16.01.07, 21:04
Usunęłam twój wątek. W ostatnim poście poprosiłaś by twoje prywatne sprawy
pozostawiać Tobie - i niech tak zostanie. To od Ciebie zależy czy zakładasz
wątek o swojej przyjaciółce i relacji z nią (bo zaprawdę ten wątek nie
traktował o "byciu matką dwulatka" tylko o bardzo konkretnej , bardzo
PRYWATNEJ sprawie. Myślę , że powstał z rozżalenia i nie będzie Ci już potrzebny.

Obserwuj wątek
    • beata2802 Re: Beata! 16.01.07, 21:08
      Dzięki,
      chciałam się dowiedzieć o matkowaniu, a rozmowa potoczyla sie inaczej - poza
      moja kontrola. Tak naprawdę czulam stres i zażenowanie, ze sie omawia moje
      sprawy na forum internetowym.
      • sir.vimes Re: Beata! 16.01.07, 21:14
        Myślę, że lepiej jest rzucać tematy bardziej ogólnie - bez detali osobistych -
        ponieważ inaczej można poczuć się osaczonym ;).

        Niemniej nie uważam by wątek traktował o "matkowaniu".


        • beata2802 Re: Beata! 16.01.07, 21:15
          :-)

          to juz nieważne...

          szkoda mi tylko mojego opisu jak to bylo, jak moja sunia miala male i jak to
          bylo z tatusiem szczeniakow...
          • kocia_noga Re: Beata! 16.01.07, 21:16
            beata2802 napisała:

            > :-)
            >
            > to juz nieważne...
            >
            > szkoda mi tylko mojego opisu jak to bylo, jak moja sunia miala male i jak to
            > bylo z tatusiem szczeniakow...
            >

            O! Mnie też szkoda, bo niezdążyłam pzreczytać :(((
            • beata2802 sunia, piesek, szczeniaki i jak to wszystko bylo: 16.01.07, 21:46
              A było to tak:

              Miałam Ci ja sunię, rudą, mądrą sunię i pieska - zawadiakę.
              Mieli razem dziewięcioro szczeniąt w dwóch rzutach.

              c.d.n.

              :-)
              • sir.vimes Re: sunia, piesek, szczeniaki i jak to wszystko b 16.01.07, 22:16
                Przywrócić wam ten wątek?
                • malila Re: sunia, piesek, szczeniaki i jak to wszystko b 16.01.07, 22:26
                  Jeśli mogę się wypowiedzieć, to mnie się ten kawałek o psach bardzo podobał.
                  • sir.vimes Re: sunia, piesek, szczeniaki i jak to wszystko b 16.01.07, 22:37
                    Mi też.
                • beata2802 Re: sunia, piesek, szczeniaki i jak to wszystko b 16.01.07, 22:57
                  sir.vimes napisała:

                  > Przywrócić wam ten wątek?

                  To może wklej tylko to o psach -?
    • sir.vimes Pióra Beaty esej o Suni i Szczeniętach 17.01.07, 21:58
      Wiecie, ja miałam dwa psy: sunię i sunia. Mieli razem dziewięcioro szczeniąt w
      dwóch rzutach. :)

      Obserwowałam jak to się układa naturalnie, a było to tak:
      Najpierw Ona Była Najważniejsza, i była przeasertywna. Nie dawała 'mężowi'
      zbiżyć się do kosza, w którym spały szczeniaczki na odległość, z której mógłby
      je choćby zobaczyć. On z taką pewną nieśmiałością i ogromną ciekawością
      próbował tego mniej więcej raz dziennie.

      Ona wylizywała małym pupy, karmiła, wylizywała, karmiła, była chodzącą
      czułością. Dawała się wyprowadzać na spacer, siku i kupę trza wszak czasem
      zrobić, ale natychmiast miała obłęd w oczach, od razu spowrotem na górę, do
      małych, do małych, do małych!

      W pewnym momencie, kiedy kupy szczeniąt zyskały konsystencję ciała stałego i
      zaczęły śmierdzieć - przestały być wylizywane przez mamę. Mniej więcej w tym
      samym czasie maluchy zaczęły rozrabiać. Otworzyły oczy, nauczyły się chodzić.
      Próbowały szczekac. Właziły mamie na głowę (dosłownie), ciągały za ogon,
      zaczepiały i chciały się bawić. Dla suni było to niezmiernie męczące i
      wkurzające.

      Po kilku dniach takich zaczepek, kiedy 'mąż' mimo przeżywanych codziennie
      porażek na tym polu znów przyszedł sprawdzić, czy uda mu się zobaczyć latorośl -
      o dziwo nie warknęła na niego. Mało tego! Jak go zobaczyła - wstała, otrzepała
      się z dyndających u jej uszu i ogona szczeniąt, uniosła głowę i poszła wyspać
      się w najbardziej oddalonym pokoju. :-)))

      A tatuś najpierw szczegółowo obwąchał każde szczenię z osobna. Juz po chwili
      zaczeły się pierwsze zabawy. I od tej pory ganiali się tak po swoim kojcu i
      podgryzali całymi dniami.

      A sunia kilka razy dziennie dostojnie odwiedzała ten wirujący psi kłębek,
      karmiła małe, a właściwie łaskawie użyczała im swoich ssawek, i po krótkiej
      chwili odchodziła jak królowa aby godnie odpocząć na salonach. :-)))
      • jottka Re: Pióra Beaty esej o Suni i Szczeniętach 17.01.07, 23:22
        to mi przypomina losy młodej rodziny złożonej z kocicy burej, dwojga jej kociąt
        oraz ich ludzkiego opiekuna:)

        otóż pierwszy tydzień czy dwa bura wiernie siedziała przy maluchach, opuszczając
        je tylko na moment, żeby zajrzeć do miski czy kuwetki, ale któregoś poranka
        znajomy poczuł przez sen, że coś go ugniata w pierś, zbudził się i zorientował,
        że pod kurtką piżamy ma już jedno kocię, a drugie właśnie kocica niesie do niego
        w pysku. zaintrygowany czekał, co dalej, a kochająca matka ulokowała drugie
        dziecko na piersi 'ojca', rzuciła mu porozumiewawcze spojrzenie, po czym
        skoczyła do drzwi, spojrzała na niego raz jeszcze i miauknęła krótko - znajomy
        zrozumiał bez trudu - 'no to zajmij się dziećmi, a ja wychodzę':)

      • zlota_jagodka Re: Pióra Beaty esej o Suni i Szczeniętach 18.01.07, 12:27
        Wiecie te "naturalne historie" trochę mnie podbudowały. Martwiłam się, że jestem
        bardzo niefeministyczna w kwestii macieżyństwa, bo po urodzeniu córeczki okazało
        się, że CZUJĘ, że tylko ja mogę się nią odpowiednio zajmować. Kiedy mała
        zdobywała kolejne stopnie samodzielności (obecnie zaczyna chodzić) to uczucie
        zaczęło mi przechodzić (trochę to pewnie było związane z końcem karmienia
        piersią, który ona sama zarządziła). Może rzeczywiście tak jest, że na początku
        przez okres niemowlęctwa to głównie mama się zajmuje, a potem proporcje się
        zmieniają. Może niepotrzebnie w imię jakichś feministycznych ideałów, próbujemy
        pokonać naturę. Może zapominamy, że dziecko nie jest na 2 lata tylko na całe
        życie i tatuś ma wiele lat, aby odrobić ten swój mniejszy udział w opiece, który
        jest na początku. Oczywiście nie twierdzę, że tatuś ma nic nie robić, powinien
        brać udział w opiece nad dzieckiem i (co bardzo istotne) opiekować się mamusią,
        która opiekuje się dzieckiem :) Może to niefeministyczne podejście, może
        "prawdziwa feministka" po miesiącu, najdalej 2 powinna wrócić do pracy a dziecko
        oddać opiekunce i widywać je przez pół godziny dziennie. Ale jeśli tak, to wtedy
        ja nie chcę być feministką. Nie zmienię tego co czuję, bo dla mnie "wyzwolenie
        kobiety" oznacza postępowanie w zgodzie z tym co czuję, czego chcę, a nie
        robienie tego co każe jakiś kolejny schemat.
        • jottka yggh 18.01.07, 12:42
          koleżanko jagódko, weźcie nie bredźcie:)

          feminizm nie polega na zmuszaniu kobiet do porzucania niemowląt ani też na
          'wracaniu do pracy' czy podejmowania innej katorgi - to wersja rodem z naszych
          polityków lub równie wyedukowanego księdza proboszcza. feminizm w swych
          najogólniejszych zrębach dąży do zapewnienia kobiecie prawa wyboru,
          samostanowienia o własnym życiu oraz uzyskaniu godziwej płacy (gratyfikacji) za
          wykonywaną pracę.

          co z kolei nie zwalnia kobiety z myślenia:) opieranie się jedynie na własnym
          czuciu to trochę za mało, by formułować zarzuty pod adresem wieloaspektowego i
          zmieniającego się w czasie i przestrzeni ruchu, jakim jest feminizm. nie mówiąc
          o tym, że i mamusie, i tatusiowie są różni (niezależnie od akcesji do
          feminizmu:) - nie każda mama karmi piersią, nie każdy tata ucieka od opieki nad
          dzieckiem, a teza, że może on 'później' nadrobić braki w kontakcie z potomkiem
          nie da się, obawiam, utrzymać po bliższych badaniach. już wiadomo, że np.
          ojcowie uczestniczący w porodzie dużo silniej angażują się od razu w opiekę nad
          dzieckiem niż ojcowie odstawiani (pozornie w imię natury) na boczny tor.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka