tad9
23.02.05, 16:59
"Jedynym sensownym powodem dla którego człowiek powinien mieć dzieci jest
potrzeba obdarzenia kogoś bezinteresowną miłością" - napisała w pewnym wątku
Barbinator. Mniejsza o sensowne powody posiadania dzieci. Zastanówmy się
raczej, czy sensowna jest zacytowana przeze mnie sentencja. Z prawdziwą
przykrością muszę stwierdzić, że chyba nie jest :-((( Skoro bowiem posiadanie
dzieci to sposób na zaspokojenie naszej potrzeby, to nie możemy chyba mówić
o "bezinteresowności". Nasza miłość nie jest "bezinteresowna". Dając ją
otrzymujemy w zamian zaspokojenie potrzeby. Dziecko jest tu niejako
NARZĘDZIEM zaspokojenia. Zaspokaja naszą potrzebę obdarzania
kogoś "bezinteresowną miłością", mamy więc oczywisty interes w tym, by je
posiadać. Czy jednak to, co proponuje Barbinator jest moralne? Ow ktoś, kogo
mamy ochotę obdarzyć "bezinteresowną miłością" nie jest nawet pytany o to,
czy ma ochotę na taki dar. Więcej! Nie jest nawet pytany o to, czy chce
zaistnieć! Ot, po prostu - mamy ochotę obdarzyć kogoś miłością, więc -
trach! - stwarzamy sobie obiekt miłości (a wszystko to wymyśliła ateistka!).
Już narzucanie się z miłością jest uciążliwe, a co powiedzieć o narzucaniu
komuś istnienia, w imię zaspokajania własnych potrzeb? Zresztą skąd ta
miłość? Czy można kochać kogoś ZANIM zaistnieje? Można przywiązać się do
jakiegoś wyobrażenia owego kogoś, ale z całą pewnością wyobrażenie NIE jest
tym realnym dzieckiem, które pojawi się jako wynik naszych pragnień i
wyobrażeń. Słowem miłość do realnego dziecka MOŻE zaistnieć dopiero PO
zaistnieniu samego dziecka. Wcześniej mamy do czynienia co najwyżej z
uczuciami do wirtualnych tworów naszej wyobraźni. Tak więc obiecujemy miłość,
której nie mamy, komuś, kto nie istnieje, bo czujemy się niezaspokojeni, i to
wszystko Barbinator nazywa "jedynym sensownym powodem posiadania dzieci".