Dodaj do ulubionych

Moja mała ojczyzna?

20.02.08, 15:58
Właśnie wróciłam z Andaluzji. Ale nie tej nadmorskiej, wybetonowanej
hotelami i autostradą, ale tej ukrytej przed oczami większości
turystów. Andaluzji białych miasteczek i maleńkich wiosek rozrzuco­
nych po wzgórzach. Oświetlonej jesiennym słońcem, gdzie nikt się nie
śpieszy. Anda­luzji, gdzie nowe domy powstają dyskretnie, tak, aby w
żaden sposób nie zakłócić założeń urbanistycznych pochodzących
jeszcze z czasów, kiedy władali tymi tere­nami Maurowie. Andaluzji,
której bliżej jest do Maroka niż Unii Europejskiej.
Wcale nie chciało mi się wracać. Na po­cieszenie w domu czekała na
mnie niespo­dzianka. Niespodzianka w postaci kalenda­rza wydanego
przez Urząd Miasta i Gminy Łomianki ze zdjęciami Harrego Weinberga.
Pięknymi zdjęciami. Zdjęciami takich Ło­mianek, które najlepiej znam
i kocham. Takich Łomianek, dla których przewróciłam do góry nogami
całe życie, aby w nich zamieszkać. Znam każde sfotografowane przez
Harrego Weinberga drzewo. Każdy krzak i wierzbę. Rozpoznaję miejsca,
z których robił ujęcia. Cudze chwalicie, swe­go nie znacie –
myślałam, delektując się każdym obrazkiem. Tęsknota za Alorą, Ron­dą
i El Chorro wyleciała mi z głowy.

Jednak następny dzień, przejazd przez Łomianki i patrol po okolicy
ostudziły mój sielski nastrój. Harry Weinberg jest fotogra­fem
niezwykłym. Zawsze wydobywa z obiek­tu, niezależnie czy jest to
dziewczyna, czy przydrożna wierzba, to co najpiękniejsze.
Podejrzewam, że jego fotografie nawet najbrzydszych budynków,
których przecież w Łomiankach nie brakuje, byłyby piękne.

Co zatem kierowało tymi, którzy do­bierali zdjęcia do tego kalendarza
i którzy te zdjęcia zamówili? Czy zwykłe marzenie, by Łomianki były
postrzegane właśnie tak? Jako oaza dzikiej przyrody, puste łąki i
sielskie mazowieckie krajobrazy? Czy jest to jednak zręczna i
cyniczna manipulacja, przeznaczona dla… No właśnie dla kogo?

Czyżby dla deweloperów, którzy w os­tatnim czasie nasilili swoje
działania i na­ciski, nie tylko na właścicieli gruntów, ale co
gorsze – na przedstawicieli władzy ło­miankowskiej?

Informacje, które docierają z przeróż­nych komisji Rady Miejskiej,
sesji Rady Miejskiej, a także rozmów kuluarowych, są w tej materii
niezwykle niepokojące. Wy­danie kalendarza, w którym nasza gmina
przedstawiona jest jak raj na Ziemi, nie zmieni faktów. Łomianki z
każdym dniem stają się coraz większym i coraz brzydszym placem
budowy. Placem budowy, gdzie w błyskawicznym tempie na maleńkich
działkach powstają jamnikowate brzydkie szeregowce, do których nie
ma ani wyty­czonego dojazdu, ani zapewnionej żadnej infrastruktury.
Placem budowy, gdzie na wąskim kawałku gruntu wzdłuż przepięknej
Armii Poznań wyrastają jeden za drugim kuriozalne budynki, będące
skrzyżowaniem miniatury pałacu w Łazienkach z dworem polskim. Placem
budowy bez żadnych za­łożeń urbanistycznych, bez czekania na plany
zagospodarowania. Byle szybciej, byle na mniejszej działeczce, byle
jak. Właściciele betoniarni i piaskarni zacierają ręce. Coraz więcej
kursujących ciężarówek z piachem, coraz więcej betoniarek. Coraz
bardziej zdewastowane drogi i rozjeżdżone pobocza. Coraz więcej
gruzu i styropianu w rowach.

Miasto – Ogród! Co za kpina!

Budowlany boom i pieniądze za grunty przysłaniają oczy i usypiają
rozum. Rozu­miem, że wielu właścicielom gruntów. Ale dlaczego również
decydentom? Doniesie­nia o tym, że jeden z właścicieli kilku hek­tarów
przy Kościelnej Drodze żąda od władz gminy wyjęcia tego terenu z
planów zago­spodarowania, po to by umówiony już de­weloper mógł na jak
najmniejszych dział­kach stawiać swoje budynki, są nie tylko
bulwersujące, ale po prostu przerażające! Tym bardziej, że wśród
naszych radnych i władz gminny są osoby, którym ten pomysł się
podoba!

Nie ma czasu udawać i chwalić się, że Łomianki wyglądają tak jak na
zdjęciach Harrego Weinberga. Dziś jeszcze miejsca te pozostają
piękne i niezabudowane, ale za chwilę mogą zniknąć. I wierzby przy
Kościelnej Drodze, i łąki przy jeziorkach Dzie­kanowskim i
Kiełpińskim. A oba akweny mogą zostać zasypane gruzem. I choć są
duże, mogą podzielić los zasypanych i za­sypywanych nadal jeziorek i
oczek wodnych w innych częściach gminy. A dzieje się to przecież
nieustająco przy milczącym przy­zwoleniu kolejnych gminnych władz.

Nie jest w naszym interesie dopusz­czenie do takiego zagęszczania
zabudowy, jak ma to miejsce obecnie w wielu miej­scach naszej gminy.
Do wprowadzenia do gminy na łapu capu setek nowych obywa­teli, którzy
w kilka miesięcy po zamieszkaniu tutaj staną się wściekli i
sfrustrowani, bo­wiem, choć deweloperzy obiecują im teraz gruszki na
rosnących tu wierzbach, to wia­domo, że kanalizacja i wodociąg nie zo­
staną zrealizowane przez najbliższych 20 lat, a asfaltowe, równe
drogi dojazdowe na pewno nieprędko powstaną. Nie powstaną też szybko
dodatkowe przedszkola i szkoły. A uciążliwości związane z patrzeniem
się sąsiadowi w okno czy śmietnik za płotem nie spowodują wzrostu
cen nieruchomości w całej gminie, a wręcz przeciwnie.

Władze gminy, zamiast przyjmować umizgi deweloperów i poddawać się
nacis­kom właścicieli gruntów, powinny skupić się przede wszystkim na
usunięciu wszelkich zapóźnień infrastrukturalnych w istniejącej już
zurbanizowanej części gminy oraz na planach zagospodarowania, które
nie tylko zastopują bezładną obrzydliwą zabudowę, ale i uchronią
wszystkie pokazane na zdję­ciach Harrego Weinberga tereny.

Dlaczego?

Dlatego, że to właśnie te puste, niezabu­dowane przestrzenie otuliny
Kampinoskie­go Parku Narodowego, łąki Doliny Łomian­kowskiej i
międzywale Doliny Wisły stanowią o atrakcyjności naszej gminy. Nie
dla­tego, że są łakomym kąskiem dla dewelo­perów, ale dlatego, że są
po prostu łąką! To nie ulica Warszawska i placyk przecudnej urody
przy Urzędzie Gminy przyciąga tu chętnych do kupowania ziemi. To nie
za­budowane coraz szczelniej osiedle Chopina czy Dziekanów Bajkowy,
ale właśnie te łąki i puste przestrzenie, które pozwalają na oddech
i cieszenie się pięknymi widokami.

Nie zapominajmy też o zawsze grożącej nam powodzi. Ewentualna
ewakuacja gęsto zabudowanej Doliny Łomiankowskiej może się nie udać…
Kto będzie wówczas za to odpowiedzialny? Nie deweloperzy ani wła­
ściciele kilkunastu sprzedanych hektarów, ale władze gminy, które
zgodziły się na za­gęszczanie zabudowy.

Chcę bardzo uwierzyć, że wydany przez Urząd Miejski w Łomiankach
kalendarz na rok 2008 – „Łomianki – moja mała ojczyzna” – ma
wyłącznie na celu pokazanie jak jest tu pięknie i zwrócenie
wszystkim uwagi na fakt, że ze wszystkich sił powinniśmy takie
miejsca chronić i o nie dbać.

nasze.lomianki.org/index.php/2008/02/03/moja-mala-ojczyzna/


Obserwuj wątek
    • brycezion Re: Moja mała ojczyzna? 20.02.08, 18:29
      Bardzo ładnie i słusznie napisała p.Joanna.
    • grzybowaa Re: Moja mała ojczyzna? 20.02.08, 18:30
      Dziękuję Autorce za ten artykuł a Wioli za publikację go na Forum!
    • papirus22 Re: Moja mała ojczyzna? 20.02.08, 19:09
      Tak, teraz pozostaje tylko aby niektóre elementy władz gminych
      również zrozumiały że priorytetem jest stworzenie planów
      zagospodarowania przestrzennego, które ograniczą chaotyczną zabudowę
      i uporządkują sprawy zabudowy nowych terenów.
      • bumbem Re: Moja mała ojczyzna? 21.02.08, 09:07
        A gdzie się nie ruszysz to na tych "dzikich ostępach" tworzących piękno Doliny
        Łomiankowskiej natykasz się na pomalowane na pomarańczowo paliki świadczące o
        nowych działaniach inwestorskich. Ostatnio wyznaczali nowe działki w odległości
        ok 200 m od ulicy Jeziornej /wzdłuż ogrodzonego pasa działek rekreacyjnych/,
        choć jak słyszałam miał być to teren rolniczy.
      • tuzimka Re: Moja mała ojczyzna? 21.02.08, 11:04
        papirus22 napisał:
        >teraz pozostaje tylko aby niektóre elementy władz gminych
        zrozumiały że...

        BYłoby całkiem dobrze, żeby pewne inne elementy władz gminnych
        zrozumiały, że zgoda buduje, niezgoda rujnuje, a i dobrej opinii
        wcale nie przyczynia.
        • lomek2 Re: Moja mała ojczyzna? 21.02.08, 11:36
          Nic dodać, nic ująć.
          Jest czas walki i jest czas budowania. Mieszanina kiepsko wychodzi (patrz 2 lata
          kaczolandu).
        • kowalik22 Re: Moja mała ojczyzna? 21.02.08, 12:11
          tuzimka napisała:
          > BYłoby całkiem dobrze, żeby pewne inne elementy władz gminnych
          > zrozumiały, że zgoda buduje, niezgoda rujnuje, a i dobrej opinii
          > wcale nie przyczynia.

          :)
          Tuzimko, Twoje uwagi(wszystkie, w tym i powyższa) są cudne.
          Naprawdę. Krótko i trafnie. Aż się uśmiechnęłam, kiedy przeczytałam
          powyższą.
          Szkoda, że tak rzadko się odzywasz.
          Pozdrawiam

          Dzień dobry wszystkim:)


        • grzybowaa Re: Moja mała ojczyzna? 21.02.08, 12:13
          tuzimka napisała:

          > BYłoby całkiem dobrze, żeby pewne inne elementy władz gminnych

          A mnie się wydaje, że ten apel powinien dotyczyć nie "innych", ale WSZYSTKICH
          elementów władz gminnych.
          • ptasznik11 Re: Moja mała ojczyzna? 21.02.08, 13:20
            Tekst Joanny rzeczywiście świetny i formalnie i merytorycznie. Parę
            dni temu w nocy wylądowałem w Oleśnicy i szczęka mi opadła z
            wrażenia. Piękny, zadbany ryneczek, stylowe ławeczki, podświetlone
            kamienice i równe uliczki prowadzące do rynku. Ten ład przestrzenny
            starego miasta (dalej się nie zapuszczałem) powstawał jednak przez
            dziesiątki lat, a władze miasta potrafiły go wyeksponować. Łomianki
            to taki niestety ni to pies, ni to wydra. Warto choć by nowe obszary
            gminy zostały podporządkowane jakiejś urbanistycznej wizji, a nie
            dyktatowi deweloperów i producentów betonu towarowego.
        • zaplotka Re: Moja mała ojczyzna? 21.02.08, 13:40
          tuzimka napisała:

          BYłoby całkiem dobrze, żeby pewne inne elementy władz gminnych
          > zrozumiały, że zgoda buduje, niezgoda rujnuje, a i dobrej opinii
          > wcale nie przyczynia.

          No właśnie. Zgadzam się w 100%. Dlatego np. z dużym niesmakiem
          przyjmuje takie idiotyczne działania "elementów", jak np.
          likwidowanie w trybie specjalnym i w kompromitujacym (zwłaszcza
          panią wiceburmistrz) stylu komisji statutowej przed uchwaleniem
          nowego statutu - w zemście (mój Boże, coż to za zemsta!) za
          skrytkowanie przez członków tej komisji budżetu. Niektórym się
          wydaje, że zgoda polega na tym, że jeden (lub jedna) mówi, co trzeba
          robić, a reszta to bez kwękania robi. Dla mnie zgoda to rozmawianie,
          dyskutowanie, wspólne wypracowywanie decyzji, a potem konstruktywne
          działanie. No ale każdy ma inne standardy :)
          • kowalik22 Re: Moja mała ojczyzna? 21.02.08, 14:24
            zaplotka napisała:
            Niektórym się
            > wydaje, że zgoda polega na tym, że jeden (lub jedna) mówi, co
            trzeba
            > robić, a reszta to bez kwękania robi. Dla mnie zgoda to
            rozmawianie,
            > dyskutowanie, wspólne wypracowywanie decyzji, a potem
            konstruktywne
            > działanie. No ale każdy ma inne standardy :)

            No tyż racja. Wspólne rozmawianie, dyskutowanie, a jak inni nie
            posłuchają moich racji, to nie wystarczy mi, że miałem inne zdanie,
            i że je wypowiedziałem, dając tym samym sygnał innym "dyskutantom",
            że nie wykonuję "bez kwękania" ich decyzji, ino ślę do publicznej
            wiadomości, że moje zdanie olano, że ci, co olali, są "be", bo się
            nie liczą z moim zdaniem ;)
            Można i tak. Każdy ma inne standardy :)
            Demokracja, Panie, demokracja ...;)
            • zaplotka Re: Moja mała ojczyzna? 21.02.08, 15:04
              Jeżeli były rozmowy i ustalenia, zostało sie np. przegłosowanym, to
              trzeba wspólnie działać i nie można się obrażać
              • papirus22 Re: Moja mała ojczyzna? 21.02.08, 15:17
                Trudno sie z Wami nie zgodzić, ale pod warunkiem że byłyby jakieś
                rozmowy, a niestety nie było.
                • kowalik22 Re: Moja mała ojczyzna? 21.02.08, 15:23
                  Papi, jak to nie było, bo już nie kumam?
                  Projekt budzetu był przedmiotem obrad komisji rady? Był.
                  Czy w wyniku uwag wniesionych przez komisje projekt zweryfikowano?
                  Tak.
                  To o jakich rozmowach, których nie było, piszesz? Serio pytam,
                  zrozumieć próbuję.
                  • papirus22 Re: Moja mała ojczyzna? 21.02.08, 21:39
                    Kow zmien informatora, bo dociera do Ciebie część faktów. Niestety
                    nie będę o nich pisał na forum, nie ciagnij mnie za język, ale
                    niestety nie wszytsko było tak jak powinno. Tylko tyle mogę napisać.
                    Mam tylko nadzieję że wróci normalność i zarazem budżet będzie
                    ewoluował w dobrym kierunku.
                    • kowalik22 Re: Moja mała ojczyzna? 22.02.08, 07:56
                      Papi, nie zamierzam ciągnąć Cię za język, jednak co do zmiany
                      informatora, to już nie wiem, na kogo ;)
                      Wiadomości, jakie posiadam, pochodzą przecież od Ciebie. Były
                      zamieszczone o tu:
                      www.lomianki.info/document.php?did=997
                      Z tego co piszesz, mogę się jedynie domyślać, ze chodzi mniej nawet
                      o ostateczny rezutlat tych "rozmów i dyskusji", co o formę i styl.
                      Ale to tylko moje - pewnie niesłuszne - domysły.
                      Ale zostawmy to, pierwsze koty za płoty, jak to mówią.
                      Będzie lepiej :)

                      Dzień dobry wszystkim :)

              • kowalik22 Re: Moja mała ojczyzna? 21.02.08, 15:20
                No nie mogę :) Zgodziłyśmy się z Zaplotką chyba po raz pierwszy na
                tym forum.
                Właśnie o to chodzi. Niech inni (wszyscy rządzący) też dojdą do
                takiego wniosku ("nie można się obrażać" ani brać odwetu) i wspólnie
                starają się rozwiązywać gminne sprawy.
                Dla wspólnego dobra (choć nie wszystkich ich decyzje zadowolić
                mogą).
                • zaplotka Re: Moja mała ojczyzna? 21.02.08, 15:25
                  Kowalik na radnego, wiceburmistrza, a co tam - na burmistrza!! :)
                  • kowalik22 Re: Moja mała ojczyzna? 21.02.08, 15:48
                    toż proponowałam swoją kandydaturę przed ostatnimi wyborami (ino za
                    późno już było - chlip, chlip :)))))

                    Całkiem poważnie - to akurat jest zajęcie (burmistrzowanie),
                    którego wykonywać nie chciałabym. Nigdy. Zbyt dobrze wiem, z czym to
                    się wiąże (choć ino z obserwacji, nie z autopsji) ;). dlatego nikomu
                    z nich (wójtom, burmistrzom, szczególnie w gminach takich jak
                    Łomianki, podwarszawskich), nie zazdroszczę. Oczekiwania
                    społeczeństwa i potrzeby duże, budzety na wszystkie potrzeby za
                    małe, priorytety trudno ustalic, bo jakkolwiek się je ustali, ktoś
                    będzie niezadowolony, wyniki - choćby były w jakim zakresie i miarę
                    możliwości pozytywne - wszystkich nie zadowolą...

                    Ciężka robota ;)

    • jojcorz Re: Moja mała ojczyzna? 21.02.08, 13:37
      Podzielam zdanie Autorki. Nie podzielam zaś bardzo emocjonalnego
      potraktowania tematu (problemu). Nie są to powody merytoryczne. Nie
      podzielam z powodów czysto ludzkich. Tak nie da się funkcjonować.

      Ogromny żal i ból jaki wyziera z każdego słowa pani Joanny Onoszko-
      Kroszkiewicz niczego nie zmieni. Tego typu teksty czyta się dobrze.
      Czynią to szczególnie ludzie wrażliwi, subtelni, uduchowieni,
      społecznicy. Niestety, ale takie teksty w żaden sposób nie dotrą do:
      prostaków, ludzi gruboskórnych, małodusznych, nastawionych na
      doraźną konsumpcję. Ci zaś są w bezsprzecznej przewadze w naszej
      lokalnej społeczności i nie tylko naszej.

      Jaka jest geneza takich nihilistycznych postaw? Odpowiedź jest
      prosta. Zapóźnienie cywilizacyjne. Nic nie zmieniło
      nasze „podpięcie” do UE, bo zmienić nie mogło. Fakt ten tylko
      rozpoczął powolne (wieloletnie) procesy ustalania poziomów. Mam
      tutaj na myśli poziomów WSZYSTKICH prerogatyw normalności.

      Ekonomia, mentalność ludzka, edukacja, wrażliwość, rozumienie spraw
      globalnie, ekologia, higiena życia, i tysiące innych braków, które
      rozwinięte europejskie społeczności „uzupełniły” w okresie, gdy my
      budowaliśmy z komuchami - „Światowe domki z kart”, będąc przy tym
      deprawowani codzienną walką o życie w tym najpiękniejszym z ustrojów
      politycznych.

      Teraz płacimy. Płacimy tym wszystkim, o czym Autorka wspomniała, i o
      zgrozo, dużo większą cenę, o czym nie mogła napisać.

      Mała dygresja. W moim życiu spędziłem setki godzin w powietrzu.
      Niejednokrotnie miałem okazje oglądać światowe metropolie z ptasiej
      perspektywy. Były dwie grupy widzianych obrazków. Granicę stanowiła
      ekonomia. U biedaków wokół miast - szarzyzna. U bogatych - mozaika
      ceglastych lub ceglasto-szafirowych punktów. Podchodzenie do
      lądowania ów rebus rozwiązywało. Dom z basenem lub bez basenu.

      Skala owych kolorowych otoczek aż do dzisiaj wcale nie ma tendencji
      malejącej. Duże miasta zawsze generowały ruchy odśrodkowe. Autorka
      pisząc o własnej przeprowadzce do: „Takich Łomianek, dla których
      przewróciłam do góry nogami całe życie, aby w nich zamieszkać”, jest
      tego dowodem. Niczego zdrożnego w takiej postawie nie ma. Ja także
      jestem warszawiakiem na włościach w Łomiankach (900mkw).

      Problem polega na okiełznaniu dzikości owego procesu. Owe dzikie
      widzenie „nowoczesności”, niestety sprowadza śmierć
      na „deweloperskie” walory tych terenów. Mówiąc normalnie – na
      przyrodę.

      Nie mamy strażników dla zagrożonych światów wokół nas. Nie my
      podejmujemy brzemienne w skutkach „globalne” (na miarę naszego
      łomiankowskiego środowiska) – decyzje. Podejmują je nasi
      reprezentanci. A z tymi bywa różnie, „kwadratowo i podłużnie” jak
      wyrażaly się na Kiercelaku obywatele stolycy.

      Czy jest szansa na poprawę? Jest, ale wg mnie za dwa pokolenia.
      Niestety, wówczas już dla tak gorzko wspomnianego przez
      Autorkę: „Miasto – Ogród! Co za kpina!” z pewnością będzie bił dzwon!

      Jak jednak uratować to co da uratować się?

      Zaczynać trzeba zawsze od siebie (kropla i skała). Stosować się i
      Innych namawiać do takich postaw, w poszukiwaniu osobistego
      szczęścia. Niestety synonimem szczęścia dla większości jest jeszcze -
      zamożność.

      A oto recepta z XVIII w napisana przez Jana Nepomucena Kamińskiego.

      Szczęście zawsze ślepo chodzi,
      Ślepo sypie swoje dary,
      Jego ręką traf powodzi,,
      Lub nic nie da, lub bez miary.

      Jednak gdy chcesz być szczęśliwy,
      Nie zbywa ci na sposobie:
      Kochaj bliźnich, bądź poczciwy,
      Znajdziesz szczęście w samym sobie.

      Idealista? Realista który nie będzie z racji wieku miał okazji
      przekonać się że miał rację. :(
      • kw40 Re: Moja mała ojczyzna? 21.02.08, 21:23
        jojcorz napisała:

        >
        > Ogromny żal i ból jaki wyziera z każdego słowa pani Joanny Onoszko-
        > Kroszkiewicz niczego nie zmieni. Tego typu teksty czyta się dobrze.
        > Czynią to szczególnie ludzie wrażliwi, subtelni, uduchowieni,
        > społecznicy. Niestety, ale takie teksty w żaden sposób nie dotrą do:
        > prostaków, ludzi gruboskórnych, małodusznych, nastawionych na
        > doraźną konsumpcję. Ci zaś są w bezsprzecznej przewadze w naszej
        > lokalnej społeczności i nie tylko naszej.

        Myślę jednak, że takie słowa dużo mogą zmienić. Tak naprawdę wszystko zależy od
        postawy tych wrażliwych. Dopiero jak coś człowiekowi przeszkadza zechce to
        zmienić. Jeżeli nie będzie nam przeszkadzał nieład architektoniczny, błoto na
        ulicach, zaśmiecone miasto, nasz sąsiad wydeptujący na miejskim trawniku ścieżki
        na skróty, ale także łamanie reguł porządku np. ograniczeń prędkości w
        uliczkach, to nic sie nie zmieni. Łomianki pozostaną bałaganiarską, brzydką
        miejscowością. Jeżeli będzie nam to przeszkadzać, to swoją postawą i wynikającym
        z niej działaniem zmienimy smutną rzeczywistość. Pytanie tylko, czy ponarzekamy
        sobie trochę, wzruszmy nad ładnym kalendarzem czekając do następnego
        przebudzenia, czy wyniknie coś z tego bardziej konstruktywnego.
        I jeszcze jedno - przyszłości nie kreują ci gruboskurni prostacy, tylko mająca
        wizję i marzenia mniejszość.

        • jojcorz Re: Moja mała ojczyzna? 22.02.08, 07:28
          No i co ja mam z Tobą zrobić kw40?

          Ja nie neguję iż od tych wrażliwych nic nie zależy. Ja tylko
          powątpiewam iż ich postawy są w stanie - ujmę to inaczej - w dającej
          się bliżej perspektywie czasowej coś zmienić. Napisałem przecież iż
          oceniam ją na dwa pokolenia.

          Napisałem też że trzeba zaczynać od siebie
          wszelkie "naprawy", "remonty", "porzadki".

          Nie zmieni rzeczywistości fakt iż NIELICZNYM przeszkadza wszystko to
          o czym napisałeś. WIĘKSZOŚCI nie przeszkadza! I tutaj jest problem.

          Czas jest naszym sprzymierzeńcem w tym dziele. Europa wyedukuje
          kochanych emigrantów, da im namacalne przykłady że:
          - można uśmiechać się do siebie
          - być życzliwym dla innych
          - nie wstydzić się sprzątać po swoim pupilu
          - można liczyć na policjanta na ulicy
          - ustąpić potrzebującemu
          - i jeszcze tysiące innych "tak nam obcych zachowań"

          Zadajesz pytanie, na które Sam już Sobie odpowiedziałeś: "Pytanie
          tylko, czy ponarzekamy sobie trochę, wzruszmy nad ładnym kalendarzem
          czekając do następnego przebudzenia, czy wyniknie coś z tego
          bardziej konstruktywnego".

          Co do ostatniej tezy:

          "przyszłości nie kreują ci gruboskórni prostacy, tylko mająca wizję
          i marzenia mniejszość", nie zgadzam się z Tobą.
          Jeżeli tak jest, to dlaczego dookoła nie widzimy efektów pracy owych
          wrażliwych kreacjonistów rzeczywistości?

          Odpowiedź:
          - Twoja teza jest raczej fałszywa. Robią to właśnie ci drudzy, o
          czym nie ja donoszę a taki tuz jak gościu wymieniiony w mojej stopce.

          Reasumując kw40 Twoje słowa, mam wrażenie iż jest to tylko "koncert
          życzeń" (który mnie także zaprząta i realizację którego także
          chetnie widział bym), ale to tylko życzenia.

          Rzeczywistość widzisz codziennie, na każdym kroku, w każdym miejscu.

          Ja nie wierzę w:
          - czyny społeczne
          - zrywy
          - przemawianie do rozsadku
          - odwoływanie się do ...
          - i inne socjotechniczne chwyty

          Ja już to w moim życiu przerabiałem.

          Ja wierzę w człowieka. ZMIENIONEGO. A taki zmienia się tam, za
          rubieżą naszej kochanej Ojczyzny.

          Wierzę, ponieważ życzę dobrze moim bliskim i nie tylko. :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka