vintagge
29.10.11, 08:22
Chcę rozpocząć ten wątek na nowo bo od 2010 roku nie znalazłam żadnych nowości a ja właśnie jestem w trakcie anginy ropnej więc trochę wskazówek dla tych, którzy stawiają na antybiotykoterapię. Domowe sposoby typu imbir, sok z cytryny i miód zostawiam dla tych, którzy mają bardzo obniżony próg bólu, czosnek no cóż osobiście lubię ale trzeba mieć wzgląd na swój żołądek, dla którego surowy czosnek jest po prostu zabójczy, a mieszanie go z czymkolwiek przy wściekłym bólu gardła jest dla mnie niemożliwością, więc z góry odstawiam. Teraz moja historia: poniedziałek: ból gardła i objawy grypowe + goraczka 37, 7 reakcja saszetki theraflu + psikanie resztka bioparoksu. Zero poprawy. Wtorek: saszetki fervex dość intensywnie , nurofen forte, hektolitry herbaty z miodem, swieżym imbirem i sokiem z cytryn. Zero poprawy + gorączka 38,4, dreszcze i potliwość non stop, szpile w gardle, więc staram sie nie przełykac śliny.. W nocy chodziłam dosłownie po ścianach w międzyczasie diflofenak w czopku 100 i na chwilę lekka poprawa gorączka zbita do 35, 4 a potem znowu 38. Środa: wizyta u przypadkowego lekarza POZ : cytuję słowa konowalicy: "o jakie paskudne żłobkowe..." Nie wiadomo co ?. Leczenie : sumamed przez sześć dni + jakaś płukanka na bazie gliceryny i wit A+E i osłonowe. Zero przeciwgrzybiczych, zero przeciwbólowych i zbijajacych temp., a ja mam non stop dreszcze na zmianę z potliwością nie mogę nawet łyknąć wody bo najpierw gdy ją przełykam to uczucie jakby mi ktoś przejeżdżał żyletką po gardle i jak łyknę to jeszcze przez minutę to samo uczucie. Nie jem od wtorku. Nie śpię bo nie mogę rozlużnić mięśni twarzy, wszystko mam spuchnięte. Czwartek: zero poprawy wizyta u laryngologa prywatnie bo już nie tylko w nocy łażę po ścianach: wszystkie objawy grypowe + potworny, nie do opisania ból gardła promieniujący do uszu, żuchwy i czaszki. Na moment, dosłownie na dwie godziny, pomga diflofenak w czopkach, ale tylko na tyle, ze przełykam makaron do antybiotyku. Diagnoza: angina ropna, leczenie: odstawiamy sumamed bierzemy augmentin 875 + 125, płukać sodą, popijać rumianek, ketonal forte 3xd, przeciwgrzybiczy przez siedem dni, osłonowy, neoangin po którym niestety zwymiotowałam i 150 zł opłaty za wizytę, żebym się poczuła jeszcze lepiej. Piątek: zero poprawy. Dreszcze są, potliwość jest, gorączka skacze od 35,5 do 38 w ciągu godziny, promieniujący ból gardła , uszu, głowy nie do zniesienia, opuchlizna więc usta nie za bardzo mi się domykają. Nie wiem czy ktoś płakał jako dorosły z bólu gardła, ja jestem dość twarda, ale psychika mi siadła, mój mąż robi awanturę przez telefon kierowniczce przychodni, w której byłam diagnozowana w środę, przyjeżdżamy po skierowanie do szpitala. No i nareszcie: na wejście dostaję dożylnie steryd dexaven i ketonal, ból częściowo uśmierzony i spada opuchlizna, więc wysyłam męża po butlę wody niegazowanej, żeby się pożądnie napić póki mogę, w międzyczasie druga konsultacja laryngologiczna, dołożony kolejny antybiotyk - nowość- clindamycin -MIP 600 mg + gasec 20 osłonowo na żołądek, płukanie: nowość płynny diflofenak o nazwie gilmbax 3 x d, do tego doraźnie szałwią a nie sodą, ketonal zostaje, augmentin zostaje, dodatkowo zaldiar pochodna tramalu przeciwbólowo, a w ogóle to najlepiej byłoby gdybym pojechała na Wolską do szpitala zakaźnego bo terapia tabletkami może okazać się nieskuteczna i i najlepiej byłoby, żebym ja brała dożylnie + ten steryd dexaven w warunkach szpitalnych. Na koniec ubłagałam doktora o jeszcze jeden strzał w żyłę ze sterydu i ketonalu i pojechałam do domu. Udało mi sie zjeść pierwszy obiad od poniedziałku co prawda jena czwarta tego co do tej pory zjadałam ( co wiadomo jak dla kobiety zawsze jest dobre;-). Dziś jest sobotni ranek: pobolewa -ale nie wściekle rwie mnie gardło, moge zjeść niekwaśne półpłynne produkty i napić się herbaty z sokiem malinowym bez łez w oczach. Głosu nie odzyskałam i nie wiem co będzie po południu, kiedy przestanie działać ta końska dawka sterydu, więc pewnie coś tu jeszcze dopiszę. Póki co jest nieźle, nie mam gorączki, jedynie dalej strasznie się pocę.
Wszystko działo się w Warszawie, mam do dyspozycji kochającego męża i samochód. Ale gdy pomyślę, że musiałabym to wszystko załatwiać sama z buta... Masakra. Dla wszystkich, którzy przeżywają teraz to samo życzę dużo zdrowia i może pomogą nazwy moich lekarstw, specjalnie wytłuściłam nowości. Aha, nie jestem histeryczką, na zwolnienia chodzę bardzo rzadko i jak większość Polaków leczę się sama ;-). Niestety w tym przypadku tylko sobie pogorszyłam bo powinnam od razu w poniedziałek pójść do lekarza.