prawa do dziecka.

23.07.10, 11:57
taka sytuacja, którą podała jako przykład moja prawie ex. Mieszkamy osobno,
dziecko zameldowane z matką. Mamy takie same prawa ( choć ex twierdzi, że ma
większe), niczym nie ograniczone sądownie, prawnie jesteśmy małżeństwem.
Zabieram dziecko do siebie i ono zostaje na noc, czego nie życzy sobie matka.
Zaznaczam, że ona wie gdzie jest dziecko i z kim jest. Jeśli w takiej sytuacji
pójdzie na policję to czy od razu będzie interwencja i oddanie jej dziecka?
Oczywiście nigdy tak nie zrobię bo dobro dziecka stawiam powyżej swojego ego i
nie chcę wyrządzać mu jeszcze większych przykrości.
Natomiast dla prawie ex dziecko jest karta przetargową, jeśli nie będę się
podporządkowywał jej warunkom nie będę spotykał dziecka lub będę musiał sobie
załatwić widzenia sądownie. Zagryzam zęby i dla dobra dziecka godzę się z
warunkami. Kocham swoje dziecko i dziecko kocha mnie. Ja przeżyję ew brak
kontaktów ale dla dziecka będzie to kolejna trauma.
    • tully.makker Re: prawa do dziecka. 23.07.10, 12:41
      jeśli nie będę się
      > podporządkowywał jej warunkom nie będę spotykał dziecka lub będę
      musiał sobie
      > załatwić widzenia sądownie.

      Ja bym sie dostosowala do jej zyczen w tej kwestii i udala sie do
      sadu ustalic kontakty. Gorzej niz jest teraz raczej nie bedziesz
      chyba mial, jak masz kontakt z dzieckiem, to spokojnie bedziesz mial
      mozliwosc by spedzalo weekendy u ciebie z noclegiem.
    • plujeczka Re: prawa do dziecka. 23.07.10, 12:54
      co to znaczy ,że przezyjesz ewentualny brak kontaktów z dzieckiem?
      to jaka jest ta twopja miłośc?==jesli masz taką sytuację to wystap o
      opiekę naprzemienną do sądu, wówczas będziesz miał sytucję
      uregulowana, nie daj się łatwo spławić to twoje dziecko i masz prawo
      do widzeń z dzieckiem jak również do uczestnictwa w w jego zyciu na
      tyle na ile warunki pozwalają.Wciaz nie rozumiem i chyba nigdy nie
      pojmę dlaczego dla dorosłych dziecko jest karta przetargową a niby
      wszyscy rodzice dzieci kochają? ech czy to sie kiedykolwiek zmieni ?
      • zatracony72 Re: prawa do dziecka. 23.07.10, 18:00
        plujeczka napisała:

        > co to znaczy ,że przezyjesz ewentualny brak kontaktów z dzieckiem?


        to, że to co ja czuję jest mało istotne. Jak się kiedyś pozbieram to i tak
        formalnie wszystko muszę załatwić, na razie nie mam na to siły.
        No a o moje prawa zapytałem z ciekawości bo nie lubię jak mi ktoś kity wciska.
    • cathy_bum Re: prawa do dziecka. 23.07.10, 16:07
      Nie wiem, czy się sprawdzi, ale spróbować warto. Kumpel w podobnej
      sytuacji spisał z prawie-eks żoną ustalenia, jakie zawarli. Nie było
      to zdaje się łatwe, niemniej się udało. Obyło się bez sądowego
      ustalania kontaktów z dzieckiem.
    • enesta Re: prawa do dziecka. 23.07.10, 18:09
      Czy żona ma jakieś konkretne powody by obawiać się tych nocy dziecka
      u Ciebie, jak to umotywowała i ile lat ma dziecko? (nie znam Twojej
      historii)
      • ro35 Re: prawa do dziecka. 23.07.10, 18:25
        a ja bym dodał:
        czy żona miała jakieś konkretne powody i bała się nocy u dziecka, gdy byliście
        jeszcze razem, znaczy Ty spałeś obok ? wink
        paranoja...
        nie rozumiem takich sytuacji
        • ciociacesia ale co tu jest do nierozumienia 24.07.10, 12:54
          przeciez nie zawsze jest tak ze tatus sie wyprowadza ot tak sobie w zgidzie i
          harmoonii. zdarza sie tak ze wyprowadza sie do innej kobiety, ewentualnie jest
          wyzucany z domu z powodu chlania, nakotyków czy innych niefajnych rzeczy przed
          ktorych konsekwencjami matka chce chronic dziecko...
          • ro35 Re: ale co tu jest do nierozumienia 24.07.10, 15:36
            nie mówimy tu o patologiach !
            normalna rodzina. ojciec w czasie gdy matka pracuje, wypoczywa, bawi się -
            opiekuje się dziećmi. po rozwodzie natomiast okazuje się trędowatym suspicious
            • enesta Re: ale co tu jest do nierozumienia 24.07.10, 16:57
              No dobrze Ro, ale to chyba nie historia Zatraconego. Z tego co teraz
              kojarzę Jego żona jest śmiertelnie(?) chora więc tu mogą zachodzić
              jakieś przesłanki natury psychologicznej- kobieta jest w bardzo
              trudnej sytuacji i może nie radzić sobie emocjonalnie. Zatracony sam
              wie jak jest. A że istnieją wredne Ex to druga sprawa.
              • zatracony72 Re: ale co tu jest do nierozumienia 24.07.10, 19:05
                Jest bardzo poważnie chora ( nie pisałem nigdy,że śmiertelnie), ale w zachowaniu
                dalej jest władczynią świata,ona jest o TAAAAKAA a ja jestem niczym. Już nigdy
                się nie dowiem, kiedy gra a kiedy jest sobą, zresztą może jest sobą jak gra.
                • enesta Re: ale co tu jest do nierozumienia 24.07.10, 20:09
                  Przepraszam, nie pamiętałam dokładnie, dlatego zastosowałam znak
                  zapytania.
                  Napisałeś „bardzo poważnie chora”, wydaje mi się że to też może
                  rzutować na jej stosunek do Ciebie i opiekę nad dzieckiem
                  (nadopiekuńczość). Piszesz również że zawsze była osobą władczą więc
                  powinieneś tym bardziej określić sądownie Twoje kontakty z dzieckiem.
    • ania1ooo Re: prawa do dziecka. 23.07.10, 19:31
      Jeśli macie takie same prawo, to teoretycznie możesz zabrać dziecko na noc do
      siebie bez jej zgody. Ona powiadomi policję. Jeśli się uprze, policja będzie
      musiała do ciebie przyjechać, ale dziecka Ci nie odbiorą.
      Radzę Ci jednak coś innego, niestety bardzo trudnego dla kochającego ojca. Żona
      traktuje dziecko jako kartę przetargową, odbierz jej tę kartę. Powiedz jak
      bardzo kochasz dziecko i zależy Ci na kontaktach z nim, ale dla jego dobra
      zrobisz wszystko czego ona chce i zgodzisz się na taki wymiar kontaktów, który
      dla dobra dziecka ona wyznaczy. Trochę czasu minie zanim twoja żona zrozumie, że
      widywanie się z Tobą jest dobre dla dziecka i również dla niej, bo będzie miała
      czas dla siebie. Jednak eskalując konflikt nic nie zyskasz. Wyluzuj, daj sobie i
      jej czas, będzie dobrze.
      • zatracony72 Re: prawa do dziecka. 23.07.10, 21:49
        Aniu, chyba gdzieś "nie" Ci brakło. Teraz zgadzam się na wszystko, to nie
        nocowanie u mnie ex kiedyś pokrętnie tłumaczyła tym, że dziecko musi mieć stały
        punkt zaczepienia i świadomość,że w dawnym domu już nie mieszka. Dość długo w
        rozmowach mała myliła się określając mój dom jako swój. Zakręcone, ale ja
        chciałbym by tak było lecz nie chcę jej wprowadzać jeszcze większego chaosu bo i
        tak widzę, że z moim dzieckiem jest coś nie tak. Płacze o wszystko, histeryzuje
        i trudno jej zająć się czymś na dłużej. Podobno ex była u psychologa i jest z
        nią wszystko OK, ale dla 6 latka taka zmiana musiała być bardzo bolesna. Sam
        stary koń nie zawsze mogę się z tym wszystkim pozbierać.
        Czyli mówicie, że policja w razie czego by przyjechała ale nie miałaby podstaw
        by oddać dziecko matce ?
        • enesta Re: prawa do dziecka. 23.07.10, 22:07
          widzę, że z moim dzieckiem jest coś nie tak. Płacze o wszystko,
          histeryzuje
          > i trudno jej zająć się czymś na dłużej. Podobno ex była u
          psychologa

          Sorry Zatracony,
          a nie lepiej umówić się z tą psycholog, dowiedzieć się co z małą i
          co dla niej jest dobre, a potem kombinować z sądem lub policją?
          A poza tym ustalenia sądowne chyba są lepszym wyjściem(matka wie, ma
          papier na którym jest napisane że możesz) niż szarpania się nawzajem
          policją.uncertain
          • zatracony72 Re: prawa do dziecka. 23.07.10, 22:31
            Najwidoczniej nie napisałem jasno. Nie chcę i nie będę nic robił na siłę. Sprawa
            policji itd wyszła od EX jako zaznaczenie sytuacji na tzw wszelki wypadek, tak
            by mnie dodatkowo stłamsić. Sądownie to wszystko, łącznie z rozwodem załatwię
            ale potrzebuję na to czasu.
            • enesta Re: prawa do dziecka. 23.07.10, 22:57
              Załatwiaj, i pogadaj z psycholog o histeriach córki. Póki co, ciesz
              się nią kiedy jesteście razem. Dzieciaki są wrażliwe i nie ma co
              narażać je na niepotrzebne dodatkowe stresy. Moim zdaniem.
              Pozdrawiam
    • zebra12 Re: prawa do dziecka. 24.07.10, 07:34
      U mnie jest tak, że mąż ma niby nieograniczony kontakt z dzieckiem,
      a w szczególności - i tu jest wylicozne gdzie i ile. Starsze córki
      moga z nim jeździć ile chcą. Nie zabraniam. Ale małą puszczę z nim,
      jak będzie miała te 7 lat i będzie umiała i siebie zadbać. Fakt jest
      taki, ze ex nie jest zbyt odpowiedzialny i gdy mieszkaliśmy razem
      dziećmi się nie zajmował - tzn nie brał na spacery, nie zostawał
      sam, poza nielicznymi przypadkami. Tymczasem wziął 10 latkę tej zimy
      na ferie i podczas tego pobytu wpadła do stawu - lód się załamał.
      Kuzynka ją wyciągnęła. Wołania o pomoc nikt nie słyszał, ex był
      wtedy w domu. 3,5 latka nie ma jeszcze instynktu samozachowawczego.
      Boję się o nią. Dlatego, choć obecnośc exa w moim domu nie jest mi
      zbyt miła, to znoszę ją dla dobra dziecka. Wychodzą na chwilkę sami
      na spacer. On się musi nauczyć najpierw opieki nad takim dzieckiem,
      a potem dopiero może zabrać córkę. Na razie niech się skoncentruje
      na starszych - 10 i 13 lat. Najstarsza wcale do niego nie chce
      jeździć. A on ja szantażuje lub olewa. w nastolatce narasta bunt. Ex
      uważa, że JA mam ją zmusić do wyjazdu. A ja zosatwiam ich i
      wychodzę. Niech sami ustalają te rzeczy. To jego córka, na dodatek
      już duża i muszą się dogadać.
    • zatracony72 Re: prawa do dziecka. 25.07.10, 09:40
      Chciałbym wrócić do mojego pytania. Co zrobi policja jak matka zgłosi takie
      "uprowadzenie" przez ojca jak opisałem w temacie?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja