Gość: tad
IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl
10.09.03, 20:57
Otóż w momencie, kiedy płód daje się już uchwycić, wyrywają go z łona, biorą
poronione dziecko i rozbijają je w moździerzu tłuczkiem, dodają do niego
miodu, pieprzu i kilku innych przypraw, aby nie zwymiotować, po czym zbiera
się to całe stado wieprzy i psów, aby - posługując się palcami - wspólnie
pochłonąć roztłuczone dziecko. A gdy zakończą ucztę ludożerców, modlą się do
Boga i mówią: "Nie daliśmy się zwieść archontowi żądzy, lecz usunęliśmy
skutek potknięcia brata"
opis (rzekomych?) praktyk sekty barbelitów, wg. Epifaniusza w: Micha Brumlik,
Gnostycy.
Na synodzie przeciwko bogomiłom w 1211 r. obłożono klątwą tych spośród nich,
którzy utrzymywali, że "niewiasta poczyna w swym łonie za współdziałaniem
Szatana i że odtąd Szatan przebywa w nim, nie wychodząc, aż do urodzenia
dziecka"
Emil Cioran, Spotkania z samobójstwem
"Jestem lekarzem od przeprowadzania aborcji.(...). Dopiero usówanie ciąży
dało mi poczucie spełnienia"
Rebecca Gomperts (Kobiety na falach)
Tydzień po przybyciu do Polski "Langenort" zabrał z Władysławowa w
kilkugodzinny rejs 11 Polek, dwa dni później - kolejne cztery. Służby celne
odnotowały odpowiedni ubytek w zapasie pigułek wczesnoporonnych na pokładzie"
Dziwna ta wasza "Seksmisja" - WO, 28/224
"Chyba nie każdy wie, że tak popularna dziś pigułka aborcyjna RU 486 została
również wyprodukowana przez spadkobierców IG Farben - firmę Hochst AG z
Frankfurtu. Zaś pierwsze przeprowadzanie eksperymentów nad tym "wynalazkiem"
miało miejsce już 1 sierpnia 1944 roku, na oddziale chorych w Monowicach,
gdzie komendantura Oświęcimia skierowała znaczną grupę więziniarek"
Artur Wójtowicz, Żywa historia
Po tym - mam nadzieję ciekawym - wstępie przechodzę do rzeczy. Otóż,
feministki, przy okazji dyskusji o aborcji, często przedstawiają taki oto
punkt widzenia: "MY też uważamy, że aborcja jest złem, ale ....". Owo "ale"
pozostawmy na boku, bo nie o nie tutaj chodzi. Chodzi o "zło aborcji" według
feministek. Czy ktoś może wytłumaczyć mi na czym niby polegać ma to zło?
Gdyby powaznie potraktować to co feministki mają do powiedzenia o marności
statusu płodu, oraz, to co mówią o nieszczęściu jakim jest dla kobiety
niechciana ciąża, to doprawdy aborcja nie jawi się z tej perspektywy, jako
zło, a wręcz przeciwnie. Jest zupełnie obojętna dla kobiety, zaś aborter
dokonujący aborcji postępuje wręcz chwalebnie, bo skoro płód jest tak dalece
niczym, i skoro kobieta pozbywając się go unika tylu kłopotów, to o
jakim "źle" można wogóle mówić? Dlaczego więc stosunkowo nieczęsto zdarzają
się szczere feministki w rodzaju cytowanej powyżej pani Rebeki Gomperts,
która odnalazła w dokonywaniu aborcji "spełnienie" i otwarcie się do tego
przyznaje? Przecież dla kogoś mającego niewielkie chociaż pojęcie o
feminizmie jasnym jest, że dla feministek aborcja to coś więcej, niż sposób
na rozwiązywanie kłopotów indywidualnych kobiet. Aborcja widziana jest przez
feministki w perspektywie "systemowej". Według feministek "system" usiłuje
kontrolować "brzuchy" kobiet, więc walka o aborcję jest walką z systemem, i
jako taka jest czymś nadzwyczaj szlachetnym. Doprawdy samym feministkom
trudnobyłoby uzasadnić na czym polega "zło aborcji" o jakim zdarza im się
czasem mówić. Czy całe to gadanie o "źle aborcji" nie jest li tylko
działaniem na użytek mas, a prawdziwy feministyczny stosunek do usówania
ciąży "zdradziła" Rebeka Gomperts i jej koleżanki z "Kobiet na falach", które
swój aborcyjny kontener wystawiają tu i tam jako dzieło sztuki?