Po kilkuletniej obecności tu, i własnym potwornie ciężkim rozwodzie, tudzież
traumatycznym a na szczęście przeszłym już okresie porozwodowym, mam kilka
spostrzeżeń dotyczących głównych powodów siekaniny i traumy rozwodowej i
porozwodowej większości tu obecnych. Oraz - kolejnych wpadek co poniektórych.
Bazując tu m.in. na dwóch prawach rybaka (1)jesteśmy - mimo płci - jednak
bardzo podobni a w warstwie mentalnej - nawet tacy sami, 2) nasze motywy w
relacjach damsko-męskich są trywialnie proste, a jedynie ich wyjaśnienia -
skomplikowane
Wiem, że gdybym i ja (i ex oczywiście też) był mądrzejszy PRZED szkodą,
zarówno sytuację przedrozwodową,jak i rozwód miałbym po prostu zwyczajne -
krótkie i nieobciążające dalszego życia. I ona też.
A kto wie, czy w ogóle by do tego skazanego od początku na klęskę związku w
ogóle doszło? Przedstawię je tu w kilku punktach, dla uporządkowania:
1) INTERCYZA przed ślubem!!!
Większość ciężkich procesów rozwodowych - wg moich spostrzeżeń - bierze się z
nie unormowanych spraw i zaszłości majątkowych (ja go utrzymywałam, albo - ja
- ją, dom, mieszkania, samochody itd itp.). POlacy nie mają w zwyczaju tego
zawierać, bo jakże to wygląda - z góry zakładać, że nie wyjdzie, ale skoro
50-70 proc. małżeństw się rozpada - i to zwyczajna statystyka jest - prosty
spisany dokument z góry by ustawiał takie sytuacje. Co więcej - wszelkiego
rodzaju hieny matrymonialne, typu leniwy chłop z nałogami, odwalałyby się od
nas w podskokach PRZED małżeństwem. Bo by wiedziały, że po zawinionym czy
sprowokowanym przez nie rozwodzie - guzik z planów np. przejęcia czyjegoś
domu, mieszkania, samochodów czy kont.
Co więcej - jeśli ktoś bogaty brałby sobie np. ubogą a chędogą kobietę do
siedzenia w domu czy robienia za ozdobę rodziny - ona też by wiedziała, na co
może ew. liczyć jakby co. Słowem - szanse wyrównywałoby to już na starcie i
czyniło już na starcie układ czystszym i przejrzystszym.
W ogóle mam taką hipotezę, że głównym powodem istnienia w naszym prawie chorej
instytucji rozwodu z czyjejś wyłącznej winy czy z udowadnianiem winy bierze
się właśnie z praktycznej nieobecności prawa cywilnego i umów cywilnoprawnych
w naszym skażonym socjalizmem i jeggo niechęcią do własności i oddolnych
niezależnych umów samych obywateli - życiu rodzinnym. Bo tak naprawdę zamiast
tego to powinna być intercyza i kilka punktów w KRiO.
Z powyższych względów dziś ja osobiście wiem, że jeśli coś mi odpali, jakieś
króliki zaczną mi się znów kłębić w mózgu znowu albo co - i kiedykolwiek
jeszcze zdecyduję się na ślub z kimkolwiek - to TYLKO z intercyzą. Albo w
ogóle. Na razie nie planuję, ale diabli wiedzą, co czas i życie przyniosą.
2) poważne rozmowy o dzieciach, przyszłości związku, wyobrażeniach - TYLKO
przed ślubem i przed intercyzą.
3) Zarówno przed ślubem, jak i po ślubie - nie ma co czekać na kompletną
rozwałkę związku w jakiejś jego sferze, licząc, że POTEM się poprawi. Jak jest
źle, to znaczy, że jest jeszcze gorzej niż nam się wydaje - bo to idzie
dynamicznie w funkcji czasu - te niekorzystne zmiany. Słowem - jeśli np. po
paru latach (miesiącach) - nie ma seksu - no to sprawa jest jasna. Jeśli obie
strony NATYCHMIAST coś z tym nie zrobią - będzie tylko gorzej, dojdą awantury,
zerwana więź, zdrady jakieś czy cuś itd... A potem pójdzie po całości.
Więc - albo albo. Jasno sprawę stawiać tu powinny odpowiednio wcześnie obie
strony. He he - intercyzy na Zachodzie i to normują, żeby było śmieszniej. Ale
i uczciwiej.
4) Wychowanie dziecka, wychowywanie dzieci z poprzednich związków.
Z moich obserwacji wynika, że często kolejne związki psują się przez to, że
zawczasu strony jasno nie wyartykułowały tu oczekiwań i planów obopólnych.
Przynajmniej ramowych

. Wiadomo, wszystkiego się nie przewidzi, ale... tu dla
odmiany - intencje są najważniejsze - ich obopólna znajomość i zrozumienie.
5) Sam rozwód...
Jeśli jest intercyza, to ew. sądowa naparzanka wystąpi zdecydowanie rzadziej.
Owszem, jak się trafi pani pragnąca być do końca życia utrzymanką ex (czyli -
mieć to co w małżeństwie, ale bez obowiązków z tym związanych) - no to będzie
gorąco. Albo jak jakiś pan...Nie śmiejcie się - takie przypadki będą w POlsce
coraz częstsze. Jak równouprawnienie, to równouprawnienie... Ale i tu
intercyza zawczasu eiminuje jako się rzekło -
6) Czyli - w normalnym ukłądzie - czyli polskim standardzie - warto iść za
wszelką cenę w rozwód bez orzekania.
Raz - że szybko. Kilka miesięcy od pozwu do uprawomocnienia się i już.
Można żyć dalej i odetchnąć. Ba - można nawet niekiedy patrzeć na ex spokojniej.
Dwa - to zdecydowanie mniej kaleczy obie strony. Katharsis na sali sądowej to
najgorszy rodzaj katharsis jest. I najdroższy. Często na siebie potem nie
można spokojnie patrzeć, a co dopiero na ex.
Trzy - to nie zamula człowieka aż takimi negatywnymi emocjami -
złością,nieufnością, strachem przed kolejnymi związkami. No i skraca albo
niweluje naszą własną strefę cienia - czyli okres, kiedy sami coś musimy sobie
udowadniać, albo - kompensować czy nadrabiać. Przez co sami sobie i innym
często robimy krzywdę.
Cztery - Finanse - bez orzekania to kilkaset złotych. Z orzekaniem -
kilka-kilkadziesiąt tysięcy, zależy od przewlekłości sprawy, prawnika i samego
rozwodzącego się.
Pięć - to akurat powinno być w tej wyliczance zdecydowanie wyżej, a konkretnie
- na samej górze - dzieci - zdecydowanie mniejsza trauma rozwodowa dla nich.
Po rozwodzie - lepsze kontakty z rodzicem, który nie sprawuje opieki - słowem
- handicap na przyszłość dla samego dziecka
Sześć - przyjaciele - rozwód bez orzekania nie każe innym opowiadać się po
czyjejkolwiek stronie - pozostawia nas to w jakimś tam zdrowszym otoczeniu
społecznym. W końcu - znajomi uciekają na pierwszą wieść o naszym rozwodzie
głównie dlatego, by nie stawac się czyimiś... świadkami

))
7)Aha - po rozwodzie - jak już pisałem - znacznie zdrowiej jest nie ograniczać
kontaktów dzieci z ex. Nie nastawiać dziecka przeciw ex. Ogromną krzywdę robi
się tak bowiem i dziecku, i jego związkom przyszłym - skąd ma ono brać wzorce
przyszłych zachowań, jeśli nie od nas? Nie ma co multiplikować tej złej
sztafety pokoleń z mamusiami klnącymi na ex i tatusiami którym się wysypało
coś o odpałach ex przy dziecku.
Słowem - tera morał

)):
Do rozwodu trzeba się zacząć przygotowywać najpóźniej na pół roku przed
małżeństwem

Jak ludzie w cywilizowanych krajach, co już dawno ten materiał
na żywym materiale przerobili

A jak druga strona nie zechce np. intercyzy? - spytacie?
Proste - po pierwsze - układamy ją RAZEM. To z miejsca każe drugiej stronie
traktować nas poważnie. A nam - ją. Obserwujemy sobie reakcje next - w
warunkach ujawnionych , często odmiennych interesów itd.
A ona - nasze... I wyciągamy wnioski.
A jak nie chce? Trudno, mówimy jej, że przecież tyle świetnych rodzin żyje
dziś w wolnych związkach... przez lata, aż się na pewno dotrą...
Zatem - małżeństwo i planowane dzieci wspólne to za poważna sprawa, żeby
pozostawiać w tej statystyce cokolwiek kwestii przypadku - czy to ciężkiemu
okresowi sędziny czy samotnej nocy sędziego.

)
I jeszcze jedno - argument za - małżeństwa zawarte z intercyzą są podobno
TRWALSZE!