Gość: Kasia
IP: *.kul.lublin.pl
15.06.01, 15:11
Od półtorej roku staramy się z mężem o dziecko. Od trzech lat stosuje metode
obserwacji - temp. + śluz (cykle mam regularne co 30-34 dni). Problem dni
płodnych jest mi szczególnie znany - na te dni czekam, obserwuje swoje ciało:
śluz raz jest b. zauważalny raz mniej, regularnie współżyjemy z mężem,
temperatura zawsze wzrasta no i zawsze po pewnym czasie... miesiączka.
Od jakiegos czasu odwiedzam ginekologa, robie USG i hormonalne badania krwi.
Jak dotąd nikt nie zdiagnozował przyczyny naszej niepłodności. Czeka mnie
laparoskopia. Wracając do dni płodnych: w ostatnim cyklu, dokladnie 8 dnia -
tego samego dnia zrobiono mi USG, podczas którego stwierdzono,że właśnie
przechodzę owulację oraz pobrano mi krew, gdzie wyniki wskazały lekko
podwyższoną prolaktynę. Będąc 11 dnia cyklu u ginekologa, podczas badania
stwierdził, że już jest po owulacji i przepisał mi lek na obniżenie poziomu
prolaktyny (to jest pierwszy lek przepisany mi przez ginekologa!, wcześniej
nigdy nic nie brałam/stosowałam). Znając podobnie jak moje poprzedniczki
zasadę: długość fazy przed owulacją jest zmnienna, druga zaś stała (14+-2) -
oczekiwałam pojawienia się miesiączki najpóźniej w 26 dniu cyklu. Nie pojawiła
się. Z nieśmiałą, cichą radością oczekiwałam na dalszy rozwój... miesiączka
pojawiła się w 33 dniu cyklu (była krótsza, mniej obfita - więc ewentualnie nie
ma mowy o poronieniu). Temperatura mi spadła i nadal mam pustkę w głowie: czy w
ogóle wierzyć jakimś zasadom: ta druga faza wynosiła prawdopodobnie 21 dni!?
Czy od tej pory mogę przestać liczyć na jakiekolwiek normy i zasady w kwestii
ustalania prawidłowości dni cyklu?
Bardzo prosze o odpowiedż, zarówno Panią Monikę jak i poprzednie korespondentki.
Dziękuje