Wczoraj moja ortodontka zdjęła mi w końcu ten nieszczęsny hayrax. Aż łzy mi
popłynęły z bólu

A ona zapeniała mnie, że nic nie będzie bolało

Ale to
już mam za sobą, więc nie będę marudzić... chodzi o coś innego... owszem-
szczęka ładnie się rozeszła, teraz mogę zdjąć i umyć to diabelstwo, no i
smaruję żelem, żeby wyleczyć obolałe po 4 miesiącach dziąsła... 12 maja mam
mieć nałożony aparat stały na górną szczękę... martwię się, bo na tę chwilę
szczęki nie stykają się ze sobą, a przynajmniej nie w każdym miejscu... mam
nawet wrażenie, że hayrax jakby "wywinął" mi górną szczękę na zewnątrz...
matwię się, że tak już zostanie, że po zakończeniu leczenia wcale nie będę
miała ładnego, równego zgryzu... nie zdążyłam wczoraj porozmawiać o tym z
moją orto, bo po zdjęciu i wyczyszczeniu hayrax-a założyła mi go z powrotem,
a to wszystko zauważyłam dopiero w domu... czy to normalne? czy stały aparat
wszystko skoryguje i może niepotrzebnie się martwię? proszę o komentarze,
pozdrawiam!