

                  > Czy naprawdę w twoim światopoglądzie nie ma miejsca na coś tak prostego jak
                  > akceptowanie jednych poglądów jakiegoś filozofa czy polityka a odrzucanie
                  > innych? Bo ja jakoś nie mam z tym problemów.

                  Ale masz jakąś skłonność, by cenić z wychyleniem "na lewo".


                  > Własnie o to mi chodzi. Skończ z tymi osobistymi docinkami i odpowiedz na
                  >moje zupełnie nieosobiste pytania które zadałam ci wcześniej.

                  Te pytania były osobiste. Pytałaś, co JA zrobiłbym w takiej czy innej sytuacji.
                  Takie rozważania już były - i na razie wystarczy. Nie chcemy chyba ugrzęznąć w
                  osobistych przytykach? Zajmijmy się lepiej tym, co zaproponowałem.



                  > Pozdr.
                  • tad9 Barbinator 22.02.05, 19:37
                    Więc jak? Możemy porozmawiać bez warunków wstępnych? W nacisku jaki kładziesz
                    na te warunki czuję obawę, przed rozmową, w której nie mogłabyś posługiwać się
                    swoim stałym repertuarem chwytów typu "a ty .....", czy "i ty także ....". Być
                    może nie jesteś pewna jakości gruntu, na jakim wspierają się Twoje poglądy, i
                    nie chcesz zapuszczać się w te rejony bez podobnych protez.
                    • Gość: barbinator Re: Barbinator IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 23.02.05, 08:57
                      Wiesz co Tad? Zawsze kończę takie wątki jak ten, bo staram się nie być zawzięta
                      i zazwyczaj odstępuję gdy czuję że mój oponent zaplątał się tak, że nie potrafi
                      wyjść z twarzą z sytuacji. Tutaj tak właśnie było, ale skoro tak bardzo się
                      prosisz, to ci jednak odpowiem.
                      Na tym wątku ja odpowiedziałam na kilka twoich pytań dotyczących moich poglądów
                      po czym poprosiłam ciebie o odpowiedzi na podobne pytania - aby posunąć rozmowę
                      naprzód. W odpowiedzi otrzymałam kolejno: referaty na inny temat, wyciąg z
                      archiwum forum z osobistymi przycinkami oraz zadziwiającą definicję tego czym
                      ponoć są "pytania osobiste". Wynika z niej, że "pytaniemi osobistymi" są
                      wszelkie pytania o poglądy które ktoś zadaje tobie - natomiast takie same
                      pytania które ty zadajesz komuś z zagadkowych powodów już nimi nie są.
                      Zadawanie tobie pytań może też, jak się właśnie dowiedziałam, zostać uznane
                      za "stawianie warunków wstępnych" - jednak to samo w twoim wykonaniu nazywa się
                      zapewne jakoś inaczej.
                      I jeszcze jedno: ten fragment twojego postu o protezach uważam za mistrzowski.
                      Powinieneś go sobie wydrukować, powiesić przy kompie i odczytywać na przestrogę
                      zawsze zanim wejdziesz na forum. Rewelacyjnie oddaje bowiem twoją własną
                      postawę.

                      Pozdr. B.
                      • tad9 Re: Barbinator 23.02.05, 16:31
                        I zaczyna się stary taniec "Nie ma rozmowy z winy Tada". Nie jestem zaskoczony.
                        W końcu znamy się już tyle czasu!


                        Gość portalu: barbinator napisał(a):

                        > Wiesz co Tad? Zawsze kończę takie wątki jak ten, bo staram się nie być
                        >zawzięta i zazwyczaj odstępuję gdy czuję że mój oponent zaplątał się tak, że
                        >nie potrafi wyjść z twarzą z sytuacji. Tutaj tak właśnie było, ale skoro tak
                        >bardzo się prosisz, to ci jednak odpowiem.

                        Jak to "zaplątał"? W co "zaplątał"? Twoja wersja wygląda tak:

                        > Na tym wątku ja odpowiedziałam na kilka twoich pytań dotyczących moich
                        >poglądów po czym poprosiłam ciebie o odpowiedzi na podobne pytania - aby
                        >posunąć rozmowę naprzód.

                        Moja wersja wygląda tak: w tym wątku zadałaś pytanie. Odpowiedziałem na nie
                        (jako pierwszy!). Następnie ja zadałem pytanie Tobie. W tym momencie po raz
                        pierwszy próbujesz swojego stałego chwytu, czyli - odbijasz piłeczkę, nawołując
                        abym to ja odpowiedział na pytanie, które zadałem. Odmawiam, prosząc Cię o
                        odpowiedź. Odpowiadasz, stawiając przy okazji kolejne pytania. Domagasz się na
                        nie odpowiedzi. Ja zaproponowałem rozmowę na temat tego, czy za akcją, którą
                        opisałem nie stoją aby jakieś racje, których nie można zlekceważyć. Idźmy dalej:

                        >W odpowiedzi otrzymałam kolejno: referaty na inny temat, wyciąg z
                        > archiwum forum z osobistymi przycinkami oraz zadziwiającą definicję tego czym
                        > ponoć są "pytania osobiste".

                        Referat jest związany z tematem. Podaję w nim więcej szczegółów o historii, o
                        której pisałem w moim pytaniu. Wyciąg z archiwum forum miał charakter czysto
                        informacyjny. Nie było tam ani słowa komentarza. Komentarze pojawiły się
                        później, w naszej rozmowie.

                        >Wynika z niej, że "pytaniemi osobistymi" są
                        > wszelkie pytania o poglądy które ktoś zadaje tobie - natomiast takie same
                        > pytania które ty zadajesz komuś z zagadkowych powodów już nimi nie są.

                        Moje pytanie brzmiało: czy za akcją przeze mnie opisaną nie stoją czasem jakieś
                        racje. Twoje brzmiało "co TY byś zrobił .....". Widzisz różnicę?
                        Raz jeszcze wzywam do rozmowy!


                        > I jeszcze jedno: ten fragment twojego postu o protezach uważam za
                        mistrzowski.

                        dziękuję i pozdrawiam
    • Gość: zdziwiony Re: Singer: drugie podejście do tematu;)) IP: *.prawo.uni.wroc.pl 22.02.05, 18:11
      1: Każdy, kto głosi, że można zabić bezkarnie dziecko po urodzeniu (zostawmy
      aborcję) dla komfortu rodziców jest kompletnym zwyrodnialcem. Mozna to określac
      mianem inwektywy-dla językowych pursytów i orędowników politpopu mogę uczynić
      zatem koncesję i nazwać taką osobę istotą o głeboku zaburzonej aksjologii...
      2: Tylko skończony idiota (dla tych co wyzej-człowiek nie w pełni
      przemyśliwujacy konsekwencje swoich poglądów) może porównywać w ramach rachunku
      utylitarnego cierpienia ludzi i szympansów...
      3: Decyzje o tym, czyje życie ratować, dylematy wynikajace z niedostatku
      środków- są to faktyczne problemy, których rozstrzygnięcie nie wymaga jednak
      WARTOSCIOWANIA ludzkiego życia... Czy życie Singera jest mniej warte niż
      Stephena Hawkinga? Jeana Clauda van Damme czy Beethovena? Pamiętajmy, chodzi o
      to, aby pomóc w jak najlepszy sposób jak największej ilosci osób nie patrząc,
      kto mądry a kto głupi, pobożny i bezbożny, kłótliwy czy pogodny. Ta dyrektywa
      wystarczy nam w ogomnej rzeszy przypadków... Owzem, zawsze mozna postawić
      pytanie-z 1 strony możemy uratować Hitlera, Stalina, Mao i Pol Pota (4
      jednostki ludzkie), a z drugiej 1 chore niemowlę, które umrze za 2 miesiace tak
      czy inaczej. Ale naprawdę nie ma co czynić reguł moralnych z przypadków
      granicznych...
      4: Utylitaryzm to filozofia dla ubogich. Podam jeden przykład- wg. utylitarysty
      nekrofilia (zachowana w tajemnicy przed otoczeniem by uniknąc zgorszenia
      moralnego) jest czynem moralnie godziwym, albowiem zwiększa sumę szczęścia na
      ziemi... A poza tym czy cierpienie Singera wywołane np. ciosem w szczękę
      przypadkiem nie byłoby mniejsze aniżeli satysfakcja ludzi oburzonych jego
      pogladami na widok wybitych zębów owego "etyka"? Gdybyśmy zważyli przykrości i
      przyjemności należałoby tłuc go regularnie... Dla nieumiejacych czytać ze
      zrozumieniem zaznaczam, że jako przeciwnik utylitaryzmu nie sądzę aby Singerowi
      należałoby spuszczać regularny łomot
      5: A w ogóle o czym my mówimy? Singer jest człowiekiem przyznającym się do
      odczuwania seksualnego podniecenia, kiedy o jego nogi ociera się pies...
      Przecież to kompletnie niepoważne...
      • ggigus a dlaczego tak piszesz? 22.02.05, 18:40
        • ggigus Re: a dlaczego tak piszesz? za wczesnie wyslalam 22.02.05, 18:42
          Skoro piszesz:
          Tylko skończony idiota (dla tych co wyzej-człowiek nie w pełni
          przemyśliwujacy konsekwencje swoich poglądów) może porównywać w ramach rachunku
          utylitarnego cierpienia ludzi i szympansów...
          Przeciez szympansy cierpia tak samo, jak ludzie, maja TE sama zdolnosc do
          odczuwania bolu, bo maja kore mozgowa ( kory nie maja do pewnego momentu
          rozwoju ploody i stad plody do pewnego momentu, na pewno do 12 tyg. NIE moga
          odczuwac bolu, to na marginesie).
          • losiu4 Re: a dlaczego tak piszesz? za wczesnie wyslalam 22.02.05, 18:53
            ooopsss. zawsze mnie to ciekawiło: dlaczego taki pantofelek ucieka przed
            jaskrawym światłem a jakies stwory ze zredukowanym do minimum układem nerwowym
            (o mózgu nie wspomnę) wija sie, gdy cos je pozera....

            Pozdrawiam

            Losiu
            • kocia_noga Re: a dlaczego tak piszesz? za wczesnie wyslalam 22.02.05, 19:34
              Nekrofilia jest naruszeniem religijnego tabu , tak jak i zoofilia. Może to tabu
              miało znaczenie dla dawnych społeczności , bo ograniczało możliwośc
              przenoszenia jakichś chorób - podobnie z przepisami dotyczącymi żywności.
              Mnie tabu słabo rusza , wole wyjasnienia rozumowe , więc jestem podobnej myśli ,
              co Singer.
              Tabu to tabu -nie podlega dyskusji , ale jeśli masz jakeiś racjonalne argumenty
              przeciwko nekrofilii ( zwłaszcza potajemnej) - to wal!
              • Gość: zdziwiony Re: a dlaczego tak piszesz? za wczesnie wyslalam IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 23.02.05, 02:55
                No cóż-oto ciekawy przykład reakcji ludzi, którzy na jakiekolwiek tradycyjne
                (ech, zebym ja robił za tradycjonalistę...hihi) stwierdzenia reagują wysypką.
                Mamy oto na czacie istoty, dla których szympanse cierpią tak samo jak ludzie,
                bo odczuwają ból (czyż zaskrońce nie odczuwają bólu? Proponuje ustalić ciekawa
                gradację- ból 1 człowieka=ból jednego szympansa=bol trzech zaskronców=ból
                siedmiu paprotek...) oraz osoby, które potrzebują racjonalnego (rozumiem, że
                stwierdzenie, ze czegoś się nie robi, bo po prostu jest to nieprzyzwoite, nie
                da się zakwalifikowac jako racjonalne...) wyjasnienia niedopuszczalności
                nekrofilii. Pogratulować:):):):)
                • Gość: barbinator Re: a dlaczego tak piszesz? za wczesnie wyslalam IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 23.02.05, 08:59
                  A twoim zdaniem tygodniowy ludzki zarodek może odczuwać ból?
                  • Gość: bis Re: a dlaczego tak piszesz? za wczesnie wyslalam IP: *.elknet.pl / 80.48.227.* 03.03.05, 18:08
                    Ciekawe, że ból stał się wykładnikiem człowieczeństwa płodu.

                    Mamusia rodząca przez cesarkie cięcie w znieczuleniu ogólnym jest całkowicie
                    odczłowieczona a w zieczuleniu nadoponowym jest półodczłowieczona.
                    Tak wynika z bredni barbinator.


                    • Gość: barbinator Re: a dlaczego tak piszesz? za wczesnie wyslalam IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 03.03.05, 20:00
                      Słonko, nie uzywaj słów których nie rozumiesz. Relacja wynikania to bardzo
                      konkretny termin logiczny i zapewniam cię, że między tym co ja napisałam a
                      twoim stwierdzeniem bynajmniej relacja wynikania nie zachodzi.
                      Poza tym uważam, że chociaż jesteś zabawna, to co za dużo to niezdrowo i chyba
                      pora przestać odpisywać na twoje dziecinne zaczepki którymi ścigasz mnie na
                      różnych wątkach. Pa pa.
                      • Gość: bis Re: a dlaczego tak piszesz? za wczesnie wyslalam IP: *.elknet.pl / 80.48.227.* 06.03.05, 11:53
                        Barbinator, głupota jaką reprezentujesz w swoich postach wymaga ścigania z
                        ramienia prawa ;).
                        Nie bój się mnie.

                        Podejmij choć trochę zbliżoną do kanonów dyskusji formę dialogu.
                        Nie lej na mnie brudnej wody.
                        Ja wiem, że dyskutuję z filozofopodobnym przestawicielem.
                        A Ty wiesz z kim?

                • kocia_noga Re: a dlaczego tak piszesz? za wczesnie wyslalam 23.02.05, 10:23
                  Tak , zdziwiony , jeszcze nieraz się zdziwisz , jak się dowiesz co było
                  nieprzyzwoite np. , żeby daleko nie sięgać - 50 lat temu. I jakie to było oczywiste.
                  • Gość: barbinator oftopik, ale tylko trochę :) IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 23.02.05, 10:27
                    Fakt. Gdzieś czytałam, że w niektórych stanach USA po dzis dzień obowiązują
                    tzw "sodoma laws" na mocy tórych polcja może wpaść do domu w którym małżonkowie
                    uprawiają tzw "wyuzdany seks" (oral chociażby hi hi hi) i oboje zaaresztwoać :))
                    Fakt, w praktyce to się juz nie zdarza... ale sporo mówi o tym, co uchodziło za
                    obyczajne-nieobyczajne jeszcze paredziesiąt lat temu.

                    Pozdr B.
    • Gość: zdziwiony Re: Singer: drugie podejście do tematu;)) IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 23.02.05, 14:39
      Cóz, kocia nogo, życzę powodzenia w toku praktycznego obalania nieracjonalnego
      tabu o moralnej niedopuszczalności nekrofilii... W dalszej kolejności proponuję
      obalić tabu o moralnej niedopuszczalności kanibalizmu (skoro można uprawiac
      seks z trupem, to dlaczego nie mozna go zjeść-smacznego...), zoofilii
      (utylitarny rachunek szczęścia może być nawet większy niż przy nekrofilii) i
      pedofilii (to już wszak Kinsey pisał, że dzieci to lubią, tylko presja
      społeczna stygmatyzuje takie czyny).
      • kocia_noga Re: Singer: drugie podejście do tematu;)) 23.02.05, 14:44
        Dziekuję , zdziwiony , miło mi ,ze pomimo braku zrozumienia dla moich poglądów
        wyrażasz dla mnie życzliwość.
    • tygrysio_misio CHELSEA CHELSEA CHELSEA !!!!!! 23.02.05, 16:41

      • tad9 Barbinator!!!!! 02.03.05, 16:03
        Może jednak porozmawiamy?
        • Gość: barbinator Re: Barbinator!!!!! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 02.03.05, 16:07
          Dobrze, ale najpierw napisz czy TWOIM ZDANIEM "za opisaną akcją stoją jakieś
          racje" oraz czy ty te racje akceptujesz. Możesz też odpowiedzieć na moje
          wcześniejsze pytania, na jedno wyjdzie...

          Pozdr. B.
          • tad9 Re: Barbinator!!!!! 02.03.05, 16:29
            Gość portalu: barbinator napisał(a):

            > Dobrze, ale najpierw napisz czy TWOIM ZDANIEM "za opisaną akcją stoją jakieś
            > racje" oraz czy ty te racje akceptujesz.

            A niech tam, odpowiem. Co robić jak się białogłowa uprze? Uważam, że za akcją
            stoją jakieś racje. Co do akceptacji - pytanie jest źle postawione. "Racja" nie
            jest czymś, co się akceptuje lub nie. To coś, co przyjmuje się do wiadomości, w
            przeciwnym razie nie nazywa się tego "racją". Nie mogę powiedzieć "masz swoje
            racje", a jednocześnie powiedzieć "nie akceptuję ich". Mogę albo próbować
            dowieść, że racji nie masz wcale, albo - gdy uznam, że jednak je masz zgodzić
            się z Tobą, lub przedstawić INNE racje, "znoszące" Twoje. Gdy dziecko mówi "nie
            umyję zębów, bo pasta jest niedobra", mogę przyznać mu rację, że pasta jest
            niedobra, a jednocześnie przedstawiać racje przemawiające za myciem zębów (np.
            jak nie umyjesz dostaniesz klapsa - tu znów wychodzi użyteczność klapsa, jako
            narzędzia wychowawczego). Tak więc odpowiedź na Twoje pytanie brzmi: przyjmuję
            racje wykonawców programu do wiadomości. A Ty? Czy uważasz, że stały za nimi
            jakieś racje?

            > Pozdr.
            • Gość: barbinator Re: Barbinator!!!!! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 02.03.05, 17:31
              Ja widzę tę sprawę podobnie jak ty:))
              A jak sformułowałbyś swoją "antyrację" - bo domyślam się, że takową posiadasz?
              • tad9 dodatek 30.03.05, 17:34
                "Holenderskie Ministerstwo Zdrowia wkrótce wyda opinię w sprawie propozycji
                uśmiercania nieuleczalnie chorych niemowląt, ludzi umysłowo chorych i
                dotkniętych demencją - ogłosił wczoraj rzecznik ministerstwa. Obecnie w
                Holandii na mocy przepisów o eutanazji zezwala się na zabijanie terminalnie
                chorych pacjentów cierpiących duży ból i proszących o śmierć. Wszystkie takie
                przypadki muszą być zgłaszane zewnętrznej komisji, która ocenia prawidłowość
                przebiegu procedury. Ministerstwo ma przedstawić rządowe stanowisko w sprawie
                utworzenia podobnych komisji rozpatrujących przypadki ludzi terminalnie
                chorych, skazanych na cierpienia, ale nie będących w stanie "samodzielnie
                decydować o zakończeniu własnego życia". Wytyczne dotyczące dopuszczenia do
                eutanazji niemowląt i małych dzieci znane są jako Protokół z Groningen, gdzie
                zostały po raz pierwszy sformułowane"

                WP, PAP (podaję za "Naszym Dziennikiem")
                • tad9 dodatek II 24.04.05, 10:38
                  "Codziennie w wyniku eutanazji umiera jeden mieszkaniec Belgii. Takie są wyniki
                  ostatnich badań, które przytacza belgijska prasa. Od prawie dwóch i pół roku
                  eutanazja dorosłych na życzenie jest w Belgii legalna. Rządowa komisja
                  przeprowadzająca badania na ten temat, korzystała z oficjalnych danych, które
                  gromadzi od czasu zalegalizowania eutanazji. Opiera się między innymi na
                  specjalnych raportach lekarskich. Dokumenty te wyjaśniają szczegółowo w jakich
                  warunkach były przeprowadzane poszczególne zabiegi. Jednak nie wszyscy lekarze
                  to ujawiniają. Powodem jest presja społeczna, albo zbyt skomplikowane
                  procedury. Z oficjalnych danych wynika, że 60% eutanazji przeprowadzono w
                  szpitalach, w pozostałych przypadkach w domach. W Beligii można już kupić w
                  aptekach specjalny zestaw, który zawiera silne środki znieczulające. Podanie
                  większej ilości powoduje śmierć. Sposób ich użycia jest ściśle określony i
                  zgodnie zprawem można je stosować tylko w przypadku osób dorosłych, na ich
                  wyraźne życzenie. W Belgii pojawiają się jednak głosy, by eutanazję
                  zalegalizować także wprzypadku dzieci"

                  (za "Onetem")
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka