wiola1950
20.02.08, 15:58
Właśnie wróciłam z Andaluzji. Ale nie tej nadmorskiej, wybetonowanej
hotelami i autostradą, ale tej ukrytej przed oczami większości
turystów. Andaluzji białych miasteczek i maleńkich wiosek rozrzuco
nych po wzgórzach. Oświetlonej jesiennym słońcem, gdzie nikt się nie
śpieszy. Andaluzji, gdzie nowe domy powstają dyskretnie, tak, aby w
żaden sposób nie zakłócić założeń urbanistycznych pochodzących
jeszcze z czasów, kiedy władali tymi terenami Maurowie. Andaluzji,
której bliżej jest do Maroka niż Unii Europejskiej.
Wcale nie chciało mi się wracać. Na pocieszenie w domu czekała na
mnie niespodzianka. Niespodzianka w postaci kalendarza wydanego
przez Urząd Miasta i Gminy Łomianki ze zdjęciami Harrego Weinberga.
Pięknymi zdjęciami. Zdjęciami takich Łomianek, które najlepiej znam
i kocham. Takich Łomianek, dla których przewróciłam do góry nogami
całe życie, aby w nich zamieszkać. Znam każde sfotografowane przez
Harrego Weinberga drzewo. Każdy krzak i wierzbę. Rozpoznaję miejsca,
z których robił ujęcia. Cudze chwalicie, swego nie znacie –
myślałam, delektując się każdym obrazkiem. Tęsknota za Alorą, Rondą
i El Chorro wyleciała mi z głowy.
Jednak następny dzień, przejazd przez Łomianki i patrol po okolicy
ostudziły mój sielski nastrój. Harry Weinberg jest fotografem
niezwykłym. Zawsze wydobywa z obiektu, niezależnie czy jest to
dziewczyna, czy przydrożna wierzba, to co najpiękniejsze.
Podejrzewam, że jego fotografie nawet najbrzydszych budynków,
których przecież w Łomiankach nie brakuje, byłyby piękne.
Co zatem kierowało tymi, którzy dobierali zdjęcia do tego kalendarza
i którzy te zdjęcia zamówili? Czy zwykłe marzenie, by Łomianki były
postrzegane właśnie tak? Jako oaza dzikiej przyrody, puste łąki i
sielskie mazowieckie krajobrazy? Czy jest to jednak zręczna i
cyniczna manipulacja, przeznaczona dla… No właśnie dla kogo?
Czyżby dla deweloperów, którzy w ostatnim czasie nasilili swoje
działania i naciski, nie tylko na właścicieli gruntów, ale co
gorsze – na przedstawicieli władzy łomiankowskiej?
Informacje, które docierają z przeróżnych komisji Rady Miejskiej,
sesji Rady Miejskiej, a także rozmów kuluarowych, są w tej materii
niezwykle niepokojące. Wydanie kalendarza, w którym nasza gmina
przedstawiona jest jak raj na Ziemi, nie zmieni faktów. Łomianki z
każdym dniem stają się coraz większym i coraz brzydszym placem
budowy. Placem budowy, gdzie w błyskawicznym tempie na maleńkich
działkach powstają jamnikowate brzydkie szeregowce, do których nie
ma ani wytyczonego dojazdu, ani zapewnionej żadnej infrastruktury.
Placem budowy, gdzie na wąskim kawałku gruntu wzdłuż przepięknej
Armii Poznań wyrastają jeden za drugim kuriozalne budynki, będące
skrzyżowaniem miniatury pałacu w Łazienkach z dworem polskim. Placem
budowy bez żadnych założeń urbanistycznych, bez czekania na plany
zagospodarowania. Byle szybciej, byle na mniejszej działeczce, byle
jak. Właściciele betoniarni i piaskarni zacierają ręce. Coraz więcej
kursujących ciężarówek z piachem, coraz więcej betoniarek. Coraz
bardziej zdewastowane drogi i rozjeżdżone pobocza. Coraz więcej
gruzu i styropianu w rowach.
Miasto – Ogród! Co za kpina!
Budowlany boom i pieniądze za grunty przysłaniają oczy i usypiają
rozum. Rozumiem, że wielu właścicielom gruntów. Ale dlaczego również
decydentom? Doniesienia o tym, że jeden z właścicieli kilku hektarów
przy Kościelnej Drodze żąda od władz gminy wyjęcia tego terenu z
planów zagospodarowania, po to by umówiony już deweloper mógł na jak
najmniejszych działkach stawiać swoje budynki, są nie tylko
bulwersujące, ale po prostu przerażające! Tym bardziej, że wśród
naszych radnych i władz gminny są osoby, którym ten pomysł się
podoba!
Nie ma czasu udawać i chwalić się, że Łomianki wyglądają tak jak na
zdjęciach Harrego Weinberga. Dziś jeszcze miejsca te pozostają
piękne i niezabudowane, ale za chwilę mogą zniknąć. I wierzby przy
Kościelnej Drodze, i łąki przy jeziorkach Dziekanowskim i
Kiełpińskim. A oba akweny mogą zostać zasypane gruzem. I choć są
duże, mogą podzielić los zasypanych i zasypywanych nadal jeziorek i
oczek wodnych w innych częściach gminy. A dzieje się to przecież
nieustająco przy milczącym przyzwoleniu kolejnych gminnych władz.
Nie jest w naszym interesie dopuszczenie do takiego zagęszczania
zabudowy, jak ma to miejsce obecnie w wielu miejscach naszej gminy.
Do wprowadzenia do gminy na łapu capu setek nowych obywateli, którzy
w kilka miesięcy po zamieszkaniu tutaj staną się wściekli i
sfrustrowani, bowiem, choć deweloperzy obiecują im teraz gruszki na
rosnących tu wierzbach, to wiadomo, że kanalizacja i wodociąg nie zo
staną zrealizowane przez najbliższych 20 lat, a asfaltowe, równe
drogi dojazdowe na pewno nieprędko powstaną. Nie powstaną też szybko
dodatkowe przedszkola i szkoły. A uciążliwości związane z patrzeniem
się sąsiadowi w okno czy śmietnik za płotem nie spowodują wzrostu
cen nieruchomości w całej gminie, a wręcz przeciwnie.
Władze gminy, zamiast przyjmować umizgi deweloperów i poddawać się
naciskom właścicieli gruntów, powinny skupić się przede wszystkim na
usunięciu wszelkich zapóźnień infrastrukturalnych w istniejącej już
zurbanizowanej części gminy oraz na planach zagospodarowania, które
nie tylko zastopują bezładną obrzydliwą zabudowę, ale i uchronią
wszystkie pokazane na zdjęciach Harrego Weinberga tereny.
Dlaczego?
Dlatego, że to właśnie te puste, niezabudowane przestrzenie otuliny
Kampinoskiego Parku Narodowego, łąki Doliny Łomiankowskiej i
międzywale Doliny Wisły stanowią o atrakcyjności naszej gminy. Nie
dlatego, że są łakomym kąskiem dla deweloperów, ale dlatego, że są
po prostu łąką! To nie ulica Warszawska i placyk przecudnej urody
przy Urzędzie Gminy przyciąga tu chętnych do kupowania ziemi. To nie
zabudowane coraz szczelniej osiedle Chopina czy Dziekanów Bajkowy,
ale właśnie te łąki i puste przestrzenie, które pozwalają na oddech
i cieszenie się pięknymi widokami.
Nie zapominajmy też o zawsze grożącej nam powodzi. Ewentualna
ewakuacja gęsto zabudowanej Doliny Łomiankowskiej może się nie udać…
Kto będzie wówczas za to odpowiedzialny? Nie deweloperzy ani wła
ściciele kilkunastu sprzedanych hektarów, ale władze gminy, które
zgodziły się na zagęszczanie zabudowy.
Chcę bardzo uwierzyć, że wydany przez Urząd Miejski w Łomiankach
kalendarz na rok 2008 – „Łomianki – moja mała ojczyzna” – ma
wyłącznie na celu pokazanie jak jest tu pięknie i zwrócenie
wszystkim uwagi na fakt, że ze wszystkich sił powinniśmy takie
miejsca chronić i o nie dbać.
nasze.lomianki.org/index.php/2008/02/03/moja-mala-ojczyzna/