amigo465
08.07.10, 22:19
Będę wklejał ten post każdemu, kto celem ogłupienia mieszkańców Łomianek
będzie mówił, że droga po wale może powstać.
By ocenić drogę E-7/S-7 po wale trzeba znać jej cel, a polega on na:
Skierowaniu ruchy tranzytowego przedmieściami Warszawy w kierunku zachodnim
i południowym i południowo wschodnim.
Skierowaniu ruchu lokalnego z pominięciem centrum Warszawy do takich
dzielnic jak Chomiczówka, Bemowo, Ochota, Ursus, Włochy, Mokotów, Usynów, a
nawet Falenica oraz miast i miasteczek okolicznych położonych w tych rejonach,
system dróg szybkiego ruchu obecnie budowanych. siskom.waw.pl/tmp.htm
siskom.waw.pl/obwodnica-miejska.htm
siskom.waw.pl/obwodnica-ekspresowa.htm
siskom.waw.pl/s7-bemowo-czosnow.htm
To są podstawowe cele i w aspekcie realizacji tych celów i stopnia
zaawansowani ich budowy można ocenić możliwości realizacyjne drogi po wale. I
na koniec, każda droga musi mieć początek i koniec!
Za drogą po wale przemawia według jej autorów:
Ma chronić przed powodzią
Jest możliwa jeszcze w tej chwili.
Ma usunąć ruch z Łomianek
Ma nie spowodować żadnych wyburzeń
Może być usypana nawet z piasku.
Była by tańsza.
By ja zrealizować trzeba było zacząć odpowiednio wcześnie prace
przygotowawcze, oraz co najważniejsze szukać sojuszników, a tego za kadencji
Burmistrza Sokołowskiego na pewno nie zrobiono. Wszak w walce o drogę Łomianki
były osamotnione i w dodatku podzielone na dwie nierówne części z których
mniejsza była za budową drogi. Za kadencji Burmistrza Pszczółkowskiego było
już za późno.
Przeciw drodze przemawia:
Brak sojuszników zainteresowanych jej realizacją zarówno wówczas, gdy
rządzili Burmistrz Sokołowski jak i obecnie. A główna przyczyną jest fakt, że
nie wpisuje się ona w projektowany dla Warszawy układ drogowy.
Nie ochroni przed powodzią, ponieważ częściowo ma iść po estakadzie, a takie
rozwiązanie nie wzmocni wałów. Nie ochroni przed, powodzią, ponieważ drgania
wywołane ruchem pojazdów osłabiać będą namoknięte podczas powodzi wały, wzdłuż
których albo, po których częściowo miała biec.
Jej realizacja, zgodnie z zamysłem twórców, nie jest w dniu dzisiejszym
możliwa, bo już powstaje węzeł mostu północnego, w którym nie przewidziano
możliwości jej włączenie w istniejące tam trasy i skierowanie ruchu
tranzytowego z pominięciem centrum Warszawy.
Gdyby trasę po wale połączyć jednie z Wisłostradą, co przy pewnej
ekwilibrystyce inżynierskiej może byłoby możliwe, to i tak cały ruch
tranzytowy odbywał się przez Łomianki, bo pojazdy tranzytowe miały by bliżej
do obwodnicy, która po pewnym czasie ma połączyć trasę mostu północnego z
obwodnicą Warszawy.
Istniała w jednym z wariantów trasy i była barana pod uwagę możliwość innego
włączenie trasy nad Wisłą do obwodnicy, wtedy jednak trasa musiałaby skręcać
na zachód przed lasem młocińskim. A to oznacza nie mniej nie więcej jak to, że
musiałaby iść przez gęsto zaludniony Buraków i skraj Dąbrowy. Bardzo liczne
wyburzenia na tym terenie były by konieczne. Zresztą wzdłuż wałów istniej
również szereg zamieszkanych posesji, które podczas tej budowy musiałyby
zostać wyburzone!
Wały i nasypy robi się z odpowiednich materiałów. Piasek rzeczny na pewno
takim materiałem nie jest. Brak mu spoiwa, czyli części pylistych wypłukanych
do końca podczas wydobywania z rzeki. Każda górka, z takiego piasku rzecznego,
w krótkim czasie ulegnie spłaszczeniu, a jeżeli połączyć to z drganiami gruntu
spowodowanymi ruchem pojazdu, nastąpi to bardzo szybko.
Tak, więc trasa po wale wymagałaby transportu wielkich ilości materiałów
budowlanych, ot setki największych ciężarówek dziennie. Na budowie z piachu
wbrew kalkulacjom zwolenników trasy nic by nie oszczędzono. A w dodatku
dochodzą bardzo liczne wyburzenia, proces tyleż długotrwały, co bardzo kosztowny.
A ponadto
Ekolodzy by zablokowali je budowę, tak ja zablokowali budowę przez dolinę
Rozpudy.
Trasa mszczonowska jest budowana w rezerwie, o której wszyscy wiedzieli i
jeżeli wybrali tam miejsce zamieszkania licząc, że tej trasy nie wybudują, to
podjęli na własną rękę ryzyko. A jeżeli nie wiedzieli to są sami winni albo
zostali oszukani.
Mieszkańcy osiedlający się nad Wisła zdawali sobie sprawę z ryzyka wielkiej
wody, ale podjęli to ryzyko, jednak nie spodziewali się, że w przyszłości ich
domy wyburzą, lub że zostaną narażeni na uciążliwość wielkiej drogi
przebiegającej za płotem.
Jedyną motywacją upierania się przy budowie trasy po wale jest motywacja
polityczna albo chęć spekulacji gruntami, których cena w rejonie trasy spadnie.
Pewnie jest jeszcze wiele innych aspektów tej sprawy, które pominąłem, ale
generalnie i tak wniosek może być tyko jeden. Na dziś trasa po wale jest
absolutnie nierealna.