Dodaj do ulubionych

ciepłe uczucia względem byłej żony...

09.12.09, 17:28
witajcie,
czy doświadczyliście ambiwalencji w podejściu do byłego partnera//partnerki?
czy dla kogoś "z boku" może się wydawać dziwna zmiana stanowiska
względem Eks..raptem jakieś pozytywne myślenie, pomoc, wspieranie,
co się pod tym kryje? jakiś wachlarz uczuć, niekoniecznie miłość, a raczej
odrodzenie uczuć...tak się zastanawiam...pytanie oparte o przykład mężczyzny,
który po 2 latach małżeństwa wnosi o rozwód, do sprawy ostre noże, a po
rozwodzie totalna zmiana w podejściu...zrozumienie, empatia...fajne ludzkie
odruchy...
Łudzę się, że może to poczucie winy, współczucie dla kobiety, która musi sobie
radzić sama...takie porozwodowe caritas, dostała nawet w bonusie przywilej
korzystania z dawnego wspólnego mieszkania za darmo zanim sobie ułoży nowe
życie...
Znacie podobne historie?
Jak się skończyły...
Obserwuj wątek
    • nangaparbat3 Re: ciepłe uczucia względem byłej żony... 09.12.09, 18:17
      Znam.
      Że nie mozna z kims żyć dzień po dniu nie znaczy, że nie można go po prostu
      bardzo lubić.
      U nas tak jest.
      Nie wiem, co masz na myśli pisząc "jak to się skończyło"? Co sie skończyło?
      Życie? Bo to jedyny prawdziwy koniec.
      • krezzzz100 Re: ciepłe uczucia względem byłej żony... 09.12.09, 19:26
        Ja też znam.
      • kalpa Re: ciepłe uczucia względem byłej żony... 09.12.09, 19:33
        My tak . mamy- ale czasem wydaje mi się, ze my jesteśmy z M. jak duchowe
        rodzeństwo, siostra i brat.Nie daliśmy rady z wielu powodów byc razem-
        wytrzymalismy 16 -choć rozumiemy się dobrze, często bez słów. Wiem, że mnie
        ceni, lubi, szanuje i na swój sposób- kocha. Jak siostrę- co mi nieraz mówił.
        Ja darze go podobnymi uczuciami i jestem szczęśliwa, że on wreszcie kogoś poznał
        i się uspokoił, a ja mam swoją drugą szanse na szczęśliwy związek i życie.
        Pomagamy sobie. Zanim poznał obecną dziewczynę, jak mu było źle, to ze mną o
        tym rozmawiał, jak mnie było trudno, to przyjeżdżał i też rozmawialismy o tym.
        mam do niego dużo zaufania, bo mnie nie zawiódł w pewnych kwestiach i oby tak
        zostało.
        Może nasze dobre relacje biorą się też z tego, ze nie zamknęłam się roli zony
        niekochanej, zostawionej- chce być szczęśliwa, przezywać radość i miłość z kimś
        innym, dla kogo będę tą kochaną kobietą smile

        Taniec i wiatr to moje żywioły!
        • kalpa Re: ciepłe uczucia względem byłej żony... 09.12.09, 19:48
          I jeszcze jedno- jeśli eks potrafi szanować była partnerkę, to dobry znak. I nie
          znaczy, że masz się czegokolwiek obawiać- jakby chciał być z nią to by był. Inna
          rzecz- kiedy nie ma stresu związanego z byciem razem, wtedy do głosu mogą dojść
          dobre uczucia. Mimo całej mojej sympatii do M. nigdy już bym z nim nie była
          wstanie żyć smile smile I on ze mną smile smile
          • only_isabelle Re: ciepłe uczucia względem byłej żony... 09.12.09, 19:55
            smile
            ja czuję to samo na swoim podwórku,
            zakończyłam 10 letni związek...i czuję identycznie
        • only_isabelle Re: ciepłe uczucia względem byłej żony... 09.12.09, 19:54
          co dalej - w odniesieniu, czy to tak na dłużej, czy to stan przejściowy, pewien
          etap...a później pojawiają się inne emocje, inne nastawienie, postrzeganie, z
          pewnością wszystko zależy od ludzi samych...
          czy "normalnym" jest odczuwanie zazdrości/pojawia się jakieś kłucie w sercu
          mężczyzny, który decyduje się na rozstanie, w momencie, gdy jego była żona
          zaczyna się spotykać z innym, nabiera pewności siebie, odradza się...dziwne, bo
          mój przyjaciel odczuwa różne emocje, zazdrość, pewnie jakieś elementy braku
          kontroli sytuacji...próbuję mu pomóc odczytać te emocje, miłością do Eks..tego
          nie nazywa...ale..kto wie wink
          • kami_hope Re: ciepłe uczucia względem byłej żony... 09.12.09, 20:09
            Po co zastanawiać się nad tym, jak długo jakieś tam stany uczuciowe
            będą trwały? Przeżywa się je dzisiaj i to jest istotne. Jeśli są to
            uczucia pozytywne to trzeba się z nich cieszyć, rozwijać je i
            czerpać z nich siłę.
            Życzyłbyś sobie żeby Twój przyjaciel przestał odczuwać te emocje?
            Tak jakbyś miał dla niego inne "plany".
            Jeśli chcesz mu pomóc, zaniechaj kontrolowania jego emocji. To jego
            sytuacja i to jego zadanie aby nad nią zapanować.

            Mówią, że dobrymi intencjami jest piekło wybrukowane.
            • kalpa Re: ciepłe uczucia względem byłej żony... 09.12.09, 21:02
              Zgadzam sie z kami w 100%!
              Wiem, że nasze relacje beą luxniejsze coraz bardziej- takie jest zycie. Ale to
              nie znaczy, że w sercu zniknie uczucie
            • only_isabelle Re: ciepłe uczucia względem byłej żony... 09.12.09, 21:12
              > Po co zastanawiać się nad tym, jak długo jakieś tam stany uczuciowe
              > będą trwały?
              bo ja lubię analizować, ale masz rację,
              nie kontroluję emocji, sam mi komunikuje, co czuje, zazdrość wciąż obecna w jego
              percepcji...
              • kami_hope Re: ciepłe uczucia względem byłej żony... 09.12.09, 21:45
                Analizuj sam siebie - wpierw - jeśli masz w tym upodobanie.
                Łatwo się zapętlić w analizach, a szczególnie opartych na błędnych
                tezach (faktach). Wszystkich nie znasz przecież. No chyba, że sam
                jesteś ich twórcą... cóś takiego zwykło się intrygą nazywać.

                Pozwól swojemu przyjacielowi układać relacje z ex tak jak on sobie
                tego życzy.
                Pozwól jemu samemu wypowiedzieć się na forum i nie pisz w jego
                imieniu.
                • only_isabelle Re: ciepłe uczucia względem byłej żony... 10.12.09, 00:04
                  zrozumienie siebie kluczem rozumienia innych,
                  nie widzę nic złego, by badać, doświadczać, podstawą naszej relacji jest
                  mówienie o uczuciach i oboje przechodzimy kryzysy życiowe, ja może już wcześniej
                  poukładałam uczucia, uwolniłam się od historii, wiem, że nie będzie mi zupełnie
                  ciążyć, uważam, że to moja najlepsza decyzja w życiu, samodzielna, podjęta po
                  prawie dwóch latach psychoterapii...dorastania do ruszenia problemu życiowego, w
                  przypadku przyjaciela obawiam się, że jeszcze coś go uwiera, trzyma coś i
                  szkoda, że nie mogę pomóc. Właśnie na podstawię własnych analiz staram się coś
                  tam wnieść, to dzięki mnie - kilkumiesięcznym rozmowom była żona zaczęła być
                  postrzegana w innym świetle, raptem okazało się, że ktoś rani w związku, bo sam
                  został skrzywdzony i powiela nieświadomie schematy, przenosi toksyny...taka
                  dygresja, na potwierdzenie, że daleka jestem wymuszać/narzucać/dominować..ten
                  Typ się nie da i dzięki Bogu, bo pewnie byśmy nie chcieli próbować wspólnie...

                  > Pozwól jemu samemu wypowiedzieć się na forum i nie pisz w jego
                  > imieniu.

                  nadinterpretacja, ja relacjonuje swoje odczucia w odniesieniu do sytuacji

                  > Łatwo się zapętlić w analizach, a szczególnie opartych na błędnych
                  > tezach (faktach).

                  nie rozumiem - teza to fakt?
                  moje analizy-moje projekcje,

                  > cóś takiego zwykło się intrygą nazywać

                  tak smile) na stos ze mną smile)
                  na szczęście daleko od myśli do czynów...i chyba się zapętliłaś troszkę...
                  • kami_hope Re: ciepłe uczucia względem byłej żony... 10.12.09, 00:31
                    Tezy i fakty w tym wypadku to jedno, bo chodzi o to, że są oparte na
                    błędzie. A więc jeszcze prościej. Każda analiza oparta na błędzie
                    (tj. na błędnych tezach, faktach, danych, itp.) przynosi z gruntu
                    błędne wnioski. Chyba już teraz jest to zrozumiałe (tak?).

                    Nie zapętliłam się. Od pierwszego postu widzę w czym rzecz.

                    only_isabelle napisała:
                    > Łudzę się, że może to poczucie winy, współczucie dla kobiety,
                    która musi sobie
                    radzić sama...takie porozwodowe caritas,
                    >czy "normalnym" jest odczuwanie zazdrości/
                    >dostała nawet w bonusie przywilej
                    korzystania z dawnego wspólnego mieszkania za darmo zanim sobie
                    ułoży nowe
                    życie...

                    I teraz tak. Twierdzisz, że podstawą Waszej relacji jest mówienie o
                    uczuciach (i oboje przechodzicie życiowy kryzys) i jednocześnie
                    ŁUDZISZ się że jego uczucia to poczucie winy (oby nie miłość do ex!)
                    i zwracasz uwagę, że ex może korzystać z byłego wspólnego mieszkania
                    (co zapewne jest jej prawem z tytułu wspólnoty majątkowej, a nie
                    żadnym "bonusem")

                    I ten problem widzę w TOBIE.

                    • only_isabelle Re: ciepłe uczucia względem byłej żony... 10.12.09, 09:44
                      i tu Ciebie zdziwię, bo wspólnoty brak w odniesieniu do majątku

                      > I teraz tak. Twierdzisz, że podstawą Waszej relacji jest mówienie o
                      > uczuciach (i oboje przechodzicie życiowy kryzys) i jednocześnie
                      > ŁUDZISZ się że jego uczucia to poczucie winy (oby nie miłość do ex!)

                      a to wyklucza moją postawę w jakiś sposób?
                      On sam bada swoje emocje, wiesz, w toksycznych związkach zależności są o wiele
                      silniejsze, można ogólnie nazwać miłością, to, co się czuje po rozstaniu, a to
                      rodzaj objawów odstawiennych....zależało mi na tym, żeby spróbować konkretnie
                      nazwać te uczucia, żeby pomóc


                      oczywiście, że problem jest we mnie, bo to moja perspektywa,zawsze można tak
                      skierować, ale ja się nie wypieram, poza tym to też rodzaj interpretacji oparty
                      o własne doświadczenia i wyobrażenia, więc z tą oceną mojej postawy wnosisz też
                      kawałek siebie...

                      poza tym, gdybym chciała układać sobie życie z mężczyzną, który nie jest po
                      różnych przejściach i doświadczeniach, to z pewnością nie pojawiłoby się takie
                      odczuwanie/taki wymiar problemów, sama uczestniczysz w takim miejscu i z
                      pewnością masz swoje doświadczenia

                      i wiesz czego się obawiam? trójkąta emocjonalnego, bo ja sobie poradziłam ze
                      swoimi emocjami po rozstaniu, wkrada się egzystencjalne myślenie, czy i kiedy
                      pojawi się wolność, brak obciążeń emocjonalnych, oddech pełną piersią...pytanie,
                      na ile w jakim wymiarze starczy mi moich pokładów, oczywiście można to nazwać
                      moim big problemem, ale ja po swoim odmóżdżeniu w długim związku też patrzę
                      inaczej i przede wszystkim zależy mi jakości-próbie podtrzymania bez względu na
                      historię...
                      • kami_hope Only_Isabelle 10.12.09, 11:14

                        To postaram się wytłumaczyć z innej strony o co mi się rozchodzi.
                        Terapeutka, to terapeutka, partnerką być nie może! Partnerem może
                        być jedynie ktoś "zdrowy", a mężczyzna o którego pytasz na związek
                        gotowy jeszcze nie jest. I Ty też nie jesteś. Bo (i tu Twój problem)
                        chcesz rozwiązywać problemy, które Twoimi nie są. I owszem, pakujesz
                        się w trójkąt emocjonalny i to będzie niszczące. Być może jego były
                        związek był toksyczny, ja tego nie neguję, bo przecież nie wiem, ale
                        i Ty nie wiesz, bo jedynie znasz jego opowieść, a i przecież
                        wybierasz z niej to, co dla Ciebie korzystne lub Tobie zagraża.
                        Jeszcze raz zwracam Ci uwagę, że na fałszywych tezach nic się nie
                        zbuduje. Chyba, że tak bardzo go chcesz, iż "toksyczny" (posługując
                        się Twoim określeniem) związek Cię nie przeraża. Myślisz że sobie z
                        tym poradzisz, terapeutka-partnerka?
                        Oczywiście Twój wybór.
                        Optymizm jest jak najbardziej cenny, ale przestrzegam przed
                        przecenianiem własnych sił. Jeśli rzeczywiście Ci na nim zależy i
                        marzy Ci się związek na dłużej (niż kilka miesięcy/rok), to zostaw
                        go z jego emocjami, niech sam zadecyduje co z nimi zrobi, niech sam
                        się z nimi rozprawi (jeśli nie sam, to przy pomocy profesjonalisty).
                        Być może on ją kocha jeszcze? Być może wrócą do siebie? Tego nikt
                        nie wie. On Ci się zwierza... ale tylko z tego, co Ty chciałabyś
                        usłyszeć lub stawia go na pozycji wg. której chciałby być
                        postrzegany. Może ofiary? To też chore.
                        Ot zagrożenie tu duże widzę. Stąd moje słowa do Ciebie. To nie ocena.
                        • only_isabelle Kami... 10.12.09, 13:22
                          Dzięki, dzięki mam tendencję <poczucie misji mi się często włącza>,
                          w patologii żyć nie będę, uspokajam smile
                          A o poukładaniu emocji w sobie już dzisiaj mówiłam, twierdzi, że nie ma takiej
                          potrzeby...
                        • only_isabelle Re: Only_Isabelle 10.12.09, 13:38
                          On Ci się zwierza... ale tylko z tego, co Ty chciałabyś
                          > usłyszeć

                          no właśnie nieeeee jest tak, jest szczery do bólu i czasem wolałabym, żeby
                          zachował dla siebie jakieś odczucia, bo ja mam też swoje niedostatki i paniczny
                          lęk przed odrzuceniem, generalnie mówimy sobie otwarcie o wszystkich odczuciach,
                          paradoksalnie to zbliża i pomaga w pewnym stopniu zrozumieć siebie, bo
                          wielokrotnie tak było...ale jest już po rozwodzie, najgorsze "za nami" więc
                          teoretycznie powinno być lepiej, nie wiem skąd te zagłuszacze - w nas...może
                          czujność się odzywa, egoizm, by nie dać się skrzywdzić, nie wdepnąć w szambo
                          ponownie, z pewnością wszystko czemuś służy, wyznaję zasadę logicznego ciągu
                          wydarzeń w życiu, ja pracuję nad sobą w każdym razie dalej, a przyszłość pokaże
                          swoje wink
                          • kami_hope Re: Only_Isabelle 10.12.09, 21:39
                            only_isabelle napisała:

                            >> no właśnie nieeeee jest tak, jest szczery do bólu i czasem
                            wolałabym, żeby
                            > zachował dla siebie jakieś odczucia,

                            Powiem Ci, że dla mnie to - że tak powiem - dziwne jest. Jakiś taki
                            niesmak czuję. Bo wydaje mi się, że to, co było między nimi, POWINNO
                            zostać między nimi. Po prostu ze zwyczajnego szacunku dla drugiego
                            człowieka, z szacunku dla tego wspólnie spędzonego czasu. Myślę, że
                            mężczyźnie się nie godzi mówić o intymności przeżytej z jedną
                            kobietą do drugiej kobiety. Ta ich wspólna przeszłość jest wciąż
                            częścią ich życia i jako taka, powinna zostać na ich wyłączność.

                            Napisałaś, że czasem wolałabyś by nie mówił. Zastanów się nad tym
                            dlaczego on Ci o tym opowiada? Z jaką częstotliwością,
                            intensywnością itd. Może z nim jest coś "nie tak"?
                            A może najzwyczajniej w świecie KOCHA żonę? Coś przeoczył, coś
                            wyolbrzymił, źle zrozumiał, zaniedbał, itd. Teraz to zaczyna do
                            niego docierać... I jeszcze różnie może być. Życie nie takie
                            niespodzianki przynosi.
                            • only_isabelle Re: Only_Isabelle 11.12.09, 00:13
                              mam tego świadomość, oczy i uszy szeroko otwarte,
                              Kami - ta szczerość odnosi się do emocji w związku z otoczką...
                              to miałam na myśli...
                              • kami_hope Re: Only_Isabelle 11.12.09, 00:42
                                Czyli jakby nie było - intymność (na to składają się, obok tego co
                                widzialne, także emocje, więzi, nastroje, uczucia i wszystko to, co
                                niewidzialne i niemożliwe do zauważenia i zrozumienia przez innych).

                                Mała dygresja od siebie.
                                Dla mnie granice są wyraźne. Wiem, że gdyby mnie się przydarzył tak
                                wylewny i "szczery do bólu przyjaciel", podziękowałabym za dalszą
                                znajomość. No ale ja, to ja.
                                Ty nie szukasz tu prawdy, a jedynie rozwiania wątpliwości
                                (potwierdzenia swoich oczekiwań).
                                Może na forum "Niełatwe miłości" znajdziesz to czego szukasz?




                                • only_isabelle Re: Only_Isabelle 11.12.09, 00:59
                                  oj..smile) dam radę, raczej zależało mi na wygadaniu się,
                                  naprawdę nie dam siebie skrzywdzić,
                                  a do niełatwych miłości mam pociąg...tak wybieram i dobrze mi z tym,
                                  nie potrafię odrzucić, bo dzięki Niemu uwierzyłam w lepszy świat, ludzi, życie
                                  nabrało sensu od 10 lat ...
                                  będę czujna smile
                                  • kami_hope Re: Only_Isabelle 11.12.09, 01:46
                                    ...hm...
                                    Mimo wszystko mój szósty zmysł wyraźnie mi podpowiada, że coś tu
                                    jest "nie tak".
                                    Napisałaś to, co chciałaś i tyle, ile chciałaś.
                                    To mało by WIEDZIEĆ w czym rzecz, ale wystarczająco dużo, by WYCZUĆ.

                                    Oczywiście to Twój problem. Gdybyś chciała go rozwiązać, dałoby się
                                    to zauważyć. Ale tu nie było czegoś takiego. Za to coś innego...
                                    było.

                                    Dobranoc.
                                    • only_isabelle Re: Only_Isabelle 11.12.09, 09:30
                                      >Napisałaś to, co chciałaś i tyle, ile chciałaś.
                                      >To mało by WIEDZIEĆ w czym rzecz, ale wystarczająco dużo, by WYCZUĆ.

                                      wybacz, ale forum nie jest od rozwiązywania problemów, a Twoje wyobrażenie o
                                      mnie może zupełnie mijać się ze stanem faktycznym,
                                      wylewam często emocje, bo muszę i fajnie jest poznać perspektywę
                                      innych, ale poradnictwo wirtualne w takim wymiarze, jakbyś sobie
                                      życzyła mam na dystans,

                                      pozdrowionka
                                      • kami_hope trollinka 11.12.09, 10:06
                                        bez pozdrowionek
                                        • only_isabelle Re: trollinka 11.12.09, 11:20
                                          słucham???
                                          nazywasz mnie trollem bo dbam o swoje granice?
                                          sfrustrowałaś sobie jakąś potrzebę na moim przykładzie,
                                          a podobno nie oceniasz
                                          Twój przykład dowodzi, że nawet w necie trzeba dbać o swoje
                                          bezpieczeństwo, bo przecież do końca nie wiadomo z kim ma się
                                          przyjemność,
                                          zapewniam, trollinką nie jestem, a jeśli jestem, to proszę o wyjaśnienie swojej
                                          definicji w odniesieniu do mojego bytu wirtualnego
    • cold.wind.blows Re: ciepłe uczucia względem byłej żony... 09.12.09, 22:51
      Znam podobną historię. To moja historia. Przyszło wyciszenie, zaszły
      pewne zmiany we mnie, coś tam zrozumiałem. Nie potrafiliśmy być
      razem, nie wyszło nam, ale nie przekreślam przeszłości, wspominam
      miłe chwile, szanuję ją, lubię. Jest częścią mojej przeszłości, może
      nawet częścią mnie i nie zamierzam tego bezcześcić, opluwać,
      wypierać, czy negować. Bardzo dużo jej zawdzięczam i pamiętam o tym.
      Jest w tym pewien tragizm, że dwoje ludzi, miedzy którymi istnieje
      bardzo silna więź emocjonalna nie potrafi zwyczajnie żyć ze sobą.
      Kto mi powie dlaczego tak sie czasem dzieje? Różnice charakterów,
      temperamentów,priorytetów, wartości wyznawanych ?
      Jak widzisz znamy podobne historie. Jak się kończą? Sam chciałbym
      wiedzieć.
      • only_isabelle Re: ciepłe uczucia względem byłej żony... 09.12.09, 23:48
        a może w pewnym etapie życia zmieniają się potrzeby...i nie ma równowagi w
        dawaniu i otrzymywaniu...
        fajne masz podejście, a utrzymujecie kontakt?
      • kalpa Re: ciepłe uczucia względem byłej żony... 10.12.09, 00:01
        Pięknie piszesz o byłej zonie Cold smile
        Myślę, że jest jedna możliwość- przemienić stare uczucie w nowe- już nie takie
        jak miedzy kochankami- bo to wygasa. Ale w dobrą przyjaźń, taka, która szanuje
        nowe granice, nowych partnerów, nowa miłość.
        Jestem pewna, że miłosc pozwala iśc dalej, rozwijac sie i nie musi zanikac-
        doswiadczamy tego z M. To jest moim zdaniem happy end- dwoje ludzi dojrzewa do
        dalszej drogi- pierwszym krokiem jest podziękowanie za to, co bylo- nawet za to,
        co trudne. Potem jest szansa na nowe. I takze piekne. Miłośc pozwala kochac
        dalej- zazdrośc zatrzymuje i uniemozliwia dalsze kochanie.
        Tak to czuje na dziś. Kocham M., ale już nie jako mojego mężczyznę- bo to
        wygasło. Ale dlaczego miałabym wyrzucać z serca osobę, z którą przeszłam taka
        długą drogę, tak intensywny związek- nie widzę powodu. Ale to nie znaczy, że mam
        stać w miejscu i płakać, ze się coś skończyło- wręcz przeciwnie, chce przezywać
        miłość, radość z kimś innym. Dlatego na pożegnanie powiedziałam do M., ze życzę
        mu szczęścia i on mi życzył tego samego. I co było z serca, z duszy. On w tej
        chwili jest z kimś innym, a ja mogę spokojnie iść dalej w swoja stronę i budować
        nowy związek, zamiast krzyczeć i złościć się, ze on ze mną już nie chce być. Ale
        w sercu pozostało wspomnienie, że był człowiek, który bardzo wzbogacił moje
        życie i który był moim przyjacielem do samego końca. I jest nim nadal. Choć z
        szacunku dla nowych związków nasze kontakty zmienia częstotliwość i zabarwienie.
        Myślę, ze miłość przyciąga miłość a mój drugi mężczyzna dostanie ode mnie
        jeszcze więcej mojej miłości, bogatszej i dojrzalszej dzięki tej pierwszej. Tak
        to czuję na dziś.
      • krezzzz100 Re: ciepłe uczucia względem byłej żony... 10.12.09, 05:15
        Też bym chciała to wiedzieć, Cold.
    • plujeczka Re: ciepłe uczucia względem byłej żony... 10.12.09, 07:53
      w moim otoczebniu nie znam ani jednego przypadku zeby miedzy byłymi
      małżonkami pozostała sympatia, szacunek czy jakakolwiek nic
      porozumienia.Wszystkie Panie przez wiele lat borykały się z trudem
      samotnego macierzynstwa a dopiero w wieku około 40-50 lat poznawały
      nowych partnerów z którym świetnie zyja po dzień dzisiejszy i pomomo
      np. zapraszania ex mezów na komunie dzieci poźniej sluby etc. zaden
      z nich nie pojawił na tego rodzaju uroczystości sprawiajac własnym
      dzieciom ogromną dawkę przykrosci.Jesli chodzi o mnie nie mam
      kontaktu z ex nawet ostatnio na sali sadowej, po prostu nie
      przychodzi zamiast niego xstawia się axdwokat.Ale mój mąz jest
      sterowany przez rodzinę więc nawet gdyby taka mysl o spotkaniu np. z
      własnym dzieckiem zaświtała mu w jego głowie to rodzina szybko
      wybije mu ten pomysł "młotkiem z głowy"
      • kasiapfk Re: ciepłe uczucia względem byłej żony... 10.12.09, 09:18
        Plujeczka, smutne to, co piszesz.
        Bardzo.
        W moich relacja z eks-bardzo blisko jest do modelu Colda.
        Tuż przed sprawą rozwodową piliśmy z jednego kubka herbatkę w
        Sądzie, po sprawie każde z nas pytało jak to drugie znosi stres
        rozwodowy.
        Eksia lubię, ale żyć z nim nie mogę. On ze mną też.
        Nie wiem co będzie, gdy jedno z nas odnajdzie kolejną miłość. Póki
        co, pomagamy sobie jak możemy. Jak przyjaciele. Bardzo to cenię.
        I eksio jest w porządku w kwestiach alimentów.
        Wciąż nas wiele łączy i przez długi czas będzie łączyło, bo dziecię
        jeszcze bardzo młodziutkie.
        Wśród znajomych rozwiedzionych bardzo wielu jest takich, któzy wciaz
        są mocno związani z eksiami. Czasem wpłwa to na ich nowe związki.
        Nie każdy nowy parter potrafi zrozumieć, że przeszłości nie
        można/nie chce się wymazać na stałe z pamięci. Inni, nie mają z tym
        problemu, bo sami mają eksiów/eksie i dzieci z poprzednich związków.
    • kicia031 Re: ciepłe uczucia względem byłej żony... 10.12.09, 10:25
      ja ma poprawne stosunki z Exem, z czyms w rodzaju jednostronnej
      przyjazni - tzn - on mi sie zwierza, radzi - teraz juz mnie, ale
      wciaz, mimo ze od lat jest w dobrym i chyba szczesliwym zwiazku.
      ja nie zycze mu zle, na swoj sposob jakos go tam lubie, ale mam tez
      jasny obraz jego jako czlowieka i wiem, ze sie nie zmienil, wiec
      trudno mi go szanowac. Toleruje.
      • only_isabelle Re: ciepłe uczucia względem byłej żony... 10.12.09, 13:28
        i powiem Wam jeszcze coś,
        osobiście uważam, że utrzymywanie kontaktu z Eksami musi czemuś służyć, ludzie
        realizują swoje jakieś nieuświadomione potrzeby/motywacje, pomijam wspólne
        zależności wynikające z posiadania wspólnych dzieci, kredyty, na pewnym etapie
        życia nie da się uniknąć, ale "później"...nie mam parcia na kontakty z moim
        Byłym i wiem, że on też nie będzie miał, nie potrafiłam mu zaufać przez okres
        trwania związku i wiem, że w tej relacji nigdy nie poczuję się bezpiecznie...
        • kasiapfk Re: ciepłe uczucia względem byłej żony... 10.12.09, 13:38
          Only, Ty nie masz takiej potrzeby, są tacy, którzy mają.
          Wśród nich tacy, którzy tę potrzebę z czasem zarzucą a i tacy,
          którzy do końca swych dni będa układac sobie siebie na nowo z
          eksami. Niekoniecznie jako partnerzy, ale np znajomi, przyjaciele.
          Ludzie są różni...
        • kicia031 Re: ciepłe uczucia względem byłej żony... 10.12.09, 22:32
          ja z exem mam kontakt ze wzgledu na syna...
          Ale pamietam, jak rozwiodla sie moja przyjaciolka, dzieci nie mieli, mieszkali w
          jej mieszkaniu. On spakowal swoje rzeczy i zabral, i od tego dnia wiecej sie nie
          widzieli (minelo z 10 lat juz)

          Byl czlowiek ukochany i zniknal jakby umarl. Przerazaa mnie to.
          • only_isabelle Re: ciepłe uczucia względem byłej żony... 11.12.09, 00:19
            A ja myślę, że to tylko świadczy o tym, że ludzie się nie znali,
            ja się tłumiłam kilka lat w związku, udawałam, że jest ok, nabawiłam się
            nerwicy, tzn. w tej relacji pielęgnowałam i gdy już nie potrafiłam udawać -
            ogłosiłam, że nie chcę już tak dalej...też szokujące z mojej strony, ale na myśl
            "ratowanie związku" dostawałam odruchu wymiotnego, czułam się wydrenowana,
            nierozumiana, zupełnie nie miałam motywacji, by naprawiać...bo i co? jak się
            udaje szczęśliwą i jest się z kimś z lęku przed zmianami...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka