zatracony72
24.05.10, 22:27
Niedawno wpadłem na "genialny" pomysł odcięcia się od tego co było, od dobrych
uczuć jakimi darzyłem żonę, od dobrych chwil spędzonych razem, od ciepła które
czasami miedzy nami było. Ot od normalności, lub jak koś to może nazwać
wyidealizowanej utopii minionego życia.
Na czym ów pomysł polega? Przekonać siebie, że tamta żona już odeszła,tamta
osoba nie żyje a okres jaki przeżywałem od momentu rozstania był żałobą po
tych razem spędzonych latach i dobrych chwilach. Natomiast obecna jeszcze
"żona" to ktoś inny, całkowicie obca osoba, która poza wyglądem nie ma nic
wspólnego z przeszłością (choć tak popradzie jedynie poprawiła swoje metody
zadawania bólu)
Działało to niestety aż do snu w którym odbyłem z nią miłą rozmowę,
przytuliliśmy się i po prostu poczułem bliskość.
Dzisiaj czuję się znów jakbym naprawdę stracił kogoś bliskiego i jest mi
cholernie ciężko.
Tej metody więc nie polecam, chociaż może spieprzyłem jej realizację jak
zresztą większość spraw w swoim życiu.