Prawie dwa lata temu, w wakacje ugryzł mnie komar/ oparzyłam się pokrzywą / coś mnie uczuliło - nie pamiętam, w każdym razie w efekcie tego dość mocno swędziała mnie skóra na piszczeli i ją podrapałam. Nie do krwi, ale zostało zaczerwienienie i ślad na suchym naskórku. Po kilku dniach przestało swędzieć, ale zaczerwienienie się utrzymywało. Miałam nadzieję, że po jakimś czasie zniknie, ale zrobiła się z tego nieduża, różowa plama, po pewnym czasie zaczęła się powiększać i zmieniać kolor na ciemniejszy. W tej chwili plama zajmuje już spora część łydki, skóra w tym miejscu jest cienka, błyszcząca i chropowata, wygląda jakbym cały czas miała tam gęsią skórkę. Plamę tworzy mnóstwo drobnych, intensywnie czerwonych "piegów", nie jest to żadna wysypka, tylko takie właśnie drobne przebarwienia.
Oprócz tego że nieciekawie wygląda nie daje żadnych objawów, nie swędzi, nie boli, nie występuje nigdzie indziej, no ale się powiększa. W czasie, kiedy zaczęło mi się to robić, byłam w trakcie leczenia doustną izotretynoiną , więc skóra była wrażliwa, ale teraz już od ponad roku nie biorę leku a blizna nadal jest :( Nie wydaje mi się to na tyle poważne, żeby lecieć z tym do dermatologa, ale zbliża się lato i chciałabym się tego jakoś pozbyć. Czy ktoś miał może doświadczenia z podobną sprawą? co to może być? Poniżej wklejam zdjęcie, w rzeczywistości te małe plamki są bardziej kontrastowe, mocno czerwone.