pulsarkowy
27.07.06, 23:03
w przerwie serialu pozwalam wlasnie dojsc do glosu bardziej kobiecej czesci mojej osobowosci (taa... gdzie sie podzial twardy facet?)... cholera. tesknie za przyjaznia. zawsze mi sie przypomina jak widze sceny "Magda M+Sebastian".
Mialem kiedys kogos takiego. dawno dawno temu... nic nas nigdy nie laczylo (a mowia, ze ponoc przyjazn damsko-meska bez podtekstow nie istnieje, ale nie wierze w to). zawsze idealnie wyczuwala (do dzis nie wiem jak), kiedy na przyklad jest mi po prostu potrzebna... to dzialalo zreszta w obie strony.
spotkania "z okazji" i "bez okazji", dluuuugasne rozmowy, takze przez telefon, wspolne "przezywanie" jej/moich perypetii sercowych, zyciowych sukcesow i porazek...
cos takiego zdarzylo mi sie chyba raz w zyciu tylko, trwalo ladnych pare lat, a potem... potem jakos inaczej sie zycie poukladalo. kurcze... tesknie za czyms takim jak cholera. za "zwykla" ale prawdziwa przyjaznia... ale tego sie nie "znajduje na ulicy", tego sie nie znajduje "wychodzac do ludzi" (obojetne, w realu czy w necie), to po prostu sie pojawia.
ech... czasem miewam takie "refleksyjne" wieczory...