23.10.10, 22:16
Od pewnego czasu myśle o rozwodzie . Moja sytuacja jest trudna ,pracuje na pół etatu w dodatku na czas okreslony. Mam dwójkę dzieci w sp i gimnazjum oraz dwójkę dzieci dorosłych ,jedno studiuje. mamy jako wspólwłasność domek,taki niepodzielny. Boje sie szykan ze strony męzaoraz niedostatku dla dzieci. Z drugiej strony chce po 27 latach uwolnic sie z toksycznego zwiazku. W dodatku mam rodzićów w podeszłym wieku,nie chciałabym ich stresować. Czy moglibyście się podzielić doswiadczeniami nt. rozwodu, alimentów reakcji dzieci. itd. czuje sie taka nieszczęsliwa
Obserwuj wątek
    • mayenna Re: boje sie 24.10.10, 14:09
      Trudna sytuacja. Zastanawiam się co ci napisać. Także się bałam. Zanim złożyłam pozew rozważyłam wszystkie możliwości. Byłam przygotowana na każdą ewentualność.Moja sytuacja jest dużo trudniejsza niż Twoja. Musiałam sie wyprowadzić. Wynajęcie mieszkania pochłania połowę moich dochodów ale mamy spokój. Widzę jak mi się dzieci zmieniają. Nie jest łatwo ale jest spokojnie, cicho, bez stresów.
      • estimata Re: boje sie 29.10.10, 20:04
        Rozumiem, że sprawa jest u Ciebie świeża. Ja, podobnie jak autorka wątku, chciałabym rozwodu, uwolnienia się od toksycznego związku, ale boję się. I właściwie nie bardzo wiem, czego. Jestem w o tyle dobrej sytuacji, że na siebie i dzieci zarobię. Owszem, musiałabym sie wyprowadzić, i to jest problem. Dzieci.. nie za bardzo przepadają za tatą, chyba, że ja jestem w pobliżu to ewentualnie się z nim pobawią (pod warunkiem, że on znajdzie na to czas). W ostatnich latach mąż, przestraszony realną perspektywa rozwodu, stał sie wobec mnie grzeczniejszy, ale wątpię, czy to jest szczere, poza tym nastapiło dużo za późno. Kochałam go przez lata, wybaczałam wiele, wierzyłam w obietnice. A teraz nie ma we mnie juz nic. Nie chcę nawet udowadniać jakiejś winy, nie chcę mu szkodzić, ale po prostu nie chcę z nim być. Nie lubię z nim przebywać, rozmawiać. Próba terapii nie pomogła. Czy mieszkanie z nim ze względu na tzw. dobro dzieci ma sens? Ciekawa jestem, jak było w Twoim przypadku, mam wrażenie, że także gdybym się wyniosła byłoby mi spokojnie, bez stresów. Czemu więc sie boję?
        • puzzle33 Re: boje sie 29.10.10, 20:44
          Twoj dylemat zamyka się w wyborze między złem znanym a ryzykiem podjęcia zmiany swojej sytuacji. Nie każdy rozwód przynosi oczekiwane rezultaty, zdarza się, że zamiast lepiej wychodzi gorzej. Decyzja wynika z realistycznej oceny, co masz, a co możesz zyskać. Czy warto pojąć ryzyko wypływa z wyniku tych przemyśleń.
    • superemka Re: boje sie 31.10.10, 00:42
      o rany, po 27 latach?? Cierpliwa jesteś wink ja rozwodzę się po 7, ale jestem w dużo lepsze sytuacji od Ciebie...
      Też martwiłam się o reakcję mamy, dziadków (mieszkam na wsi, gdzie wszyscy się znają i wszystko wiedzą, więc miałam świadomość, że dziadkom zwłaszcza nie będzie przyjemnie) ale jak zaczęłam z nimi rozmawiać i "udzielili" mi swojego błogosławieństwa. Porozmawiaj z dziećmi, jeśli widzą, że w waszym małżeństwie jest źle to na pewno będą Cię wspierały a jeśli mają bardzo dobry kontakt ze swoim ojcem to będą wspierali Was oboje, żebyście się rozeszli i byli szczęśliwi oddzielnie

      Nie martw się, że sobie nie poradzisz finansowo, możesz ubiegać się o alimenty i na pewno masz rodzinę, na wsparcie której możesz liczyć.

      Porozmawiaj też z mężem, czy on wie, że chcesz się rozwieść?
    • plujeczka Re: boje sie 31.10.10, 06:39
      dlaczego czujesz się nieszczęśliwa? to chyba za mało na rozwód?
      masz duże dzieci to czego sie boisz? wszystcy balismy sie przede wszystkim tej sadowej procedury, stresu i zachowania ex małzonka w takiej sytuacji bo pamietaj ze wówczs poziom agresji wzrasta, ex staje sie wówczas obojetny na sprawy rodziny, dzieci, szantazuje finansowo nahczęsciej odcina się kobiete id srodków na zycie chcac ja w ten sposób "ukarać" a słowa ze sobie nie poradzisz bez niego będa ci dzwięczyc w uszach ale pami.etaj ze to wszystko mija, ze wzystko mozna pokonac a z dziecmi trzena duzo rozmawiac i nieczegoprzed niminie ukrywać nawet tego ,zepo rozowdzie będa musiały z wielu rzeczy zrezygnować.Wielu z nas jt juz po rozwodach, ja jestem sama od kilku lat i daje sobie rade choc ex maz wciaz przed sadem dowala i dokucza jak może ale teraz jest bezsilny, wyczerpał swój "arsenał" nacisków na mnie i dziecko a bywało róznie miedzy innymi prokuratura, sądy, policja, donosu do urzedu skarbowego na mnie i do zakładu pracy chciał abym straciła pracę i pozostała z dzieckiem bez środków do zycia. Na szczescie nie udało mu się ale trwało to pare lat i nieststey straciłam duzo zdrowia i pieniędzy ichoc ma "nadal z kochanka" swój idealny zwiazek nie zapomina mnie dokopac. Coz rzadko meżczyźni rozstają się z klasą ale dzisiak po paru latach powiem tak WARTO było się rozwieśc.<ogę nareszcie robić co chce, jest w domu spokojnie, nie ma awantur, wyzwisk i to mnie nardzo cieszy a on coż zaleznu od kochanki i jej dzieci siedzi cicho jak mysz po miotła moze dlatego ze to synowie wiec jak by szumiał to pewnie by mu wlali i wygoniki z domu. U nas miał pole do popisu.....a niech tam powtarzam warto się rozwieśc aby odzyskac człowieczeństwo, dobre imię i spokój.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka