Dodaj do ulubionych

rozstanie na trochę?

02.12.09, 16:09
Cześć!
Jestem tu nowa, znalazłam te forum przez gogle i chciałam się z kimś podzielić
moją sytuacją.
Otóż jestem 17 lat po ślubie, wydawałoby się że sielanka żyć nie umierać,
niczego nie brak, dzieci udane (córka 10 i syn 16 lat). Ale tak naprawdę nie
jestem szczęśliwa, mąż się o wszystko obraża dochodzi do tego że po miesiącu
się nie odzywa, śpimy w osobnych pokojach.
Ja pracuję od 9 do 17, przychodzę do domu gotuję obiad, lekcje z córką, trochę
ćwiczeń na pianinie- córka chodzi do szkoły muzycznej, przychodzi wieczór. Mąż
wraca o 23 albo później i uważa że ja nic nie robię, jestem leniwa i takie tam
rzeczy. Oczywiście nie jestem zwolennikiem przesadnej czystości i w domu mam
tak normalnie, porządki w soboty a w ciągu tygodnie tyle o ile.
Ostatnio pokłóciliśmy się o to że powiedziałam mu że jak się do mnie nie
odzywał to przynajmniej sam robił sobie śniadania i jeszcze mi kawę podał.
Wydarł się na mnie że powinnam iść na emeryturę, a ja przecież tylko
żartowałam. Kiedyś by odpowiedział że moje kanapki mu lepiej smakują a teraz o
takie głupoty się kłóci. Najgorsze jest to że w przyszłym roku kończymy budowę
domu, pięknego i dużego. Mieliśmy się na lato przeprowadzać, ale jaki to ma
sens. Przez całe małżeństwo zawsze wyciągałam pierwsza rękę, mam tego dosyć.
Co by się nie działo, słyszę że to moja wina.
Kiedyś podobna sytuacja miała miejsce, wyjechaliśmy wtedy we dwójkę w góry aby
poprawić nasze stosunki, ale w tej chwili to już nawet wyjazd nic nie pomoże.
Zastanawiam się co robić, czy na trochę się rozejść tak na próbę czy dać sobie
już w ogóle spokój?
Obserwuj wątek
    • jarkoni Re: rozstanie na trochę? 02.12.09, 19:07
      Jak dla mnie to zwykłe małżeńskie przepychanki wynikające ze "starości"
      małżeństwa.. Kłótnie są stare jak świat, jesteście przepracowani.
      A wyjechać na trochę, święta idą, dać se trochę luzu, dać na chwilę dzieci do
      dziadków i poszaleć, Tunezja i Kanary tanie jak barszcz. Odbudować to coś co w
      nawale pracy i kłopotach dnia codziennego zaczyna zanikać. Cieszyć się sobą jak
      za czasów narzeczeństwa.
      Nie marudzić o rozstaniu, myśleć o wyposażaniu wspólnego domu leżąc z miłym
      drinkiem nad basenem w upale w grudniu/styczniu..
      Nie stresować dzieci..
      Wykonać smile
      Pozdrawiam...
    • ravny Re: rozstanie na trochę? 02.12.09, 20:16
      ggaabbrryyssiiaa napisała:


      > Mąż
      > wraca o 23 albo później


      ma kochankę.
      • sonia_30 Re: rozstanie na trochę? 02.12.09, 20:23
        Krótko, zwięźle i prawdopodobnie wink
        • renebenay Re: rozstanie na trochę? 02.12.09, 20:30
          Mnie tez sie to rzucilo pierwsze w oczy bo wg mnie facet ma sobie cos do
          zarzucenia i dlatego jest agresywny wobec zony w mysl ze,atak jest najlepsza obrona.
          To jest stara i dosc klasyczna metoda na rozbrojenie przeciwnika.
          • a.niech.to Re: rozstanie na trochę? 03.12.09, 07:39
            renebenay napisał:

            > facet ma sobie cos do
            > zarzucenia i dlatego jest agresywny wobec zony w mysl ze,atak jest
            najlepsza ob
            > rona.
            Napór budzi opór. Kobieta też człowiek.smile
      • mola1971 Re: rozstanie na trochę? 02.12.09, 20:43
        ravny napisał:
        > ma kochankę.

        I do tego prawdopodobnie dużo młodszą.
        "Wydarł się na mnie że powinnam iść na emeryturę, a ja przecież tylko
        żartowałam."
    • labadine Re: rozstanie na trochę? 02.12.09, 20:22
      To nie jest zadna przepychanka malzenska bo to jest chroniczny brak uznania i
      szacunku dla wlasnej zony,dodatkowo jej pan i wladca jest strasznie obrazalski i
      potrafiacy glupi zart uznac za agresje na swoja przenajswietsza osobe.
      Rozstanie na troche jest bez sensu,przydaloby sie jednak obciazyc malzonka
      utrzymaniem domu bo mimo wszystko oboje pracujecie i niech pokaze jak sie
      utrzymuje dom,poprostu niech tez kiwnie palcem czy tylkiem a nie ciagle
      przychodzic na gotowe i marudzic.
      Jak facet jest taki madry to nie czekac na niego z kolacja ani nie przygotowywac
      zadnych porannych kanapek,tak samo jak on pracujesz i zajmujesz sie domem i
      dziecmi a wiec niech on sam o siebie zadba.
      Rowniez jezeli jest tak gleboko obrazalski i potrafi sie m-c nie odzywac to tak
      samo nie odzywaj przez taki sam okres czasu jak on skonczy,dodatkowo przeprowadz
      sie do innego pokoju dajac wrazenie definitywnego opuszczenia lozka malzenskiego.
      W sprawie nowego domu rowniez mozesz go demoralizowac podwazajac sens budowy i
      dajac jednoczesnie znaki calkowitej obojetnosci.
      Niestety kobiety jak chca to potrafia porzadnie podtruc zycie swoim mezom i
      wystarczy umiejetnie do tego podejsc z wyrachowaniem i cierpliwoscia.
      • a.niech.to Re: rozstanie na trochę? 03.12.09, 07:43
        labadine napisał:

        > Rowniez jezeli jest tak gleboko obrazalski i potrafi sie m-c nie
        odzywac to ta
        > k
        > samo nie odzywaj przez taki sam okres czasu jak on
        skonczy,dodatkowo przeprowad
        > z
        > sie do innego pokoju dajac wrazenie definitywnego opuszczenia
        lozka malzenskieg
        > o.
        > W sprawie nowego domu rowniez mozesz go demoralizowac podwazajac
        sens budowy i
        > dajac jednoczesnie znaki calkowitej obojetnosci.
        > Niestety kobiety jak chca to potrafia porzadnie podtruc zycie
        swoim mezom i
        > wystarczy umiejetnie do tego podejsc z wyrachowaniem i
        cierpliwoscia.
        Jaką bronią walczysz, od takiej broni giniesz. Tylko że to zupełnie
        nie o to chodzi.
      • ggaabbrryyssiiaa Re: rozstanie na trochę? 03.12.09, 09:17
        Powiem Tobie że już mam dosyć cichych dni. Do niego nic nie dociera, ponieważ
        jak tylko zaczynam coś mówić, to od od razu jest kłótnia, on się wydziera a ja
        nic nie mówię już bo nie chcę żeby dzieci to słuchały. Śpię w osobnym pokoju a
        teraz nawet domu bo wczoraj przeprowadził się na budowę.
        • a.niech.to Re: rozstanie na trochę? 03.12.09, 10:12
          Nie borykasz się przypadkiem z problemem przemocy? Karanie
          milczeniem jest jedną z jej form, samo zaś krytykanctwo to przejaw
          molestowania moralnego. Odmowa rozmowy, krzyki ranią podobnie jak
          bicie.
          • ggaabbrryyssiiaa Re: rozstanie na trochę? 03.12.09, 10:16
            Jak zwała tak zwał , ale to mnie już nie dotyczy. Wczoraj się wyprowadził i jest
            ok. Oczywiście przychodzi do domu ale traktujemy się na wzajem jak powietrze.
            Nie chcę żeby stracił kontakt z dziećmi, moja córka jest bardzo związana ze
            swoim ojcem i nie mam zamiaru jej tego zabierać. A ja jestem silną kobietą i
            myslę że sobie poradzę, mam rodzinę rodziców więc nie będzie tak źle.
            • a.niech.to Re: rozstanie na trochę? 03.12.09, 10:18
              Daj Ci, Panie Boże!smile
              • ggaabbrryyssiiaa Re: rozstanie na trochę? 03.12.09, 10:29
                Bóg nie ma tu nic do rzeczy. Z tego co piszesz to wnioskuję że chcesz mnie
                zdołować chyba.
                • a.niech.to Re: rozstanie na trochę? 03.12.09, 10:34
                  Od dołowania Ciebie czy kogokolwiek innego jestem jak najdalsza.
                  Wiem po prostu, jak trudna przed Tobą droga i życzę Ci jak
                  najlepiej.smile
          • wiosenka.pl milczenie 03.12.09, 11:35
            > Nie borykasz się przypadkiem z problemem przemocy? Karanie
            > milczeniem jest jedną z jej form,

            Spotkałam się już z taką opinią, ale nie zgadzam się z generalizowaniem.
            Milczenie to m.in.również ucieczka, kiedy wszelkie próby dialogu zawiodły. To
            też żal, potrzeba samotności.
            I z drugiej strony - to pewna forma odziaływania na drugą stronę, przekazywania
            komunikatów (np. dopóki krzyczysz, obrażasz mnie, itp nie będę się odzywać).
            • a.niech.to Re: milczenie 03.12.09, 19:31
              wiosenka.pl napisała:

              > > Nie borykasz się przypadkiem z problemem przemocy? Karanie
              > > milczeniem jest jedną z jej form,
              >
              > Spotkałam się już z taką opinią, ale nie zgadzam się z
              generalizowaniem.
              > Milczenie to m.in.również ucieczka, kiedy wszelkie próby dialogu
              zawiodły. To
              > też żal, potrzeba samotności.
              > I z drugiej strony - to pewna forma odziaływania na drugą stronę,
              przekazywania
              > komunikatów (np. dopóki krzyczysz, obrażasz mnie, itp nie będę się
              odzywać).
              Pisałam o milczeniu jako odmowie nawiazania konstruktywnego dialogu.
              Wskazując na pominięte przeze mnie uwarunkowania, masz oczywiście
              rację.
        • blueklara44 Re: rozstanie na trochę? 21.12.09, 14:46
          ggaabbrryyssiiaa napisała:

          > Powiem Tobie że już mam dosyć cichych dni. Do niego nic nie dociera,
          ponieważ
          > jak tylko zaczynam coś mówić, to od od razu jest kłótnia, on się
          wydziera a ja
          > nic nie mówię już bo nie chcę żeby dzieci to słuchały. Śpię w osobnym
          pokoju a
          > teraz nawet domu bo wczoraj przeprowadził się na budowę.


          O właśnie, to też znam z autopsju. Kiedyś bywało nawet tak, że
          wychodził i nie zamierzał za mną dyskutować. Teraz jest "niby" lepiej:
          ciche dni (tak 3-4) mamy (syn i ja) dac Mu spokój, bo tego potrzebuje...
    • zmeczona100 Re: rozstanie na trochę? 02.12.09, 21:59
      Gdyby nie kilka szczegółów, to mogłabym powiedzieć, że to moja
      historia, Gabrysiu.
      "Mój" miał (i nadal ma) kochankę.
      • aneta-skarpeta Re: rozstanie na trochę? 02.12.09, 23:31
        moj był taki sam jak miał kochankę. ale małzenstwem bylismy duzo
        krócejsmile

        ale to samo czepialstwo ( co oni mają z tym sprzataniem? kochanki
        ich czystosci uczą?smile) i wymuszanie awantur

        metody stare jak swiat, zeby przed swiatem i przed samym sobą
        zgrywac tego nieszczęśniak, którego sama żona popchneła ( swoim
        zachowaniem) w ramiona innej

        rozstanie na chwile mija sie z celem- bo może sie okazac, że Ty na
        chwile, a mąz poczuje wiatr w żaglach

        najlepsza byłaby rozmowa, ale jak tu gadac z Panem obrażalskim?

        może sprawdz go w taki sposób

        powiedz, ze przepraszasz ( na potrzeby sytuacji), ze nie chcesz
        zebyscie sie kłocili, troszke sie poprzymilaj, ale nie natarczywie.
        Wybadasz co on na to. Zaproponuj jakąs randkę, a wtedy jakis wyjazd,
        zebyscie nabrali dystansu do problemów, bo macie za duzo na głowie

        jak bedzie sie stawiał to znaczy ze ma kochanke, a Ciebie głebokouncertain

        jak wykarze jakiekolwiek checi to nie wszystko stracone i warto
        walczycsmile
        • a.niech.to Re: rozstanie na trochę? 03.12.09, 08:47
          Samo życie.sad((
        • ggaabbrryyssiiaa Re: rozstanie na trochę? 03.12.09, 09:25
          Dzięki za rady wydają się sensowne,ale już tyle razy to przerabiałam że teraz to
          mi się już nie chce. Nie jest sama pewna czy jest o co walczyć. Nie jestem
          jeszcze stara żebym nie mogła sobie życia ułożyć. Ponoć faceci po 40 chcą się
          dowartościować i szukają szczęścia u innych młodszych kobiet. Myślę że to będzie
          wyglądało w ten sposób że ja go przeproszę i wszystko będzie ok, a za kilka dni
          znów to samo.
          • a.niech.to Re: rozstanie na trochę? 03.12.09, 10:16
            ggaabbrryyssiiaa napisała:

            > Nie jest sama pewna czy jest o co walczyć.
            Najistotniejsze pytanie, na jakie musisz sama sobie odpowiedzieć.

            > Myślę że to będzi
            > e
            > wyglądało w ten sposób że ja go przeproszę i wszystko będzie ok, a
            za kilka dni
            > znów to samo.
            Czy Twoje przeprosiny mogą być wykorzystane jako słabość i obrócone
            przeciwko Tobie? Czy w przeszłości probowałaś takich zachowań?
            • ggaabbrryyssiiaa Re: rozstanie na trochę? 03.12.09, 10:19
              Zawsze ja pierwsza wyciągałam rękę, oczywiście wg mojego męża zawsze byłam winna
              . Ale ile można przepraszać za coś czego się nie zrobiło.
              • a.niech.to Re: rozstanie na trochę? 03.12.09, 10:29
                Myślę, że słusznie zrobisz, jeśli utrzymasz swoją decyzję w mocy.
                • ggaabbrryyssiiaa Re: rozstanie na trochę? 03.12.09, 10:30
                  O dzięki tak już lepiej!
      • ggaabbrryyssiiaa Re: rozstanie na trochę? 03.12.09, 09:21
        Tyle że nie wiem czy mój ma kochankę. Wolałbym żeby mi powiedział że ma inną
        babę i sprawa by była jasna.
        • adaria38 Re: rozstanie na trochę? 03.12.09, 10:58
          Nie powie. Chyba, że go złapiesz za rękę.
    • plujeczka Re: rozstanie na trochę? 03.12.09, 08:02
      w sposób , który opisujesz wskazuje nq posiadanie kochanki i to duzo
      młodszej chociaz uwaga- w moim pprzypadku ex znalazł sobie duzo
      starsza ode mnie ale maja wspólne upodobania czyki lubia oboje wypic.
      Takiego rodxaku kłótnie sa wynikiem nie zadnego tam starzenia się
      zwiazku ale zwykłego chamstwa i braku szacunku do partnerki z która
      wiedzie się "szare; zycie bo przeciez dopiero u boku kochanki
      mozna "pobrylowac" i stroic się na macho i oczywiscie wszystko
      zwalac na zonę, ze nie umie gotowac, że jest leniwa zawsze kochanka
      pocieszy i przy tym sama nabierze blasku bo przeciez ONA ( kochanka)
      w tej sytuacji napewno bedzie lepsza zona dla biednego misia, nie
      bedzie leniwa, świetnie ugotuje i wychowa wspólne dzieci a do łózka
      bedzie sie rwała jak mało kto mimo codziennej krzataniny w domu. Nie
      bardzo widze mozliwośc poprawy waszej sytyacji, zacznij dbać o swoje
      finanse, odkładaj pieniadze bo nieststey moze się okazac ,ze bedą Ci
      bardziej potrzebne niz przypuszczasz.Powinnaś wzmóc czujnośc,
      obserwuj meza, zacznij się interesować dlaczego i gdzie przebywa do
      23 , pomysl o wynajeciu dedektywa jesli masz środki bo moze się
      okazac w krótkim czasie ,ze znajdzie się prawdziwy powód jego
      zachowania i prawdopodobnie bedzie miał łosy blon oraz chodził w
      spódnicy i w szpilkach.
      • ggaabbrryyssiiaa Re: rozstanie na trochę? 03.12.09, 09:29
        Mnie nie bardzo interesuje gdzie on łazi, a co do finansów to masz rację już
        dawno zaczęłam o tym myśleć ponieważ ślepa nie jestem i takie kłótnie
        wcześniejsze dawały mi dużo do myślenia.
        A na detektywa to mi teraz szkoda kasy.
    • scindapsus Re: rozstanie na trochę? 03.12.09, 09:16
      o rany
      czlowiek cyborg
      A o ktorej on zaczyna te prace i kim on w niej, w tej pracy jest?
      I jak ta praca ma na imie?

      • ggaabbrryyssiiaa Re: rozstanie na trochę? 03.12.09, 09:32
        Pracę zaczyna o 5.30 , ponieważ ma własną działalność budowlaną-dekarstwo i
        pracuje w całej Polsce.
        Wyobraź sobie że do domu przychodzi po 23 spać idzie ok. 1 a wstaje o godz.5.
        • scindapsus Re: rozstanie na trochę? 03.12.09, 10:36
          Albo twój mąz to cyborg, albo ma kogoś na boku.
          Takiego tempa pracy normalny organizm nie wytrzyma
          chyba ze po drodze jest obiad i chwila relaksu,
          A pozniej wraca do Ciebie i się na tobie wyzywa bo chce zagluszyc
          wyrzuty sumienia
          Ponoc napoleon sypial 4 godz ...ponoc...

          • ggaabbrryyssiiaa Re: rozstanie na trochę? 03.12.09, 10:48
            Właśnie, tyle że ja jestem od 9 do 17 w pracy i nie mam pojęcia czy on jest w
            tym czasie w domu czy nie. Czasami córka mówiła że tata był 3 godz w domu. A
            może gdzieś tam jeździ do NIEJ, tego nie wie nikt.
            • adaria38 Re: rozstanie na trochę? 03.12.09, 10:57
              Krótka piłka. Jeśli chcesz wiedzieć to to sprawdź, komórkę, maile czy co tam
              jeszcze masz w zasięgu ręki, poobserwuj jego zachowania i rozkład dnia. Jeśli
              nie chcesz wiedzieć to zastanów się jak chcesz by Twoje życie wyglądało dalej i
              gdy będziesz pewna na jakie działanie Cię stać to z nim o tym porozmawiaj. Na
              pewno niezbyt mądre jest tylko nocowanie faceta , którego właściwie nie widujesz
              i pozwalanie mu na siebie jeszcze wrzeszczeć w nielicznych momentach kiedy wraca
              do domu.
            • a.niech.to Re: rozstanie na trochę? 03.12.09, 19:36
              Nie zapominajmy, że facet "może" mieć kochankę, co wcale nie
              przesądza, że ją "ma". Różnica jest bardzo istotna.
    • triss_merigold6 Re: rozstanie na trochę? 03.12.09, 12:05
      Sądzisz, że córka ma jakąś korzyść z tatusia bywającego w domu
      między 23 a 5 rano?
      Panu kopa. Nie sypia z Tobą, nie odzywa się, nie spędza czasu. Po
      cholerę Ci w domu taki lokator?
      • ggaabbrryyssiiaa Re: rozstanie na trochę? 03.12.09, 12:38
        No nie wiem czy córka ma jakieś korzyści, ale mój mąż uważa że nie ma go w domu
        bo ciężko pracuje dla nas. A ja się jeszcze czepiam.
        • wiosenka.pl Re: rozstanie na trochę? 03.12.09, 13:15
          ggaabbrryyssiiaa napisała:

          > No nie wiem czy córka ma jakieś korzyści

          No, jakieś ma, mniej kłótni, skoro bywa właściwie nocąwink

          > ale mój mąż uważa że nie ma go w domu bo ciężko pracuje dla nas. A ja się
          jeszcze czepiam.

          Czyli jak pracuje, to już swą osobą nic wnosić do życia rodzinnego nie musi?
          A rzeczywiście zarabia takie kokosy?

          Przy takiej postawie męża z tej mąki chleba raczej nie będzie, chyba dobrze że
          postawiłaś na rozstanie. Olewa Cię totalnie i nie szanuje, przynajamniej
          będziesz mieć jasność.
          • ggaabbrryyssiiaa Re: rozstanie na trochę? 03.12.09, 14:06
            No jeżeli chodzi o zarobki, to są to kokosy bym rzekła i chyba rzeczywiście
            całe życie uważał że jak pracuje tro w domu nic nie musi robić.
            • jarkoni Re: rozstanie na trochę? 03.12.09, 17:27
              Chyba przeproszę za swój wpis pt "pogódźcie się na siłę"
              i zaczynam myśleć co ten Twój mąż robi między 16(kiedy już pada na twarz), a 22,
              kiedy musi wracać do domu.
              Przecież takiej harówy nikt nie zniesie..NIKT
              • ggaabbrryyssiiaa Re: rozstanie na trochę? 03.12.09, 23:54
                I tu się mylisz. To że tak wcześnie wstaje to nie znaczy że jest w robocie. Ma
                pracowników czasem jeździ tylko na jakieś zebrania itp. Ogólne mówi że jest w
                pracy ale tak naprawdę to ja nie jestem w stanie sprawdzić gdzie on jest.
                • jarkoni Re: rozstanie na trochę? 04.12.09, 02:17
                  A może WARTO sprawdzić gdzie on bywa będąc w pracy? To nic trudnego i całkiem
                  niedrogie.
                  Wredna sugestia? Wcale nie...
                  • ggaabbrryyssiiaa Re: rozstanie na trochę? 04.12.09, 09:01
                    Wiesz jeżeli mam sprawdzać gdzie jest mój mąż i co robi, to co to za związek.
                    Nigdy czegoś takiego nie robiłam i nie mam zamiaru. Jeżeli mnie okłamuje to jego
                    problem. Znaczy że nie ma wtedy sensu być ze sobą. Ale dzięki za radę.
                    • jarkoni Re: rozstanie na trochę? 04.12.09, 18:17
                      Nie tylko jego,jeśli Cię oszukuje to już również Twój i wasz problem.
                    • jarkoni Re: rozstanie na trochę? 06.12.09, 17:15
                      Odpuściłaś?
                      • ggaabbrryyssiiaa Re: rozstanie na trochę? 17.12.09, 09:19
                        Hej!
                        Dawno mnie nie było, ale ponieważ problemów przybywa niestety nie miałam czasu
                        tu zajrzeć. Otóz sytuacja może się co nie co zmieniła a to dlatego że mój mąż
                        jasno się wyraził że potrzebuje swobody a tak właściwie to całkowitego luzu
                        generalnie znaczy to że chciałaby chyba być najlepiej kawalerem a my mu w tym
                        przeszkadzamy. Poza tym oczywiście wszystko co się dzieje to moja wina on nie ma
                        sobie nic do zarzucenia. I właściwie to dałam sobie z tym spokój. Poczekam aż
                        się wyprowadzi na dobre. Bo w tej sytuacji chyba nic nie mogę zrobić więcej.
                        Jestem zrezygnowana, zaczęły się problemy z córką, wydaje mi się że to przez tę
                        sytuację w domu i teraz muszę się zająć nią a reszta zeszła na dalszy plan.
                        • polakurz1 Re: rozstanie na trochę? 17.12.09, 12:56
                          Witam wszystkich. Czytając o Waszych problemach małżeńskich myślę,
                          że trafiłam na osoby które przeżywają dokładnie to co ja. Nie wiem
                          czy walka o przetrwanie kiepskiego małżeństwa ma jakiś sens. Wiem,
                          że najlepiej jest powiedzieć - daj sobie spokój z takim mężem, ale
                          mój też zachowuje się beznadziejnie a ja nie umiem się z nim rozstać
                          choć wiem, że powinnam. Cierpią i dzieci i ja.
                          Czy jest ktoś, kto bez wahania podjął taką decyzję? Chyba nie.
                          Jak żyć po rozstaniu? Nie wiem czy umiem?
                          • kasiapfk Re: rozstanie na trochę? 18.12.09, 17:06
                            Pola, umiesz. Na pewno, nie jesteś pewna bo prawdopodobnie zdarza Ci
                            się to pierwszy raz.
                            Ale poradzisz sobie! Lepiej niż myślisz smile
                            powodzenia smile
                            K+3
    • mmilky Re: rozstanie na trochę? 05.12.09, 21:15
      jak dla mnie cos do niego masz..moze chcesz sie rozstac..albo go
      nie szanujesz
    • kaja.28 Re: rozstanie na trochę? 18.12.09, 17:39
      Mogę się pod tą historią podpisać!Chyba wszyscy faceci są tacy sami.
      Mój się wyprowadził,żeby odpocząć a tak naprawde to wije sobie
      gniazdko z NIĄ w naszym nowym domu.
      • blueklara44 Re: rozstanie na trochę? 21.12.09, 14:42
        Witam.

        Jestem "tu" od niedawna. Czytam i czytam i nadziwić się nie mogę... mam
        wrażenie,że wszędzie to samo: "dobry, ludzki Pan pracuje" i rodzina ma
        się cieszyć... jak juz wróci do domu. Nic więcej nie trzeba, no może
        czasami skrytykować syna, że "tępy" jest, wszystko ma i tego nie
        docenia, żonę natomiast skwitować stwierdzeniem: niby co takiego
        wielkiego robisz, czego inne nie robią? Dziecko, dom, praca,
        sprzątanie: norma dla kobiety.
        Jestem właśnie po "nocnych Polaków rozmowach" odnosnie naszego związku
        i małżonek - po wysłuchaniu moich skarg - wyraził skruchę, chęć
        poprawy i prosi o "drugą" szansę. Zgodziłam się ale nie jestem do końca
        o tym przekonana. Powiedziałam, że jak chce to może się starać, ja nie
        mam już siły po 14-latach wysłuchiwania uwag na temat: nie dbasz o
        siebie (codzienny makijaż, manicure, pedicure, fryzjer, czysta,
        pachnąca jestem), jesteś za gruba (rozmiar 38-40), kiedy zaczniesz
        chodzić na zajęcia z języków obcych (dodam, że znam 3-języki dobrze,
        choć nie używam, a z angielskiego jestem "samoukiem" i dużo rozumiem),
        a poza tym okresowo powinnam -w/g męża - udać się do psychologa.
        Generalnie jestem do bani, tylko wciąż nie wiem dlaczego ze mną jest
        skoro jestem taka fatalna.... Może coś mi podpowiecie?

        mimo wszystko pzdr goraco w ten zimowy czas
    • blueklara44 Re: rozstanie na trochę? 21.12.09, 14:50
      Już nawet znalazłam mieszkanie i powiedziałam, że się z synem
      wyprowadzam. Odpowiedź: jak mogłam w ogóle w ten sposób pomyśleć?
      Przecież nas kocha, a tylko ma problem z wyrażaniem uczuć... Chyba
      zamierzam "odówić" to mieszkanie. Zastanwaim się co robić: próbować
      naprawiać czy faktycznie dać sobie i Jemu spokój.
    • ggaabbrryyssiiaa Re: rozstanie na trochę? 28.12.09, 16:26
      Witajcie po Świętach!
      Święta były udane już zaczęliśmy się dogadywać stwierdziliśmy że spróbujemy jeszcze raz gdy w niedzielę mój mąż zostawił telefon w domu, przyszły dwa sms. Przeczytałam i okazało się co.....?, że ma kochankę. Dokładnie tak jak wszyscy mówili na forum a ja idiotka się łudziła. Mało tego się dowiedziałam że spotykają się w naszym nowym domu. Już nie mam sił, jest mi bardzo ciężko wszystko co wcześniej pisałam to jakieś bzdury bo nie jest łatwo wyrzucić 17 lat do kosza. Boję się że będę już zawsze sama właściwie to wszystkiego się boję. Muszę udawać przed dziećmi że jest wszystko ok. Nie chcę ich na razie narażać na kolejny stres. Powiedział że z nią zerwie. Mam jej nr tel. Nawet wiem kto to jest. Powiedziałam mu że do niej zadzwonię zapytać czy wie o tym że on ma rodzinę strasznie się wkurzył. Uważam że ją też okłamuje.
      Poradźcie co robić?
      • sbelatka Re: rozstanie na trochę? 28.12.09, 18:02
        no cóz, jakby Ci tu powiedzieć...

        kochankę zostaw samą sobie - nie ona jest dla Ciebie istotna
        choc oczywiście jej determinacja może wyciagnąc męża z domu

        ale zła wiadomośc jest taka, ze może 1 na 100 a może 1000 rozmów żon z
        kochankami skloniła te ostatnie do "odpuszczenia" pana..

        pan zaślepiony nowym życiem krążącym mu w żyłach traci rozeznanie...
        czasem odchodzi (głównie jesli ma na to warunki, w tym głównie
        finansowe) albo wraca do żony (jesli warunków nie ma a zabawa w
        rozchodzenie sie z zoną trwa na tyle długo, ze albo coś do gościa trafi
        albo kochanka mu sie jakos obrzydzi)

        pewnie jakoś tak połowa zdradzonych jest gotowa na pzryjmowanie
        błądzących na łono - jak sie to kończy? różnie..

        druga połowa - z różnych pzryczyn- sie rozstaje...
        niektórzy żąłują .. inni układaja sobie życie na nowo; czasem
        szczęsliwiesmile

        ja jestm z gatunku skutecznie zdradzonych i porzuconych; chociaz to ja
        sie ostatecznie zdecydowałam na rozwód
        czy żałuję?

        żałuję, ze nie udało nam sie zbudowac dobrego, trwałego,
        satysfakcjonującego nas oboje związku..

        ale nie wiem czy udaloby mi sie żyć szczęsliwie z mężczyzna, kt.
        pokochal inną kobietę (bo zdrada ma rózne odcienie...)

        podkreslam : nie wiem..

        kiedy się rozwiodłam byłam w Twoim wieku.. bałam sie jak cholera
        bałam sie wszytskiego!

        na dzisiaj jakies 9/10 z tych strachów już nie istnieje, oswoiłam je..
        albo okazało sie, ze strach był większy niż to co sie zdarzylo..

        zreszta - a paradoksie! - czuję sie tera na co dzień bezpieczniej niż
        będąc żoną, choc moj ex akurat był z gatunku fajnych mężów

        spotykam exa - i jest mi doskonale obojętny; choć stwierdzam, ze
        zdecydowanie nawet po rozwodzie uważam go za przystojnego i
        interesującego faceta

        jest mi tez doskonale obojętne jego żcyie uczcuiowo-łóżkowe; choc
        umierałam z zazdrosci te 3 lata temu

        acha, zła wiadomośc jest taka, ze mój nie tylko powiedzial, ze zrewie -
        ale nawet zerwal na kilka miesięcy..
        i nie mój jeden..

        dobra wiadomośc jest taka, ze faktycznie zdarza sie, ze niektórzy
        panowie zrywaja na zawsze z kochankami - i wracają

        co czują?
        nie wiem...

        czy można życ obok kogoś kto - jak sie domyslamy w takich razach -
        mysli, teskni za kochanka - nie mam pojęcia..
        jedne z nas pewnie potrafią.. inne nie...

        najbardziej boimy sie kłopotów z kasą - ale zdaje sie u Ciebie nie
        będzie z tym tak kiepsko (parcujesz, facet dobzre zarabia więc
        dostaniesz przyzwoite alimenty, pewnie i jakoś mieszkaniami/domami sie
        podzielicie..

        wszytsko inne - jest - w ostatecznym rozrachunku - prostsze..

        piszesz,ze jesteś silną kobietą - więc tym bardziej sobie dasz radę
        a skoro nie jestes zadowolona ze swojego małżeństwa - pewnie po
        pierwszym okresie szoku jakoś sie otrzepiesz - i uznasz, ze jest ok,
        może nawet lepiej..

        ale .. nie odpuszczaj tak od razu
        bo mysle, ze warto próbować ratowac małżenstwa - o ile sie da..

        potem z wewnętrznym poczuciem, ze zrobiło sie wszystko co tylko sie
        dalo - można zacząć budowac nowe zycie..

        ale kochanke - choc masz pokuse - sobie odpusć
        to bezcelowe - a najwyżej będziesz czuć niesmak

        no to trzymam za Ciebie kciuki

        i koniecznie szukaj jakiejś bliskiej osoby, która będzie Cie wspierac...
        bo jak by sie sprawy nie toczyly i nie po-toczyły - będziesz
        potrzebować dużo wsparcia

        pisz do nas jesli potrafisz

        acha, i nie daj sie nakręcac nikomu zlością, agresją
        sama będziesz mieć tych emocji w sobie wystarczająco duzo - i nie
        potrzebujesz nikogo kto będzie Ci syczal do ucha... pokaż mu... niech
        zobaczy... nie gadaj z nim...

        rób to co czujesz
        i nie musisz sie nikomu tłumaczyć - bez względu na to czy zechcesz mu
        dac szansę (dobrze) czy go wywalisz na pysk (dobrze)

        pisz

        bo to nie kochanka Cie zdradza - ale mąż..




        • ggaabbrryyssiiaa Re: rozstanie na trochę? 29.12.09, 09:04
          Dzięki Ci bardzo, za tak wyczerpującą wypowiedź.. Masz rację kochankę zostawiam
          w spokoju, bo faktycznie nie ona jest najważniejsza. Mój mąż wczoraj był z nią
          na spotkaniu o którym mi powiedział, po powrocie zakomunikował że z nią zerwał.
          Chciałabym spróbować jeszcze raz zacząć z nim życie tak jak się należy, po co
          mam potem żałować że tego nie zrobiłam. Niestety cały czas boję się a właściwie
          nie wierzę w to że z nią zerwał i po kryjomu będzie dalej się z nią spotykał.
          Piszesz że Twój m. zerwał ze swoją tylko na kilka miesięcy i właśnie ja też się
          tego obawiam. Z tego co mój m. mówi to nie chce rozstania z nami cały czas to
          powtarza ale czy to prawda też tego nie wiem.
          Jestem skłonna mu wybaczyć ale nie zapomnieć i jak mam z tym żyć. Czy nasze
          życie wspólne będzie jeszcze udane? No właśnie jest tyle pytań bez odpowiedzi.
          Ale dziękuję Ci sbelatka bo trochę mi pomogłaś.
          • lamia.lamia Re: rozstanie na trochę? 09.01.10, 15:31
            ggaabbrryyssiiuu,
            mój mąż ponad rok temu miał romans - i kochał ją
            odkryłam, płakał, został
            ja nie umiałam z tym żyć - próbowałam co dnia - i było raz dobrze
            raz źle
            poza tym on - po kilku miesiącach bycoa super mężem - przestał nim
            być
            nie, nie wrócił do niej, ale byłam mu uczuciowo zupełnie obojętna -
            ja tak to odbierałam, on mówił, że wciąż się stara
            nie starał się - nasza bliskość już nigdy nie wróciła
            we wtorek - dla mnie całkowicie z zaskoczenia - wyprowadził się

            ale tyle historii, ilu ludzi ...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka