Dodaj do ulubionych

wszyscy tak żyją - doszłam do ściany

15.05.10, 12:33
wyprowadziłam sie z trójką dzieci - (4,7,9 lat).
nie mogłam znieść bezradności męża, tego, że stał się kurą domową,
czwartym dzieckiem. mysli,że do końca życia będę odpowiedzialna za
czwórkę a nie trójkę dzieci. braku seksu - nie byłam w stanie się
zmusić. codzienności z którą oboje nie mogliśmy sobie poradzić.
terapia, rozmowy z mądrymi ludźmi - nie pomogły nam. po 17 latach
stwierdziłam, że nie mam siły dłużej tego ciągnąć. odeszłam.
mieszkam sama z dzieciakami. jest dobrze, spokojnie.w końcu.
chociaż trudno - logistycznie i finansowo.
i mimo, że wiem, że decyzja była słuszna. że w końcu łapię spokój i
równowagę. że tak naprawdę to najlepsze co mogłam zrobić dla SIEBIE,
żeby nie zwariować. żeby mieć siłe na dalsze samodzielne
wychowaywanie i utrzymywanie dzieci
to myślę o powrocie. bo mimo, ze go nie kocham to ojciec moich
dzieci - i ja go wybrałam - błędnie i bez sensu od początku, ale
brnęlam w tez związek. związek z człowiekiem, którego satny
depresyjne nie pozwalają mu na normalne funkcjonowanie. i wiem , że
nic się nei zmieni. że tak będzie do końca życia. ale czuje się
ciągle za niego odpowiedzialna. nie będzie już kobiety - tylko matka
i opiekunka. ale to chyba tak jest, że kiedyś w życiu trzeba
wybrać...

Obserwuj wątek
    • triss_merigold6 Re: wszyscy tak żyją - doszłam do ściany 15.05.10, 12:47
      I chcesz, żeby dzieci miały taki wzorzec poświęcania się dla partnera?
      Depresję się leczy farmakologicznie, ale trzeba chcieć korzystać z psychiatry i
      brać te leki. Jak ktoś nie korzysta to sorry Winnetou.
      • justypoczta Re: wszyscy tak żyją - doszłam do ściany 15.05.10, 13:10
        triss_merigold6 napisała:

        > I chcesz, żeby dzieci miały taki wzorzec poświęcania się dla partnera?
        > Depresję się leczy farmakologicznie, ale trzeba chcieć korzystać z psychiatry i
        > brać te leki. Jak ktoś nie korzysta to sorry Winnetou.

        Trochę ostro, ale co do zasady się zgadzam. Tez mam trójkę dzieci, też się
        wyprowadziłam. Powody nawet były trochę podobne. Tyle, że akurat mój mąż
        potraktował naszą wyprowadzkę, jako świetny przyczynek do odzyskania świętego
        spokoju, a żeby jakoś specjalnie się nie wysilać dla ratowania związku, wniósł
        pozew o rozwód.

        Owszem, również miewam rozterki. Wracam jeszcze w myślach do naszego małżeństwa
        i analizuję, czy moje decyzje są na pewno w 100 % przemyślane. Są. Nie wrócę.
        Zgodzę się na rozwód.

        Czytając Twój post odnoszę silne wrażenie, że Ty szczerze faceta nie lubisz, nie
        szanujesz i uważasz za życiowego nieudacznika. Jeśli się mylę, przepraszam. Tak
        Cię zrozumiałam.
        Dalsze z nim życie byłoby dla Ciebie, karą za błędy przeszłości.
        Hm. I do kiedy tak by miało być? Do czasu aż ostatnie dziecko się wyprowadzi z
        domu, czy może już dożywotnio?

        A dzieci żyłyby w tej sielance, szczęśliwe, bo mają dwoje zmęczonych sobą
        rodziców w obrębie jednej nieruchomości... Ponadto pragnę zauważyć, że rozwód
        jest dla dorosłych. Dzieci nie obejmuje, nadal mają tę samą ilość rodziców.

        Wydaje mi się także (wydaje, nie oceniam!), że problem jest raczej w Tobie. Może
        sama do końca nie umiesz pożegnać się z dotychczasowym życiem? Może jeszcze masz
        nadzieję? Kto to wie? Nadzieja ma to do siebie, że karmi się byle czym i długo
        potrafi żyć w ukryciusmile

        Pozdrawiam serdecznie.

    • zatracony72 Re: wszyscy tak żyją - doszłam do ściany 15.05.10, 13:20
      Sorry ale muszę skomentować. Kolejna, której się we łbie poprzewracało. Kobieto
      to się leczy! Jak tym razem nie złapiesz tej równowagi to co? Dzieci potopisz
      byś w końcu żyła spokojnie?
      • joa615 Re: wszyscy tak żyją - doszłam do ściany 30.05.10, 19:35
        Cześć. Ja mam dwojkę dzieciaczków ( 15 i 12 lat).Jestem w trakcie rozwodu. Nie
        dostałam od męża tego, co powinna dostać " normalna kobieta" - wsparcie, miłość.
        Nie wiem co to znaczy poczucia bezpieczeństwa w związku. Moje dzieciaki też tego
        nie otrzymały skoro nie chcą ojca widzieć. Za to otrzymaliśmy wszyscy łzy,
        nerwy, nieprzespane noce. Teraz spłacam długi mojego męża, a on nadal mnie
        obraża np. sms-ami. Czasami jak jest mi ciężko i już wydaje mi się że nie dam
        rady, patrzę na te moje pociechy, które pomału odzyskują spokój i wiem, że nie
        mogę się poddać i muszę sama stanąć na nogi. Rozumiem twój stan i chęć powrotu
        ale ja to przerabiałam i wiem, że człowiek nie zmienia się z dnia na dzień.
        Pozdrawiam Cię i życzę wytrwałości.
        • fajny-samotny70 Re: wszyscy tak żyją - doszłam do ściany 22.06.10, 07:26
          a co ty dałaś w zamian dawałaś szansę jemu czy tylko wszystko jego wina a może ty dałaś powód że się zmienił człowiek nie skała zmienić się może a on coś zrobił by ratować rodzinę czy naprawdę tylko jego wina .....wina jest zawsze po obu stronach. kłopoty jakie bywają w życiu może robił coś by ratować wasze życie wszyscy mają własną racje tylko trzeba spojrzeć z innej perspektywy
    • nangaparbat3 Re: wszyscy tak żyją - doszłam do ściany 15.05.10, 13:22
      Poczekaj. Daj mu szansę. Bo Twoje odejście moze byc dla niego szansą, zeby wziac
      się za siebie, odbic od dna, leczyc, życ jak dorosly człowiek.
      Jest bardzo prawdopodobne, ze jego biernosc i bezradnosc są w jakimś stopniu
      produktem Twojej opiekuńczości, odpowiedzialnosci i aktywnosci. Mam bardzo dobrą
      koleżanke, ktora o wszystkim pamieta i nad wszystkim czuwa - pracujemy czasem
      razem i to jej - w najlepszej wierze i z najlepzymi intencjami, jestem pewna -
      przejmowanie na siebie mojej odpowiedzialnosci doprowadza mnie do furii, ale też
      powoduje, że chwilami lekceważę wlasne obowiazki - "bo ona i tak przyniesie,
      pomysli, zadba". To beznadziejny uklad, niszczący dla obu stron. Wciąż muszę
      walczyc o wlasną doroslosc - gdybym z nią żyla na co dzień, mialabym duze szanse
      polec.
      Na Twoim miejscu poczekalabym przynajmniej, zostawiła mu czas i przestrzeń na
      zmiane. Moze sie zmieni, "zmężnieje" i zdobedzie Cie na nowo. Moze sie zmieni i
      zwiaże inna kobietą. Moze sie zmieni i takim zmienionym nie bedziesz go chciala
      znac. Moze sie nie zmieni.
      Na razie nie ma się co spieszyc.
      • zmeczona100 Re: wszyscy tak żyją - doszłam do ściany 15.05.10, 13:39
        nanga, oczom nie wierzę.
        17 lat- i jest szansa, że się tak sam z siebie zmieni, zmężnieje? No
        proszę Cię...
        Kobieta go nie kocha, nie ma w nim oparcia, nie ma od niego pomocy, bo
        robi za czwarte dziecko. No kurczę, ma zostać- po co?? Bo jeszcze sama nie
        wylądowała w psychiatryku z powodu takiej sytuacji?

        Skoro przy trójce dzieci zadecydowała, aby się rozstać, to musiała mieć
        naprawdę ważne powody. Facet ma teraz pole do popisu- lekarz, terapia,
        praca nad sobą. Niech się wykaże, że mu zależy. A jak będzie do kogo
        wracać, to przecież dziewczyna wróci.
        • tautschinsky Re: wszyscy tak żyją - doszłam do ściany 15.05.10, 13:48
          A może jak z niego taka kura domowa to niech się
          zamienią rolami? Czy pani już to nie za bardzo
          się marzy? Oj, chyba nie.

          Panie, wyobraźcie sobie, że ci mężczyźni, którzy
          mają takie KURY DOMOWE też to odczuwają. Tylko
          presja społeczna, przyzwolenie na takie pasożytowanie
          na drugiej stronie nie pozwala często krzyknąć, by
          poszła do pracy. Bo jak się uprze, to i tak nie pójdzie
          a opieka nad dziećmi zostanie JEJ przyznana. I koniec końców taki mężczyzna,
          który ma już dość niańczenia dorosłej baby, będzie płacił alimenty na dzieci - z
          którymi straci kontakt, co też wielu powstrzymuje przed bardziej radykalnym
          nakłanianiem szanownej małżonki, żeby w końcu zaczęła NA SIEBIE I DZIECI ZARABIAĆ.

          Częste "podzielenie się rolami" - tylko dla odmiany
          od drugiej strony.
          • triss_merigold6 Re: wszyscy tak żyją - doszłam do ściany 15.05.10, 14:22
            Osobiście uważam, że brak niezależności finansowej kobiety to strzał w kolano,
            prędzej czy później jej zaszkodzi.
            Z drugiej strony pozwolenie, aby mężczyzna całodniowo zajął się małym dzieckiem
            (nawet sporadycznie) jest bardzo wychowawcze. Pan pojmuje jakiej koncentracji i
            energii wymaga ogarnianie np. półtoraroczniaka, a dziecko ma szansę na lepszą
            więź z ojcem. Jak zostawiłam eksa właśnie z półtoraroczniakiem na kilka dni i
            pojechałam do SPA (za własną kasę) to już nie strzelał fochów, że coś jest
            niezrobione.P
            • mayenna Re: wszyscy tak żyją - doszłam do ściany 15.05.10, 16:13
              tautschinskiego powinno się zostawić z trójką w wieku jak z postu
              ale 3 lata temu i na tydzień
              • triss_merigold6 Re: wszyscy tak żyją - doszłam do ściany 15.05.10, 16:15
                Tak, uważam to za bardzo wychowawcze i pouczające doświadczenie dla mężczyzny.
                Zresztą obecnego partnera regularnie zostawiałam ze swoim dzieckiem na cały
                dzień i wykonywał owe rzekomo mało absorbujące czynności jak zabawianie chorego
                trzylatka, podawanie leków, jedzenia, posprzątanie rozwalonych zabawek etc.
              • tautschinsky Re: wszyscy tak żyją - doszłam do ściany 15.05.10, 16:54
                mayenna napisała:

                > tautschinskiego powinno się zostawić z trójką w wieku jak z postu
                > ale 3 lata temu i na tydzień




                Dlaczego 3 lata temu a nie teraz albo rok temu? smile
                • nangaparbat3 Re: wszyscy tak żyją - doszłam do ściany 15.05.10, 17:01
                  tautschinsky napisał:



                  > Dlaczego 3 lata temu a nie teraz albo rok temu? smile
                  >
                  >
                  Bo to magiczna liczba.
                  • tautschinsky Re: wszyscy tak żyją - doszłam do ściany 15.05.10, 17:09
                    nangaparbat3 napisała:

                    > tautschinsky napisał:
                    >
                    >
                    >
                    > > Dlaczego 3 lata temu a nie teraz albo rok temu? smile
                    > >
                    > >
                    > Bo to magiczna liczba.



                    Ale po co tyle czekać! Już, zaraz!

                    Poza tym 7 przynosi szczęście smile
                    • nangaparbat3 Re: wszyscy tak żyją - doszłam do ściany 15.05.10, 17:33
                      >
                      > Ale po co tyle czekać! Już, zaraz!
                      >

                      Bywa, ze im dluzej czekasz, tym przyjemniej. Choc moze sie zdarzyc, ze
                      rozczarowanie tym większe.
                      Jak zawsze w zyciu - na dwoje babka...
                • mayenna Re: wszyscy tak żyją - doszłam do ściany 15.05.10, 22:15
                  Czemu?
                  Bo im starsze dzieci tym łatwiej sobie z nimi poradzić. Trzy lata temu był
                  roczniak - raczkujący/ chodzący, którego trzeba pilnować na każdym kroku,
                  trzylatek - kręcony i nieprzewidywalny i sześciolatek, równie nieprzewidywalny.
                  Trójka dzieci, które trzeba pilnować, karmić i znaleźć im zajęcie na ich
                  poziomie rozwojowym. Sześciolatka należy odprowadzić i przyprowadzić z
                  przedszkola co oznacza ubranie całej trójki i wyjście z nimi z domu. Na dokładkę
                  są obowiązki domowe. Noce też bywają jeszcze różne bo roczne dziecko i trzylatek
                  potrafią jeszcze się budzić.Dieta dzieci w tym wieku tez się rożni co oznacza,
                  że gotujesz lub podajesz rożne posiłki. Ogólnie troje małych dzieci to bardzo
                  ciężka praca i ja osobiście wolałabym 8 godzin papierkowej roboty w biurze.Jeśli
                  tego nie rozumiesz to albo nie masz dzieci, albo nie umiesz myśleć.Po tygodniu
                  non stop z taka trójka nie przyszło by Ci do głowy, że ktoś kto wykonuje taką
                  pracę 24 godziny na dobę jest darmozjadem.
          • mayenna Re: wszyscy tak żyją - doszłam do ściany 15.05.10, 16:10
            Rozumiem że Ty tej roli jako kura domowa spróbowałeś i wiesz jak to
            wyglada w praktyce?
          • czarna9610 Re: wszyscy tak żyją - doszłam do ściany 15.05.10, 19:06
            Jeśli odeszłaś i sobie radzisz, to nie wracaj. Głównie dla dobra dzieci
            one widzą nieudane małżeństwo rodziców. Wychowywałam w takim nieudanym
            małżeństwie córkę ona teraz boi się jakiegoś związku. Nie wierzy ,że to się może
            udać. Mam do siebie żal, że się nie rozwiodłam
        • nangaparbat3 słusznie oczom nie wierzysz 15.05.10, 15:54
          Napiszałam, żeby NIE WRACAŁA do męza, a przynajmniej poczekala z powrotem, bo
          jej odejscie moze byc dla niego szansą na zmianę.
          • mozambique Re: słusznie oczom nie wierzysz 15.05.10, 22:10
            ciekawe ze z tym niezdarnym, nieudacznym, niedojrzalym,
            niemęskim ,niewairygodnym,nie stanowiacym zadego wsparcia ani
            oparcia, z problemami emocjonalnymi, chorym przewlekle, do tego
            niepociągającym i kompletnie nieseksownym mezczyną owa pani radosnei
            zmajstrowała sobei trójkę dzieci ...

            zapewne przez przypadek przez 10 lat z nim sie rozmnzała?
            • mayenna Re: słusznie oczom nie wierzysz 15.05.10, 22:21
              czegóż można oczekiwać po darmozjadzie?
              Tak się składa że nie każdy jest w życiu przewidujący i mądry od razu. Proszę
              zauważyć że ta uwaga niczego u tej pani nie zmieni bo czasu nie da się cofnąć, a
              może jedynie ja pognębić. Jeśli ta pani nie wytrzyma napięcia i krytyki pod
              swoim adresem to co się stanie z jej dziećmi?
              Niektórzy także nie powinni się rozmnażać bo bezduszność jest dziedziczna.
              • mozambique Re: słusznie oczom nie wierzysz 15.05.10, 22:42
                nie , nie kazdy jest przewidujacy OD RAZU

                ale trzy ciaze i tzry porody to nie jest OD RAZU
                10 lat pozycia to nie jest OD RAZU

                bład mozna popelnic jeden raz , pierwszy raz , kazdy nastepny
                identyczny bład to juz ....wiadomo co

                wiesz. znam taki przypadek , gdy po kilkunastu latach malzenstwa
                matka 3 dzieci( najmlodsze mialo 4 lata) podala o rozwód
                jako powód podala - wygansiecie uczucia , brak pozroumeina z mezem i
                totalny wstret fizyczny do meza trwajacy od kilkunastu lat

                na to sędzina az podskoczyla i zapytala - skoro brak uczucia i
                wstręt to SKĄD TE DZIECI !!??????????????

                jednak zdarzają sie sedziowie myslący, cale szczęscie
                • mola1971 Re: słusznie oczom nie wierzysz 15.05.10, 23:34
                  Dzieci mogły się wziąć z gwałtu. Podpowiem Ci idealna, bezbłędna kobieto.
                  Coś takiego jak gwałt małżeński się zdarza i to bardzo często. Choć to temat
                  tabu i rzadko się o tym mówi.
                  • nangaparbat3 Re: słusznie oczom nie wierzysz 15.05.10, 23:41
                    mola1971 napisała:

                    > Dzieci mogły się wziąć z gwałtu.
                    jednak w pierwszym rzędzie obstawialabym obowiązek. Małzeński.
                    • mola1971 Re: słusznie oczom nie wierzysz 15.05.10, 23:44
                      Jak zwał tak zwał. Seks bez wyraźnej woli i chęci obojga to gwałt. Nawet jeśli nie dochodzi do przemocy fizycznej. Przemoc psychiczna też powoduje spustoszenie i poczucie winy w wyniku czego kobieta godzi się na coś na co nie ma ochoty. Dla świętego spokoju.
                    • idua98 Re: słusznie oczom nie wierzysz 20.05.10, 14:15
                      Obowiązek obowiązkiem, ale jeśli już nie kocham współmałżonka ale dla dobra
                      związku/dzieci zgadzam się na współżycie, to myślę o zabezpieczeniu się przed
                      ciążą. Czy nie tak powinno być?
                      • nangaparbat3 Re: słusznie oczom nie wierzysz 20.05.10, 21:32
                        Nie, nie. "Zamykam oczy i myśle o Anglii".
              • tautschinsky Re: słusznie oczom nie wierzysz 15.05.10, 22:57
                mayenna napisała:

                > czegóż można oczekiwać po darmozjadzie?



                Zaraz - darmozjadzie?

                Autorka tematu pisze:

                <związek z człowiekiem, którego satny
                <depresyjne nie pozwalają mu na normalne <funkcjonowanie.


                Czyli zauważa problem natury psychicznej.

                Jak to leciało...: w chorobie i zdrowiu...
                No tak, tylko że dotyczy tylko mężczyzn - to w chorobie.




                > Tak się składa że nie każdy jest w życiu Jeśli ta pani nie wytrzyma napięcia i krytyki pod
                > swoim adresem to co się stanie z jej dziećmi?




                A CO SIĘ STANIE Z TYM PANEM? W ciągłej depresji
                po tym jak ta pani, żona od nastu lat, porzuciła
                go zabierając mu JEGO dzieci - empatii starcza tylko
                dla jednej strony, tej silniejszej? Tu się mąż nie
                wypowiada, bo pewnie leży gdzieś teraz przy kanapie
                pogrążony, być może, w myślach samobójczych po tym
                wyczynie żony.





                > Niektórzy także nie powinni się rozmnażać bo bezduszność jest dziedziczna.



                No niestety masz rację. Żona, która porzuca męża
                w depresji za taką może zostać uznana... :--/
            • tautschinsky Re: słusznie oczom nie wierzysz 15.05.10, 22:47
              mozambique napisała:


              > zapewne przez przypadek przez 10 lat z nim sie rozmnzała?



              Może od używania tej samej deski klozetowej? smile


              Jedna Polka oskarżyła hotel bodaj w Egipcie,
              że ten niedostatecznie dobrze czyścił basen
              i jej nieletnia córka od kąpania się w tym
              basenie zaszła w ciążę.
              • kowalka33 Re: słusznie oczom nie wierzysz 19.05.10, 14:53
                Nie trawię cię panie tauczyński(wybacz za szczerosć) ale tutaj masz rację.Gdyby
                jakiś facet tu napisał że kopnał w dupę panią bo jest nieudacznikiem ,
                darmozjadem i wiecznie ma depresję niewiele by tu z niego zostało....po prostu,
                w zdrowie w biedzie w chorobie poza tym coś tego seksu to chyba było jak 3
                dzieci błaka się po świecie. Co do kur domowych nie trawię tego okreslenia,
                znajome mi niepracujące zawodowo matki świetnie wygladają maja domy i dzieci na
                medal.A ich męzowie mają święty spokój i ogarnianiem domu nie za wiele się
                zajmują. Znam tez takich którzy o swoic zonach mówią własnie tak. ale tez
                pomaganiem w domu niewiele się zajmują, a że sprawują kontrolę nad fianansami i
                kazde 10 zł jest wydane niepotzrebnie to faktycznie kobieta wygląda jak śmiec,
                czuje się jak śmiec
                • to.ja.kas Re: słusznie oczom nie wierzysz 20.05.10, 01:09
                  Mój brat ma taką żonę jak autorka wątku męza. Tylko dziecko jedno, które
                  związane jest bardziej z bratem niż z matką i już nie małe bo ma 15 lat. I też
                  od lat bratu mówię by pasożyta z którego żadnego pozytku nie ma zostawił i żyć
                  zaczął normalnie.
                  Mam nadzieję, że kiedyś wyciagnie wnioski takie jak panie tu piszące w tym watku
                  i weźmie syna pod pachę (a syn na pewno z matka nie bedzie chciał zostać) i
                  pójdzie w cholerę układać sobie nowe, lepsze życie.
                  • kowalka33 Re: słusznie oczom nie wierzysz 20.05.10, 08:35
                    grunt to mieć dobra siostrę, niesamowite jak można bez skrępowania publicznie
                    pomawiać kogoś badz co badz z rodziny. powiem ci tyle -gdybym ja powiedziała cos
                    mojemu bratu o jego zonie , cokolwiek brat by mnie lekko opierniczył. Insynuacji
                    by ją porzucił by po prostu nie zniósł-działa to tez w druga stronę naturalnie
                    nie uwzględniam uwag krytycznych pod adresem mojego męża, za bardzo kocham go i
                    szanuję.Uważam ze rodzinna powinna sie wtracać w sytuacji przemocy, nałogów,
                    zdrad i innych poważnych spraw. A poza tym takie klepanie o szwagierce na
                    publuicznym forum.....obrzydliwe.
                    • to.ja.kas Re: słusznie oczom nie wierzysz 20.05.10, 08:55
                      Nie podałam danych szwagierki wiec nie tocz piany. Piszecie tu o tesciowych,
                      kochankach, eksach, nexiach i poki nie padają dane osobowe to piszemy o
                      PRZYPADKU a nie konkretnej osobie.
                      To raz.
                      Dwa...skoro można doradzac obcej osobie by w nosie miała męża chorego i z
                      depresją i sugeruje sie jej, ze niech sie otrzasnie z małzeństwa to ja nie widze
                      powodu bym nie miała zasugerować mojemu bratu tego samego. I do tej pory
                      czyniłam to taktownie i delkatnie i nader rzadko, ale argumenty tu piszących pań
                      o tym, ze nalezy myslec o sobie, ze niech pani nie patrzy w przeszłosc a w
                      przyszłosc, ze dla dzieci lepiej jak są bez rodzica niz z takim rodzicem jak mąż
                      autorki watku, ze pani ma prawo do realizowania siebie bez poczucia winy do mnie
                      przemawiają. SERIO!. I o ile uważałam tak jak Ty Kowalko, że nie nalezy sie
                      wtrącać, a małżeństwo samo powinno rozwiązywac problemy, o ile uwazałam mojego
                      brata za dzielnego ze sobie radzi a wrecz za durnowato bohaterskiego to panie
                      otworzyły mi tym watkiem oczy. Partner ma depresje? Jego problem. Zostawić i iść
                      dalej, nie ogladając sie na nic. Realizowanie samego siebie celem nadrzednym. smile

                      A i jeszcze coś Kowalko - opierniczamy sie czasem wzajemnie z bratem i z
                      rodzicami i opierniczamy wzajemnie własne dzieci. Serio. Nie ma z tym u nas
                      problemów.

                      A Ty teraz siadz, podrap sie po głowie, przeczytaj WSZYSTKO co napisałam i
                      INTENCJĘ (może dla Ciebie ukrytą) tych dwóch postów i odetchnij smile
                      • kowalka33 Re: słusznie oczom nie wierzysz 20.05.10, 12:53
                        Moze nie podałaś danych ale zdjecie twoje można obejrzeć dokładnie miłosniczko
                        gór-nigdzie nie dawałam rad że puścić w trabę kogos , dotyczy to kazdego
                        człowieka niezaleznie od płci. Bo widzisz ja myslę ze skoro sobie coś tam
                        przysiegamy to naprawdę powinnismy być temu wierni(pomijam ekstremalne
                        sytuacje)To jakie masz zdanie o bratowej wynika z tego co mówi ci twój brat-dla
                        mnie typowy mieczak obrabiajacy dupę zonie-sam jakos nie potrafi nic zdiałać w
                        małżeństwie. Poza tym masz przekaz tylko jednej strony, może bratowa jest
                        zaszczuta od lat w związku, może wmawia się jej że nic nie potrafi ze jest
                        głupia ze nic jej się nie nalezy , wobec tego moze zyć w jednej starej bluzce
                        przez 5 lat. Pozwolisz ze zapytam jakim mężem jest twój brat-dbajacymn o
                        rodzine, ceniącym zonę za coś (bo lojalny to chyba nie jest), stara się , dba o
                        zonę niezaleznie od wszystkiego staje po jej stronie. Rozważał wspólnie z nią
                        scenariusze poprawy jej sytuacji a zarazem ich wspólnej proponując kursy, prawo
                        jazdy, studia i umacniając ją w tym ze da radę,.Rozważali kiedys małżonkowie że
                        może by tak rozpocząć działalności gospodarczą...A w ogóle czy przedsiebiorczy i
                        operatywny jest ten twój brat czy potrafi tylko płakać że mu trudno. jestem
                        przeciwnikeim rozwodów absolutnym i nie doradze autorce watku ze ma kogoś puscić
                        w trabę-radzę sie jej zastanowić co sprawiło ze wybrała na męża i ojca swych
                        dzieci człowieka moze trochę słabego i niezarednego , czy przypadkiem w jakiś
                        sposób nie było to jej na rekeę...
                        • to.ja.kas Re: słusznie oczom nie wierzysz 20.05.10, 13:02
                          Sledczy nam sie trafił smile No z miłosci do gór nie zamierzam sie spowiadac na
                          zadnym forumO sytuacji domowej mojego brata wiesz nie tylko wiecej niz ja, ale
                          pewnie wiecej niz on, niz ona i wszyscy wokół.
                          NO jak on by nie był dbającym męzem, to jego syn gdy bratowa odeszła do kochanka
                          (bo miała taki okres, niestety kochanek dał noge i wróciła) nie powiedziałby,
                          że on nie ma zamiaru mieszkać z matką i niech sobie wybije z głowy zabieranie go
                          od ojca. Miał wtedy 10 lat.

                          Strasznie agresywna jestes. Ze tez takiego agresywnego posta nie wysmarowałas do
                          autorki watku smile
                        • tautschinsky Re: słusznie oczom nie wierzysz 20.05.10, 13:30
                          kowalka33 napisała:

                          To jakie masz zdanie o bratowej wynika z tego co mówi ci twój brat-dla
                          > mnie typowy mieczak obrabiajacy dupę zonie-sam jakos nie potrafi nic zdiałać w
                          > małżeństwie.




                          A skąd to przypuszczenie, że co wie, to tylko od brata? Istnieje duże prawdopodobieństwo, że spotyka się z bratem i jego rodziną u niego w domu i na imprezach domowych i może więcej zaobserwować niż tylko tyle, ile jej brat chciałby powiedzieć smile


                          Brat zwierzający się swojej siostrze z problemów to
                          "typowy mięczak obrabiający dupę żonie"? smile



                          A jakaś kobieta mająca siostrę i zwierzająca się, ba, opowiadająca o swoich problemach z mężem to "typowa suka obrabiająca dupę mężowi"?


                          Może i brat i siostra nie potrafią sami sobie pomóc,
                          może potrzebują wsparcia choćby psychicznego, żeby sprawę rozwikłać. No tak, ale dla ciebie mężczyzna nie zaciskający zębów i śmiejący mieć prawo do zwierzeń to mięczak i dupo-obrabiacz...




                          Poza tym masz przekaz tylko jednej strony, może bratowa jest
                          > zaszczuta od lat w związku, może wmawia się jej że nic nie potrafi ze jest
                          > głupia ze nic jej się nie nalezy , wobec tego moze zyć w jednej starej bluzce
                          > przez 5 lat.


                          Ło matko - toż to za nic nie dałoby żadnej sprawy
                          ruszyć i nikomu pomóc. No bo każda ze stron przedstawia swoją relację.

                          Może autorka wątku też wmawia mężowi, że jest zerem,
                          jest śmieciem, nie jest mężczyzną (cokolwiek by to znaczyło smile



                          Ileż tu kobiet zatem "nielojalnych" jest. Nie tylko
                          rodzinie się zwierzają, to obcym osobom.


                          >Pozwolisz ze zapytam jakim mężem jest twój >brat-dbajacymn o
                          >rodzine (bo lojalny to chyba nie jest)


                          Założycielka wątku według twojego pojmowania lojalności
                          dopuściła się zbrodni nielojalności stopnia drugiego i należy jej się nie pomoc a publiczny lincz.




                          > zonę niezaleznie od wszystkiego staje po jej stronie.



                          O takich kobietach, które stają po stronie męża bez
                          względu na to, co robi i jak się zachowuje na forum
                          można wyczytać, że są: głupie, same widać tego chcą,
                          co mają, że są zaszczute i potrzebują pomocy psychologa, pań z opieki społecznej i sądu, ze są maltretowane smile i same już nie wiedzą, co piszą, bo uzależnione i zdominowane przez złego faceta smile



                          Rozważał wspólnie z nią
                          > scenariusze poprawy jej sytuacji a zarazem ich wspólnej proponując kursy, prawo
                          > jazdy, studia i umacniając ją w tym ze da radę


                          Może i rozważał, ale wtedy usłyszał, zależnie od tego jak sprawę rozgrywa bratowa: a. misiu, mój misiu, ty mój mężczyzno... b. nie po to wychodziłam za mąż, żeby teraz pracować! Jesteś mężczyzną z jajami czy nie?!

                          smile
    • rarely i skończyło sie rumakowanie 19.05.10, 17:22
      • eutherpe Re: i skończyło sie rumakowanie 20.05.10, 11:34
        Depresja a bycie safandułą i nieudacznikiem życiowym z wygody to dwie różne
        sprawy.Zostawienie osoby chorej, która potrzebuje wskazówki byłoby karygodnym. W
        jedną i drugą stronę. I najgorsze, kiedy rodzina daje dobre rady.
        • to.ja.kas Re: i skończyło sie rumakowanie 20.05.10, 11:44
          Dlaczego zakładasz, ze mój brat nie przyszedł i po prostu nie zapytał "co ja mam
          robic?" Dokładnie tak jak autorka watku tutaj. Ona nie pisze o tym, że mąż
          safanduła i nieudacznik życoiwy tylko, ze walczy z depresją. I...wg pań tu
          piszących nalezy go zostawić i mysleć o sobie, wczesniej zabierając dzieci.

          Zaraz, zaraz czyżby jednak czym innym było zostawienie i odebranie dzieci i
          rodziny i wsparcia choremu męzczyznie a czym innym zostawienie i opuszczenie
          chorej żony?
          Wg mojej wiedzy (a mam wieksza niz panie tu oceniajace męza autorki wąku) moja
          bratowa nie jest chora a wygodna, zwyczajnie pasozytuje w ten sposób na
          rodzinie. Czyli żona jak ma takiego chłopa ma byc bezwzględna....facet skazany
          jest na pchanie tego qwózka tak?

          I jeszcze coś, bracia i siostry miewaja czasami bardzo dobre relacje. Nie na
          tyle by kogokolwiek do czegokolwiek zmuszac, ale czasami sie sobie zwierzają,
          pytaja o radę, jak dochodzą do ściany wola zapytać kogos bliskiego niz obce
          osoby. Moze dlatego, ze mają do siebie zaufanie? Nie wiem.

          W każdym bądź razie mój prowokujący tekst pokazał po raz kolejny...mamy dwie
          rzeczywistosci i dwa różne podejscia nawet do choroby i wspierania sie w zwiazku
          kiedy jedno z partnerów zaczyna chorowac.
          Jakiż opór budzą dokładnie takie same rady kiedy dawać je mężczyźnie, prawda?
        • eutherpe Re: i skończyło sie rumakowanie 20.05.10, 11:51
          Przecież wyraźnie napisałam,że to działa w obydwie strony.A skąd Ty wiesz
          dokładnie jaka jest Twoja Bratowa? Z autopsji czy opowiadań brata? Małżeństwa
          powinny swoje sprawy rozwiązywać w czterech ścianach, bo najgorszym jest
          wywlekanie spraw na zewnątrz dla dobrych rad. Nie sądzisz?>Chciałabyś aby Twój
          partner również dostawał takie rady od "swoich", bo uważaliby Cię za ciamajdę i
          niedojdę?
        • eutherpe Re: i skończyło sie rumakowanie 20.05.10, 11:52
          Jeżeli partner Pani jest chory na depresję to należałoby się zastanowić nad
          terapią a nie radzić zostaw go, bo to ciężar.Jeżeli to wygodne dziecko,
          należałoby się zastanowić nad całą sytuacją.
          • to.ja.kas Re: i skończyło sie rumakowanie 20.05.10, 12:27
            Nie, nie tylko od brata. Ale jakie to ma znaczenie? Panie tu dające rady tez
            znaja historie TYLKO z opisu pani która założyła watek, prawda? My nie
            rozmyslamy tu nad przypadkiem mojego brata a nad tym czy wrócic czy nie wrócic
            do chorego partnera, byc z nim czy sie meczyc. Twoja opinie znam, ale wiekszosc
            pan tu piszacych napisala "odejdz i sie nie ogladaj"...no wiec skoro wiekszosc
            kobiet PO PRZEJSCIACH ma taka opinie, to ja uwazam, że nalezy ja propagować smile
            • to.ja.kas Re: i skończyło sie rumakowanie 20.05.10, 12:42
              Zaznaczam, ze rady jakie przekazac chce mojemu bratu są autorstwa KOBIET, żeby
              było jasne.
              Pierwszy zaprostestował Tauczyński , ale kto by sie facetem przejmował, nie? wink
              Jako osoba która uważa iż tak ŚWIATŁE rady nalezy wprowadzać w czyn będe
              zachęcać brata by posłuchał sie MADRYCH i DOSWIADCZONYCH kobiet.
              big_grin
        • aiwlysji Re: i skończyło sie rumakowanie 21.05.10, 10:10
          eutherpe napisała:

          > Depresja a bycie safandułą i nieudacznikiem życiowym z wygody to dwie różne
          > sprawy.Zostawienie osoby chorej, która potrzebuje wskazówki byłoby karygodnym.
          > W
          > jedną i drugą stronę. I najgorsze, kiedy rodzina daje dobre rady.
          to powiec mi co robic jak facet przez lata ma depresje???
          jak sobie poradzic z wlasnym "wyczerpaniem" w takiej sytuacji i jak dawac
          energie wlasnym dzieciom jesli wiekszosc "idzie" na partnera?
          • niutka Re: i skończyło sie rumakowanie 21.05.10, 22:25
            Chyba troszke odeszlismy od watku... i zaczelo sie szkalanie zalozycielki. Ja
            wiem co to depresja, sama ja mialam i doskonale wiem ze potrafi odizolowac od
            zycia... Tyle ze jak ktos chce walczyc z ta choroba, to zrobi wszystko by sie z
            tego bagna wyrwac... Ja bynajmniej potrafilam (bo mialam dla KOGO, czyli dla
            dzieci) i to bez jakiejkolwiek pomocy czy zrozumienia mojego prawie ex meza...
    • eutherpe Re: wszyscy tak żyją - doszłam do ściany 20.05.10, 12:41
      Z pewnością osoba chora uzależnia w pewnym stopniu partnera od siebie i druga
      osoba czuje się za nią odpowiedzialna.Nie wiemy jak wyglądały rozmowy między
      nimi i czy mąż wyrażał chęć "naprawy i powrotu do normalności", czy stosowane
      było konkretne leczenie czy po prostu jego safandułowski charakter nazwano
      depresją a to już zupełnie dwie różne sprawy. Należałoby z tym panem
      porozmawiać-być może on sam pragnie wolności i bycia samemu w swojej dekadencji
      i malkontenctwie. A może pragnie być z nimi tylko "fizycznie" i "psychicznie"
      nie jest w stanie, gdyż choroba zrujnowała mu organizm.Ciężka decyzja...Ale
      chorobę należy i można leczyć.
      • justypoczta Wątek stanął w martwym punkcie 20.05.10, 21:24
        Jako jedna z Mądrych Pań Po Przejściach spróbuję obronić trochę naszych racji...

        Przede wszystkim autorka wątku zamilkła spłoszona - i nie wiemy, czy jej mąż
        faktycznie boryka się z chorobą, czy jest człowiekiem, który zajął wygodną
        życiową pozycję, polegającą na wycofaniu i ograniczeniu się do obowiązków
        domowych. Pisała o stanach depresyjnych. Może to jednak być nadużycie
        oznaczające bierność i wygodnictwo. O leczeniu, czy diagnozie nie było mowy, a
        przecież wspominała także o terapii. Domyślam się, że małżeńskiej.

        Ponadto myślę, że "zwinięcie żagli" po 17 latach to dla matki trójki dzieci,
        która najprawdopodobniej nie ma i mieć nie będzie ekonomicznego wsparcia od męża
        (no skoro bierny?), to akt desperacji. I zakładam, że autorka wątku tak
        zdesperowana była, a zatem nie miało to nic wspólnego z potrzebą samorealizacji.
        Natomiast może mieć związek ze zmęczeniem i uczuciem, że jest się w potrzasku.
        Myślę też, że skoro autorka pisała o terapii, rozmowach i podejmowanych próbach
        ratowania związku, to nie można jej zarzucić, że oddała małżeństwo walkowerem.

        Ale oczywiście, każda z nas "Po przejściach" patrzy przez pryzmat własnych
        doświadczeń. I niejako z automatu przenosi przedstawiana sytuację na siebie. Ja
        w każdym razie tak zrobiłam.
        • lastsenses Re: Wątek stanął w martwym punkcie 25.05.10, 11:36
          1. dzieci "pochodzą" z okresów, kiedy wydawało mi się, ze jeszcze da
          się coś uratować - w ciągu tych lat zdarzały sie takie chwile -
          przecież każde małżeństwo ma lepsze i gorsze chwile - starałam się
          czepiać tych dobrych momentów.
          2. nie wiem na ile depresja jest głegbok i czy jest prawdziwa.
          chodził na terapię. teraz - po rozstaniu zaczął chodzić znowu i
          bierze leki.
          3. nie mam siły. naprawdę nie mam siły się nim + dziećmi + pracą
          opiekować. mamy codzienny kontakt - rozmawiamy o dizeciach, tym co
          się u nie go dzieje,staram się pomóc jak mogę. Ale nei jestemw
          stanie robić tego na codzień 24h. czuję się jak w potrzasku
          • blueblackm Re: Wątek stanął w martwym punkcie 29.05.10, 15:18
            Bardzo Pani współczuję. Chciałabym Pani pomóc w podjęciu decyzji - a przynajmniej spróbować. Chorowałam wiele lat na depresję, jedni z niej wychodzą, innym się nie udaje.Ja jakoś dałam sobie radę. Teraz po tylu latach dotarło do mnie jak wielki wpływ miała moja choroba na psychikę dzieci - proszę mi wierzyć chciałabym cofnąć czas.

            Niektórzy wyżej pisali, że choremu trzeba pomóc. Ja uważam że nie zawsze. Jeżeli czuje Pani potrzebę pomocy mężowi - może mu pani pomóc ale nie przez powrót do niego.Jeżeli nie kocha go pani - wróci Pani do niego i będzie z nim tylko po to żeby mu pomagać z poczucia obowiązku lub litości - to się nigdy nie uda.

            Piszę to jako ta osoba, której mąż nie kochał, a tylko z obowiązku tkwił przy mnie. Było to dużo gorsze i dla mnie i dla niego - a przede wszystkim dla dzieci.

            Próbując pomóc mężowi w ten sposób może Pani zaszkodzić dzieciom - wiem co piszę i bardzo proszę żeby wzięła to Pani pod uwagę. Życie z osobą z depresją jest bardzo ciężkie - nawet dla Pani - proszę sobie wyobrazić co czują dzieci, choć tego nie okazują.

            Myślę, że może mu Pani pomóc nie wracając do niego, jak przyjaciel, nie jako żona. Mąż być może pokona chorobę, a Pani odejście może mu w tym pomóc. Ja długo nie mogłam wyjść z choroby,udało mi się to dopiero po rozstaniu z mężem. Nie czułam wtedy jego dezaprobaty,nie słyszałam ciągłych wymówek, ze jestem nieudacznicą, cierpiętnicą itp. Powoli staram się wynagrodzić dzieciom to co przeze mnie przeżyły.

            Życzę powodzenia
    • niedobre wyrazy podziwu 25.06.10, 01:21
      Naprawdę szczerze cię podziwiam. Za odwagę i zacięcie. Miałam
      styczność z ludźmi z depresją i wiem jedno. Tacy ludzie mają
      tendencje do szantażowania swojego otoczenia swoim stanem
      psychicznym. Skaczesz koło takiego jak koło śmierdzącego jajka, nic
      nie zrobi, niczym się nie zajmie, bo ma depresję, nie podejmie
      decyzji, najlepiej ty zdecyduj, załatw, przemyśl i bądź za wszystko
      odpowiedzialna. On nie może, bo dla niego wszystko jest bez sensu. W
      ramach swojej depresji potrafi być cholernie nieprzyjemny, a ty
      gryziesz się w język, bo on ma depresję, a ty będziesz wredna i
      złośliwa. Kiedy wszystko jest w porządku depresja mija. Kiedy pojawi
      się jakikolwiek problem wymagający wysiłku, podjęcia niewygodnych,
      ryzykownych decyzji, przemyślenia - pojawi się również depresja,
      która minie z chwilą kiedy ty rozwiążesz problem. Życie z takim
      człowiekiem przypomina koszmar. A ty jeszcze dodatkowo czujesz się
      odpowiedzialna, bo to twój mąż i powinnaś to wszystko wytrzymać do
      końca życia.
      Mam nadzieję, że się z tego otrząśniesz i pojawi ci się na
      horyzoncie radość życia.
      powodzenia
      • lastsenses jestem sama 25.06.10, 06:56
        z dzieciakami. Sama na nie zarabiam - odprowadzam,przyprowadzam,
        kąpię, zawożę na zajęcia itd. Jest trochę robotywink Dzieci odkąd
        odeszłam - są tylko moje - rodzina męża nie zadzwoniła ani razu -
        próbowalam wozić do babci na chwilę ale to nie ma sensu - ciągłe
        pretensje.
        Ogólnie jest ciężko - finansowo, logistycznie. Ale wiecie co - jest
        mi dobrze. Jestem szczęśliwa chociaż zmęczona - codziennością i
        odpowiedzialnością. W końcu nie mam na głowie męża z jego wydumanymi
        problemami (bo okazało się, że to nie depresja - tylko jak w poście
        powyżej). Nie mam w domu codziennie teściowej. Młode mimo braku taty
        na codzień - są spokojne i chyba się czują w końcu bezpiecznie. Dużo
        rozmawiamy. Przykro mi, że przez moje złe wybory nie mają pełnej
        rodziny na codzień - ale mają za to spokojną i szczęśliwą matkę - i
        chyba im z tym dobrze.
        Tatuś - jest na etapie poszukiwania siebie - o alimentach i
        jakiejkolwiek pomocy mogę zapomnieć.
        Dziewczyny uważajcie na patologicznych maminsynków - oni się nigdy
        nie zmieniają.
        Szkoda, że odkryłam to tak późno;-(
      • niutka Re: wyrazy podziwu 25.06.10, 19:38
        Nie genaralizuj...! Ja mialam depresje (diagnoza po konsultacjach u profesora -
        stan srednio ciezki). A mimo to zajmowalam sie malymi dziecmi (2,5 i 4,5 lat),
        bo byly wtedy sie wyprowadzil (wolal spedzac czas z zamezna kochanka i jej
        wtedy 3-letnim dzieckiem). A do tego w tym czasie nie siedzialam w domu, robilam
        doktorat i bylam na uczelni po 8-9 godzin dziennie.
        Po wyjsciu z tego najgorszego stanu tez zdarzaly mi sie dni, kiedy nic mi sie
        nie chcialo (nota bene byly wtedy wrocil). Ale wiedzialam, ze nie moge pozwolic
        sobie na "nicnierobienie". Bo byly, zdrowy, nie zajalby sie dziecmi...
        Tak wiem, ze tu jest inna sytuacja, bo to facet jest chory. Ale po prostu
        zdenerwowalam sie twoim podejsciem do ludzi majacych depresje. Bo twoj opis w
        ogole do mnie nie pasuje...
        • tautschinsky Re: wyrazy podziwu 25.06.10, 20:06
          niutka napisała:

          >Ja mialam depresje (diagnoza po konsultacjach u profesora -
          > stan srednio ciezki). A mimo to zajmowalam sie malymi dziecmi (2,5 i 4,5 lat),
          > bo byly wtedy sie wyprowadzil A do tego w tym czasie nie siedzialam w domu, robila
          > m
          > doktorat i bylam na uczelni po 8-9 godzin dziennie.




          Jak ty byłaś w depresji robiąc to wszystko to pan profesor od diagnoz własne profesorskie insygnia może sobie powiesić w wychodku.

          Poczytaj, czym jest depresja, co oznacza, jak ludzie dotknięci nią się zachowują - są jak kłody.

          Tobie co najwyżej dolegało podłamanie średnio ciężkie, a mylisz to z depresją. Spokój, uregulowanie spraw, jakieś ziółka w takim stanie wystarczają. W prawdziwej depresji i najlepsze antydepresanty na niewiele mogą się zdać a człowiek nawet nie ma siły się zabić - BO TO WYMAGA DZIAŁANIA! A ktoś taki nie ma sił na nic.
          • zmeczona100 Re: wyrazy podziwu 25.06.10, 21:03
            tałczyński, skończ najpierw medycynę, a potem możemy pogadać.
            • tautschinsky Re: wyrazy podziwu 25.06.10, 21:25
              zmeczona100 napisała:

              > tałczyński, skończ najpierw medycynę, a potem możemy pogadać.


              Jesteś psychiatrą?
              Skąd wiesz, że ja nie?
              Kiedy byłbym lekarzem innej specjalności
              napisałabyś, że nie jestem specjalistą.
              Kiedy jednak byłbym nim skwitowałabyś,
              że mogę się mylić, bo nikt nie jest nieomylny.

              Krótko - zawsze będzie źle.
        • niedobre Re: wyrazy podziwu 27.06.10, 22:57
          ty miałaś doła a nie depresję, ale jak doktoranta bada profesor to
          nie może użyć słowa "dół". Gdybyś miała depresję to nie byloby mowy
          o doktoracie.
          A facet, o którym pisze autorka wątku jest śmierdzącym leniem,
          któremu z depresją bardzo wygodnie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka