Nie powinnam się tak nad sobą użalać, ale...
Mam 25 lat... kolejny samotny weekend chyli się ku końcowi... siedzę sama w 3-
pokojowym mieszkaniu...o ironio... Czasami aż słysze echo

Tracę motywację
powoli. Dosyć mam już tego życia "do wewnątrz". A teraz wyjście do ludzi to
takie cięzkie zajęcie... Dobrze że mam pracę... mimo że chodze do niej już
tylko siłą rozpędu. Ale jak juz do niej trafiam, to nie chce mi się z niej
wychodzić. Wychodzę w pustkę.... Może to śmieszne wszystko...
Czy ktos ma podobnie?