jojcorz
13.01.14, 00:12
Cwir-ćwir-ćwir-ćwir,
Panie,
ćwierkam, bo żyję.
Czarna strzała
na Twym błękicie,
zadziwiam wiatr
lekką chyżością
mego lotu.
Ale tam, pod okapem dachu,
w gniazdku ulepionym z gliny
czekają głodne pisklęta.
Na łeb na szyję,
w mig, z góry na dół i znów w niebo
rzucam się w pościgu, by je nakarmić
w wesołym szczebiocie
i z otwartym dziobem
by schwycić zbłąkaną muszkę.
Ale wiem, że nadejdzie dzień,
o Panie,
dzień złocisty i rześki od chłodu,
gdy moje małe dadzą sobie radę beze mnie...
O, niech wtedy
zew z dalekich krajów
będzie mi pociechą,
gdy już niepotrzebna nikomu,
nie będę miała nic do ofiarowania.
Amen.