ef.endir
18.10.09, 00:04
Zaczeło się od tego, że dziecko (chłopak, 11 lat), gdy dowiedziało
się o tym, że żona złożyła sprawę o rozwód, powiedziało - Ja chcę
mieszkać z tobą. Przez 1,5 roku moja żona tego nie słyszy. Na
początku było spokojnie, RODK, jakieś utrudnienia w spotkaniach,
zepsuty telefon itp. Ale teraz!!!??? Sąd wydaje postanowienie, że
dzieciak do rozprawy ma mieszkac ze mną. W tym momencie tracę
jakikolwiek kontakt z synem. Żaden z 4 telefonów do niej i jej
rodziny nie odpowiada. W terminach, które są wyznaczył jako "moje
weekendy" zamknięte drzwi. Telefon ze szkoły dziecka, że :mamy
problem...." Jadę. Psycholog szkolny mówi: "Syn pana potrzebuje.
Załatwcie to jakos bo go stracicie...". NAstępna osoba, która
tłumaczy żonie co i jak. I znowu nic. Nic? Oprócz wizyty z dzieckiem
u psychiatry, karmieniu go lekami psychotropowymi (podobno ma
rozdwojenie osobowości!!!!! - żaden z nauczycieli tego nie zauważył)
teraz złożyła na policję zawiadomienie o popełnieniu
przestępstwa.... Art 160 par. 2. Juz nie mam siły.....
Czasem zastanawiam sie czy nie lepiej było odpuścić. Dziecko
pomyślałoby, że ma ojca dupka ale przynajmniej nie żyłoby w ciąglej
wojnie. Ja już mam dość..... Wysiadam.