nagle_po_diable
20.10.06, 19:54
mamy 2006 rok...
trochę czasu minęło od momentu, kiedy pierwsze sufrażystki rzucały się
pod kopyta galopujacych koni...
mam jednak wrażenie, że na niewiele zdało się ich poświęcenie...
studiuję budownictwo,
już na pierwszym roku usłyszałam, że przyszłam na wydział szukać męża...
ale z czasem okazało się, że tego typu dowcipy to codzienność,
zaskoczyło mnie tylko, że uczelnia, miejsce które powinno być wolne
od ograniczeń i uprzedzeń jest właściwie ich wylęgarnią,
czasami po zajęciach wracam zmęczona nie nadmiarem pracy i wiedzy,
ale właśnie obcesowym zachowaniem wykładowców, ich przykrymi uwagami
oraz słuchaniem wiecznie tych samych żartów o miejscu kobiety w świecie...
dlaczego szanowni doktorzy i profesorowie nie traktują studentów wedle ich
merytorycznej wiedzy i stosunku do nauki, a na ich kryteria oceniania wpływa
rodzaj posiadanych organów rozrodczych?
mam dosyś staruchów, wychowanych na "mądre głowy rodziny", których żony
siedzą w domu i gotują (ewentualnie są paniami przedszkolankami), a którym to
staruchom wydaje się, że tylko zdolnośc do produkowania plemników jest
gwarancją bycia dobrym inżynierem budownictwa !
tak, mam dosyć staruchów z uprzedzeniami...
ale najsmutniejsze jest to, że większa część moich kolegów (rówieśników)
tych uprzedzeń także NIE JEST POZBAWIONA
czasami czuję się, jakbym walczyła z wiatrakami :/