Dodaj do ulubionych

Co wiadomo na temat nierówności płci?

IP: 2.4.STABLE* 18.06.02, 21:21
Polecam ciekawy artykuł w Respublice Nowej nt. nierówności płci:
respublica.onet.pl/1086291,1,artykul.html
Obserwuj wątek
    • Gość: Nefer Re: Co wiadomo na temat nierówności płci? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 18.06.02, 22:49
      Bardzo ciekawe :
      Czy rzeczywiście kobiety same utrwalają status quo, czy to przez akceptowanie
      własnej niższości, czy też dlatego, że nie są tego stanu świadome? Wokół
      problemu "zadowolonego niewolnika" rozwinął się osobny nurt badań. Nikomu nie
      udało się odpowiedzieć na to intrygujące pytanie - nie odpowiem na nie i ja,
      jednak niezależnie od tego, czy kobiety faktycznie mają "fałszywą świadomość",
      utrudniającą im zrozumienie własnego interesu i zniechęcającą do wywalczenia
      równości płci, do rozważenia pozostaje praktyczny wątek dotyczący szans na
      zmniejszenie nierówności płci w różnych wymiarach. Nie uda się to - i tezę tę,
      opierając się na wynikach badań, spróbuję obronić - ponieważ nierówności płci
      są trwałym elementem struktury społecznej. A jeżeli coś jest trwałe, to
      widocznie jest funkcjonalne dla stosunków społecznych i być musi - dlatego też
      perspektywy dokonania zasadniczych zmian na tym polu są stosunkowo nieduże.

      Myślę, że w Polsce - na razie - jest wiele problemó ważniejszych dla kobiet niz
      zastanawianie sie czy "fałszywa świadomość" istnieje, czy nie. Jesteśmy tak
      wyjątkowym krajem (zajmuję sie badaniami) że u nas wszystko jest "pod górkę" i
      nijak nie pasuje do trendów w innych (podobnych wydawało by się ) krajach. Ale
      teza jest ciekawa. Tylko jakoś mało entuzjazmu i nadzieji w ostatnim zdaniu.
      NIe dziwi - świadomość statystycznej Polki jest żadna ( o jej
      prawach,możliwościach, a w ogóle jak "mąż nie bije to nie kocha")
      Pozdrawiam
      DD
      • Gość: ania Re: Co wiadomo na temat nierówności płci? IP: 2.4.STABLE* 18.06.02, 23:07
        Gość portalu: Nefer napisał(a):

        > teza jest ciekawa. Tylko jakoś mało entuzjazmu i nadzieji w ostatnim zdaniu.
        > NIe dziwi - świadomość statystycznej Polki jest żadna ( o jej
        > prawach,możliwościach, a w ogóle jak "mąż nie bije to nie kocha")
        > Pozdrawiam
        > DD

        Tez troche mnie to ostatnie zdanie zasmucilo... To tak jakbysmy nic na to
        poradzic nie mogli (wskaznik od lat na tym samym poziomie...).
        Moze ktos ma jakies pomysly jak globalnie (i totalnie) otrzezwic kobiety?;)) i
        mezczyzn? (tez tez!!)
        pozdrawiam
        a.
        • Gość: Nefer Re: Co wiadomo na temat nierówności płci? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 18.06.02, 23:11
          Codziennie rano myślę : pamiętaj - 90 % społeczeństwa słucha disco polo. I
          tylko dlatego jeszcze nie oszalałam pracując w badaniach rynku i patrząc na
          wyniki. Trudno kogoś otrzeźwiać w tej sytuacji.:)
          PA
          • Gość: Kati Re: Co wiadomo na temat nierówności płci? IP: 2.4.STABLE* 19.06.02, 23:04
            Gość portalu: Nefer napisał(a):

            > Codziennie rano myślę : pamiętaj - 90 % społeczeństwa słucha disco polo. I
            > tylko dlatego jeszcze nie oszalałam pracując w badaniach rynku i patrząc na
            > wyniki. Trudno kogoś otrzeźwiać w tej sytuacji.:)
            > PA

            A wiesz moze dlaczego Polska jest tak wyjatkowo buraczanym krajem?

            pzdr.
          • Gość: zula Re: Co wiadomo na temat nierówności płci? IP: *.leased-02.binet.pl 23.06.02, 18:25
            serio 90%? to w sumie średnio pocieszające...:-)
    • Gość: Pndzelek Re: Co wiadomo na temat nierówności płci? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 20.06.02, 22:13
      O MATKO CO ZA PIEPRZONY BEŁKOT PSEUDOINTELEKTUALNY!!!

      "(...)powinny się harmonijnie uzupełniać w realizacji odpowiedzialnych zadań
      wykonywanych przez mężów i ojców, żony i matki lub córki i synów. Całkiem
      odmienne spojrzenie reprezentują tak zwane konfliktowe teorie, dla których
      wszelkie nierówności są immanentnym czynnikiem pobudzającym do zmian. W
      teoriach tych podkreśla się znaczenie hierarchicznego wymiaru struktury
      społecznej, a w konsekwencji - dominującą rolę konfliktów w dostępie do puli
      dóbr między kategoriami usytuowanymi na wyższych i niższych pozycjach."

      O qrkwa maciaszczyk, takich pierdół to ja dawno nie czytałem. Co za gość z tego
      Henia D.

      Co do nierówności to jest ona istotnie! Kobiety są faworyzowane, gdzie to tylko
      możliwe: urlopiki macierzyńskie, zasiłeczki wychowawcze i inne, wolne dni na
      dziecko itepede.

      >>>---
      • Gość: XY O MATKO!! IP: 2.4.STABLE* 21.06.02, 21:41
        Gość portalu: Pndzelek napisał(a):

        > O MATKO CO ZA PIEPRZONY BEŁKOT PSEUDOINTELEKTUALNY!!!

        O MATKO CO ZA DEBILNY BEŁKOT PNDZELKA!!!
      • kurtyzana Re: Co wiadomo na temat nierówności płci? 25.06.02, 23:49
        Gość portalu: Pndzelek napisał(a):

        > O MATKO CO ZA PIEPRZONY BEŁKOT PSEUDOINTELEKTUALNY!!!
        >
        > "(...)powinny się harmonijnie uzupełniać w realizacji odpowiedzialnych zadań
        > wykonywanych przez mężów i ojców, żony i matki lub córki i synów. Całkiem
        > odmienne spojrzenie reprezentują tak zwane konfliktowe teorie, dla których
        > wszelkie nierówności są immanentnym czynnikiem pobudzającym do zmian. W
        > teoriach tych podkreśla się znaczenie hierarchicznego wymiaru struktury
        > społecznej, a w konsekwencji - dominującą rolę konfliktów w dostępie do puli
        > dóbr między kategoriami usytuowanymi na wyższych i niższych pozycjach."
        >
        > O qrkwa maciaszczyk, takich pierdół to ja dawno nie czytałem. Co za gość z tego
        >
        > Henia D.
        >
        > Co do nierówności to jest ona istotnie! Kobiety są faworyzowane, gdzie to tylko
        >
        > możliwe: urlopiki macierzyńskie, zasiłeczki wychowawcze i inne, wolne dni na
        > dziecko itepede.
        >
        > >>>---

        Heniu D. jest naukowcem i kupe ksiazek juz napisal (kazdy kto zajmuje sie
        tematami ludnosc - spoleczenstwo - ekonomia zna to nazwisko)
        co do zasileczkow wychowawczych, wolnych dni na dziecko itepede to moga je
        rowniez brac tatusiowie, czyzbys nie wiedzial?
    • Gość: DarkRyde Re: Co wiadomo na temat nierówności płci? IP: 2.4.STABLE* 22.06.02, 22:14
      Gość portalu: ania napisał(a):

      > Polecam ciekawy artykuł w Respublice Nowej nt. nierówności płci:
      > <a href="http://respublica.onet.pl/1086291,1,artykul.html"target="_blank">respu
      > blica.onet.pl/1086291,1,artykul.html</a>

      Oj, to chyba wszyscy faceci powinni przeczytac i nie gadac pozniej, ze nie ma
      zadnej dyskryminacji. I kobiety zreszta tez, bo one tez tak gadaja. A zreszta...
      co tam - glupie spoleczenstwo mamy i tyle.

      pozdrawiam
      • Gość: KAti Re: Co wiadomo na temat nierówności płci? IP: 2.4.STABLE* 24.06.02, 18:42
        Gość portalu: DarkRyde napisał(a):
        > Oj, to chyba wszyscy faceci powinni przeczytac i nie gadac pozniej, ze nie ma
        > zadnej dyskryminacji. I kobiety zreszta tez, bo one tez tak gadaja. A zreszta..
        > .
        > co tam - glupie spoleczenstwo mamy i tyle.

        A po co oni mają to czytać? bo przypadkiem musieliby przyznać nam racje?


    • Gość: zula Re: Co wiadomo na temat nierówności płci? IP: *.leased-02.binet.pl 23.06.02, 18:41
      no własnie...ja myślę, że to się zaczyna własnie w domu, to z resztą nie jest
      mój pomysł, ale:
      1) mężczyzna pracuje, kobieta wychowuje dzieci, ciągle z nimi przebywa
      2) dziecko w wieku kilku lat uświadamia sobie, ze nie ma władzy, ze nie może
      robić wszystkiego na co ma ochotę, musi robic pewne rzeczy, na które nie ma
      ochoty- wini za to matkę- pierwszego tyrana w swoim zyciu (niezależnie od tego
      jaka cudowna by nie była), od którego jednocześnie jest całkowicie zależne.
      ojca postrzega jako kogoś bardziej zrównoważonego, bo istotnie, ojciec np. nie
      chodzi z dzieckiem do dentysty, nie każe mu jesć brukselki itp itd.
      3) nawet kiedy dziecko dorasta, kiedy jest juz dojrzałym człowiekiem,
      niezaleznie od płci, akceptuje władzę mężczyzny (dominujacą pozycję społeczną)
      jako bardziej ludzką, racjonalniejszą niż znienawidzona władza kobiet. córka
      powiela sytuację matki. to jest błędne koło, ale uważam, ze ta sytuacja zmienia
      się stopniowo- na lepsze.
      • Gość: frisky2 Re: Co wiadomo na temat nierówności płci? IP: 62.233.139.* 26.06.02, 11:43
        Tak jest w twoim domu zula?
        • Gość: zula Re: Co wiadomo na temat nierówności płci? IP: *.leased-02.binet.pl 26.06.02, 12:33
          tak jest nawet w podręcznikach szkolnych: mama codzienna, tata odświetny...

          • Gość: frisky2 Re: Co wiadomo na temat nierówności płci? IP: 62.233.139.* 26.06.02, 13:13
            A ile podreczniki maja wspolnego z rzeczywistoscia?
            • Gość: zula Re: Co wiadomo na temat nierówności płci? IP: *.leased-02.binet.pl 26.06.02, 13:14
              .......
      • Gość: buzz Re: Co wiadomo na temat nierówności płci? IP: 157.25.84.* 26.06.02, 11:46
        w takiej sytuacji ja bym musial nienawidziec facetow, bo mnie wychowywal
        ojciec. wiec to chyba niedokladnie tak..
        moim skromnym zdaniem, dyskryminacja jest rzeczywistym problemem, tyle ze
        trudno uchwytnym. tak naprawde nie znamy wszystkich roznic miedzy kobietami a
        mezczyznami. podstawowa jest oczywista: to kobiety rodza. ale czy istnieja
        takze roznice w mentalnosci? jesli tak, to jakie? czy rzeczywiscie kobiety sa
        lagodniejsze, daza do kompromisu, a mezczyzni - agresywni i konkurujacy? wydaje
        mi sie, ze jakies roznice sa. nie ukrywam, ze sam czasami wole pracowac z
        facetem, bo .. no wlasnie, dlaczego? wydaje mi sie, ze latwiej mi sie
        porozumiec z kolega niz z kolezanka. nie jest to naturalnie regula, ale za
        szefa wole miec faceta.
        i na koniec uwaga: oddzielam problem dyskryminacji od feminizmu. moim zdaniem
        ten ruch odszedl od swojego celu - rownouprawnienia, i teraz zajmuje sie czyms
        zupelnie innym.
        ale to tak tylko na marginesie, nie chce prowokowac zadnej dyskusji,
        odchodzacej od tematu.
        pozdrowienia
        b.
        • Gość: Kati Re: Co wiadomo na temat nierówności płci? IP: 2.4.STABLE* 26.06.02, 12:26
          Gość portalu: buzz napisał(a):

          > w takiej sytuacji ja bym musial nienawidziec facetow, bo mnie wychowywal
          > ojciec. wiec to chyba niedokladnie tak..
          > moim skromnym zdaniem, dyskryminacja jest rzeczywistym problemem, tyle ze
          > trudno uchwytnym.

          Na pewno. sa jednak fakty, liczby, statystyki, ktore potwierdzaja jej istnienie
          bardzo namacalnie. A to, ze tak malo jeszcze wiemy o roznicach, to powod dla
          ktorego powinnismy powstrzymywac od wszelkich uogolniajacych i powierzchownych
          tez.

          >tak naprawde nie znamy wszystkich roznic miedzy kobietami a
          > mezczyznami. podstawowa jest oczywista: to kobiety rodza. ale czy istnieja
          > takze roznice w mentalnosci? jesli tak, to jakie? czy rzeczywiscie kobiety sa
          > lagodniejsze, daza do kompromisu, a mezczyzni - agresywni i konkurujacy?

          Nie ma co uogolniac: kazdy jest inny. Sa kobiety ktore doskonale nadaja sie na
          szefowe, i sa faceci ktorzy wola gotowac i prac skarpetki. Trzeba tylko pozwolic
          ludziom robic to na co maja ochote. I nie ograniczac ich. A dzieci juz w
          przedszkolach "ucza sie", ze tata to ten, ktory czyta gazete i oglada mecz, a
          mama robi pranie i szykuje kanapki. I ucza sie tego nie od swoich rodzicow, ale z
          podrecznikow. A ja sie pytam: O co chodzi? Przeciez to je krzywdzi.
          (...)
          > i na koniec uwaga: oddzielam problem dyskryminacji od feminizmu. moim zdaniem
          > ten ruch odszedl od swojego celu - rownouprawnienia, i teraz zajmuje sie czyms
          > zupelnie innym.

          a czym wg. ciebie zajmuja sie feministki? Bo ja, jako ta "fe" wiem, ze chodzi mi
          wlasnie o dyskryminacje. O to, ze traktuje sie mnie przez pryzmat plci.

          > ale to tak tylko na marginesie, nie chce prowokowac zadnej dyskusji,
          > odchodzacej od tematu.

          A ja mimo wszytsko jestem ciekawa twojej odpowiedzi.

          > pozdrowienia
          > b.

          pzdr.

          • Gość: buzz Re: Co wiadomo na temat nierówności płci? IP: 157.25.84.* 26.06.02, 13:06
            Gość portalu: Kati napisał(a):

            >
            > Na pewno. sa jednak fakty, liczby, statystyki, ktore potwierdzaja jej istnienie
            >
            > bardzo namacalnie. A to, ze tak malo jeszcze wiemy o roznicach, to powod dla
            > ktorego powinnismy powstrzymywac od wszelkich uogolniajacych i powierzchownych
            > tez.

            to wlasnie napisalem. rozumiem, ze mnie popierasz.

            >
            > Nie ma co uogolniac: kazdy jest inny. Sa kobiety ktore doskonale nadaja sie na
            > szefowe, i sa faceci ktorzy wola gotowac i prac skarpetki. Trzeba tylko pozwoli
            > c
            > ludziom robic to na co maja ochote. I nie ograniczac ich. A dzieci juz w
            > przedszkolach "ucza sie", ze tata to ten, ktory czyta gazete i oglada mecz, a
            > mama robi pranie i szykuje kanapki. I ucza sie tego nie od swoich rodzicow, ale
            > z
            > podrecznikow. A ja sie pytam: O co chodzi? Przeciez to je krzywdzi.

            tylko ze w przedszkolach pracuja przedszkolanki (no wlasnie, wylacznie, glownie,
            czy zaledwie czesc to kobiety?). pewne wzory zachowan sa - nazwijmy to -
            niesmiertelne w tym sensie, ze wszyscy je uznaja. to tez fakt.
            wcale nie twierdze, ze tak ma zawsze byc, ale po prostu tak jest.
            co zas do faktow, oprocz tego ze istnieja, mozna jeszcze dodac, ze nie znamy
            wszystkich zaleznosci. dlatego powolywanie sie na statystyki w zwiazku z roznymi
            historiami spolecznymi jest - albo moze byc - naduzyciem.


            > a czym wg. ciebie zajmuja sie feministki? Bo ja, jako ta "fe" wiem, ze chodzi m
            > i
            > wlasnie o dyskryminacje. O to, ze traktuje sie mnie przez pryzmat plci.
            >
            > > ale to tak tylko na marginesie, nie chce prowokowac zadnej dyskusji,
            > > odchodzacej od tematu.
            >
            > A ja mimo wszytsko jestem ciekawa twojej odpowiedzi.
            >

            moim zdaniem, feministki zaczely od rownouprawnienia. wtedy tez nazywaly sie
            women's liberation czy jakos podobnie. doprowadzily do zrownania kobiet z
            mezczyznami w zyciu politycznym i wtedy zabraly sie za sprawy swobodnie zwiazane
            z rownouprawnieniem. polecam artykul prof. legutki w zeszlosobotniej
            rzeczpospolitej.
            dowod mojego autorstwa na stwierdzenie, ze feministki nie walcza o
            rownouprawnienie jest nastepujacy:
            glownym problemem jest obecnie rynek pracy. kobiety zarabiaja mniej takze w
            krajach skandynawskich, w ktorych feminizm stal sie niemalze ideologia panstwowa.
            jesli mimo oczywistego sukcesu 'mysli' i ruchu feministycznych ten podstawowy cel
            nie zostal osiagniety, to znaczy, ze nie o to w nich chodzilo. co bylo do
            udowodnienia.


            pozdrowienia
            b.
            • Gość: KAti Re: Co wiadomo na temat nierówności płci? IP: 2.4.STABLE* 26.06.02, 13:36
              Gość portalu: buzz napisał(a):

              > tylko ze w przedszkolach pracuja przedszkolanki (no wlasnie, wylacznie, glownie
              > ,
              > czy zaledwie czesc to kobiety?). pewne wzory zachowan sa - nazwijmy to -
              > niesmiertelne w tym sensie, ze wszyscy je uznaja. to tez fakt.
              > wcale nie twierdze, ze tak ma zawsze byc, ale po prostu tak jest.
              > co zas do faktow, oprocz tego ze istnieja, mozna jeszcze dodac, ze nie znamy
              > wszystkich zaleznosci. dlatego powolywanie sie na statystyki w zwiazku z roznym
              > i
              > historiami spolecznymi jest - albo moze byc - naduzyciem.

              Rozumiem twoja niechec do statystyk, i wiadomo, ze nie mozna im slepo ufac i
              slepo przeliczac dane na nasze zycie. Wiadomo, ze jezeli mowia o przemocy w
              rodzinie, zdecydowana wiekszosc tych faktow jest wzieta z badan nad rodzinami
              patologicznymi, alkoholicznymi, etc. Tak samo jesli chodzi o zarobki: zawody
              najgorzej oplacane (pielegniarz, nauczyciel, sprzątacz) sa sfeminizowane (co
              widac chociazby po tym jak nienaturalnie brzmia bez zenskich koncowek), a stad
              pozniej tak drastyczne roznice przy porownywaniu srednich zarobkow kobiet i
              mezczyzn. A przeciez nie moze byc tak, ze praca kobiet z gory uznawana jest za
              mniej wartosciowa. i teksty o okresie i dzieciach sa zupelnie nie na poziomie.
              Ale z tego tez mozna wyciagnac jakies wnioski. Patrz: wyjsciowy artykul w tym
              watku.


              > > a czym wg. ciebie zajmuja sie feministki? Bo ja, jako ta "fe" wiem, ze cho
              > dzi m
              > > i
              > > wlasnie o dyskryminacje> moim zdaniem, feministki zaczely od
              rownouprawnienia. wtedy tez nazywaly sie
              > women's liberation czy jakos podobnie.

              Tak, tak nazwyal sie ruch 'fe' z lat 60. w US.

              >doprowadzily do zrownania kobiet z
              > mezczyznami w zyciu politycznym

              Jeszcze do tego nie doprowadzily. Teoretycznie kobiety maja te same prawa
              polityczne, w praktyce zadko udaje im sie przebic przez mur "prawdziwych
              politykow"- mezczyzn. Wciaz jeszcze jest nas bardzo malo w polityce. Wyjatkiem sa
              niektore panstwa europejskie, gdzie kobiety zdobywaja juz ok. 30-40% miejsc w
              parlamencie.

              >i wtedy zabraly sie za sprawy swobodnie zwiazan
              > e
              > z rownouprawnieniem. polecam artykul prof. legutki w zeszlosobotniej
              > rzeczpospolitej.

              Ten artykul wywolal doslownie salwy smiechu wsrod srodowisk kobiecych. Z powodu
              wyswiechtanych argumentow, niekompetencji, faktow wyciaganych z rekawa, a takze
              ukazaniem pogladow ekstremistki Andrei Dworkin jako typowych dla "fe". Pan
              Legutko zapomnial bowiem ile to dyskusji i debat sprzeciwiajacyhc sie Dworkin
              mialo miejsce w srodowisku amerykanskich fe. Polecam polemike Sergiusza
              Kowalskiego z tymze artykulem i takze w Rzepie
              www.rzeczpospolita.pl/dodatki/plus_minus_020622/plus_minus_a_16.html

              > dowod mojego autorstwa na stwierdzenie, ze feministki nie walcza o
              > rownouprawnienie jest nastepujacy:
              > glownym problemem jest obecnie rynek pracy. kobiety zarabiaja mniej takze w
              > krajach skandynawskich, w ktorych feminizm stal sie niemalze ideologia panstwow
              > a.

              Ale tam zarabiaja mniej o 5-6%. A w Polsce o 30%. To nie jest sukces?

              > jesli mimo oczywistego sukcesu 'mysli' i ruchu feministycznych ten podstawowy c
              > el
              > nie zostal osiagniety, to znaczy, ze nie o to w nich chodzilo.

              A o co chodzilo? Wciaz sie tego od ciebie nie dowiedzialam. Chce poznac twoje
              zdanie, a nie niekompetentnego ultrakonserwatysty Legutki.

              >co bylo do
              > udowodnienia.

              Nie zgadzam sie. Ja bardzo bym chciala, aby w Polsce choc w polowie ustawodawstwo
              wygladalo tak jak w Skandynawii, albo w Niemczech, albo we Francji. Naprawde.

              > pozdrowienia
              > b.

              pzdr. również :)
              kati

            • al_he_mja Re: Co wiadomo na temat nierówności płci? 26.06.02, 14:56
              Gość portalu: buzz napisał(a):

              > moim zdaniem, feministki zaczely od rownouprawnienia. wtedy tez nazywaly sie
              > women's liberation czy jakos podobnie. doprowadzily do zrownania kobiet z
              > mezczyznami w zyciu politycznym i wtedy zabraly sie za sprawy swobodnie zwiazan
              > e
              > z rownouprawnieniem. polecam artykul prof. legutki w zeszlosobotniej
              > rzeczpospolitej.

              Ryśka Legutko znam osobiscie, powiem tylko tyle, że w srodowisku akademickim ma
              on przedziwna reputację.... gość jest fachowcem od filozofii starozytnej i tutaj
              faktycznie jego autorytet coś znaczy, natomiast jeśli chodzi o te wypociny
              społeczno - poltyczne to sa one przedmiotem kpin i żartów, oczywiście poza jego
              plecami. Toleruje się to tylko dlatego, że jest dobry w czym innym i raktuje jako
              swegoropdzaju ekstrawagancję, nikt nie śmieje sie Ryśkowi prost w nos, tylko
              dlatego że to nie wypada. Kiedy zatem ktoś powołuje się na Ryśkowy autorytet
              powinien pamiętać, że ów autoryet profesora filozofii wynika z czegoś zupełnie
              innego, niż tekst gazetowy napisany własnie przez Ryśka. Gdyby Legutko próbował
              zrobic karierę naukową na tych swoich pseudo refleksjach społeczno-politycznych
              na pewno by się nie wybił, ponieważ są to jedynie - jeszcze raz podkreślam -
              DZIWACTWA profesora filozofii, który zrobił już karierę naukową i nie wiedząc co
              dalej zabrał się za populistyczną działalność publicystyczną po części dla kasy,
              po części dla popularności.

              > dowod mojego autorstwa na stwierdzenie, ze feministki nie walcza o
              > rownouprawnienie jest nastepujacy:
              > glownym problemem jest obecnie rynek pracy. kobiety zarabiaja mniej takze w
              > krajach skandynawskich, w ktorych feminizm stal sie niemalze ideologia panstwow
              > a.
              > jesli mimo oczywistego sukcesu 'mysli' i ruchu feministycznych ten podstawowy c
              > el
              > nie zostal osiagniety, to znaczy, ze nie o to w nich chodzilo. co bylo do
              > udowodnienia.

              buzzzzz..... czy jeśli nie osiągnąłeś takiej pozycji zawodowej o jakiej wcześniej
              marzyłeś to znaczy, że nie o to ci chodziło, czy że pojawiły się jakieś
              przeszkody na drodze do sukcesu?

              • maciej.k1 Re: Co wiadomo na temat nierówności płci? 26.06.02, 15:57
                al_he_mja napisał(a):

                > Ryśka Legutko znam osobiscie, powiem tylko tyle, że w srodowisku akademickim ma
                > on przedziwna reputację...

                Proszę nauczyć się odróżniać "reputację" danej osoby od jej poglądów i nie
                mieszać tych dwóch spraw w dyskusji. Jeśli Legutko się myli - to proszę wykazać
                mu blędy w rozumowaniu. Argumenty typu: "on bije żonę", "ma kochankę", "wszyscy
                sę z niego śmieją", mogą wprawdzie wydawać się Pani bardziej ekscytujące, ale
                nadają się tylko na ploteczki w maglu, a nie w rzeczowej dyskusji.
        • Gość: zula Re: Co wiadomo na temat nierówności płci? IP: *.leased-02.binet.pl 26.06.02, 12:50
          kobiety nie chcą być takie jak mężczyźni...to trudno ująć- nam nie chodzi o to,
          zeby dorównać, wyprzedzać mężczyzn, tylko, zeby wartości, które reprezentujemy,
          nawet decydujac się wychowywać dzieci, siedzieć w domu- były doceniane i
          szanowane, a nie traktowane jak to, co kazdy głupi potrafi...mam koleżankę, jest
          na studiach doktoranckich, na pytanie, co chce w życiu robić mówi: chcę prowadzić
          dom, wychowywać dzieci, przynajmniej 5, i ja ją za to szanuję, to jest jej wybór,
          jej plan na przyszłość, a nie zapchanie nudy, leku, tego, że coś przeciez TRZEBA
          robić.
          a propos kobiet i męzczyzn- jakieś badania na przedszkolakach wykazały, ze
          istotnie, od najmłodszych lat chłopcy bardziej koncentrują się na swoim
          indywidualizmie, a dziewczynki na kontaktach z innymi (tłumaczy sie to tym, ze
          dziewczynka identyfikujac sie z matką(pierwszą osoba w zyciu człowieka) uczy się
          odczuwać empatię znacznie łatwiej niz chłopiec, który postrzega się jako nie-
          matka, więc zmuszony jest sam poszukiwać prawdy o sobie. nie potrafię wyciągnać
          wniosków na wiekszą skalę, nie wiem, jaki to ma wpływ na wyższą agresję u
          mężczyzn. może ktos z Was coś wymyśli?

          pozdrawienia
          zula
        • al_he_mja Re: Co wiadomo na temat nierówności płci? 26.06.02, 14:35
          Gość portalu: buzz napisał(a):

          > w takiej sytuacji ja bym musial nienawidziec facetow, bo mnie wychowywal
          > ojciec. wiec to chyba niedokladnie tak..
          > moim skromnym zdaniem, dyskryminacja jest rzeczywistym problemem, tyle ze
          > trudno uchwytnym. tak naprawde nie znamy wszystkich roznic miedzy kobietami a
          > mezczyznami. podstawowa jest oczywista: to kobiety rodza. ale czy istnieja
          > takze roznice w mentalnosci? jesli tak, to jakie? czy rzeczywiscie kobiety sa
          > lagodniejsze, daza do kompromisu, a mezczyzni - agresywni i konkurujacy? wydaje
          >
          > mi sie, ze jakies roznice sa. nie ukrywam, ze sam czasami wole pracowac z
          > facetem, bo .. no wlasnie, dlaczego? wydaje mi sie, ze latwiej mi sie
          > porozumiec z kolega niz z kolezanka. nie jest to naturalnie regula, ale za
          > szefa wole miec faceta.

          "ten ruch doszedł do celu" - powiadasz - a powyższa wypowiedź pokazuje, ze jednak
          nie. Póki będą ludzie "wolący" pracować z tym, czy z tamtym, mieć za szefa tego
          lub owego z powodu jego płci, a nie kompetencji, nie może byc mowy o
          równouprawnieniu.

          > i na koniec uwaga: oddzielam problem dyskryminacji od feminizmu. moim zdaniem
          > ten ruch odszedl od swojego celu - rownouprawnienia, i teraz zajmuje sie czyms
          > zupelnie innym.
          > ale to tak tylko na marginesie, nie chce prowokowac zadnej dyskusji,
          > odchodzacej od tematu.
          > pozdrowienia
          > b.

          • maciej.k1 Re: Co wiadomo na temat nierówności płci? 26.06.02, 15:50
            al_he_mja napisał(a):

            > Gość portalu: buzz napisał(a):
            > > nie ukrywam, ze sam czasami wole pracowac z
            > > facetem, bo .. no wlasnie, dlaczego? wydaje mi sie, ze latwiej mi sie
            > > porozumiec z kolega niz z kolezanka. nie jest to naturalnie regula, ale za
            > > szefa wole miec faceta.
            >
            > "ten ruch doszedł do celu" - powiadasz - a powyższa wypowiedź pokazuje, ze jedn
            > ak
            > nie. Póki będą ludzie "wolący" pracować z tym, czy z tamtym, mieć za szefa tego
            > lub owego z powodu jego płci, a nie kompetencji, nie może byc mowy o
            > równouprawnieniu.

            Droga Alchemio! Twoje totalitarne zapędy przekraczają wszelkie granice. Buzz
            pisze, że woli mieć za szefa mężczyznę. Pisze więc o swoich osobistych
            preferencjach. Zapewne oznacza to, że mając szefa - mężczyznę CZUJE SIĘ lepiej
            niż z szefem kobietą.

            CZY NIE MA PRAWA TAK CZUĆ? Czy może należałoby jeszcze prawnie ingerować w emocje
            pracowników: "W naszej firmie nie wolno lubić mężczyn bardziej niż kobiet"?

            Prawo może regulować czyny i zachowania, ale już nie emocje. Emocje Buzza są jego
            prywatną sprawą i wara feministkom od nich. Nie rozumiem, jak można posuwać się
            do takich absurdów, by mieszać kwestię praw, z czyimiś osobistymi emocjami. Nawet
            najwięksi islamscy fundamentaliści, zakazując wiernym picia alkoholu, nie próbują
            ingerować w ich emocje - nie zakazują im go lubić.

            Tylko feministki mogły wymyśleć coś tak niewyobrażalnie absurdalnego, jak
            jednakowe traktowanie przez prawo subiektywnych emocji i obiektywnych czynów. Ty
            twierdzisz, że równouprawnienie polega na tym nie powinno się "woleć mężcyzn". Z
            kolei inne feministki postulują np. skazywanie mężcyzn za molestowanie seksualne
            na podstawie... emocji molestowanej osoby, tj. podstawą skazania może być to, że
            kobieta POCZUŁA SIĘ MOLESTOWANA (!), np. spojrzeniem mężczyzny.
            • Gość: Kati Re: Co wiadomo na temat nierówności płci? IP: 2.4.STABLE* 26.06.02, 16:36
              maciej.k1 napisał(a):

              > Droga Alchemio! Twoje totalitarne zapędy przekraczają wszelkie granice. Buzz
              > pisze, że woli mieć za szefa mężczyznę. Pisze więc o swoich osobistych
              > preferencjach. Zapewne oznacza to, że mając szefa - mężczyznę CZUJE SIĘ lepiej
              > niż z szefem kobietą.
              (...) i tak daalej
              > Tylko feministki mogły wymyśleć coś tak niewyobrażalnie absurdalnego, jak
              > jednakowe traktowanie przez prawo subiektywnych emocji i obiektywnych czynów. T
              > y
              > twierdzisz, że równouprawnienie polega na tym nie powinno się "woleć mężcyzn".
              (....)

              A wiec moj drogi: zapewne nie o to Achemii chodzilo, aby zakazywac indywidualnych
              preferencji, a jednak... W Stanach np. juz dawno zniknely w ogloszeniach o prace
              sugestie dotyczace plci, a u nas to jest na porzadku dziennym. Tam nie ma
              ogloszen typu "zatrudnie kobiete do.., albo zatrudnie mezczyzne ...", etc.
              Wiadomo, ze pracodawca zatrudni i tak tego kogo bedzie chcial, i jezeli bedzie
              chcial wybrac sposrod np. 8 kandydatek te, ktora ma najkrotsza spodnice, to jest
              to jego prywatna sprawa. Natomiast zakladanie z gory, ze "zatrudnie osobe na dane
              stanowiska i wolalbym zeby byl to mezczyzna" (czy kobieta, nie wazne), jest pewna
              forma dyskryminacji. Tak samo okreslanie wieku, koloru skory, czy preferencji
              seksualnych. To jest chyba jasne.
              Poza tym macku- twoje porownania feminizmu do systemow totalitarnych sa po prostu
              smieszne i prawdopodobnie wszystkim juz sie znudzily. Bo jezeli ktos czuje
              wyrazna niechec do wszystkich przedstawicieli jednej plci, to powinien pojsc na
              psychoterapie, a nie mowic, ze ma prawo do "subiektywnych emocji".
              Jezeli rownouprawnienie jest dla ciebie czyms tak "niewyobrazalnie absurdalnym",
              to z Toba jest cos nie_w_porzadku, a nie z feministkami.

              pozdrawiam
              • Gość: Maciej Re: Co wiadomo na temat nierówności płci? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 26.06.02, 21:57
                Gość portalu: Kati napisał(a):

                > A wiec moj drogi: zapewne nie o to Achemii chodzilo, aby zakazywac indywidualny
                > ch
                > preferencji,

                Jeśli Alchemii chodziło o coś innego, niż napisała, to znaczy, że ma problem z
                wyrażaniem swoich myśli. To nie moj sprawa. Ja nie komentuję jej mysli, tylko to,
                co napisała - czyli bzdurę. Szkoda, że nie umie się do tego przyznać.

                a jednak... W Stanach np. juz dawno zniknely w ogloszeniach o prac
                > e
                > sugestie dotyczace plci, a u nas to jest na porzadku dziennym. Tam nie ma
                > ogloszen typu "zatrudnie kobiete do.., albo zatrudnie mezczyzne ...",

                Nie zamierzam kometować, słusznie, czy nie. TO bowiem inna sprawa. Po pierwsze,
                nawet w USA prawo nie zabrania "WOLEĆ MĘŻCZYZN", tylko, co najwyżej, podawać
                pożądanej płci w ogłoszeniu. Po drugie, Buzz nie jest pracodawcą, lecz
                pracownikiem i wyraźnie napisał, że woli mężczyznę jako szefa. Tego nie tylko
                żadne prawo na świecie nie zabrania, ale nawet w żaden nie może zabronić. Żadne
                prawo na świecie jak narazie nie ingeruje bowiem w emocje ludzi (choć może
                ingerować w zachowanie, będące ich przejawem). Tymczasem Alchemia stwierdziła, że
                równouprawnienie polega na tym, że nie wolno mu "woleć mężczyzn". Nawet Stalin,
                który wprowadził kult swojej osoby, nie wprowadził prawa, które nakazywałoby go
                kochać.

                > Wiadomo, ze pracodawca zatrudni i tak tego kogo bedzie chcial, i jezeli bedzie
                > chcial wybrac sposrod np. 8 kandydatek te, ktora ma najkrotsza spodnice, to jes
                > t
                > to jego prywatna sprawa.

                A czy nie jest prywatną sprawą Buzza, u kogo chce pracować? Czy może należałoby
                wprowadzic dla niego nakaz pracy u kobiety - szefowej? Może on "dyskryminuje
                szefową", odmawiając pracy dla niej?

                > Poza tym macku- twoje porownania feminizmu do systemow totalitarnych sa po pros
                > tu
                > smieszne i prawdopodobnie wszystkim juz sie znudzily.

                Znowu mylisz emocje z rzeczowymi argumentami. Wesołość czy nuda to tylko emocje,
                które są Twoją prywatną sprawą. Jeśli moje porównania są błedne, to spróbuj
                wykazać mi błąd w rozumowaniu. I nie wypowiadaj się w imieniu "wszystkich", bo
                nikt Cię do tego nie upoważnił - nawet Twoja "gender", w tajemniczy sposób
                czyniąca Cię w Twoim mniemaniu rzeczniczką wszystkich kobiet świata.

                > Bo jezeli ktos czuje
                > wyrazna niechec do wszystkich przedstawicieli jednej plci, to powinien pojsc na
                > psychoterapie, a nie mowic, ze ma prawo do "subiektywnych emocji".

                Jeśli ktos czuje niechęć do kogokolwiek, to ma prawo ją czuć. Nawet, jeśli jest
                feministką i ma z tego tytułu kłopoty w kontaktach z ludźmi i z rodziną. Póki co
                żyjemy (jeszcze) w wolnym kraju i każdy ma prawo do swoich emocji. Psychoterapia
                ciągle jeszcze jest wolnym wyborem, a nie przymusem. To tylko w ZSRR można było
                trafić do szpitala psychiatrycznego za transparent "Chcę wyjechać z ZSSR".
                W wolnych krajach nie ma żadnych sankcji za "niechęć" - co najwyżej za takie
                formy jej wyrażania, które są sprzeczne z prawem. Powtarzam jeszcze raz: PRAWO
                KARZE ZA CZYNY, A NIE ZA EMOCJE. Wypadałoby wreszcie nauczyć się odrózniać jedno
                od drugiego (choć rozumiem, że jako kobiety możecie mieć z tym trudności...)

                PS. Dotąd jakoś udawało Ci się uniknąć obrzucania mnie wyzwiskami. Przyznam, że
                byłem tym mile zaskoczony. Żałuję, że mój pogląd na temat braku tolerancji
                feministek i braku umiejętności dyskutowania z osobami o innych poglądach bez
                inwektyw jak potwierdza się bez wyjątku.
    • al_he_mja ależ ta Wasza Maciejka durniutka 26.06.02, 16:19
      miło jest czytać rozkosznie głupie Maciusiowe posty, przynajmniej się człowiek
      uśmieje, ale żeby z takim czymś dyskutować??????

      to prawda, że "dyskusję" z Maciusiowymi urojeniami można potraktować również
      jako rodzaj rozrywki, tak się jednak składa że nie bawią mnie kiepskie
      teleturnieje, kto lubi takie gry, niech w nich uczestniczy, ja się tylko
      poprzyglądam :)
      • Gość: Kati Re: ależ ta Wasza Maciejka durniutka IP: 2.4.STABLE* 26.06.02, 16:43
        al_he_mja napisał(a):

        > miło jest czytać rozkosznie głupie Maciusiowe posty, przynajmniej się człowiek
        > uśmieje, ale żeby z takim czymś dyskutować??????
        >
        > to prawda, że "dyskusję" z Maciusiowymi urojeniami można potraktować również
        > jako rodzaj rozrywki, tak się jednak składa że nie bawią mnie kiepskie
        > teleturnieje, kto lubi takie gry, niech w nich uczestniczy, ja się tylko
        > poprzyglądam :)

        Durniutka a jakze ;))
        Ja jednak okazuje sie typem niewzruszonego wyjasniacza przedziwnych dla maciejki
        praw logiki i naturalnych oczywistosci, tyle ze faktycznie meczy mnie to i
        smieszy na zmiane :) Bo jak narazie skutkow moja misja nie odnosi ;(
        buuuuuuuuuu....

        pozdrawiam:)

    • al_he_mja niestrudzony maćko znów się wynurzył 26.06.02, 23:08
      niestety nie przeczytałam jego postu do końca, zbyt obszerny i się znudziłam.
      msciuśku naucz się w sposób zwięzły wyrażać swoje myśli (a raczej urojenia)
      elaboraty są cieżkostrawne

      najbardziej mi się maćko podobał gdy sam ze sobą gagał na wiadomym,
      komunistycznym wątku, fajne to było, niestety...nie dało się przebrnąć przez tę
      całą epistołę. wnioskuję aby maćko:
      1. załączaj w osobny poście abstrakt właściwego postu
      2. sporządzał spis tresci do swoich wypocin


      • Gość: buzz Re: niestrudzony IP: 157.25.84.* 27.06.02, 09:36
        brawo, brawo.
        a teraz do rzeczy:
        nie preferuje mezczyzn kosztem kobiet. natomiast powiedzialem, ze lepiej mi sie
        pracuje z takimi szefami. to wszystko. zeby nie bylo niedomowien: preferuje
        kobiety :)
        wy wysmialyscie tekst legutki i jego samego przy okazji. wasze prawo, ale
        argumenty p. s.kowalskiego byly niestety mierne. nie napisal nic, co by
        dowodzilo blednosc tekstu legutki.
        i na koniec - powrot do sprawy sukcesow feminizmu w krajach skandynawskich.
        otoz moja teza jest nastepujaca - i jak sie ktos nie zgadza, to niech ja obali:
        1. feministki odniosly tam sukces
        2. w skandynawii nadal istnieja roznice w zarobkach kobiet i mezczyzn
        wniosek: sukcesem nie bylo wyrownanie tych roznic.
        w takim razie, pytam sie: co bylo?? i odpowiadam: parytety, malzenstwa
        homoseksualne, kobiety ksieza itditp. czyli: ideologia. i dlatego uwazam, ze
        celem ruchu feministycznego nie jest faktyczna likwidacja dyskryminacji (a
        raczej nierownosci) lecz jakis lewicowy belkot ideologiczny.
        pozdrawiam
        b.
        • Gość: zula Re: niestrudzony IP: *.leased-02.binet.pl 27.06.02, 11:31
          > 2. w skandynawii nadal istnieja roznice w zarobkach kobiet i mezczyzn
          > wniosek: sukcesem nie bylo wyrownanie tych roznic.

          sucha statystyka: kobieta i mężczyzna w wieku 27 lat, bezdzietni zarabiają +/-
          podobnie (różnica max. 10%) tymczasem: w wieku 38 lat kobieta z 2 dzieci zarabia
          45% tego co mężczyzna na tym samym stanowisku. tak wyglada sytuacja w polsce. a w
          skandynawii to są 2-3%. I czy to nie jest twoim zdaniem sukces feminizmu?

          > i dlatego uwazam, ze
          > celem ruchu feministycznego nie jest faktyczna likwidacja dyskryminacji (a
          > raczej nierownosci) lecz jakis lewicowy belkot ideologiczny.
          > pozdrawiam
          > b.

          nie- celem ruchu feministycznego jest likwidacja dyskryminacji. nie rozumiem
          dlaczego, twoim zdaniem, celem feministek miałby byc lewicowy bełkot. rozumiem,
          ze to też jest taki stereotyp: kobiecie się nie podoba, to zrzędzi, feministki to
          taka organizacja zrzędzących bab. ale ich celem nie jest zrzędzenie, celem jest
          ZMIANA.
          • Gość: buzz Re: niestrudzony IP: 157.25.84.* 27.06.02, 12:27
            zacytuje fragment artykulu, od ktorego wszystko sie zaczelo (tzn. ten watek):

            Wyższe zarobki mężczyzn są najbardziej wymiernym wskaźnikiem nierówności
            związanych z płcią. Prowadzone od kilkudziesięciu lat systematyczne badania
            pozwalają sformułować trzy główne wnioski. Pierwszy to wyższa pozycja mężczyzn
            w hierarchii zarobków, prawidłowość tę stwierdzono bowiem we wszystkich
            krajach; po drugie, nierówności te są względnie trwałe, jako że dystans
            zarobkowy dzielący kobiet od mężczyzn utrzymuje się w długich przedziałach
            czasu na mniej więcej tym samym poziomie; po trzecie, zastanawiająca jest
            głębia tego dystansu - wprawdzie w niektórych krajach kobiety zarabiają więcej,
            a w innych mniej, jednak wszędzie różnica ta oscyluje w granicach 25-30 proc.,
            czyli średnia dochodów kobiet wynosi 70-75 proc. dochodów mężczyzn

            W świetle wyników badań porównawczych z 1994 roku dla 23 krajów największy
            dystans zarobkowy występował w Japonii, w której kobiety uzyskiwały (średnio
            rzecz biorąc) 46 proc. kwot zarabianych przez mężczyzn. Drugie miejsce od końca
            zajmowało RFN (55 proc.), a kolejne - Anglia (60 proc.), Australia (61 proc.),
            Izrael (63 proc.) i Polska (65 proc.), razem z Rosją, Norwegią i Austrią.
            Stosunkowo korzystniej wyglądała w tym rankingu sytuacja kobiet w Kanadzie i
            Szwecji, gdzie zarobki kobiet kształtowały się na poziomie 71-72 proc. średniej
            mężczyzn. Jak widać, różnice między krajami nie układały się w żaden wzór poza
            jednym: kobiety wszędzie ustępowały mężczyznom.

            i co? gdzie te twoje 2-3 procent?

            b.
            • Gość: zula Re: niestrudzony IP: *.leased-02.binet.pl 27.06.02, 15:02
              > i co? gdzie te twoje 2-3 procent?
              >
              20-30 %, sorry:-) no ale 20-30% to nie 50%, mimo wszystko...

              • Gość: buzz Re: niestrudzony IP: 157.25.84.* 27.06.02, 15:18
                naturalnie, ze kobietom jest lepiej w europie niz japonii (chociaz czy
                rzeczywiscie? - nie wiem, choc dane na to wskazuja, jesli chodzi o zarobki).
                ale nadal dowodzi to moja teze, ze sukces feminizmu nie polega na rownym
                traktowaniu na rynku pracy. wiec pytam sie: na czym?
                bo, wybacz, ale ciagle gadanie o tym, ze kobieta nie realizuje sie w domu, jest
                nie tylko zgrane, ale i uproszczeniem. tam tez sie realizuje. tak samo jak
                mezczyzna. bo stworzyc dobry dom jest o wiele trudniej, niz osiagnac sukces w
                pracy. dla mnie feminizm to walka z tradycja dla samej walki. i to wlasnie mi
                sie nie podoba.
                pozdrowienia
                b.
                • Gość: frisky2 Re: niestrudzony IP: 62.233.139.* 27.06.02, 15:37
                  Wg mnie sukces feminizmu polega przede wszystkim na zmianie mentalnosci
                  ludzkiej. Piszesz buzz, ze feministki walcza tylko o ideologie, bo forsy
                  wiekszej i tak nie wywalczyly. Dobrze, i o to chodzi - o ideologie. Dzis coraz
                  wiecej mezczyzn rozumie juz, ze kobieta nie "ma siedziec w domu wychowywac
                  dzieci, prac i gotowac". Coraz wiecej mezczyzn wie, ze kobieta, jesli chce, ma
                  prawo do kariery, ze mezczyzna ma takie samo prawo i obowiazek zajmowac sie
                  domem i dziecmi.
                  Wybacz, ale nasi dziadkowie, a czesto i ojcowie mieli zupelne inne pojecie o
                  tym.
                  Ja teraz sie ciesze, gdy widze, ze moj syn i corka wyrastaja w rodzinie, w
                  ktorej nie ma stereotypowych podzialow na to co nalezy do mezczyzny a co do
                  kobiety. Jesli dziecko chce jesc, to robi mu to jedzenie to z rodzicow ktore
                  akurat jest wolne. Jesli trzeba cos zalatwic - sytuacja taka sama. Jesli trzeba
                  cos kupic - to nie ma czegos takiego, ze tato laskawie dal zarobione przez
                  siebie pieniadze. Bo te pieniadze sa calej rodziny.
                  I jak chcesz tak gadaj, ale to jest osiagniecie. Zresztaa to widac i na forum,
                  gdzie wiele kobiet (przynajmniej z opisu) prowadzi zycie partnerskie z
                  facetami.
                  • Gość: buzz Re: niestrudzony IP: 157.25.84.* 27.06.02, 15:53
                    jesli jest tak dobrze, to czemu jest tak zle? - w opinii feministek. wlasnie o
                    tym pisalem, ze:
                    1. z jednej strony twierdza, ze jest zle, a - moim zdaniem - nie jest
                    2. z drugiej nadal nie ma rownosci, a one koncentruja sie na ideologii
                    b.
                    • Gość: frisky2 Re: niestrudzony IP: 62.233.139.* 27.06.02, 15:56
                      Gość portalu: buzz napisał(a):

                      > jesli jest tak dobrze, to czemu jest tak zle? - w opinii feministek. wlasnie o
                      > tym pisalem, ze:
                      > 1. z jednej strony twierdza, ze jest zle, a - moim zdaniem - nie jest
                      > 2. z drugiej nadal nie ma rownosci, a one koncentruja sie na ideologii
                      > b.
                      Nie napisalem, ze jest az tak dobrze. Napisalem, ze jest lepiej niz bylo. I to
                      jest ich osiagniecie. Ale jeszcze pewna praca przed nimi
                      • Gość: Kati Re: niestrudzony IP: 2.4.STABLE* 28.06.02, 13:22
                        Gość portalu: frisky2 napisał(a):

                        > Nie napisalem, ze jest az tak dobrze. Napisalem, ze jest lepiej niz bylo. I to
                        > jest ich osiagniecie. Ale jeszcze pewna praca przed nimi

                        A dlaczego nie przed nami?

                        k.

                  • maciej.k1 Re: niestrudzony 27.06.02, 15:58
                    Gość portalu: frisky2 napisał(a):

                    > Wg mnie sukces feminizmu polega przede wszystkim na zmianie mentalnosci
                    > ludzkiej. Piszesz buzz, ze feministki walcza tylko o ideologie, bo forsy
                    > wiekszej i tak nie wywalczyly. Dobrze, i o to chodzi - o ideologie. Dzis coraz
                    > wiecej mezczyzn rozumie juz, ze kobieta nie "ma siedziec w domu wychowywac
                    > dzieci, prac i gotowac". Coraz wiecej mezczyzn wie, ze kobieta, jesli chce, ma
                    > prawo do kariery,

                    W PRL istniał ekonomiczny przymus pracy kobiet. Znaczna część kobiet pracowała,
                    bo rzadko który mężczyzna zarabiał samodzielnie wystarczająco dużo, by móc
                    utrzymać rodzinę. (Jednak na Śląsku, gdzie górnicy dużo zarabiali, pozostały
                    bardziej tradycyjne układy.) To nie feministyczna ideologia ukształtowała
                    świadomość w Polsce, lecz warunki ekonomiczne za komuny: niskie pensje mężczyzn i
                    powszechna dostępność miejsc pracy dla kobiet.


                    • Gość: frisky2 Re: niestrudzony IP: 62.233.139.* 27.06.02, 16:04
                      To co uksztaltowalo swiadomosc w krajach zachodnich? Tam nie bylo komuny/
                    • Gość: Kati Re: niestrudzony IP: 2.4.STABLE* 27.06.02, 16:17
                      A propos górnikow, czyli zawodu 100% meskiego:
                      srednia zarobkow w gornictwie to 2900 zl(GUS 1999). Jest to deficytowa gałąź
                      przemyslu. Do gornictwa doplaca sie z tego samego portfela, z ktorego nie mozna
                      wyjac na doplate do glodowych pensji pielegniarek.
                      • Gość: frisky2 Re: niestrudzony IP: 62.233.139.* 27.06.02, 16:20
                        Gość portalu: Kati napisał(a):

                        > A propos górnikow, czyli zawodu 100% meskiego:
                        > srednia zarobkow w gornictwie to 2900 zl(GUS 1999). Jest to deficytowa gałąź
                        > przemyslu. Do gornictwa doplaca sie z tego samego portfela, z ktorego nie mozna
                        >
                        > wyjac na doplate do glodowych pensji pielegniarek.

                        Tylko, ze z gorniczje pensji utrzymuja sie nie tylko faceci, ale ich zony i
                        dzieci. A pielegniarki z reguly maja zarabiajacych mezow.
                        • Gość: Kati Re: niestrudzony IP: 2.4.STABLE* 27.06.02, 16:31
                          Gość portalu: frisky2 napisał(a):

                          > Gość portalu: Kati napisał(a):
                          >
                          > > A propos górnikow, czyli zawodu 100% meskiego:
                          > > srednia zarobkow w gornictwie to 2900 zl(GUS 1999). Jest to deficytowa gał
                          > ąź
                          > > przemyslu. Do gornictwa doplaca sie z tego samego portfela, z ktorego nie
                          > mozna
                          > >
                          > > wyjac na doplate do glodowych pensji pielegniarek.
                          >
                          > Tylko, ze z gorniczje pensji utrzymuja sie nie tylko faceci, ale ich zony i
                          > dzieci. A pielegniarki z reguly maja zarabiajacych mezow.

                          Swietny argument!!! Nie ma co!! zastanow sie troche nad tym co napisales.
                          • Gość: frisky2 Re: niestrudzony IP: 62.233.139.* 27.06.02, 16:36
                            Ty tez sie zastanow. Skoro wiekszosc zon gornikow nie pracuje i maja po 40-50
                            lat (i wynika to z wielu uwarunkowan spolecznych z dawnych lat), to trudno sie
                            dziwic, ze gornicy - ich mezowie - zarabiaja wiecej niz pielegniarki. Wyobraz
                            sobie, ze gornikom zmniejszonoby place do poziomu pielegniarek. Jakie wtedy
                            bylyby problemy spoleczne na slasku? Dotykajace nie tylko facetow, ale kobiety
                            i przede wszystkim dzieci.

                            Proces odchodzenia od wygorowanych plac gorniczych musi byc rozlozony w czasie
                            i scisle zwiazany z reforma calego gornictwa.
                            • al_he_mja ad górników 27.06.02, 17:42
                              firsky ma sporo racji, górnictwo to jest szerszy problem społeczny.
                              1. śląsk to dosyć specyficzny region i tradycja, że mąż ma zarabiać, a żona
                              zarzadzać domowym budżetem jest tu ciągle b. silna
                              2. górnicy od dawana dużo zarabiali, przedewszystkim dlatego, ze wykonują
                              niebezpieczną dla życia i zdrowia pracę

                              nie da się tak po prostu obniżyć im pensji, to faktycznie spowodowałoby powazne
                              problemy społeczne, nie sposb jednak zaprzeczyć, ze coś z tym trzeba zrobić,
                              utrzymywanie nierentownych kopalni przez podatnika nie może trwać wiecznie,
                              pytanie tylko co i w jaki sposób przeprowadzić zmiany?

                              Pomysł, żeby "dać pielęgniarkom" też nie wydaje mi się dobry. dziś pielęgniarka
                              jeśli jest operatywna może całkiem nieźle zarabiać w prywatnej służbie zdrowia,
                              może też wyjechać za granicę. W sytuacji, kiedy wyższe uczelnie kształcą kelnerów
                              i kasjerki, bo takie jest bezrobocie, zajmowanie się losem pielęgniarek wydaje
                              się nie na miejscu; wiele osób, które znacznie wiecej zainwestowało w
                              wykształcenie ma się znacznie gorzej, niż one.

                              Gość portalu: frisky2 napisał(a):

                              > Ty tez sie zastanow. Skoro wiekszosc zon gornikow nie pracuje i maja po 40-50
                              > lat (i wynika to z wielu uwarunkowan spolecznych z dawnych lat), to trudno sie
                              > dziwic, ze gornicy - ich mezowie - zarabiaja wiecej niz pielegniarki. Wyobraz
                              > sobie, ze gornikom zmniejszonoby place do poziomu pielegniarek. Jakie wtedy
                              > bylyby problemy spoleczne na slasku? Dotykajace nie tylko facetow, ale kobiety
                              > i przede wszystkim dzieci.
                              >
                              > Proces odchodzenia od wygorowanych plac gorniczych musi byc rozlozony w czasie
                              > i scisle zwiazany z reforma calego gornictwa.

                              • Gość: Kati Re: ad górników IP: 2.4.STABLE* 27.06.02, 18:16
                                al_he_mja napisał(a):

                                > firsky ma sporo racji, górnictwo to jest szerszy problem społeczny.
                                > 1. śląsk to dosyć specyficzny region i tradycja, że mąż ma zarabiać, a żona
                                > zarzadzać domowym budżetem jest tu ciągle b. silna

                                Czyli feministki maja tam duzo do zrobienia :) Jednak nie uwazam, zeby fakt czy
                                czyjas zona pracuje czy nie mial rzutowac na wysokosc zarobkow.

                                > 2. górnicy od dawana dużo zarabiali, przedewszystkim dlatego, ze wykonują
                                > niebezpieczną dla życia i zdrowia pracę

                                Zgadzam sie.

                                > nie da się tak po prostu obniżyć im pensji, to faktycznie spowodowałoby powazne
                                > problemy społeczne, nie sposb jednak zaprzeczyć, ze coś z tym trzeba zrobić,
                                > utrzymywanie nierentownych kopalni przez podatnika nie może trwać wiecznie,
                                > pytanie tylko co i w jaki sposób przeprowadzić zmiany?

                                Ja nie chce zabierac gornikom i dawac pielgniarkom, uwazam tylko, ze to nie fair,
                                ze pensje w sfeminizowanych zawodach czerpiacych tak jak gornictwo z kieszeni
                                podatnikow sa po prostu glodowe. I zona zoną, ale dlaczego ciezko pracujaca
                                kobieta nie moze dostac godziwego wynagrodzenia. I dlaczego argumentuje sie to
                                tym, ze ma męża, ktory dobrze zarabia. To jakas groteska.


                                > Pomysł, żeby "dać pielęgniarkom" też nie wydaje mi się dobry. dziś pielęgniarka
                                > jeśli jest operatywna może całkiem nieźle zarabiać w prywatnej służbie zdrowia,
                                > może też wyjechać za granicę.

                                Jesli gornik jest operatywny moze sie przekwalifikowac i nikt mu nie broni
                                wyjechac za granice. (znow jakas groteska)

                                >W sytuacji, kiedy wyższe uczelnie kształcą kelner
                                > ów i kasjerki, bo takie jest bezrobocie, zajmowanie się losem pielęgniarek
                                wydaje się nie na miejscu; wiele osób, które znacznie wiecej zainwestowało w
                                > wykształcenie ma się znacznie gorzej, niż one.

                                No dobra. Pomysl jak odpowiedzialna prace ma pielegniarka. Pomysl jak jej praca
                                nas bezposrednio dotyczy i pomysl jak WAZNA jest je praca. Widocznie kochane
                                spoleczenstwo uwaza, ze kobieta ma w genach zapisane poswięcanie się dla
                                ludzkości, opiekowanie sie chorymi, zmienianie staruszkom pieluch, etc... i z
                                przyjemnoscia robi to za darmo. A zyc mozna przeciez powietrzem. Swoje dzieci
                                pielgniarki tez maja karmic powietrzem? Moja znajoma pracuje na OIOMIe w
                                warszawskim szpitalu i dostaje netto ok.700 zl. Ona codziennie ratuje ludzkie
                                zycie. (Fakt, pewnie wiecej zarobilaby jako kelnerka)

                                Edukacja tez nam nie jest potrzebna. Po co w ogole te nauczycielki? Powinny
                                wszystkie zbiorowo zatrudnic sie jako kasjerki i kelnerki. Przynajmniej by nie
                                narzekaly i nie strajkowaly.
                                • Gość: maly.k Re: ad górników IP: 139.57.24.* 27.06.02, 18:22
                                  Oczywiscie, ze masz racje co do tego, ze stan cywilny i zarobki rodziny nie
                                  powinny miec wplywu na wynagrodzenie. I pewnie w przypadku indywidualnym
                                  (gornik zonaty i gornik kawaler) nie ma.

                                  Ale...
                                  Tak naprawde nieproporcjonalnie wysokie place gornikow sa cena placona za
                                  spokoj spoleczny. Caly problem polega na tym, ze mialo to byc przejsciowe, a
                                  wyglada na to, ze petryfikacja takiego dziwnego ukladu jest niemal wszystkim
                                  bezposrednio zainteresowanym na reke.

                                  Nie wszystko - jak widzisz - wiaze sie z feminizmem.

                                  Pozdrawiam,

                                  mk.
                                  • al_he_mja Re: ad górników 27.06.02, 20:21
                                    Gość portalu: maly.k napisał(a):


                                    > Tak naprawde nieproporcjonalnie wysokie place gornikow sa cena placona za
                                    > spokoj spoleczny. Caly problem polega na tym, ze mialo to byc przejsciowe, a
                                    > wyglada na to, ze petryfikacja takiego dziwnego ukladu jest niemal wszystkim
                                    > bezposrednio zainteresowanym na reke.

                                    trafna uwaga Ksiązę

                                    :-)
                                  • Gość: Kati Re: ad górników IP: 2.4.STABLE* 28.06.02, 14:41
                                    Gość portalu: maly.k napisał(a):

                                    > Oczywiscie, ze masz racje co do tego, ze stan cywilny i zarobki rodziny nie
                                    > powinny miec wplywu na wynagrodzenie. I pewnie w przypadku indywidualnym
                                    > (gornik zonaty i gornik kawaler) nie ma.

                                    Ale takie byly twoje argumenty.

                                    > Ale...
                                    > Tak naprawde nieproporcjonalnie wysokie place gornikow sa cena placona za
                                    > spokoj spoleczny. Caly problem polega na tym, ze mialo to byc przejsciowe, a
                                    > wyglada na to, ze petryfikacja takiego dziwnego ukladu jest niemal wszystkim
                                    > bezposrednio zainteresowanym na reke.

                                    Otóż to!

                                    > Nie wszystko - jak widzisz - wiaze sie z feminizmem.

                                    Czasami sie wiąże: pielęgniarki nie zburzą spokoju społecznego, bo są kobietami i
                                    z założenia nie uda im się obalic rządu (nawet nie chcą spróbować:) Po co więc
                                    przejmować się kimś, kto nam-władzy nie zagraża?
                                    Ja proponuję, żeby pielęgniarki (i nauczycielki, etc) się "wyemancypowały" i
                                    zamiast próśb i przeprosin spróbowały się domagać i żądać. Po męsku. Może wtedy
                                    męskość rządowa będzie rozmawiała z nimi jak równy z równym?

                                    > Pozdrawiam,
                                    >
                                    > mk.

                                    pozdrawiam,
                                    kati

                                    • Gość: maly.k Re: ad Kati IP: *.sympatico.ca 28.06.02, 15:38
                                      Gość portalu: Kati napisał(a):

                                      > Ale takie byly twoje argumenty.
                                      Kati, odpowiedz, do ktorej sie odnosisz byla moja
                                      pierwsza w tym watku - i chyba wogole pierwsza na temat
                                      pielegniarek, gornikow etc.
                                      Czyzby wszyscy mezczyzni zlali Ci sie juz w jedna,
                                      bezksztaltna, gnebiaca kobiety mase, w ktorej nie da sie
                                      wyroznic pojedynczych osobnikow?

                                      Co do reszty, tj. domagania sie 'po mesku' etc. to nie
                                      przypuszczam. Ignorowala pielegniarki meskosc i damskosc
                                      rzadowa (p. Suchocka) nie dlatego, ze sa kobietami, lecz
                                      z powodow, ktore ktos tu kiedys probowal wylozyc. To samo
                                      dotyczylo np. lekarzy, w polowie lat 90 policjantow itp.

                                      Pozdrawiam,

                                      mk.
                                      • Gość: Kati ad maly.k IP: 2.4.STABLE* 28.06.02, 18:49
                                        Gość portalu: maly.k napisał(a):

                                        > Gość portalu: Kati napisał(a):
                                        >
                                        > > Ale takie byly twoje argumenty.
                                        > Kati, odpowiedz, do ktorej sie odnosisz byla moja
                                        > pierwsza w tym watku - i chyba wogole pierwsza na temat
                                        > pielegniarek, gornikow etc.
                                        > Czyzby wszyscy mezczyzni zlali Ci sie juz w jedna,
                                        > bezksztaltna, gnebiaca kobiety mase, w ktorej nie da sie
                                        > wyroznic pojedynczych osobnikow?

                                        ??!!!!

                                        Sorryy- po prostu wczesniej caly czas rozmawialam o gornikach z jedna osoba i
                                        czytajac twoja odpowiedz odnioslam sie do wczesniejszych postow.
                                        Ale to chyba nie jest powod zeby mnie posądzac o jakis antymęski spisek? I
                                        naprawde robi mi sie przykro, kiedy po raz kolejny dowiaduje sie, ze feministka
                                        (ja) to osoba, ktora jest po prostu uprzedzona do mezczyzn. I że dlatego nie
                                        zgadzam sie z waszymi kwestiami, bo jestescie facetami. Nie wiem czy jestes baba
                                        czy chlopem, chyba ze poprzez odpowiednia forme gramatyczna sie to ujawnia w
                                        trakcie dyskusji. I oswiadczam, ze to nie rzutuje.
                                        I mam nadzieję, że nie będę musiała się tak wiecznie tłumaczyć. To mi przypomina
                                        jakąś taką skrajną i śmieszną "polityczną poprawność", przy której każdy post
                                        powinien się zaczynać od: "jestem feministką, ale to nie znaczy, że każdą
                                        wypowiedź mężczyzny uznam odgórnie za gnębiącą i dyskryminującą i będę zwalczać
                                        każdego osobnika płci męskiej, który pojawi się na forum". Myślałam, że to jest
                                        jasne i że takich rzeczy nie trzeba w kółko powtarzać. I bardzo proszę o
                                        powstrzymywanie się od takich tekstów, bo naprawdę to nie fair. Feministka to nie
                                        jest istota nienawidząca mężczyzn i uznająca ich za wszelkie zło. W
                                        przeciwieństwie do niektórych "antyfe", którzy własnie tak widzą "fe" :) Ale to
                                        już inna bajka...

                                        > Co do reszty, tj. domagania sie 'po mesku' etc. to nie
                                        > przypuszczam. Ignorowala pielegniarki meskosc i damskosc
                                        > rzadowa (p. Suchocka) nie dlatego, ze sa kobietami, lecz
                                        > z powodow, ktore ktos tu kiedys probowal wylozyc. To samo
                                        > dotyczylo np. lekarzy, w polowie lat 90 policjantow itp.

                                        Rzecz o męskości była rzeczą żartobliwą, jakby ktoś nie zauważył :)

                                        > Pozdrawiam,
                                        >
                                        > mk.

                                        pozdrawiam,
                                        k.


                                        • Gość: maly.k Re: ad maly.k IP: 139.57.24.* 28.06.02, 19:20
                                          Gość portalu: Kati napisał(a):

                                          > Sorryy- po prostu wczesniej caly czas rozmawialam o gornikach z jedna osoba i
                                          > czytajac twoja odpowiedz odnioslam sie do wczesniejszych postow.
                                          > Ale to chyba nie jest powod zeby mnie posądzac o jakis antymęski spisek? I
                                          > naprawde robi mi sie przykro, kiedy po raz kolejny dowiaduje sie, ze feministka
                                          Nie pisalem, mila Kati, ze nie podoba mi sie to, iz jestes feministka czy
                                          kimkolwiek innym. Po prostu odnioslem wrazenie, ze nie czytasz postow, na ktore
                                          odpisujesz, stad moje polzartobliwe zlosliwosci.

                                          Pozdrawiam,

                                          mk.
                            • Gość: Kati Re: niestrudzony IP: 2.4.STABLE* 27.06.02, 17:50
                              No to zastanow sie jeszcze raz: czy wysokosc pensji jaka dostajesz w pracy
                              zalezy od tego ile lat ma twoja zona?
                              A czy twoja zona dostaje pensje 3razy mniejsza, bo ty zarabiasz wystarczajaco,
                              zebyscie nie zgineli z glodu?
                              Co to w ogole za argumenty? ja nie chce zeby moj pracodawca (w tych przypadkach
                              jest to rowniez panstwo- kasa na te sektory, ktore omawiamy idzie z budzetu)
                              wpieprzal sie w moje prywatne zycie i decydowal czy potrzeba mi wiecej czy
                              mniej. Szczegolnie, ze tu chodzi o cale grupy zawodowe.
                              Kazdemu wedlug potrzeb, tak? Pielegniarce mniej potrzeba, bo ona ma meza (wg
                              ciebie zawsze i zawsze dobrze zarabiajacego), a gornikowi wiecej, bo ma zone i
                              dzieci. A zona z zalozenia nie pracuje tylko chowa dzieci. w nieskonczonosc.
                              (wiem, ze jest bezrobocie, ale twoje argumenty nie sa ZADNYMI argumentami i
                              pochodza prosto z biblioteczki mlodego marksisty. Poza tym nie chodzi mi o to,
                              ze gornikom sie nalezy mniej. Chodzi o skale porownania)
                              • darr.darek BLE BLE BLE o górnikach i nie tylko 27.06.02, 18:21
                                Czy Wy żyjąc i "edukując się" w tym CZERWONYM CYRKU , zupełnie straciliście
                                wyczucie , że takie chore dotacje niczemu nie służą (oprócz
                                mafii "wpływowych" , którzy bez CZERWONEGO CYRKU nie byliby w stanie "ściągnąć"
                                swoich 2% haraczu z marnowanych miliardów dolarów) .

                                A tu tworzy się "poważna" dyskusja : czy nie odebrać trochę górnikom i dać
                                pielęgniarkom i ... ble ble ble .
                              • Gość: frisky2 Re: niestrudzony IP: 62.233.139.* 27.06.02, 18:51
                                Gość portalu: Kati napisał(a):

                                > No to zastanow sie jeszcze raz: czy wysokosc pensji jaka dostajesz w pracy
                                > zalezy od tego ile lat ma twoja zona?
                                > A czy twoja zona dostaje pensje 3razy mniejsza, bo ty zarabiasz wystarczajaco,
                                > zebyscie nie zgineli z glodu?
                                > Co to w ogole za argumenty? ja nie chce zeby moj pracodawca (w tych przypadkach
                                >
                                > jest to rowniez panstwo- kasa na te sektory, ktore omawiamy idzie z budzetu)
                                > wpieprzal sie w moje prywatne zycie i decydowal czy potrzeba mi wiecej czy
                                > mniej. Szczegolnie, ze tu chodzi o cale grupy zawodowe.
                                > Kazdemu wedlug potrzeb, tak? Pielegniarce mniej potrzeba, bo ona ma meza (wg
                                > ciebie zawsze i zawsze dobrze zarabiajacego), a gornikowi wiecej, bo ma zone i
                                > dzieci. A zona z zalozenia nie pracuje tylko chowa dzieci. w nieskonczonosc.
                                > (wiem, ze jest bezrobocie, ale twoje argumenty nie sa ZADNYMI argumentami i
                                > pochodza prosto z biblioteczki mlodego marksisty. Poza tym nie chodzi mi o to,
                                > ze gornikom sie nalezy mniej. Chodzi o skale porownania)


                                Czegos nie zrozumialas. Pisalem, ze na slasku jest problem spoleczny, a nie ze
                                gornikom sie nalezy a pielegniarkom nie. Gornicy zyja i mieszkaja przewaznie na
                                slasku., Wyobraz sobie, ze obcina sie im pensje do 800 zl. - maja niepracujace
                                zony (ktore nie maja gdzie znalezc pracy bo czesto nawet nie maja wyksztalcenia)
                                i liczne gromadki dzieci. W zwiazku z tym caly region staje sie jedna wielka
                                spoleczna beczka prochu.
                                Pielegniarki sa rozproszone po calym kraju i nigdzie nie stanowia tak wielkiego
                                skupiska spolecznego jak gornicy na slasku. W dodatku czesto maja mezow, ktorzy
                                tez zarabiaja, wiec z punktu widzenia rzadu nie stanowia az tak wielkiego
                                problemu spolecznego jak gornicy.
                                Nie chodzi tu o feminizm. Chodzi o to, ze rzad chce uniknac wielkich konfliktow
                                spolecznych i awantur, ktore moglyby mu zaszkodzic. Dlatego daje gornikom wiecej.
                                Zgadzam sie ze potrzebna jest reforma, ale to juz inna kwestia., Chcialem tylko
                                wyjasnic, ze sprawa gorniko i pielegniarek, to nie jest konflikt feministyczno-
                                meski.


                                • Gość: KAti Re: niestrudzony IP: 2.4.STABLE* 28.06.02, 12:05
                                  Gość portalu: frisky2 napisał(a):

                                  > Nie chodzi tu o feminizm. Chodzi o to, ze rzad chce uniknac wielkich konfliktow
                                  >
                                  > spolecznych i awantur, ktore moglyby mu zaszkodzic. Dlatego daje gornikom wiece
                                  > j.
                                  > Zgadzam sie ze potrzebna jest reforma, ale to juz inna kwestia., Chcialem tylko
                                  >
                                  > wyjasnic, ze sprawa gorniko i pielegniarek, to nie jest konflikt feministyczno-
                                  > meski.

                                  zgadzam sie z tym, ze tu nie chodzi o konflikt f-m, ale jest to tez bardzo
                                  powazny problem spoleczny: fakt, ze 'kobiece' zawody sa tak lekcewazaco nisko
                                  oplacane. To jest problem tak samo spoleczny jak problem slaska. A o gornikach
                                  powiedzialam tylko jako porownanie: z tego samego worka jednym sie daje a innym
                                  nie. A bezrobocie jest wszedzie, i na slasku chyba nie najwieksze (zreszta- jaka
                                  to roznica?).
                                  Faktycznie: gornicy mogliby obalic rzad, a pielegniarki? One tylko grzecznie i
                                  cichutko prosza, blagaja, przepraszaja... ze one nie dla siebie, ze to dla dzieci
                                  na chleb, na buty...
                            • al_he_mja artykuł Legutki 27.06.02, 18:24
                              Przeczytałam jednak ten artykuł (dzieki za link) gdyby nie to nie chciałoby mi
                              się szukać. Muszę przyznać, że się zawiodłam na Ryśku, jak dla mnie punkt dla
                              Kowalskiego, trafnie zdiagnozował Ryśkowe intencje, zwłaszcza w 2 poniższych
                              cytatach:

                              "istnieją szerokie schematy myślowe, w ramach których adwersarze rozmieszczają
                              się na nużąco przewidywalnych pozycjach. I ta wymiana zdań nie powinna więc być
                              dla nikogo zaskoczeniem."

                              "Oprócz konformistów niektórzy przyjmują feminizm świadomie: "najczęściej ci
                              akademicy, którym bliska jest linia intelektualna prowadząca od Marksa,
                              Nietzschego i Freuda do Derridy i Lacana". Wszystko jest konstruktem, nie ma
                              kanonu (uwaga, postmodernizm)."

                              dokładnie o to idzie - współcześni "klasycy" filozofii rękami i nogami bronią
                              się przed paradygmatem postmodernistycznym, który nadciągając ze "zgniłego
                              zachodu" atakuje to co stare i dobre. Feminizm, (a raczej feminizmy) wpisuje
                              się właśnie w ów wyklęty paradygmat i tak naprawde jest tutaj tylko piłeczką w
                              grze. Takich pierdół niech chcą drukować Ryśkowi z "Przeglądzie
                              Filozoficznym", ani w innych poważnych pismach, wyżywa się więc na bardziej
                              populistycznych łamach, z resztą ma to swoje plusy - może dotrzeć do gawiedzi,
                              która nie wie o co fakttycznie chodzi i przyjmuje pseudoakademicki bełkocik za
                              dobrą monetę.
                  • Gość: zula Re: niestrudzony IP: *.leased-02.binet.pl 28.06.02, 20:01
                    no i widzisz frisky2, twój dom jest partnerski, a ten podręcznikowy jest zupełnie
                    inny (wracajac do wątku sprzed kilku dni). na 15 podręczników dla pierwszych klas
                    szkół podstawowych niema zadnego, w którym sytuacja członków rodziny jest
                    partnerska; nie będę przytaczała całej statystyki, ile razy kto się w jakiej
                    sytuacji pojawia w podręcznikach, ale konkluzja jest taka: tato jest 'zewnętrzny'-
                    chodzi do pracy, bawi sie z dziecmi, zabiera je do zoo- odpowiiada za funkcje
                    rozrywkowa i poznawanie swiata. mama gotuje, woła dzieci zeby posprzatały swój
                    pokój, wyłącza TV gdy trzeba spać- pełni funkcję 'wewnetrzną' i jest strazniczka
                    porządku. tak samo jest z dziećmi: dziewczynki uczą się i wolnym czasie pomagaja
                    mamie w kuchni, robią cos w domu, a chłopcy w czasie wolnym od nauki(oczywiście
                    tez pomagają, ale już np. nie gotować) zazwyczaj bawią się z kolegami. tak
                    sytuacja wyglada w polskim podręczniku. we francuskich podręcznikach natomiast
                    jest zupełnie inaczej, pomijajac już role rodziców, dziecko w nich jest dzieckiem-
                    nie przyszłym mezczyzną ani przyszła kobietą, którzy już w wieku 7 lat wdrażają
                    się w swoja przyszłą rolę płciową i społeczną.
                    pytanie: dlaczego polskie podręczniki serwują takie własnie wzorce? przecież
                    piszą je wykształceni ludzie, więc w czym rzecz? żeby były 99% stereotypowe, bo
                    takie jest społeczeństwo? wg. autorki tego opracowania o podręcznikach, w dużym
                    stopniu własnie szkoła jest odpowiedzialna za wcielanie tych stereotypów,
                    ponieważ nie uczy indywidualizmu, lecz konformizmu i uległości wobec schematów
                    społecznych.
            • Gość: Kati Re: niestrudzony / troche matematyki IP: 2.4.STABLE* 27.06.02, 16:10
              Gość portalu: buzz napisał(a):

              > zacytuje fragment artykulu, od ktorego wszystko sie zaczelo (tzn. ten watek):
              > [cut]
              >Jak widać, różnice między krajami nie układały się w żaden wzór poza
              > jednym: kobiety wszędzie ustępowały mężczyznom.

              Ta róznica wynika z tego, ze liczone są ogolne zarobki mezczyn i kobiet, a nie
              porownywane wynagrodzenia za te sama prace. Po pierwsze jeszcze nie wszystkie
              kobiety w ogole pracuja zawodowo (a mezczyzni raczej tak- pomijam bezrobocie,
              ktore jednak w 60-70% dotyka kobiety), a zawody sfeminizowane sa najnizej
              oplacanymi zawodami. W Skandynawii feminizm doprowadzil narazie do tego, ze za te
              sama prace kobiety i mezczyzni otrzymuja wzglednie rowne wynagrodzenie (roznica w
              granicach 5%), natomiast w Polsce wynosi ona 25-30%. Podkreslam, ze chodzi o
              place na tym samym stanowisku i z takim samym wymiarem godzin (bo zaraz sie
              zacznie o menstruacjach i dzieciach, ktore, nawet jesli by ich nie bylo, to i tak
              przeszkadzaja kobiecie w pracy). Poza tym nie wiem ile tam zarabiaja nauczycielki
              i pielegniarki, ale przypuszczam, ze nie jest to 60% (!!!) sredniej krajowej jak
              w Polsce. W Norwegii zawodowo pracuje 80% kobiet i to i tak jest bardzo duzo jak
              na Europe. To nie dziwne wiec, ze to co one zarobia to jest ok.70-80% pieniedzy
              wypracowanych przez mezczyzn. To jest czysta matematyka. A wiec twoje zarzuty o
              to, ze feminizm nie osiagnal tego co chcial sa bezpodstawne. Poza tym jest
              jeszcze wiele innych bardzo waznych kwestii ktore nalezy ZMIENIC, nie tylko
              zrownanie zarobkow. I jeszcze jedna kwestia: dane z artykulu pochodza z roku
              1994. Od tamtej pory (to 8 lat) feminizm bardzo duzo zmienil (w Skandynawii- bo o
              tym mowa), wiec radzilabym przesledzic jakies nowsze dane. Moze ktos ma dane o
              zarobkach europejek z ostatnich lat? Ja sprobuje poszukac.

              > i co? gdzie te twoje 2-3 procent?
              >
              > b.

              • Gość: frisky2 Re: niestrudzony / troche matematyki IP: 62.233.139.* 27.06.02, 16:14
                Jesli chodzi o zarobki, to ja nie znam statystyk. Ale wiem jedno: w moich
                firmach w ktorych pracuje lub pracowalem kobiety zarabialy tyle samo na tych
                samych stanowiskach. A czasami bedac na gorszych stanowiskach zarabialy nawet
                wiecej.
                Podobnie jest jak sadze w szkolach, i administracji publicznej.
                • Gość: KAti Re: niestrudzony / troche matematyki IP: 2.4.STABLE* 27.06.02, 16:28
                  Gość portalu: frisky2 napisał(a):

                  > Jesli chodzi o zarobki, to ja nie znam statystyk. Ale wiem jedno: w moich
                  > firmach w ktorych pracuje lub pracowalem kobiety zarabialy tyle samo na tych
                  > samych stanowiskach. A czasami bedac na gorszych stanowiskach zarabialy nawet
                  > wiecej.

                  No dobra, kazdy moze powiedziec, ze w jego firmie jest tak czy siak. No to na tym
                  mamy opierac swoja ogolna wiedze o zyciu spolecznym i ekonomicznym w Polsce i
                  Europie czy jednak na statystykach? Wiadomo przeciez, ze nie KAZDA kobieta
                  zarabia mniej od KAZDEGO faceta.

                  > Podobnie jest jak sadze w szkolach, i administracji publicznej.

                  W szkolach pracuja w wiekszosci kobiety i zarabiaja 600-800zl. A sprzataczki
                  dostaja 400zl. Ile dostaja sprzatacze? (ja glosuje ze tyle samo, tyle ze faceci
                  moga zatrudnic sie w mniej "babskich" zawodach za 3x400zl)
                  • Gość: frisky2 Re: niestrudzony / troche matematyki IP: 62.233.139.* 27.06.02, 16:33
                    Gość portalu: KAti napisał(a):

                    > Gość portalu: frisky2 napisał(a):
                    >
                    > > Jesli chodzi o zarobki, to ja nie znam statystyk. Ale wiem jedno: w moich
                    > > firmach w ktorych pracuje lub pracowalem kobiety zarabialy tyle samo na ty
                    > ch
                    > > samych stanowiskach. A czasami bedac na gorszych stanowiskach zarabialy na
                    > wet
                    > > wiecej.
                    >
                    > No dobra, kazdy moze powiedziec, ze w jego firmie jest tak czy siak. No to na t
                    > ym
                    > mamy opierac swoja ogolna wiedze o zyciu spolecznym i ekonomicznym w Polsce i
                    > Europie czy jednak na statystykach? Wiadomo przeciez, ze nie KAZDA kobieta
                    > zarabia mniej od KAZDEGO faceta.
                    >
                    > > Podobnie jest jak sadze w szkolach, i administracji publicznej.
                    >
                    > W szkolach pracuja w wiekszosci kobiety i zarabiaja 600-800zl. A sprzataczki
                    > dostaja 400zl. Ile dostaja sprzatacze? (ja glosuje ze tyle samo, tyle ze faceci
                    >
                    > moga zatrudnic sie w mniej "babskich" zawodach za 3x400zl)


                    Kto w szkole zarabia 600 zl? Najnizsza gola pensja wynosi ok. 800 zl. netto.
                    Jesli sprzataczka zarabia 400 zl. tzn. ze jest zatrudniona na niepelny etat. Znam
                    akurat te zarobki bo mam w rodzinie nauczycieli i eks. dyrektorow szkol.
                    • Gość: Kati Re: niestrudzony / troche matematyki IP: 2.4.STABLE* 30.06.02, 22:18
                      to chyba nie w tym rzecz czy to jest 600 czy 800. Roznica jest niewielka, a
                      chodzi mi raczej o rzad wiekosci. Za taka pensje raczej trudno jest przezyc. A
                      wiec kazda kobieta, ktora chce byc nauczycielka albo pielegniarka najpierw musi
                      sobie bogatego meza znalezc... Ciekawy ten nasz kraj, nie ma co...

              • darr.darek MATEMATYKA a SKANDYNAWIA 27.06.02, 18:07
                Z wypowiedzi Kati przebija duma , że "są takie państwa na świecie , w
                których ..." .
                Taka sama wiara i duma przebijała , jeszcze 40-70 lat temu , w przemówieniach
                francuskich(i nie tylko) , lewicowych "intelektualistów" , gdy mówili o tym ,
                że "są takie kraje na świecie , gdzie : potężne elektrownie wodne , bieg rzek
                zawracany , a ludzie pracy dostatnio żyją i z zapałem pracują . To są kraje w
                Związku Krajów Rad" .

                Jeśli używamy porównań i matematyki , to warto powiedzieć , że MODEL
                SKANDYNAWSKI JEST NIEEFEKTYWNYM MODELEM ROZWOJU . Bankrutuje nawet w
                skandynawii , a w krajach , w których pewien rodzaj skandynawskiego solidaryzmu
                społecznego w ogóle nie występuje (ustępując pola indywidualizmowi) , taki
                model kończy się olbrzymią korupcją i cofającą się efeftywnością gospodarowania
                (patrz : polski solidaryzm społeczny okresu PRL i wspólczesnego okresu
                złodziejstwa SLD , AWS i s-ka) .

                Szwecja i inne kraje skandynawskie mają stopniowo pogarszające się wskaźniki
                porównawcze bogactwa w stosunku do krajów , które przez ostatnie
                dziesięciolecia wybierały bardziej liberalny model rozwoju gospodarczego .
                Żaden kraj stosujący "skandynawskie eksperymenty społeczne" nie zyskał takiego
                przyrostu bogactwa , jaki był udziałem krajów stosujących przez conajmniej 20-
                40 lat model liberalnego kapitalizmu : Korea Połdn. , Tajwan , Chile .

                Czyli co , pozostaje bronić zdobyczy fiedelowskim hasłem "feminizm albo
                śmierć" , a wnukowie(BO TO ONI ODCZUWAJĄ SKUTKI KRETYŃSKICH IDEOLOGII ,
                KTÓRE "PORYWAŁY" DZIADKA LUB BABCIĘ) będą żebrać ciałem o studolarówkę od
                przyjeżdżającego na wakacje amerykanina z USA .
        • al_he_mja Re: niestrudzony 27.06.02, 17:15
          Gość portalu: buzz napisał(a):

          > brawo, brawo.
          > a teraz do rzeczy:
          > nie preferuje mezczyzn kosztem kobiet. natomiast powiedzialem, ze lepiej mi sie
          >
          > pracuje z takimi szefami.
          tzn. Twoje pracownicze preferencje dotyczą tego, co ktoś ma w majtkach, a nie w
          głowie. To jest właśnie sedno problemu - UPRZEDZENIA - póki ludzie będą myśleli w
          ten irracjonalny sposób, żadne ustawodastwo nie zlikwiduje dyskryminacji.

          >to wszystko. zeby nie bylo niedomowien: preferuje
          > kobiety :)

          a ja preferujw Imaci, a nie pecety, bo przyjemniej ich używać.

          > wy wysmialyscie tekst legutki i jego samego przy okazji.

          gdzie? kto? oj koleko,kłopoty z czytaniem? napisałam tylko (jestem w jednej
          osobie, nie zwracaj się do mnie per "wy", to anachronizm :) jak traktuje się nowe
          dziennikarskie hobby Ryśka w środowisku i tyle. kiedy poprzedzasz jego nazwisko
          skrótem "prof" to wiedz, że tyczy się on zupełnie innej działki. działaność
          publicystyczna Ryśka L. żadną miarą nie pokrywa się z akademicką. to tylko taka
          ciekawostka.

          >wasze prawo, ale
          > argumenty p. s.kowalskiego byly niestety mierne. nie napisal nic, co by
          > dowodzilo blednosc tekstu legutki.

          nie zcytałam tego artykułu i nie zamierzam, nie mam wątpliwości co do tego że
          Rysio rozłozył adwersarza na łopatki, to inteligentny koleś i potrafi żonglować
          argumentami, ale to zupełnie inna bajka...

          > i na koniec - powrot do sprawy sukcesow feminizmu w krajach skandynawskich.
          > otoz moja teza jest nastepujaca - i jak sie ktos nie zgadza, to niech ja obali:
          > 1. feministki odniosly tam sukces
          > 2. w skandynawii nadal istnieja roznice w zarobkach kobiet i mezczyzn
          > wniosek: sukcesem nie bylo wyrownanie tych roznic.
          > w takim razie, pytam sie: co bylo?? i odpowiadam: parytety, malzenstwa
          > homoseksualne, kobiety ksieza itditp. czyli: ideologia. i dlatego uwazam, ze
          > celem ruchu feministycznego nie jest faktyczna likwidacja dyskryminacji (a
          > raczej nierownosci) lecz jakis lewicowy belkot ideologiczny.
          > pozdrawiam

          Twoja teza została już obalona we wczesniejszy poście. Wszystko co wymieniłeś
          powyżej niewątpliwie świadczy o sukcesie ruchu walczacego o równe prawa dla
          wszystkich - możemy go nazwać feministycznym - nie uważam wymienionych powyżej
          zmian społecznych za ideologię, tylko za realne osiągnięcia, a że wiele jest
          jeszcze do zrobienia to fakt.

          pozdr. i zyczę abyś więcej uwagi poswięcał temu co Twój szef, czy współpracownik
          ma wgłowie, a mniej interesował się tym, co ma między nogami, chyba że pracujesz
          w jakimś salonie masażu...
          • Gość: maly.k No i co z tego? IP: 139.57.24.* 27.06.02, 17:57
            al_he_mja napisał(a):

            > tzn. Twoje pracownicze preferencje dotyczą tego, co ktoś ma w majtkach, a nie w
            > głowie. To jest właśnie sedno problemu - UPRZEDZENIA - póki ludzie będą myśleli
            > w ten irracjonalny sposób, żadne ustawodastwo nie zlikwiduje dyskryminacji.
            Pracownicze preferencje moga dotyczyc tysiaca spraw, nie tylko plci. Bo to
            prawdopodobnie nie sa raczej 'preferencje' czysto profesjonalne, ale raczej z
            dziedziny interakcji miedzy ludzmi. Jeden lubi rudych, a inny nie.
            Uprzedzenia kazdy jakies ma. Ja je mam, Ty je masz i buzz pewnie tez. Uwazam, ze
            to nieuniknione - tak dlugo, jak kazdy wie, ze jego uprzedzenia to uprzedzenia,
            nie sa one szkodliwe.
            Jak proponujesz te uprzedzenia rugowac zreszta? I po co?

            > a ja preferujw Imaci, a nie pecety, bo przyjemniej ich używać.
            A ja nie, bo to przerost formy nad trescia? I co z tego? Nic! Kazali uzywac
            macow, to uzywam. Szefem bedzie kobieta? Bede z nia pracowal. Choc tak naprawde
            uwazam, ze szefem powinien byc mezczyzna. Jeden konkretny: JA!

            Pozdrawiam,

            mk.
            • al_he_mja Re: No i co z tego? 27.06.02, 21:02
              Gość portalu: maly.k napisał(a):

              > al_he_mja napisał(a):
              >
              > > tzn. Twoje pracownicze preferencje dotyczą tego, co ktoś ma w majtkach, a
              > nie w
              > > głowie. To jest właśnie sedno problemu - UPRZEDZENIA - póki ludzie będą my
              > śleli
              > > w ten irracjonalny sposób, żadne ustawodastwo nie zlikwiduje dyskryminacj
              > i.
              > Pracownicze preferencje moga dotyczyc tysiaca spraw, nie tylko plci.

              mogą, mogą, tylko że to:
              a) nieprofesjonalne
              b) nieracjonalne
              c) utrudnia współpracę
              d) zatruwa atmosferę
              e) źle wpływa na efektywność

              > Bo to
              > prawdopodobnie nie sa raczej 'preferencje' czysto profesjonalne, ale raczej z
              > dziedziny interakcji miedzy ludzmi.

              otóż to, praca w znacznej mierze polega właśnie na interakcjach z ludźmi


              >Jeden lubi rudych, a inny nie.
              > Uprzedzenia kazdy jakies ma. Ja je mam, Ty je masz i buzz pewnie tez. Uwazam, z
              > e
              > to nieuniknione - tak dlugo, jak kazdy wie, ze jego uprzedzenia to uprzedzenia,
              >
              > nie sa one szkodliwe.

              kiedy ktoś ma uprzedzenia wobec 50% ludzkości to trudno mówić, że jest to
              nieszkodliwe,
              nie wiem czy mam uprzedzenia, staram się ich unikać, może nie lubię np. Arabów,
              ale jak często ich spotykam? no właśnie...

              > Jak proponujesz te uprzedzenia rugowac zreszta? I po co?

              jak rugować? to jest problem, ale nie taki znowu straszny, tworzenie odpowiedniej
              kultury organizacyjnej, szkolenie pacowników w zakresie umiejętności
              komunikacyjnych i współpracy pomaga "uprzedonym" wyjrzeć poza schemat, oczywiście
              efektu nie osiagnie sie jednym szkoleniem. wszytsko to jest ważne z punktu
              widzenia efektywności przesiebiorstwa, pamiętajmy że niemal nad każdym projektem
              pracuje się zespołowo, myślisz że łatwo pracować z uprzedzonym "maczem"? na pewno
              nie. jak rugować uprzedzenia? ważny temat poddałeś do dyskusji, wiele by o tym
              pisać :)
              po co? potrz powyrzej
              chociaż uprzedzenia mogą być nawet przydatne, kiedy chcemy wywołać konflikt,
              niektórzy twierdzą że konflikt może motywowac do pracy - kontrowersyjne i ma
              wąskie zastosowanie, ale może...
              osobiście ma inne zdanie na temat zarządzania konfliktem, ale ni na temat.

              > > a ja preferujw Imaci, a nie pecety, bo przyjemniej ich używać.

              z tymi Imacami nie o to mi szło (nie ważne)

              > A ja nie, bo to przerost formy nad trescia? I co z tego? Nic! Kazali uzywac
              > macow, to uzywam. Szefem bedzie kobieta? Bede z nia pracowal.

              ale mógłbyś pracować lepiej, gdyby...

              >Choc tak naprawde
              >
              > uwazam, ze szefem powinien byc mezczyzna. Jeden konkretny: JA!

              szefem był ktoś, kogo możesz szanować i mieć zaufanie do jego kompetencji

              pytanie: czy w tej sytuacji awansować tylko facetów, czy awansować dobrych
              pracowników i rugować uprzedzenia?
              odpowiedź: awansować Księcia :)
              >
              > Pozdrawiam,
              ja też pozdrawaim (z wakacji)
              i zyczę rychłego awansu
              >
              > mk.

            • Gość: zula pytanie z innego zestawu IP: *.leased-02.binet.pl 28.06.02, 19:39
              a jak traktujecie brzydkich współpracowników? inaczej niż ładnych? pytam tak z
              ciekawosci...
          • Gość: Maciej płeć szefa IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 28.06.02, 00:31
            Alchemia napisała:

            > Twoje pracownicze preferencje dotyczą tego, co ktoś ma
            > w majtkach, a nie w głowie. To jest właśnie sedno
            > problemu - UPRZEDZENIA - póki ludzie będą myśleli w
            > ten irracjonalny sposób, żadne ustawodastwo nie
            > zlikwiduje dyskryminacji.

            Może Alchemio uprzejmie wyjaśnisz mi, jaką to właściwie dyskryminację masz na
            myśli w tym konkretnym przypadku? Czy chcesz powiedzieć, że Buzz dyskryminuje
            szefową, woląc pracować dla szefa? To dla mnie nowość - jeszcze nie czytałem o
            takiej formie "dyskryminacji". Czy może postulujesz, by taka "dyskryminacja
            szefowej" była ustawowo zabroniona?

            >> wy wysmialyscie tekst legutki i jego samego przy okazji.

            > napisałam tylko (...) jak traktuje się nowe
            > dziennikarskie hobby Ryśka w środowisku i tyle.

            Życzę Ci, żebyś oceniając czyjeś poglądy, przede wszystkim kierowała sie
            własnym rozumem (jeśli to dla Ciebie nie będzie zbyt trudne), a nie opinią
            jakiegoś "środowiska". Skąd u Ciebie taki brak zaufania do własnego intelektu,
            że musisz polegać na opinii "środowiska"? Zawsze jesteś taką konformistką?

            Czy spodziewałas się, że skoro Twoje "środowisko" jest OSTATECZNYM AUTORYTETEM
            dla Ciebie - to będzie nim też dla nas?

            Muszę Ci wyjaśnić, że prawdziwość lub fałsz tez Legutki nie zależy od
            opinii "środowiska", lecz od faktów, które jego tezy potwierdzają lub obalają.
            Powoływanie się na "środowisko" w Twoim przypadku oznacza tylko: "nie wiem, czy
            on ma rację, czy nie, bo nie potrafię tego ocenić - wiem tylko, że moi znajomi
            go lekceważą".

            > zyczę abyś więcej uwagi poswięcał temu co Twój szef, czy
            > współpracownik
            > ma w głowie, a mniej interesował się tym, co ma między nogami

            Sugerujesz, że różnice między szefami a szefowymi sprowadzają się tylko do
            anatomii? Czy słyszałas może o czymś takim, jak męski i kobiecy styl
            zarządzania? Czy potrafisz dowieść tezy, że kobiety zawsze kierują firmami
            równie skutecznie jak mężczyźni?

            Jest taka branża, która powstała od zera w ostatnich latach, w krajach, gdzie
            feminizm święci triumfy - nazywa się informatyka. Jaki odsetek firm
            informatycznych jest założonych i kierowanych przez kobiety?

            W biznesie, tak jak w literaturze, sztuce i nauce, bardzo pomocne jest myślenie
            twórcze. Jaka jest Twoja opinia - wśród przedstawicieli której płci łatwiej
            znaleźć osoby posiadające szczególne uzdolnienia w tej dziedzinie? Zrób prosty
            test - zajrzyj do wątku "hallo", gdzie same kobiety, głównie feminiski,
            wymieniają nazwiska twórców, których cenią najwyżej. Policz, ile tam jest
            nazwisk mężczyzn, a ile kobiet - to się z lekka zdziwisz. Wyglada na to, że
            feministki też wyżej cenią mężczyzn...?!!!

            Nie wiem, w jakiej branży pracuje Buzz, ani jakiego ma szefa, więc nie chcę
            wypowiadać się jednoznacznie. Uważam jednak, że ważne jest, z kim wiąże się
            swoją przyszlość zawodową. Pewnie, że najważniejsze jest, co szef(owa) ma w
            głowie. Jednak uwzględnianie m.in. płci szefa nie jest bynajmniej irracjonalne,
            jak byłaś uprzejma stwierdzić - lecz przeciwnie - może być rozsądną strategią i
            zwiększać prawdopodobieństwo własnego sukcesu zawodowego.
            • Gość: buzz Re: płeć szefa IP: 157.25.84.* 28.06.02, 08:57
              w sumie maciej mnie obronil (he he) i powiedzial to, co ja sam mialem napisac,
              szczegolnie do alchemii. wiec oszczedze moj czas i pieniadze (szefa :)
              zaprotestuje tylko jeszcze raz przeciwko naiwnemu stwierdzeniu, ze jedyna
              roznica miedzy kobietami a mezczyznami jest to, co maja miedzy nogami. oprocz
              oczywistego stwierdzenia, ze liczy sie takze biust (chyba ze alchemia tez ma go
              miedzy nogami), jest jeszcze wiele roznic do zauwazenia. w moim pierwszym
              poscie na tym watku napisalem, ze wydaje mi sie , ze jakies mentalne roznice
              istnieja, ale udownodnic tego nie umiem ani ja, ani nikt (chyba).
              poza tym trudno dyskutowac, kiedy nie mozemy sie zgodzic co do podstawowych
              faktow.
              b.
              • al_he_mja Re: płeć szefa 28.06.02, 12:56
                Gość portalu: buzz napisał(a):

                > w sumie maciej mnie obronil (he he)
                O! zatem lista intelektualnych zer z do których nie warto się oddzywać powiększa
                się o buzzzzzzzzzaaaaa

                >i powiedzial to, co ja sam mialem napisac,
                jasne nie jset trudno czytać w czyichś myslach, jeśli tych myśli brak.

                > szczegolnie do alchemii. wiec oszczedze moj czas i pieniadze (szefa :)
                > zaprotestuje tylko jeszcze raz przeciwko naiwnemu stwierdzeniu, ze jedyna
                > roznica miedzy kobietami a mezczyznami jest to, co maja miedzy nogami. oprocz
                > oczywistego stwierdzenia, ze liczy sie takze biust (chyba ze alchemia tez ma go
                >
                > miedzy nogami), jest jeszcze wiele roznic do zauwazenia. w moim pierwszym
                > poscie na tym watku napisalem, ze wydaje mi sie , ze jakies mentalne roznice
                > istnieja, ale udownodnic tego nie umiem ani ja, ani nikt (chyba).
                > poza tym trudno dyskutowac, kiedy nie mozemy sie zgodzic co do podstawowych
                > faktow.
                > b.

                z tym, że nie mamy o czym dysktuować zgadzam się całkowicie, skoro dla kogoś
                podstawowym faktem jest, ze nie kopmpetencje, tylko płeć decyduje o tym, z kim
                powinniśmy pracować i kto ma być szefem to ja nie mam już nic do dodania, krzyżyk
                na drogę.

                co do waszego zauroczenia Ryśkiem to jest ono tym bardziej zastanawiające, ze z
                pewnością z jego artykuliku byliściw w stanie zrozumieć co najwyżej pojedyncze
                słowa, czy Wy macie chociaz pojęcie o tym, kim byli (są) wymieniani przez niego
                mysliciele; Lacan, Derrida i inni, co winieśli do dyskursu filozoficznego i jak
                to się ma np. do feminizmu w akademickim wydaniu? szczrze mówiąc wątpię, z
                Waszych wypocin nie wynika, że macie o tym jakiekolwiek pojecie. ot, co - kolo
                zaatakował to, czego nie lubicie na zasadzie 'nie, bo nie' to trzeba wspierać
                brata konserwatystę. żałosne i śmieszne.

                • Gość: frisky2 Re: płeć szefa IP: 62.233.139.* 28.06.02, 13:07
                  Alhemia, nie czytalem ani legutki, ani tych myslicieli, ktorych wymienilas. Ale
                  co do roznych myslicieli, nawet tych najwiekszych mam takie zdanie, ze moge sie
                  z nimi nie zgadzac. I ze czesto okazywalo sie, ze tak do konca nikt z nich
                  racji nie mial.

                  Jesli chodzi o szefa: mysle, ze buzzowi chodzilo o to, ze mu sie lepiej pracuje
                  z facetem. Nie ze wzgledu na to co ten szef ma miedzy nogami, ale ze wzgledu na
                  to jaki jest, co ma w glowie. Znam wiele kobiet, ktore twierdza, ze im sie z
                  mezczyzna szefem lepiej pracuje, bo nie jest taki upierdliwy, nie czepia sie
                  szczegolow itp. I to to chodzi, a nie o plec. Oczywiscie mozna powiedziec, ze
                  chodzi o plec, jesli sie uzna, ze plec determinuje postawe szefa (to czy jest
                  np. upierdliwy czy nie).


                  • Gość: buzz Re: płeć szefa IP: 157.25.84.* 28.06.02, 13:33
                    frisky, dziekuje za rozsadne argumenty. nie do konca sie zgadzamy, dlatego tym
                    bardziej podoba mi sie to, ze potrafisz sluchac (czytac) teksty oponentow.
                    pelen szacunek
                    i pozdrowienia
                    b.
                    • Gość: frisky2 Re: płeć szefa IP: 62.233.139.* 28.06.02, 13:54
                      buzz, wlasciwie w kazdej wypowiedzi (oprocz demagogicznych) jest troche racji i
                      pewnietroche nie-racji. Czytajac inne wypowiedzi staram sie dostrzec, z czym
                      sie zgadzam, a z czym nie. I zgadzam sie z toba, ze kiedy dyskusja sprowadza
                      sie do obrzucania inwektywmi i gdy druga strona nie ma najmniejszej checi
                      zaakceptowac slusze kontrargumenty adwersarza, to pora taka dyskusje zakonczyc.
                  • al_he_mja Re: płeć szefa 28.06.02, 14:05
                    Gość portalu: frisky2 napisał(a):

                    > Alhemia, nie czytalem ani legutki, ani tych myslicieli, ktorych wymienilas. Ale
                    >
                    > co do roznych myslicieli, nawet tych najwiekszych mam takie zdanie, ze moge sie
                    >
                    > z nimi nie zgadzac. I ze czesto okazywalo sie, ze tak do konca nikt z nich
                    > racji nie mial.

                    oczywiście, a gdzie ja piszę, że należy się z kimś zgadzać. trzeba tylko najpierw
                    wiedzieć, z czym się zgadzamy, a co kwestionujemy i rozumieć w czy rzecz.

                    > Jesli chodzi o szefa: mysle, ze buzzowi chodzilo o to, ze mu sie lepiej pracuje
                    >
                    > z facetem. Nie ze wzgledu na to co ten szef ma miedzy nogami, ale ze wzgledu na
                    >
                    > to jaki jest, co ma w glowie. Znam wiele kobiet, ktore twierdza, ze im sie z
                    > mezczyzna szefem lepiej pracuje, bo nie jest taki upierdliwy, nie czepia sie
                    > szczegolow itp. I to to chodzi, a nie o plec. Oczywiscie mozna powiedziec, ze
                    > chodzi o plec, jesli sie uzna, ze plec determinuje postawe szefa (to czy jest
                    > np. upierdliwy czy nie).

                    niegdzie nie twierdzę, że jak kobiety mają uprzedzenia to jest super, a jak
                    faceci to be. zdarza się, że kobiety jako szefowe zachowują się nieracjonalnie
                    faworyzując np. młodych facetów, bo im się podobają, zdzrza się że postępują tak
                    faceci. są to jenak KONKRETNE sytuacje, a twierdzenie że z kobietami pracuje się
                    źle, bo raz się miało jekieś złe doświadczenie jest nonsensem. jeśli natomiast
                    ktoś w ogóle nie potrafi dogadać się z kobietami w pracy to znaczy, że TO ON MA
                    PROBLEM, źródłem tego problemu może być właśnie owo negatywne nastawienie.



                • Gość: buzz Re: płeć szefa IP: 157.25.84.* 28.06.02, 13:20
                  zalosny i smieszny jest atak personalny na mnie. ani razu nie pozwolilem sobie
                  na to, zeby kogokolwiek tu obrazic. jak sie z kims nie zgadzam, to to mowie i
                  uzasadniam swoje zdanie lepiej lub gorzej. natomiast na zwykle prostactwo,
                  ktore - prawdopodobnie - skrywa zwykla niewiedze, nie mam zamiaru reagowac.
                  bez pozdrowien
                  b.
                  • al_he_mja Re: płeć szefa 28.06.02, 14:11
                    Gość portalu: buzz napisał(a):

                    > zalosny i smieszny jest atak personalny na mnie. ani razu nie pozwolilem sobie
                    > na to, zeby kogokolwiek tu obrazic. jak sie z kims nie zgadzam, to to mowie i
                    > uzasadniam swoje zdanie lepiej lub gorzej. natomiast na zwykle prostactwo,
                    > ktore - prawdopodobnie - skrywa zwykla niewiedze, nie mam zamiaru reagowac.
                    > bez pozdrowien
                    > b.
                    żałosne i smieszne to jest Twoje przekonanie, że źle się pracuje z kobietami, a
                    jeśli już mowa o argumentach to nie podałeś ANI JEDNEGO, poza swoim widzi-mi-się.
                    ja uważam inaczej - źle się pracuje z osobami, które z góry zakadają, ze z tym,
                    czy z tamtym będzie kiepska wspópraca.

                    • Gość: buzz Re: płeć szefa IP: 157.25.84.* 28.06.02, 14:36
                      ech, szkoda slow. baw sie dobrze.
                      b.
                      • al_he_mja Re: płeć szefa 28.06.02, 14:51
                        Gość portalu: buzz napisał(a):

                        > ech, szkoda slow. baw sie dobrze.
                        > b.

                        zgadzams się całkowicie - szkoda słów.

      • Gość: zula Re: niestrudzony maćko znów się wynurzył IP: *.leased-02.binet.pl 27.06.02, 11:18
        :-) on to nazwał seminarium :-)
        • Gość: zula Re: niestrudzony maćko znów się wynurzył IP: *.leased-02.binet.pl 27.06.02, 11:20
          Gość portalu: zula napisał(a):

          > :-) on to nazwał seminarium :-)
          tzn maciej swój hiper-watek:-)
          • al_he_mja Re: niestrudzony maćko znów się wynurzył 27.06.02, 17:26
            Gość portalu: zula napisał(a):

            > Gość portalu: zula napisał(a):
            >
            > > :-) on to nazwał seminarium :-)
            > tzn maciej swój hiper-watek:-)

            O! Macio prowadzi szklolenia on-line dla sfrustrowanych 'maczów' :)
        • Gość: Kati Re: Uwaga teraz Darrek IP: 2.4.STABLE* 27.06.02, 18:30
          I jak maciejka zaczal swoje, tak zaraz za nim darreczek ze swoja CZERWONA
          paranoja.
          Oj, chlopcy, moze zajelibyscie sie czyms powazniejszym?
          • al_he_mja Re: Uwaga teraz Darrek 27.06.02, 20:24
            Gość portalu: Kati napisał(a):

            > I jak maciejka zaczal swoje, tak zaraz za nim darreczek ze swoja CZERWONA
            > paranoja.
            > Oj, chlopcy, moze zajelibyscie sie czyms powazniejszym?

            o czerwonej paranoi wystarczy przeczytać 2 posty i już wiadomo co będzie w
            następnych, nieraz mi się wydaje, że on po prostu wkleja cały czas to samo...
            podobnie jak maćko, coś jakby bracia bliźniacy (?)

            • Gość: zula Re: Uwaga teraz Darrek IP: *.leased-02.binet.pl 28.06.02, 20:12
              > o czerwonej paranoi wystarczy przeczytać 2 posty i już wiadomo co będzie w
              > następnych, nieraz mi się wydaje, że on po prostu wkleja cały czas to samo...

              przyznam, że mnie również te listy wydają się dziwnie identyczne...choć nie
              przeczytałam nigdy żadnego do końca.
              moze to jest jakis program, który automatycznie wysyła listy na forum; jest ich
              np. 5 wersji; wstawia tylko imię ostatniego autora postu, a w odpowiednie wolne
              miejsca między CZERWONYM CYRKIEM a WOLNYM RYNKIEM- tytuł wątku, i już! dyskusja
              gotowa:-)


              • darr.darek NIE ISTNIEJA DYSKRYMINACJA - nie rozumiecie ? 01.07.02, 10:05
                > > o czerwonej paranoi wystarczy przeczytać 2 posty i już wiadomo co będzie w
                > > następnych

                GUZIK PRAWDA ! Jedna z Was dała się "złapać" i ogłosiła na forum , że populacji
                mężczyzn w społeczeństwie zachodnim należą się Specjalne Prawa jako
                dyskryminowanej mniejszości (wątek "wykształcone feministki a rozumienie ..."
                temat "czy CZARNI powinni mieć specjalne prawa") . Podkreślam , że wszystkie
                informacje we wspomnianym temacie były prawdziwe i ŻADNA Z WAS NIE PODWAŻYŁA
                PRAWDZIWOŚCI PRZYTOCZONYCH INFORMACJI .

                Cieszę się , że dostrzegacie , iż nie lubię "rozdrabniać się" na setki odpowiedzi
                typu : ble ble ble byle coś nowego . Problem tego wątku polega na tym , że
                rzadko który dyskutant dąży do KONKLUZJI .

                Wzorujcie się na złotorybku (kobieta) ! Po kilku postach , dążyła do zawarcia
                wniosków z dyskusji .
                Wzorujcie się na pani Thatcher ... tylko , że ona z założenia nie chciała
                rozmawiać z żadną osobą określającą siebie mianem feministki :-/ .
                • Gość: kati Re: NIE ISTNIEJA DYSKRYMINACJA - nie rozumiecie ? IP: 2.4.STABLE* 01.07.02, 19:02
                  darr.darek napisał(a):

                  > > > o czerwonej paranoi wystarczy przeczytać 2 posty i już wiadomo co będ
                  > zie w
                  > > > następnych
                  >
                  > GUZIK PRAWDA! Jedna z Was dała się "złapać" i ogłosiła na forum , że populacji
                  >
                  > mężczyzn w społeczeństwie zachodnim należą się Specjalne Prawa jako
                  > dyskryminowanej mniejszości

                  To jest dopiero guzik prawda. Nigdzie niczego takiego nie napisalam. Ty juz nawet
                  zaczynasz dopisywac sobie w myslach cudze wypowiedzi... Zle z toba, oj zle...

                  > Podkreślam , że wszystkie
                  > informacje we wspomnianym temacie były prawdziwe i ŻADNA Z WAS NIE PODWAŻYŁA
                  > PRAWDZIWOŚCI PRZYTOCZONYCH INFORMACJI .

                  Bo nikomu sie juz nie chce w kolko tego samego do glowy wbijac. Te prawdziwe
                  wypowiedzi nie maja nic wspolnego z tym o czym rozmaiwamy. Twoj problem polega na
                  tym, ze nie potrafisz wysluchac, a juz tym bardziej zrozumiec (coz, to moze nie
                  jest twoja wina...) niczego co do ciebie mowimy. A z twoich wspanialych rad dot.
                  wzorowania sie na zlotymrybku i pani Thatcher: wybacz, ale nie skorzystam. mam
                  swoje wlasne poglady.
                • Gość: zula zaakceptuj wyginięcie dinozaurów. IP: *.leased-02.binet.pl 02.07.02, 09:05
                  nudziś darr, nudzisz...wciąż to samo, znów margaret t. o której rozmawailiśmy
                  miesiąc temu...znów jakieś dziwne cytaty, parafrazy, Bóg wie skąd...

                  TO jest argument, żeby nie dyskutować juz z tobą: wszystkie rzeczy które
                  zostały przez ciebie poruszone, są już przedyskutowane, po stokroć
                  przedyskutowane. dyskusje się albo rozwijają, albo się je kończy. zaakceptuj to.
                  zaakceptuj wyginięcie dinozaurów.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka