Dodaj do ulubionych

Forum Inicjatyw Na Rzecz Kobiet

IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 03.02.03, 10:53
Nieformalna Grupa Durga
informuje:

8 marca we Wroclawiu beda miały miejsce:

9.00 - 15.00 Forum Inicjatym Na Rzecz Kobiet(Uniwersytet)
wrocławskie organizacje działające na rzecz kobiet
(osrodki interwencji kryzysowej, koła naukowe, Dolnośląska Unia Kobiet,
Stow. Kobiet Aktywnych i Twórczych) zgromadzą się by zaprezentować
swoją działalność wrocławiankom.
Bedą miały miejsce wystąpienia dot. kobiet w polityce i parytetu oraz
przemocy
wobec kobiet w związkach bliskich.

15.30 - 17.00 Manifestacja Przeciw Przemocy Domowej(Rynek)
która zakończy się odczytaniem listu skierowanego do władz miasta,
uprzednio podpisanego przez organizacjew i uczestniczki/ków
manifestacji.

17.30 - 20.00 Pokaz filmów dokumentalnych - dyskryminacja kobiet
Ośrodek Grotowskiego


kontakt:
feminizma@wp.pl
tel. 505-55-68-07
Obserwuj wątek
    • losiu4 Re: Forum Inicjatyw Na Rzecz Kobiet 03.02.03, 13:44
      Gość portalu: Monika napisał(a):

      > Nieformalna Grupa Durga
      > informuje:
      >
      > 8 marca we Wroclawiu beda miały miejsce:

      Czy to w ramach akcjii "kwiatek dla Ewy"? (nb. nie mam nic przeciw wreczaniu kobietom kwiatow...ale raczej nie w
      masowy sposob)

      >
      > 9.00 - 15.00 Forum Inicjatym Na Rzecz Kobiet(Uniwersytet)
      > wrocławskie organizacje działające na rzecz kobiet
      > (osrodki interwencji kryzysowej, koła naukowe, Dolnośląska Unia Kobiet,
      > Stow. Kobiet Aktywnych i Twórczych) zgromadzą się by zaprezentować
      > swoją działalność wrocławiankom.
      > Bedą miały miejsce wystąpienia dot. kobiet w polityce i parytetu oraz
      > przemocy
      > wobec kobiet w związkach bliskich.

      ech, te parytety... no a co szanowne Panie na przemoc w zwiazkach dalekich
      >
      > 15.30 - 17.00 Manifestacja Przeciw Przemocy Domowej(Rynek)
      > która zakończy się odczytaniem listu skierowanego do władz miasta,
      > uprzednio podpisanego przez organizacjew i uczestniczki/ków
      > manifestacji.

      zamiast manifestacji zorganizowalyby Panie pare dyzurow prawnikow...

      > 17.30 - 20.00 Pokaz filmów dokumentalnych - dyskryminacja kobiet
      > Ośrodek Grotowskiego

      tylko 2,5h dokumentow o dyskryminacji? Jesli tak malo, to kobiety maja raj na ziemi

      > kontakt:
      > feminizma@wp.pl
      > tel. 505-55-68-07
      • Gość: Monika Re: Forum Inicjatyw Na Rzecz Kobiet IP: *.NAT.WRO.Korbank.PL 10.02.03, 15:32
        losiu4 napisał:
        Drogi panie Łosiu, dziwi mnuie zjadliwośćpańskiego komentarz niemniej postaram
        sie odpowiedeziećna Pańskie wątpliwośći zjadliwości starajac sie uniknac.
        >
        > Czy to w ramach akcjii "kwiatek dla Ewy"? (nb. nie mam nic przeciw wreczaniu
        ko
        > bietom kwiatow...ale raczej nie w
        > masowy sposob)
        Działania zostały zaplanowane na Dzien Kobiet, jako ze w naszym odczuciu jest
        to dzien pozornego swietowania podczas gdy jak rok dlugi szeroki kwestie kobiet
        sa w tym kraju marginalizowane, zeby nie powiedziec lekcewazone. Takze
        celebrujac ten dzien w sposob odmienny pragniemy zasygnalizpwac kobietom, zeby
        nie dawaly sobie zamknac ust, tym juz przyslowiowym, kwiatkiem.
        >
        > ech, te parytety... no a co szanowne Panie na przemoc w zwiazkach dalekich

        Przemoc w zwiazkach dalekich... a coz to jest szanowny panie?
        Przemoc jest definiowana bardzo szeroko jako przemoc fizyczna, psychiczna,
        seksualna, ekonomiczna i przemoc w zyciu spolecznym(niech bedzie wiec przemoca
        w zwiazkach dalekich.., ktorej to jednym z przejawow jest niedoreprezentowanie
        kobiet we wladzach i ich dyskryminacja w polityce.

        > zamiast manifestacji zorganizowalyby Panie pare dyzurow prawnikow...

        Dyzury prawnikow to rzeczywiscie swietny pomysl. Tymczasem ich organizacja leze
        naszym zdanie w gestii wladz(np.naszego miasta)i z jego pomoca jestesmy w
        stanie faktycznie takie dyzuty zorganizowac. Miedzy innymi po to jest ta
        manifestacja, zeby zwrocic uwage m.in. wladz na owze problem.
        >
        >
        > tylko 2,5h dokumentow o dyskryminacji? Jesli tak malo, to kobiety maja raj na
        z
        > iemi
        szanowny Panie dokumentow o dyskryminacji jest o wiele wiecej, jednakze ze
        wzgledu na ograniczenia lokalowe pokazemy ich TYLKO 2 h.
        pozdrawiam i zapraszam.
        Monika
        • maciej.k1 do Pani Moniki 10.02.03, 15:41
          Droga Pani Moniko,

          to forum służy m.in. wymianie poglądów nt. feminizmu. Problem jednak w tym, że
          niemal w ogóle nie ma tu kobiet, przyznających się do feminizmu. Nawet te
          Panie, które do feminizmu odnoszą się z życzliwością - dystansują się od wielu
          feministycznych postulatów i haseł. W efekcie nie możemy tu spotkać żadnej
          prawdziwej feministki... Czy nie mogłaby Pani zachęcić swoich koleżanek do
          odwiedzania forum "Feminizm", ew. sama wziąć udział w internetowych dyskusjach?

          Pozdrawiam -
        • Gość: tad Re: Forum Inicjatyw Na Rzecz Kobiet IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 10.02.03, 15:52
          Gość portalu: Monika napisał(a):


          > Przemoc jest definiowana bardzo szeroko jako przemoc fizyczna, psychiczna,
          > seksualna, ekonomiczna i przemoc w zyciu spolecznym(niech bedzie wiec
          przemoca
          > w zwiazkach dalekich.., ktorej to jednym z przejawow jest
          niedoreprezentowanie
          > kobiet we wladzach i ich dyskryminacja w polityce.

          To brak parytetów też jest odmianą przemocy? Wiadomo mi, ze istotnie feministki
          stosują "bardzo szeroką definicję przemocy", ale żeby aż do tego stopnia?
          Gratuluję pomysłowości.
          • maciej.k1 przemoc 10.02.03, 16:19
            Gość portalu: tad napisał(a):

            > To brak parytetów też jest odmianą przemocy? Wiadomo mi, ze istotnie
            feministki
            >
            > stosują "bardzo szeroką definicję przemocy", ale żeby aż do tego stopnia?
            > Gratuluję pomysłowości.

            To jeszcze nie wszystko. "Formą przemocy" może być ignorowanie kobiety (np. nie
            zauważysz nowej bluzki), krytykowanie poglądów, mówienie, co jest słuszne dla
            kobiety, odmowa dawania kobiecie pieniędzy, lub zachowywanie się wobec dzieci w
            sposób budzący sprzeciw kobiety (np. ojciec daje jesć dziecku kotleta
            schabowego, gdy matka jest wegetarianką i chce wychować dziecko na
            wegetarianina).

            Pozdrawiam -
            • Gość: breskva Re: przemoc IP: *.acn.pl / 10.67.3.* 10.02.03, 16:38
              bardzo przepraszam ale nie rozumiem skąd się bierze tak duzo złej woli w
              waszych postach, czy naprawde w swoim absurdalnym atakowaniu feministek
              usiłujecie strywializowac problem przemocy domowej , gwałtów? Ktorych olbrzymia
              wiekszosc ofiar stanowia wlasnie kobiety, przytaczanie Malinowskiego i
              marginalnych przypadkow gdy ofiara przemocy pada mezczyzna to zwykla demagogia
              i manipulacja (z cala pewnoscia nie nalezy zadnej przemocy lekcewazyc, ale
              jednak to przemoc wobec kobiet jest problemem spolecznym)
              Po prostu nie rozumiem waszej zjadliwosci. Rozumiem ze mozna byc konserwatysta,
              uwazac ze kobieta jest glupszym, gorszym czlowiekiem od mezczyzny. Moze takie
              sa wasze doswiadczenia, nei chce mi sie wnikac w zrodla waszego mizoginizmu.
              Ale czy nie sadzicie ze troszke przesadzacie w przekreslaniu wszystkich akcji
              feministycznych?? Czy naprawde uwazacie ze zapobieganie przemocy wobec kobiet
              tez jest niebezpiecznym wymyslem feministek, ze problemu nie ma tudziez jest
              ale nie nalezy dazyc do jego pomniejszania? PO PROSTU NIE ROZUMIEM AZ TAKIEGO
              ZALEWU ZLEJ WOLI. I Tych klapek na oczach ktore kaza przekreslic i skrytykowac
              doszczetnie wszystko co feministyczne.
              • maciej.k1 Re: przemoc 10.02.03, 17:02
                Gość portalu: breskva napisał(a):

                > bardzo przepraszam ale nie rozumiem skąd się bierze tak duzo złej woli w
                > waszych postach, czy naprawde w swoim absurdalnym atakowaniu feministek
                > usiłujecie strywializowac problem przemocy domowej , gwałtów?

                Najlepszym sposobem, by kobiety doznające przemocy nie mogły liczyć na pomoc
                mężczyzn, jest oddanie się pod opiekę feministek. Feministki tak bardzo
                uskrajniają swoje stanowisko w tej sprawie, że nie sposób być po tej samej
                stronie co one. W rezultacie najwięcej tracą na tym ofiary rzeczywistej
                przemocy.


                > uwazac ze kobieta jest glupszym, gorszym czlowiekiem od mezczyzny.

                Znasz kogoś, kto tak uważa?

                Pozdrawiam -
                • Gość: breskva Re: przemoc IP: *.acn.pl / 10.67.3.* 10.02.03, 17:48

                  > Najlepszym sposobem, by kobiety doznające przemocy nie mogły liczyć na pomoc
                  > mężczyzn, jest oddanie się pod opiekę feministek. Feministki tak bardzo
                  > uskrajniają swoje stanowisko w tej sprawie, że nie sposób być po tej samej
                  > stronie co one. W rezultacie najwięcej tracą na tym ofiary rzeczywistej
                  > przemocy.

                  ???????????????????????? Bzdury, bzdury, bzdury!!!!!
                  Co ma plec osoby pomagajacej do rzeczy? Dlaczego to mezczyzni maja pomagac
                  ofiarom przemocy? W organizacjach feministycznych dzialaja tez mezczyzni-
                  feminisci i kobiety-feministki i nie sadze zeby plec miala tu jakiekolwiek
                  znaczenie... I jakze to feministki uskrajniaja swe stanowisko? nie zauwazylam
                  aby stanowisko wiekszosci feministek wobec problemu przemocy domowej/gwaltow
                  roznilo sie np. od stanowiska psychologow. Roznice zaczynaja sie przy tematach
                  takich jak prostytucja, pornografia itp. ale nie o tym pisalam. I skad dane ze
                  na pomocy od organizacji fem. traca najwiecej ofiary? Przyklady, konkrety
                  poprosze! Co traca np. ofiary gwaltow poprzez zwrocenie sie o pomoc do Centrum
                  Praw Kobiet, jednej z nielicznych organizacji dazacej do zmiany razacych
                  naduzyc w procesach o gwalt, skandalicznego traktowania ofiar i umarzania spraw
                  tudziez wydawania smiesznie niskich wyrokow? Odsylam do artykulu w Onecie
                  (Przeglad, link juz zamieszczalam)
                  poza tym z waszych postow przebija ewidentne lekcewazenie tematu przemocy, tak
                  jakby to byl nic nie wart problem rozdmuchany przez feministki. I po prostu
                  glupota wydaje mi sie az taka zapalczywosc w skreslaniu i osmieszaniu
                  wszystkiego co feministyczne.
                  • maciej.k1 Re: przemoc 11.02.03, 10:27
                    Gość portalu: breskva napisał(a):


                    > Co ma plec osoby pomagajacej do rzeczy? Dlaczego to mezczyzni maja pomagac
                    > ofiarom przemocy? W organizacjach feministycznych dzialaja tez mezczyzni-
                    > feminisci i kobiety-feministki i nie sadze zeby plec miala tu jakiekolwiek
                    > znaczenie...

                    To proste. Aby powstrzymać przemoc potrzebne jest współdziałanie wielu służb,
                    m.in. prokuratury i policji. Większość policjantów to mężczyźni i raczej nie są
                    feministami... ;-)

                    Pamiętam pierwsze akcje nt. przemocy w rodzinie i wówczas byłem jak najbardziej
                    za. Odkąd jednak włączyły się w to feministki, by przy okazji akcji przeciwko
                    przemocy w rodzinie upiec swoją ideologiczną pieczeń - dystansuję się coraz
                    bardziej. Przypuszczam, że wielu mężczyzn reaguje podobnie. W rezultacie
                    najwięcej tracą na tym ofiary przemocy.

                    > I jakze to feministki uskrajniaja swe stanowisko? nie zauwazylam
                    > aby stanowisko wiekszosci feministek wobec problemu przemocy domowej/gwaltow
                    > roznilo sie np. od stanowiska psychologow.

                    Nikt przy zdrowych zmysłach nie uważa przemocy w rodzinie za nieodłączną cechę
                    patriarchalnego systemu, którą zlikwidować można dopiero wraz ze zmianą
                    systemu. Nikt normalny nie porównuje małżeństwa do obozu koncentracyjnego, a
                    męża do esesmana. Dla feministek natomiast przemoc w rodzinie to
                    element "odwiecznej wojny płci". Może chcesz parę cytatów z Anny Lipowskiej -
                    Teutch?

                    To chyba jasne, że zwykli ludzie nie chcą być kojarzeni z ideologiczną
                    ekstremą. Kto na tym traci?

                    Pozdrawiam -
                    • sagan2 Re: przemoc 11.02.03, 11:05
                      maciej.k1 napisał:

                      masz troche racji, Maciej (z ta walka plci i opresja
                      systemu), ale mam tez kilka pytan


                      > Pamiętam pierwsze akcje nt. przemocy w rodzinie i
                      > wówczas byłem jak najbardziej za. Odkąd jednak włączyły
                      > się w to feministki, by przy okazji akcji przeciwko
                      > przemocy w rodzinie upiec swoją ideologiczną pieczeń -
                      > dystansuję się coraz bardziej.

                      mozesz dac namiary na ta "ideologiczna pieczen"? tzn. co
                      konkretnie feministki zrobily przy tej okazji.

                      i druga sprawa. czy nie uwazasz, ze pomimo "bledow i
                      wypaczen", taki ruch przeciwko przemocy w rodzinie jest
                      jednak bardzo potrzebny? czy bez niego bedzie lepiej?
                      moze mezczyzni, zamiast sie dystansowac do "tych
                      wstretnych feministek", uznaja problem za wystarczajaco
                      wazny, by sie wlaczyc do jego rozwiazania, lacznie z
                      zablokowaniem ideologizowania feministycznego?
                      ja mysle, ze tam najwazniejsze jest dzialanie dorazne i
                      pomoc psychologiczna, a nie indoktrynacja.
                      i o ile feministki sie ta astatnia na duza skale zajmuja,
                      to powinno sie to cofnac.
                      ale to sie samo nie stanie.
                      wiem, ze pojecie "mniejszego zla" jest watpliwe moralnie
                      (czesto sama brzydze sie go stosowac), ale moze czasem
                      warte jest chocby przemyslenia?

                      no i przede wszystkim - krytyka+dzialanie: TAK. pusta
                      krytyka: NIE.

                      • maciej.k1 Re: przemoc 11.02.03, 12:24
                        sagan2 napisała:

                        > mozesz dac namiary na ta "ideologiczna pieczen"? tzn. co
                        > konkretnie feministki zrobily przy tej okazji.

                        Zorganizowały za publiczne pieniądze swoje konferencje nt. przemocy w rodzinie,
                        które były okazją do głoszenia feministycznych poglądów. Po konferencji -
                        komunikat do mediów - okazja do nagłośnienia swojej "działalności".

                        Np. Anna Lipowska-Teutsch wydała za pieniądze podatników książkę, która sądząc
                        z tytułu - była poświęcona zjawisku przemocy w rodzinie, zaś jej treść
                        zawierała głównie historię ruchu feministycznewgo w USA.

                        > i druga sprawa. czy nie uwazasz, ze pomimo "bledow i
                        > wypaczen", taki ruch przeciwko przemocy w rodzinie jest
                        > jednak bardzo potrzebny?

                        O ile wiem, np. w moim mieście, takie działania są podejmowane przez mężczyzn,
                        i to bynajmniej nie feministów. I bez rozgłosu.

                        Pozdrawiam -
                        • sagan2 Re: przemoc 11.02.03, 12:45
                          maciej.k1 napisał:


                          > Zorganizowały za publiczne pieniądze swoje konferencje
                          > nt. przemocy w rodzinie, które były okazją do głoszenia
                          > feministycznych poglądów. Po konferencji -
                          > komunikat do mediów - okazja do nagłośnienia swojej
                          > "działalności".

                          ale jak czesto to sie zdarza? z tego powyzej rozumiem, ze
                          to byl jeden przypadek.
                          pewnie i takie sie zdarzaja, ale jak to sie ma
                          (liczbowo), do "normalnej" dzialalnosci? nie chce Cie
                          atakowac, ale chce jakis konkretnych informacji
                          (statystyk?), a nie jednego przypadku konferencji i
                          jednej ksiazki.
                          inaczej mozna mowic o subiektywnym zacietrzewieniu, a nie
                          obiektywnych faktach (tzn. ze takie sytuacje sa nagminne)


                          > O ile wiem, np. w moim mieście, takie działania są
                          > podejmowane przez mężczyzn, i to bynajmniej nie
                          > feministów. I bez rozgłosu.

                          to bardzo im sie chwali.
                          a masz moze wiadomosci, ile organizacji feministycznych
                          robi to samo po cichu?...
              • Gość: tad Re: przemoc IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 10.02.03, 18:29
                Gość portalu: breskva napisał(a):

                > bardzo przepraszam ale nie rozumiem skąd się bierze tak duzo złej woli w
                > waszych postach, czy naprawde w swoim absurdalnym atakowaniu feministek
                > usiłujecie strywializowac problem przemocy domowej , gwałtów?

                Odpowiem na ten zarzut, jesli dowiedziesz, że odnosiłem się tutaj lekceważąco
                do problemu przemocy domowej i gwałtów. Zwróciłem tylko uwagę, na to, że
                feministki - a przynajmniej założycielka wątku - stosuje niezwykle szeroką
                definicję przemocy, i wyraziłem zdziwienie, ze sprawę "parytetów" również można
                w tych kategoriach rozpatrywać. Czy możesz wymienić jakieś konkretne
                przykłady "przemocy w życiu społecznym", nie będącej jednoczesnie przemocą
                fizyczną, psychiczną, seksualną i ekonomiczną? Autorka wyraźnie różnicuje te
                wszystkie rodzaje przemocy, więc chyba takie istnieją. Dowiedziałbym się też
                chętnie czegoś więcej o "przemocy ekonomicznej" jakiej poddawanie są Polki w
                roku pańskim 2003.




                > olbrzymia wiekszosc ofiar stanowia wlasnie kobiety, przytaczanie
                Malinowskiego i
                > marginalnych przypadkow gdy ofiara przemocy pada mezczyzna to zwykla
                demagogia
                > i manipulacja (z cala pewnoscia nie nalezy zadnej przemocy lekcewazyc, ale
                > jednak to przemoc wobec kobiet jest problemem spolecznym)

                Przemoc jest problemem społecznym. Przemoc wobec kobiet, jako kobiet jest
                częścią tego problemu. Byłbym też ostrożny stawiając tezę, że "kobiety są
                olbrzymią większością ofiar". Nie wiem jak rzecz wygląda w Polsce, ale
                spotkałem się z danymi dotyczącymi USA, z których wynika, że to mężczyźni mają
                większe szanse, by stać się ofiarami przestępstwa z użyciem przemocy, takich
                jak morderstwo, pobicie, czy kradzież. Największe szanse, by stać się ofiarą
                przemocy ma w USA czarny mężczyzna. Istnieje oczywiście kategoria przestępstw,
                których ofiarą częściej padają kobiety, mam na mysli przestępstwa seksualne,
                jesli jednak rzecz rozpatrywać będziemy nie dzieląc przestępstw na kategorie,
                to teza, że kobiety stanowią "olbrzymią większość ofiar" jest bardzo wątpliwa.

                > Ale czy nie sadzicie ze troszke przesadzacie w przekreslaniu wszystkich akcji
                > feministycznych?? Czy naprawde uwazacie ze zapobieganie przemocy wobec kobiet
                > tez jest niebezpiecznym wymyslem feministek, ze problemu nie ma tudziez jest
                > ale nie nalezy dazyc do jego pomniejszania?

                Nie chodzi tu o same akcje, ale o atmosferę i ideologię jaka im towarzyszy.
                Przemocy wobec kobiet feministki nadają charakter systemowy. Czym innym jest
                udzielanie ofiarom gwałtu pomocy, czym innym jest głoszenie przy okazji, że
                gwałt to jeden z najważniejszych elementów systemu patriarchalnego trzymający
                kobiety w posłuchu, że "każdy mężczyzna jest potencjalnym gwałcicielem", i że
                tak naprawdę to gwałciciel "wykonuje wyrok" w imieniu systemu, by pokazać
                kobietom gdzie jest ich miejsce. W USA takie ośrodki "pomocy" były przy okazji
                ośrodkami indoktrynacji ideologicznej, gdzie prano mózgi ofiar przemocy
                mizoandryczną propagandą feministyczną. Tak więc ofiary te stawały się w
                istocie ofiarami dwa razy. Raz ulegając gwałtowi, drugi raz w ośrodku "pomocy"
                zostając ofiarami przemocy feministycznej. Raz gwałcono fizycznie, drugi raz
                ideologicznie. Moim zdaniem chwały to feministkom nie przynosi.



                • sagan2 Re: przemoc 11.02.03, 10:05
                  Gość portalu: tad napisał(a):


                  > Nie chodzi tu o same akcje, ale o atmosferę i ideologię
                  > jaka im towarzyszy. Przemocy wobec kobiet feministki
                  > nadają charakter systemowy. Czym innym jest
                  > udzielanie ofiarom gwałtu pomocy, czym innym jest
                  > głoszenie przy okazji, że gwałt to jeden z
                  > najważniejszych elementów systemu patriarchalnego
                  > trzymający kobiety w posłuchu [ciach]

                  oczywiscie, co za duzo, to niezdrowo. nie mozna walic po
                  wszystkim na oslep...
                  ... ale z drugiej strony, nie sadzisz, ze w
                  spoleczenstwie (bez znaczenia, czy patryjarchalnym, czy
                  nie) *istnialo* niejako przyzwolenie na przemoc domowa?
                  ze broniono jej prawami "za zamknietymi drzwiami"? czy
                  nie funkcjonowalo i nadal funkcjonuje powiedzenie "jak
                  sie kobiety nie bije, to jej watroba gnije"? Ty sam
                  twierdzisz, ze stereotypy maja odbicie w rzeczywistosci,
                  wiec jak to ejst tutaj?...

                  poza tym pisales, ze *amerykanskie* feministki
                  indoktrynowaly. masz jakies dowody na potwierdzenie, ze
                  dzieje sie tak i dzis u nas? najrozniejsze szczytne idee
                  sa wypaczane, ale czy to znaczy, by uczynic regule z
                  "wszystko co feministyczne jest zle" i potepiac je nawet
                  wtedy, gdy w sposob oczywisty czynia dobro?

                  nawet jesli "gdzies-kiedy" wypaczaly idee, to czy
                  zrezygnowac z walce przeciw przemocy w ogole? a moze dac
                  szanse, wlaczyc sie w nia i w jakis sposob ja
                  kontrolowac?
                  jak juz kiedys wspomnialam - jalowa krytyka jest o tyle
                  zbedna, ze nie posuwa sprawy na przod.
                  problem przemocy w rodzinie istnieje i sam nie zniknie.
                  moze zamiast krytykowac feministki za *domniemana*
                  indoktrynacje, zrobic cos, by sprawdzic, czy
                  indoktrynacja ma miejsce, a jesli ma, to starac sie ja
                  wyeliminowac?...
              • spinelli podpisuje sie pod breskwa n/t 10.02.03, 18:57

              • losiu4 Re: przemoc 11.02.03, 11:27
                Gość portalu: breskva napisał(a):

                > bardzo przepraszam ale nie rozumiem skąd się bierze tak duzo złej woli w
                > waszych postach, czy naprawde w swoim absurdalnym atakowaniu feministek

                Jesli tyczy sie to rowniez mnie, to odpowiadam na zarzuty.Zmienilbym troche powyzsze zdanie tak, by
                odpowiadalo temu co chcialem powiedziec: "atakowaniu absurdalnych poczynan i pogladow feministek (zastrzegam
                sie: nie wszystkie ich dzialania uwazam za niesluszne, jednak takich 'dziwnych' jest wystaczajaco wiele). Moj 'atak'
                (nie myslalem nawet o tym) tyczyl sie wylacznie dzialan prowadzonych wg mnie na pokaz.

                > usiłujecie strywializowac problem przemocy domowej , gwałtów? Ktorych olbrzymia
                > wiekszosc ofiar stanowia wlasnie kobiety, przytaczanie Malinowskiego i
                > marginalnych przypadkow gdy ofiara przemocy pada mezczyzna to zwykla demagogia
                > i manipulacja (z cala pewnoscia nie nalezy zadnej przemocy lekcewazyc, ale
                > jednak to przemoc wobec kobiet jest problemem spolecznym)

                Nie trywializowalem niczego. Przemoc jest przemoca i takim przestepstwem (o ile wystepuje) ma sie zajmowac
                prokurator. Przemoc jest problemem spolecznym w ogole, tyczacym wszystkich. I nie powinno byc rozroznien na
                'przemoc wobec kobiet' i 'przemoc wobec mezczyzn', chociaz istotnie uwazam skrzywdzenie kobiety za rzecz
                karygodna.

                > Po prostu nie rozumiem waszej zjadliwosci. Rozumiem ze mozna byc konserwatysta,
                > uwazac ze kobieta jest glupszym, gorszym czlowiekiem od mezczyzny. Moze takie
                > sa wasze doswiadczenia, nei chce mi sie wnikac w zrodla waszego mizoginizmu.

                Absolutnie tak nie uwazam. Natomiast w swiatopogladzie moim lezy opieka nad kobieta. Czuje sie za nia po prostu
                odpowiedzialny. Jakby cos nie daj Boze sie jej stalo przy mojej obecnosci (np. napad) czulbym sie winny gdybym nie
                zareagowal lub glupio tlumaczyl, ze jak jest rownouprawnienie to niech sie ze mna broni razem ze mna. W takim
                przypadku wysuwam sie do przodu dajac jej szanse na uratowanie sie. I tego nie zmieni we mnie zadna feministka.

                > Ale czy nie sadzicie ze troszke przesadzacie w przekreslaniu wszystkich akcji
                > feministycznych?? Czy naprawde uwazacie ze zapobieganie przemocy wobec kobiet
                > tez jest niebezpiecznym wymyslem feministek, ze problemu nie ma tudziez jest
                > ale nie nalezy dazyc do jego pomniejszania? PO PROSTU NIE ROZUMIEM AZ TAKIEGO
                > ZALEWU ZLEJ WOLI. I Tych klapek na oczach ktore kaza przekreslic i skrytykowac
                > doszczetnie wszystko co feministyczne.

                W przekreslaniu _takich_ akcji (pokazowek i stert sloganow) - tak. Wcale nie zalewam nikogo zla wola. Podalem nb.
                na tym watku przyklad akcji ktora wg mnie mialaby jakis sens. Jesli Pani odebrala moje wypowiedzi jak probe
                pomniejszania problemu, to mam nadzieje ze wyjasnilem, iz nie o to mi chodzilo

                Pozdrawiam

                Losiu.
                • Gość: breskva Re: przemoc IP: *.acn.pl / 10.67.3.* 11.02.03, 12:39
                  Drogie Losie, Macieje i inni

                  A moze po prostu macie problem z zaakceptowaniem faktu ze kobieta jest w stanie
                  uzyskac pomoc od innej kobiety? I ze moze sobie dac rade bez mezczyzny? Dla
                  mnie plec pomagajacej/pomagajacego nie ma znaczenia, ale w waszych postach
                  trudno nie zauwazyc stawiania tezy ze pomagac i bronic ma mezczyzna i ze wielki
                  niepokoj budzi w was sugestia ze tak niekoniecznie byc musi.
                  • maciej.k1 Re: przemoc 11.02.03, 12:48
                    Gość portalu: breskva napisał(a):

                    > Drogie Losie, Macieje i inni
                    >
                    > A moze po prostu macie problem z zaakceptowaniem faktu ze kobieta jest w
                    stanie
                    >
                    > uzyskac pomoc od innej kobiety? I ze moze sobie dac rade bez mezczyzny? Dla
                    > mnie plec pomagajacej/pomagajacego nie ma znaczenia, ale w waszych postach
                    > trudno nie zauwazyc stawiania tezy ze pomagac i bronic ma mezczyzna i ze
                    wielki
                    >
                    > niepokoj budzi w was sugestia ze tak niekoniecznie byc musi.

                    Jeśli masz na myśli pomoc tego rodzaju, że kobieta z kobietą może sobie
                    ponarzekać na męża - to masz rację, tu mężćzyzna jest zbędny.

                    Jeśli jednak chodzi Ci o konkretną pomoc, np. aresztowanie sprawcy przemocy, to
                    trudno tu obyć się bez pomocy mężczyzny. Policjantki widuję tylko w telewizji,
                    a i tak zajmują się przede wszystkim tak "niebezpiecznymi i odpowiedzialnymi
                    zadaniami" jak łapanie kierowców parkujących w niedozwolonych miejscach.

                    Pozdrawiam -
              • Gość: BD Re: przemoc IP: 195.136.36.* 11.02.03, 12:26
                Witam,

                Gość portalu: breskva napisał(a):

                > wiekszosc ofiar stanowia wlasnie kobiety, przytaczanie Malinowskiego i
                > marginalnych przypadkow gdy ofiara przemocy pada mezczyzna to zwykla
                > demagogia i manipulacja

                Większość ofiar przemocy stanowią mężczyźni, chyba, że dla Ciebie jedyna
                przemoc warta uwagi to przemoc domowa.

                Malinowskiego przytaczałem w bardzo konkrentym kontekście - chodziło o
                rozstrzygnięcie problemu "czy mężczyzna może być zgwałcony". W tym kontekście
                opis konkretnej instancji gwałtu na mężczyznach to chyba nie demagogia?

                > (z cala pewnoscia nie nalezy zadnej przemocy lekcewazyc, ale
                > jednak to przemoc wobec kobiet jest problemem spolecznym)

                Przemoc wobec mężczyzn już nie? To jakim jest problemem - aspołecznym. A może
                wogólne nie jest problemem? Skąd wiesz jakie są rozmiary przemocy wobec
                mężczyzn - czy znasz chociaż jedno badanie, jeszcze z dobrą metodologią, która
                wymuszałaby prawdziwe deklaracje? Z jedynego badania na ten temat jakie znam,
                to w większość przypadków przemoc jest obustronna, tj. nie ma męża sadysty i
                potulnej żony, ale po prostu taki rodzinny sparring - siłę stosują obie strony.

                Feministki zarzucają swoim przeciwnikom, że myślą stereotypami, a czy
                przekonanie, że mężczyzny nie można zgwałcić, albo, że przemoc wobec mężczyzn
                to nie problem to nie stereotyp. A co np. z przemocą emocjonalną, którą chyba
                częściej stosują kobiety, nieprawdaż? ;-)

                > Po prostu nie rozumiem waszej zjadliwosci. Rozumiem ze mozna byc
                > konserwatysta, uwazac ze kobieta jest glupszym, gorszym czlowiekiem od
                > mezczyzny.

                A ja po prostu nie rozumiem Twojego chamsta. Niby z jakiej racji przypisujesz
                konserwatystom przekonanie, że kobieta jest gorszym gatunkiem człowieka.

                > sa wasze doswiadczenia, nei chce mi sie wnikac w zrodla waszego mizoginizmu.

                A szkoda, bo ja czerpię perwersyjną przyjemnośc jak ktoś mi robi psychoanalizę.

                > feministycznych?? Czy naprawde uwazacie ze zapobieganie przemocy wobec kobiet
                > tez jest niebezpiecznym wymyslem feministek, ze problemu nie ma tudziez jest
                > ale nie nalezy dazyc do jego pomniejszania?

                Nie krytykujemy zapobieganiu przemocy wobec kobiet, wręcz przeciwnie - jesteśmy
                jak najbardziej za (zapobieganiem rzecz jasna). Krytykujemy podejście
                feministek do problemu. To trochę tak jak z molestowaniem seksualnym dzieci -
                nikt przy zdrowych zmysłach problemu nie neguje. Ale sytuacja tak się
                rozwinięła, że powstać musiało tzw. false memory syndrom association, które
                chroni osoby niesłusznie oskrażone o napastowanie (niejednemu człowiekowi
                zrujnowało to życie i karierę). Kilku znanych i cenionych psychologów na
                świecie angażowało się w obronę przed "sexual abuse hysteria" etc.

                pozdrawiam,

                BD
                • Gość: breskva Re: przemoc IP: *.acn.pl / 10.67.3.* 11.02.03, 20:39

                  Proszę oto trochę wyników badań:
                  "W poddanej badaniom grupie 3187 kobiet 1 na 4 była ofiarą gwałtu lub prób
                  gwałtu;
                  84% znało swoich gwałcicieli; 57% tych przypadków miało miejsce podczas randki;
                  średni wiek ofiary wynosił osiemnaście i pół roku (Warshaw, 1988).
                  Pierwsze doświadczenia seksualne przynajmniej jednej trzeciej kobiet wiążą się
                  z molestowaniem przez ,,zaufanego" członka rodziny.
                  Przynajmniej połowa dorosłych kobiet jest we własnych domach bita przez mężów
                  lub kochanków (Walker, 1979).
                  Doniesienia o gwałtach popełnionych przez mężów dotyczą od 11 do 15% kobiet
                  (Finklehor i Yllo, 1985).
                  Mężowie powodują u kobiet więcej wymagających leczenia obrażeń niż gwałty,
                  napady i wypadki samochodowe razem wzięte; jedną trzecią kobiet będących
                  ofiarami morderstw zabili mężowie lub narzeczeni (,,New York Times" 1984).
                  Około 85% pracujących kobiet jest narażonych na seksualne molestowanie w
                  miejscu pracy (,,New York Times" 1984).
                  Według Amerykańskiego Departamentu Sprawiedliwości (Heise, 1989) w Stanach
                  Zjednoczonych co piętnaście sekund bita jest jakaś kobieta; co najmniej cztery
                  kobiety tracą codziennie życie w wyniku maltretowania; co sześć minut jest
                  popełniany gwałt.
                  W Nikaragui 44% mężczyzn przyznaje się, ze biło żony. W Peru 70% zgłaszanych
                  policji przestępstw dotyczy kobiet bitych przez mężów.
                  W 1985 roku 54% wszystkich morderstw popełnionych w Austrii zdarzyło się w
                  rodzinie; kobiety i dzieci stanowiły 90% ofiar.
                  W Papui Nowej Gwinei 67% kobiet mieszkających na wsi i 56% kobiet mieszkających
                  w mieście było ofiarami przemocy ze strony mężów. („Z Magazine”, 1989
                  (lipiec/sierpień) s. 61)
                  Liczne badania wykazały, że ofiarom mniej atrakcyjnym przypisuje się większą
                  odpowiedzialność za popełniony na nich gwałt (Deitz, Littman i Bentley, 1984;
                  Seligman, Brickman i Koulack, 1977; Thornton i Ryckman, 1983; Tieger, 1981).
                  Seligman, Brickman i Koulack (1977) piszą, ze należy te dane rozumieć w
                  następujący sposób: kobiety atrakcyjne są gwałcone z powodu atrakcyjności, a
                  nieatrakcyjne musiały jakoś gwałt sprowokować. W obu wypadkach znaczenie odnosi
                  się do ofiary, nie do gwałciciela; w obu - ona sama się o to prosiła. Wiele
                  studiów udowadnia, ze mężczyźni przypisują większą niż kobiety odpowiedzialność
                  ofiarom gwałtu (Calhoun, 1978). Wydaje się, ze maja oni pozytywny stosunek do
                  gwałtu: 35% (Malamuth, 1980) lub 44% (Check i Malamuth, 1983), albo nawet 51%
                  (Malamuth, Haber i Feshbach, 1980) badanych mężczyzn przyznaje, ze dokonaliby
                  gwałtu, gdyby wiedzieli, iż ujdzie im to na sucho. Nie wszyscy są potencjalnymi
                  gwałcicielami, ale wszystkie kobiety to potencjalne ofiary seksualnej napaści."

                  Nie znalazłam statystyk dotyczących Polski, ale jestem przekonana że niewiele
                  by się różniły. Całkiem przypadkowo w kobiecym gronie wymieniłyśmy się
                  doświadczeniami przemocy seksualnej jaka nas spotkała. Zainicjowało to
                  tragikomiczne opowiadanie kolezanki jak gwałciciela (byla w parku gdzie sie
                  opalala) ktorego malo nie stala sie ofiara (szarpal sie z nia, zerwal kostium,
                  przewrocil na koc) odstraszyli dwaj mali chlopcy w przebraniu kowboja i
                  Indianina, bawiacy sie w poblizu. Okazalo sie ze kazda z nas (bylo nas ok. 8)
                  doswiadczyla roznych form przemocy, i bynajmniej nie byly to natretne
                  komplementy i calowanie w reke. Czesc byla obmacana (w srodkach publicznego
                  transportu, lub tak jak ja na kursie prawa jazdy przez smierdzacego 50 letniego
                  instruktora--okazalo sie potem ze wiekszosc kursantek tego doswiadczyla od
                  innych instruktorow.) Czesc usilowano natretnie naklonic do seksu, jedna miala
                  kolezanke ktora zgwalcono. Moja siostre usilowano zgwalcic, udalo jej sie
                  uciec. Czesc molestowano w miejscu pracy (moje doswiadczenie --musialam znosic
                  uwagi szefa podczas wyplaty ze cos go grypa bierze i dobrze by mu zrobil masaz
                  z mlodych piersi, gapiac mi sie ostentacyjnie na dekolt)

                  >
                  > A ja po prostu nie rozumiem Twojego chamsta. Niby z jakiej racji przypisujesz
                  > konserwatystom przekonanie, że kobieta jest gorszym gatunkiem człowieka.
                  >

                  Nie napisalam ze konserwatysci tak uwazaja, tylko ze mozna byc konserwatysta I
                  uwazac ze kobieta to gorszy rodzaj czlowieka (a nie przebija to np. z postow
                  Tada?)

                  > A szkoda, bo ja czerpię perwersyjną przyjemnośc jak ktoś mi robi
                  psychoanalizę.

                  Sluże kontaktami do profesjonalnych psychoterapeutów analitycznych.


                  > Nie krytykujemy zapobieganiu przemocy wobec kobiet, wręcz przeciwnie -
                  jesteśmy
                  >
                  > jak najbardziej za (zapobieganiem rzecz jasna). Krytykujemy podejście
                  > feministek do problemu. To trochę tak jak z molestowaniem seksualnym dzieci -
                  > nikt przy zdrowych zmysłach problemu nie neguje. Ale sytuacja tak się
                  > rozwinięła, że powstać musiało tzw. false memory syndrom association, które
                  > chroni osoby niesłusznie oskrażone o napastowanie (niejednemu człowiekowi
                  > zrujnowało to życie i karierę). Kilku znanych i cenionych psychologów na
                  > świecie angażowało się w obronę przed "sexual abuse hysteria" etc.
                  >
                  > pozdrawiam,
                  >
                  > BD

                  No i na koniec mam pytanie: Czy uwazasz ze w Polsce mamy jakiekolwiek powody do
                  niepokoju ze grozi nam sexual abuse hysteria? Bo ja uwazam ze w Polsce
                  olbrzymim problemem jest to, ze ofiara ewidentnego molestowania seksualnego
                  (sprawa Winterthura omawiana szczegolowo przez GW), majaca wiarygodnych
                  swiadkow, musi odejsc z firmy, molestujacy tez odchodzi ale z suta roczna
                  odprawa na rownie intratne stanowisko do innej firmy, nie ponosi zadnych
                  sankcji bo prokuratur umarza sprawe...
                  CO do false memory syndrom to na pewno wiesz ze czesto w sprawach o
                  molestowanie seksualne dzieci okazuje sie ze jest to fantazja dziecka i tez
                  wiele osob zostalo nieslusznie oskarzonych--czy wniosek z tego taki ze nalezy
                  umarzac sprawy o molestowanie dzieci?
                  Podczas moich wielu pobytow w USA nie zauwazylam jakos takiej histerii, mowiono
                  mi wiele komplementow i bralam udzial w wielu flirtach, jakos mezczyzni nie
                  drzeli przed aresztowaniem o molestowanie. Przyznaje, to prawo dalo mozliwosc
                  wyludzania odszkodowan--ale dokladnie tak samo jest z wyludzaniem odszkodowan
                  od lekarzy--czy nalezy zniesc prawo chroniace nas od bledow lekarskich bo tu
                  tez dochodzi do naduzyc?
                  • sagan2 Re: przemoc 12.02.03, 10:36
                    Gość portalu: breskva napisał(a):


                    > Nie znalazłam statystyk dotyczących Polski, ale jestem
                    > przekonana że niewiele by się różniły.

                    znalazlam na szybko raport CBOS na temat przemocy w
                    rodzinie:

                    www.cbos.pl/SPISKOM.POL/2002/KOM042/KOM042.HTM#P_2
                    jest tam rowniez odwolanie do badan:
                    Materiały z konferencji "Budowanie lokalnych systemów
                    przeciwdziałania przemocy wobec kobiet" zorganizowanej
                    przez Fundację im. Stefana Batorego i Centrum Praw
                    Kobiet, Warszawa, grudzień 2001.

                    stwierdzaja one, na przyklad:

                    "Wokół problemu przemocy w rodzinie narosło wiele mitów i
                    zwyczajowo uwarunkowanych zachowań. Do takich mitów
                    należy również przekonanie, że jest to zjawisko
                    marginalne, występujące bardzo rzadko i tylko w
                    środowiskach patologicznych. Tymczasem według danych
                    Centrum Praw Kobiet prawie jedna trzecia kobiet w pewnym
                    okresie swojego życia staje się ofiarą przemocy w
                    rodzinie, a samo zjawisko występuje we wszystkich grupach
                    społecznych. Dane te dotyczą różnych form przemocy:
                    bicia, wymuszania współżycia seksualnego, poniżania i
                    znęcania się psychicznego.
                    Sprawcami przemocy zarówno fizycznej, jak i psychicznej
                    bywają też kobiety, ale w 90% - są one ofiarami. Według
                    tych samych źródeł, przemoc wobec kobiet w rodzinie
                    stanowi jedną czwartą wszystkich tego rodzaju przestępstw
                    zgłaszanych organom ścigania2. Zjawisko to nie jest do
                    końca rozpoznane, ponieważ wiele aktów przemocy domowej
                    nigdy nie wychodzi na jaw."
                  • Gość: BD Re: przemoc IP: 195.136.36.* 12.02.03, 11:29
                    Witam,

                    Gość portalu: breskva napisał(a):

                    > Około 85% pracujących kobiet jest narażonych na seksualne molestowanie w
                    > miejscu pracy (,,New York Times" 1984).

                    Ciężko jest przejrzeć wszystkie "New York Times'y" z 1984. Proponuje
                    alternatywne badanie, np. "100% mężczyzn jest narażonych na seksualne
                    molestowanie w pracy, podobnie jak na śmierć w pracy, spowodowaną upadkiem
                    asteroidu" (BD, 2003).

                    Istnieje taki dobry zwyczaj w nauce, że należy podawać referencje tylko na to,
                    co się czytało. Cos takiego jak "Jones (1979)" to tylko odsyłacz do
                    bibliografii na końcu tekstu, której Ty nie zamieściłaś. Doprawdy, nie zrobisz
                    na mnie wrażenia zarzucając mnie tego typu przypadkową mieszanką danych
                    zebranych na przestrzeni 20 lat.

                    Po drugie: nikt nie neguje przemocy wobec kobiet. Ja prosiłem wyraźnie o
                    porównanie jej z przemocą wobec mężczyzn, czego u Ciebie nie dostrzegłem.

                    > Nie znalazłam statystyk dotyczących Polski, ale jestem przekonana że niewiele
                    > by się różniły.

                    Nie jestem taki przekonany. Również nie znam bieżących statystyk, ale różnice w
                    poziomie przestępczości są bardzo różne między krajami. I tak np. ryzyko
                    śmierci w wyniku morderstwa jest sześciokrotnie wyższe w USA niż w Wielkiej
                    Brytanii. Co kraj to obyczaj.

                    > Nie napisalam ze konserwatysci tak uwazaja, tylko ze mozna byc konserwatysta
                    > I uwazac ze kobieta to gorszy rodzaj czlowieka (a nie przebija to np. z
                    > postow Tada?)

                    Nie wykręcaj kota ogonem. Można pewnie być i feministką i uważać kobietę za
                    gorszy gatunek człowieka, tak jak można być Żydem - antysemitą.

                    Z postów Tada przebija szacunek dla kobiet i krytyka ideologii feministycznej.

                    > > świecie angażowało się w obronę przed "sexual abuse hysteria" etc.

                    > No i na koniec mam pytanie: Czy uwazasz ze w Polsce mamy jakiekolwiek powody
                    > do niepokoju ze grozi nam sexual abuse hysteria?

                    Trudno powiedzieć. Wg dostępnych badań częsciej ofiarami molestowania
                    seksualnego w Polsce padają mężczyźni, a oni raczej muszą zacisnąć zęby i nie
                    histeryzować. Z drugiej strony lubimy przejmować nowinki z Zachodu.

                    > CO do false memory syndrom to na pewno wiesz ze czesto w sprawach o
                    > molestowanie seksualne dzieci okazuje sie ze jest to fantazja dziecka i tez
                    > wiele osob zostalo nieslusznie oskarzonych--czy wniosek z tego taki ze nalezy
                    > umarzac sprawy o molestowanie dzieci?

                    Gdyby fasle memory syndrom sprowadzał się do brania na poważnie fantazji
                    dziecka, to nie byłby to taki problem. Problemem jest to, że często dziecku
                    wmawiał molestowanie przesłuchujący je "specjalista", nawet jeśli to dziecko
                    dzielnie broniło się przed tego typu manipulacją. Nie należy umarzać spraw, ale
                    widać, że nastąpiło ewidentne przegięcie w drugą stronę.

                    Żeby było jasne - jestem przeciwny molestowaniu, jako po prostu molestowaniu -
                    opartej na obiektywnych kryteriach agresji seskualnej (fizycznej i werbalnej).
                    Natomiast widzę, że niektórym to nie wystarcza, pojawiają się kryteria
                    subiektywne etc, pragnienie odebrania oskarżonym o molestowanie czy gwałt prawa
                    do obrony (jakim prawem adwokat neguje to co mówi kobieta) etc.

                    pozdrawiam,

                    BD
                    • Gość: sagan Re: przemoc IP: *.desy.de 12.02.03, 14:29
                      Gość portalu: BD napisał(a):


                      > Z postów Tada przebija szacunek dla kobiet i krytyka
                      > ideologii feministycznej.

                      oczywiscie. podaje przyklad szacunku do kobiet, ktory
                      przebija z postu Tad:


                      www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=212&w=4573548&a=4578808
                      > nigdy tez nie odpowiedziales na moje pytanie w innym
                      > watku - czy wolalbys miec syna, czy corke, i dlaczego?

                      To trudne pytanie. Z jednej strony dobrze byłoby mieć
                      kogoś z kim można iść na ryby, czy pograć w szachy, ale z
                      drugiej strony dobrze pozmywanie naczynia też są ważne.
                      Nie wiem doprawdy, co odpowiedzieć.

                      no comments
                      • maciej.k1 szacunek dla kobiet 12.02.03, 16:05
                        Gość portalu: sagan napisał(a):

                        > oczywiscie. podaje przyklad szacunku do kobiet, ktory
                        > przebija z postu Tad:
                        >
                        > > czy wolalbys miec syna, czy corke, i dlaczego?
                        >
                        > To trudne pytanie. Z jednej strony dobrze byłoby mieć
                        > kogoś z kim można iść na ryby, czy pograć w szachy, ale z
                        > drugiej strony dobrze pozmywanie naczynia też są ważne.
                        > Nie wiem doprawdy, co odpowiedzieć.


                        Tad docenia trudną i potrzebną pracę kobiet. Napisał wyraźnie, że to co robią,
                        jest dla niego ważne.

                        Pozdrawiam -
                      • maciej.k1 szacunek dla kobiet 12.02.03, 16:05
                        Gość portalu: sagan napisał(a):

                        > oczywiscie. podaje przyklad szacunku do kobiet, ktory
                        > przebija z postu Tad:
                        >
                        > > czy wolalbys miec syna, czy corke, i dlaczego?
                        >
                        > To trudne pytanie. Z jednej strony dobrze byłoby mieć
                        > kogoś z kim można iść na ryby, czy pograć w szachy, ale z
                        > drugiej strony dobrze pozmywanie naczynia też są ważne.
                        > Nie wiem doprawdy, co odpowiedzieć.


                        Tad docenia trudną i potrzebną pracę kobiet. Napisał wyraźnie, że to co robią,
                        jest dla niego ważne.

                        Pozdrawiam -
                        • Gość: sagan zapomniales usmieszku do swego zartu n/txt IP: *.desy.de 12.02.03, 17:55
                          • Gość: tad Sagan........ IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 12.02.03, 20:48
                            .....zwracam uwagę, że NIE przypisałem płci, do konkretnej czynności (Sosa to
                            zauważyła, choć dopiero przy drugim podejściu). Wszystko na co jesteś zdana to
                            DOMYSŁY, niezależnie od tego, czym uzasadnione. Swoją drogą, to ciekawe, że
                            zinterpretowałas to w ten sposób. Ten przykład był więc chybiony. Szukaj dalej!
                            • sagan2 Tad........ 13.02.03, 14:30
                              zwracam uwage, ze jako osoba uwazajaca stereotypy za
                              prawdziwe i wygodne w stosowaniu, zapewne je stosujesz...

                              i to "zapewne" jest tylko po to, zebys mnie nie odeslal
                              do szukania cytatow z Ciebie, ktore zdanie bez "zapewne"
                              ilustruja. bo osobiscie jestem przekonana, ze "zapewne"
                              jest w Twoim przypadku zpelnie zbedne...
                              ... ale o tym sza, nie bede udowadniac wlasnego
                              wrazenia...
                  • maciej.k1 za szeroka definicja przemocy seksualnej 12.02.03, 13:15
                    Gość portalu: breskva napisał(a):


                    > Nie znalazłam statystyk dotyczących Polski, ale jestem przekonana że niewiele
                    > by się różniły. Całkiem przypadkowo w kobiecym gronie wymieniłyśmy się
                    > doświadczeniami przemocy seksualnej jaka nas spotkała. (..) Okazalo sie ze
                    kazda z nas (bylo nas ok. 8)
                    > doswiadczyla roznych form przemocy (..)Czesc usilowano natretnie naklonic do
                    > seksu,


                    Taka właśnie metodologia i bardzo szeroka definicja przemocy seksualnej
                    sprawia, że w badaniach wychodzi, iż przemoc seksualna jest zjawiskiem
                    powszechnym. Jedna z definicji przemocy seksualnej mówi, iż: "Przemoc seksualna
                    dotyczy między innymi wulgarnego wyzywania lub seksualnych, nieprzyzwoitych
                    wypowiedzi skierowanych do osoby, opowiadania o kontaktach seksualnych,
                    wulgarne żarty lub rozmowy o seksie w obecności osób, które nie chcą lub nie
                    powinny tego słuchać."

                    A więc, droga Breskvo, jeśli opowiedziałaś kiedykolwiek świński dowcip, nie
                    upewniwszy się przedtem, czy wszystkie osoby chcą go wysłuchać, jest bardzo
                    prawdopodobne, że popełniłaś przemoc seksualną. Witaj zatem w gronie sprawców
                    przemocy seksualnej!

                    Pozdrawiam -
        • Gość: BD Re: Forum Inicjatyw Na Rzecz Kobiet IP: 195.136.36.* 10.02.03, 16:07
          Witam,

          Gość portalu: Monika napisał(a):

          > Działania zostały zaplanowane na Dzien Kobiet, jako ze w naszym odczuciu jest
          > to dzien pozornego swietowania podczas gdy jak rok dlugi szeroki kwestie
          > kobiet sa w tym kraju marginalizowane, zeby nie powiedziec lekcewazone.

          "W tym" to jest w jakim? Nie lepiej "w naszym". A może to tylko _ich_ kraj -
          patriarchalnych samców, którzy siłą marginalizują kobiety. Nie identyfikuje się
          Pani nijak z własną Ojczyzną?

          > Przemoc jest definiowana bardzo szeroko jako przemoc fizyczna, psychiczna,
          > seksualna, ekonomiczna i przemoc w zyciu spolecznym

          Do tego przemoc mentalna, wirtualna i spirytualna. Oczywiście, że możemy
          zdefiniować ją dowolnie szeroko, nawet każdą formę nierówności wynikającej z
          różnicy zdolności czy po prostu przypadku podciągnąć pod przemoc.

          > w zwiazkach dalekich.., ktorej to jednym z przejawow jest
          > niedoreprezentowanie kobiet we wladzach i ich dyskryminacja w polityce.

          W Polsce mamy ustrój demokratyczny - jeśli kobiety są nieobecne w polityce, a
          stanowią większość wyborców, to by znaczyło, że dyskryminują same siebie?
          Kobiety są również dyskryminowe w górnictwie, czy jeśli chodzi o obowiązek
          służby wojskowej - co Pani zamierza zrobić z tym problemem?

          pozdrawiam,

          BD
          • Gość: mo Re: Forum Inicjatyw Na Rzecz Kobiet IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 18.02.03, 11:58
            Gość portalu: BD napisał(a):

            > "W tym" to jest w jakim? Nie lepiej "w naszym". A może to tylko _ich_ kraj -
            > patriarchalnych samców, którzy siłą marginalizują kobiety. Nie identyfikuje
            się
            >
            > Pani nijak z własną Ojczyzną?


            Szczerze mowiac - nie. nie tylko z tego powodu, ze jest to "kraj
            patriarchalnych samcow", ale rowniez z kilku innych powodow.



            > W Polsce mamy ustrój demokratyczny - jeśli kobiety są nieobecne w polityce, a
            > stanowią większość wyborców, to by znaczyło, że dyskryminują same siebie?


            Poniekad. Tu z kolei dzialaja stereotypy dotyczace cech, zachowan kazdej z
            plci. I rowniez kobiety je przyswajaja. Jest to proces socjalizacji i ma
            miejsce juz np. w przedszkolu, kiedy dzieciom okreslonej plci podsuwa sie
            okreslone wzorce osobowe, zawody ktore moga wykonywac etc. tak na marginesie,
            nie zatanawial sie pan nigdy czemu chlopcy nie sa pielegniarzami lub
            przedszkolankami? Polecam to kwestia jako temat do rozmyslamn na dlugie,
            zimowe wieczory. I koniecznie prosze sie podzielic ;)
            I jeszcze jedno - w kotryms ze skandynawskich /wyemancypowanych/ krajow. gdzie
            premierem jest kobieta, a polowa rzadu to kobiety, podobno chlopcy pytają
            mezczyzni mogą tez premierami? Co pan na to?



            > Kobiety są również dyskryminowe w górnictwie, czy jeśli chodzi o obowiązek
            > służby wojskowej - co Pani zamierza zrobić z tym problemem?


            Twierdze ze obowiazkowa sluzba wojskowa jest aktem dyskryminacji ze wzgledu na
            plec. To nie jest sprawiedliwe jesli ludzi zmusza sie do odbywania sluby(
            chociaz nie wszyscy moga sie do tego nadawac i miec chociazby ochote) tylko
            dlatego, ze sa mezczyznami.
            I w ogole nie widze zasdnoisci podawania tego typu argumentow - moze mi pan
            wyjasni?

            Pozdrawiam
            mo



        • losiu4 Re: Forum Inicjatyw Na Rzecz Kobiet 11.02.03, 11:03
          Gość portalu: Monika napisał(a):

          > losiu4 napisał:
          > Drogi panie Łosiu, dziwi mnuie zjadliwośćpańskiego komentarz niemniej postaram
          > sie odpowiedeziećna Pańskie wątpliwośći zjadliwości starajac sie uniknac.

          Przepraszam jesli urazilem Pania. Nie spodziewalem sie ze moje drobne docinki (bije sie w piersi, uzylem ich) kogos
          uraza. Zastosowalem je specjalnie i _tylko_ po to, zeby podkreslic ze dzialania podejmowane przez niektore grupy
          feministek maja na celu jedynie rozglos, nie rzeczywista pomoc.

          > Działania zostały zaplanowane na Dzien Kobiet, jako ze w naszym odczuciu jest
          > to dzien pozornego swietowania podczas gdy jak rok dlugi szeroki kwestie kobiet
          > sa w tym kraju marginalizowane, zeby nie powiedziec lekcewazone. Takze
          > celebrujac ten dzien w sposob odmienny pragniemy zasygnalizpwac kobietom, zeby
          > nie dawaly sobie zamknac ust, tym juz przyslowiowym, kwiatkiem.

          Ja tam 'swietuje' - co za nieprzystajace do tej okazji slowo - na serio i moja kobieta dostanie kwiatek (nawet kilka, no
          chyba ze mi sie cos stanie). Kobiety (i w ogole ludzi) szanuje na co dzien, nie od swieta. Kwestie kobiet wcale nie sa
          w kraju marginalizowane.

          > > ech, te parytety... no a co szanowne Panie na przemoc w zwiazkach dalekich
          >
          > Przemoc w zwiazkach dalekich... a coz to jest szanowny panie?
          > Przemoc jest definiowana bardzo szeroko jako przemoc fizyczna, psychiczna,
          > seksualna, ekonomiczna i przemoc w zyciu spolecznym(niech bedzie wiec przemoca
          > w zwiazkach dalekich.., ktorej to jednym z przejawow jest niedoreprezentowanie
          > kobiet we wladzach i ich dyskryminacja w polityce.

          Tutaj chcialem podkreslic, ze przemoc jest zawsze przemoca a przestepstwo takie (o ile rzeczywiscie wystepuje)
          scigane jest przez policje i prokurature. Co do polityki: nikt nie broni kobietom startowac. Jesli maja _naprawde_
          predyspozycje po temu (silna osobowosc, zaufanie u wyborcow), beda liderami. I beda wygrywac wybory. Po co
          parytety?

          > > zamiast manifestacji zorganizowalyby Panie pare dyzurow prawnikow...
          >
          > Dyzury prawnikow to rzeczywiscie swietny pomysl. Tymczasem ich organizacja leze
          > naszym zdanie w gestii wladz(np.naszego miasta)i z jego pomoca jestesmy w
          > stanie faktycznie takie dyzuty zorganizowac. Miedzy innymi po to jest ta
          > manifestacja, zeby zwrocic uwage m.in. wladz na owze problem.

          No i tu wg. mnie kryje sie dowod, ze tak naprawde jest to dzialanie na pokaz a nie rzeczywista proba pomagania
          pokrzywdzonym. Zwalanie wszystkiego na wladze ktora 'powinna', 'musi' itd itp oznacza ze tak naprawde feministki
          nie chca dzialac. Nie wierze ze w tak duzym jak Wroclaw miescie nie znalazloby sie pare ludzi dobrej woli (nawet nie
          prawnikow) czulych na krzywde ludzka, ktorzy siedliby przy czyms w rodzaju telefonu zaufania badz przy
          sortowaniu listow i kierowali ludzi naprawde potrzebujacych pomocy do kompetentnych osob.

          > > tylko 2,5h dokumentow o dyskryminacji? Jesli tak malo, to kobiety maja raj
          > na
          > z
          > > iemi
          > szanowny Panie dokumentow o dyskryminacji jest o wiele wiecej, jednakze ze
          > wzgledu na ograniczenia lokalowe pokazemy ich TYLKO 2 h.
          > pozdrawiam i zapraszam.
          > Monika

          Ogolnie: wiem: przesadzalem, przejaskrawialem i drwilem. Ale gdybym napisal inaczej, obawiam sie ze nikt by nie
          zwrocil na to o co mi chodzi najmniejszej uwagi.

          Pozdrawiam.

          Losiu.
          • Gość: breskva Re: Forum Inicjatyw Na Rzecz Kobiet IP: *.acn.pl / 10.67.3.* 11.02.03, 12:21
            Odpowiadam zbiorowo. Pare osob powoluje sie ze walke z przemoca powinna
            prowadzic prokuratura i policja, nie feministki. Trudno mi nie dostrzec zlej
            woli w tego typu komentarzu bo skutecznosc wyzej wymienionych organow wobec
            przemocy domowej i gwaltu jest powszechnie znana. Przytaczam frgmenty artykulu
            z Przegladu.
            "Według polskiego kodeksu karnego (art. 197), ze zgwałceniem mamy do czynienia
            wówczas, gdy przemocą, groźbą bezprawną lub podstępem doprowadzamy inną osobę
            do obcowania płciowego. Ale trudno zdefiniować, co w naszym kręgu kulturowym
            jest przyzwoleniem, prowokacją, a co przemocą, skoro w sądzie dyskutuje się nad
            dowodami, roztrząsając, ile razy kobieta może powiedzieć nie i czy wołała o
            pomoc dostatecznie głośno. Czasem ciężko prokuraturze dowieść, że groźba była
            wystarczająco paraliżująca. - Takie rozprawy są bardzo trudne ze względu na
            zakorzenione stereotypy - tłumaczy prof. Gapik. - Pamiętam gwałt pod Poznaniem.
            Na wiejską zabawę przyjechały dwie delikatne "miastowe" dziewczyny. Miejscowy
            podrywacz potańczył z jedną i zaprosił do stodoły. Jej "nie rób, zostaw,
            przestań" odbierał jako "wszystkie tak mówią". To była nie tyle sprawa o gwałt,
            ile konflikt subkultur. Dostał jeden z niższych wyroków."
            To specyficzny rodzaj przestępstwa, ze względów emocjonalnych i społecznych.
            Ale ofiarom gwałtu trudno znaleźć fachowe wsparcie. Pani z pewnego kobiecego
            stowarzyszenia wertowała razem ze mną książkę telefoniczną w poszukiwaniu
            adresu, pod który mogłabym się udać jako poszkodowana.Największą w Polsce
            organizacją udzielającą prawnej i psychologicznej pomocy ofiarom seksualnych
            przestępstw jest Centrum Praw Kobiet. - Zgłasza się ich do nas coraz więcej -
            ocenia Urszula Nowakowska, dyrektorka CPK. - W ostatnim roku ta liczba
            zdecydowanie wzrosła. Staramy się towarzyszyć kobietom podczas przesłuchań, bo
            policja i sądy to miejsca nie zawsze przychylne. Odbieramy wiele skarg na brak
            intymności na komendzie i obcesowość przesłuchań. Zdarza się, że przepytują
            sami mężczyźni. Prof. Izdebski przyznaje: - Słyszę, co mówią pacjentki, i
            sądzę, że oni nawet nie są świadomi, iż źle formułują pytania, że ranią.

            "W Polsce sposób przyjmowania przez policję spraw o gwałt wciąż przypomina
            zgłoszenie kradzieży samochodu, a rozprawy są rodzajem droczenia się o własny
            honor. "Czy była pani dziewicą?", "Czy nie prowokowała?", "Więc jaka była pani
            przeszłość?", "Jak zachowywała się pani podczas stosunku", "Czy ruszała pani
            głową w trakcie czynu oralnego?", to standardowe pytania na sądowej sali. -
            Sądy nie ułatwiają kobietom przebrnięcia przez proces - potwierdza Urszula
            Nowakowska. - Próbujemy informować i chronić je przed scenariuszem
            dyskredytującym ofiarę. Najsmutniejsze, że krzywdzą też sędzie i adwokatki. I
            co dziwne, bywają jeszcze większymi formalistkami. Pamiętam panią prokurator,
            która za nic nie chciała uwierzyć, że kobieta nie poradziła sobie z przemocą.
            Gwałci kleryk, pracodawca podczas rozmowy o pracę, mężczyzna wynajmujący
            mieszkanie... a adwokat bezwzględnie udowadnia, że albo ona sama chciała, albo
            jest puszczalska."

            Trudno mi nie widziec zlej woli w czepianiu sie o slowka (zwiazki bliskie), w
            wyciaganiu zapewne historycznych juz przykaldow z dzialan radykalnych
            feministek 2 fali (sama moge podac mase przykladow krzywdzacych dzialan
            radykalek amerykanskich--ale to rozdzial zamkniety, a zdaje sie ze to ty Tad
            skrytykowales moje powolywanie sie na historyczne osiagniecia feministek--moze
            wiec badz konsekwenty, dobrze? i laskawie zauwaz ze odnioslam sie do problemu
            przemocy domowej i seksualnej ktorej wiekszosc ofiar stanowia kobiety, nie do
            przemocy w ogole), w nie popartym zadnymi dowodami twierdzeniu ze pomocy
            feministek towarzyszy indoktrynacja ideologiczna. Tak sie sklada ze mialam
            zajecia na UJ z Lipowska-Teutsch ktora prowadzi centrum interwencji kryzysowej.
            Opowiadala o swej pracy i niesieniu pomocy ofiarom przemocy. Wielokrotnie
            podkreslala ze absolutnie nie nalezy takim kobietom robic wykladow co maja
            czuc, narzucac swego swiatopogladu, nie do tego pomoc ma sie sprowadzic. Tak
            wiec nawet jesli dopatruje sie ona przyzwolenia na przemoc wobec kobiet w
            kulturze patriarchalnej, z cala pewnoscia nie dzieli sie swymi pogladami z
            ludzimi ktorym pomaga--bo wielokrotnie podkreslala ze nie o to chodzi. Nalezy
            pokazac kobiecie mozliwe srodki prawne, sluzyc darmowa pomoca psychologiczna.
            Nalezy dazyc do tego by kobieta nie musiala wracac do domu i godzic sie na
            dalsza przemoc. Zeby sama w sobie odnalazla sile na poradzenie sobie z
            sytuacja. Oczywiscie przy tym nalezy zwracac uwage opinii publicznej na
            istniejacy problem (stad demonstracje itp) i domagac sie wiekszej skutecznosci
            od policji i sadow. I to sie powoli zmienia, wlasnie dzieki temu ze organizacje
            feministyczne sie tego domagaja, wyciagaja takie problemy na swiatlo dzienne.

            No i wybaczcie ale smiesza mnie te odniesienia do etosu rycerskiego ze to
            gentleman pomaga damie... chyba ze rzeczywiscie krazycie wieczorami po ulicach
            w przebranku Supermana wypatrujac krzywdzonych kobiet aby stanac w ich
            obronie...


            • maciej.k1 Re: Forum Inicjatyw Na Rzecz Kobiet 11.02.03, 13:06
              Gość portalu: breskva napisał(a):

              > Odpowiadam zbiorowo. Pare osob powoluje sie ze walke z przemoca powinna
              > prowadzic prokuratura i policja, nie feministki.

              Może się mylimy... Może należałoby wyposażyć feministki w pałki i broń, niech
              patrolują domy i sprawdzają, czy nie ma miejsca przemoc wobec kobiety... ;-)
              Po co policja, prokuratura i sądy - wyroki można wydawać i wykonywać na miejscu
              przestępstwa, nieprawdaż? ;-)

              > Trudno mi nie dostrzec zlej
              > woli w tego typu komentarzu bo skutecznosc wyzej wymienionych organow wobec
              > przemocy domowej i gwaltu jest powszechnie znana.

              Co innego ze skutecznością w sprawie rozbojów, kradzieży samochodów czy włamań.
              Tu policja i prokuratura słyną ze skuteczności. Jak zwykle dysktryminowane są
              tylko pokrzywdzone kobiety... :-)


              > skoro w sądzie dyskutuje się nad
              > dowodami, roztrząsając, ile razy kobieta może powiedzieć nie i czy wołała o
              > pomoc dostatecznie głośno.

              Niestety, w sądzie dyskutuje się nad dowodami... Na tym polega sąd i tym m.in.
              różni się od linczu.

              > Odbieramy wiele skarg na brak
              > intymności na komendzie i obcesowość przesłuchań.

              Ubolewam nad tym, ale wizyta na komendzie to nie wizyta u psychoterapeuty.
              Pewne fakty muszą być jednoznacznie ustalone, bo od tego zależy nie tylko
              samopoczucie kobiety, ale także ile lat ktoś spędzi w więzieniu.

              > a adwokat bezwzględnie udowadnia, że albo ona sama chciała, albo
              > jest puszczalska.

              Zadziwiające... Adwokat strony przeciwnej nie zgadza się z nami i ośmiela się
              mieć inne zdanie... I to ma być sąd???!!! ;-)

              > przemocy domowej i seksualnej ktorej wiekszosc ofiar stanowia kobiety, nie do
              > przemocy w ogole),

              Jeśli chodzi o szeroko rozumianą "przemoc wobec dzieci", to najczęściej jej
              sprawcami są kobiety. Jeśli chodzi o przemoc emocjonalną (np. obmowę) - jej
              sprawczyniami także najczęściej są kobiety.

              > w nie popartym zadnymi dowodami twierdzeniu ze pomocy
              > feministek towarzyszy indoktrynacja ideologiczna. Tak sie sklada ze mialam
              > zajecia na UJ z Lipowska-Teutsch ktora prowadzi centrum interwencji
              > kryzysowej.

              Słyszałem trochę o tym Centrum. Jedynym mężczyzną był tam cieć. Ofiary przemocy
              chętnie skupiały się wokół niego, tak, że po pewnym czasie stał się
              nieformalnym przywódcą grupy. Lipowska - Teutsch "musiała" go więc zwolnić.

              > Opowiadala o swej pracy i niesieniu pomocy ofiarom przemocy. Wielokrotnie
              > podkreslala ze absolutnie nie nalezy takim kobietom robic wykladow co maja
              > czuc, narzucac swego swiatopogladu, nie do tego pomoc ma sie sprowadzic. Tak
              > wiec nawet jesli dopatruje sie ona przyzwolenia na przemoc wobec kobiet w
              > kulturze patriarchalnej, z cala pewnoscia nie dzieli sie swymi pogladami z
              > ludzimi ktorym pomaga--bo wielokrotnie podkreslala ze nie o to chodzi.

              Miejmy nadzieję, że od czasu publikacji swojej ksiązki zmieniła poglądy.
              Obawiam się jednak, że wzorem wielu feministek co innego mówi, a co innego robi.

              Pozdrawiam -
              • Gość: breskva Re: Forum Inicjatyw Na Rzecz Kobiet IP: *.acn.pl / 10.67.3.* 11.02.03, 13:23
                >
                > Słyszałem trochę o tym Centrum. Jedynym mężczyzną był tam cieć. Ofiary
                przemocy
                >
                > chętnie skupiały się wokół niego, tak, że po pewnym czasie stał się
                > nieformalnym przywódcą grupy. Lipowska - Teutsch "musiała" go więc zwolnić.
                >
                Podobno w obmawianiu i plotkowaniu przodują kobiety Macieju, śmiem przypomniec.
                Cóz to byłaby za strata gdyby forumowy macho, dzielny obrońca kobiet i dzieci,
                zaczął swą męskość tracić...
                • maciej.k1 Re: Forum Inicjatyw Na Rzecz Kobiet 11.02.03, 15:32
                  Gość portalu: breskva napisał(a):

                  Chętnie poprzestałbym na analizie samych publikacji Lipowskiej - Teutsch,
                  zwłaszcza, że do Krakowa mam daleko i "zbieranie dowodów" byłoby dla mnie
                  kłopotliwe. Ty jednak sama wspomniałaś o dowodach na twierdzenie, ze pomocy
                  oferowanej przez feministki towarzyszy ideologia. Otóż towarzyszy, a Lipowska -
                  Teutsch jest tego doskonałym przykładem - pod każdym względem.

                  Pozdrawiam -
                  • Gość: breskva Re: Forum Inicjatyw Na Rzecz Kobiet IP: *.acn.pl / 10.67.3.* 11.02.03, 16:19
                    maciej.k1 napisał:

                    > Gość portalu: breskva napisał(a):
                    >
                    > Chętnie poprzestałbym na analizie samych publikacji Lipowskiej - Teutsch,
                    > zwłaszcza, że do Krakowa mam daleko i "zbieranie dowodów" byłoby dla mnie
                    > kłopotliwe. Ty jednak sama wspomniałaś o dowodach na twierdzenie, ze pomocy
                    > oferowanej przez feministki towarzyszy ideologia. Otóż towarzyszy, a
                    Lipowska -
                    >
                    > Teutsch jest tego doskonałym przykładem - pod każdym względem.
                    >
                    > Pozdrawiam -

                    No coz, milo ze przyznajesz sie do niekompetencji. Twoja odpowiedz swiadczy o
                    tym ze po prostu zjezdzasz feministki na slepo, bez praktycznej wiedzy i
                    doswiadczenia. Co za determinacja! Co do ideologii... czyzybys zabranial innym
                    miec innych pogladow niz swoje? To pomoc feministek szkodzi bo maja swoje
                    poglady nt. przemocy wobec kobiet i spolecznego przyzwolenia na nia? To policje
                    tez pytajmy o ich poglady i na przyklad nie przyjmujmy pomocy od
                    antyfeministow? Macieju poluznij troche klapki na oczach bo sie po prostu
                    kompromitujesz.
                    • maciej.k1 Re: Forum Inicjatyw Na Rzecz Kobiet 12.02.03, 10:36
                      Gość portalu: breskva napisał(a):

                      > Co do ideologii... czyzybys zabranial innym
                      > miec innych pogladow niz swoje? To pomoc feministek szkodzi bo maja swoje
                      > poglady nt. przemocy wobec kobiet i spolecznego przyzwolenia na nia?

                      Nikt nie zabrania feministkom mieć swoich poglądów. Sugeruję tylko, by
                      publikowały je za swoje pieniądze, a nie za pieniądze podatników, przeznaczone
                      na zwalczanie przemocy domowej a nie na upowwzechnianie historii feminizmu w
                      USA.

                      Nikt nie zabrania feministkom organizowania konferencji, czy zajmowania się
                      pomaganiem ofiarom przemocy. Jeśli jednak robą to na koszt podatników, to mam
                      prawo, jako podatnik powiedzieć, że nie życzę sobie, by za moje pieniądze
                      indokrynowano ideologicznie ofiary przemocy.

                      Na początku pytałaś z oburzeniem, jak możemy lekceważyć tak ważny problem jak
                      przemoc w rodzinie. Otóż wyjaśniam Ci, że nie lekceważę problemu przemocy,
                      odstręcza mnie natomiast feministyczna ideologia, którą feministki do tego
                      mieszają. Mieszanie ideologii feministycznej z problemem przemocy w rodzinie
                      może działać odstręczjąco nie tylko na mnie, lecz na wielu mężczyzn, którzy
                      potencjalnie mogliby być sojusznikami ofiar przemocy. W efekcie, na
                      takiej "pomocy" feministek najwięcej tracą ofiary przemocy.

                      Pozdrawiam -
            • losiu4 Re: Forum Inicjatyw Na Rzecz Kobiet 11.02.03, 14:39
              Gość portalu: breskva napisał(a):

              > Odpowiadam zbiorowo. Pare osob powoluje sie ze walke z przemoca powinna
              > prowadzic prokuratura i policja, nie feministki.

              Jak najbardziej. Feministki co najwyzej powinny w tym pomagac, nie przeszkadzajac przy tem, i powinny pomagac
              ofiarom takich przestepstw (zreszta nie tylko one winny sie tak zachowywac, a niestety czesto pozuja na jedyne
              upowaznione do dzialan w tym zakresie).

              > Trudno mi nie dostrzec zlej
              > woli w tego typu komentarzu bo skutecznosc wyzej wymienionych organow wobec
              > przemocy domowej i gwaltu jest powszechnie znana.

              To nie jest zadna zla wola, tylko przywrocenie wlasciwej hierarchii dzialan i zachowan. A ganic - jesli trzeba - nalezy
              opieszalosc i skutecznosc tzw. organow, a nie tych, ktorzy wskazuja kto i czym powinien sie zajmowac.

              > Przytaczam frgmenty artykulu
              > z Przegladu.
              >... Ale trudno zdefiniować, co w naszym kręgu kulturowym
              > jest przyzwoleniem, prowokacją, a co przemocą, skoro w sądzie dyskutuje się nad
              > dowodami, roztrząsając, ile razy kobieta może powiedzieć nie i czy wołała o
              > pomoc dostatecznie głośno. Czasem ciężko prokuraturze dowieść, że groźba była
              > wystarczająco paraliżująca....
              >...Miejscowy podrywacz potańczył z jedną i zaprosił do stodoły. Jej "nie rób, zostaw,
              > przestań" odbierał jako "wszystkie tak mówią". To była nie tyle sprawa o gwałt,
              > ile konflikt subkultur. Dostał jeden z niższych wyroków.

              Zgadza sie. Jest to trudne. Nie tylko w Polsce ale i w calym swiecie. Bo tez proste byc nie moze.
              Ogladalem w TV niedawno kanal o nazwie CLUB (przeznaczony typowo dla kobiet). Sa tam czesto pokazywane
              reportaze z sal sadowych, m.in. w sprawach o gwalt. I co musze powiedziec: gdyby nie dociekliwe, czasem wrecz
              wstydliwe pytania adwokatow jednej i drugiej strony, zapadlyby ewidentnie krzywdzace wyroki. Zreszta w sprawie
              ktora wyzej pokrotce opisujesz tez bylo pare pytan, ktore zapewne padly, i ktorych opowiedzi moglyby rzucic nieco
              inne swiatlo na sprawe. Podkreslam: jest to moje przypuszczenie.

              > To specyficzny rodzaj przestępstwa, ze względów emocjonalnych i społecznych.
              > Ale ofiarom gwałtu trudno znaleźć fachowe wsparcie. Pani z pewnego kobiecego
              > stowarzyszenia wertowała razem ze mną książkę telefoniczną w poszukiwaniu
              > adresu, pod który mogłabym się udać jako poszkodowana.Największą w Polsce
              > organizacją udzielającą prawnej i psychologicznej pomocy ofiarom seksualnych
              > przestępstw jest Centrum Praw Kobiet. - Zgłasza się ich do nas coraz więcej -
              > ocenia Urszula Nowakowska, dyrektorka CPK. - W ostatnim roku ta liczba
              > zdecydowanie wzrosła. Staramy się towarzyszyć kobietom podczas przesłuchań, bo
              > policja i sądy to miejsca nie zawsze przychylne. Odbieramy wiele skarg na brak
              > intymności na komendzie i obcesowość przesłuchań. Zdarza się, że przepytują
              > sami mężczyźni. Prof. Izdebski przyznaje: - Słyszę, co mówią pacjentki, i
              > sądzę, że oni nawet nie są świadomi, iż źle formułują pytania, że ranią.


              Takie dzialania popieram. Dobre wsparcie i nauczenie przesluchujacych pewnych regul na pewno pomoze. Ale tzw.
              trudne pytania i tak musza pasc (tylko wyrazone delikatnie), bo inaczej to bylaby farsa a nie proces

              > "W Polsce sposób przyjmowania przez policję spraw o gwałt wciąż przypomina
              > zgłoszenie kradzieży samochodu, a rozprawy są rodzajem droczenia się o własny
              > honor. "Czy była pani dziewicą?", "Czy nie prowokowała?", "Więc jaka była pani
              > przeszłość?", "Jak zachowywała się pani podczas stosunku", "Czy ruszała pani
              > głową w trakcie czynu oralnego?", to standardowe pytania na sądowej sali. -

              Zgadzam sie, pytania niektore przytoczone tu pytania sa obcesowe i nalezaloby je sformulowac inaczej. Ale
              odpowiedzi na nie sa istotne dla sprawy.

              > Sądy nie ułatwiają kobietom przebrnięcia przez proces - potwierdza Urszula
              > Nowakowska. - Próbujemy informować i chronić je przed scenariuszem
              > dyskredytującym ofiarę.

              Chronic mozna, nawet trzeba, ale nie za wszelka cene. Przyklad drastyczny (wiem, pewnie Pani znowu sie na mnie
              rzuci, ale zaryzykuje): jak zadac niedyskredytujace pytanie prostytutce oskarzajacej klienta o gwalt podczas gdy w
              rzeczywistosci poklocili sie post factum o cene uslugi... A takie sprawy rowniez sie zdarzaja...

              > Gwałci kleryk, pracodawca podczas rozmowy o pracę, mężczyzna wynajmujący
              > mieszkanie... a adwokat bezwzględnie udowadnia, że albo ona sama chciała, albo
              > jest puszczalska."

              Bo to jest jego prawo (adwokata, nie kleryka itd... - zeby nie bylo nieporozumien). I czasem miewa racje, czasem nie.
              A zadaniem sadu jest oddzielic ziarno od plew, zareagowac kiedy trzeba (np. anulujac takie pytanie) i wydac
              sprawiedliwy wyrok (o ile pamietam gorna granica kary za gwalt to 12 lat).

              > Trudno mi nie widziec zlej woli w czepianiu sie o slowka (zwiazki bliskie),

              To do mnie. Specjalnie sie przyczepilem do tego, a powody ktore mna kierowaly wyjasnilem na tym watku...

              > w
              > wyciaganiu zapewne historycznych juz przykaldow z dzialan radykalnych
              > feministek 2 fali (sama moge podac mase przykladow krzywdzacych dzialan
              > radykalek amerykanskich--ale to rozdzial zamkniety, a zdaje sie ze to ty Tad
              > skrytykowales moje powolywanie sie na historyczne osiagniecia feministek--moze
              > wiec badz konsekwenty, dobrze?

              A to juz nie do mnie; jak tad zaczal, to niech sam sobie daje rade ;))) Chociaz zastrzegam sobie prawo do interwencji
              jesli bede uwazal za stosowne wtracic swoje 3 gr.

              > Nalezy
              > pokazac kobiecie mozliwe srodki prawne, sluzyc darmowa pomoca psychologiczna.
              > Nalezy dazyc do tego by kobieta nie musiala wracac do domu i godzic sie na
              > dalsza przemoc. Zeby sama w sobie odnalazla sile na poradzenie sobie z
              > sytuacja

              Jesli tak dzialaja feministki, to chwala im za to. Jesli przekraczaja te ramy, to juz niedobrze.

              > Oczywiscie przy tym nalezy zwracac uwage opinii publicznej na
              > istniejacy problem (stad demonstracje itp) i domagac sie wiekszej skutecznosci
              > od policji i sadow. I to sie powoli zmienia, wlasnie dzieki temu ze organizacje

              A ja zwracam uwage, ze akurat _te_ feministki zajmuja sie glownie demonstracjami i sloganami. I niczym innym
              (przynajmniej nie chca sie tym chwalic).

              > No i wybaczcie ale smiesza mnie te odniesienia do etosu rycerskiego ze to
              > gentleman pomaga damie... chyba ze rzeczywiscie krazycie wieczorami po ulicach
              > w przebranku Supermana wypatrujac krzywdzonych kobiet aby stanac w ich
              > obronie...

              A mnie wcale nie smiesza. Nie odnosze sie do etosu rycerskiego, ale do siebie. Nie jestem az takim Supermanem,
              ktory krazylby po swiecie naprawiajac go, ale staram sie reagowac w chwili, gdy komus dzieje sie krzywda.
              Szczegolnie kobiecie. A co do zasad gentlemanstwa: to wg. mnie podstawy dobrego wychowania.

              Pozdrawiam, majac nadzieje ze feministki nie beda wywracac zasad savoir vivre do gory nogami :)))

              Losiu.
          • Gość: mo Re: Forum Inicjatyw Na Rzecz Kobiet IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 18.02.03, 12:28
            Szanowny Panie Losiu!

            losiu4 napisał:

            zeby podkreslic ze dzialania
            > podejmowane przez niektore grupy
            > feministek maja na celu jedynie rozglos, nie rzeczywista pomoc.

            Oczywiscie, ze maja na celu rozglos!!! Wlasnie w tym celu organizujemy manife!!
            Dla rozglosu!!! Chcemy rozglosic, ze to kobiety sa glownie ofiarami przemocy ze
            strony bliskich.
            W naszym spoleczenstwie istniej scisly podzial na sfere domowa/przestrzen
            przypisana kobietom/ i sfere publiczna/przestrzen przypisana mezczyznom/.
            Przemoc w domu, czyli strefie 'prywatnej' zdaje sie nie byc problemem wielkiej,
            publiucznej, ogolnoludzkiej wagi. Protestujemy przeciw wojnie w Iraku, ale czy
            obchpodzi nas ze nasza sasiadka jest systematycznie maltretowana przez swojego
            meza? Czy to PRYWATNA sprawa?
            Owszem istnieje policja,prokuratura, ktore to czesto lekcewazy tego typu
            zgloszenia - wierze, chce wierzyc, ze dzieje sie tak z powodu niewiedzy, a nie
            zle woli. Maltretowana kobieta, nawet jesli zdobedzie sie na odwage, by odejsc,
            nie ma szans na wymeldowanie, nie bojmy sie tego slowa, przestepcy. Przemoc
            jest przestepstwem.

            Wlasciwie nie rozumiem jakie to szalone korzysci mialoby nam przyniesc to
            dzialanie? Jest to wolontariat, wkladamy wlasny czas(i nierzadko pieniadze),
            nie da sie tego wpisac do CV, a nawet nie mozna. Prosze mi wiec powiedziec co
            nami powoduje poza przekonanie, ze to, co robimy jest potrzebne i sluszne?

            Ktos wspomial na liscie wspomnial, ze to policjanci sa od ratowania kobiet , a
            nie feministki. Przyznaje, policjant w akcji-piekna rzecz. Pod warunki
    • maly.ksiaze Breskvie - przemoc, gwalty itp. 11.02.03, 16:46
      Chcialbym zwrocic uwage, ze domniemanie niewinnosci, jedna z fundamentalnych
      zasad systemu prawnego naszej cywilizacji, obejmuje rowniez sprawcow gwaltow.
      Podobnie z prawem do adwokata.
      Czesci niedogodnosci, ktorych doznaja w sadzie zgwalcone chyba nie da sie
      wyeliminowac. Choc akurat bardzo bym chcial, aby prokuratorzy bywali rowniez po
      stronie poszkodowanych, nie tylko po swojej wlasnej (tzn. po stronie RP).

      Pozdrawiam,

      mk.
      • sagan2 Re: Breskvie - przemoc, gwalty itp. 12.02.03, 10:05
        owszem, zgadzam sie, ze "niewinny do udowodnienia", prawo
        do adwokata, falszywe oswiadczenia itp idt

        ALE

        czemu sluzy pytanie kobiety oskarzajacej kogos o gwalt,
        czy jest dziewica? czy ktos pyta sprawce gwaltu, czy jest
        prawiczkiem?...

        dlaczego zgwalcone kobiety po obdukcji lekarskiej,
        poddawane sa kilugodzinnym przesluchaniom w komendzie
        *BEZ MOZLIWOSCI* umycia sie i zmiany poszarpanego
        ubrania? dodam, ze cokolwiek znaczaca obdukcja lekarska
        musi odbyc sie jak najszybciej po przestepstwie i bez
        "zmycia dowodow".
        w jakiejs prokuraturze w polsce, chwalacej sie
        nowoczesnoscia i postepem, wprowadzono zwyczaj, ktory
        pozwala tym kobieta przed przesluchaniem umyc sie i
        przebrac. chwala im za to, ale czyz to nie powinna byc
        norma, a nie wyjatek???
        • Gość: nolka Re: Breskvie - przemoc, gwalty itp. IP: *.tomaszow.sdi.tpnet.pl 12.02.03, 13:08
          przemoc domowa to istotny problem , i nikt tego nie kwestionuje.Dotyczy nie
          tylko kobiet ale i co najtragiczniejsze dzieci. Na moim terenie bezrobocie
          wynosi ponad 20% szerzą się patologie , które znacznie pogarszają sytuacje.Nie
          zgadzam się z opinią gdzieś wcześniej wyrażoną , że tyko orany scigania są
          powołane aby zajmować się tą kwestią . W wielu przypadkach ofiary same
          utrudniają to co niektórzy nazywają tu skutecznością policji , prokuratury.
          Bardzo często wycofują złozone wczesniej zeznania i same zamykają droge do
          dalszych kroków prawnych a ich piekło trwa dalej .Mąż jest prokuratorem i
          kiedy słyszę o takich przypadkach ogarnia mnie złość na te kobiety ,że są tak
          bezwolne ,że mie odejdą z dziećmi choćby w jednej koszuli . No cóż , nie
          potrafię tego zozumieć , ale słyszę jak to się często kończy . Nie bez powodu
          w statystyce morderstw na tle rodzinnym to kobiety przodują . Nie widząc
          innych możliwości ,w całkowitej desperacji chwytają nóż i .........Punkt
          widzenia zależy od punktu siedzenia . Czy w Polsce niepotrzebny jest ruch
          feministyczny ? Z uwagą przeczytałam wiele wątków na tym forum , bez względu
          na wyrażane opinie , argumenty ich uzasadnienie , tok rozumowania itd
          rzeczywistość polskiej prowincji ma sie nijak do problematyki ,którą tu
          państwo podnoszą do rangi priorytetów . Bardzo bym chciała , żeby głównym
          zmartwieniem było dla tych kobiet słuszna moim zdaniem batalia 'equal pay for
          equal job', obawiam się jednak ,że to daleka przyszłość .
          • Gość: tad Re: Breskvie - przemoc, gwalty itp. IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 13.02.03, 22:23
            Gość portalu: nolka napisał(a):

            Z uwagą przeczytałam wiele wątków na tym forum , bez względu
            > na wyrażane opinie , argumenty ich uzasadnienie , tok rozumowania itd
            > rzeczywistość polskiej prowincji ma sie nijak do problematyki ,którą tu
            > państwo podnoszą do rangi priorytetów .

            Ma Pani zupełną rację. Feminizm to ideologia zupełnie oderwana od
            rzeczywistości, i jeśli ktoś szuka rozmowy o REALNYCH problemach kobiet, to
            powinien omijać fora feminiztyczne z daleka. Za to, jeśli lubi Pani bić pianę
            ze słów i teoretyzować - zapraszamy do nas, na pewno się Pani nie rozczaruje.
            Ciekawym przykładem oderwania (podaję tę przykład, by nie być gołosłownym)
            feministek od realiów polskich jet ksiązka Agnieszki Graff "Świat bez kobiet".
            (nie wiem, czy Pani ją zna. Jeśli nie - polecam. Powie ona Pani o polskim
            feminizmie więcej, niż feministki by sobie życzyły). Na tym forum jest wątek o
            tej książce (gdzieś w głębi) ma zdaje się tytuł "Agnieszka Graff Świat bez
            kobiet" - też warto zajrzeć.
        • maly.ksiaze Re: Breskvie - przemoc, gwalty itp. 13.02.03, 16:14
          sagan2 napisała:

          > chwala im za to, ale czyz to nie powinna byc
          > norma, a nie wyjatek???
          Alez oczywiscie. Mam wrazenie, ze mamy na mysli to samo. Po prostu chcialem
          podkreslic, ze oczekiwanie, iz postepowanie karne wobec sprawcy gwaltu bedzie
          dla poszkodowanej 'bezstresowe', jest bardzo naiwne. Ale akurat od prokuratury
          oczekiwalibysmy poszanowania uczuc ofiar przestepstw! Zwlaszcza gwaltow.

          Pozdawiam,

          mk.
          • sagan2 pelna zgoda :) n/txt 13.02.03, 16:37
            • Gość: tad feminizm cierpiętniczy IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 13.02.03, 22:19
              Radziłbym ostrożność w odniesieniu do danych publikowanych przez feministki.
              Mają one bowiem szczególnie silną skłonność do naciągania rzeczywistości w
              celach ideologicznych, a już szczególnie do naciągania rozmiarów opresji jaka
              spotykać ma kobiety ze strony "systemu i mężczyzn". Trzeba ZAWSZE pamiętać, że
              COKOLWIEK robią feministki robią to z myślą o FEMINIZMIE przede wszystkim.
              Odnosi się to także, do kwestii pomagania ofiarom przemocy. Feministki w celach
              ideologicznych PRZESADZAJĄ. Na zachodzie pojawiła się już nawet specjalna
              nazwa, na tą skłonność feministek. Określa się to zjawisko mianem "victim
              feminism". Feminizm cierpiętniczy osiągnął takie rozmiary w środowisku
              feministycznym, że wywołał reakcję u bardziej umiarkowanych feministek. K.
              Rophie -córka znanej w swoim czasie feminstki - pisze w swojej książce, że
              feministki tego rodzaju chcą: "jak najwięcej kobiet zwiktymizować" i, że dzięki
              wmawianu, kobietom, że są ciągle zagrożone i krzywdzone
              przekształcają "całkowicie zrównoważone kobiety w rozhisteryzowane, łkające
              ofiary". Doodaje, że "zastrasza się kobiety, ponieważ w takim stanie łatwiej je
              sobie podporządkować i pokazać, że "my wiemy, co jest dla was dobre"". Budząca
              szczególną furię feministek Camillie Pagila (w pewnym sensie nawrócona
              weteranka feminizu zresztą) stwierdziła, że aktywistki "feminizmu
              cierpiętniczego" Dworkin i McKinnan, to "panienki, które stale widzą tylko
              ofiary, polują na karetki pogotowia, są nałogowo przywiązane do scen
              okrucieństwa". Christiana Summers w książce "Kto ukradł feminizm? Jak kobiety
              zdradziły kobiety" także nie oszczędza feministek. Pisze, że feministki
              kulturowe mają obsesje na punkcie interpretowania wszystkich zjawisk w
              kontekście płci, i są frontalnie wrogie w stosunku do mężczyzn, a że
              współczesne kobiety dość trudno przekonać, iż żyją w warunkach przygniatającej
              je "męskiej dominacji", więc feministki gromadzą i rozpowszechniają wszelkie
              dane mające uświadamiać kobietom ich status ofiar, co gorsza, przy tym często
              te dane nadinterpretują (delikatnie mówiąc). Np. rozpowszechniały bzdurną wieść
              jakoby rocznie w USA umierało na anoreksję 150 tys. kobiet. Służyć to
              ma "skupianiu kobiet wokół naszej sprawy". Jak pisze autorka: "One muszą nas
              przekonać, że ucisk kobiet przenoszony jest z pokolenia na pokolenie, jest
              strukturalną właściwością naszego społeczeństwa", oraz, że "mężczyźni zbiorowym
              wysiłkiem utrzymują kobiety w poddaństwie i dlatego za wszelką cenę trzeba
              poddtrzymać feministyczną więź. (opisje też szykany jakie spotkały ją ze strony
              feministek, za jej poglądy).
              Powtarzam: należy mieć dystans do wszelkich danych podawanych przez
              feministyczne ośrodki "badań", także przez ośrodki polskie.
              • Gość: breskva Re: antyfeminizm cierpiętniczy IP: *.acn.pl / 10.67.3.* 13.02.03, 22:58


                Radziłabym ostrożność w odniesieniu do danych publikowanych przez
                antyfeministów.
                Mają oni bowiem szczególnie silną skłonność do naciągania rzeczywistości w
                celach ideologicznych. Trzeba ZAWSZE pamiętać, że
                COKOLWIEK robią antyfeminiści robią to z myślą o ANTYFEMINIZMIE przede
                wszystkim.
                Antyfeminiści w celach ideologicznych PRZESADZAJĄ.

                Dobranoc wszystkim feministkom i antyfeministom, miłych snów, paniczowi
                Tadziowi życzę zwłaszcza rozkosznych wizji sennych o obaleniu spisku
                feministycznego i ocalenia świata przed zarazą feministyczną.

                Breskva (w wybitnie dobrym humorku tego wieczoru)
                • Gość: Mo Re: antyfeminizm cierpiętniczy IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 18.02.03, 12:35
                  <lol>

                  trafiony
                  zatopiony

                  tak trzymaj breskva!

                  pozdrawiam
                  monika
              • Gość: barbinator Re: feminizm cierpiętniczy IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 18.02.03, 18:18
                Namówiona przez Tada zajrzałam na ten wątek. Tad mianowicie radził mi
                zainteresować się jakością i obiektywizmem przytaczanych tutaj danych.
                No to zainteresowałam się... oto rezultaty:
                Na stronie www.raderprograms.com/eating.htm (strona niefeministyczna)
                znalazłam następującą informację:

                "The United States Public Health Service speculates that there are over 60
                million Americans suffering from dysfunctional eating.(...) The potentially
                fatal diseases of Anorexia Nervosa has been demonstrated to occur within the
                population at a rate of up to 2%."

                Mamy więc potwierdzony fakt występowania 5,2 mln potencjalnie śmiertelnych
                przypadków anoreksji w USA w ciągu roku. Są to jednak tylko potencjalne
                przypadki śmiertelne - a co z rzeczywistymi?
                Szukam dalej, na stronie www.anad.org/facts.htm (strona
                niefeministyczna) znalazłam coś takiego:

                "DURATION OF ILLNESS/MORTALITY

                77% report duration from one to fifteen years*
                30% report duration from one to five years
                31% report duration from six to ten years
                16% report duration from eleven to fifteen years

                It is estimated that six percent of serious cases die "

                Czyli "ocenia się, że 6% spośród poważnych przypadków jest śmiertelnych"
                Chyba przypadki określone na innej stronie jako potencjalnie śmiertelne można
                uznać za zasługujące na miano "poważnych przypadków"?
                No to liczymy: 6% z 5,2 mln daje nam liczbę 312.000.
                Feministki piszą natomiast o zaledwie 150.000 przypadkach śmiertelnych
                rocznie...
                To oburzające, jak można tak zaniżać dane i lekceważyć problem!!!
                Doprawdy, jestem zbulwersowana, Tad miałeś zupełną ra.... (???)
                ... zaraz, zaraz... co ten Tad tutaj pisze...:

                "Feministki w celach ideologicznych PRZESADZAJĄ. Na zachodzie pojawiła się już
                nawet specjalna nazwa, na tą skłonność feministek. Określa się to zjawisko
                mianem "victim feminism". (...)feministki gromadzą i
                rozpowszechniają wszelkie dane mające uświadamiać kobietom ich status ofiar, co
                gorsza, przy tym często te dane nadinterpretują (delikatnie mówiąc). Np.
                rozpowszechniały bzdurną wieść jakoby rocznie w USA umierało na anoreksję 150
                tys. kobiet. Służyć to ma "skupianiu kobiet wokół naszej sprawy".

                Uuuups, chyba nie ten dane Tad chciał żebym sprawdziła... znowu coś
                poplątałam...
                Sorry, Tad to było niechcący - z nadmiaru dobrych chęci :)))))
                Pozdr. B
                • Gość: breskva Re: feminizm cierpiętniczy IP: *.acn.pl / 10.67.3.* 18.02.03, 18:39
                  Myslalam ze watek zdechl--ale jesli odzyl (i to jak obiecujaco--dzieki
                  Barbinator!!!) to dopisuje ze dane podane przeze mnie wczesniej pochodza z
                  ksiazki Ellyn Kaschack "Nowa psychologia kobiety--podejscie feministyczne" GWP,
                  dostepna obecnie na rynku. Zaraz zapewne pojawia sie glosy ze to nie moze byc
                  obiektywne zrodlo, podaje wiec link na strone psychologiczna (zwiazana z
                  Charakterami) gdzie sa dane o bardzo podobnej tresci. Nie wklejam bo dlugie.
                  www.psychologia.edu.pl/index2.php?category=artykul&level=58pozdr
                  • Gość: breskva Re: feminizm cierpiętniczy IP: *.acn.pl / 10.67.3.* 18.02.03, 18:41
                    www.psychologia.edu.pl/index2.php?category=artykul&level=58
                    to jest poprawny link

                    pozdr
                  • Gość: tad Nowa psychologia kobiety? a co to? IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 19.02.03, 15:48
                    Gość portalu: breskva napisał(a):

                    > Myslalam ze watek zdechl--ale jesli odzyl (i to jak obiecujaco--dzieki
                    > Barbinator!!!) to dopisuje ze dane podane przeze mnie wczesniej pochodza z
                    > ksiazki Ellyn Kaschack "Nowa psychologia kobiety--podejscie feministyczne"
                    >GWP, dostepna obecnie na rynku.

                    Ksiązki nie znam - niestety matriałów jest zbyt wiele, by nawet tak zapalony i
                    wybitny feminizmolog jak ja, był w stanie przerobić je wszystkie. Tak więc,
                    książki nie znam, ale jej tytuł zda mi się być dziwnym. Mamy tu oto NOWĄ
                    psychologię kobiety, i podejście FEMINISTYCZNE. Co to właściwie znaczy? Na czym
                    polega "nowość" tej psychologii? Można to rozumieć co najmniej na dwa sposoby:
                    albo autorka podważa swoimi ustaleniami dotychczasowe badania (jakiekolwiek by
                    one nie były), albo "nowość" w tytule ma charakter postulatu, to znaczy autorka
                    pisze, nie tyle o tym jaka psychologia kobiety jest, ale raczej o tym, jaka -
                    według niej - być powinna. Można oczywiście tą "nowość" tłumaczyć i w inny
                    sposób. A co znaczy "podejście feministyczne"?. Oczywiście istnieje zjawisko
                    transferu ustaleń jednej nauki na teren innych nauk. Tak jest np. w psychologii
                    ewolucyjnej, ale przecież feminizm NIE jest nauką. Przypominam definicję
                    feminizmu jaka się tutaj pojawiła, tę encyklopedyczną, podaną przez Barbinator.
                    Podobała się ona chyba także Tobie Breskvo (mnie wcale, ale mniejsza z tym).
                    Nie pamiętam jej dokładnie, wiem jednak, że jej przeniesienie na grunt
                    JAKIEJKOLWIEK nauki, uczyniłoby z owej nauki służkę ideologii. Proszę wiec o
                    wyjaśnienie co to jest "NOWA" psychologia kobiety, i co to jest "podejście
                    feministyczne" w psychologii.
                  • maciej.k1 kobiety - okrutne oprawczynie dzieci 20.02.03, 14:51
                    Gość portalu: breskva napisał(a):

                    > Zaraz zapewne pojawia sie glosy ze to nie moze byc
                    > obiektywne zrodlo, podaje wiec link na strone psychologiczna (zwiazana z
                    > Charakterami) gdzie sa dane o bardzo podobnej tresci. Nie wklejam bo dlugie.
                    > <a href="www.psychologia.edu.pl/index2.php?
                    category=artykul&level=58pozd
                    > r"target="_blank">www.psychologia.edu.pl/index2.php?
                    category=artykul&level=58po
                    > zdr</a>

                    Źródło zapewne obiektywne, ale pominęłaś ciekawy fragment:

                    "Częściej agresywne wobec dzieci są matki niż ojcowie. Do najczęstszych form
                    agresji fizycznej należy policzkowanie i klaps oraz uderzenie jakimś
                    przedmiotem. W badaniach amerykańskich z 1982 75% matek i 62% ojców przyznała
                    się do stosowania policzkowania, przy czym aż 7% matek i 4% ojców twierdziło,
                    że czyni to często, a nawet bardzo często. O bardzo częstym stosowaniu klapsa
                    mówiło 1,4% matek i 0,7% ojców. Ogólnie około 68% matek i 49% ojców twierdziło,
                    że karze dzieci klapsem i policzkowaniem a 10% matek i 8% ojców - że uderza
                    przy pomocy jakiegoś przedmiotu. Relacje dzieci tych samych rodziców wskazują
                    na wyższą częstość tych praktyk (częste policzkowanie relacjonuje 17,5% dzieci,
                    częste klapsy 6,6% a bicie jakimś przedmiotem około 1%). "

                    Pozdrawiam -
                • Gość: tad Re: feminizm cierpiętniczy IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 18.02.03, 19:41
                  Gość portalu: barbinator napisał(a):

                  > Namówiona przez Tada zajrzałam na ten wątek. Tad mianowicie radził mi
                  > zainteresować się jakością i obiektywizmem przytaczanych tutaj danych.
                  > No to zainteresowałam się... oto rezultaty:
                  > Na stronie <a (.....)

                  Nie wiem, czy dobrze zrozumiałem. Twierdzisz, że rocznie umiera w USA na
                  anorekscję ponad 300 tys kobiet?
                  • Gość: barbinator Re: feminizm cierpiętniczy IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 18.02.03, 22:34
                    Gość portalu: tad napisał(a):


                    > Nie wiem, czy dobrze zrozumiałem. Twierdzisz, że rocznie umiera w USA na
                    > anorekscję ponad 300 tys kobiet?


                    Ja to mogę stwierdzić najwyżej to co widzę czyli policzyć palcem anorektyczki w
                    moim najbliższym otoczeniu (jest jedna, ale mieszkam na zadupiu). Liczba którą
                    przytoczyłam wynika z danych zamieszczonych na dwóch bardzo wiarygodnych
                    stronach do których linki podałam więc każdy może sam sprawdzić. Mogłam też
                    ewentualnie pomylic się w obliczeniach (ten kalkulator jest taki skomplikowany
                    w użyciu...:)) no ale jeśli tak jest, to z łatwością udowodnisz mi błąd
                    matematyczny, prawda?
                    Pozdr. B.
                    • Gość: BD ach, ta demoniczna matematyka... IP: 195.136.36.* 19.02.03, 15:27
                      Witam,

                      Będę złośliwy.

                      Gość portalu: barbinator napisał(a):

                      > > Nie wiem, czy dobrze zrozumiałem. Twierdzisz, że rocznie umiera w USA na
                      > > anorekscję ponad 300 tys kobiet?

                      > Ja to mogę stwierdzić najwyżej to co widzę czyli policzyć palcem anorektyczki
                      > w moim najbliższym otoczeniu (jest jedna, ale mieszkam na zadupiu).

                      Dobra metoda, a teraz mała lekcja matematyki:

                      Ile jest kobiet w USA? Pewnie mniej niż 150 milionów.
                      Jakie kobiety chorują na anoreksje - raczej młode, pewnie przed 40.

                      Jakie jest prawdopodobieństwo śmierci kobiety 40-letniej z tablic
                      demograficznych - dla Polski 0,00125 (dla USA pewnie mniej, nie więcej). Dla
                      młodszych kobiet jest dużo niższe, np. dla 30-latki to 0,00043.

                      Jak łatwo zauważyć, liczba 300 tysięcy rocznie, to dużo więcej, niż umiera w
                      USA kobiet przed 40-stką z wszystkich możliwych przyczyn.

                      Ech...

                      pozdrawiam,

                      BD

                      • Gość: barbinator Re: ach, ta demoniczna matematyka... IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 19.02.03, 20:27
                        Gość portalu: BD napisał(a):

                        > Witam,
                        >
                        > Będę złośliwy.
                        >
                        > Gość portalu: barbinator napisał(a):
                        >
                        > > > Nie wiem, czy dobrze zrozumiałem. Twierdzisz, że rocznie umiera w USA
                        > na
                        > > > anorekscję ponad 300 tys kobiet?
                        >
                        > > Ja to mogę stwierdzić najwyżej to co widzę czyli policzyć palcem anorektyc
                        > zki
                        > > w moim najbliższym otoczeniu (jest jedna, ale mieszkam na zadupiu).
                        >
                        > Dobra metoda, a teraz mała lekcja matematyki:
                        >
                        > Ile jest kobiet w USA? Pewnie mniej niż 150 milionów.
                        > Jakie kobiety chorują na anoreksje - raczej młode, pewnie przed 40.
                        >
                        > Jakie jest prawdopodobieństwo śmierci kobiety 40-letniej z tablic
                        > demograficznych - dla Polski 0,00125 (dla USA pewnie mniej, nie więcej). Dla
                        > młodszych kobiet jest dużo niższe, np. dla 30-latki to 0,00043.
                        >
                        > Jak łatwo zauważyć, liczba 300 tysięcy rocznie, to dużo więcej, niż umiera w
                        > USA kobiet przed 40-stką z wszystkich możliwych przyczyn.

                        >
                        Dobrze, ale czy teraz mógłbyś mi powiedzieć na czym polega błąd w obliczeniach,
                        ewentualnie w interpretowaniu danych? Bo że ta liczba wydaje się bardzo wysoka,
                        to fakt. Jeżeli w moich obliczeniach nie ma błędu (bo nie jest to raczej błąd
                        tłumaczenia), to znaczy, ze strony do których podałam linki kłamią i to jeszcze
                        jak! Staram się zrozumieć, dlaczego strony poświęcone tej tematyce, nie będące
                        stronami feministycznymi ani nie reprezentujacymi żadnej innej opcji
                        ideologicznej (o tyle o ile byłam to w stanie stwierdzić) miałyby kłamać?
                        Czy możesz to jakoś wytłumaczyć?

                        Bo jeśli onie kłamią ot tak, bez powodu, to wychodzi na to, że strach
                        zamieszczać jakiekolwiek dane...

                        Nie jestem też pewna czy dobrze cię zrozumiałam - w US umiera dużo mnie niz
                        300.000 kobiet przed 40 rocznie ze wszelkich mozliwych przyczyn? To przecież
                        tylko ok. 0,01% populacji, jesteś pewien ze jest ich az duzo mniej niż 0,01%?
                        W to mnie się z kolei nie chce wierzyć...
                        Pozdr. B


                        >
                        • Gość: BD Re: ach, ta demoniczna matematyka... IP: 195.136.36.* 20.02.03, 08:58
                          Witam,

                          Gość portalu: barbinator napisał(a):

                          > ewentualnie w interpretowaniu danych? Bo że ta liczba wydaje się bardzo
                          > wysoka,to fakt. Jeżeli w moich obliczeniach nie ma błędu (bo nie jest to
                          > raczej błąd tłumaczenia), to znaczy, ze strony do których podałam linki
                          > kłamią i to jeszcze jak!

                          Pewnie zrobiłaś błąd. Bo 2% to odsetek anorektyczek, a 6% przypadków
                          śmiertelnych dotyczy najciężych przypadków anoreksji, a nie wszystkich
                          przypadków anoreksji. Tak jak bym to interpretował. Sagan podała też bardzo
                          dobrzy link.

                          > Bo jeśli onie kłamią ot tak, bez powodu, to wychodzi na to, że strach
                          > zamieszczać jakiekolwiek dane...

                          Nie kłamią, tylko Ty chyba niedokładnie interpretujesz to co podają.

                          > To przecież tylko ok. 0,01% populacji, jesteś pewien ze jest ich az duzo
                          > mniej niż 0,01%?

                          0,1% populacji, nie załamuj mnie. Jesteśmy na tyle bombardowani sensacjami w
                          mediach, iż zapominamy, że ludzie głównie umierają ze starości. Średnia
                          śmiertelność kobiet w kohortach wiekowych 41-80 lat jest prawie
                          trzydziestokrotnie wyższa od średniej śmiertelnośći w kohortach 1-40 lat, ot i
                          cały sekret.

                          To co przytaczają feministki to tzw. "mythical number", liczba robiąca
                          wrażenie, obecna w dyskursie społecznym, a nie mająca żadnego pokrycia w
                          faktach. Coś tak, jak np. "w Polsce jest 6 milionów alkoholików". Istnieje
                          ciekawy tekst na ten temat sprzed ponad 30 lat, M. Singer "The vitality of
                          mythical numbers" z pisma "Public Interest", 1971, przedrukowany w książce
                          Kahnemana, Slovica, Tversky'ego "Judgment under uncertainty...".

                          pozdrawiam,

                          BD
                          • Gość: barbinator Re: ach, ta demoniczna matematyka... IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 20.02.03, 12:20
                            Gość portalu: BD napisał(a):

                            >
                            > Pewnie zrobiłaś błąd. Bo 2% to odsetek anorektyczek, a 6% przypadków
                            > śmiertelnych dotyczy najciężych przypadków anoreksji, a nie wszystkich
                            > przypadków anoreksji. Tak jak bym to interpretował. Sagan podała też bardzo
                            > dobrzy link.


                            Na stronie którą podałam jest napisane dokadnie tak:

                            "The potentially fatal diseases of Anorexia Nervosa has been demonstrated to
                            occur within the population at a rate of up to 2%."

                            Można się przyczepić do sformułowania "up to", ale reszta brzmi dość
                            jednoznacznie, prawda?
                            IMHO jest prawdopodobne, że te 2% populacji to faktycznie tak jak napisałeś
                            wszystkie przypadki anoreksji (potentially fatal diseases of Anorexia Nervosa),
                            natomiast "manipulacja" (w dobrej wierze!) której dokonali autorzy strony
                            polega na tym, że specyfika anoreksji jest taka, że właściwie każdy jej
                            przypadek może prowadzić do śmierci (podobnie jak z alkoholizmem, nikotynizmem
                            czy narkomanią)
                            Prawdopodobnie autorzy strony kierowali się jak najbardziej dobrą wolą,
                            wierząc, że w ten sposób lepiej podziałaja na wyobraźnię potencjalnych
                            anorektyczek - w końcu ta strona przeznaczona jest dla nich, a nie dla
                            fachowców od statystyki.
                            Dla mnie w tej sprawie ciekawe jest tylko jedno pytanie - to które zadaję w
                            poście do Tada.

                            >
                            > To co przytaczają feministki to tzw. "mythical number", liczba robiąca
                            > wrażenie, obecna w dyskursie społecznym, a nie mająca żadnego pokrycia w
                            > faktach. Coś tak, jak np. "w Polsce jest 6 milionów alkoholików". Istnieje
                            > ciekawy tekst na ten temat sprzed ponad 30 lat, M. Singer "The vitality of
                            > mythical numbers" z pisma "Public Interest", 1971, przedrukowany w książce
                            > Kahnemana, Slovica, Tversky'ego "Judgment under uncertainty...".


                            BD, rzecz cała w tym, że to co ja przedstawiłam, to nie sa dane feministyczne...
                            Dane feministyczne są o połowę mniejsze...
                            Czy nie dostrzegasz tego, że krytyka feminizmu prowadzona metodami typu
                            wieszania na nim wszelkich kotów, zwłaszcza tych parchatych, w gruncie rzeczy
                            obraca się na niekorzyść samych krytykujących? - gdyż zniechęca do przeciwników
                            feminizmu ludzi o poglądach umiarkowanych i neutralnych?
                            Na podobnej zresztą zasadzie na jakiej namolna anty-patriarchalna retoryka
                            dawnych a nawet niektórych współczesnych feministek zniechęciła do tego ruchu
                            ludzi o bardziej realistycznym podejściu do rzeczywistości?
                            Pozdr.B
                            >
                          • sagan2 Re: ach, ta demoniczna matematyka... 20.02.03, 12:56
                            Gość portalu: BD napisał(a):


                            > Pewnie zrobiłaś błąd. Bo 2% to odsetek anorektyczek, a
                            > 6% przypadków śmiertelnych dotyczy najciężych
                            > przypadków anoreksji, a nie wszystkich przypadków
                            > anoreksji. Tak jak bym to interpretował.

                            ale to tylko interpretacja. nie mamy pewnosci, gdzie bylo
                            przeklamanie. jesli podane przez Barbi liczby (2 i 6%) sa
                            dobre, to i koncowa liczba jest ok.
                            i nie Barbi sie pomylila w matematyce (co sugerowales),
                            ale ci, ktorzy podali te 2% i 6% cos poknocili.
                            specjalnie, albo i nie.

                            tak wiec nie deminizujmy matematyki... ;)
                    • Gość: tad Re: feminizm cierpiętniczy IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 19.02.03, 15:52
                      Gość portalu: barbinator napisał(a):


                      > Ja to mogę stwierdzić najwyżej to co widzę czyli policzyć palcem anorektyczki
                      w
                      >
                      > moim najbliższym otoczeniu (jest jedna, ale mieszkam na zadupiu). Liczba
                      którą
                      > przytoczyłam wynika z danych zamieszczonych na dwóch bardzo wiarygodnych
                      > stronach do których linki podałam więc każdy może sam sprawdzić. Mogłam też
                      > ewentualnie pomylic się w obliczeniach (ten kalkulator jest taki
                      skomplikowany
                      > w użyciu...:)) no ale jeśli tak jest, to z łatwością udowodnisz mi błąd
                      > matematyczny, prawda?

                      Prawda ale wpierw musiałbym się zmusić, by to wszystko sprawdzać i przeliczać,
                      a to wcale mi się nie uśmiecha - możesz to nazwać lenistwem. Pozostaje mi tylko
                      nadzieja, że BD zagnie na Ciebie parol.
                      Powiem tylko, że taki kobiecy holokaust wydaje mi się NIEPRAWDOPODOBNY, i nie
                      wierzę w Twoje wyliczenia.
                      Czy możesz - skoro lubisz surfować po sieci poszukując danych - sprawdzić dla
                      mnie ogólną roczną ilość zgonów w USA (np. dane z 2001)?
                      > Pozdr.
                      • sagan2 Re: feminizm cierpiętniczy 19.02.03, 16:53
                        mi sie tez nie chce wierzyc.
                        nie bardzo mi sie chce grzebac po sieci, ale znalazlam
                        cos takiego (na szybko, ale brzmi rozsadnie)

                        www.sscnet.ucla.edu/polisci/faculty/boneill/anorexia.html
                        • Gość: tad Re: feminizm cierpiętniczy IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 19.02.03, 20:38
                          sagan2 napisała:

                          > mi sie tez nie chce wierzyc.
                          > nie bardzo mi sie chce grzebac po sieci, ale znalazlam
                          > cos takiego (na szybko, ale brzmi rozsadnie)
                          >
                          > <a
                          href="www.sscnet.ucla.edu/polisci/faculty/boneill/anorexia.html"targe
                          > t="_blank">www.sscnet.ucla.edu/polisci/faculty/boneill/anorexia.html</a>

                          Te dane powtarzają to, co pisałem w wątku o feminizmie cierpiętniczym. Liczba
                          wyliczona przez Barbinator jest tak fantastyczna, że - dziwię się - iż sama
                          może brać ją powaznie.
                          • sagan2 Re: feminizm cierpiętniczy 20.02.03, 10:03
                            Gość portalu: tad napisał(a):


                            > Te dane powtarzają to, co pisałem w wątku o feminizmie
                            > cierpiętniczym.

                            zgadza sie.
                            ale jednoczesnie pokazuje, jakie "pulapki" czekaja na
                            robiacych rozne zestawienie, a takze jak nieuczciwie
                            jednak ludzie podchodza do wszystkich danych... nie
                            wazne, czy to feministki, czy nie.
                            myslisz, ze to na ogol jest specjalne falszowanie danych,
                            czy tez ludzie po prostu nie wiedza, co robia? i szczerze
                            wierza w swoje liczby?
                            ja bym obstawiala co najmniej pol-na-pol
                            • maciej.k1 patriarchalne społeczeństwo ... 20.02.03, 10:18
                              Jestem bardzo ciekaw, co ma anoreksja do femnizmu. Czy to patriarchalne
                              społeczeństwo zmusza anorektyczki, by się głodziły?

                              Pozdrawiam -
                              • sagan2 Re: patriarchalne społeczeństwo ... 20.02.03, 10:27
                                maciej.k1 napisał:

                                > Jestem bardzo ciekaw, co ma anoreksja do femnizmu. Czy
                                > to patriarchalne społeczeństwo zmusza anorektyczki, by
                                > się głodziły?

                                szczerze mowiac - NIE MAM POJECIA :) i chetnie bym sie
                                dowiedziala.
                                potrafie sobie wyobrazic taki scenariusz: patryjarchalne
                                spoleczenstwo wmawia kobietom, ze musza sie podobac
                                mezczyznom. a poniewaz media lansuja suchotyczne
                                pieknosci, wiec kobitey sie glodza, by byc piekne, by sie
                                podobac mezczyznom... ;)

                                a powaznie - to bardzo dziwna choroba (w sumie
                                psychiczna). atakuje w wiekszosci nastolatki (prawie
                                wylacznie kobiety, mezczyzni maja swoj odpowiednik -
                                totalne poswiecenie sie budowaniu swoich miesni), ktore
                                maja klopoty z akceptacja samych siebie itp itd.
                                nie widze zwiazku z feminizmem.
                                moze potrafilabym dostrzec zwiazek z lansowanymi przez
                                media wzorcami pieknosci.
                                ale ta choroba istniala juz kilka dziesiatek lat temu, a
                                wtedy lansowano raczej kobiety postury sofii loren...
                                ach, coz to jest za piekna kobieta...

                                • maciej.k1 Re: patriarchalne społeczeństwo ... 20.02.03, 10:50
                                  sagan2 napisała:

                                  > maciej.k1 napisał:
                                  >
                                  > > Jestem bardzo ciekaw, co ma anoreksja do femnizmu. Czy
                                  > > to patriarchalne społeczeństwo zmusza anorektyczki, by
                                  > > się głodziły?
                                  >
                                  > szczerze mowiac - NIE MAM POJECIA :) i chetnie bym sie
                                  > dowiedziala.

                                  O ile dobrze zrozumiałem, na poparcie swoich feministycznych tez o
                                  patriarchalnym ucisku kobiet w społeczeństwie, Breskva podaje argumenty, które
                                  ani z feminizmem, ani z patriarchatem nie mają żadnego związku. Podaje także
                                  wysokie, alarmujące liczby, które też nie mają pokrycia w rzeczywistości. Łądny
                                  przykład feministycznej propagandy.

                                  Czy dobrze pamiętam, że właśnie Breskwę Barbinator przedstawiała jako wzór
                                  obiektywizmu?

                                  Pozdrawiam -
                                  • sagan2 Re: patriarchalne społeczeństwo ... 20.02.03, 11:36
                                    liczby o anoreksji (a na razie sa to jedyne, ktore udalo
                                    nam sie "obalic", wiec rozumiem,ze do nich sie odnosisz
                                    jako do zafalszowanych) podal Tad w swoim posice o
                                    feminizmie cierpietniczym, nie Breskva.

                                    i o ile sobie przypominam, Barbinator nikogo za wzor
                                    obiektywizmu nie stawia.
                                    a nawet jakby Breskve stawiala, to Breskvie jeszcze "nic
                                    zlego" nie udowodnilismy...
                          • Gość: barbinator Re: feminizm cierpiętniczy IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 20.02.03, 11:40
                            Gość portalu: tad napisał(a):

                            >
                            > Te dane powtarzają to, co pisałem w wątku o feminizmie cierpiętniczym.
                            Liczba
                            > wyliczona przez Barbinator jest tak fantastyczna, że - dziwię się - iż sama
                            > może brać ją powaznie.


                            Tad, ja cię bardzo proszę ty mi nie dorabiaj gęby, dobrze?
                            Wydaje mi się, że mój post dość konsekwentnie został napisany w żartobliwym
                            tonie, zaś pewnego rodzaju wredność mojego dowcipu polega na tym, że dane są
                            autentytczne, stronka poważna i renomowana, obliczenia matematycznie rzecz
                            biorąc bez zastrzeżeń, interpretacja danych i tłumaczenie też.
                            A uzyskane dane i tak brzmią niepoważnie, prawda?
                            Pozwól więc, że teraz powiem coś na serio.
                            Uważam, że zbyt łatwo przypisujesz wszelkie możliwe grzechy organizacjom
                            feministycznym. Wyszło to już na wątku o "siostrach feministkach" (nie pamiętam
                            tytułu - chodzi o ten na którym zadałam pytanie o religię w szkołach), wyszło
                            na tym wątku w jego części o przemocy i wyszło teraz w kwestii anoreksji.

                            Gdy feministki publikują zawyżone dane, to dorabiasz do tego całą skomplikowaną
                            teorię, której istotę stanowi "typowo feministycza" skłonność do manipulacji,
                            fałszerstwa, ideologizacji danych i faktów.
                            Bardzo mnie interesuje jak skomentujesz fakt podawania jeszcze bardziej
                            zawyżonych danych przez organizacje nie mające z feminizmem nic wspólnego, np
                            przez organizacje o charakterze wyznaniowym, związane z kościołem katolickim?
                            Czy jestes gotów wystawić taką samą surową ocenę Kościołowi?
                            Jestem gotowa podać stronę na której organizacja działająca pod patronatem
                            kościelnym podaje (zapewne w najlepszej wierze!)zawyżone dane w pewej sprawie -
                            jednak proszę byś najpierw jasno napisał, że potępisz ją tymi samymi, ostrymi
                            słowami jakimi potępiłeś feministki... używając słow "katolicyzm cierpiętniczy"
                            na przykład...a także, że na tej podstawie stwierdzisz, że "należy mieć dystans
                            do wszelkich danych podawanych przez ......... ośrodki "badań", także przez
                            ośrodki polskie."
                            Swoją drogą Tad, gdybyś był tłumaczem przysięgłym a ja bym zasiadała w komisji
                            etycznej ZTP, to za przetłumaczenie pojęcia victm feminism jako feminizm
                            cierpiętniczy, optowałabym za odebraniem ci uprawnień - za błąd semantytczny na
                            podłożu ideologicznym.
                            Pozdr. B

                            PS
                            Wyjasnienie podawania zawyżonych danych na stronie ANAD (National Association
                            of Anorexia Nervosa and Associated Disorders)i innych, można moim zdaniem
                            tłumaczyć chęcią zwrócenia uwagi na problem, który istotnie JEST POWAŻNY.
                            Nie wydaje mi się też, by te dane były zwykłym oszustwem - bo oszustwa, nawet
                            popełnionego w dobrej wierze, nie zaakceptowałabym.
                            Myślę, że chodzi raczej o to, że znaczący procent anorektyczek nawet po
                            pozornym opanowaniu choroby umiera po kilku latach np w wyniku uszkodzeń
                            organów wewnętrznych, których doznały w ostrej fazie anoreksji.
                            To jest trochę tak, jak z alkoholikiem, który po kilku latach pełnej
                            abstynencji umiera na marskość wątroby.
                            • maciej.k1 Re: feminizm cierpiętniczy 20.02.03, 15:16
                              Gość portalu: barbinator napisał(a):

                              > Bardzo mnie interesuje jak skomentujesz fakt podawania jeszcze bardziej
                              > zawyżonych danych przez organizacje nie mające z feminizmem nic wspólnego, np
                              > przez organizacje o charakterze wyznaniowym, związane z kościołem katolickim?

                              "A u Was Murzynów biją..."
                              Odpowiem, jak ja to widzę. Jeśli ktoś przedstawia fałszywe dane, to nie
                              zasługuje na poważne traktowanie. To samo dotyczy organizacji katolickich.
                              Rzecz w tym, że SĄ poważne organizacje katolickie, natomiast NIE MA (i być nie
                              może) poważnych organizacji feministycznych. Feminizm jest definicji ideologią
                              ludzi niepoważnych, opiera się bowiem na absurdalnym założeniu, że możliwe i
                              pożądane jest pełne równouprawnienie.

                              > Swoją drogą Tad, gdybyś był tłumaczem przysięgłym a ja bym zasiadała w
                              komisji
                              > etycznej ZTP, to za przetłumaczenie pojęcia victm feminism jako feminizm
                              > cierpiętniczy, optowałabym za odebraniem ci uprawnień - za błąd semantytczny
                              na
                              > podłożu ideologicznym.

                              To bardzo poważny argument za wyrugowaniem feministek ze wszelkich ciał
                              decyzyjnych. Dlaczego?

                              1. Tłumaczenie Tada jest doskonałe, właśnie dzięki temu, że nie jest dosłowne.
                              2. Nawet, gdyby tłumacznie Tada było kiepskie, to nie ma powodów, by za jego
                              polemiki na forum odbierać mu prawo do wykonywania zawodu i zarabiania na
                              chleb. Twoja postawa zdradza skrajny brak tolerancji i tendencje totalitarne.
                              (ledwo wyzwoliliśmy się z jednego totalitaryzmu, a już feministki ostrzą sobie
                              pazury, by uszczęśliwiać Ludzkość po swojemu...)

                              > Myślę, że chodzi raczej o to, że znaczący procent anorektyczek nawet po
                              > pozornym opanowaniu choroby umiera po kilku latach np w wyniku uszkodzeń
                              > organów wewnętrznych, których doznały w ostrej fazie anoreksji.
                              > To jest trochę tak, jak z alkoholikiem, który po kilku latach pełnej
                              > abstynencji umiera na marskość wątroby.

                              O ile z alkoholikiem to prawda, to nie ma żadnych danych na potwierdzenie
                              Twojej hipotezy w przypadku anorektyczek - że umierają z innych powodów, kilka
                              lat po przybraniu na wadze. Wymyślanie hipotez ad hoc, żeby tylko uratować
                              błędną teorię, może być zabawne, ale wypadałoby mieć po temu jakieś argumenty.

                              Pozdrawiam -
                              • Gość: barbinator Re: feminizm cierpiętniczy IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 20.02.03, 16:06
                                maciej.k1 napisał:

                                > Rzecz w tym, że SĄ poważne organizacje katolickie, natomiast NIE MA (i być
                                nie
                                > może) poważnych organizacji feministycznych. Feminizm jest definicji
                                ideologią
                                > ludzi niepoważnych, opiera się bowiem na absurdalnym założeniu, że możliwe i
                                > pożądane jest pełne równouprawnienie.


                                Obawiam się, ze w tej kwestii istnieje między nami niedająca się zniwelować
                                dyskusyjnie różnica poglądów: ja nigdy nie zgodzę się ze stwierdzeniem,
                                że "feminizm jest z definicji ideologią ludzi niepoważnych"
                                Uważam, że jest to niebezpieczne ułatwianie sobie zadania (czyli krytyki) -
                                stosując takie założenie właściwie niczego nie trzeba udowadniać, wystarczy
                                wyśmiewać.

                                >
                                > To bardzo poważny argument za wyrugowaniem feministek ze wszelkich ciał
                                > decyzyjnych. Dlaczego?
                                >
                                > 1. Tłumaczenie Tada jest doskonałe, właśnie dzięki temu, że nie jest
                                dosłowne.


                                Mylisz się. Tłumaczenie językowe nie musi być dosłowne by być poprawne, czasami
                                wręcz nie może być dosłowne gdyż wtedy przestaje być poprawne. Natomiast
                                tłumacz musi być jak idealnie czysta szyba przepuszczająca światło bez żadnego
                                odbicia - to znaczy bez najmniejszego skażenia tłumaczonego tekstu swoimi
                                własnymi przekonaniami politycznymi czy światopoglądowymi. Dobre tłumaczenie
                                MUSI być neutralne. Ktoś kto tego nie potrafi (a zdziwiłbyś się jak niewielu to
                                potrafi...) nie powinien być tłumaczem.
                                Oczywiście traktuję to jako luźną dygresję - Tad o ile mi wiadomo nie jest
                                tłumaczem przysięgłym zaś amatorskie tłumaczenie na forum nie ma nic wspólnego
                                z zawodowym tłumaczeniem np konferencyjnym jakim ja sama jeszcze do niedawna
                                się zajmowałam.

                                >
                                > O ile z alkoholikiem to prawda, to nie ma żadnych danych na potwierdzenie
                                > Twojej hipotezy w przypadku anorektyczek - że umierają z innych powodów,
                                kilka
                                > lat po przybraniu na wadze. Wymyślanie hipotez ad hoc, żeby tylko uratować
                                > błędną teorię, może być zabawne, ale wypadałoby mieć po temu jakieś argumenty.


                                >
                                Nie wymyśliłam niczego ad hoc, po prostu myślałam, że mówię o faktach
                                powszechnie znanych. Informacje o odległych w czasie skutkach zniszczenia
                                organizmu spowodowanego długotrwałą głodówką można znaleźć na chyba każdej
                                stronie poświęconej anoreksji. Może wkleję coś dla potwierdzenia, choć wierz
                                mi, ze sam możesz łatwo znaleźć dużo więcej.

                                "If binge eating disorder leads to obesity, add the following:

                                Increased risk of cardiovascular disease
                                Increased risk of bowel, breast, and reproductive cancers
                                Increased risk of diabetes
                                Arthritic damage to joints

                                Dieting risk: in one study, researchers asked women to reduce their caloric
                                intake by 50%. After 15 weeks, the activity of their natural killer cells (a
                                part of the immune system that combats viruses) fell 20%. (Health magazine,
                                1999)

                                The curse of washboard abs: Women with well-defined belly muscles may have as
                                little as six percent fat. The healthy range is 15 - 23 percent. Menses stop
                                when fat falls below 10 percent. The resulting estrogen loss can cause
                                osteoporosis, even in 20-year-olds. Is a rippling stomach worth a dowager's
                                hump? (Lew Lyon, exercise physiologist. Reported in Newsweek; May 5, 1997)

                                www.anred.com/medpsy.html
                                Pozdr. B.

                                PS
                                Skoro odrzucasz moją jak piszesz "hipotezę", to jak wyjaśnisz fakt publikowania
                                zawyżonych danych na poważnej, niefeministycznej stronie?
                                Jeśli kłamią celowo, to dlaczego to robią?
                                • maciej.k1 Re: feminizm cierpiętniczy 20.02.03, 17:26
                                  Gość portalu: barbinator napisał(a):

                                  >
                                  > Nie wymyśliłam niczego ad hoc, po prostu myślałam, że mówię o faktach
                                  > powszechnie znanych. Informacje o odległych w czasie skutkach zniszczenia
                                  > organizmu spowodowanego długotrwałą głodówką można znaleźć na chyba każdej
                                  > stronie poświęconej anoreksji. Może wkleję coś dla potwierdzenia, choć wierz
                                  > mi, ze sam możesz łatwo znaleźć dużo więcej.
                                  >
                                  > "If binge eating disorder leads to obesity, add the following:

                                  Jak Boga kocham!!! Skoro tak dobrze znasz angielski, to czemu dla zilustrowania
                                  odległych skutków anoreksji, wklejasz informację o objadaniu się prowadzącym do
                                  otyłości????!!! Robisz sobie żarty??

                                  > Dieting risk: in one study, researchers asked women to reduce their caloric
                                  > intake by 50%. After 15 weeks, the activity of their natural killer cells (a
                                  > part of the immune system that combats viruses) fell 20%. (Health magazine,
                                  > 1999)

                                  Pięknie, ale nie dyskutujemy teraz o śmiertelności anorektyczek w czasie
                                  intensywnego rozwijania się choroby, tylko o Twojej hipotezie dot.
                                  śmiertelności kilka lat później, gdy objawów anoreksji już nie mają. Na to nie
                                  przedstawiłaś żadnych argumentów.

                                  Pozdrawiam -
                                  • Gość: barbinator Re: feminizm cierpiętniczy IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 20.02.03, 19:40
                                    maciej.k1 napisał:

                                    >
                                    > Jak Boga kocham!!! Skoro tak dobrze znasz angielski, to czemu dla
                                    zilustrowania
                                    >
                                    > odległych skutków anoreksji, wklejasz informację o objadaniu się prowadzącym
                                    do
                                    >
                                    > otyłości????!!! Robisz sobie żarty??


                                    Nie, po prostu się pośpieszyłam z tym postem i nie przeczytałam co wklejam - te
                                    objawy dotyczyły ogólnie efektów zaburzeń żywieniowych, wkleiłam coś bez sensu
                                    i teraz mi głupio :((
                                    A dla jasności - angielski znam nieźle, ale nie jestem ekspertem (nigdy nie
                                    byłam tłumaczem angielskiego, lecz norweskiego)


                                    >
                                    > Pięknie, ale nie dyskutujemy teraz o śmiertelności anorektyczek w czasie
                                    > intensywnego rozwijania się choroby, tylko o Twojej hipotezie dot.
                                    > śmiertelności kilka lat później, gdy objawów anoreksji już nie mają. Na to
                                    nie
                                    > przedstawiłaś żadnych argumentów.


                                    Argument jest następujący: w wyniku długotrwałego głodzenia się dochodzi do
                                    uszkodzeń organów wewnętrznych. Do podobnych uszkodzeń dochodzi zresztą także
                                    gdy człowiek cierpi głód nie z własnej woli i chęci, ale po prostu z powodu
                                    braku wystarczającej ilości pokarmu. Czy takie stwierdzenie NAPRAWDĘ jest dla
                                    ciebie aż tak bardzo kontrowersyjne, czy protestujesz raczej dla zasady?? Czy
                                    nigdy nie słyszałeś o uszkodzeniach wewnętrznych do jakich może prowadzić nawet
                                    niewłaściwie zestawiona dieta wegetariańska, zawierająca za mało
                                    pełnowartościowego białka?
                                    Te uszkodzenia po latach MOGĄ przyczynić się do śmierci osoby już wolnej od
                                    anoreksji.
                                    Wybacz, ale nie zamierzam kruszyć kopii o tę moją, jak mówisz hipotezę.
                                    Na medycynie się nie znam i jakoś nie kusi mnie pomysł szukania odpowiednich
                                    danych medycznych, które potwierdzałyby coś, co szczerze mówiąc wydaje mi się
                                    raczej oczywiste.
                                    Jeżeli to co mówię, wydaje ci się nieprawdopodobne, to nadal podtrzymuję moje
                                    pytanie: jak tłumaczysz podawanie zawyżonych danych na stronie ANRED?
                                    Jeśli kłamią to dlaczego to robią?
                                    Pozdr. B.




                                    >
                                    > Pozdrawiam -
                            • Gość: tad co ma feminizm do anoreksji IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 20.02.03, 16:14
                              Tyułowe pytanie postawiła Sagan. Spróbuję na nie odpowiedzieć, ale wpierw,
                              spróbuję ustosunkować się do postu Barbinator.

                              > Wydaje mi się, że mój post dość konsekwentnie został napisany w żartobliwym
                              > tonie (...)

                              W wątku o życzliwej krytyce piszesz, że - być może - nie masz talentu do
                              wychwytywania drugiego dna. Ja - być może - też nie mam tej zdolności. A może
                              jest tak, że teraz usiłujesz wycofać się ze swoich wyliczeń sugerując, że był
                              to żart?

                              > Uważam, że zbyt łatwo przypisujesz wszelkie możliwe grzechy organizacjom
                              > feministycznym. Wyszło to już na wątku o "siostrach feministkach" (nie
                              >pamiętam

                              Przypominam, że jesteśmy na forum "FEMINIZM". Wg. mnie, uprawnia mnie to, do
                              skupiania się na feminizmie własnie. Chcesz, bym każdy krytyczny post kończył
                              zdaniem: "oczywiście nie tylko feministkom zdarzają się błędy"?

                              > Gdy feministki publikują zawyżone dane, to dorabiasz do tego całą
                              >skomplikowaną teorię, której istotę stanowi "typowo feministycza" skłonność do
                              >manipulacji, fałszerstwa, ideologizacji danych i faktów.

                              Bo też jest to przypadłość szczególnie mocno feministki trapiąca. FEMINIZM
                              OPIERA SIĘ NA PRZESADZIE. (czemu wypadnie jeszcze poświęcić więcej uwagi, bo to
                              kwestia kluczowa).

                              > Bardzo mnie interesuje jak skomentujesz fakt podawania jeszcze bardziej
                              > zawyżonych danych przez organizacje nie mające z feminizmem nic wspólnego, np
                              > przez organizacje o charakterze wyznaniowym, związane z kościołem katolickim?

                              Tak samo. Mnie zaś bardzo ciekawi, czemu w Twoich postach wciąż pojawia się
                              wątek KK? (według schematu: feministki może i robią X, ale przecież KK robi Y).
                              Na czym właściwie polegać ma wartość tego argumentu (o ile ma być to argument)

                              > Czy jestes gotów wystawić taką samą surową ocenę Kościołowi?

                              Tak. Kiedy tylko wejdę na forum "Katolicyzm" i stwierdzę, że manipulują danymi,
                              ocenię ich równie surowo jak feministki.

                              > do wszelkich danych podawanych przez ......... ośrodki "badań", także przez
                              > ośrodki polskie."

                              Jeśli tendencja do przesady będzie dorównywać tej feministycznej - tak.

                              > Swoją drogą Tad, gdybyś był tłumaczem przysięgłym a ja bym zasiadała w
                              >komisji etycznej ZTP, to za przetłumaczenie pojęcia victm feminism jako
                              >feminizm cierpiętniczy, optowałabym za odebraniem ci uprawnień - za błąd
                              >semantytczny na podłożu ideologicznym.

                              Nie twierdziłem nigdzie, że jest to tłumaczenie. Możesz traktować to jako moje
                              określenie tego zjawiska. Kiedyś używałem tu terminu "masofeminizm".

                              > Wyjasnienie podawania zawyżonych danych na stronie ANAD (National Association
                              > of Anorexia Nervosa and Associated Disorders)i innych, można moim zdaniem
                              > tłumaczyć chęcią zwrócenia uwagi na problem, który istotnie JEST POWAŻNY.

                              Wybacz, ale to wytłumaczenie jest dziwne.
                              A teraz wracam to pytania postawionego w tytule postu: co ma feminizm do
                              anorekscji? Otóż ma, bo przecież chorobę (mającą też najprawdopodobniej podłoże
                              genetyczne) można tak pięknie zideologizować:

                              free.art.pl/konsola/konsola.htm?teksty_main.htm


                              • sagan2 Re: co ma feminizm do anoreksji 20.02.03, 18:34
                                pytanie postawil Maciej, ale niech nie bedzie, ze sie
                                czepiam...
                              • Gość: barbinator Re: co ma feminizm do anoreksji IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 20.02.03, 20:11
                                Gość portalu: tad napisał(a):

                                >
                                > W wątku o życzliwej krytyce piszesz, że - być może - nie masz talentu do
                                > wychwytywania drugiego dna. Ja - być może - też nie mam tej zdolności. A może
                                > jest tak, że teraz usiłujesz wycofać się ze swoich wyliczeń sugerując, że był
                                > to żart?


                                Nie wycofuję się z moich obliczeń - przeciwnie, twierdzę, że wyliczenia są
                                poprawne, dane prawdziwe, strona poważna i absolutnie niefeministyczna.
                                Źle mnie zrozumiałeś.

                                >
                                > Przypominam, że jesteśmy na forum "FEMINIZM". Wg. mnie, uprawnia mnie to, do
                                > skupiania się na feminizmie własnie. Chcesz, bym każdy krytyczny post kończył
                                > zdaniem: "oczywiście nie tylko feministkom zdarzają się błędy"?


                                Mogę tylko powtórzyć to co napisałam wcześniej: moim zdaniem doszło u ciebie do
                                zachwiania proporcji w krytykowaniu feminizmu. Zbyt agresywna krytyka często
                                budzi nieufność co do intencji krytykującego. Przynajmniej tak jest ze mną -
                                możesz to uznać za mój subiektywny pogląd w tej sprawie.


                                > Bo też jest to przypadłość szczególnie mocno feministki trapiąca. FEMINIZM
                                > OPIERA SIĘ NA PRZESADZIE. (czemu wypadnie jeszcze poświęcić więcej uwagi, bo
                                to
                                > kwestia kluczowa).


                                Ja uważam, ze zarówno feminizm jak antyfeminizm opierają się na przesadzie -
                                przynajmniej niektóre odłamy tych obu ruchów.
                                Feminizm mówi (ustami niektórych feministek), że przyczyną wszelkich
                                niepowodzeń kobiet jest patriarchalny system i męska opresja.
                                Z kolei niektórzy antyfeminiści twierdzą, że męskiej opresjii kobiet nigdy nie
                                było i że tradycyjna rola społeczna przypisywana kobietom wynika z biologii i
                                prawa naturalnego - czyli że przez całe stulecia było dobrze, kobiety były
                                szczęśliwe i nic im nie brakowało a potem przyszły feministki i wszystko
                                spieprzyły na szkodę samych kobiet.
                                Dla mnie są to po prostu dwie skrajności, a ja w ogóle nie lubię skrajności...



                                > > Wyjasnienie podawania zawyżonych danych na stronie ANAD (National Associat
                                > ion
                                > > of Anorexia Nervosa and Associated Disorders)i innych, można moim zdaniem
                                > > tłumaczyć chęcią zwrócenia uwagi na problem, który istotnie JEST POWAŻNY.
                                >
                                > Wybacz, ale to wytłumaczenie jest dziwne.


                                Dobrze, a masz jakieś lepsze?
                                ANRED kłamie - niech będzie, ale dlaczego to robi?


                                > A teraz wracam to pytania postawionego w tytule postu: co ma feminizm do
                                > anorekscji? Otóż ma, bo przecież chorobę (mającą też najprawdopodobniej
                                podłoże
                                > genetyczne) można tak pięknie zideologizować:


                                Nie miałam na razie czasu wejść na tę stronę, ale powiedz czy tam piszą coś o
                                genetycznym podłożu anoreksji? Bo chyba się z takimi sugestiami nie spotkałam.
                                Pozdr. B.
                                • Gość: tad Re: co ma feminizm do anoreksji IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 20.02.03, 21:08
                                  Gość portalu: barbinator napisał(a):

                                  > Mogę tylko powtórzyć to co napisałam wcześniej: moim zdaniem doszło u ciebie
                                  >do zachwiania proporcji w krytykowaniu feminizmu. Zbyt agresywna krytyka
                                  >często budzi nieufność co do intencji krytykującego. Przynajmniej tak jest ze
                                  >mną - możesz to uznać za mój subiektywny pogląd w tej sprawie.

                                  Chcesz powiedzieć, że gdybym pisał w sposób bardziej oględny, byłabyś już
                                  zdeklarowaną krytyczką feminizmu?

                                  > Ja uważam, ze zarówno feminizm jak antyfeminizm opierają się na przesadzie -
                                  > przynajmniej niektóre odłamy tych obu ruchów.

                                  Nie istnieje ruch antyfeministyczny, w tym sensie, w jakim istnieją ideologie i
                                  ruchy feministyczne. Poza tym, czy to co napisałaś ma być usprawiedliwieniem
                                  feminizmu? Myślę, że zbyt często używasz ostatnio argumentów tego rodzaju.


                                  > Z kolei niektórzy antyfeminiści twierdzą, że męskiej opresjii kobiet nigdy
                                  >nie było i że tradycyjna rola społeczna przypisywana kobietom wynika z
                                  >biologii i prawa naturalnego - czyli że przez całe stulecia było dobrze,
                                  >kobiety były szczęśliwe i nic im nie brakowało a potem przyszły feministki i
                                  >wszystko spieprzyły na szkodę samych kobiet.

                                  Ja czegoś takiego nie twierdzę. Uważam, że u podłoża ról społecznych leżą też
                                  czynniki biologiczne, ale to raczej dyspozycje, niż przymus (co nie znaczy, że
                                  można je lekceważyć) uważam też, że feministki są raczej produktem dziejów, niż
                                  siłą napędzającą zmiany, choć -niestety - może się to w jakimś stopniu
                                  zmienić, ze względu, na to, że zyskują wpływ na lewicową część klasy
                                  politycznej (że tak powiem). Nie wierzę, że mozliwy jest powrót do przeszłosci,
                                  nie wierzę też, że możliwy jest świat wymarzony przez feministki.
                                  Po prostu - jestem bardziej wyrozumiały dla naszych przodków, i mniej
                                  entuzjastycznie nastawiony do Postępu.

                                  > Dobrze, a masz jakieś lepsze?
                                  > ANRED kłamie - niech będzie, ale dlaczego to robi?

                                  Nie mam wyjasnień. W grę wchodzić mogą zarówno pomyłki, jak i zła wola. Tak czy
                                  inaczej uważam, że zawyżanie danych, by "zwrócic uwagę na problem" jest
                                  niedopuszczalne.

                                  > Nie miałam na razie czasu wejść na tę stronę, ale powiedz czy tam piszą coś o
                                  > genetycznym podłożu anoreksji? Bo chyba się z takimi sugestiami nie spotkałam.


                                  Tam - raczej nic (jakkolwiek nie sam nie przeczytałem jeszcze tego do końca).
                                  Ale piszą tutaj:

                                  science.eu.org/medycyna/anoreksja.php

                                  > Pozdr.
              • sagan2 Re: feminizm cierpiętniczy 20.02.03, 11:42
                Gość portalu: tad napisał(a):

                > Christiana Summers w książce "Kto ukradł feminizm? Jak
                > kobiety zdradziły kobiety" także nie oszczędza
                > feministek.

                jak widac w podanym przeze mnie linku, pani Summers tez
                daleko do prawdy, a jej metody "badawcze" sa, delikatnie
                mowiac, niezbyt naukowe...
                podane przez nia liczby TEZ sa zafalszowane...
                specjalnie? z glupoty i nieumiejetnosci?...

                NIE twierdze, to usprawiedliwia feministyczne falszywe
                liczby, ukazuje tylko, ze "falszowac" moga wszyscy,
                krzyzowanie za to TYLKO feministek jest kolejnym
                przykladem tzw obiektywizmu...

                czy nie jest tak, ze feministki wierza feministkom (stad
                propagacja jakiejs falszywej liczby, calkiem mozliwe, ze
                bezmyslnie blednej), antyfeminisci wierza antyfeministom
                (stad propagacja kolejnej falszywej liczby, calkiem
                mozliwe, ze bezmyslnie blednej) i dopuki ktos w miare
                obiektywny (stojacy z boku) sie nie wezmie do porzadnego
                sprawdzenia obu liczb, to "kazdy sobie rzepke skrobie" i
                utwierdza sie we wlasnej racji?...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka