Dodaj do ulubionych

Czy panna Najfeld

14.02.09, 22:14
która nigdy w przeciwieństwie do Matek Polek nie wycierała gówna z "rowa"
niemowlaka ani nigdy nie doświadczyła "paskudztw" poporodowych ma prawo
wypowiadać się na temat tego co jest obrzydliwe w fizjologii rozrodu ludzi?

I kiedy należy zacząć dzieciom uświadamiać czym skutkuje stosunek seksualny (i
że od całowania - to najwyżej oprycha się złapie i inne choróbska - a nie
zaciąży)
Moim zdaniem 12 lat to ostateczna granica kiedy w oględny sposób należy
dzieciom uświadomić skąd biorą się dzieci, bo inaczej możemy mieć
trzynastoletnich "rodziców"
Obserwuj wątek
    • bertrada Re: Czy panna Najfeld 14.02.09, 22:34
      > która nigdy w przeciwieństwie do Matek Polek nie wycierała gówna z "rowa"
      > niemowlaka ani nigdy nie doświadczyła "paskudztw" poporodowych ma prawo
      > wypowiadać się na temat tego co jest obrzydliwe w fizjologii rozrodu ludzi?

      Oczywiście, że ma prawo. Na takiej samej zasadzie, ktoś, kto nigdy nie był w
      obozie koncentracyjnym ani łagrach ma prawo wypowiadać się i osądzać to, co tam
      się wydarzyło. Człowiek nie musi wszystkiego doświadczać na własnej skórze.

      > I kiedy należy zacząć dzieciom uświadamiać czym skutkuje stosunek seksualny

      Kiedykolwiek, przecież i tak się wszystkiego dowiedzą. Nie uwierzę, że istnieje
      choć jeden 12latek, który nie był w stanie dowiedzieć się wszystkiego, co
      potrzeba na ten temat. Jak coś kogoś interesuje to zawsze znajdzie źródło
      informacji. A seks to wyjątkowo barwne i inspirujące zagadnienie. ;D
      • gotlama Re: Czy panna Najfeld 14.02.09, 22:55
        To o ile bardziej wiarygodne są wypowiedzi kogoś z wytatuowanym
        numerkiem,figurującym w obozowych spisach ( obecnie pewnie wśród żywych są już
        w większości osoby z tatuażem wykonanym na dziecięcej nóżce i bardzo ale to
        bardzo nieliczne z tatuażem na ręce) od kogoś, kto o tym coś słyszał np. od
        lefebrysty kwestionującego istnienie komór gazowych WBREW OPISOM ŚWIADKÓW.
        JA NIE BYŁAM. Nasłuchałam się od mojego Dziadka może więcej, niż dziecko w moim
        ówczesnym wieku powinno się nasłuchać. Dlatego uważam,że nie mam ŻADNEGO PRAWA
        osądzać, bo
        nie wiem jak bym się w takiej ekstremalnej sytuacji zachowała.
        Dla ciekawskich - tzw. Liban (Płaszów)

        • nikodem_73 Re: Czy panna Najfeld 14.02.09, 23:45
          Sądzę, że bertradzie chodziło o ocenę co zrobiono tym ludziom, a nie to co oni
          robili. Sam czuję się na siłach oceniać katów, ale nawet najgorsze sku...syństwa
          popełniane przez "uczestników" wymykają się mojej ocenie. Po prostu nie jestem w
          stanie powiedzieć, że kapo byli bydlakami - kurcze, każdy chce przeżyć i
          "normalnej" oceny nie sposób przyłożyć. Nie wolno uznawać, że bohaterstwo i chęć
          pomocy innym własnym kosztem jest obowiązkiem, zaniedbanie którego skazuje
          człowieka na potępienie. Tak jak napisałaś - ja także nie wiem jak zachowałbym
          się w aż tak ekstremalnej sytuacji. Nie mogę potępiać tych, którzy zostali
          uwikłani w taki koszmar wbrew swej woli.
          • bertrada Re: Czy panna Najfeld 15.02.09, 00:16
            Mnie raczej chodziło o to, że patrząc na to z boku też można sobie wyrobić
            opinię. Jak do tego dojdzie dokształcenie się z zakresu socjologii, ekonomii i
            politologii, to ta opinia będzie bardziej obiektywna.
            Nie muszę być więźniem obozu koncentracyjnego, żeby móc wyobrazić sobie, że nie
            chciałabym znaleźć się na miejscu tych osób. I podobnie, nie muszę doświadczyć
            na własnej skórze życia matki polki, żeby wiedzieć, że nie chcę takiego życia. I
            podobnie jest z prawie wszystkim, co człowieka może w życiu spotkać. Człowiek
            nie musi uczyć się na własnym doświadczeniu, żeby zdobyć wiedzę. Doświadczenie
            innych w zupełności wystarczy. W przeciwnym wypadku chodzenie do szkoły czy
            studiowanie byłoby bez sensu.
          • saszenka2 Re: Czy panna Najfeld 15.02.09, 01:50
            nikodem_73 napisał:

            > Sądzę, że bertradzie chodziło o ocenę co zrobiono tym ludziom, a
            nie to co oni
            > robili. Sam czuję się na siłach oceniać katów, ale nawet najgorsze
            sku...syństw
            > a
            > popełniane przez "uczestników" wymykają się mojej ocenie. Po
            prostu nie jestem
            > w
            > stanie powiedzieć, że kapo byli bydlakami - kurcze, każdy chce
            przeżyć i
            > "normalnej" oceny nie sposób przyłożyć. Nie wolno uznawać, że
            bohaterstwo i chę
            > ć
            > pomocy innym własnym kosztem jest obowiązkiem, zaniedbanie którego
            skazuje
            > człowieka na potępienie. Tak jak napisałaś - ja także nie wiem jak
            zachowałbym
            > się w aż tak ekstremalnej sytuacji. Nie mogę potępiać tych, którzy
            zostali
            > uwikłani w taki koszmar wbrew swej woli.

            Bo sytuację w obozach mają prawo oceniać tylko ludzie, którzy
            przeszli przez to piekło. My możemy jedynie potępiać same systemy i
            robić wszystko, aby zapobiec ich odrodzeniu."Bo człowiek może być
            człowiekiem, tylko w ludzkich warunkach". Mam nadzieję, że w cytacie
            niczego nie przekręciałam.
    • six_a Re: Czy panna Najfeld 15.02.09, 00:35
      która nigdy w przeciwieństwie do Matek Polek nie wycierała gówna z "rowa" niemowlaka

      miejmy nadzieję, że sobie samej wyciera? ale i tak obciach takie rzeczy opowiadać.
      • johnny-kalesony Re: Czy panna Najfeld 15.02.09, 01:29
        Twoje zainteresowania zaczynają mnie przerażać ...


        Pozdrawiam
        Keep Rockin'
        • six_a Re: Czy panna Najfeld 16.02.09, 02:40
          znaczy które?
          futbol?
          czy hokej?
      • stephen_s Re: Czy panna Najfeld 15.02.09, 11:00
        Rany, no i po co taka nienawiść..?
        • six_a Re: Czy panna Najfeld 16.02.09, 02:38
          jaka znowu nienawiść, przecież poparłam jej prawo do wypowiadania się w kwestii
          obrzydliwstw czy jak to się tam pisze.
          o co się rozchodzi? przeniesienie jakieś czyżby?
    • saszenka2 Re: Czy panna Najfeld 15.02.09, 01:45
      Myślę, że granica powinna być niższa. Najpóźniej winniśmy
      uświadamiać w wieku lat 10, bo wtedy dzieci wchodzą w okres
      dojrzewania i mogą zostać rodzicami. Cóż, wiek rozpoczęcia
      dojrzewania się obniżył. A pani Najfeld tak została w domu
      uświadomiona w sprawach seksu, że nie ma odwagi seks nazwać seksem,
      a określa go mianem "to". I czy ona nie ma jakiegoś problemu, skoro
      wszędzie widzi spisek gejowsko-pedofilski?
      • bene_gesserit Re: Czy panna Najfeld 15.02.09, 01:48
        Ma problem. I dlatego jest pokazywana w tv, bo
        jest 'kontrowersyjna'. Oby skonczyla jak Mikke.
        • saszenka2 Re: Czy panna Najfeld 15.02.09, 01:53
          Też mam nadzieję, że przestanie być "autorytetem" w sprawach
          związanych z homoseksualizmem i seksualnością szeroko rozumianą. Ona
          jest dla mediów takim Palikotem. Jednych wkurzy, drugich
          rozśmieszy, a trzeci będą ją popierać. Nikt nie przejdzie obok niej
          obojętnie i o to chodzi.
          • nikodem_73 Re: Czy panna Najfeld 15.02.09, 02:11
            Sorki, ale obawiam się, że nie rozumiecie (obie) pewnej rzeczy. Ona jest "głosem
            rodziny wiarą silną" (fantazja gramatyczna zamierzona). Chodzi mi o to, że
            akurat jej NALEŻY słuchać. Nie dlatego, że ma rację, ale dlatego, że przedstawia
            poglądy i argumenty strony, która uzurpuje sobie prawo do stanowienia norm
            obowiązujących wszystkich. Słuchając jej można przygotować kontrargumenty (o co
            nietrudno) do dyskusji, która może się pojawić, przy kolejnej iteracji kolejnej
            "zbawiennej" regulacji.

            Próby (czy też nadzieje) odebrania jej głosu uważam za błędne - nie rozwiązuje
            to żadnego problemu, a tylko pozwala tkwić w ułudzie, że skoro nikt o tym nie
            mówi to problem nie istnieje. Czy to się komukolwiek podoba, czy też nie,
            poglądy reprezentowane przez tą panią mają spory oddźwięk w społeczeństwie.
            Rozwiązaniem nie jest jej "zanik", lecz przeprowadzenie możliwie WIELU z nią
            konfrontacji (i to na poziomie wyższym niż graniczący z dobrym smakiem występ
            pani Seniszyn). To naprawdę nie jest trudne wykazać w jej rozumowaniu braku
            logiki, konsekwencji, czy prób narzucania swojego światopoglądu innym - naprawdę
            nie trzeba jej obrażać. Co więcej - sądzę, że próby jej zdyskredytowania poprzez
            insynuacje i inwektywy odniosą skutek odwrotny od zamierzonego - ludzie
            względnie neutralni przeniosą swoją sympatię właśnie w jej kierunku (bo tak
            naprawdę większość nie lubi ludzi obrażających innych - nawet jeśli mają oni rację).
            • bene_gesserit Re: Czy panna Najfeld 15.02.09, 02:28
              Ale ona jest przewidywalna. Wystarczy jej posluchac i objerzec pare
              razy, zeby przewidziec z grubsza, co i jak powie. Gruba kreska,
              histeryczny ton, czarno-biala wizja swiata, okopy Swietej Trojcy,
              arogancka mowa ciala, ilustrowanie wypowiedzi plastycznymi,
              smialymi obyczajowo obrazami itd. Imo nie posunie sie i nie
              rozwinie w tym, jaka jest medialnie. Chyba, ze przeszkoli glos.
              Wiec naprawde szkoda na nia czasu - mysle, ze jest duza szansa na
              to, ze ludziom sie szybko opatrzy i zniknie, albo skonczy jak
              zombie typu Palikot wlasnie.
              • nikodem_73 Re: Czy panna Najfeld 15.02.09, 03:26
                I właśnie o to chodzi! :) Z dokładnie tego samego powodu nie rozumiem cenzury
                nakładanej na np. faszystów. NIC nie kompromituje ich bardziej niż wciągnięcie w
                dyskusję i ośmieszenie poglądów (i naprawdę nie wymaga to niesamowitego polotu
                aby to osiągnąć). Niestety ale cenzura (w tej czy innej formie) ma ten efekt
                uboczny - ludzie zamiast stykać się z czynnikiem stykają się z własnym
                wyobrażeniem o nim. A ten ZAWSZE jest bardziej pociągający od rzeczywistości. I
                dzięki takim postępowaniom liczba (krypto)faszystów jest większa niż byłaby w
                wypadku swobody ich wypowiedzi (swoje wnioski wyciągam na podstawie badań nad
                cenzurą przeprowadzonych w latach 80tych w USA, gdy okazało się, że np. ludzie
                są bardziej skłonni podpisać petycję wzywającą do regulacji cen jeśli
                powiedziano im, że jej powstaniu sprzeciwiał się urząd federalny).
                • bene_gesserit Re: Czy panna Najfeld 15.02.09, 10:22
                  Z tym, ze dyskusja z nia bedzie ja tylko medialnie nobilitowac. Ja
                  nie mam potrzeby ogladania, jak ja kto robi w bambuko, bo zdaje
                  sobie sprawe z tego, jakie slabosci sa w jej mysleniu. Ludnosc,
                  ktora N. kupuje, i tak ja bedzie kupowac, nawet jesli w rozmowie
                  udowodni jej sie, ze jest glupim pudlem. A cykl dyskusji roznych
                  politykow i, powiedzmy, publicystow z N. sprawi, ze w koncu
                  wyrosnie ona na 'osobowosc telewizyjna' i przejmie program po
                  obslizglym Pospieszalskim. Ble.
                  • stephen_s Re: Czy panna Najfeld 15.02.09, 11:07
                    Czyli: najlepiej nie rozmawiać z ludźmi myślącymi inaczej od nas. Obraźmy się
                    wszyscy na siebie i nie próbujmy dojść do porozumienia - bo przecież rozmowa
                    "nobilituje medialnie" naszych przeciwników.

                    Super :(((
                    • heretic_969 Ale przecież jak się nie ma argumentów 15.02.09, 16:02
                      to rzuca się "ciemnogrodami", "postępem", "katolami" itp., z którymi nie warto
                      rozmawiać. A nie warto, bo się można ośmieszyć.
                    • bene_gesserit Re: Czy panna Najfeld 15.02.09, 18:55
                      stephen_s napisał:

                      > Czyli: najlepiej nie rozmawiać z ludźmi myślącymi inaczej od nas.
                      Obraźmy się
                      > wszyscy na siebie i nie próbujmy dojść do porozumienia - bo
                      przecież rozmowa
                      > "nobilituje medialnie" naszych przeciwników.
                      >
                      > Super :(((

                      Bzdura, nic takiego nie napisalam. Chetnie ogladam rozmowy z
                      Cezarym Michalskim, ktorego cenie i lubie, chetnie czytam jego
                      wywiady i artykuly, ktore napisal, chociaz politycznie mi z nim nie
                      po drodze. Najfeld najzwyklej w swiecie nie ma nic ciekawego do
                      powiedzenia, a to nic dodatkowo pakuje w wysoce nieeestetyczna
                      forme.
                      • stephen_s Re: Czy panna Najfeld 15.02.09, 19:24
                        OK, a więc rozmawiasz z ludźmi myślącymi inaczej... pod warunkiem, że uznasz ich
                        za "ciekawych". Też mi tolerancja...
                        • bene_gesserit Re: Czy panna Najfeld 15.02.09, 19:31
                          Nigdy nie twierdzilam, ze jestem tolerancyjna.
                          Jak kto lubi sie umartwiac i ogladac oraz czytac nudziarzy - tylko
                          po to, zeby udowodnic sobie i swiatu, ze jest tolerancyjny, to jego
                          sprawa. Mnie to nei interesuje.
                          • stephen_s Re: Czy panna Najfeld 15.02.09, 20:02
                            > Nigdy nie twierdzilam, ze jestem tolerancyjna.

                            Pozwolę sobie to wyznanie zanotować i wykorzystać w przyszłości :)
                            • bene_gesserit Re: Czy panna Najfeld 15.02.09, 20:07
                              Misiu, mozesz mi nawet zalozyc teczke, prosze bardzo.
                              • stephen_s Re: Czy panna Najfeld 15.02.09, 20:21
                                *notuje, że Bene wyraziła zgodę na przetwarzanie jej danych osobowych, po czym
                                oddala się ruchem Szpiega z Krainy Deszczowców*
                          • easz Re: Czy panna Najfeld 16.02.09, 14:34
                            bene_gesserit napisała:

                            > Nigdy nie twierdzilam, ze jestem tolerancyjna.

                            Oj tam. Tolerancja to ani akceptacja, ani ofiarnictwo. Nie trzeba z kimś nawet
                            rozmawiać, żeby go tolerować. Czasem jest właśnie odwrotnie - rozmawiasz, a ni w
                            ząb. Bez przesady.
                        • saszenka2 Re: Czy panna Najfeld 15.02.09, 22:22
                          stephen_s napisał:

                          > OK, a więc rozmawiasz z ludźmi myślącymi inaczej... pod warunkiem,
                          że uznasz ic
                          > h
                          > za "ciekawych". Też mi tolerancja...
                          >
                          Steph, a czy my mamy obowiązek na siłę słuchać Radia Maryja i tracić
                          nerwy, zaznajamiając się z "Naszym Dziennikiem". Ja nie mam
                          cierpliwości Środy. Odpędam po paru linijkach, bo wszystko zaczyna
                          się we mnie gotować.
                        • evita_duarte Re: Czy panna Najfeld 16.02.09, 05:45
                          stephen_s napisał:

                          > OK, a więc rozmawiasz z ludźmi myślącymi inaczej... pod warunkiem, że uznasz ic
                          > h
                          > za "ciekawych". Też mi tolerancja...
                          >


                          Ja z ludźmi nieciekawymi nie rozmawiam nawet jak mają poglądy zbliżone, co to za
                          frajda?
                  • nikodem_73 Re: Czy panna Najfeld 15.02.09, 12:31
                    Tyle, że ta część, która po zapoznaniu się z argumentacją "pani N." mogłaby się
                    od niej odsunąć, po cenzorowaniu (jak wolisz - odsunięciu) jej będzie ją
                    popierać. Taki śmieszny efekt oporu.
                    • kocia_noga Re: Czy panna Najfeld 15.02.09, 18:48
                      nikodem_73 napisał:

                      > Tyle, że ta część, która po zapoznaniu się z argumentacją "pani
                      N." mogłaby się
                      > od niej odsunąć, po cenzorowaniu (jak wolisz - odsunięciu) jej
                      będzie ją
                      > popierać. Taki śmieszny efekt oporu.

                      Na efekcie oporu IMo można się naciąć, bo nie wszyscy ludzie są
                      pzrekorni, tylko część, a część to konformiści.
                      • nikodem_73 Re: Czy panna Najfeld 15.02.09, 23:48
                        95% ludzi to imitatorzy - zrobią wszystko co im się wydaje akceptowane przez
                        "wszystkich". Tu rozchodzi się o owe 5% inicjatorów. Im większa ich ilość jest
                        po "naszej" stronie tym większe prawdopodobieństwo, że pociągną za sobą
                        pozostałych. A u inicjatorów opór jest znacznie częstszy (stąd tyle fajnych
                        rewolucji czy innych buntów w historii).
                        • easz Re: Czy panna Najfeld 16.02.09, 14:28
                          nikodem_73 napisał:

                          > 95% ludzi to imitatorzy - zrobią wszystko co im się wydaje akceptowane przez "wszystkich". Tu rozchodzi się > o owe 5% inicjatorów. Im większa ich ilość jest
                          > po "naszej" stronie tym większe prawdopodobieństwo, że pociągną za sobą pozostałych. A u inicjatorów opór jest znacznie częstszy (stąd tyle fajnych rewolucji czy innych buntów w historii).

                          Myślę, że proporcje nie są złe - gdyby nie ci imitatorzy, to inicjatorzy mogliby ze swoimi nawet 10 procent bawić się w sekrety we własnej nudnej piaskownicy. Poza tym procent inicjatorów można starać się zwiększyć. Ale gdyby było ich np. 60?? To by wyszła jakaś "jatka" chyba? Ciekawe. Tzn. ciekawa jestem granicy.
                    • bene_gesserit Re: Czy panna Najfeld 15.02.09, 18:57
                      Nie wierze w istnienie tej czesci, wierze natomiast w parcie N. na
                      szklo. Ona idzie wszedzie tam, gdzie ja chca, i jest
                      tak 'kontrowersyjna' jak sie od niej oczekuje, bo chce zaistniec. A
                      ja nie chce, zeby ona zaistniala. Nie chodzi o cenzure - wystarczy,
                      zeby tvn 24 przestal z niej robic dyzurny glos skrajej prawicy i
                      wybral sobie kogos mniej histerycznego i prze-egowanego.
                      • nikodem_73 Re: Czy panna Najfeld 15.02.09, 23:40
                        1. Zgadzam się, że N ma parcie na szkło
                        2. Uważam, że jeśli już to zamiast niej powinno się wybrać kogoś JESZCZE
                        bardziej histerycznego i "prze-egowanego". Im bardziej tym lepiej. Dobranie
                        kogoś mniej skrajnego jedynie wywołałoby WZROST poparcia dla jej idei.

                        Najfeld robi z katolicyzmem to co Mikke z liberalizmem - swoimi wypowiedziami
                        dewastuje ideę. Nawet jeśli chce dobrze (a sądzę, że każde z nich naprawdę
                        wierzy w to co mówi) to poprzez jedną nieprzemyślaną wypowiedź robi więcej
                        szkody niż setką rozsądnych zrobi dobra.
                • easz Re: Czy panna Najfeld 16.02.09, 15:23
                  nikodem_73 napisał:

                  > I właśnie o to chodzi! :) Z dokładnie tego samego powodu nie rozumiem cenzury
                  nakładanej na np. faszystów. NIC nie kompromituje ich bardziej niż wciągnięcie w
                  dyskusję i ośmieszenie poglądów

                  Tacy ludzie nie mają ani dystansu, ani poczucia humoru itp. Jeśli nie
                  niebezpiecznie nawet czasem, to bardzo nieprzyjemnie jest robić sobie z nich
                  jaja, albo ich kompromitować.

                  > Niestety ale cenzura (w tej czy innej formie) ma ten efekt
                  > uboczny - ludzie zamiast stykać się z czynnikiem stykają się z własnym
                  wyobrażeniem o nim. A ten ZAWSZE jest bardziej pociągający od rzeczywistości.

                  Moje wyobrażenia w tej materii nie są dla mnie ani trochę pociągające. To trochę
                  myślę takie pobożne życzenie Twoje. Owszem, może tak też być, ale akurat
                  przykład, który podajesz nie jest najlepszy. Sam np. pisałeś o ruchach skrajnie
                  prawicowych w Rosji - kiedy się naprawdę morduje ludzi, a morduje, to raczej
                  trudno mówić o uleganiu złudzeniom pseudo/ideologii, którą się zna z opowieści i
                  wyobrażeń. W przypadku faszyzmu sprawa jest na tyle poważna, że ryzyko się nie
                  opłaca. Jak było z Haiderem? Myślę, że cenzura nie była zbyt silna?.. Niektórzy
                  się ocknęli jak się pojawił na świeczniku. Tacy ludzie dobrze wiedzą o co
                  chodzi, żadne tam romanse z wyobrażeniami. A gdyby nawet część takich ludzi
                  itd., to sam piszesz - skutki uboczne -> jak w leczeniu?

                  > I dzięki takim postępowaniom liczba (krypto)faszystów jest większa niż byłaby
                  w wypadku swobody ich wypowiedzi (swoje wnioski wyciągam na podstawie badań nad
                  cenzurą przeprowadzonych w latach 80tych w USA, gdy okazało się, że np. ludzie
                  są bardziej skłonni podpisać petycję wzywającą do regulacji cen jeśli
                  powiedziano im, że jej powstaniu sprzeciwiał się urząd federalny).

                  Po co usa? a w Polsce to nie ma przykładów;) Myślę jednak, że faszyzm akurat to
                  poważna sprawa, i w Polsce specyficznie "uczulająca".

                  A z takimi jak Najfeld często gadasz? Mają spore poparcie, nawet takich, co im
                  nie po drodze (co mnie zaskoczyło niemożebnie) - forma mało ich rusza, może
                  dlatego, że też są sfrustrowani i wk.rwieni, czy na bocznym torze. Więc to nie
                  takie proste.

                  A z Mikkem to też insza inszość - to nie katolik. NIC za nim nie stoi.
                  • nikodem_73 Re: Czy panna Najfeld 16.02.09, 18:26
                    > Tacy ludzie nie mają ani dystansu, ani poczucia humoru itp. Jeśli nie
                    > niebezpiecznie nawet czasem, to bardzo nieprzyjemnie jest robić sobie z nich
                    > jaja, albo ich kompromitować.

                    A muszą mieć? Poczucie humoru nie jest obowiązkowe. A i przyjemnie być nie musi.
                    W końcu w dyskusji nie chodzi o to aby było przyjemnie. A jeśli chodzi Ci o
                    przemoc to tak się śmiesznie porobiło, że ostatnio to antifa leje faszystów
                    "prewencyjnie" (za co powinna trafić do pierdla tak samo jak skini tłukący
                    "brudasów").

                    > Moje wyobrażenia w tej materii nie są dla mnie ani trochę pociągające. To troch
                    > ę
                    > myślę takie pobożne życzenie Twoje. Owszem, może tak też być, ale akurat
                    > przykład, który podajesz nie jest najlepszy.

                    Ludzie niemal ZAWSZE stykają się ze swoim wyobrażeniem o czymś. Dlatego np. w
                    początkach komunizmu na zachodzie nie brakowało piewców komunizmu i to w wydaniu
                    bolszewickim.

                    A w Twoim wypadku takim czynnikiem jest np. "społeczeństwo obywatelskie" - nie
                    zetknęłaś się z nim, nie wiesz jak wyglądałoby w praktyce, ale jesteś "za". U
                    mnie zaś podobnie jest z minarchizmem.

                    I teraz wyobraź sobie, że nagle wszelka dyskusja nt. "społeczeństwa
                    obywatelskiego" zostaje zabroniona (na mocy prawa). Jaka byłaby Twoja reakcja?
                    Porzuciłabyś ten pomysł, czy raczej stałabyś się bardziej "zacięta" w poglądach?
                    Jedną z najlepszych metod krzewienia idei jest jej zakazanie.

                    > Sam np. pisałeś o ruchach skrajnie
                    > prawicowych w Rosji - kiedy się naprawdę morduje ludzi, a morduje, to raczej
                    > trudno mówić o uleganiu złudzeniom pseudo/ideologii, którą się zna z opowieści
                    > i
                    > wyobrażeń.

                    Tyle, że tam się to dzieje za milczącą zgodą rządzących.

                    > W przypadku faszyzmu sprawa jest na tyle poważna, że ryzyko się nie
                    > opłaca. Jak było z Haiderem? Myślę, że cenzura nie była zbyt silna?.. Niektórzy
                    > się ocknęli jak się pojawił na świeczniku. Tacy ludzie dobrze wiedzą o co
                    > chodzi, żadne tam romanse z wyobrażeniami. A gdyby nawet część takich ludzi
                    > itd., to sam piszesz - skutki uboczne -> jak w leczeniu?

                    Jak Heider był faszystą to Mussolini był Azjatą. To był nacjonalista i ksenofob,
                    ale nie faszysta. I to w dodatku o względnie liberalnych poglądach gospodarczych
                    (jak na garbatego to całkiem prosty). Kudy mu do Benito.

                    A jego pojawienie się jak "królik z kapelusza" to właśnie SKUTEK wcześniejszego
                    go "zamilczania".

                    > Po co usa? a w Polsce to nie ma przykładów;) Myślę jednak, że faszyzm akurat to
                    > poważna sprawa, i w Polsce specyficznie "uczulająca".

                    Wyobraź sobie, że nie znalazłem badań nad cenzurą w Polsce. I właśnie ze względu
                    na historię sądzę, że faszystom nie powinno się u nas kneblować ust. Polacy
                    sobie wyrobili taki fajny automatyzm, że jeśli w zdaniu pojawia się słowo
                    "Hitler", albo "faszyzm" to w głowach odtwarza im się film z obrony Westerplatte
                    (lub coś podobnego). I to niezależnie od tego co zostało powiedziane.

                    Jakiś czas temu jakiś IDIOTA złożył doniesienie o popełnieniu przestępstwa na
                    Mikkego, gdy ten uniósł dłoń w faszystowskim pozdrowieniu mówiąc "Ein Volk, Ein
                    Reich, Ein Euro". Miało to być ponoć pochwałą nazizmu. A był to idiota, bo żaden
                    sąd nie skaże za coś takiego z powodu "braków znamion popełnienia przestępstwa".
                    Swoją drogą m.in. za takie wybryki i pajacowanie nie przepadam za Mikkem (robi
                    więcej szkód niż niesie korzyści).

                    Faszyzm jest poważną sprawą. Tyle, że jego zamilczanie nie przyniesie niczego
                    dobrego. Po prostu za jakiś czas pojawi się nasz "Heider" (załóżmy, że był
                    faszystą) i ludzie na niego zagłosują. Choćby dlatego, że będzie "spoza układu"
                    (tak jak nie przymierzając Lepper /też początkowo ignorowany przez media/ :>)

                    > A z takimi jak Najfeld często gadasz? Mają spore poparcie, nawet takich, co im
                    > nie po drodze (co mnie zaskoczyło niemożebnie) - forma mało ich rusza, może
                    > dlatego, że też są sfrustrowani i wk.rwieni, czy na bocznym torze. Więc to nie
                    > takie proste.

                    No zdarza się. Robię w sumie to samo co tutaj - "sieję ziarno zwątpienia" ;) Bo
                    widzisz - ja naprawdę nie wierzę w słuszność "odgórnych" regulacji. Szczególnie
                    w sprawach moralności. A moim ulubionym pytaniem jest "proszę, powiedz mi jaka
                    jest różnica pomiędzy etyką, a etosem" :) Później to już idzie z górki ;)
                    (szczególnie, że większość "panien N." nie rozróżnia tych dwóch pojęć). Choć też
                    zdarzyło mi się być nazwanym "sługą szatana" :)

                    > A z Mikkem to też insza inszość - to nie katolik. NIC za nim nie stoi.

                    Niestety, ale Mikke jest postrzegany jako "wzór" liberała. I o ile w sprawach
                    gospodarczych wypowiada się (z reguły) jak liberał, o tyle w sprawach moralności
                    idei liberalnych u niego nie uświadczysz. Choćby w sprawach tak podstawowych jak
                    prawo do dysponowania własnym ciałem (aborcja, eutanazja).
                    • easz Re: Czy panna Najfeld 21.02.09, 21:39
                      nikodem_73 napisał:

                      > > Tacy ludzie nie mają ani dystansu, ani poczucia humoru itp.
                      > > Jeśli nie niebezpiecznie nawet czasem, to bardzo nieprzyjemnie
                      > > jest robić sobie z nich jaja, albo ich kompromitować.
                      >
                      > A muszą mieć? Poczucie humoru nie jest obowiązkowe. A i przyjemnie
                      > być nie musi. W końcu w dyskusji nie chodzi o to aby było
                      > przyjemnie.

                      Musieć nie muszą, ale jeśli nie mają, to zwykle oznacza, że się nie
                      da z nimi rozmawiać, z takim sory - betonem. I nie ma po co zresztą.
                      A jeśli kogoś kompromitujesz, to jest to też poniżające dla ciebie,
                      tak mi się wydaje.

                      > A jeśli chodzi Ci o przemoc to tak się śmiesznie porobiło, że
                      > ostatnio to antifa leje faszystów "prewencyjnie" (za co powinna
                      > trafić do pierdla tak samo jak skini tłukący "brudasów").

                      Yhy. Świeżynka.

                      miasta.gazeta.pl/warszawa/1,95190,6262270,Sad_nad_antyfaszystami.html

                      W sumie wystarczy załatwić sobie legal.

                      > > Moje wyobrażenia w tej materii nie są dla mnie ani trochę
                      > > pociągające.
                      > Ludzie niemal ZAWSZE stykają się ze swoim wyobrażeniem o czymś.
                      > Dlatego np. w początkach komunizmu na zachodzie nie brakowało
                      > piewców komunizmu i to w wydaniu bolszewickim.

                      Moje wyobrażenia w tej materii nie są dla mnie ani trochę
                      pociągające. I dlatego mniemam, że bywają też inni ludzie, dla
                      których nie są.

                      > A w Twoim wypadku takim czynnikiem jest np. "społeczeństwo
                      > obywatelskie" - nie zetknęłaś się z nim, nie wiesz jak wyglądałoby
                      > w praktyce, ale jesteś "za".

                      Dlaczego? Myślę, że się zetknęłam, na małą skalę.

                      > I teraz wyobraź sobie, że nagle wszelka dyskusja nt. "społeczeństwa
                      > obywatelskiego" zostaje zabroniona (na mocy prawa). Jaka byłaby
                      > Twoja reakcja? Porzuciłabyś ten pomysł, czy raczej stałabyś się
                      > bardziej "zacięta" w poglądach?

                      Myslę, że znalazłabym coś o wiele lepszego i bardziej pasujcego do
                      sytuacji;)

                      > > Jak było z Haiderem? Myślę, że cenzura nie była zbyt silna?.. Nie
                      > > którzy się ocknęli jak się pojawił na świeczniku. Tacy ludzie
                      > > dobrze wiedzą o co chodzi, żadne tam romanse z wyobrażeniami. A
                      > > gdyby nawet część takich ludzi itd., to sam piszesz - skutki
                      > > uboczne -> jak w leczeniu?
                      >
                      > Jak Heider był faszystą to Mussolini był Azjatą. To był
                      > nacjonalista i ksenofob, ale nie faszysta.
                      > A jego pojawienie się jak "królik z kapelusza" to właśnie SKUTEK
                      > wcześniejszego go "zamilczania".

                      Ok, ksenofob. Któremu faszystowskie zacięcie nie było niemiłe. I
                      kłamca. A w Austrii nie zamilczano przeszłości, tylko rozliczenie z
                      przeszłością właśnie.

                      > > Po co usa? a w Polsce to nie ma przykładów;) Myślę jednak, że
                      > > faszyzm akurat to poważna sprawa, i w Polsce
                      > > specyficznie "uczulająca".
                      >
                      > Wyobraź sobie, że nie znalazłem badań nad cenzurą w Polsce. I
                      > właśnie ze względu na historię sądzę, że faszystom nie powinno się
                      > u nas kneblować ust. Polacy sobie wyrobili taki fajny automatyzm,
                      > że jeśli w zdaniu pojawia się słowo "Hitler", albo "faszyzm" to w
                      > głowach odtwarza im się film z obrony Westerplatte (lub coś
                      > podobnego). I to niezależnie od tego co zostało powiedziane.

                      ? Nieprawda. Ja widzę Auschwitz.

                      > Faszyzm jest poważną sprawą. Tyle, że jego zamilczanie nie
                      > przyniesie niczego dobrego. Po prostu za jakiś czas pojawi się
                      > nasz "Heider" (załóżmy, że był faszystą) i ludzie na niego
                      > zagłosują.

                      I znów, nie chodzi o to o czym się mówi, tylko jak. Nie jak
                      faszyści, ale potępiając owszem. Czuję się jakbym mówiła oczywiste
                      oczywistości.

                      > A moim ulubionym pytaniem jest "proszę, powiedz mi jaka
                      > jest różnica pomiędzy etyką, a etosem" :)

                      Jeśli etos to tylko punkowy;)

                      > Choć też zdarzyło mi się być nazwanym "sługą szatana" :)

                      A powinno być raczej "adwokatem diabła";)
                      • nikodem_73 Re: Czy panna Najfeld 22.02.09, 03:38
                        > A jeśli kogoś kompromitujesz, to jest to też poniżające dla ciebie,
                        > tak mi się wydaje.

                        I masz rację! Tyle, że nie możesz kogoś skompromitować nie dyskutując z nim.

                        > W sumie wystarczy załatwić sobie legal.

                        Dokładnie. Lanie kogoś DLATEGO, że ma inne poglądy jest wg mnie nieakceptowalne.
                        I to niezależnie od poglądów (komunistów też bym nie lał, choć w niczym się z
                        nimi nie zgadzam).

                        > Dlaczego? Myślę, że się zetknęłam, na małą skalę.

                        Jak małą? 100? 1000? 10000 osób? Sorki - nie wiesz jak to będzie działać nawet
                        przy przejściu o kolejny rząd wielkości.

                        > Myslę, że znalazłabym coś o wiele lepszego i bardziej pasujcego do
                        > sytuacji;)

                        Jesteś konformistką? O to Cię nie posądzałem.

                        > Ok, ksenofob. Któremu faszystowskie zacięcie nie było niemiłe. I
                        > kłamca. A w Austrii nie zamilczano przeszłości, tylko rozliczenie z
                        > przeszłością właśnie.

                        Proszę Cię - nie rób powszechnego u nas błędu mylenia faszyzmu z narodowym
                        socjalizmem. Wbrew pozorom to NIE JEST to samo. To, że wujek Benito z dziadkiem
                        Adolfem się lubili nie oznacza, że myśleli tak samo! A Heider z faszyzmem miał
                        naprawdę niewiele wspólnego. Najprędzej przypiąłbym (o ile bym musiał) mu łatkę
                        nacjonalistyczno-konserwatywno-kapitalistyczną. Chciał wolności... tyle, że dla
                        wybranych (a to tak samo sensowne jak "fuck for virginity").

                        > ? Nieprawda. Ja widzę Auschwitz.

                        No to Aushwitz. Tyle tylko, że to nadal automatyzm.

                        > I znów, nie chodzi o to o czym się mówi, tylko jak. Nie jak
                        > faszyści, ale potępiając owszem. Czuję się jakbym mówiła oczywiste
                        > oczywistości.

                        Sorki, ale ważna jest treść, a nie forma. Forma jest dla głupców (tak samo jak
                        symetria - ciekawym, czy wiesz skąd to wziąłem ;))

                        > > A moim ulubionym pytaniem jest "proszę, powiedz mi jaka
                        > > jest różnica pomiędzy etyką, a etosem" :)
                        > Jeśli etos to tylko punkowy;)

                        I znowu wychodzi anarchistka ;) Sam zatrzymałem się na The Clash, Analogs,
                        Farben Lehre, Dezerterze i KSU ;)

                        > > Choć też zdarzyło mi się być nazwanym "sługą szatana" :)
                        > A powinno być raczej "adwokatem diabła";)

                        Świetny film :)
                        • easz Re: Czy panna Najfeld 22.02.09, 17:14
                          nikodem_73 napisał:

                          > > A jeśli kogoś kompromitujesz, to jest to też poniżające dla
                          > > ciebie, tak mi się wydaje.
                          >
                          > I masz rację! Tyle, że nie możesz kogoś skompromitować nie
                          > dyskutując z nim.

                          Dlaczego? Niektórzy się sami kompromitują, wystarczy jakaś tam
                          publika.


                          > > Dlaczego? Myślę, że się zetknęłam, na małą skalę.
                          >
                          > Jak małą? 100? 1000? 10000 osób? Sorki - nie wiesz jak to będzie
                          > działać nawet przy przejściu o kolejny rząd wielkości.

                          Też Ci mogę tak powiedzieć;) a tak przekonujesz, taki pewny jesteś
                          swego. A czy choć na małą skalę doświadczyłeś istnienia w praktyce,
                          realizacji Twoich poglądów??

                          > > Myslę, że znalazłabym coś o wiele lepszego i bardziej pasujcego
                          > > do sytuacji;)
                          >
                          > Jesteś konformistką? O to Cię nie posądzałem.

                          Zawsze tylko na dwoje babka wróżyła? Mózg ma dwie półkule i git?
                          Znalazłabym coś o wiele, wiele lepszego, adekwatnego do sytuacji -
                          społeczeństwo obywatelskie w ekstremum już by nie wystarczyło;) Może
                          POTEM. Możesz sobie dośpiewać co chcesz.

                          > > Ok, ksenofob. Któremu faszystowskie zacięcie nie było niemiłe. I
                          > > kłamca. A w Austrii nie zamilczano przeszłości, tylko
                          > > rozliczenie z przeszłością właśnie.
                          >
                          > Proszę Cię - nie rób powszechnego u nas błędu mylenia faszyzmu z
                          > narodowym socjalizmem. Wbrew pozorom to NIE JEST to samo. To, że
                          > wujek Benito z dziadkiem Adolfem się lubili nie oznacza, że
                          > myśleli tak samo!

                          Właśnie - powszechny, nie masz pojęcia jak ludzie, tacy jak ja,
                          którzy niewiele wiedzą na temat, widzą powierzchownie pewne rzeczy -
                          właśnie tak, i takie coś do nich przemawia. Ale nadal myślę, że
                          znalazłoby się parę punktów stycznych, nawet jeśli to uproszczenia i
                          skróty dla maluczkich.

                          > > ? Nieprawda. Ja widzę Auschwitz.
                          >
                          > No to Aushwitz. Tyle tylko, że to nadal automatyzm.

                          No i? Bo zgubiłam wątek. Auschwitz było naprawde, nic "nie
                          dorównuje", więc co w tym złego, że ludzie, którzy urodzili się
                          długo po, tak to kojarzą, automatycznie? To jest akurat poprawny
                          automat. Najlepiej jeszcze poparty wycieczką.

                          > > I znów, nie chodzi o to o czym się mówi, tylko jak. Nie jak
                          > > faszyści, ale potępiając owszem. Czuję się jakbym mówiła
                          > > oczywiste oczywistości.
                          >
                          > Sorki, ale ważna jest treść, a nie forma. Forma jest dla głupców
                          > (tak samo jak symetria - ciekawym, czy wiesz skąd to wziąłem ;))

                          To nie szkoła, na pewno mi powiesz. Możesz nazywać mnie głupią, ale
                          forma jest istotna tak samo jak treść. Tutaj znów odjechałeś,
                          zakręciłeś i w rezultacie nie odniosłeś się do tego, co faktycznie
                          napisałam. W tym przypadku, o którym mówimy, treść dotyczy tego
                          samego, więc oczywiste jest, że różnica powinna dotyczyć formy - tu:
                          oceny. Symetria nie ma tu nic do rzeczy, ma być asymetria właśnie,
                          ma się rzucać w oczy, ma być JASNE.

                          Film średni;)
                          • nikodem_73 Re: Czy panna Najfeld 23.02.09, 01:17
                            > Dlaczego? Niektórzy się sami kompromitują, wystarczy jakaś tam
                            > publika.

                            Tyle, że publika może nie zrozumieć owej kompromitacji.

                            > Też Ci mogę tak powiedzieć;) a tak przekonujesz, taki pewny jesteś
                            > swego. A czy choć na małą skalę doświadczyłeś istnienia w praktyce,
                            > realizacji Twoich poglądów??

                            Jak się cofniesz parę postów to zobaczysz, że już sam to napisałem.

                            > Zawsze tylko na dwoje babka wróżyła? Mózg ma dwie półkule i git?
                            > Znalazłabym coś o wiele, wiele lepszego, adekwatnego do sytuacji -
                            > społeczeństwo obywatelskie w ekstremum już by nie wystarczyło;) Może
                            > POTEM. Możesz sobie dośpiewać co chcesz.

                            Tyle, że rezygnowanie z własnych poglądów ponieważ ktoś ich zabronił to
                            konformizm w czystej formie. A to o czym piszesz jest opisane przez mechanizm
                            wyparcia.

                            > Właśnie - powszechny, nie masz pojęcia jak ludzie, tacy jak ja,
                            > którzy niewiele wiedzą na temat, widzą powierzchownie pewne rzeczy -
                            > właśnie tak, i takie coś do nich przemawia. Ale nadal myślę, że
                            > znalazłoby się parę punktów stycznych, nawet jeśli to uproszczenia i
                            > skróty dla maluczkich.

                            O jeżu malusieńki... Nie rób, proszę Cię, z siebie ofiary systemu edukacji
                            (nawet jeśli miał być to sarkazm). Punkty styczne pewnie - są - Heider tak jak
                            Hitler był Austriakiem, a Hitler zawarł sojusz z faszystą Mussolinim. (a tak na
                            marginesie to fascynujący tryumf Austrii, że w powszechnej świadomości Hitler
                            był Niemcem).

                            A teksty w stylu "X to faszysta" kiedyś występowały jako "X to antychryst".
                            Faszyzm (albo komunizm) stał się obecnie archetypem zła i przyklejenie komuś tej
                            łatki często zastępuje wszelką dyskusję.

                            > No i? Bo zgubiłam wątek.

                            Najwyraźniej. Chodzi o to, że np. na wiecu neonazistów w Polsce u ludzi
                            "automagicznie" odtworzy się scenka rodzajowa. Czy będzie to Schleswig-Holstein
                            ostrzeliwujący Westerplatte, czy Aushwitz - to w zasadzie bez różnicy. U nas ten
                            automatyzm jest zaszyty tak głęboko, że nawet głosy NIJAK nie popierające
                            nazizmu są z nim identyfikowane tylko dlatego, że ktoś przyrównał coś do
                            nazistowskich Niemiec. I ów automatyzm powoduje, że naziści jeszcze przez
                            dłuuuuuuugi czas będą funkcjonowali jako folklor. I wg mnie to powinno im się
                            pozwalać robić długie marsze, najlepiej z pochodniami i pod flagami ze swastyką
                            - tylko wtedy ludzie będą regularnie "budzeni" informacją, że koszmar może
                            powrócić. Zamilczanie powoduje zaś, że ludzie powoli zaczynają nie wierzyć, że
                            takie coś może mieć miejsce ponownie.

                            > Możesz nazywać mnie głupią, ale
                            > forma jest istotna tak samo jak treść.

                            Tylko w książkach (i nie powiem skąd wziąłem tekst o symetrii - czytaj a
                            znajdziesz :)).

                            Forma może co najwyżej przesłonić braki w treści.

                            A treść w wypadku faszystów i antyfaszystów NIE JEST taka sama. Jest wręcz
                            diametralnie różna.
                            • easz Re: Czy panna Najfeld 23.02.09, 22:43
                              nikodem_73 napisał:

                              > > Zawsze tylko na dwoje babka wróżyła? Mózg ma dwie półkule i git?
                              > > Znalazłabym coś o wiele, wiele lepszego, adekwatnego do
                              > > sytuacji - społeczeństwo obywatelskie w ekstremum już by nie
                              > > wystarczyło;) Może POTEM. Możesz sobie dośpiewać co chcesz.
                              >
                              > Tyle, że rezygnowanie z własnych poglądów ponieważ ktoś ich
                              > zabronił to konformizm w czystej formie. A to o czym piszesz jest
                              > opisane przez mechanizm wyparcia.

                              Nie chcesz zrozumieć, czy udajesz?? To znaczyło, że w takiej,
                              ekstremalnej sytuacji, znalazłabym coś o wiele lepszego,
                              ekstremalnego, adekwatnego do sytuacji, poszłabym na maksa, bo ja
                              wiem? bomby pod kible bym podkładała czy coś;)

                              > O jeżu malusieńki... Nie rób, proszę Cię, z siebie ofiary systemu
                              > edukacji (nawet jeśli miał być to sarkazm). Punkty styczne pewnie -
                              > są - Heider tak jak Hitler był Austriakiem, a Hitler zawarł sojusz
                              > z faszystą Mussolinim. (a tak na marginesie to fascynujący tryumf
                              > Austrii, że w powszechnej świadomości Hitler był Niemcem).

                              A widzisz? Jest tak, chcesz, czy nie. Skrótowce, które są ludziom
                              wmawiane, albo sami sobie ludzie upraszczają nimi świat.

                              > > No i? Bo zgubiłam wątek.
                              >
                              > Najwyraźniej. Chodzi o to, że np. na wiecu neonazistów w Polsce u
                              > ludzi "automagicznie" odtworzy się scenka rodzajowa. Czy będzie to
                              > Schleswig-Holstein ostrzeliwujący Westerplatte, czy Aushwitz - to
                              > w zasadzie bez różnicy. U nas ten automatyzm jest zaszyty tak
                              > głęboko, że nawet głosy NIJAK nie popierające nazizmu są z nim
                              > identyfikowane tylko dlatego, że ktoś przyrównał coś do
                              > nazistowskich Niemiec. I ów automatyzm powoduje, że naziści
                              > jeszcze przez dłuuuuuuugi czas będą funkcjonowali jako folklor.

                              Nie odniosłam takiego wrażenia, że słowo "faszyzm" jest w ogóle
                              zakazane, i że ludzie nie łapią kontekstu, ale gdyby nawet, to jak
                              to może pomagać w odrodzeniu/umocnieniu idei faszystowskiej? Jeśli
                              ludzie są aż tak wyczuleni, przeczuleni?

                              > - tylko wtedy ludzie będą regularnie "budzeni" informacją, że
                              > koszmar może powrócić. Zamilczanie powoduje zaś, że ludzie powoli
                              > zaczynają nie wierzyć, że takie coś może mieć miejsce ponownie.

                              Czy ja wiem? Mi wystarczyło to, co i jak miałam w szkole - głównie
                              lekcje polskiego i lektury. Nie potrzebuję, myślę, takich
                              przedstawień na co dzień. Może problem leży gdzie indziej?

                              > > Możesz nazywać mnie głupią, ale
                              > > forma jest istotna tak samo jak treść.
                              >
                              > Tylko w książkach (i nie powiem skąd wziąłem tekst o symetrii -
                              > czytaj a znajdziesz :)
                              >
                              > Forma może co najwyżej przesłonić braki w treści.

                              Nieprawda. Dla mnie jest istotna i forma, i treść. Jak się dobrze
                              zastanowisz, to one faktycznie nie występują rozdzielnie, choć się
                              czasem może tak wydawać. Dlatego forma też jest istotna;)

                              > A treść w wypadku faszystów i antyfaszystów NIE JEST taka sama.
                              > Jest wręcz diametralnie różna.

                              Otóż to! Dzięki formie:) Zbyt sztywno do tego podchodzisz, w
                              rezultacie rozgraniczasz, a to jest sztuczne rozgraniczanie. Treść
                              dotyczy "co", forma "jak", że tak upraszczając powiem.
                              • nikodem_73 Re: Czy panna Najfeld 24.02.09, 03:16
                                > Nie chcesz zrozumieć, czy udajesz?? To znaczyło, że w takiej,
                                > ekstremalnej sytuacji, znalazłabym coś o wiele lepszego,
                                > ekstremalnego, adekwatnego do sytuacji, poszłabym na maksa, bo ja
                                > wiem? bomby pod kible bym podkładała czy coś;)

                                Czyli tak naprawdę potwierdzasz moją tezę, że zakaz de facto odniósłby odwrotny
                                skutek niż zamierzano? No wiesz - zamiast uspokoić Cię spowodowano by, że
                                zamiast gadać zaczęłabyś podkładać bomby pod kible. :)

                                > A widzisz? Jest tak, chcesz, czy nie. Skrótowce, które są ludziom
                                > wmawiane, albo sami sobie ludzie upraszczają nimi świat.

                                Wiem o tym, tyle, że jestem przekonany, że posługiwanie się "skrótowcami" jest
                                kiepskim pomysłem.

                                > Nie odniosłam takiego wrażenia, że słowo "faszyzm" jest w ogóle
                                > zakazane, i że ludzie nie łapią kontekstu, ale gdyby nawet, to jak
                                > to może pomagać w odrodzeniu/umocnieniu idei faszystowskiej? Jeśli
                                > ludzie są aż tak wyczuleni, przeczuleni?

                                Właśnie chodzi o to, że przez zakaz ludzie nie mogą się stykać z faszyzmem w
                                czystej formie. To jak ze szczepionką - po pewnym czasie przestanie działać.

                                > Czy ja wiem? Mi wystarczyło to, co i jak miałam w szkole - głównie
                                > lekcje polskiego i lektury. Nie potrzebuję, myślę, takich
                                > przedstawień na co dzień. Może problem leży gdzie indziej?

                                Może w tym, że nie każdy jest taki jak Ty?

                                > Otóż to! Dzięki formie:) Zbyt sztywno do tego podchodzisz, w
                                > rezultacie rozgraniczasz, a to jest sztuczne rozgraniczanie. Treść
                                > dotyczy "co", forma "jak", że tak upraszczając powiem.

                                Nosz normalnie zacznę zaraz bić głową o kant stołu. Nawet jeśli by mówili nie
                                wiadomo JAK pięknie to faszyzm pozostanie faszyzmem. Doszukujesz się formy w treści.
                                • easz Re: Czy panna Najfeld 24.02.09, 13:09
                                  nikodem_73 napisał:

                                  > > Nie chcesz zrozumieć, czy udajesz?? To znaczyło, że w takiej,
                                  > > ekstremalnej sytuacji, znalazłabym coś o wiele lepszego,
                                  > > ekstremalnego, adekwatnego do sytuacji, poszłabym na maksa, bo ja
                                  > > wiem? bomby pod kible bym podkładała czy coś;)
                                  >
                                  > Czyli tak naprawdę potwierdzasz moją tezę, że zakaz de facto odniósłby
                                  odwrotny skutek niż zamierzano? No wiesz - zamiast uspokoić Cię spowodowano by,
                                  że zamiast gadać zaczęłabyś podkładać bomby pod kible. :)

                                  To ja. Być może. Ale większość ludzi to konformiści, jak to kiedyś
                                  powiedziałeś?.. Imitatorzy? I kto tu co potwierdza;)


                                  > Właśnie chodzi o to, że przez zakaz ludzie nie mogą się stykać z faszyzmem w
                                  czystej formie. To jak ze szczepionką - po pewnym czasie przestanie działać.

                                  Nie! dla stykania się z faszyzmem w czystej formie. Jako szczepionka wycieczka
                                  do Auschwitz np. Od czasu do czasu masz "czystą formę" nacjonalizmu, np. w
                                  Jugosławii. Dziękuję.

                                  > Nosz normalnie zacznę zaraz bić głową o kant stołu. Nawet jeśli by mówili nie
                                  wiadomo JAK pięknie to faszyzm pozostanie faszyzmem. Doszukujesz się formy w treści.

                                  Forma i treść tworzą całość, nie rozumiesz idei, jeśli mówisz o pięknym móieniu
                                  w charakterze formy, jeśli myślisz, że forma to może być tylko piękno/lub nie.
              • stephen_s Re: Czy panna Najfeld 15.02.09, 11:02
                I znowu: pogarda, pogarda, pogarda...
                • bene_gesserit Re: Czy panna Najfeld 15.02.09, 18:58
                  O tak, znowu mam grzech, grzech, grzech...
                  • stephen_s Re: Czy panna Najfeld 15.02.09, 19:24
                    I znowu zero autorefleksji...
                    • bene_gesserit Re: Czy panna Najfeld 15.02.09, 19:32
                      Dzieki bogu mamy na forum ciebie. Ksiadz nam na religii opowiadal o
                      aniolkach, ze siedza na ramieniu i dobre rzeczy podpowiadaja. Do
                      prawego ucha.
                      • stephen_s Re: Czy panna Najfeld 15.02.09, 20:22
                        No widzisz :) Ja właśnie jestem aniołkiem przy Twoim prawym uchu, co Cię w końcu
                        sprowadzi na dobrą drogę :)
                        • bene_gesserit Re: Czy panna Najfeld 15.02.09, 20:27
                          W takim razie nie chce isc do nieba.
                      • evita_duarte Re: Czy panna Najfeld 16.02.09, 05:49
                        bene_gesserit napisała:

                        > Dzieki bogu mamy na forum ciebie. Ksiadz nam na religii opowiadal o
                        > aniolkach, ze siedza na ramieniu i dobre rzeczy podpowiadaja. Do
                        > prawego ucha.

                        U mnie na religii ksiądz opowiadał, ze kobiety nienawidzą siebie nawzajem, a na
                        Murzynów mówił: asfalty.
            • saszenka2 Re: Czy panna Najfeld 15.02.09, 02:39
              Nikodem, z tym, że do niej jedna rzecz nigdy nie dotrze,
              przynajmniej ja mam takie przeczucia. Ona nigdy nie zrozumie, że nie
              ma moralnego prawa wcielania w życie innych osób swojego systemu
              wartości. Ona powie, że jej jako katoliczce przeszkadzają np.
              małżeństwa homoseksualne i ona zrobi wszystko, by ich nie
              zalegalizować, bo dla niej sam fakt istnienia owych małżeństw jest
              sprzeczny z jej wiarą. To brzmi naprawdę absurdalnie, ale ja już
              widziałam reakcję paru osób takich jak ona, gdy zarzucono im, że
              swój światopogląd przerzucają na ogół.
              • nikodem_73 Re: Czy panna Najfeld 15.02.09, 03:34
                To nie ma znaczenia. Ona nawet powinna to powtarzać możliwie jak najczęściej.
                Wiesz jaki będzie efekt?
                - ludzie niemyślący, a uważający się za katolików, jeszcze bardziej będą
                napierać na nielegalizowanie ślubów homo (tak na marginesie - nie można
                "zalegalizować ślubów gejowskich" z tej prostej przyczyny, że nie są nielegalne
                - to tylko taki fajny skrót myślowy)
                - ludzie myślący, a uważający się za katolików, zaczną popierać ideę homo-ślubów
                widząc miałkość argumentacji
                - ludzie niemyślący, nie uważający się za katolików - jeszcze bardziej będą
                napierać na legalizację (bo Najfeld jest katoliczką)
                - ludzie myślący, nie uważający się za katolików - patrz myślący katolicy

                Innymi słowy - na takim układzie można tylko wygrać. Cenzura zaś spowoduje, że
                myślący katolicy sami będą trwać w "okopach" (i każdego z nich z osobna trzeba
                by przekonywać), a niemyślący katolicy będą podzieleni (bo część z nich po
                prostu nie lubi gejów).
                • heretic_969 Ludzie myślący mają własne poglądy 15.02.09, 16:05
                  Współczuję, jeśli Najfeld jest Ci potrzebna do zajęcia stanowiska.
                  • nikodem_73 Re: Ludzie myślący mają własne poglądy 15.02.09, 18:17
                    O! To ja tak gdzieś napisałem?
                    • heretic_969 Re: Ludzie myślący mają własne poglądy 16.02.09, 00:10
                      Yup:) Przeczytaj swój własny post, w którym jest coś o tym, że ludzie myślący
                      zobaczą miałkość argumentów Najfeld i poprą śluby homo. Czyli tak, jakby
                      własnego zdania nie mieli, ale może to jest symptom człowieka myślącego...

                      • nikodem_73 Re: Ludzie myślący mają własne poglądy 16.02.09, 00:20
                        Pytanie konkursowe - kto powiedział "tylko idioci nie mają wątpliwości?"

                        Człowiek myślący może nie mieć wyrobionego zdania na DOWOLNY temat. I gdybym
                        miał wątpliwości co do ślubów homo to pani Najfeld by je rozwiała - stanowczo
                        żądałbym ich dopuszczania.

                        Problem tylko w tym, że ja nie chcę aby geje brali śluby w urzędach. Powiem
                        więcej - nie chcę także aby hetero brali śluby w urzędach. Po prostu nie widzę
                        powodu aby urzędnikowi raportować, że oto wchodzę z kimś w związek. Co go to,
                        kuźwa, w ogóle obchodzi?
                        • heretic_969 Re: Ludzie myślący mają własne poglądy 16.02.09, 00:45
                          > Człowiek myślący może nie mieć wyrobionego zdania na DOWOLNY temat. I gdybym
                          > miał wątpliwości co do ślubów homo to pani Najfeld by je rozwiała - stanowczo
                          > żądałbym ich dopuszczania.

                          Aha. Czyli na zasadzie: "wcześniej się tematem nie interesowałem, zobaczyłem
                          oszołomkę Najfeld gadającą bzdury i rzucającą idiotycznymi argumentami, więc
                          będę śluby homo popierać":)

                          OK, tak może się faktycznie zdarzyć, ale przyznam szczerze, że do tej pory nie
                          spotkałem człowieka - myślącego bądź niemyślącego - który w tej sprawie nie
                          miałby poglądów. To i aborcja to najbardziej gorące tematy, i nie tylko w Polsce.

                          Prywatyzacja małżeństwa jest z pewnością niekonfliktowym rozwiązaniem sprawy...
                          Rozumiem, że jesteś libertarianinem?
                          • nikodem_73 Re: Ludzie myślący mają własne poglądy 16.02.09, 01:13
                            > Aha. Czyli na zasadzie: "wcześniej się tematem nie interesowałem, zobaczyłem
                            > oszołomkę Najfeld gadającą bzdury i rzucającą idiotycznymi argumentami, więc
                            > będę śluby homo popierać":)

                            Dokładnie tak. Zdziwiłbyś się jak wielu ludzi podejmuje decyzje pod wpływem emocji.

                            > OK, tak może się faktycznie zdarzyć, ale przyznam szczerze, że do tej pory nie
                            > spotkałem człowieka - myślącego bądź niemyślącego - który w tej sprawie nie
                            > miałby poglądów. To i aborcja to najbardziej gorące tematy, i nie tylko w Polsc
                            > e.

                            :) Powiadasz. A próbowałeś kiedyś podjąć dyskusję z takim "przekonanym"? Sam to
                            za każdym razem mam wrażenie, że ktoś czyta mi wycinki "Gościa Niedzielnego"
                            tudzież innej "Trybuny" (że tak skrajnościami polecę).

                            Niestety, ale w wielu przypadkach ludzie budują sobie pierwsze zdanie na jakiś
                            temat nie na merytorycznych przesłankach, ale na "wrażeniu" wywartym przez
                            mówcę. Później zaś często "konsekwentnie" dobudowują sobie całą resztę
                            dobierając argumenty w dowolny sposób.

                            > Prywatyzacja małżeństwa jest z pewnością niekonfliktowym rozwiązaniem sprawy...
                            > Rozumiem, że jesteś libertarianinem?

                            A i owszem. Minarchistą jeśli chodzi o ścisłość (choć zdaję sobie sprawę z tego,
                            że dobrowolność podatków to tylko fajna utopia).
                        • margot_may Re: Ludzie myślący mają własne poglądy 16.02.09, 00:52
                          No ale jeśli chcesz mieć jakieś bonusy z racji tego, że wstąpiłeś w związek, to
                          musisz go jakoś sformalizować, a spotkanie z urzędnikiem jest właśnie sposobem
                          tej formalizacji.
                          • nikodem_73 Re: Ludzie myślący mają własne poglądy 16.02.09, 01:16
                            Ha! Tyle, że właśnie owe "bonusy" to zło. No bo powiedz mi z jakiej okazji jakaś
                            grupa ludzi ma być traktowana inaczej przez prawo niż reszta? Nie wiem -
                            małżonkowie są w jakikolwiek sposób "lepsi" od singli? Przecież np. wspólne
                            opodatkowywanie się małżonków jest takim samym skandalem jak obniżenie podatków
                            dla np. mężczyzn (białych, rudych, znajomych i krewnych królika).
                            • margot_may Re: Ludzie myślący mają własne poglądy 16.02.09, 01:30
                              Które bonusy są złe czy dyskryminujące? Wspólne opodatkowanie? Na to nie mogę
                              odpowiedzieć, bo nie zawarłam małżeństwa i nie wiem czy takie opodatkowanie np.
                              w rezultacie jest niższe, czy po prostu jest to to tylko oszczędność czasu.
                              • nikodem_73 Re: Ludzie myślący mają własne poglądy 16.02.09, 01:59
                                Tak naprawdę to wszystkie. Jakiekolwiek wyszczególnienie jakiejkolwiek grupy i
                                traktowanie jej inaczej niż pozostałych jest niesprawiedliwe.

                                Detale:
                                - Wspólne opodatkowywanie to oszczędność pieniędzy dla podatnika
                                - Podatki od spadków to w ogóle skandal, bo masa spadkowa już co najmniej raz
                                była opodatkowana
                                - Ubezpieczenia "rodzinne" to nic innego jak dyskryminowanie singli (nie mam
                                zamiaru ich zabraniać - sam wybieram te firmy, w których razem z partnerką
                                stanowimy rodzinę bez aktu ślubu)
                                - Adopcje - "nierodziny" nie mogą adoptować dzieci. Nawet jeśli mają warunki.

                                To tak pobieżnie co mi się przypomniało.
                                • margot_may Re: Ludzie myślący mają własne poglądy 16.02.09, 02:24
                                  > Tak naprawdę to wszystkie. Jakiekolwiek wyszczególnienie jakiejkolwiek grupy i
                                  > traktowanie jej inaczej niż pozostałych jest niesprawiedliwe.

                                  Pełna definicja dyskryminacji zakłada traktowanie inaczej bez żadnego powodu.
                                  Według ciebie traktowanie inaczej ludzi niepełnosprawnych jest dyskryminacją
                                  pełnosprawnych, bo niepełnosprawni są przecież "grupą" i traktuje się ich
                                  szczególnie, tzn. mają przywileje.

                                  > - Podatki od spadków to w ogóle skandal, bo masa spadkowa już co najmniej raz
                                  > była opodatkowana

                                  Podatki od spadków to nie kwestia małżeństwa.

                                  > - Wspólne opodatkowywanie to oszczędność pieniędzy dla podatnika

                                  Celem tego najpewniej jest wspieranie rodzin w ich decyzjach posiadania
                                  potomstwa. Nie wydaje mi się, by była to dyskryminacja singli, skoro singiel
                                  egzystuje i korzysta z tego, co wypracowano wspólnie (przecież sam nigdy by
                                  wypracował tylu udogodnień). Do podtrzymania tych udogodnień potrzebny jest
                                  kapitał ludzki, więc starania państwa w kierunku pomnażania, czy zastępowania
                                  tego kapitału są w singla.

                                  > - Ubezpieczenia "rodzinne" to nic innego jak dyskryminowanie singli (nie mam
                                  > zamiaru ich zabraniać - sam wybieram te firmy, w których razem z partnerką
                                  > stanowimy rodzinę bez aktu ślubu)

                                  Mnie się wydaje, że to spuścizna dawnych czasów, i automatyczne ubezpieczenie
                                  żony (dzieci chyba nie potrzebują dowodu ubezpieczenia?) powinno być usunięte
                                  (oprócz czasu, gdy opiekuje się małym dzieckiem) w myśl zasady: "darmowe"
                                  ubezpieczenie tylko w wyjątkowych przypadkach, a nie dla zdrowych i sprawnych
                                  członków społeczeństwa.

                                  > - Adopcje - "nierodziny" nie mogą adoptować dzieci. Nawet jeśli mają warunki.

                                  Wydaje mi się, że zawarcie małżeństwa jest jakąś deklaracją przywiązania i
                                  potrzeby bycia razem, zwłaszcza dlatego, że trudniej jest je rozwiązać-ktoś kto
                                  wchodzi w ten układ musi być naprawdę zdecydowany. Nic więc dziwnego, że prawo i
                                  środki adopcyjne faworyzują pary, które zdecydowały się na ten krok, mniemając,
                                  iż są one bardziej godne zaufania.



                                  > - Ubezpieczenia "rodzinne" to nic innego jak dyskryminowanie singli (nie mam
                                  > zamiaru ich zabraniać - sam wybieram te firmy, w których razem z partnerką
                                  > stanowimy rodzinę bez aktu ślubu)

                                  • nikodem_73 Re: Ludzie myślący mają własne poglądy 16.02.09, 03:31
                                    > Pełna definicja dyskryminacji zakłada traktowanie inaczej bez żadnego powodu.
                                    > Według ciebie traktowanie inaczej ludzi niepełnosprawnych jest dyskryminacją
                                    > pełnosprawnych, bo niepełnosprawni są przecież "grupą" i traktuje się ich
                                    > szczególnie, tzn. mają przywileje.

                                    Naturalnie. Nadawanie niepełnosprawnym przywilejów jest dyskryminowaniem
                                    pełnosprawnych. Przecież kolorowi w USA też nie byli "traktowani inaczej bez
                                    żadnego powodu". Powód był - byli kolorowi.

                                    > Podatki od spadków to nie kwestia małżeństwa.

                                    Powiadasz? A sprawdziłaś ile % płacą małżonkowie, a ile partnerzy?

                                    > Celem tego najpewniej jest wspieranie rodzin w ich decyzjach posiadania
                                    > potomstwa. Nie wydaje mi się, by była to dyskryminacja singli, skoro singiel
                                    > egzystuje i korzysta z tego, co wypracowano wspólnie (przecież sam nigdy by
                                    > wypracował tylu udogodnień). Do podtrzymania tych udogodnień potrzebny jest
                                    > kapitał ludzki, więc starania państwa w kierunku pomnażania, czy zastępowania
                                    > tego kapitału są w singla.

                                    Wybacz, ale dlaczego państwo akurat w ten sposób "wspiera"? Poprzez dotkliwsze
                                    opodatkowywanie "niemałżeństw". Bo widzisz - moje doświadczenia mi mówią, że aby
                                    mieć dzieci akt ślubu nie jest potrzebny.

                                    Żeby było zabawniej - zgodnie z obecnym prawem znacznie korzystniej rozliczać
                                    się jako samotny rodzic niż jako małżeństwo. No ale to akurat efekt uboczny
                                    innej walki - "o pomoc samotnym matkom".

                                    > Wydaje mi się, że zawarcie małżeństwa jest jakąś deklaracją przywiązania i
                                    > potrzeby bycia razem, zwłaszcza dlatego, że trudniej jest je rozwiązać-ktoś kto
                                    > wchodzi w ten układ musi być naprawdę zdecydowany. Nic więc dziwnego, że prawo
                                    > i
                                    > środki adopcyjne faworyzują pary, które zdecydowały się na ten krok, mniemając,
                                    > iż są one bardziej godne zaufania.

                                    Nie "faworyzują". O to specjalnej pretensji bym nie miał. Adopcja przez
                                    "niemałżeństwa" jest po prostu niemożliwa. I wybacz, ale obecnie rozwód to nie
                                    jest korowód - znajomy prowadzi kancelarię, gdzie za parę tysiączków Cię
                                    rozwiedzie bez orzekania o winie (wymagana jedna wizyta w sądzie - około 15-30
                                    minut) - full serwis.

                                    Małżeństwo to już nie jest "święta instytucja", "nierozerwalny związek dwojga
                                    ludzi", itp. itd. W obecnej formie to jakieś kompletne nieporozumienie.
                                    • margot_may Re: Ludzie myślący mają własne poglądy 19.02.09, 00:13
                                      > Naturalnie. Nadawanie niepełnosprawnym przywilejów jest dyskryminowaniem
                                      > pełnosprawnych. Przecież kolorowi w USA też nie byli "traktowani inaczej bez
                                      > żadnego powodu". Powód był - byli kolorowi.

                                      Nie no, oczywiście, nie wspomniałam, że powód musi mieć istotne uzasadnienie.

                                      > > Podatki od spadków to nie kwestia małżeństwa.
                                      >
                                      > Powiadasz? A sprawdziłaś ile % płacą małżonkowie, a ile partnerzy?

                                      Ale od spadku po kim?

                                      > Wybacz, ale dlaczego państwo akurat w ten sposób "wspiera"? Poprzez dotkliwsze
                                      > opodatkowywanie "niemałżeństw". Bo widzisz - moje doświadczenia mi mówią, że ab
                                      > y
                                      > mieć dzieci akt ślubu nie jest potrzebny.

                                      Chyba już wyjaśniłam dlaczego w ten sposób wspiera?

                                      "> > Wydaje mi się, że zawarcie małżeństwa jest jakąś deklaracją przywiązania
                                      > i
                                      > > potrzeby bycia razem, zwłaszcza dlatego, że trudniej jest je rozwiązać-kt
                                      > oś kto
                                      > > wchodzi w ten układ musi być naprawdę zdecydowany. Nic więc dziwnego, że
                                      > prawo
                                      > > i
                                      > > środki adopcyjne faworyzują pary, które zdecydowały się na ten krok, mnie
                                      > mając,
                                      > > iż są one bardziej godne zaufania."

                                      > Żeby było zabawniej - zgodnie z obecnym prawem znacznie korzystniej rozliczać
                                      > się jako samotny rodzic niż jako małżeństwo. No ale to akurat efekt uboczny
                                      > innej walki - "o pomoc samotnym matkom".

                                      Tutaj chyba różnie bywa, nie jest to regułą.

                                      > Nie "faworyzują". O to specjalnej pretensji bym nie miał. Adopcja przez
                                      > "niemałżeństwa" jest po prostu niemożliwa. I wybacz, ale obecnie rozwód to nie
                                      > jest korowód - znajomy prowadzi kancelarię, gdzie za parę tysiączków Cię
                                      > rozwiedzie bez orzekania o winie (wymagana jedna wizyta w sądzie - około 15-30
                                      > minut) - full serwis.
                                      >
                                      > Małżeństwo to już nie jest "święta instytucja", "nierozerwalny związek dwojga
                                      > ludzi", itp. itd. W obecnej formie to jakieś kompletne nieporozumienie.

                                      Równie dobrze można za pomocą "full serwisu", czyli pieniędzy, wymyślić coś by
                                      mieć dziecko bez małżeństwa. Więc skoro wszyscy mają kasę, żeby się rozwieść to
                                      czemu nie mają kasy by mieć dziecko?
                                      I jeszcze jedno: czy ludzie, którzy nie decydują się na małżeństwo robią to
                                      wyłącznie z braku pieniędzy na ewentualny szybki rozwód?

                                      • nikodem_73 Re: Ludzie myślący mają własne poglądy 19.02.09, 17:41
                                        margot_may napisała:

                                        > Nie no, oczywiście, nie wspomniałam, że powód musi mieć istotne uzasadnienie.

                                        A cóż to takiego to owe "istotne uzasadnienie"? Wybacz, ale wg mnie to taki
                                        fajny wytrych pozwalający wartościować podziały na "dobre" i "złe" wedle
                                        widzimisię bieżącej władzy.

                                        > Ale od spadku po kim?

                                        Po partnerze. Akt ślubu przenosi Cię z grupy "obcy" (opodatkowanej) do "swój"
                                        (obecnie nieopodatkowanej).

                                        > Chyba już wyjaśniłam dlaczego w ten sposób wspiera?

                                        Nie. Napisałaś dlaczego wspiera - nie dlaczego w taki sposób.

                                        > Tutaj chyba różnie bywa, nie jest to regułą.

                                        Jest to regułą. Bo z reguły dzieci nie pracują (nie mają przychodu).

                                        > Równie dobrze można za pomocą "full serwisu", czyli pieniędzy, wymyślić coś by
                                        > mieć dziecko bez małżeństwa. Więc skoro wszyscy mają kasę, żeby się rozwieść to
                                        > czemu nie mają kasy by mieć dziecko?

                                        Bez małżeństwa się nie da. Po prostu. Pewnie - można wziąć nawet białe
                                        małżeństwo, adoptować dziecko i się rozwieść. Może zaproponujesz to rozwiązanie
                                        gejom?

                                        > I jeszcze jedno: czy ludzie, którzy nie decydują się na małżeństwo robią to
                                        > wyłącznie z braku pieniędzy na ewentualny szybki rozwód?

                                        Niekoniecznie. Mogą to robić, bo np. nie czują potrzeby informowania o tym
                                        akurat urzędnika państwowego.
                                        • margot_may Re: Ludzie myślący mają własne poglądy 20.02.09, 00:46
                                          > A cóż to takiego to owe "istotne uzasadnienie"? Wybacz, ale wg mnie to taki
                                          > fajny wytrych pozwalający wartościować podziały na "dobre" i "złe" wedle
                                          > widzimisię bieżącej władzy.

                                          Rozumiem. Czyli według ciebie dyskryminacją jest to, że głuchy nie zostanie
                                          zatrudniony w orkiestrze.

                                          > Po partnerze. Akt ślubu przenosi Cię z grupy "obcy" (opodatkowanej) do "swój"
                                          > (obecnie nieopodatkowanej).

                                          To powinno się zmienić.

                                          > Nie. Napisałaś dlaczego wspiera - nie dlaczego w taki sposób.

                                          Dlaczego wspiera? bo dla państwa ważny jest kapitał ludzki. W ten sposób? Bo:


                                          "> > Wydaje mi się, że zawarcie małżeństwa jest jakąś deklaracją przywiązania
                                          > i
                                          > > potrzeby bycia razem, zwłaszcza dlatego, że trudniej jest je rozwiązać-kt
                                          > oś kto
                                          > > wchodzi w ten układ musi być naprawdę zdecydowany. Nic więc dziwnego, że
                                          > prawo
                                          > > i
                                          > > środki adopcyjne faworyzują pary, które zdecydowały się na ten krok, mnie
                                          > mając,
                                          > > iż są one bardziej godne zaufania."

                                          > > Tutaj chyba różnie bywa, nie jest to regułą.
                                          >
                                          > Jest to regułą. Bo z reguły dzieci nie pracują (nie mają przychodu).

                                          Możliwe, ze jest to regułą. Pomyliłam samotnego rodzica z możliwością
                                          rozliczania się oddzielnie.

                                          > Bez małżeństwa się nie da. Po prostu. Pewnie - można wziąć nawet białe
                                          > małżeństwo, adoptować dziecko i się rozwieść. Może zaproponujesz to rozwiązanie
                                          > gejom?

                                          Jak na razie to wychodzi na to, że ty proponujesz takie rozwiązanie gejom. Z
                                          jednej strony ukręcasz mój argument wskazując na finansowy sposób rozwiązania, a
                                          z drugiej nie akceptujesz takiego rozwiązania, gdy ja je wymyślam. Zdecyduj się
                                          na coś.

                                          > Niekoniecznie. Mogą to robić, bo np. nie czują potrzeby informowania o tym
                                          > akurat urzędnika państwowego.

                                          Czyli nie czują potrzeby informowania o swoich wielkich i niegasnących
                                          uczuciach, co w przypadku pragnienia adopcji jest pożądane z wiadomych powodów.


                                          • nikodem_73 Re: Ludzie myślący mają własne poglądy 20.02.09, 01:43
                                            > Rozumiem. Czyli według ciebie dyskryminacją jest to, że głuchy nie zostanie
                                            > zatrudniony w orkiestrze.

                                            Przykład bzdurny (Beethoven był głuchy jak pień pod koniec życia), ale co mi
                                            tam. Jeśli PRAWO zabrania zatrudniać głuchych do orkiestry to tak - jest to
                                            dyskryminacja.

                                            > Dlaczego wspiera? bo dla państwa ważny jest kapitał ludzki. W ten sposób? Bo:

                                            I tu przydałoby się wpisać jakieś argumenty za tym, a nie innym SPOSOBEM.
                                            Powtarzanie dlaczego W OGÓLE państwo chce abyśmy zeznawali o swoich związkach
                                            nie jest odpowiedzią na moje pytanie.

                                            Poza tym to nie wiem jak Ty, ale sam nie czuję się kapitałem (a co za tym idzie
                                            własnością) jakiejkolwiek organizacji.

                                            > Jak na razie to wychodzi na to, że ty proponujesz takie rozwiązanie gejom. Z

                                            Jako obejście obecnego prawa? Czemu nie? Nawet znam jednego geja, który poszedł
                                            na układ z pewną kobietą - zmajstrowali dziecko, a ona za drobną opłatą ulotniła
                                            się z jego życia. Tak też ludzie robią.

                                            > jednej strony ukręcasz mój argument wskazując na finansowy sposób rozwiązania,
                                            > a
                                            > z drugiej nie akceptujesz takiego rozwiązania, gdy ja je wymyślam. Zdecyduj się
                                            > na coś.

                                            Dla mnie po prostu rozróżnianie w prawie ludzi na małżonków i "niemałżonków"
                                            jest taką samą bzdurą jak podział na białych i kolorowych. I wszelkie zmiany
                                            ograniczające się jedynie do modyfikacji definicji małżeństwa uważam za absurd -
                                            to nie są zmiany - to konserwowanie ZŁEGO prawa.

                                            I cały czas jestem zdecydowany - państwa nie powinno interesować czy ktoś jest,
                                            czy nie w jakimkolwiek związku (czy to hetero, czy homoseksualnym). A to co
                                            pisałem to PRZYKŁADY najróżniejszych dyskryminacji zapisanych w PRAWIE. Każde z
                                            nich da się obejść. To tylko kwestia determinacji i pieniędzy. Tyle tylko, że
                                            państwo zostało powołane po to aby ludziom SŁUŻYĆ, a nie kształtować ich i
                                            "wbijać" w "jedynie słuszny model".

                                            > > Niekoniecznie. Mogą to robić, bo np. nie czują potrzeby informowania o ty
                                            > m
                                            > > akurat urzędnika państwowego.
                                            > Czyli nie czują potrzeby informowania o swoich wielkich i niegasnących
                                            > uczuciach, co w przypadku pragnienia adopcji jest pożądane z wiadomych powodów.

                                            Wybacz, ale żyjesz ułudą serwowaną przez społeczeństwo. Owo "pożądane
                                            informowanie" miało, w wypadku adopcji, uzasadnienie w czasach, gdy małżeństwa
                                            były NIEROZERWALNE, lub przynajmniej rozwód był ciężki, wręcz niemożliwy z
                                            powodu ostracyzmu. Wtedy to mogło mieć znaczenie. Tyle, że obecnie akt ślubu to
                                            nie to samo co kiedyś.
                                            • bene_gesserit Re: Ludzie myślący mają własne poglądy 20.02.09, 01:53
                                              Beethoven byl gluchy, ale byl gluchym kompozytorem - nie muzykiem.
                                              Prawo zabrania zatrudniania gluchych - posrednio, bo prawo zabrania
                                              dzialania na szkode firmy, a zatrudnienie gluchego muzyka z
                                              pewnoscia byloby takim dzialaniem.

                                              Zrownanie wobec prawa par slubnych i nie musialoby sie wiazac z
                                              odebraniem wszelkich przywilejow zwiazanych z pozostawaniem w
                                              zwiazku malzenskim (np wspolnym rozliczaniem sie) albo nadaniem
                                              tych przywilejow kazdemu, inaczej otworzyloby to mozliwosci
                                              nieskonczonych naduzyc.
                                              • nikodem_73 Re: Ludzie myślący mają własne poglądy 20.02.09, 15:48
                                                > Beethoven byl gluchy, ale byl gluchym kompozytorem - nie muzykiem.
                                                > Prawo zabrania zatrudniania gluchych - posrednio, bo prawo zabrania
                                                > dzialania na szkode firmy, a zatrudnienie gluchego muzyka z
                                                > pewnoscia byloby takim dzialaniem.

                                                Beethoven komponował przykładając głowę do pudła rezonansowego podczas grania.
                                                Jak się chce to się da :)

                                                A paragraf o "działaniu na szkodę firmy" w wypadku podmiotów prywatnych
                                                niebędących spółkami akcyjnymi jest SZKODLIWY, bo pozwala postawić w stan
                                                oskarżenia właściciela za to, że działał na szkodę właściciela (ot taka
                                                siurpryza). I w pewnych okolicznościach wsadza się do więzienia ofiarę
                                                "działania na szkodę".

                                                A co do głuchego muzyka, to prokuratura musiałaby wykazać jakąż to stratę
                                                poniosła firma (orkiestra) na skutek tej decyzji - IMO awykonalne. Samo
                                                stwierdzenie, że "z pewnością" niestety dowodem nie jest.

                                                > Zrownanie wobec prawa par slubnych i nie musialoby sie wiazac z
                                                > odebraniem wszelkich przywilejow zwiazanych z pozostawaniem w
                                                > zwiazku malzenskim (np wspolnym rozliczaniem sie) albo nadaniem
                                                > tych przywilejow kazdemu, inaczej otworzyloby to mozliwosci
                                                > nieskonczonych naduzyc.

                                                DOKŁADNIE! Bene - wg prawa (ponoć) jesteśmy równi - tak? To o czym piszesz to
                                                NATURALNE konsekwencje równouprawnienia. Wg mnie niedopuszczalne jest
                                                faworyzowanie KOGOKOLWIEK przez prawo. Bo z równością nie ma to nic wspólnego.
                                                Prawo powinno być ślepe na płeć, kolor skóry, preferencje seksualne, stan
                                                majątkowy, czy cywilny. JAKIEKOLWIEK rozróżnienie (i to niezależnie czy
                                                dyskryminujące, czy afirmujące) jest złamaniem reguły równości.

                                                No bo popatrz - jak odebrałabyś prawodawstwo, w którym mężczyźni mogliby płacić
                                                mniejsze podatki? Albo tylko mężczyźni mogliby adoptować dzieci? Albo tylko
                                                mężczyźni dziedziczyliby bez opodatkowania? Przecież to absurd i seksizm czystej
                                                wody.
                                                • bene_gesserit Re: Ludzie myślący mają własne poglądy 21.02.09, 02:31
                                                  Imo byloby bardzo latwo udowodnic nieudolnosc gluchego muzyka i
                                                  dzialanie na szkode orkiestry.

                                                  A jesliby odebrac przywileje malzenstwom albo nadac je wszystkim
                                                  (wszystko jedno), trzeba by zajac sie kwestiami, ktore teraz
                                                  (wskutek posiadania tych przywilejow) sa dosc oczywiste. Np kto po
                                                  smierci jednego z rodzicow opiekuje sie dziecmi. Albo kto wydaje
                                                  zgode na ryzykowna operacje, ktorej nie moze podjac sam operowany.
                                                  Albo kwestie dziedziczenia. Albo ponoszenia odpowiedzialnosci za
                                                  dlugi. Itd.
                                                  • nikodem_73 Re: Ludzie myślący mają własne poglądy 21.02.09, 02:53
                                                    > Imo byloby bardzo latwo udowodnic nieudolnosc gluchego muzyka i
                                                    > dzialanie na szkode orkiestry.

                                                    A wg mnie nie. Najprostszym sposobem byłoby stwierdzenie, że muzyk ten
                                                    specjalnie ma grać nieudolnie, bo jest to nowy eksperyment artystyczny. I jak
                                                    pani prokuratorko? :>

                                                    > A jesliby odebrac przywileje malzenstwom albo nadac je wszystkim
                                                    > (wszystko jedno), trzeba by zajac sie kwestiami, ktore teraz
                                                    > (wskutek posiadania tych przywilejow) sa dosc oczywiste. Np kto po
                                                    > smierci jednego z rodzicow opiekuje sie dziecmi. Albo kto wydaje
                                                    > zgode na ryzykowna operacje, ktorej nie moze podjac sam operowany.
                                                    > Albo kwestie dziedziczenia. Albo ponoszenia odpowiedzialnosci za
                                                    > dlugi. Itd.

                                                    Podpowiadam na kwestie:
                                                    - Drugi rodzic, w wypadku braku tak jak obecnie
                                                    - Partner, dzieci, rodzice, rodzeństwo
                                                    - Dziedziczenie ustawowe już obecnie występuje - wystarczy słowo "małżonek"
                                                    zamienić na "partner"
                                                    - Tak samo jak obecnie przy braku wspólnoty majątkowej (intercyza)
                                                  • bene_gesserit Re: Ludzie myślący mają własne poglądy 21.02.09, 02:59
                                                    Udowodnic musialby sam muzyk, raczej nie sadze, aby zmuszony w imie
                                                    poprawnosci dyrygent czy kto tam udowadnialby, ze falszujacy i
                                                    muzyk jest mu do czegokolwiek potrzebny. Raczek wiec androny o
                                                    esperymencie nie przekonalyby nikogo.

                                                    Z partnerem sprawa jest o tyle trudniejsza, ze i przywileje i
                                                    odpowiedzialnosc byloby o wiele latwiej podwazyc. Sa zwiazki na
                                                    odleglosc, sa pary, ktore z roznych powodow nie mieszkaja razem, sa
                                                    pary, ktore wrecz utrzymuja swoja bliskosc w tajemnicy. I
                                                    skucha: 'nie, niestety, nic nas nie laczylo, nie bede odpowiadac za
                                                    dlugi tego pana'. Albo: 'oczywiscie, ze spadek mi sie nalezy,
                                                    bardzosmy sie kochali, ale bylismy zajeci i rzadko sie
                                                    widywalismy'. Itd itd. Widze tu pewna trudnosc.
                                                  • nikodem_73 Re: Ludzie myślący mają własne poglądy 21.02.09, 03:18
                                                    > Udowodnic musialby sam muzyk, raczej nie sadze, aby zmuszony w imie
                                                    > poprawnosci dyrygent czy kto tam udowadnialby, ze falszujacy i
                                                    > muzyk jest mu do czegokolwiek potrzebny. Raczek wiec androny o
                                                    > esperymencie nie przekonalyby nikogo.

                                                    A od kiedy to oskarżony ma udowadniać, że jest niewinny?

                                                    > Z partnerem sprawa jest o tyle trudniejsza, ze i przywileje i
                                                    > odpowiedzialnosc byloby o wiele latwiej podwazyc. Sa zwiazki na
                                                    > odleglosc, sa pary, ktore z roznych powodow nie mieszkaja razem, sa
                                                    > pary, ktore wrecz utrzymuja swoja bliskosc w tajemnicy. I
                                                    > skucha: 'nie, niestety, nic nas nie laczylo, nie bede odpowiadac za
                                                    > dlugi tego pana'. Albo: 'oczywiscie, ze spadek mi sie nalezy,
                                                    > bardzosmy sie kochali, ale bylismy zajeci i rzadko sie
                                                    > widywalismy'. Itd itd. Widze tu pewna trudnosc.

                                                    1. Wspólnota majątkowa NIE jest obligatoryjna w małżeństwie. Jeśli jesteś
                                                    mężatką, a Twój małżonek narobił długów, to w wypadku wizyty komornika możesz mu
                                                    machnąć przed nosem intercyzą, zadeklarować, że wszystko co widzi jest Twoje i
                                                    generalnie ma się wynosić bo wezwiesz policję. I w takim wypadku jedyne co gość
                                                    może powiedzieć to "do widzenia". W wypadku związków partnerskich domyślnie
                                                    istnieje intercyza.
                                                    2. W wypadku sprawy o ustalenie spadku możesz, nawet teraz, wkroczyć na salę i
                                                    stwierdzić "mi się też należy". Tyle, że wtedy na Tobie leży obowiązek
                                                    udowodnienia, że taki związek rzeczywiście miał miejsce. Z drugiej strony, w
                                                    wypadku gdy to małżeństwo "trzymało się na odległość" istnieje możliwość
                                                    pozbawienia spadku "odległego" małżonka przez np. dzieci.
                                                    3. Gdybyś chciała od razu zahaczyć o podział majątku przy rozwodzie - nawet
                                                    obecnie w wypadku rozstania partnerzy mogą przeprowadzić sprawę o podział majątku.
                                                  • bene_gesserit Re: Ludzie myślący mają własne poglądy 21.02.09, 12:15
                                                    O zesz jak rany, jaki oskarzony?
                                                    Oskarzony nieslyszacy muzyk, ze zostal przyjety do orkiestry?
                                                  • nikodem_73 Re: Ludzie myślący mają własne poglądy 22.02.09, 02:50
                                                    Nie. Oskarżony kierownik/właściciel orkiestry. Od kiedy to on ma udowadniać, że
                                                    zatrudnienie głuchego nie spowodowało strat?
                                                  • bene_gesserit Re: Ludzie myślący mają własne poglądy 22.02.09, 13:19
                                                    Wlasciciel orkiestry, ktory powodowany niewiadomoczym zatrudnia
                                                    falszujacego muzyka? Boski koncept, jednak dosc nierealny. Tzn w
                                                    historii swiatowej muzyki dotad niezrealizowany, nie wiedzec czemu.

                                                    Dowody bardzo proste - biegli w sadzie (profesjonalni muzycy),
                                                    wycinki z prasy z miazdzacymi recenzjami, opinie wspolgraczy z
                                                    orkiestry (trudno sie spelnic zawodowo, kiedy obok ciebie ktos
                                                    niemilosiernie falszuje), wreszcie odwolane koncerty, zerwane
                                                    kontrakty, wymowione zaproszenia, bo nikt nie kupil biletow, a
                                                    organizatorzy boja sie kompromitacji. Kurtyna.
                                                  • nikodem_73 Re: Ludzie myślący mają własne poglądy 22.02.09, 16:26
                                                    > Wlasciciel orkiestry, ktory powodowany niewiadomoczym zatrudnia
                                                    > falszujacego muzyka? Boski koncept, jednak dosc nierealny. Tzn w
                                                    > historii swiatowej muzyki dotad niezrealizowany, nie wiedzec czemu.

                                                    Tak samo "nierealny" jak zatrudnianie przez firmy ochroniarskie inwalidów (np.
                                                    Impel tak robi).

                                                    > Dowody bardzo proste - biegli w sadzie (profesjonalni muzycy),
                                                    > wycinki z prasy z miazdzacymi recenzjami, opinie wspolgraczy z
                                                    > orkiestry (trudno sie spelnic zawodowo, kiedy obok ciebie ktos
                                                    > niemilosiernie falszuje), wreszcie odwolane koncerty, zerwane
                                                    > kontrakty, wymowione zaproszenia, bo nikt nie kupil biletow, a
                                                    > organizatorzy boja sie kompromitacji. Kurtyna.

                                                    Stawiam dolary przeciw orzechom, że sprawy byś nie wygrała. Ponieważ KAŻDY może
                                                    twierdzić, że tworzy nowy rodzaj sztuki, który musi jeszcze zostać zaakceptowany
                                                    przez ludzi. Historia zna przypadki trendów w sztuce, które całymi latami nie
                                                    były uznawane. Przy Twojej argumentacji to zasadniczo WSZYSTKIE projekty
                                                    niekomercyjne należałoby uznać za "działanie na szkodę".

                                                    I tak mi się skojarzyło - od kilku lat kupuję kalendarze i wydawnictwa z
                                                    obrazami tworzonymi przez ludzi malujących stopami i językiem. Sądzę, że
                                                    powinnaś złożyć doniesienie do prokuratury o działaniu na szkodę firmy
                                                    (wydawnictwa), bo gdyby zatrudnili malarzy malujących rękami to z pewnością
                                                    wydawaliby więcej i lepszych prac :>
                                                  • bene_gesserit Re: Ludzie myślący mają własne poglądy 24.02.09, 00:35
                                                    Malarz maluje sam, na wlasny dorobek i ryzyko.
                                                    Muzyk w omawianym przypadku jest czescia orkiestry. Itd, ziew ziew
                                                    ziew. Mam o wiele mniej cierpliwosci niz easz.
                                                  • nikodem_73 Re: Ludzie myślący mają własne poglądy 24.02.09, 03:18
                                                    A co odróżnia występ orkiestry od wydawnictwa z obrazami malarzy?

                                                    I jak tam zgłoszenie do prokuratury o działalność na szkodę spółki
                                                    ochroniarskiej zatrudniającej inwalidów?
                                              • kocia_noga Re: Ludzie myślący mają własne poglądy 22.02.09, 09:12
                                                bene_gesserit napisała:

                                                > Beethoven byl gluchy, ale byl gluchym kompozytorem - nie muzykiem.

                                                Poza tym ogłuchł gdy był już uznanym kompozytorem. Wcześniej słuch
                                                miał doskonaŁY, a pozostała mu pamięć i wyobraźnia.Głuchy od
                                                urodzenia lub trochę później niczegoby nie skomponował - brak bazy.
                                            • margot_may Re: Ludzie myślący mają własne poglądy 22.02.09, 04:33
                                              > Przykład bzdurny (Beethoven był głuchy jak pień pod koniec życia), ale co mi
                                              > tam. Jeśli PRAWO zabrania zatrudniać głuchych do orkiestry to tak - jest to
                                              > dyskryminacja.

                                              A kto powiedział, że prawo zabrania? Jeśli głuchy zaskarży do sądu argumentując,
                                              że pracodawca go dyskryminował, to sąd nie przyzna mu racji. Dyskryminacji nie było.

                                              > I tu przydałoby się wpisać jakieś argumenty za tym, a nie innym SPOSOBEM.
                                              > Powtarzanie dlaczego W OGÓLE państwo chce abyśmy zeznawali o swoich związkach
                                              > nie jest odpowiedzią na moje pytanie.

                                              To najpierw napisz DLACZEGO nie jest odpowiedzią i dlaczego mam inne sposoby
                                              podawać.

                                              > Poza tym to nie wiem jak Ty, ale sam nie czuję się kapitałem (a co za tym idzie
                                              > własnością) jakiejkolwiek organizacji.

                                              Kwestia słownictwa, ale problem masz...

                                              > Dla mnie po prostu rozróżnianie w prawie ludzi na małżonków i "niemałżonków"
                                              > jest taką samą bzdurą jak podział na białych i kolorowych. I wszelkie zmiany
                                              > ograniczające się jedynie do modyfikacji definicji małżeństwa uważam za absurd
                                              > -
                                              > to nie są zmiany - to konserwowanie ZŁEGO prawa.

                                              No ale jeśli istnieje w ogóle taka rzecz jak adopcja to wiadomo, że prawo musi
                                              ustanowić jakieś kryteria adopcyjne. Czy według ciebie sprawdzanie miejsca
                                              zamieszkania przyszłych rodziców i związana z tym ewentualna opinia negatywna
                                              też jest dyskryminacją?

                                              > I cały czas jestem zdecydowany - państwa nie powinno interesować czy ktoś jest,
                                              > czy nie w jakimkolwiek związku (czy to hetero, czy homoseksualnym). A to co
                                              > pisałem to PRZYKŁADY najróżniejszych dyskryminacji zapisanych w PRAWIE. Każde z
                                              > nich da się obejść. To tylko kwestia determinacji i pieniędzy. Tyle tylko, że
                                              > państwo zostało powołane po to aby ludziom SŁUŻYĆ, a nie kształtować ich i
                                              > "wbijać" w "jedynie słuszny model".

                                              No to pojechałeś po bandzie: państwo ustanawiając opcję dla par chcących być
                                              razem wbija w jedyny słuszny model...
                                              Małżeństwo to udogodnienie w kwestiach formalnych- nie trzeba latać po
                                              notariuszach, pisać oświadczeń, bo dostaje się to w pakiecie. Równie dobrze może
                                              psioczyć na inne udogodnienia typu załatwianie spraw w urzędach on line.

                                              > Wybacz, ale żyjesz ułudą serwowaną przez społeczeństwo. Owo "pożądane
                                              > informowanie" miało, w wypadku adopcji, uzasadnienie w czasach, gdy małżeństwa
                                              > były NIEROZERWALNE, lub przynajmniej rozwód był ciężki, wręcz niemożliwy z
                                              > powodu ostracyzmu. Wtedy to mogło mieć znaczenie. Tyle, że obecnie akt ślubu to
                                              > nie to samo co kiedyś.

                                              Gdyby małżeństwo było, tak jak mówisz, niczym szczególnym, to żadna para nie
                                              miałaby oporów przed jego zawarciem. Skoro jednak nie wszyscy się decydują na
                                              ten krok, to znaczy, ze ma on jeszcze znaczenie.
                                              • nikodem_73 Re: Ludzie myślący mają własne poglądy 22.02.09, 16:19
                                                > A kto powiedział, że prawo zabrania? Jeśli głuchy zaskarży do sądu argumentując
                                                > ,
                                                > że pracodawca go dyskryminował, to sąd nie przyzna mu racji. Dyskryminacji nie
                                                > było.

                                                Tyle, że jeśli prawo zabraniałoby takiego zatrudniania to byłaby to dyskryminacja.

                                                > To najpierw napisz DLACZEGO nie jest odpowiedzią i dlaczego mam inne sposoby
                                                > podawać.

                                                Nie masz podawać innych sposobów tylko uzasadnić, że ten jest "słuszny".

                                                > Kwestia słownictwa, ale problem masz...

                                                Wiele rzeczy jest kwestią słownictwa.

                                                > No ale jeśli istnieje w ogóle taka rzecz jak adopcja to wiadomo, że prawo musi
                                                > ustanowić jakieś kryteria adopcyjne. Czy według ciebie sprawdzanie miejsca
                                                > zamieszkania przyszłych rodziców i związana z tym ewentualna opinia negatywna
                                                > też jest dyskryminacją?

                                                A niby dlaczego prawo MUSI ustanawiać kryteria adopcyjne? A sprawdzanie
                                                potencjalnych opiekunów dyskryminacją nie jest (o ile kryteria oceny nie są
                                                skodyfikowane). Bieżący opiekun nawet POWINIEN sprawdzić, czy potencjalni
                                                opiekunowie mają warunki aby dziecko wychować. Jednakże ograniczanie prawa do
                                                adopcji do małżeństw jest taką samą bzdurą jak ograniczania go do np. małżeństw
                                                katolickich.

                                                > No to pojechałeś po bandzie: państwo ustanawiając opcję dla par chcących być
                                                > razem wbija w jedyny słuszny model...

                                                Jakie niby "opcje"? Państwo "zachęca" do zawierania małżeństw poprzez zapisy
                                                prawne preferujące tą formę związku.

                                                > Małżeństwo to udogodnienie w kwestiach formalnych- nie trzeba latać po
                                                > notariuszach, pisać oświadczeń, bo dostaje się to w pakiecie. Równie dobrze moż
                                                > e
                                                > psioczyć na inne udogodnienia typu załatwianie spraw w urzędach on line.

                                                Tyle, że w ów "pakiet" to nie to samo co zabawy z notariuszem. Nawet gdybym i
                                                500 razy odwiedził z partnerką notariusza to nie osiągniemy statusu prawnego
                                                małżeństwa. I właśnie o to mi chodzi. Gdyby było to jedynie "spakietowanie"
                                                innych czynności prawnych to problemu bym nie widział.

                                                > Gdyby małżeństwo było, tak jak mówisz, niczym szczególnym, to żadna para nie
                                                > miałaby oporów przed jego zawarciem. Skoro jednak nie wszyscy się decydują na
                                                > ten krok, to znaczy, ze ma on jeszcze znaczenie.

                                                Mhm. Jasne. Oczywiście ma ono "ogromne" znaczenie - wystarczy popatrzeć na
                                                statystyki rozwodów. Statystyki te dobitnie świadczą za tym, że małżeństwo jest
                                                bardzo szczególne. Szczególnie te kolejne. :>
                                                • easz Re: Ludzie myślący mają własne poglądy 22.02.09, 16:53
                                                  nikodem_73 napisał:

                                                  > > A kto powiedział, że prawo zabrania? Jeśli głuchy zaskarży do
                                                  > > sądu argumentując, że pracodawca go dyskryminował, to sąd nie
                                                  > > przyzna mu racji. Dyskryminacji nie było.
                                                  >
                                                  > Tyle, że jeśli prawo zabraniałoby takiego zatrudniania to byłaby
                                                  > to dyskryminacja.

                                                  Gdyby chodziło o kompetencje, ich brak - udowodniony, to przecież
                                                  nie można by było mówić o dyskryminacji. Wszystko? zalezy od tego,
                                                  co się jak przedstawi.

                                                  Przykład z malującymi stopami tu raczej nie pasuje, bo nie jest
                                                  problemem, to że nie malują/nie mogą malować rękami, kiedy mogą
                                                  nogami, ustami - kompetentni są.

                                                  Czy orkiestra jest od wynalazków?
                                                  • nikodem_73 Re: Ludzie myślący mają własne poglądy 23.02.09, 01:20
                                                    Wiesz... nie wszystkie te obrazy są hmmm... udane (przynajmniej nie trafiają w
                                                    moją estetykę ;))

                                                    A przykład z orkiestrą był po prostu hmmm... średnio udany. Już lepszy byłby z
                                                    zatrudnieniem ślepego w firmie przewozowej. :)
                • saszenka2 Re: Czy panna Najfeld 15.02.09, 22:29
                  Z tym, że osób, które myślą samodzielnie i krytycznie patrzą na
                  Kościól, choc są katolikami, nie ma zbyt wielu. Większość połyka
                  serwowaną im papkę, jeszcze jak się do tego dorzuci określenie:"to
                  obrzydlistwo". Geje często żyją w ukryciu ze swoimi partnerami, a
                  ludzie boją się tego, czego nie znają i do czasu aż nie okaże się,
                  że ten miły Marek z działu ma partnera, będą nadal twierdzić, że
                  to "obrzydlistwo", bo tak im wmawiał katecheta na lekcji religii w
                  przedszkolu, podstawówce, gimnazjum, liceum. Niestety, Kościół
                  indoktrynuje już od przedszkola i oducza samodzielnego myślenia.
                  Pisałeś o przedszkolu i o tym, że nagle pojawiło się 20 rodziców
                  niechcących posyłać dzieci na religię. Ale gdybyś wówczas nie
                  zareagowałby, te dzieci pewnie by na nią chodziły i katecheta by na
                  pewno je przekabacił.
                  • nikodem_73 Re: Czy panna Najfeld 15.02.09, 23:32
                    Może tak, może nie. Od blisko 20 lat religia jest nauczana w szkołach i
                    przedszkolach - zauważyłaś rosnącą religijność społeczeństwa? Ja tam nie bardzo.
                    Rzekłbym nawet, że idąc na "ilość" kościół tak naprawdę strzelił sobie w stopę.
                    Miast mieć mniejsze grono gorących wyznawców mają rzesze, które ich nauki mają w
                    sumie gdzieś.

                    I mówiąc szczerze właśnie o owe rozmemłane rzesze mi chodzi. Jeśli będzie
                    pokazywać się im taką panią N. jadącą dogmatami, czy innego księdza głoszącego,
                    że "religia to nie restauracja gdzie można sobie wybrać elementy wiary" tym
                    większa ilość ludzi będzie im niechętna. I albo odejdą z kościoła (jeśli będą
                    chcieli być uczciwi wobec siebie), albo pozostaną zadeklarowanymi katolikami,
                    lecz zaczną popierać rozwiązania przeciwne oficjalnemu stanowisku kościoła.
                    • saszenka2 Re: Czy panna Najfeld 16.02.09, 00:05
                      nikodem_73 napisał:

                      > Może tak, może nie. Od blisko 20 lat religia jest nauczana w
                      szkołach i
                      > przedszkolach - zauważyłaś rosnącą religijność społeczeństwa? Ja
                      tam nie bardzo
                      > .
                      > Rzekłbym nawet, że idąc na "ilość" kościół tak naprawdę strzelił
                      sobie w stopę.
                      > Miast mieć mniejsze grono gorących wyznawców mają rzesze, które
                      ich nauki mają
                      > w
                      > sumie gdzieś.
                      >
                      > I mówiąc szczerze właśnie o owe rozmemłane rzesze mi chodzi. Jeśli
                      będzie
                      > pokazywać się im taką panią N. jadącą dogmatami, czy innego
                      księdza głoszącego,
                      > że "religia to nie restauracja gdzie można sobie wybrać elementy
                      wiary" tym
                      > większa ilość ludzi będzie im niechętna. I albo odejdą z kościoła
                      (jeśli będą
                      > chcieli być uczciwi wobec siebie), albo pozostaną zadeklarowanymi
                      katolikami,
                      > lecz zaczną popierać rozwiązania przeciwne oficjalnemu stanowisku
                      kościoła.
                      Ludzie dla siebie lepsi nie są, ale tak naprawdę nie o to chodzi tej
                      instytucji, bo Kościołowi zależy na maksymalnym zysku. Niby wiele
                      osób nie wierzy, ale ślub kościelny bierze, chrzci dziecko, a
                      następnie posyła je do pierwszej komunii, bo tak robi większość. A
                      Kościół na tym zarabia. To jest piękna instytucja, która pod
                      pięknymi hasłami, robi biznes i to świetny.
                      • nikodem_73 Re: Czy panna Najfeld 16.02.09, 00:38
                        > Ludzie dla siebie lepsi nie są, ale tak naprawdę nie o to chodzi tej
                        > instytucji, bo Kościołowi zależy na maksymalnym zysku. Niby wiele
                        > osób nie wierzy, ale ślub kościelny bierze, chrzci dziecko, a
                        > następnie posyła je do pierwszej komunii, bo tak robi większość. A
                        > Kościół na tym zarabia. To jest piękna instytucja, która pod
                        > pięknymi hasłami, robi biznes i to świetny.

                        E tam "lepsi". Nie o tym pisałem. "Religijni" - celebrujący obyczaje katolickie
                        (wiesz - Pasterka, Boże Ciało, te klimaty). Społeczeństwo nam się laicyzuje. Sam
                        byłem posyłany na religię do kościoła (jak zresztą wszyscy z mojej klasy, a może
                        i szkoły). Jeśli ktoś by NIE chodził na religię to niechybnie zostałby skazany
                        na ostracyzm (jako "komunista" tudzież inny "jehowa"). I było to w czasach, gdy
                        religia była w kościele. Później kościół wszedł do szkół (sądzę, że myśleli oni,
                        że dzięki temu ludzie ulegną indoktrynacji) i nagle klasy, gdzie MNIEJSZOŚĆ
                        uczęszcza na religię nie są niczym dziwnym (stąd pomysły "pięknego Romana" o
                        maturze z religii, czy ocenie wciąganej do średniej na świadectwie maturalnym) a
                        i do kościoła tłumy już raczej nie walą.

                        Póki co KK trzyma się wersji, że '95% Polaków to katolicy'. Jest w tym tyle samo
                        prawdy jak w tym, że 99% Turków to muzułmanie. Dlatego KK za cholerę nie chce
                        przystać na niemiecki model dotowania kościoła. Za jednym zamachem straciłby dwa
                        atuty - niejawność finansów i statystyki wzięte z parafii o chrztach.

                        Niestety, ale jedyną drogą walki z tą instytucją jest:
                        - niechrzczenie dzieci (sorki, ale jeśli ktoś mówi, że chce dziecku zaoszczędzić
                        szykan to albo kłamie komuś, albo oszukuje samego siebie - po prostu chce
                        spokoju), oraz
                        - FORMALNE wypisanie się

                        Innej drogi po prostu nie ma (jeśli chcemy wykluczyć opcję palenia kościołów i
                        mordowania księży).
            • stephen_s Re: Czy panna Najfeld 15.02.09, 11:04
              O, i takie podejście mi się podoba.

              Aczkolwiek dodam, że zachowanie Senyszyn wobec Najfeld zdecydowanie przekroczyło
              granicę dobrego smaku.
              • nikodem_73 Re: Czy panna Najfeld 15.02.09, 12:33
                Przecież napisałem, że "graniczy z dobrym smakiem" :) Niestety ze złej strony :P
      • easz Re: Czy panna Najfeld 15.02.09, 02:00
        saszenka2 napisała:

        > A pani Najfeld tak została w domu
        > uświadomiona w sprawach seksu, że nie ma odwagi seks nazwać
        > seksem, a określa go mianem "to".

        Ale to, jak opisała w tamtym zalinkowanym artykule swoją edukację
        seksualną w szkole, swoje wrażenia, przypomina mi moją lekcję
        religii z pokazem filmu o aborcji. Może to było właśnie źle
        przeprowadzone i jej jakaś trauma została? M.in. Niektórzy dorośli
        nie powinni się do dzieci w ogóle odzywać. Pamiętam moją pedagożkę z
        średniej, kiedy bez problemu raczyła nas tekstami o tym ile już
        aborcji zdążyła sobie zrobić pewna uczennica ze straszej klasy,
        ledwo się hamowała, żeby nazwiska nie powiedziec. I to nie miało
        akurat żadnego celu dydaktycznego nawet, nie w intencji zostało
        powiedziane, bo ją np. "odpowiednio" podsumowała. My oczywiście
        nabraliśmy dystansu do niej, nie do kwestii. Cholera wie, co z tą
        Najfeld.
        • easz Re: Czy panna Najfeld 15.02.09, 02:02
          Tzn. dystansu do pedagożki.
        • saszenka2 Re: Czy panna Najfeld 15.02.09, 02:42
          easz napisała:

          > saszenka2 napisała:
          >
          > > A pani Najfeld tak została w domu
          > > uświadomiona w sprawach seksu, że nie ma odwagi seks
          nazwać
          > > seksem, a określa go mianem "to".
          >
          > Ale to, jak opisała w tamtym zalinkowanym artykule swoją edukację
          > seksualną w szkole, swoje wrażenia, przypomina mi moją lekcję
          > religii z pokazem filmu o aborcji. Może to było właśnie źle
          > przeprowadzone i jej jakaś trauma została? M.in. Niektórzy dorośli
          > nie powinni się do dzieci w ogóle odzywać. Pamiętam moją pedagożkę
          z
          > średniej, kiedy bez problemu raczyła nas tekstami o tym ile już
          > aborcji zdążyła sobie zrobić pewna uczennica ze straszej klasy,
          > ledwo się hamowała, żeby nazwiska nie powiedziec. I to nie miało
          > akurat żadnego celu dydaktycznego nawet, nie w intencji zostało
          > powiedziane, bo ją np. "odpowiednio" podsumowała. My oczywiście
          > nabraliśmy dystansu do niej, nie do kwestii. Cholera wie, co z tą
          > Najfeld.

          Rzeczywiście tak może być. Ja do dzisiaj mam uraz do geografii, tj.
          kojarzy mi się ona z bólem brzucha wywołanym strachem. Najpierw
          jedna nauczycielka w kolczykach widziała "rozpasaną seksualność", a
          w paznokciach pomalowanych przeźroczystym lakierem
          widziała "rozpustę", potem druga wyzywała od kretynów, gdy brała do
          odpowiedzi. Na obie były skargi, ale obie nadal uczą.
      • bertrada Re: Czy panna Najfeld 15.02.09, 02:39
        > A pani Najfeld tak została w domu
        > uświadomiona w sprawach seksu, że nie ma odwagi seks nazwać seksem,
        > a określa go mianem "to". I czy ona nie ma jakiegoś problemu, skoro
        > wszędzie widzi spisek gejowsko-pedofilski?

        Myślę, że ona nie ma żadnego problemu. Po prostu jest medialna i ma dobrą gadkę,
        więc została zrekrutowana przez ultrakatolickie organizacje do reprezentowania
        ich w mediach. Jakby ją wcześniej podłapała jakaś lewicowa organizacja, to
        nawijałaby coś zupełnie odwrotnego. Ona nie ma własnego zdania, przecież cały
        czas jak mantrę powtarza te oklepane slogany i w zasadzie niczego nowego do
        dyskusji nie wnosi.
        • stephen_s Re: Czy panna Najfeld 15.02.09, 10:55
          Dlaczego uważasz, że Najfeld nie ma własnych poglądów?

          Co do sloganów, to równie dobrze można tak określić to, co mówi Wanda Nowicka...
          Wszystko zależy od punktu widzenia.
        • stephen_s Widziałem Najfeld w TVN24 parę dni temu... 15.02.09, 10:57
          Rozmawiała tam z Senyszyn.

          Nie zgadzam się z tym, co mówiła - ale na pewno miała więcej klasy niż Senyszyn,
          która po prostu personalnie zaczęła ją obrażać...

          Podobało mi się tez, jak zagroziła wyjściem ze studia, gdy prowadząca nie
          reagowała na to, co Senyszyn mówiła.
          • stephen_s Aaa, nie tu miało to być (n/t) 15.02.09, 10:58

          • saszenka2 Re: Widziałem Najfeld w TVN24 parę dni temu... 15.02.09, 22:32
            Jakoś mi Najfeld nie szkoda, a to dlatego że w innych programach to
            Najfeld jechała, choćby po Jacku Adlerze.
          • paskudek1 Re: Widziałem Najfeld w TVN24 parę dni temu... 16.02.09, 10:29
            zaraz, zaraz, oglądałam ten program, niestety nie od początku. Ale jak zaczęłam to pani Najfeld juz mówiła i to dłuższa chwilę. Pani Senyszyn GRZECZNIE słuchała, moze jedynie uśmiechała się z politowaniem, ale trudno, Najfeld nie da sie słuchac bez politowania. PO dłuższehj chwili od włączneia przeze mnie programu (zanzaczam że Najfeld juz mówiła dosc długo) pozwolono w końcu wypowiedziec się pani Senyszyn. I niemal po dwóch zdaniach pani Najfeld zaczęła przerywać, wchodzić w słowo i wcinac się. DOdatkowo redaktorka (szczęściem nie pamiętam nazwiska) byyła stronnicza, wyraźnie stała po stronie pani Najfeld. Kiedy ta epatowała zdjęciem trzynastoletniego tatusdia z Wielkiej Brytani jako ilustracji do tego jaka tozła jest eduykacja seksualna pani redaktor była zadowolona nad wyraz. iedy Pani Senyszyn chciała powiedzieć ile takich ciąż u nastolatków jest w Polsce - nie pozwolono jej. kiedy powiedziała, że w WB taka nastoletnia matka dostanie mieszkanie i zasiłek to pani redaktor pozwoliła sobie na uwagę "chyba sama pani nie wierzy w to co mówi pani poseł". To ma byc kultura i neutralne prowadznie dyskusji???? Osoba która powinna przerwać rozmowę i wyjśc była właśnie pani Senyszyn a nie ta gó...ara z obsesjami pedofilsko-gejowskimi, na którą w każdej szkole nauczyciel od wychowania seksualnego czeka zeby ją zdeprawować.
            • easz Re: Widziałem Najfeld w TVN24 parę dni temu... 16.02.09, 14:20
              paskudek1 napisała:

              Ha! no proszę. Można było się spodziewać. Może się dziewczynie wydaje, że umie
              zaczarować rzeczywistość?
              • stephen_s Re: Widziałem Najfeld w TVN24 parę dni temu... 16.02.09, 20:08
                Zwracam uwagę, że Paskudek opisała sytuację nie tak, jak wyglądała.

                A dlaczego masz wierzyć mnie, nie jej? Zwrócę uwagę, że jak na razie to moją
                wersję potwierdza Nikodem, który zwolennikiem Najfeld nie jest.
                • nikodem_73 Re: Widziałem Najfeld w TVN24 parę dni temu... 17.02.09, 01:17
                  Wiesz... powoływanie się na mnie nie jest najlepszym argumentem. Zwolennikiem
                  pani Seniszyn także nie nie jestem :)
                • easz Re: Widziałem Najfeld w TVN24 parę dni temu... 17.02.09, 01:28
                  stephen_s napisał:

                  > Zwracam uwagę, że Paskudek opisała sytuację nie tak, jak wyglądała.
                  > A dlaczego masz wierzyć mnie, nie jej? Zwrócę uwagę, że jak na
                  > razie to moją wersję potwierdza Nikodem, który zwolennikiem
                  > Najfeld nie jest.

                  Nikodem niezupełnie potwierdził Twoją wersję, no ale sam już do tego
                  doszedłeś. Ale wracając do "dlaczego"? Mam nadzieję, że nie idziesz
                  w kierunku paranoi?.. Bo może dlatego, że właśnie dopiero co
                  widziałam Najfeld u Pospieszalskiego, a i wcześniej parę razy, i
                  myślę, że wiem na co ją stać - raczej pasuje to do tego, co napisała
                  Paskudek. Za Senyszyn aż tak nie przepadam, choć ma niezłe momenty.
                  • nikodem_73 Re: Widziałem Najfeld w TVN24 parę dni temu... 17.02.09, 01:38
                    Bo ja nie potwierdzam wersji stephen_sa. :) Jak dla mnie to cała ta ichnia
                    "dyskusja" nadaje się jedynie do wywalenia. Najpierw panna N. gada od rzeczy, a
                    następnie pani S. zaczyna od wycieczek osobistych zamiast po prostu
                    "wypunktować" pannę N. Wg mnie panna N. przyszła przygotowana do studia i plotła
                    androny, a pani S. była najnormalniej w świecie NIEPRZYGOTOWANA do merytorycznej
                    dyskusji i BAZOWAŁA na rozdrażnieniu interlokutora. Wg mnie to zachowanie godne
                    każdego pięciolatka.

                    Po prostu - rozmowa "na poziomie". Szkoda, że tak niskim.
                    • stephen_s Re: Widziałem Najfeld w TVN24 parę dni temu... 17.02.09, 10:48
                      Potwierdzasz moją wersję w tym sensie, że przyznajesz, że Senyszyn stosowała
                      wycieczki osobiste :)

                      A ogólnie mówiąc, to mniej więcej zgadzam się z Twoją oceną całej rozmowy.
                  • stephen_s Re: Widziałem Najfeld w TVN24 parę dni temu... 17.02.09, 10:50
                    No i OK, ja akurat Najfeld widziałem pierwszy raz - i na tej jednej rozmowie bazuję.
                    • easz Re: Widziałem Najfeld w TVN24 parę dni temu... 17.02.09, 11:56
                      stephen_s napisał:

                      > No i OK, ja akurat Najfeld widziałem pierwszy raz - i na tej jednej rozmowie
                      bazuję.

                      No a ja nie. A też bym mogła zarzucić Ci, że Twoje pytanie "dlaczego mi nie
                      wierzysz tylko jej" było pełne nieuzasadnionych pretensji i zarzutem, że łżę.
                      Oczekujesz zaraz, że ktoś będzie szedł Twoim tropem myślenia, a dlaczego sam się
                      też trochę nie pogimnastykujesz? Stephen, naprawdę, daj spokój.
            • kocia_noga Re: Widziałem Najfeld w TVN24 parę dni temu... 16.02.09, 16:19
              paskudek1 napisała:

              wypowiedziec się
              > pani Senyszyn. I niemal po dwóch zdaniach pani Najfeld zaczęła
              przerywać, wcho
              > dzić w słowo i wcinac się. DOdatkowo redaktorka (szczęściem nie
              pamiętam nazwis
              > ka) byyła stronnicza, wyraźnie stała po stronie pani Najfeld.

              A czego się spodziewać po PIS a teraz jeszcze gorzej - LPR, faszyści
              itp zbieraninie? Nawet za Go0mółki nie było takiej indoktrynacji w
              tv publicznej.
              Ja tylko się dziwię, po co ludzie w ogóle biorą udział w takich
              audycjach , np u Pospieszalskiego, a innych za chwile wcale nie
              będzie. Niedopuszcza się ich do głosu, prowadzący dbają,żeby byli w
              mnniejszości i sami aktywnie z nimi walczą (najgłupsze było to
              odezwanie prowadzącej o zasiłkaCH:) mDodatkowo taka bezczelną
              fanatyczkę jak Najfeld pzredstawia się w roli ofiary - bohaterki, co
              chciała odejść bo Senyszyn ją uciskała.
              Senyszyn powinna odmawiać występów w tym burdelu, bo wykorzystują ją.
              Niech już będzie tak,że od rozpoczęcia programu do jego końca sa
              audycje katolickie, parakatolickie, nacjonalistycznokatolickie,
              faszyzującokatolickie, seriale o księżach, a na koniec trochę porno.
              Ludzie wyrobią sobie wtedy zretelną opinię o telewizji PISowsko-
              LPRowsko_Samoobronnej.
              • stephen_s Re: Widziałem Najfeld w TVN24 parę dni temu... 16.02.09, 20:03
                Eeee, Kocia... To było w TVN24.
            • stephen_s Chyba sobie żartujesz 16.02.09, 20:06
              Ta sytuacja wygląda zupełnie odwrotnie. Wpierw wypowiedziała się Najfeld, potem
              redaktorka przekazała głos Senyszyn. Senyszyn się wypowiedziała, redaktora
              przekazała głos Najfeld... a Senyszyn dalej mówiła i mówiła. Redaktorka musiała
              ją uciszać.

              BTW. Uważasz, że rozmowa zwrotami typu "Pani Joanna, niestety moja imienniczka"
              oraz zarzucanie rozmówcy obsesji seksualnych, jest kulturalne???
              • kocia_noga Re: Chyba sobie żartujesz 16.02.09, 20:22
                stephen_s napisał:

                > Ta sytuacja wygląda zupełnie odwrotnie. Wpierw wypowiedziała się
                Najfeld, potem
                > redaktorka przekazała głos Senyszyn. Senyszyn się wypowiedziała,
                redaktora
                > przekazała głos Najfeld... a Senyszyn dalej mówiła i mówiła.
                Redaktorka musiała
                > ją uciszać.
                >
                > BTW. Uważasz, że rozmowa zwrotami typu "Pani Joanna, niestety moja
                imienniczka"
                > oraz zarzucanie rozmówcy obsesji seksualnych, jest kulturalne???
                >


                Hm.. postaram się poszukać, może gdzieś znajdę nagranie.Jeśli sa
                takie kontrowersje, warto obejrzeć i wyrobić sobei zdanie.Jeżeli nie
                było manipulacji, a audycja była w tvn24, to nie muszę weryfikować
                pzrynajmniej jednej opinii.
                • kocia_noga Łżesz, stephen_s 16.02.09, 20:47

                  i łatwo to sprawdzić, oglądając nagranie:

                  www.youtube.com/watch?v=dVyftWMYtis


                  Na początku Najfeld mówiła przez 2:41 min i nikt jej nie przerywał.
                  Potem Tadla oddała głos Senyszyn, która zdołała mówić przez niecałą
                  minutę, gdy przerywać jej zaczęła Najfeld i gadała , razem z Tadlą
                  przez 2, 5 min.Senyszyn usiłowała się wtrącić, wtedy Najfeld zrobiła
                  swoją bezczelną demionstracje, po czym Tadla oddała jej głos.
                  Senyszyn jeszcze udało się wtrącić kilka słów przez 40 sekund, po
                  czym znów przerwała jej Njafeld i już gadała do końca.
                  Suma: Najfeld -6 min, 12 sekund, Senyszyn - 48 sekund.
                  A teraz kultura wypowiedzi, obrażani9e, itp. Najfeld zaczęła od
                  obrażania imiennie Wandy Nowickiej, a właściwie to były karalne
                  pomówienia z jej styrony i IMHO Wanda Nowicka powinna domagać się
                  sądowego ukarania za nie. Poza tym pomawiała np środowisko gejów i
                  inne.
                  Senyszyn powiedziała,że widac N. wychowała się w jaskini nawiązując
                  do jej wypowiedzi,że ludzie od tysiącleci (czyli jaskiń) się
                  rozmnażali i wiedzy nei potrzebują. Może nie było to szc zytem
                  grzeczności, ale N. w pewnym sensie tak to ujęła - głupio i
                  wulgarnie,. więc S. tylko do tego nawiązała, lekko złośliwie, ale
                  daleko jej było do obrzucania błotem z nazwiska znanych osób.
                  Jedną opinię musze zmienic szybko - tvn 24 miałam za w miarę
                  obiektywną stację, jak na nasze warunki - teraz, gdy zobaczyłam
                  panią Tadlę potakującą N. i niedopuszczającą do słowa S., oraz
                  pozwalającą na chamski szantaż Najfeldówny zmieniam zdanie.
                  • stephen_s Nie używaj wobec mnie takiego języka, proszę 16.02.09, 21:33
                    Możemy się nie zgadzać w ocenie tej rozmowy, ale wypraszam sobie wyjeżdżanie na
                    mnie od razu z tekstami, że "łżę".

                    Teraz co do meritum:

                    Obejrzałem rozmowę jeszcze raz. Faktem jest, że Najfeld miała o wiele więcej
                    czasu, tu się zgadzam. Zgadzam się też, że obie panie sobie wzajemnie przerywały
                    - Tadla zaś miała tendencję do większego ulegania Najfeld, niż Senyszyn w tym
                    względzie. Jednocześnie, nie da się zaprzeczyć, że to Senyszyn pierwsza
                    zaatakowała Najfeld tekstami o jaskini itd. Najfeld, cokolwiek by nie sądzić o
                    tym, co mówiła, przynajmniej wypowiadała się kulturalnie.

                    Co do Tadli, to wybacz, ale bynajmniej nie tylko potakiwała Najfeld. Nie przesadzaj.
                    • kocia_noga Re: Nie używaj wobec mnie takiego języka, proszę 16.02.09, 21:59
                      stephen_s napisał:

                      > Możemy się nie zgadzać w ocenie tej rozmowy, ale wypraszam sobie
                      wyjeżdżanie na
                      > mnie od razu z tekstami, że "łżę".

                      Wszyscy znamy twoje poglądy, ale bronienie 'swojaków' poprzez
                      kłamstwo w żywe oczy, bo tak było, gdy zaprzeczyłeś temu, co
                      opisała Paskudek, nazywam łganiem.
                      Najfeld OBRAŻAŁA Wandę Nowicką oraz mówiła o niej kłamstwa i to
                      kłamstwa karalne. Jej ordynarne pojęcie na temat wiedzy o seksie, że
                      polega na znajomości 'co do czego' jest dużo bardziej odrażające
                      od 'jaskini' Senyszyn.

                      Poza twoją postawą, zastanawia mnie postawa mediów, zwłaszcza GW.
                      Otóż, gdybym nie obejrzała tej audycji, myslałabym, że faktycznie
                      Senyszyn gadała, a Najfeld postawiła się jej i że to Senyszyn
                      obrażała pannę N. - tak sprawa została pzredstawiona.
                      O co cho? O brak funduszy na szkolnictwo, o udupienie raz na zawsze
                      lekcji wiedzy o seksie ( Tatla i Najfeld spijały sobie z ust
                      oburzenie na to, do czego prowadzi w zepsutych krajach edukacja)?
                      O odwrócenie uwagi od jakichś ciemnych machinacji?
                      Bo o pomieszaniem z błotem Senyszyn - to jasne.
                      A tak serio, serio - Nowicka POWINNA założyć tej betonowej buraczycy
                      sprawę w sądzie, nie może puszczać takich rzeczy płazem!
                      • stephen_s Nie no, to jest jakiś obłęd! 16.02.09, 22:46
                        > Wszyscy znamy twoje poglądy, ale bronienie 'swojaków' poprzez
                        > kłamstwo w żywe oczy, bo tak było, gdy zaprzeczyłeś temu, co
                        > opisała Paskudek, nazywam łganiem.

                        Primo: czy gdziekolwiek zadeklarowałem, że zgadzam się z tym, co mówiła Najfeld?
                        Wskaż tę wypowiedź, jeśli łaska.

                        Secundo: Kocia, przypominam Ci, że ja tę rozmowę widziałem do tej pory RAZ, w
                        dodatku nie od początku. Czy Ty uważasz, że ja mam pamięć fotograficzną, czy co?
                        Że jak oglądam coś w TV, to zapamiętuję wszystko co do szczegółu, łącznie z
                        łącznym czasem wszystkich wypowiedzi???

                        W odpowiedzi do Paskudek napisałem szczerze, co zapamiętałem. Na jakiej, kurna,
                        podstawie zarzucasz mi, że świadomie próbowałem tutaj kogokolwiek wprowadzić w
                        błąd? Opanuj się, Twoje zachowanie wobec mnie staje się nie do zniesienia!

                        Moja droga, to nie ja łżę, tylko Ty kompletnie odleciałaś w radykalizmie. Co
                        jest oczywiście Twoją sprawą - szkoda tylko, że z tego powodu po raz kolejny mi
                        ubliżasz i robisz ze mnie "czarnego luda". Tylko dlatego, że mam ciut bardziej
                        konserwatywne poglądy niż Ty.

                        Reszty posta nie skomentuję. Zamiast tego, polecam Ci zapoznanie się z definicją
                        słowa "paranoja".
                        • easz Re: Nie no, to jest jakiś obłęd! 17.02.09, 01:26
                          stephen_s napisał:

                          Stephen, ja Cię nie rozumiem. Przyskoczyłeś w paru miejscach,
                          nawtykałeś, kiedy dostałeś linka, sam stwierdziłeś, że rzeczywiście
                          nie do końca tak to pamiętałeś, jak się okazało, że było, ale to, co
                          poszło zostało i się dąsasz. O co Ci chodzi? Tak samo jak Ty po
                          jednorazowym obejrzeniu czegoś możesz to niezupełnie zgodnie z
                          faktami pamiętać, tak chyba nikt nie musi brać za dobrą monetę
                          czegoś, co jak dobra moneta nie wygląda?
                          • nikodem_73 Re: Nie no, to jest jakiś obłęd! 17.02.09, 01:44
                            He he he. Właśnie stephen_s dał świetny przykład tego jak ludzie odbierają
                            rzeczywistość. :)

                            Przypuszczam, że jego poglądy są (przynajmniej częściowo) zbieżne z panną N. (w
                            tym temacie). I dlatego zapamiętał tą rozmowę tak a nie inaczej. W takim
                            przypadku to absolutnie naturalne i normalne. Po prostu mając wstępnie wyrobione
                            jakieś poglądy na jakiś temat człowiek podświadomie interpretuje to co widzi w
                            sposób mu wygodny. I WŁAŚNIE dlatego panny N. NIE WOLNO kneblować. Po prostu
                            stepnen_s po Ntej iteracji oglądania sam by zauważył to co zostało mu teraz
                            "podstawione pod nos". Tym szybciej im szybciej wymieniono by panią profesor na
                            kogoś przygotowanego merytorycznie.
                            • stephen_s Re: Nie no, to jest jakiś obłęd! 17.02.09, 10:58
                              Z tym subiektywizmem w ocenie rzeczywistości masz rację, zgadzam się.

                              I dlatego wkurza mnie styl rozmowy Kociej. Ona nei rozumie, że subiektywny
                              odbiór czegoś jest normalny - jak powiem coś nie tak, jak było, to od razu "łżę"
                              itd. No sorry.
                              • easz Re: Nie no, to jest jakiś obłęd! 17.02.09, 11:55
                                stephen_s napisał:

                                > I dlatego wkurza mnie styl rozmowy Kociej. Ona nei rozumie, że subiektywny
                                odbiór czegoś jest normalny

                                No to postaw się na miejscu Kociej - chyba jej subiektywizmu w odbiorze nie
                                zabraniasz?

                                "chyba nikt nie musi brać za dobrą monetę czegoś, co jak dobra moneta nie wygląda?"
                          • stephen_s Re: Nie no, to jest jakiś obłęd! 17.02.09, 10:56
                            Chodzi mi o to, że to już nie pierwszy raz, kiedy Kocia mi coś insynuuje.
                            Zgadzam się, zapamiętałem tę rozmowę tak a nie inaczej, zmieniłem zdanie po
                            powtórnym obejrzeniu... To chyba normalne? Nie rozumiem, czemu Kocia wyjeżdża od
                            razu z tekstami, że "łżę" (co to jest za język w ogóle???) - tak, jakbym miał
                            zapis całej rozmowy w głowie i z premedytacją chciał wszystkich wprowadzić w błąd.

                            Nie mówiąc o tym, że mam już dość wmawiania mi, że jestem fanatycznym konserwatystą.
                            • easz Re: Nie no, to jest jakiś obłęd! 17.02.09, 11:55
                              Z mojej strony to wygląda nie "co" nawet, ale "jak" powiedziałeś. No ale nie
                              wiem, to moje subiektywne odczucie;)
                        • kocia_noga Re: Nie no, to jest jakiś obłęd! 17.02.09, 09:35
                          stephen_s napisał:

                          > Secundo: Kocia, przypominam Ci, że ja tę rozmowę widziałem do tej
                          pory RAZ, w
                          > dodatku nie od początku. Czy Ty uważasz, że ja mam pamięć
                          fotograficzną,...itd aż do sygerowqania mi paranoi. A twój tekst był
                          taki:

                          "Zwracam uwagę, że Paskudek opisała sytuację nie tak, jak wyglądała."

                          nie twierdszisz,ze widzaiłeś część, i masz odmienne wrażenie, tylko
                          ZWRACASZ UWAGĘ(!) czyli pragniesz,żebyśmy skupili się na faktach i
                          zarzucasz Paskudek kłamstwo (opis sytuacji'nie tak jak wyglądała' to
                          kłamstwo, nie odmienna interpretacja)

                          W swojej bezczelności powołujesz się dodatkowo na Nikodema.

                          "A dlaczego masz wierzyć mnie, nie jej? Zwrócę uwagę, że jak na
                          razie to moją
                          wersję potwierdza Nikodem, który zwolennikiem Najfeld nie jest."
                          Łżesz, bezczelnie zarzucasz kłamstwo innej osobie, bezprawnie
                          powołujesz się na wyimagowanego zwolennika swojego klamstwa, a miny
                          jakie robisz po moim prostym dość odkryciu faktów jak dla mnie sa
                          dowodem braku klasy.
                          Albo łżesz z premedytacją licząc na to,że nikt nie sprawdzi, albo
                          masz takie końskie klapy na oczach, że rzeczywistość jaką oglądasz
                          oddalona jest od prawdziwej o setki kilometrów; charakterystyczne -
                          zarzucasz mi skrajność :)))
                          Błeeeeeeeeee....
                          • stephen_s Re: Nie no, to jest jakiś obłęd! 17.02.09, 11:01
                            Kocia, powiedzenie "Wg mnie ktoś opisał sytuację nie tak, jak wyglądała", to nie
                            to samo, co zarzucenie komuś kłamstwa. To, że Ty stawiasz znak równości między
                            tymi dwoma rzeczami, pokazuje, jak się rozfanatyzowałaś.

                            Kocia, świat nie jest czarno-biały, do jasnej i ciężkiej!!!
                    • paskudek1 Re: Nie używaj wobec mnie takiego języka, proszę 17.02.09, 13:46
                      stephen ja rozumiem, że trudno jest przyznac sie do błędu ale to nie ja wypowiadałam się kategorycznie i nie ja zarzucałam innym że kłamią. Napisałam że "odniosłam inne wrazenie" i wyraxnie napisałam ze nie oglądałam programu od początku. Ty zas twierdziłeś że oglądałes cały.
                      Co do pani redaktor tadli to chyba ślepy byłes jak zorza od niej niemal biła, kiedy Najfeld wyciągnęła zdjęcie tego trzynastoletniego ojca.A wcześniej temat poruszyła własnie Tadla, że w zdeprawowanym UK takie rzeczy się dzieją. kiedy Senyszyn zaczeła mówić to po dwóch zdaniach Najfeld wezła jej w słowo i to Tadal przerwała Senyszyn i dała głos Najfeld. poczętak wypowiezi Senyszyn przeczekała GRZECZNIE I CICHO czekając aż Najfeld skończy gadać.
                      Co do obrażania Nowickiej rpzez Najfeld to akurat tej części wypowiedzi nie słyszałam.
                      Co do obrażania Najfeld przez Senyszyn to wybacz, ale Senyszyn powiedziała, dość dosadnie, ale jednak prawdę. Najfeld chyba rzeczywiście wychowała się w jaskini, a obsesje seksualno-pedofilsko-gejowskie wychodzą z niej w KAŻDEJ rozmowie.
                      • stephen_s Re: Nie używaj wobec mnie takiego języka, proszę 17.02.09, 16:39
                        Jak to, trudno przyznać się do błędu? Przecież napisałem, jakie są moje
                        obserwacje po obejrzeniu rozmowy po raz drugi.

                        Poza tym:

                        1. Nie zarzuciłem Ci, że kłamiesz, tylko że opisałaś rozmowę nieadekwatnie.
                        Jeśli zabrzmiało to, jakbym zarzucał Ci kłamstwo, to przepraszam - nie to było
                        moją intencją.

                        2. Nie twierdziłem, że oglądałem rozmowę od początku.

                        3. Odnośnie Tadli - wg mnie w późniejszych momentach rozmowy jednak z Najfeld
                        polemizowała. Aczkolwiek zgadzam się, że traktowała Najfeld lepiej, niż Senyszyn.

                        4. Co do "dosadności", to nie możesz usprawiedliwiać obrażania kogoś
                        twierdzeniem, że wg Ciebie powiedział prawdę. Brak kultury to brak kultury, nie
                        powinnaś się zgadzać na niego tylko dlatego, że sympatyzujesz z osobą obrażającą.
        • nekomimimode Re: Czy panna Najfeld 15.02.09, 11:34
          kompletnie się nie zgadzam
      • stephen_s Re: Czy panna Najfeld 15.02.09, 11:00
        A nie umiesz polemizować z nią bez uciekania się do wyzwisk?
        • six_a Re: Czy panna Najfeld 16.02.09, 02:46
          powiesz w końcu coś konstruktywnego...
          czy strofowanie ćwiczysz?
    • heretic_969 Żadne "uświadamianie" nie jest potrzebne. Najfeld 15.02.09, 02:52
      ma 100% racji w tej sprawie.
      Skuteczność edukacji seksualnej jest bliska zeru, ale to wszyscy wiedzą. Ale to
      nie jest cel sam w sobie; to zwyczajny pretekst do prania mózgu dzieciom w
      szkole bredniami o gender czy pedalstwie.
      • nikodem_73 Re: Żadne "uświadamianie" nie jest potrzebne. Naj 15.02.09, 03:35
        A mogę to ja decydować czego ma się uczyć moja córka?
        • heretic_969 Re: Żadne "uświadamianie" nie jest potrzebne. Naj 15.02.09, 04:46
          Na pewno lepsze to, niż odgórne narzucenie seks edu wszystkim dzieciom... Bo
          chyba zdajesz sobie sprawę, że karawana "postępu" chce ją uczynić przymusową dla
          wszystkich?
        • saszenka2 Re: Żadne "uświadamianie" nie jest potrzebne. Naj 15.02.09, 22:34
          A to ciekawe. Mówienie o seksualności je be i dlatego powinno być
          zakazane. Ale religia, na której jest indoktrynacja, jest cacy, choć
          często jest tak, jak opisał to Nikodem. Dzieckiem niechodzącym na
          religię nie ma się kto zaopiekować.
          • heretic_969 Religii też w szkołach nie powinno być. 16.02.09, 00:12
            Wiara nie jest kwestią nauki.
            • nikodem_73 Re: Religii też w szkołach nie powinno być. 16.02.09, 00:40
              Zgadzam się absolutnie. Tym bardziej nie rozumiem dlaczego jest ona elementem
              NAUCZANIA w szkołach (czy przedszkolach).

              Bo jakoś tak, jak dla mnie, to szkoła jest od nauki, a od wychowywania są rodzice.
    • niedo-wiarek Re: Czy panna Najfeld 15.02.09, 09:21
      Skoro rozmaite lesbijki z organizacji kobiecych się na ten temat wypowiadają, to zwykła panna (choć kto tam w sumie wie, jaką ona ma prywatnie orientację seksualną) też ma chyba prawo.
      Nie podoba mi się u niej jedna rzecz. Zachowuje się jak typowa, agresywna kobieta. Sama wali, aż równo puchnie. A jak ktoś jej odda, to zaczyna histeryzować, leci na skargę do gospodarza programu albo straszy opuszczeniem studia (niewykluczone, że po prostu w przerażeniu ucieka). Taka mała, niedobra dziewczynka.
    • tad9 ja jestem za tym, żeby.......... 15.02.09, 09:53
      .....feministki wypowiadały się tylko o tym, na czym się znają. Wiem, że to
      okrutne :-))
      • gotlama Re: ja jestem za tym, żeby.......... 16.02.09, 23:41
        I tak Tad dzierż, stosując tę zasadę i do siebie.

        Pocierałeś kiedykolwiek "produkcję" niemowlaka po spożyciu niefermentowanego
        soczku winogronowego ? ;)
        A swoje gacie z fizjologicznymi różnymi objawami wrzucasz do pralki, czy czekasz
        aż jakaś kobieta to zrobi?

        Przepraszam przypadkowych czytelników za porcję skatologii stosowanej, ale Tad
        znów się napraszał, najwyraźniej nie musi nic odśnieżać, więc ma czas na
        realizację różnych pomysłów na zaczepki.
    • stephen_s Widziałem Najfeld w TVN24 parę dni temu... 15.02.09, 10:58
      Rozmawiała tam z Senyszyn.

      Nie zgadzam się z tym, co mówiła - ale na pewno miała więcej klasy niż Senyszyn,
      która po prostu personalnie zaczęła ją obrażać...

      Podobało mi się tez, jak zagroziła wyjściem ze studia, gdy prowadząca nie
      reagowała na to, co Senyszyn mówiła.
      • niedo-wiarek Re: Widziałem Najfeld w TVN24 parę dni temu... 15.02.09, 11:07
        Moim zdaniem obie o specjalną klasą trudno posądzać. Obie obrażają rozmówców na potęgę. Jeśli jednak się upierać, to Senyszyn ma klasy więcej. Jest ostra i często bije poniżej pasa, ale gdy ktoś odda, to przynajmniej nie zachowuje się jak mała obrażona dziewczynka. Oczywiście jest już stara i ma skrzeczący głos, więc w oczach niektórych może mieć mniej klasy niż Najfeld, która jest młodsza i ubranie na niej lepiej leży.
        • stephen_s Re: Widziałem Najfeld w TVN24 parę dni temu... 15.02.09, 11:11
          Przepraszam, ale w trakcie owej rozmowy Najfeld ani nie próbowała Senyszyn
          zakrzyczeć, ani nie stosowała zwrotów typu "pani Joanna, niestety moja
          imienniczka". A bluzgnęła na Senyszyn raz, kiedy zdenerwowało ją imputowanie jej
          obsesji seksualnych.

          No i wykazała niesamowitą przytomność umysłu, grożąc wyjściem ze studia, jeśli
          prowadząca nie przerwie tego magla. To było super.
          • niedo-wiarek Re: Widziałem Najfeld w TVN24 parę dni temu... 15.02.09, 11:23
            Pani Najfeld występuje jako publicystka, która wcześniej obrażała osoby, z którymi z którymi posłanka Senyszyn się solidaryzuje. Np. odmówiła podania ręki redaktorowi portalu gejowskiego. W naszej kulturze niepodanie dłoni jest jedną z największych obraz (zaraz za splunięciem w twarz). Powinna być więc przygotowana na atak i w momencie, gdy już nastąpił, nie zachowiwać się jak obrażalskie dziewczę z muchami w nosie.
          • saszenka2 Re: Widziałem Najfeld w TVN24 parę dni temu... 15.02.09, 22:36
            Swego czasu i Senyszyn chciała wychodzić od Pospieszalskiego, gdy
            dyskusja osiągnęła poziom godny budki z piwem.
          • saszenka2 Re: Widziałem Najfeld w TVN24 parę dni temu... 15.02.09, 22:37
            PS Nie rozumiem tylko jednego. Po co nagle uciekać jako osoba wielce
            obrażona, gdy wcześniej miało się w sobie dość odwagi, żeby obrażać
            innych?
            • margot_may Re: Widziałem Najfeld w TVN24 parę dni temu... 16.02.09, 01:00
              Stephen chyba nie zna innych wystąpień Najfeld i stąd te oskarżenia.
              • stephen_s Re: Widziałem Najfeld w TVN24 parę dni temu... 16.02.09, 20:10
                Fakt. M.in. po to oglądałem tę rozmowę, by wyrobić sobei zdanie o Najfeld - bo
                wcześniej tylko o niej słyszałem.

                Nie wiem, co ona mówiła przy innych okazjach, ale w tym konkretnym wywiadzie to
                ona była stroną obrażaną.
                • nikodem_73 Re: Widziałem Najfeld w TVN24 parę dni temu... 17.02.09, 01:20
                  Och. Po prostu Seniszyn ma manierę imputowania innym obsesji, tudzież braku
                  wykształcenia seksualnego. Wystarczy, że ktokolwiek stwierdzi, że nie akceptuje
                  związków homo to naraża się u niej na ogólny "opie....

                  PS. Tolerancja i akceptacja to NIE JEST to samo.
                  • stephen_s Re: Widziałem Najfeld w TVN24 parę dni temu... 17.02.09, 10:45
                    No wiesz, ja nie pierwszy raz widziałem Senyszyn w telewizji - i naprawdę trudno
                    uznać mi ją za osobę, która wypowiada się rozsądnie i kulturalnie...
                    • niedo-wiarek Re: Widziałem Najfeld w TVN24 parę dni temu... 17.02.09, 10:58
                      stephen_s napisał:

                      > No wiesz, ja nie pierwszy raz widziałem Senyszyn w telewizji - i naprawdę trudn
                      > o
                      > uznać mi ją za osobę, która wypowiada się rozsądnie i kulturalnie...


                      Też mnie baba deberwuje, ale jeśli wzorem kultury ma być red. Najfeld, to z dwojga złego wolę już Senyszyn.
                      • stephen_s Re: Widziałem Najfeld w TVN24 parę dni temu... 17.02.09, 11:02
                        Mówię: widziałem Najfeld tylko raz. W tym konkretnym przypadku akurat była
                        kulturalna.
                        • niedo-wiarek Re: Widziałem Najfeld w TVN24 parę dni temu... 17.02.09, 11:05
                          No to poświęć pięć minut swojego cennego czasu, bo rzecz jest dostępna na youtube (od razu wyskakuje), a nie truj w kółko, że tylko raz widziałeś ;)
                        • kocia_noga Re: Widziałem Najfeld w TVN24 parę dni temu... 17.02.09, 14:07
                          stephen_s napisał:

                          > Mówię: widziałem Najfeld tylko raz. W tym konkretnym przypadku
                          akurat była
                          > kulturalna.
                          >

                          Rzucając oszczerstwa na Wandę Nowicką?
                        • kocia_noga Re: Widziałem Najfeld w TVN24 parę dni temu... 17.02.09, 14:07
                          stephen_s napisał:

                          > Mówię: widziałem Najfeld tylko raz. W tym konkretnym przypadku
                          akurat była
                          > kulturalna.
                          >

                          Przerywając wypowiedź oponentki, przekrzykując ją ?
            • niedo-wiarek Re: Widziałem Najfeld w TVN24 parę dni temu... 16.02.09, 08:49
              saszenka2 napisała:

              > PS Nie rozumiem tylko jednego. Po co nagle uciekać jako osoba wielce
              > obrażona, gdy wcześniej miało się w sobie dość odwagi, żeby obrażać
              > innych?

              Tam nawet nie o tę "ucieczkę" chodzi, bo może rzeczywiście obiektywnie nie była dopuszczana do głosu przez Senyszyn (czasu wystąpień im ze stoperem nie mierzyłem). Chodzi o całą postawę. Nie można bawić się w Jacka Kurskiego a później robić z siebie udręczoną ofiarę. Dlatego powiem tak: Kurskiego stawiam wyżej od Najfeld bo przynajmniej zachowuje się jak mężczyzna ;)
    • misiu-1 Re: Czy panna Najfeld 15.02.09, 23:20
      gotlama napisała:

      > Moim zdaniem 12 lat to ostateczna granica kiedy w oględny sposób
      > należy dzieciom uświadomić skąd biorą się dzieci, bo inaczej
      > możemy mieć trzynastoletnich "rodziców"

      Masz może na myśli efekty karygodnego braku edukacji seksualnej w Wielkiej Brytanii?
      www.tvn24.pl/12691,1586221,0,1,13_latek-ojcem-wielka-brytania-w-szoku,wiadomosc.html


      • iluminacja256 Re: Czy panna Najfeld 16.02.09, 10:47
        Bardzo mnie to ciekawi, z e jako efekt edukacji seksualnej ZAWSZE
        podawana jest Wielka Brytania, czyli kraj, który w ogóle nie radzi
        sobie z duża grupą dzieci i nastolatków z klasy robotniczej głównie.
        Szkolnictwo publiczne i rodziny w UK sa po prostu kompletnie
        niewydolne wychowawczo na kazdym poziomie i stad sie bierze
        problem, a nie z edukacji seksualnej. Klasa srednia wysyła dzieci do
        prywatnych szkół - nie ma chyba kraju z tak duzym rozwarstwieniem
        społecznym w Europie jak UK.

        Wystarczy mieć na tyle uczciwosci, aby podać pprzykład Holandii, lub
        Szwecji, które maja również edukację seksualna, ale zupełnie inny
        tryb szkolnictwa i najmniejszą ilosc ciąż nieletnich w Europie.
        Problem w tym, ze to niewygodne w dyskucji i lepeij wyciagać UK,
        gdzie od lat grzmi sie o zmianach w trybie całej edukacji i
        wychowania, zeby nie powielać biedy, socjopatii i wzorców rodzinnych
        opartych na socjalu.
        • kocia_noga Re: Czy panna Najfeld 16.02.09, 16:11
          Dokładnie! Ta nastolatka jest z rodziny utrzymującej się z zapomóg.
        • nikodem_73 Re: Czy panna Najfeld 16.02.09, 18:28
          > nie ma chyba kraju z tak duzym rozwarstwieniem
          > społecznym w Europie jak UK.

          Wg statystyk to np. Portugalia i... Polska. :)
          • 21.gazeta.pl Re: Czy panna Najfeld 16.02.09, 19:34
            i w Polsce też jest dużo ciąż nastolatek-wystarczy przejść się do
            jakiegokolwiek gimnazjum na osiedlu robotniczym, zawsze są tam
            uczennice w ciąży.Tyle, że u nas się tak tego nie nagłaśnia.
            A tej Najfeld w ogóle nie kojarzę. Gdzie publikuje?
            • nikodem_73 Re: Czy panna Najfeld 17.02.09, 01:24
              Mówiąc szczerze nie mam pojęcia gdzie publikuje, choć sądząc po poglądach to w
              "Gościu Niedzielnym".

              A szukanie korelacji pomiędzy nierównościami w dystrybucji dóbr, a ilością ciąż
              u nastolatek jest taką ekwilibrystyką intelektualną, że nawet nie próbuję wejść
              w dyskusję.
            • paskudek1 Re: Czy panna Najfeld 17.02.09, 13:40
              sęk w tym, ze jak pani Senyszyn chciała powiedziec ile jest w POlsce takich ciężarnych nastolatek to jej pani Tadla nie pozwoliła, przerwała jej i oddała głos Najfeldównie. Pewnie, jeszcze by sie okazało ze moze BEZ edukacji seksualnej stoimy gorzje pod tym względzie od UK, gdzie i tak cała sprawa nie jest wcale tak doskonale rozwiązana.
              • kocia_noga Re: Czy panna Najfeld 17.02.09, 14:11
                paskudek1 napisała:

                > sęk w tym, ze jak pani Senyszyn chciała powiedziec ile jest w
                POlsce takich cię
                > żarnych nastolatek to jej pani Tadla nie pozwoliła, przerwała jej
                i oddała głos
                > Najfeldównie. Pewnie, jeszcze by sie okazało ze moze BEZ edukacji
                seksualnej s
                > toimy gorzje pod tym względzie od UK, gdzie i tak cała sprawa nie
                jest wcale ta
                > k doskonale rozwiązana.

                Tadla miała dokładnie taki sam "argument", czyli tezę gotową zanim
                przystąpiła do rozmowy. Tezę o tym, że edukacja prowadzi do
                przedwczesnego rodzicielstwa. I nie tylko zakrzyczała razem z
                Najfeld głos o ciążach nastolatek w Polsce, ale niedopuściła potyem
                już Senyszyn do głosu, a mogłaby uslyszeć o krajach gdzie edukacja
                stoi na wysokim poziomie a nastoletnich ciąż jest duzo mniej iż w
                Polsce.
                • paskudek1 Re: Czy panna Najfeld 17.02.09, 15:01
                  no cos ty kocia, jeszcze by usłyszały jakies niewygodne tezy. Że Najfeld jest pokręcona to ja wiem od dawna. jej "występy" medialne zazwyczaj omijam szeroim łukiem. Wtedy zaciekawiło mnie bo lubie Senyszyn.
                  Ale stację TVN24 i jej redaktorów zazwyczaj uważałam za kulturalnych i bezstronnych. pani Tadla mnie rozczarowała. Miałam nawet chęć zadzwonić "na gorąco" do Szkiełka ale potem mi sie odechciało. wieczorem mam co robić
          • pavvka Re: Czy panna Najfeld 17.02.09, 14:45
            nikodem_73 napisał:

            > > nie ma chyba kraju z tak duzym rozwarstwieniem
            > > społecznym w Europie jak UK.
            >
            > Wg statystyk to np. Portugalia i... Polska. :)

            Chyba mówisz o statystykach dotyczących rozwarstwienia MAJĄTKOWEGO,
            a tu chodzi o coś więcej - różnice np. w dostępie do oświaty i
            opieki zdrowotnej.
      • gotlama Re: Czy panna Najfeld 16.02.09, 23:56
        Dokładnie, choć ponoć to ojcostwo nie jest na 100 %.
        Dla dziewczynek chyba by ten wiek trzeba obniżyć, bo obecnie najmłodsze
        położnice mają po 9-10 lat :/.
        Mam mieszane uczucia na temat brytyjskiej edukacji "dla mas"
        Tak samo zresztą jak co do polskiej....
        Zresztą naprawdę trudno o złoty środek. O ile w sprawie stosunków między mniej
        więcej równolatkami można się pokusić o jakiś rozsądny program uświadamiania, to
        znacznie gorszą sprawą jest pedofilia.
        Tu moim zdaniem bardziej by należało dorosłym uświadomić - że jest to możliwe,
        że wujek, ciocia, dziadek, ojczym a nawet tatuś i mamusia....Tacy dobrzy,tacy
        poczciwi, a jednak... Więc należy się zastanowić nad "dziwnymi" zachowaniami dzieci.
        Tylko też, żeby nie popadać w jakieś skrajności "made in USA" typu konieczności
        kąpania niemowlaka przy użyciu rękawic jak dla ratownictwa chemicznego.
    • magnusg Przypomnij mi liczbe dzieci Panny Szczuki 17.02.09, 19:42
      albo Pani Senyszyn, ktore tez bez przerwy na takie tematy sie
      wypowiadaja.
    • kasiczek80 Re: Czy panna Najfeld 24.02.09, 11:33
      Witam:poszukuję kobiet do udzialu w programie tv,które twierdząc,ze
      seks jest niepotrzebnym uzależnieniem od mężczyzny,ze można bez
      niego żyć.
      Proszę o kontakt:kate_1980@interia.pl
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka