Dodaj do ulubionych

Zło aborcji?

IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 10.09.03, 20:57
Otóż w momencie, kiedy płód daje się już uchwycić, wyrywają go z łona, biorą
poronione dziecko i rozbijają je w moździerzu tłuczkiem, dodają do niego
miodu, pieprzu i kilku innych przypraw, aby nie zwymiotować, po czym zbiera
się to całe stado wieprzy i psów, aby - posługując się palcami - wspólnie
pochłonąć roztłuczone dziecko. A gdy zakończą ucztę ludożerców, modlą się do
Boga i mówią: "Nie daliśmy się zwieść archontowi żądzy, lecz usunęliśmy
skutek potknięcia brata"
opis (rzekomych?) praktyk sekty barbelitów, wg. Epifaniusza w: Micha Brumlik,
Gnostycy.

Na synodzie przeciwko bogomiłom w 1211 r. obłożono klątwą tych spośród nich,
którzy utrzymywali, że "niewiasta poczyna w swym łonie za współdziałaniem
Szatana i że odtąd Szatan przebywa w nim, nie wychodząc, aż do urodzenia
dziecka"

Emil Cioran, Spotkania z samobójstwem

"Jestem lekarzem od przeprowadzania aborcji.(...). Dopiero usówanie ciąży
dało mi poczucie spełnienia"
Rebecca Gomperts (Kobiety na falach)

Tydzień po przybyciu do Polski "Langenort" zabrał z Władysławowa w
kilkugodzinny rejs 11 Polek, dwa dni później - kolejne cztery. Służby celne
odnotowały odpowiedni ubytek w zapasie pigułek wczesnoporonnych na pokładzie"
Dziwna ta wasza "Seksmisja" - WO, 28/224

"Chyba nie każdy wie, że tak popularna dziś pigułka aborcyjna RU 486 została
również wyprodukowana przez spadkobierców IG Farben - firmę Hochst AG z
Frankfurtu. Zaś pierwsze przeprowadzanie eksperymentów nad tym "wynalazkiem"
miało miejsce już 1 sierpnia 1944 roku, na oddziale chorych w Monowicach,
gdzie komendantura Oświęcimia skierowała znaczną grupę więziniarek"
Artur Wójtowicz, Żywa historia

Po tym - mam nadzieję ciekawym - wstępie przechodzę do rzeczy. Otóż,
feministki, przy okazji dyskusji o aborcji, często przedstawiają taki oto
punkt widzenia: "MY też uważamy, że aborcja jest złem, ale ....". Owo "ale"
pozostawmy na boku, bo nie o nie tutaj chodzi. Chodzi o "zło aborcji" według
feministek. Czy ktoś może wytłumaczyć mi na czym niby polegać ma to zło?
Gdyby powaznie potraktować to co feministki mają do powiedzenia o marności
statusu płodu, oraz, to co mówią o nieszczęściu jakim jest dla kobiety
niechciana ciąża, to doprawdy aborcja nie jawi się z tej perspektywy, jako
zło, a wręcz przeciwnie. Jest zupełnie obojętna dla kobiety, zaś aborter
dokonujący aborcji postępuje wręcz chwalebnie, bo skoro płód jest tak dalece
niczym, i skoro kobieta pozbywając się go unika tylu kłopotów, to o
jakim "źle" można wogóle mówić? Dlaczego więc stosunkowo nieczęsto zdarzają
się szczere feministki w rodzaju cytowanej powyżej pani Rebeki Gomperts,
która odnalazła w dokonywaniu aborcji "spełnienie" i otwarcie się do tego
przyznaje? Przecież dla kogoś mającego niewielkie chociaż pojęcie o
feminizmie jasnym jest, że dla feministek aborcja to coś więcej, niż sposób
na rozwiązywanie kłopotów indywidualnych kobiet. Aborcja widziana jest przez
feministki w perspektywie "systemowej". Według feministek "system" usiłuje
kontrolować "brzuchy" kobiet, więc walka o aborcję jest walką z systemem, i
jako taka jest czymś nadzwyczaj szlachetnym. Doprawdy samym feministkom
trudnobyłoby uzasadnić na czym polega "zło aborcji" o jakim zdarza im się
czasem mówić. Czy całe to gadanie o "źle aborcji" nie jest li tylko
działaniem na użytek mas, a prawdziwy feministyczny stosunek do usówania
ciąży "zdradziła" Rebeka Gomperts i jej koleżanki z "Kobiet na falach", które
swój aborcyjny kontener wystawiają tu i tam jako dzieło sztuki?
Obserwuj wątek
    • Gość: breskva Re: Zło aborcji? IP: 195.117.242.* 10.09.03, 21:43
      Mam juz naprawde dosc tego tematu... Zalamalam sie dzisiaj rano podczas
      sluchania w 3 wywiadu z K. Radziwillem, ktory beztrosko rzucal
      terminami 'dziecko poczete' i mowil ze badania prenatalne dotycza dwoch osob
      bedacych na takich samych prawach... Zaczynam nawet podejrzewac o lobbing firmy
      pogrzebowe--moze zamiast spalac w szpitalu poronione zarodki i plody beda
      oddawane do ceremonialnego pochowku? Jakiez to mozliwosci krylby taki nowy
      rynek, przy danych ze ok. 1 na 6 ciaz konczy sie naturalnym poronieniem( chodzi
      o klinicznie stwierdzone ciaze---bo do poronien dochodzi w przypadku ok. 50%
      ciaz, tylko ze kobiety o tym nie wiedza bo zaplodnione jajo jest wydalone przed
      okresem)? No bo jesli dziecko poczete, to dlaczego po zabiegu lyzeczkowania
      martwej ciazy po badaniu histopatologicznym spala sie zarodki? A moze
      wprowadzimy przymusowe testy ciazowe zeby zadne poronienie (czyli smierc
      dziecka, czlowieka takiego samego jak dorosla kobieta, co tam ze sklada sie z 4
      komorek) nie uszlo naszej uwadze i mozna bylo dziecku urzadzac pogrzeb? No i
      postarzmy sie wszyscy o 9 miesiecy, bo nasze metryki klamia. Jakas totalna
      paranoja zaczyna wladac Polska.

      Odnoszac sie do postu Tada:
      No coz, nie spodziewalam sie po Tobie braku wybiorczosci przy cytowaniu
      feministek i tego ze nagle przestaniesz wyrywac zdania z kontekstu.
      Przyzwyczailam sie ze na forum nie dominuje uczciwa dyskusja tylko przeciaganie
      liny, trudno, that's life. Mnie tez wywiad z p. Gomperts nieco zszokowal ale
      pomyslalam ze nie mam prawa jej oceniac bo ma ona doswiadczenie ktore pozwala
      jej formulowac pewne sady. TO ona podrozuje po calym swiecie i widzi pieklo
      kobiet skazanych na nielegalne aborcje i pozbawionych prawa wyboru. Zdaje sie
      ze mowi o tym sporo w swoim wywiadzie i w tym kontekscie jej wypowiedz moze
      zabrzmiec zupelnie inaczej.
      No i po raz setny, tak jak krasnoludki (wybacz Nadszyszkowniku) tak nie
      istnieja tez feministki 'zwolenniczki aborcji' (a rowniez feministki
      nienawidzace mezczyzn, owlosione babochlopy ktorych nikt nie chce, agresywne
      hetery itp. W Polsce widziano je jedynie w zwojach mozgowych przeroznych
      tytusow, bruskow itp.) Feministki domagajac sie edukacji seksualnej, srodkow
      antykoncepcyjnych i legalnej aborcji daza do ZMNIEJSZENIA liczby aborcji--bo w
      krajach gdzie takowe prawa istnieja liczba aborcji jest mniejsza (np. Holandia
      gdize pomimo turystyki aborcyjnej wskaznik zabiegow jest b. niski). TO one daza
      do RZECZYWISTEGO ograniczenia liczby aborcji, a nie przerozne typki ktore do
      zaoferowania nie maja nic poza trabieniem o rzezi niewinnych dzieciatek, itp. I
      nie spotkalam feministki ktora nie mowilaby ze jest to decyzja dla kobiety b.
      trudna. Chcialabym tylko zaapelowac i bardzo poprosic mezczyczn bioracych
      udzial w tej dyskusji zeby PAMIETALI ze ciaza jest stanem ktory im nigdy nie
      bedzie znany. Ze ich glos w tej dyskusji pozostanie zawsze teoretyczny. I ze
      konsekwecje zwiazane z ciaza dotykaja KOBIETY. Mezczyzna oprocz zobowiazan
      finansowych moze w ogole jej nie odczuc (jesli nie chce). Wejdzcie panowie na
      jakas stronke o ciazy, forum o ciazy, porodzie. Postarajcie sie jakos wyobrazic
      ze te zmiany moglyby was dotyczyc, waszego ciala i psychiki. Moze choc troche
      zrozumiecie ze decyzja czy urodzic czy nie powinna zalezec jedynie od kobiety i
      glosu jej sumienia.
      Pozdrawiam
      • tad9 Re: Zło aborcji? 11.09.03, 09:13
        Gość portalu: breskva napisał(a):

        > Mam juz naprawde dosc tego tematu... Zalamalam sie dzisiaj rano podczas
        > sluchania w 3 wywiadu z K. Radziwillem, ktory beztrosko rzucal
        > terminami 'dziecko poczete' i mowil ze badania prenatalne dotycza dwoch osob
        > bedacych na takich samych prawach... (...)

        No proszę - nie wszyscy mają ochotę przyjąć żargon feministyczny mówiąc o
        aborcji. To rzeczywiście musi być drażniące! Łajdak z tego Radziwiłła.

        >Zaczynam nawet podejrzewac o lobbing firmy
        >
        > pogrzebowe--moze zamiast spalac w szpitalu poronione zarodki i plody beda
        > oddawane do ceremonialnego pochowku? Jakiez to mozliwosci krylby taki nowy
        > rynek, przy danych ze ok. 1 na 6 ciaz konczy sie naturalnym poronieniem
        ( .....)

        Część o naturalnych poronieniach ma się nijak, do tematu tej rozmowy. Mówimy o
        nienaturalnym i świadomym pozbywaniu się płodu.


        > No coz, nie spodziewalam sie po Tobie braku wybiorczosci przy cytowaniu
        > feministek i tego ze nagle przestaniesz wyrywac zdania z kontekstu.
        (......) Mnie tez wywiad z p. Gomperts nieco zszokowal ale
        > pomyslalam ze nie mam prawa jej oceniac bo ma ona doswiadczenie ktore pozwala
        > jej formulowac pewne sady.

        A więc "wyrywam z kontekstu", ale wywiad też Cię "zaszokował"? Może więc
        to "wyrwanie" nie było takie straszne? Uważasz, że nie masz prawa jej oceniać?
        Nic na to nie poradzę. Ja mam prawo ją oceniać, i robię to.

        > No i po raz setny, tak jak krasnoludki (wybacz Nadszyszkowniku) tak nie
        > istnieja tez feministki 'zwolenniczki aborcji' (a rowniez feministki
        > nienawidzace mezczyzn, owlosione babochlopy ktorych nikt nie chce, agresywne
        > hetery itp. W Polsce widziano je jedynie w zwojach mozgowych przeroznych
        > tytusow, bruskow itp.) Feministki domagajac sie edukacji seksualnej, srodkow
        > antykoncepcyjnych i legalnej aborcji daza do ZMNIEJSZENIA liczby aborcji--bo
        >w krajach gdzie takowe prawa istnieja liczba aborcji jest mniejsza (np.
        >Holandia (......)

        Mylisz się. Liczba aborcji nie ma dla feministek wielkiego znaczenia. Jak już
        pisałem, traktują one aborcję "systemowo", a z tej perspektywy liczba się nie
        liczy. Nie chcę przez to powiedzieć, że feministki chcą jak najwięcej aborcji.
        Ilość po prostu mało je obchodzi. Liczy się dla nich to, by aborcja była równie
        dostępna jak szklanka wody, i by w odbiorze społecznym jej dokonanie, było
        równie mało znaczące, jak wypicie owej szklanki. To, czy aborcji będzie rocznie
        2 czy 300 000, to dla nich rzecz zupełnie drugorzędna. Co do Holandii - jeśli
        wierzyć p. Gomperts - w Holadii aborcja jest rozpowszechniona: "W Holandii mamy
        edukację seksualną, pigułki są refundowane przez państwo, a i tak lekarze tacy
        jak ja mają mnóstwo pracy.(...). Ciąże zdarzają się nawet po sterylizacji.
        Aborcja zawsze będzie jednym z najczęściej wykonywanych zabiegów medycznych. W
        Holandiimjedna kobieta na pięć miała, lub będzie ją miała".

        >Chcialabym tylko zaapelowac i bardzo poprosic mezczyczn bioracych
        > udzial w tej dyskusji zeby PAMIETALI ze ciaza jest stanem ktory im nigdy nie
        > bedzie znany. Ze ich glos w tej dyskusji pozostanie zawsze teoretyczny. I ze
        > konsekwecje zwiazane z ciaza dotykaja KOBIETY. Mezczyzna oprocz zobowiazan
        > finansowych moze w ogole jej nie odczuc (jesli nie chce). Wejdzcie panowie na
        > jakas stronke o ciazy, forum o ciazy, porodzie (....)

        Demagogia. Z tego, że to kobiety zachodzą w ciążę, nie wynika, że tylko one
        mogą się na ten temat wypowiadać. To tak, jakby powiedzieć, że o górnikach mogą
        mówić tylko górnicy, o hutnikach hutnicy, a wogóle o życiu powinni wypowiadać
        się tylko marynarze, bo wszak "nie zna życia, kto nie służył w marynarce".
        Mężczyźni mają dokładnie takie samo prawo wypowiadać się na temat aborcji, czy
        ciąży jak kobiety, a może i większe, bo kobiety w ciąży łatwo ulegają emocjom,
        i nie potrafią zachować właściwego dystansu. To sprawy zbyt poważne, by
        zostawić je tylko kobietom. Na szczęście na to się nie zanosi.

        >Postarajcie sie jakos wyobrazic
        > ze te zmiany moglyby was dotyczyc, waszego ciala i psychiki. Moze choc troche
        > zrozumiecie ze decyzja czy urodzic czy nie powinna zalezec jedynie od kobiety
        >i glosu jej sumienia.

        Wyobraziłem sobie i zdania nie zmieniłem. Ciąża nie jest obowiązkowa. W chwili
        gdy kobieta zajdzie w ciążę, jej brzuch przestaje być wyłącznie jej sprawą.
        Chce, by "jej brzuch był jej sprawą" - niech nie zachodzi w ciążę. I tyle.

        > Pozdrawiam
        • Gość: EWOK Re: Zło aborcji? IP: 213.241.18.* 11.09.03, 11:08
          "Ciąża nie jest obowiązkowa. W chwili
          > gdy kobieta zajdzie w ciążę, jej brzuch przestaje być wyłącznie jej sprawą.
          > Chce, by "jej brzuch był jej sprawą" - niech nie zachodzi w ciążę. I tyle. "

          Oczywiście. A jeśli komuś przeszkadza, że państwo od niego wymaga, żeby nie bił
          własnych dzieci no cóż... rodzicielstwo nie jest obowiązkowe.
          • sagan2 Re: Zło aborcji? 11.09.03, 11:11
            masz racje Ewok, dziwna niekonsekwencja...
            • tad9 Re: Zło aborcji? 11.09.03, 11:17
              sagan2 napisała:

              > masz racje Ewok, dziwna niekonsekwencja...

              Szanowna Sagan

              Aborcja to jedno zagadnienie, karanie fizyczne to drugie. Nie ma żadnej
              niekonsekwencji w tym, że ktoś ma w tych sprawach takie a nie inne poglądy. Nie
              popełniam tu więc żadnej niekonsekwencji. Podobnie panie z tego forum, które
              chcą liberalizacji ustawy aborcyjnej, a jednocześnie popierają zakaz klapsa nie
              są niekonsekwentne.
              • Gość: sagan Re: Zło aborcji? IP: *.desy.de 11.09.03, 11:21
                dla nie niekonsekwencja przejawia sie w tym, jak roznie
                widzisz role prawa w roznych sprawach. jesli chodzi o
                bicie dzieci - "lewiata atakuje", jesli chodzi o zakaz
                aborcji - wszystko jest ok i panstwo ma prawo.
                a jak widziales, "zlo" obu tych czynow nie jest
                niedyskutowalne i oczywiste.
                niekonsekwencja jest, wg mnie, ZBYT DUZY dysonans w
                widzeniu roli panstwa (i jego nakazow/zakazow) w dwoch
                sytuacjach, ktore nie maja diametralnie roznego
                wydzwieku.
                • tad9 Re: Zło aborcji? 11.09.03, 11:59
                  Gość portalu: sagan napisał(a):

                  > dla nie niekonsekwencja przejawia sie w tym, jak roznie
                  > widzisz role prawa w roznych sprawach. jesli chodzi o
                  > bicie dzieci - "lewiata atakuje", jesli chodzi o zakaz
                  > aborcji - wszystko jest ok i panstwo ma prawo.
                  > a jak widziales, "zlo" obu tych czynow nie jest
                  > niedyskutowalne i oczywiste.

                  Mylisz się. Nie widzę czegoś takiego, jak "zło klapsa". Kar fizycznych mozna
                  nadużywać, jak i każdych innych. Czy uważasz, że dzieci WCALE nie należy karać?

                  > niekonsekwencja jest, wg mnie, ZBYT DUZY dysonans w
                  > widzeniu roli panstwa (i jego nakazow/zakazow) w dwoch
                  > sytuacjach, ktore nie maja diametralnie roznego
                  > wydzwieku.

                  Aborcja i klaps mają diametralnie rózny wydźwięk.
                  A czy te panie które "chcą aborcji" a "nie chcą klapsa" też uważasz za
                  niekonsekwentne?
                  • Gość: EWOK Re: Zło aborcji? IP: 213.241.18.* 11.09.03, 12:27
                    Uprośćmy wobec tego: prawo może ingerować w brzuchy, ale nie może patrzeć na
                    ręce? Bo do tego rzecz się właściwie sprowadza.
                    Dlaczego miałoby mnie nie interesować, że ktoś łamie charakter swojemu dziecku,
                    które to dziecko, jak dorośnie MNIE będzie utrzymywać na emeryturze. Zależy mi,
                    żeby nie wyrosło na płaczliwego niedojdę, to logiczne.

                    Kar fizycznych MOŻNA NADUŻYWAĆ, jak i każdych innych??? Czyli jeśli urząd
                    skarbowy dopatrzy się nieprawidłowości w Twoim rozliczeniu podatkowym i
                    wyegzekwuje od CIebie karę, którą zapłacisz, więc zachęcony urzędnik postanowi
                    Cię ukarać jeszcze parę razy to oczywiście nic złego, zwykłe nadużycie kary,
                    przecież się to zdarza, nie ma w tym nic nieakceptowalnego, czyż nie?
                • agrafek Re: Zło aborcji? 11.09.03, 16:44
                  Gość portalu: sagan napisał(a):

                  > dla nie niekonsekwencja przejawia sie w tym, jak roznie
                  > widzisz role prawa w roznych sprawach. jesli chodzi o
                  > bicie dzieci - "lewiata atakuje", jesli chodzi o zakaz
                  > aborcji - wszystko jest ok i panstwo ma prawo.
                  > a jak widziales, "zlo" obu tych czynow nie jest
                  > niedyskutowalne i oczywiste.
                  > niekonsekwencja jest, wg mnie, ZBYT DUZY dysonans w
                  > widzeniu roli panstwa (i jego nakazow/zakazow) w dwoch
                  > sytuacjach, ktore nie maja diametralnie roznego
                  > wydzwieku.
                  Użycie przy wychowaniu dziecka klapsa to jeszcze nie "bicie dzieci". Jeżeli
                  równoważysz "klapsa" z "biciem dzieci" nie dziw się, że np. Brum będzie o
                  aborcji pisał nazywając ją nieustannie i niezmiennie "mordowaniem dzieci". To
                  dokładnie ten sam mechanizm.
                  Ponadto państwo nie wprowadziło i nie zamierza wprowadzać "zakazu aborcji",
                  więc o co chodzi? Jakie porównania, jaka niekonsekwencja?
                  Czyżby należało atakować Tada dlatego, że jest Tadem?
                  pozdrawiam
                  • sagan2 Re: Zło aborcji? 11.09.03, 16:52
                    agrafek napisał:


                    > Użycie przy wychowaniu dziecka klapsa to jeszcze nie
                    > "bicie dzieci". Jeżeli równoważysz "klapsa" z "biciem
                    > dzieci" nie dziw się, że np. Brum będzie o aborcji
                    > pisał nazywając ją nieustannie i niezmiennie
                    > "mordowaniem dzieci". To dokładnie ten sam mechanizm.

                    ale przeciez dyskusja byla o fizycznym karaniu dzieci.
                    czy do tego nie nalezy bicie???? chyba, ze jest to
                    sysnonim klapsa, a ja nic o tym nie wiem

                    > Ponadto państwo nie wprowadziło i nie zamierza
                    > wprowadzać "zakazu aborcji", więc o co chodzi? Jakie
                    > porównania, jaka niekonsekwencja?

                    przepraszam? w polsce nie ma ustawy antyaborcyjnej? czyz
                    nie jest ona zakazem aborcji wprowadzonym przez panstwo?
                    moze ja snie?...

                    > Czyżby należało atakować Tada dlatego, że jest Tadem?

                    nie, dlatego, ze ma poglady takie, jakie ma. gdyby takie
                    same poglady miala Barbi lub Ewok, to je bym atakowala.
                    czasem sie nawet z Tadem zgadzam - jesli zgadzam sie z
                    jego pogladami...
                    • agrafek Re: Zło aborcji? 11.09.03, 19:47
                      sagan2 napisała:

                      > ale przeciez dyskusja byla o fizycznym karaniu dzieci.
                      > czy do tego nie nalezy bicie???? chyba, ze jest to
                      > sysnonim klapsa, a ja nic o tym nie wiem
                      sagan2 napisała:

                      >
                      > ale przeciez dyskusja byla o fizycznym karaniu dzieci.
                      > czy do tego nie nalezy bicie???? chyba, ze jest to
                      > sysnonim klapsa, a ja nic o tym nie wiem
                      Sagan, w swoim wcześniejszym poście napisałaś: "jesli chodzi o
                      bicie dzieci - "lewiata atakuje", jesli chodzi o zakaz
                      aborcji - wszystko jest ok i panstwo ma prawo."
                      Tym samym do "jednego worka" wrzuciłaś rodzica, który da klapsa berbeciowi za
                      to, że oblał ciocię wrzątkiem oraz rodzica-sadystę, który bije dziecko skórzaną
                      smyczą, żeby rozładować własną frustrację. Właśnie dlatego, że "bicie" nie jest
                      synonimem "klapsa" nie mogę się z Tobą zgodzić.

                      >
                      > przepraszam? w polsce nie ma ustawy antyaborcyjnej? czyz
                      > nie jest ona zakazem aborcji wprowadzonym przez panstwo?
                      > moze ja snie?...
                      Sagan, przykro mi Cię rozczarowywać, ale wbrew feministycznej propagandzie w
                      Polsce nie ma zakazu aborcji. Przeciwnie, obowiązująca ustawa jest ustawą
                      dopuszczającą aborcję w określonych przypadkach. Feministki natomiast walczą o
                      to, by aborcję mogła przeprowadzić każda kobieta, która, np., nagle poczuje
                      mdłości i uzna, że ciąża jest dla niej niewygodna.
                      >
                      > > Czyżby należało atakować Tada dlatego, że jest Tadem?
                      >
                      > nie, dlatego, ze ma poglady takie, jakie ma. gdyby takie
                      > same poglady miala Barbi lub Ewok, to je bym atakowala.
                      > czasem sie nawet z Tadem zgadzam - jesli zgadzam sie z
                      > jego pogladami...
                      Cóż, pomyślałem to, co pomyślałem bo Twoje argumenty nieco mnie zadziwiły.
                      pozdrawiam.
        • sagan2 Re: Zło aborcji? 11.09.03, 11:10
          w jednym sie musze z Tadem zgodzic - twierdzenie, ze
          kobieta ma wieksze prawo decydowac "co z ciaza", bo ona
          jest w ciazy uwazam za hypokryzje.
          do poczecia potrzebne sa 2 osoby, tak samo do decyzji o
          poczetym dziecku. fakt "bycia w ciazy" wg mnie nie daje
          kobiecie dodatkowych praw do decydowania.
          oczywiscie wylaczam z tego przypadki, gdy ciaza grozi
          zyciu/zdrowiu kobiety i gdy jest wynikiem gwaltu lub
          kazirodztwa.

          za bzdure jednak uwazam stwierdzenie Tada, ze kobiety w
          sumie powinny decydowac *mniej* ze wzgledu na jakies
          "niestabilnosci emocjonalne zwiazane z ciaza".
          oboje decyduja tak samo - oboje sa tak samo rodzicami.
          czywiscie "oboje decyduja" przeklada sie na "oboje maja
          takie same OBOWIAZKI"... jezeli mezczyzna zaklada, ze
          kobieta bedzie wszystko przy dziecku robila sama, to
          jakie ma prawo domagac sie praw do decydowania o tym
          dziecku?...
    • Gość: doku Krążysz, krążysz ... i w końcu nic IP: *.chello.pl 10.09.03, 22:03
      Gość portalu: tad napisał(a):

      > feministki, przy okazji dyskusji o aborcji, często przedstawiają taki oto
      > punkt widzenia: "MY też uważamy, że aborcja jest złem, ale ....".

      A czy pozbawianie kogoś przemocą wolności nie jest złem? Nie mam na myśli
      przestępcy, ale myślę o grzecznych i niewinnych dzieciach, które trzymane są w
      niewoli w domu podczas ulewy, którym rodzice nie pozwalają wyjść o północy, gdy
      te chcą pobawić się z kolegami i koleżankami.

      Tak, tak, ja też uważam, że więzienie człowieka w domu wbrew jego woli jest
      złem, ale ... I nie udało Ci się sformułować wniosku, więc ja dokończę.

      Tak, jest złem, ale w pewnych sytuacjach osoba czyniąca takie zło jest niewinna
      i usprawiedliwiona - jest niewinna mianowicie wtedy, gdy dziecko jest na tyle
      młode, że ani nasze sumienia ani prawo naturalne nie chroni go przed przemocą.

      Jeżeli 8-latek wychodzi z domu o północy na ulewę, to matka z czystym sumieniem
      wsadza go do jego domowego więzienia. Matka więzi go siłą, czyni zło, ale
      sumienie ma czyste i nikt normalny jej złego słowa nie powie.

      Jeżeli płód ma 8 tygodni, to matka z czystym sumieniem może go zabić. Uczyni
      zło, ale nikt normalny złego słowa jej nie powie.
      • Gość: tad Breskva, Doku .... IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 10.09.03, 22:32
        ...ale na czym polega właściwie "zło aborcji" (jesli je dostrzegacie)?
        • kociamama Re: Breskva, Doku .... 10.09.03, 22:40
          Gość portalu: tad napisał(a):

          > ...ale na czym polega właściwie "zło aborcji" (jesli je dostrzegacie)?



          Jedyne "zlo aborcji" jakie widze polega na tym, ze jest to zabieg, wiec
          ingerencja w organizm, a kazda taka ingerencja niesie z soba jakies tam ryzyko
          dla organizmu kobiety.
          I druga kwestia to aspekt psychologiczny, czyli mozliwosc wystapienia syndromu
          poaborcyjnego.

          • tad9 Re: Breskva, Doku .... 10.09.03, 22:49
            kociamama napisała:
            > Jedyne "zlo aborcji" jakie widze polega na tym, ze jest to zabieg, wiec
            > ingerencja w organizm, a kazda taka ingerencja niesie z soba jakies tam
            ryzyko
            > dla organizmu kobiety.
            > I druga kwestia to aspekt psychologiczny, czyli mozliwosc wystapienia
            syndromu
            > poaborcyjnego.

            Czy jednak zyski z aborcji -tak jak przedstawiają je feministki - nie
            przewyższają ewentualnych kosztów? A jeśli tak, to czy mozna mówić o "źle"?
            Każdy zabiego wszak może skończyć się źle, a nikt nie mówi z tego powodu o "źle
            wycięcia ślepej kiszki". A syndrom? Wg. danych podanych przez Barbinator - nie
            ma o tym co gadać
            • Gość: hot_dog Zło aborcji IP: *.waw.cdp.pl / *.waw.cdp.pl 10.09.03, 23:18
              Zlo aborcji (ale nie w wydaniu obrońców życia poczętego), ma kilka
              aspektów.Aspekt czysto medyczny,wiążacy sie z ingerencją w organizm
              kobiety,zaburzenie naturalnych procesow hormonalnych, oraz możliwość powikłań
              (szczególnie gdy jest to pierwsza ciąża).Aspekt psychiczny, kiedy kobieta
              podejmuje taką decyzję nie dlatego, że ot zaszła przez przypadek i chce
              sie "pozbyć kłopotu", ale wtedy gdy jest to związane np. z poważną utratą
              zdrowia, lub ciążą powstała w wyniku przestępstwa. W tym wypadku, decyzja
              absolutnie powinna należec do kobiety i tylko ona wie co jest "mniejszym
              złem".demagogiczne pytania "co winny jest płód,że powstał w wyniku
              przestępstwa"? zastąpiłabym pytaniem, co winna jest 13 latka, która ma nosić w
              sobie i rodzić w obecności prokuratora ,owoc kazirodczego gwałtu???O jej życiu,
              krzywdzie fizycznej, psychicznej i moralnej jakos nikt nie myśli???. ja wyznaję
              zasadę "mniejszego zła"- prawo wyboru.
            • kociamama Re: Breskva, Doku .... 11.09.03, 11:45
              tad9 napisał:

              > kociamama napisała:
              > > Jedyne "zlo aborcji" jakie widze polega na tym, ze jest to zabieg, wiec
              > > ingerencja w organizm, a kazda taka ingerencja niesie z soba jakies tam
              > ryzyko
              > > dla organizmu kobiety.
              > > I druga kwestia to aspekt psychologiczny, czyli mozliwosc wystapienia
              > syndromu
              > > poaborcyjnego.
              >
              > Czy jednak zyski z aborcji -tak jak przedstawiają je feministki - nie
              > przewyższają ewentualnych kosztów? A jeśli tak, to czy mozna mówić o "źle"?
              > Każdy zabiego wszak może skończyć się źle, a nikt nie mówi z tego powodu
              o "źle
              >
              > wycięcia ślepej kiszki". A syndrom? Wg. danych podanych przez Barbinator -
              nie
              > ma o tym co gadać



              No widzisz tadzie, wnioski mozesz wyciąnąć sam.
        • Gość: doku Gdybyś zrozumiał mój post, to byś nie pytał IP: *.chello.pl 11.09.03, 01:11
          Ale odpowiem. Zło aborcji polega na zabiciu. Zabijanie człowieka prez człowieka
          jest złem samym w sobie, tak jak pozbawianie wolności człowieka przez
          człowieka. A jednak dzieci pozbawia się czasem wolności, a czasem zabija się
          płody - jeśli są dostatecznie młode, to czyn taki jest czynem niewinnym, który
          nie obciąża sumienia. Czy już rozumiesz? cCzy wiesz, dlaczego tak jest?
          • tad9 Re: Gdybyś zrozumiał mój post, to byś nie pytał 11.09.03, 09:14
            Gość portalu: doku napisał(a):

            > Ale odpowiem. Zło aborcji polega na zabiciu. Zabijanie człowieka prez
            człowieka
            >
            > jest złem samym w sobie, tak jak pozbawianie wolności człowieka przez
            > człowieka.

            A więc uważasz płód za człowieka?
      • Gość: Zły Wilk logika Doku IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 11.09.03, 22:53
        Gość portalu: doku napisał(a):


        > Matka więzi go siłą, czyni zło, ale
        > sumienie ma czyste

        Oto Twoja logika, Doku... Ktoś czyni zło.. zarazem zachowuje czyste sumienie.
        Sprzecznośc w jednym zdaniu. Naprawdę, trzeba się postarać, żeby napisac coś
        takiego i tego nie zauważyć.

        > i nikt normalny jej złego słowa nie powie.

        Wybacz, ale nikt normalny nie może traktować Cię poważnie.
        Pozdrawiam -
    • nadszyszkownik.kilkujadek Nie jestem ekspertem w kwestii Zła 10.09.03, 23:08
      Taki ładny post napisałem i mi go zeżarło. No żeż kurna chata... Spróbuję po
      raz wtóry.

      Jako się rzekło - nie mogę napisać Wam, co jest złe w aborcji, bo nie jestem w
      kwestii Zła szczególnie obeznany - aczkolwiek bardzo się od pewnego czasu
      staram. Mogę jednak napisać, co jest niewłaściwego w aborcji. Otóż jest to
      największe osiągnięcie w kwestii braku odpowiedzialności za siebie i swoje
      czyny. Z tego też powodu, w tak zwanym przypadku ogólnym, na poddające się
      aborcji patrzę bez sympatii i raczej z politowaniem. Zaś na 'aborcjonistki' z
      powołania, jak znana doktor z wiadomej łajby - jak na idiotki. Takie mamy
      czasy, pełne zgówniarzałych 'dorosłych'. Wolność wyboru - dobre sobie. Już
      raczej wolność do pozostania smarkulą/smarkaczem (właściwe podkreślić) do
      końca swych dni.

      Uginam się przed naciskiem rzeczywistości i uważam, że prawny zakaz nie
      powinien mieć miejsca, ale nie wymagajcie ode mnie sympatii dla osób, które
      oceniam jak wyżej. Większość populacji jednak to idioci - dlatego też daję im
      swoje łaskawe przyzwolenie na skrobanie się w dowolnych układach - z
      ograniczeniami medycznymi, bo inaczej też by sobie krzywdę zrobili. Tu
      wyjaśniam mniej bystrym, że owo przyzwolenie to li tylko figura retoryczna -
      nikt mnie nigdy o nic nie będzie pytał.

      Aborcja nie jest dla mnie zła sama w sobie - bez tego kontekstu - bo
      zwyczajnie nie uważam płodu we wczesnych stadiach rozwoju za coś specjalnie
      bliskiego człowiekowi. Znam Twoją argumentację w tej sprawie Tadzie, ale -
      nawet gdybyś na to miał ochotę (a wątpię, abyś ją miał) - nie chcę w tej
      chwili dyskutować aksjomatyki. Pozostanę przy swojej.

      Uwaga dla Breskvy! Ostrzeżenie numer 1. Jeszcze raz napiszesz, że NAS nie ma,
      a... patrz sygnaturka!

      (-) Kilkujadek

      -
      Wiecie co... ja chyba jednak każę Wami nakarmić ptaszyska.
      • Gość: hot_dog Re: Nie jestem ekspertem w kwestii Zła IP: *.waw.cdp.pl / *.waw.cdp.pl 10.09.03, 23:29
        Nadszyszkowniku,rozpatrujesz problem jednostronnie tj. uważasz, że ciąza jest
        jedynie wynikiem dobrowolnego współzycia uświadomionych ludzi. Otóz w
        rzeczywistości w jakiej żyjemy wcale tak nie jest. Świadome kontrolowanie
        swojej płodności (dotyczy obu płci), nie jest tak powszechne jak ci sie wydaje-
        niestety). winą jest ciągle jeszcze rozdźwięk między "życiem" a np naukami
        kościoła, czy tzw.obyczajowością. O antykoncepcji - też nie jest tak różowo jak
        sobie wielu dyskutantów uważa. No i problem ciąż powstałych w wyniku
        przestępstwa, jakim jest gwałt, oraz ciąż, które okazują się zagrożeniem życia
        lub zdrowia matki. Tu chyba nie możesz mówić o nieodpowiedzialnosci kobiety. No
        chyba, że jesteś z grupy tych, co uważają, że ofiara gwałtu jest sama sobie
        winna. Ale o to Cie nie posądzam..
        • nadszyszkownik.kilkujadek My ich tak długo będziemy kochać... 10.09.03, 23:53
          Miła-pani-o-kulinarnym-nicku

          Proszę już mi nie opowiadać o tych gwałtach. Po pierwsze - napisałem: 'w
          przypadku ogólnym', co samo przez się sugeruje, że nie mam na myśli
          ekstremalnych przypadków - na przykład gwałtu, ukrytej ciężkiej chorby serca i
          tym podobnych. Po drugie - proszę nie przywołuj tego argumentu, bo to nie ma
          sensu. Jeżeli na sercu leży Ci los tych zgwałconych - domagaj się
          rygorystycznego przestrzegania obecnej ustawy. Ten scenariusz jest tam jak
          najbardziej uwzględniony.

          Poza tym, czy naprawdę wierzysz, że gwałt czy ciężkie choroby to kontekst
          większości aborcji? Bo ja myślę, że kontekst wygąda raczej tak: 'ło kurka, co
          ja zrobię, sesja za pasem, a ja w ciązy; a do kiosku po gumki było tak daleko;
          i deszcz padał'. I nie mam dla takich osób ani zrozumienia, ani specjalnego
          współczucia. Kwestia świadomości też nie ma tu nic do rzeczy. Środki anty
          dostępne są w aptekach i sklepach (byłem w Polsce, widziałem) bez większych
          problemów, zaś informacje na ten temat można znaleźć bez żadnego problemu.
          • sagan2 Re: My ich tak długo będziemy kochać... 11.09.03, 09:10
            wierze w krasnoludki (mieszkam w niemczech...) i
            calkowicie sie zgadzam z nadszyszkownikiem. rozmawialam
            juz o tym kilka razy na roznych forach - bardzo
            chcialabym zobaczyc wyniki badan, co jest glowna
            przyczyna usuwanych ciaz... ja stawiam, tak jak krol
            krasnoludkow, na glupote, niewiedze, lenistwo i *brak
            odpowiedzialnosci*. przeciez jak spojrzec na prosty
            rachunek prawdopodobienstwa, to przy uzyciu
            prezerwatywy+globulek szansa na ciaze jest malenka...
            ... tylko kto ich uzywa?... no wlasnie...
            wg mnie trzeba edukowac. i to dobrze i uczciwie. tak jak
            dzieci trzeba nauczyc myc rece przed jedzeniem, tak
            "doroslych" trzeba nauczyc odpowiedzialnosci za wlasne
            czyny.
            • Gość: hot_dog Re: My ich tak długo będziemy kochać... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.09.03, 10:04
              Mój nick nie z kulinariów sie wywodzi. I nie szydzić mi tu.Milo jest gawędzć,
              jak sie siedzi gdzieś daleko i ocenia rzeczywistość "byłem, widziałem".Ja
              opisane rzeczy znam z zawodowej autopsji. A co do statystyk, to hłe, hłe ale
              niestety część z nich powstaje na życzenie. Nie będę sie jednak spierać w tej
              materii. Moje OSOBISTE zdanie brzmi: aborcja nie może być metodą na regulację
              urodzeń, aborcja powinna być dopuszczalna w przypadkach, o których pisałam
              powyżej, a co niestety jast przez "obrońcow" kwestionowane.
              A ptaszysko nie jadało hot_dogów tylko desydenckie krasnoludki.
              • Gość: sagan Re: My ich tak długo będziemy kochać... IP: *.desy.de 11.09.03, 10:13
                hot-doga kazdy zje...
                ... a pamietacie te pierwsze hot-dogi u nas? bule napijao
                sie na taki szpikulec, zeby zrobic dziurke, a do dziurki
                musztarda i kielbaska... albo dwie leszczynskie...
                ... alez to byly czasy... ;))

                • Gość: hot_dog Re: My ich tak długo będziemy kochać... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.09.03, 10:36
                  Ja sie nie zrażam. Tamte hot-dogi pamiętam, pamiętam. Jak obecnie się mają, nie
                  wiem, bo nie uczęszczam do fast-foodow.A hot-doga nie każdy zje. Taki np.
                  wegetarianin...
                  A ptaszysko jadało desydenckie krasnoludki i tyle.
                  • Gość: sagan Re: My ich tak długo będziemy kochać... IP: *.desy.de 11.09.03, 10:48
                    wegetarianin zje sojowego hot-doga...
                    wg mnie hot-dog to "potrawa" kultowa :)
                    • kociamama Re: My ich tak długo będziemy kochać... 11.09.03, 12:12
                      Gość portalu: sagan napisał(a):

                      > wegetarianin zje sojowego hot-doga...
                      > wg mnie hot-dog to "potrawa" kultowa :)


                      Z tym,ze sojowych nigdzie nie sprzedaja... Mozna jedynie przyrzadzic we
                      wlasnym zakresie.


                      Wegetarianka.
                • kociamama Re: My ich tak długo będziemy kochać... 11.09.03, 12:11
                  Gość portalu: sagan napisał(a):

                  > hot-doga kazdy zje...
                  > ... a pamietacie te pierwsze hot-dogi u nas? bule napijao
                  > sie na taki szpikulec, zeby zrobic dziurke, a do dziurki
                  > musztarda i kielbaska... albo dwie leszczynskie...
                  > ... alez to byly czasy... ;))
                  >


                  I to jest ponoc prawdziwy hot dog, wersja wzbogacona nie jest popularna w
                  ojczyznie hot dogow.

                  A co do takiego jak kiedys, to mozna zjesc w Slowacji i w czechach jako parek
                  w rohliku.

                  Miesozercom zycze smacznego.
              • nadszyszkownik.kilkujadek Re: My ich tak długo będziemy kochać... 11.09.03, 15:56
                Co jednak autopsje, których zawodowo dokonujesz (brrr... czyżbyś była
                patologiem?) mają wspólnego z moim odnoszeniem się do aborcji? Nie kręcą mnie
                dickensowskie klimaty, nie wierzę w niewinność głupców. Faktem jest, że
                informację każdy może zdobyć, środki anty są dostępne dla każdego. Z czego,
                napisz, może wynikać ich niedosiągalność w przypadku 18-letniej matki z Opola
                (dla przykładu)?
                • Gość: EWOK Ja jako... IP: 213.241.18.* 11.09.03, 16:30
                  nałogowa czytelniczka prasy wszelakiej muszę ze smutkiem donieść, że poziom
                  pojmowania związku przyczynowo skutkowego na osi: seks - ciąża jest
                  zatrważający. Znajduje to odbicie w listach do redakcji różnych czasopism
                  młodzieżowych. Dwa z nich po znajomości sprawdziłam na okoliczność czy to aby
                  nie redakcja siedzi przy kawie i takie hece wymyśla, ale okazało się, że to
                  autentyki. Przekonanie dorastających dziewcząt o tym, że podczas "pierwszego
                  razu" nie zachodzi się w ciążę to już w zasadzie norma. Dalej idą zeznania
                  typu "on mówił, że potrafi tak zrobić, że..." no i może potrafił, ale się
                  zgapił (zresztą nawet wśród dorosłych Polaków spory procent uznaje coitus
                  interruptus za metodę antykoncepcji, jak również spory procent do stosowania
                  jej się przyznaje), a potem "współżyłam bez zabezpieczenia, od pięciu miesięcy
                  nie mam miesiączki,czy to możliwe, że mogę być w ciąży?". I tak się
                  zastanawiam, że skoro, jak twierdzisz, informacje o seksie i antykoncepcji są
                  tak bezproblemowo dostępne to dlaczego ta młodzież woli napisać list, kupić
                  znaczek i wysłać do warszawskiej redakcji niż zwrócić się z tymi samymi
                  pytaniami do rodziców, nauczyciela czy lekarza?
                  • nadszyszkownik.kilkujadek Re: Ja jako... 11.09.03, 16:45
                    Miła-pani-o-wielce-kudłatym-nicku,

                    Informacje, jak wykazałaś, są dostępne - bądź co bądź prasa dziewczęca to też
                    źródło informacji. Można, w ostateczności, wziąć w garść długopis, nagryzmolić
                    pytanie na kartce formatu B5, zakupić znaczek, wysłać całośc do wiadomej
                    redakcji - i przeczytać odpowiedź. Jeśli nie na swoje pytanie, na na jakieś
                    inne, o podobnej treści.
                    Wiem, wiem, przewiduję następne pytanie: a co jeśli zaś ktoś nie umie czytać,
                    pisać i nie stać go na znaczek? Niech pogada z przedszkolanką.

                    Tak można w nieskończoność - tylko do jakiego stopnia głupota rozgrzesza?
                    • Gość: EWOK Re: Ja jako... IP: 213.241.18.* 11.09.03, 16:57
                      Jasne, że można napisać do gazety. Ale nie jestem pewna, czy nazwałabym to
                      bezproblemową dostępnością informacji. Nie uważam też aby akurat "Bravo Girl"
                      było autorytetem tak bardzo powołanym do funkcji uświadamiania młodzieży, że
                      ani rodzice, ani lekarze, ani nauczyciele nie śmią się wtrącać, żeby nie
                      wchodzić w kompetencje. Może będziesz w stanie przypomnieć sobie okoliczności,
                      w jakich dowiedziałeś się, że wybieganie przed jadące samochody grozi
                      wypadkiem, albo, że absolutnie nie należy wkładać do kontaktu palców,
                      szczególnie mokrych. Czyżby z gazety, do której byłeś zmuszony w tej sprawie
                      napisać?
                      • nadszyszkownik.kilkujadek Do czego próbujesz mnie przekonać? 11.09.03, 17:25
                        Owszem, zgadzam się w całości z tym, co napisałaś. Że lepiej by było, aby
                        kingsajz był dla każdego (choć mogłoby się okazać, że któregoś dnia Ty i ja
                        musielibyśmy sami koniom grzywy pleść) i żeby rodzice uświadamiali swoje
                        dzieci i tak dalej.
                        Tylko jak to się ma do kwestii mojej oceny skrobanek i skrobaczy? Być może
                        powinienem ze wzruszeniem pochylić nad losem młodzieży pozbawionej wzorców
                        osobowych, ale tego nie zrobię, z uwagi na dokuczliwy ból w plecach. Czy w
                        takim razie aborcja jest środkiem naprawiania błędów wychowawczych i życiowych
                        potknięć? Cywilizacja nieustającego odpuszczenia?
                        Napisałem, toleruję taki stan rzeczy, bo nie mam wyjścia. Nie skłaniaj mnie
                        jednak do entuzjastycznej akceptacji głupoty i zacofania.


                        (-) Kilkujadek

                        -
                        Wiecie co... ja chyba jednak każę Wami nakarmić ptaszyska.
                        • sagan2 Re: Do czego próbujesz mnie przekonać? 11.09.03, 17:34
                          a co sadzisz na temat edukacji seksualnej? ze jest
                          potrzebna/niepotrzebna? kto powinien sie (wg Ciebie)
                          zajmowac?
                        • Gość: EWOK Re: Do czego próbujesz mnie przekonać? IP: *.acn.waw.pl 11.09.03, 18:16
                          Odniosłam się do Twojego stwierdzenia, że nie wierzysz "w niewinność głupców".
                          Dla mnie głupota nie jest tożsama z niewiedzą. Oraz do tego, że, jak uważasz,
                          informacje dotyczące antykoncepcji i seksu są powszechnie dostępne. To
                          naprawdę nie wygląda tak, że rzetelne informacje płyną zewsząd i człowiek nie
                          może spokojnie otworzyć lodówki, żeby nie natknąć się na ginekologiczną
                          broszurę. Oczywiście, że aborcja nie jest żadnym sensownym rozwiązaniem,
                          niemniej jednak utrzymywanie restrykcyjnej ustawy miałoby sens wyłącznie przy
                          znacznie wyższym poziomie edukacji seksualnej. O ile wiem nie istnieje ustawa
                          zabraniająca leczenia na koszt podatników ludzi chorych na raka płuc,
                          powstałego w wyniku palenia papierosów. Detox też jest ogólnie dostępny, a
                          przecież palacze, narkomani i alkoholicy trują się rozmyślnie, wiedzą czym to
                          grozi. Na każdej paczce papierosów jest informacja o chorobach, jakie powoduje
                          ten nałóg, ale żeby dowiedzieć się, że "za pierwszym razem" też można zajść w
                          ciążę trzeba pisać do gazety ??? Ja nie wiem, jakie jest najlepsze
                          rozwiązanie, być może natrętna agitka antykoncepcyjna na wzór brytyjskiej albo
                          skandynawskiej, gdzie, jak czytałam, rozdaje się prezerwatywy w szkołach. Ale
                          na pewno nie popularny u nas pogląd, że udzielanie informacji na temat
                          antykoncepcji jest tożsame z namawianiem młodzieży do seksu przedmałżeńskiego
                          i ogólnego rozpasania moralnego.
                          • nadszyszkownik.kilkujadek Odnoszę wrażenie... 11.09.03, 21:16
                            ...że rozmawiasz ze mną tak, jak bym był zwolennikiem wiadomej ustawy i
                            próbujesz wykazać mi, że nie ma ona sensu z uwagi na niski poziom oświaty
                            seksualnej. Cóż, nie jestem. Bronię swojego prawa do niechętnego odnoszenia
                            się do samej procedury. To mój kubeł na śmieci i tu będę Katonem. Jak pisałem -
                            dickensowskie klimaty mnie nie kręcą, nie czuję potrzeby zbawienia nastolatek
                            od niechcianej ciąży wbrew im i ich rodzicom.

                            Niewiedza i głupota to nie to samo, owszem. Ale są bardzo blisko siebie -
                            uporczywe pozostawanie w niewiedzy, mimo niejasnej świadomości, że wytrysk i
                            ciąża mają ze sobą coś wspólnego - to już dobry probierz generalnej głupoty.
                            Nie wierzę również w niewinność nieświadomości. Co do oświaty - jak
                            przypuszczam, jedynym źródłem, któremu tzw. współczesna młodzież wierzy bez
                            zastrzeżeń, jest TV. Proponuję zatem powierzyć ważną kwestię uświadomienia
                            młodego pokolenia Polsatowi. To i tak jedyne wychowanie, jakie otrzymują (może
                            jeszcze gry komputerowe w zamożniejszych rodzinach).

                            Przy okazji - jak Ci się podoba moje nowe Ja? Śliczne, prawda?
                            • Gość: EWOK Mylne wrażenie IP: *.acn.waw.pl 11.09.03, 21:38
                              Żeby już zakończyć... Wiem, że nie jesteś zwolennikiem ustawy w obecnym
                              kształcie - z innych wątków. Chociaż porównanie z Katonem może być mylące,
                              każdy ma swoją Kartaginę, na którą jest zawzięty, mogłoby się nagle okazać, że
                              Twoją jest akurat pomysł zliberalizowania ustawy, któż to wie, ludzie
                              zmieniają poglądy... Nikt Ci zbawiać nie każe, ja tylko z lekką niechęcią
                              odnoszę się do prezentowanego przez Ciebie stanowiska - nastolatka nie
                              dowiedziała się w porę, trudno, jej sprawa, a także próbuję Ci naświetlić
                              zasady działania naszej polskiej bogoojczyźnianej moralności. Przypuszczam, że
                              jestem lepiej niż Ty oczytana w różnych kobiecych pismach, a tam w listach do
                              redakcji jest kreślony obraz lekarzy, którym do przepisania pigułek potrzebna
                              jest obrączka na palcu pacjentki.
                              Co do Twojego nowego image - czy to zapowiedź nowego sposobu dyskusji? Czegoś
                              na zasadzie divide et impera ? :))
                • Gość: hot_dog Re: My ich tak długo będziemy kochać... IP: *.waw.cdp.pl / *.waw.cdp.pl 11.09.03, 22:32
                  Krasnoludzie jeden, chyba nie czytasz uważnie tego co piszę.Ja uważam aborcje
                  za zło,i absolutnie wykluczam jako sposób na "niemanie dzieci". Uważam jedynie,
                  że w kilku sytuacjach jest to mniejsze zło. I tyle.Nie jestem patologiem. Tylko
                  takie patologie spotykam (na szczęście b. rzadko, ale dlatego pamiętam) w
                  swojej pracy.A 18 latką z Opola-sadze ,że nie ma problemow z antykoncepcją,
                  natomiast 35 latka z Podłatek juz może mieć. (bo np. nie zdązy nic zrobić jak
                  ją chłop dorwie)..., a ten przykład 13 latki, też z życia wzięty...Ale masz
                  rację, w pokoleniu młodych jest juz zupełnie nieźle..
    • Gość: linda Re: Zło aborcji? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.09.03, 10:59
      Gość portalu: tad napisał(a):

      > Otóż w momencie, kiedy płód daje się już uchwycić, wyrywają go z łona, biorą
      > poronione dziecko i rozbijają je w moździerzu tłuczkiem, dodają do niego
      > miodu, pieprzu i kilku innych przypraw, aby nie zwymiotować, po czym zbiera
      > się to całe stado wieprzy i psów, aby - posługując się palcami - wspólnie
      > pochłonąć roztłuczone dziecko. A gdy zakończą ucztę ludożerców, modlą się do
      > Boga i mówią: "Nie daliśmy się zwieść archontowi żądzy, lecz usunęliśmy
      > skutek potknięcia brata"
      > opis (rzekomych?) praktyk sekty barbelitów, wg. Epifaniusza w: Micha Brumlik,
      > Gnostycy.

      Równie dobrze możesz umieścić Twoj uroczy cytacik na forum "kuchnia".
      Nie zapomnij dołączyć przepisu na kaszankę z krwi niewiniątek
      zarżniętych w żydowskich mordach rytualnych.

      Ty mnie chyba nigdy nie przestaniesz zadziwiadź...
      • tad9 Re: Zło aborcji? 11.09.03, 11:55
        Gość portalu: linda napisał(a):


        > Równie dobrze możesz umieścić Twoj uroczy cytacik na forum "kuchnia".

        Tu jednak pasuje bardziej. Fascynacja feministek aborcją jest czymś tak
        niezwykłym, że może kojarzyć się z pewnymi gnostyckimi sektami.

        > Nie zapomnij dołączyć przepisu na kaszankę z krwi niewiniątek
        > zarżniętych w żydowskich mordach rytualnych.

        Sugerujesz, że wspomniana sekta takich praktyk nie stosowała? To możliwe.
        Jednak możliwe jest też, że robili w jakichś sytuacjach tego rodzaju rzeczy. I
        dziś w sektach niejedno się dzieje.
        Co do żydowskich mordów rytualnych - nie jest wcale wykluczone, że do takich
        mordów dochodziło. W średniowieczu istniało coś, co nazwać można "podziemiem
        nekromantycznym". Nie dotyczyło to oczywiście wyłącznie, ani w sposób
        szczególny Żydów. Przeciwnie, spora część nekromantów była jak się wydaje
        klerykami (tak przynajmniej przedstawia to R. Kieckhefer, który bada
        zagadnienia tego rodzaju), klerykami, bo zajmowanie się nekromancją wymagało
        wykształcenia (by czyteć demonologiczne księgi trzeba było umieć czytać po
        łacinie), a najlepiej wykształceną warstwą w średniowieczu byli ludzie związani
        z kościołem. G. Bruno -były dominikanin co by nie mówić - w swoich dziełach
        podawał zdaje się 30 sposobów na nawiązanie kontaktu z demonami, choć nie tak
        drastycznych, by wymagały ofiat z ludzi. Mogło jednak zdarzyć się i tak, że
        nekromancją zajmowali się Żydzi, zwłaszcza tacy, których pociągała tradycja
        kabalistyczna, ale "zeszli z dobrej drogi". Kabała wiąże się z nauką o aniołach
        i demonach, i niejednego badacza mogła skusić "ciemna strona mocy". Nie jest
        więc wcale wykluczone, że jacyś Żydzi-nekromanci dopuścili się rytualnego
        morderstwa. Nie byłby to "żydowski mord rytualny", lecz "nekromantyczny mord
        rytualny", ale - kto zwracałby na to uwagę? Gdy coś takiego wyszło na jaw,
        oczywiście konsekwencje ponosili wszyscy Żydzi, jacy byli pod ręką (i nie
        tylko).

        > Ty mnie chyba nigdy nie przestaniesz zadziwiadź...

        To chyba komplement? A czym Cię zadziwiam? Nie przypominam sobie, byśmy mieli
        okazję rozmawiać.
        • kociamama Re: Zło aborcji? 11.09.03, 12:18
          tad9 napisał:


          >
          > Sugerujesz, że wspomniana sekta

          Judaizm jest sekta???? Bo ja naiwna myslalam, ze to jedna z wielkich religii
          swiata...




          takich praktyk nie stosowała? To możliwe.
          > Jednak możliwe jest też, że robili w jakichś sytuacjach tego rodzaju rzeczy.
          I
          > dziś w sektach niejedno się dzieje.
          > Co do żydowskich mordów rytualnych - nie jest wcale wykluczone, że do
          takich
          > mordów dochodziło.
        • Gość: linda Re: Zło aborcji? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.09.03, 12:46
          tad9 napisał:


          Nie jest więc wcale wykluczone, że jacyś Żydzi-nekromanci dopuścili się
          rytualnego
          > morderstwa. Nie byłby to "żydowski mord rytualny", lecz "nekromantyczny mord
          > rytualny", ale - kto zwracałby na to uwagę? Gdy coś takiego wyszło na jaw,
          > oczywiście konsekwencje ponosili wszyscy Żydzi, jacy byli pod ręką (i nie
          > tylko).

          I znowu mnie zaskoczyłeś. Byłam przekonana, że jesteś antysemitą.
          Z tego tekstu wynika, że nawet jeśli tak jest, to Twój antysemityzm
          jest wyjątkowo obiektywny.

          > > Ty mnie chyba nigdy nie przestaniesz zadziwiadź...
          >
          > To chyba komplement? A czym Cię zadziwiam? Nie przypominam sobie, byśmy mieli
          > okazję rozmawiać.

          Kazałeś mi niedawno sfalsyfikować Twój opis zdobycia Bastylii.
          Moim zdaniem jest on bardzo nieobiektywny co pobieżnie opisałam.
          Zadałam Ci wtedy pytanie czy nie jesteś przeciwnikiem demokracji-
          Twoja odpowiedż bardzo mnie interesuje.

          W tamtym wątku być może potraktowałam Cie niesprawiedliwie,
          jeśli myliłam się myśląc że propagujesz nienawiść rasową- to przepraszam.





Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka