tgmen
27.04.06, 13:53
Siemiatycze- Bruksela. Onet za Ozonem: Oto fragment:
>Wanda musiała podjąć decyzję: dalej pracować w Belgii albo wracać do >Siemiatycz ratować małżeństwo i rodzinę. – Mamo, błagam, przyjedź. Nie chcę >pieniędzy. Wróć! – głosu mojego syna w słuchawce chyba nigdy nie zapomnę – >Wanda przełyka ślinę. – Od kierowców autobusów dowiedziałam się, że mąż >uzależnił się od leków. A zarobione przeze mnie pieniądze trwonił na >panienki. Wróciłam – dodaje. Popołudnia spędza w stowarzyszeniu abstynentów >Ignis.
>Najmłodszy, 26-letni Tomek właśnie powrócił. Woli pracować w Polsce jako >przewoźnik: – Bo tam Polakom puszczają hamulce. I myślą tylko, jak wzbogacić >się czyimś kosztem.
>Socjolog Grzymała-Kozłowska tłumaczy zawieszenie zasad moralnych poczuciem >tymczasowości, zwłaszcza u nielegalnych pracowników.
>– Tam wszyscy to kawalerowie i panienki – podsumowuje Wera. – Na pasterce >widziałam kobietę, tuliła się do męża, a tydzień wcześniej na dyskotece w >Brukseli tańczyła na stole.
>Stefan: – Co się dziwić kobiecie, która oderwała się od pracy przy 20 >krowach. A ten jej chłop przytuli czasem albo i nie.
>– Znam małżeństwo, które się umówiło. Ty kobito w Belgii robisz, co chcesz, a >ja też będę chodził – opowiada Sławek.
>– Daj spokój, to nie małżeństwo. A pamiętacie tego z ulicy Wysokiej? Miał >dwie rodziny tam i tu. W końcu wybrał tę belgijską. Od dwóch lat nie pokazuje >się w Siemiatyczach...
Pełen tekst:
wiadomosci.onet.pl/1331604,2677,2,kioskart.html