Dodaj do ulubionych

"Wszyscy zdradzają..."

30.03.11, 22:59
Hej.
Jestem tu nowa, i na dodatek niezbyt kulturalna, bo nie przywitałam się (nie lubię powitalnych wątków). To powód moich wątpliwości, czy wysyłać ten post. Drugi jest taki, że treść będzie "nie po linii". Ale muszę, bo się uduszę - czasem człowiek tak ma smile
Przez parę dni przeczytałam tu sporo wątków, w których przewija się motyw zdrady. Zwykle jako czynu niewybaczalnego, niepojętego, takiego który burzy Wasz światopogląd i odbiera wiarę w ludzi. I jak to czytam to mam ochotę spytać: "Ludzie - skąd wy spadliście??" To nie jest pytanie pogardliwe - nie odbierajcie tego tak - to jest niedowierzanie. I nie wiem czy wam tej naiwności zazdrościć, czy wręcz przeciwnie. Nie, chyba nie zazdroszczę.
Tytuł mojego wątku jest nieco prowokacyjny, ale w uproszczeniu - to właśnie chcę napisać.
Ludzie się zdradzają. Nie wyjątki. Nie degeneraci bez uczuć. Nie męskie świnie i kobiece suki. Po prostu ludzie. A powodów jest milion. Od wybryku po pijaku, poprzez chwilowe zauroczenie, silniejsze od rozumu, poprzez potrzebę poczucia znów dreszczyku którego się nie czuło już od lat, aż po zakochanie lub coś co się nim chwilowo zdaje. A po drodze mnóstwo mądrzejszych lub głupszych przyczyn. Nie będę silić się na znalezienie "wystarczająco dobrych przyczyn", bo nie jest moim celem usprawiedliwiać zdradę. Bo to tak jakbym chciała usprawiedliwiać mróz, że szczypie w nos.
Powiecie, że to nieprawda. Że WIĘKSZOŚĆ nie zdradza. Usiadam i policzyłam. Na potrzeby tego wątku. Otóż większość zdradza.
W mojej byłej pracy było 12 osób łącznie ze mną. Z tego 8 w związkach, w tym 5 w małżeńskich. Z tych ośmiu cztery miały romanse, piąta była jednego z tych romansów uczestniczką, a o pozostałych trzech po prostu aż tyle nie wiem. Wszystkie cztery zdradzające osoby były w związkach małżeńskich. Wiem - słaba to próbka statystyczna, ale tak jest - gdzie się nie rozejrzę. Tylko czasem trzeba się dobrze przyjrzeć i klapki z oczu zdjąć.
Powiecie teraz, że mam dziwne otoczenie i że w Waszym większość nie zdradza. No to rozejrzyjcie się i policzcie sami.
Jeśli nadal wychodzi Wam mniejszość - zróbcie pewne absurdalne założenie.
Wyobraźcie sobie na chwilę, że można zdradzić raz - jeden raz - bez żadnych konsekwencji. Nie tylko konsekwencji realnych, ale i tych moralnych. Czyli nie tylko: mąż/żona się nie dowie i nas nie rzuci, ale również: będę mógł dobrze spać w nocy, rano patrzeć w lustro i nigdy nie będą mnie męczyć żadne ale to żadne wyrzuty sumienia. Gdyby tak było - ilu z Was by nie zdradziło? Nie wtedy kiedy jesteście tak zakochani, że możecie góry przenosić, ale za pięć lat, piętnaście, trzydzieści... Myślę że niewielu.
Bo z tych "dobrych" - tych którzy nie zdradzają - wielu jest wiernych nie dlatego że "świata nie widzą i nigdy by im przez myśl..." Tylko ze strachu. Bo się wyda. Bo byłbym świnią. Bo tak nie wolno. Można mieć argument: i dobrze, moralność jest dobra, właśnie o tę moralność nam chodzi. Ok. Nie mówię, że nie. Ale nawet jeśli tego nie zrobi, bo nie pozwoli mu sumienie, bo kocha - to jednak gdzieś tam na innym, wewnętrznym poziomie by chciał(a). Miał(a) taką myśl. Może nawet wyobrażał(a) jakby to było. Bo tacy jesteśmy, my ludzie. I to samo w sobie nie jest ani dobre ani złe. Po prostu tak jest. A z drugiej strony - przecież zdrada zaczyna się w głowie - czyż nie? smile I czasem pozostaje wyłącznie w głowie - jedynie dlatego że tam jest niemal bezkarna. Myślę że wiecie co chcę powiedzieć.
Możecie też powiedzieć - ok, większość zdradza, ale to nie znaczy, że mam chcieć kogoś takiego. Znajdę kogoś kto mnie nie zdradzi. I ja powiem - super - szukaj. Ja też nie chcę być zdradzana. Ja też nie chcę zdradzać. Ale nigdy nie powiem nigdy.
Obserwuj wątek
    • altz Re: "Wszyscy zdradzają..." 30.03.11, 23:13
      Znam mnóstwo osób, które nigdy nie zdradziło. Sporo z nich się rozstało, nie ułożyło się.
      Fakt, człowiek nie jest z natury monogamiczny, ale ma z tego sporo plusów, choćby satysfakcję, poczucie, że nie zaraził partnerki itd.

      Jeśli stawiasz się w sytuacji:
      "nigdy nie nie można wiedzieć, czy się nie zdradzi",
      "jak się będziemy kiedyś rozstawać, to ja biorę dębowy stół",
      "jeśli mnie zdradzisz, to nigdy mi o tym nie mów",
      "gdybyś miał dziecko na boku, zaopiekowałabym się nim",
      "jeśli się kiedyś rozstaniemy, to dzieci będą ze mną"
      i takie podobne, to taki związek nie ma szans na powodzenie, bo jest tylko na próbę.
      Dobrze znam temat? Zgadnij dlaczego?
      • lolkalolka Re: "Wszyscy zdradzają..." 30.03.11, 23:38
        Oczywiście - jeśli zakładasz, że coś się nie uda - to zapewne się nie uda (w dużym skrócie smile)
        Ale ja nie stawiam się w takiej sytuacji, i nie myślę tak jak piszesz; mówiłam - trochę przekornie - o czymś innym.
        Tym bardziej, że ja NIE WIEM czy wybaczyłabym zdradę. Być może nie. I na pewno zrozumiałabym, jeśli ktoś by mi takowej nie wybaczył.

        A po chwili przemyślenia, z Twoich zdań jednak biorę pierwsze. Z tym, że nie jako założenie. Bo to nie jest założenie, to jest wiedza.
    • nangaparbat3 Re: "Wszyscy zdradzają..." 30.03.11, 23:46
      1. Tez nie lubie powitalnych watków smile
      2. Mam mieszane odczucia. Z jednej strony zgodze się z Tobą - to wielkie oburzenie, żądanie natychmiastowego wystawienia walizek, zarzekanie się, że nie da sie wybaczyć i zapomnieć - nie zgadzam się z tym.
      Tak jak Ty myślę, że zdradza o wiele więcej ludzi, niż nam się zdaje.
      Ale absolutnie nie zgadzam że z tezą, że jeśli ktoś nie zdradza, to tylko ze strachu. Myślę, że ludzie nie zdradzają z najróżniejszych powodów:
      - bo mają głęboko zakodowane, że tego się nie robi
      - bo kochają, nawet po pięciu, piętnastu, pięćdziesięciu latach
      - bo nie chcą ranić partnerki/partnera (ale zauważ: nie chcę zranić to niekoniecznie to samo co boje sie zranić)
      Rozumiem Twoją irytację - mnie na przykład okropnie irytują wątki, w których kolejne osoby (dziwnym trafem zawsze panie) deklarują swoja niezłomną wierność. Ale jednocześnie myślę, że tak, przynajmniej część z nich naprawdę jest, była i będzie wierna - i to bez specjalnego wysiłku. Są na świecie ludzie, którzy zasady moralności mają głęboko uwewnętrznione.
      • lolkalolka Re: "Wszyscy zdradzają..." 30.03.11, 23:55
        Ja nie jestem zirytowana - hm, no może ciut smile, ale bardziej - zdziwiona. I - wbrew tytułowi - wiem, że są tacy co nie zdradzają i w dodatku nie kosztuje ich to ogromu samozaparcia.

        > - bo mają głęboko zakodowane, że tego się nie robi
        > - bo kochają, nawet po pięciu, piętnastu, pięćdziesięciu latach
        > - bo nie chcą ranić partnerki/partnera (ale zauważ: nie chcę zranić to n
        > iekoniecznie to samo co boje sie zranić)

        Aha, to prawda. Jak wysłałam post to zauważyłam, że o tym w nim kompletnie nic nie było. Ale może i dobrze że tak egocentrycznie wyszło, bo zauważ: wszystkie podpunkty które wymieniłaś nadal nie zawierają takiego:

        - bo nie odczuwają nigdy chęci zdrady




        • nangaparbat3 Re: "Wszyscy zdradzają..." 31.03.11, 00:13
          Przyszło mi do głowy, że nie wiem, czy to że ktoś mnie pociąga jest równoznaczne z chęcią zdrady. Czy do "chęci zdrady" musi byc coś więcej - jakiś cień zamiaru co najmniej.
          I ta chęć - wiesz, dzisiaj chciałam wywalić koleżankę przez okno - siedziała na prapecie i pomyślałam, że gdybym podeszła i złapała za nogi - to - hop!
          Czy to juz jest chęć morderstwa?
          Bo przecież od początku miałam absolutną jasność, że wszystko odbywa się wyłącznie w myślach.
          Ja bym ludziom za bardzo w tych głowach i chęciach nie grzebała smile
          • lolkalolka Re: "Wszyscy zdradzają..." 31.03.11, 00:25
            > Przyszło mi do głowy, że nie wiem, czy to że ktoś mnie pociąga jest równoznaczn
            > e z chęcią zdrady. Czy do "chęci zdrady" musi byc coś więcej - jakiś cień zamia
            > ru co najmniej.
            > I ta chęć - wiesz, dzisiaj chciałam wywalić koleżankę przez okno - siedziała na
            > prapecie i pomyślałam, że gdybym podeszła i złapała za nogi - to - hop!
            > Czy to juz jest chęć morderstwa?

            Ba. Pieklo czeka.
            wink

            > Bo przecież od początku miałam absolutną jasność, że wszystko odbywa się wyłącz
            > nie w myślach.
            > Ja bym ludziom za bardzo w tych głowach i chęciach nie grzebała smile

            Pora jest pozna i nie jestem pewna czy nie bełkoczę, ale ja po to grzebie, żeby pokazać, ze nie jesteśmy świeci. Tylko różnie mamy te granice miedzy głową a resztą poustawiane. I w dodatku nie na stałe.

            I jeszcze zanim pójdę spać - takie mi przychodzą do głowy (po jednym czy dwóch wątkach o złych mężach) wredne myśli...
            Bo nieraz z tych postów aż bije: "jest taki siaki, owaki, ale tak naprawdę rozwodzę się, bo chcę kogoś nowego, lepszego, bo chcę jeszcze raz od początku, bo jest we mnie taki strach, że wszystko najlepsze już za mną, tęsknota za flirtem, za biciem serca, za zaświergoleniem, bo juz nigdy, a życie ucieka".
            A mąż też był kiedyś nowy i na początku. I teraz - jaki by nie był - przejadł się.
            Więc te wredne myśli są takie - jakby te dziewczyny zamiast rozwodu (po którym ma być pięknie i kolorowo jak w filmie, a wszyscy ci świetni faceci dookoła wreszcie do wzięcia, bo tylko ten był taki bury, a reszta to hohoho) znalazły sobie takiego jednego na boku. Na trochę, na długo... na wystarczająco długo by przestał być nowy, kolorowy i błyszczący. I by zobaczyć o co w tym chodzi.
            • noname2002 Re: "Wszyscy zdradzają..." 31.03.11, 07:21
              "Więc te wredne myśli są takie - jakby te dziewczyny zamiast rozwodu (po którym
              > ma być pięknie i kolorowo jak w filmie, a wszyscy ci świetni faceci dookoła wre
              > szcie do wzięcia, bo tylko ten był taki bury, a reszta to hohoho) znalazły sobi
              > e takiego jednego na boku. Na trochę, na długo... na wystarczająco długo by prz
              > estał być nowy, kolorowy i błyszczący. I by zobaczyć o co w tym chodzi. "
              A tego nie można zrobić przed ślubem? Jak ktoś ma kilka związków za sobą, to zwykle wie co się na dłuższą metę liczy.
              • nangaparbat3 Re: "Wszyscy zdradzają..." 31.03.11, 08:34
                Bo najwyraźniej ludzie, jako gatunek, są niewyuczalni.
                A poza ty, nawet jak ktoś zrozumie, może nie mieć dość sił i kompetencji, by wytrwać.
              • lolkalolka Re: "Wszyscy zdradzają..." 31.03.11, 10:23
                Tylko związki - dłuższe, czy krótsze - zwykle mają to do siebie, że w każdej chwili możesz powiedzieć - odchodzę, to koniec. Poszukać czegoś innego, spróbować jeszcze raz. Nie masz gdzieś pod skórą poczucia definitywności - nawet jeśli świadomie chcesz, aby to był ten na całe życie.
                Małżeństwo, dzieci i kredyt na 30 lat takie poczucie dają. Zakazany owoc staje się jeszcze bardziej zakazany. I wydaje się smaczniejszy niż jest naprawdę - czasem wyłącznie dlatego, że nie wolno nam go zjeść ani dziś ani jutro ani nigdy...
        • glasscraft Re: "Wszyscy zdradzają..." 31.03.11, 10:41
          lolkalolka napisała:

          > ... wszystkie podpunkty które wymieniłaś nadal nie zawierają takiego:
          - bo nie odczuwają nigdy chęci zdrady

          To ja mysle, ze spokojnie moge ten podpunkt dodac smile
          Czasami odczuwam przemozna chec na zamordowanie mojego M, albo przynajmniej poddanie go torturom, natomiast chec zdrady jakos sie nigdy nie pojawia, bez wzgledu na to, jak bardzo go nie lubie w danym momencie. Nie sadze, zebym byla jakims wyjatkowym.... wyjatkiem smile
    • maheda No właśnie nie wszyscy... 31.03.11, 07:37
      Jakoś wśród moich przyjaciół (plus moje byłe małżeństwo) zdradziła tylko jedna osoba, pozostałe osoby - nawet, jeśli się rozstały, to się nie zdradzały.
      Nie wynika to z braku chęci do zdrady, jak sądzę - ale to o niczym nie świadczy. Od tego jesteśmy ludźmi, żeby nad swoimi popędami panować.

      Jeśli mam ogromną ochotę na prawdziwe futro, ale nie ukradnę go ze sklepu - czy to wg Ciebie oznacza, że tak naprawdę jestem złodziejką, ale nie kradnę futra wyłącznie z uwagi na to, że mogą mnie złapać i wsadzić do więzienia?
      A może po prostu mam taki system wartości, wg którego "takich rzeczy się nie robi", zatem wrócę do domu w swojej wyświechtanej kurtce, o futrze po jakimś czasie zwyczajnie zapominając?

      Nie wszyscy zdradzają, tak samo, jak nie wszyscy kradną.
      • malgolkab Re: No właśnie nie wszyscy... 31.03.11, 09:49
        maheda napisała:

        > Jakoś wśród moich przyjaciół (plus moje byłe małżeństwo) zdradziła tylko jedna
        > osoba, pozostałe osoby - nawet, jeśli się rozstały, to się nie zdradzały.
        >
        A skąd ta pewność? Ja myslę, że jak ktoś zdradza to nie rozgłasza tego wszem i wobecsmile długotrwałego romansu raczej się nie ukryje, ale myślisz, że jednorazowego skoku w bok też?Nie sądzę...
        • maheda Re: No właśnie nie wszyscy... 31.03.11, 09:59
          Znamy się od wieku 18nastu lat. Wiele o sobie wiemy, bo mieszkaliśmy w sąsiednich akademikach, jeździliśmy na wyprawy w góry z plecakami i na rejsy Orionami na tydzień/dwa.
          Naprawdę, wiele się człowiek dowie o drugim w takich warunkach i na przestrzeni takiej ilości czasu zarówno o sobie, jak i o innych.
          • shelmahh Re: No właśnie nie wszyscy... 31.03.11, 14:27
            wiedz, że się mylisz..

            znam przypadków wiele gdzie o zdradzie nie wiedzieli nawet najbliżsi przyjaciele. bo to nie jest powód do chwalenia się ani do rozpowiadania..

            jeśli jest jakiś krąg bliskich znajomych to nikt nie będzie się z tego spowiadał bo pokazał by swoją nielojalność wobec najbliższej osoby, która często jest również przyjacielem..

            rozwód bez powodu? zazwyczaj ktoś spróbował czegoś co pokazało mu, że gdzie indziej może być lepiej...
            • maheda Re: No właśnie nie wszyscy... 31.03.11, 22:29
              To, że znasz wiele takich wypadków nie oznacza od razu, że każdy ma z tym problem.
      • lolkalolka Re: No właśnie nie wszyscy... 31.03.11, 10:32
        > Jakoś wśród moich przyjaciół (plus moje byłe małżeństwo) zdradziła tylko jedna
        > osoba, pozostałe osoby - nawet, jeśli się rozstały, to się nie zdradzały.
        > Nie wynika to z braku chęci do zdrady, jak sądzę - ale to o niczym nie świadczy
        > . Od tego jesteśmy ludźmi, żeby nad swoimi popędami panować.

        Być może nie zdradzały. Być może gdyby zdradzały, to by Ci o tym nie powiedziały, wiedząc, że zdradę potępiasz (tak sobie gdybam, bo nie znam Cię dość dobrze smile).
        O zdradzie się nie opowiada, czasem nawet najlepszej przyjaciółce, tym bardziej jeśli "nikt dookoła nie zdradza". A na przeciwnym biegunie - czasem wystarczy z kimś usiąść, wypić piwo czy dwa i powiedzieć to co ja wyżej, aby usłyszeć historię.

        > Jeśli mam ogromną ochotę na prawdziwe futro, ale nie ukradnę go ze sklepu - czy
        > to wg Ciebie oznacza, że tak naprawdę jestem złodziejką, ale nie kradnę futra
        > wyłącznie z uwagi na to, że mogą mnie złapać i wsadzić do więzienia?
        > A może po prostu mam taki system wartości, wg którego "takich rzeczy się nie ro
        > bi", zatem wrócę do domu w swojej wyświechtanej kurtce, o futrze po jakimś czas
        > ie zwyczajnie zapominając?
        >
        > Nie wszyscy zdradzają, tak samo, jak nie wszyscy kradną.

        A jak myślisz - więcej ludzi zdradza czy kradnie? I dlaczego? To też ciekawe.
        • maheda Re: No właśnie nie wszyscy... 31.03.11, 10:40
          lolkalolka napisała:

          > A jak myślisz - więcej ludzi zdradza czy kradnie? I dlaczego? To też ciekawe.

          Nie mam pojęcia. I - prawdę mówiąc - nie zamierzam się nad tym zastanawiać, bo bez porządnych danych nie dojdę do żadnych sensownych wniosków smile
    • errormix Re: "Wszyscy zdradzają..." 31.03.11, 08:16
      lolkalolka napisała:

      > Jeśli nadal wychodzi Wam mniejszość - zróbcie pewne absurdalne założenie.
      > Wyobraźcie sobie na chwilę, że można zdradzić raz - jeden raz - bez żadnych kon
      > sekwencji. Nie tylko konsekwencji realnych, ale i tych moralnych.

      Twój post jest dość długi i nie sposób odnieść się do niego w całości, ograniczę się więc do powyższego cytatu.

      Otóż według mnie, całe życie człowieka składa się z ciągu bardziej lub mniej ważnych zdarzeń. Z twojego cytatu wynikać może (bo nie wiem czy go dobrze zrozumiałem), że gdyby człowiek nie miał wyrzutów sumienia lub też nie bał się konsekwencji, to by zapewne zdradził.

      Zgadzam się z tobą. Wiesz dlaczego? Bo to ludzie ustalają między sobą co jest w powszechnym rozumieniu złe i niewłaściwie, a co jest do przyjęcia. Czyli inaczej - po czym powinniśmy mieć wyrzuty sumienia, a po czym nie.

      Łącząc się jednak w pary, do których zaliczam również małżeństwa, obydwie strony jasno i wyraźnie deklarują, że będą trzymać się tych ogólnie przyjętych zasad. Wśród tych zasad jest m.in. wierność. To taki układ. Zwykły, ludzki. Można by rzec, że na gębę, bo przed sobą, przed urzędnikiem USC, albo księdzem.

      Oczywiście nikt nie musi się tego trzymać do końca życia, bo wiadomo jak w tym życiu jest, jak wiele się zdarza, ile jest okazji, które wręcz korcą do tego, by spróbować owego "zakazanego owocu".

      Ale jakichś zasad w małżeństwie trzeba się trzymać. Wierność jest takim najważniejszym wyznacznikiem uczucia powszechnie zwanego miłością. To taki Mount Everest. Mówiąc kocham cię, mam na myśli to, że ty jesteś najważniejsza, że cię nie zdradzę. Że po kolacji z tobą, po randce, po czułych pocałunkach w ciemnej bramie przed twoim domem, nie pójdę do innej i będę się z nią kochał do utraty tchu w łóżku, na stole, czy pod ścianą w salonie, podczas gdy ty będziesz zasypiała w swoim łóżku myśląc: "Boże, jak ja go kocham".

      I ja wiem, że dla niektórych ta wizja z tym stołem, albo ścianą jest kusząca, ale wiem też, że to czy jednak taka wizja cię skusi czy nie zależy od tego jak silne są twoje uczucia do osoby, która właśnie zasypia i myśli o tobie.

      Bo gdy te uczucia są jednak kiepskie, to się skusisz. Bez dwóch zdań.

      To, że zawsze potępiałem zdradę, nie znaczy, że nie potrafię zrozumieć ludzi, którzy zdradzają. Pisząc na tym forum posty o zdradzie i o tym, jak wielki jest mój sprzeciw przeciwko nim, zawsze mam w głowie jarkoniego i michała. Bo to im tutaj na tym forum przy każdej "niewygodnej" okazji, gdy brakuje argumentów do dyskusji, wyrzyguje się zdradę.

      Ale ja wiem, że oni zdradzili, bo ich związek kulał. Że zabrakło w nim miłości, uczucia, zrozumienia, czułości, bliskości. Zabrakło tego wszystkiego co jest w każdym małżeństwie najważniejsze. W pewnym momencie ich życia zabrakło tej pewności, którą ma się na samym początku, że obowiązują te reguły, na które się umawiali mówiąc to sakramentalne "tak".

      Nigdy ich nie potępiałem i nikogo nie będę potępiał za to, że poszedł/poszła do łóżka z inną/innym. Ale zawsze potępiać będę sposób w jaki to się robi. Tak już mam. Nic na to nie poradzę. Takie jest moje myślenie.

      A ja zawsze myślałem i nadal myślę, że jeśli pójście do łóżka z drugą osobą jest końcem uczucia do tej pierwszej. Więc trzeba jej to jasno i wyraźnie powiedzieć. I się rozwieść.

      Ludzi, którzy tak postępują potrafię zrozumieć. Nie potrafię natomiast zrozumieć tych, którzy rano całują swoje żony i dzieci przy wyjściu z domu, którzy chodzą wspólnie na zakupy, którzy składają życzenia urodzinowe i dają prezenty swoim żonom zapewniając o swojej dozgonnej miłości, a w weekend mówią, że jadą w delegację, po to by w rzeczywistości spędzić upojne chwile na stole lub przy ścianie.

      I to jest dla mnie odrażające. I zawsze będzie.
      • mps61132 Re: "Wszyscy zdradzają..." 31.03.11, 08:56
        Dzięki za prasówkę.
        Jeżeli dwoje ludzi dobira się do siebie jak to się mówi są swoimi połówkami jabłka to się kochają, szanują, pomagają sobie, dbają o siebie i jest im zwyczajnie dobrze pod każdym względem bo lubią spędzać ze sobą czas, ale jak to nie TEN/TA i brakuje nam spokoju, miłości, ciepła, szacunku poprostu zwyczajnego dobrego słowa i ciepła to eksperymentujemy.Przecież NIKT NIE CHCE BYĆ SAM, nikt nie chce być nieszczęśliwy,bo zycie jest za krótkie.Każdy wczśniej czy póżniej chce być przytulany i usłyszeć coś miłego a nie tylko obelgi i stąd te poszukiwania u osób nie do końca spełnionych bo niby dlaczego CAŁE ŻYCIE MAM BYĆ SAMA-bo ślubowałam?????????? On też ślubował "w zdrowiu i chorobie" a potem robi inaczej, to co?????
        Nikt nie zdradza bez powoduwink
        • mayenna Re: "Wszyscy zdradzają..." 31.03.11, 09:51
          mps61132 napisała:

          > D
          > Nikt nie zdradza bez powoduwink

          To jest fantastyczne usprawiedliwienie. Z gatunku' bo wszyscy kradną'.
          Tylko ja nie jestem wszyscy. Moja moralność jest we mnie a nie poza mną. Otoczenie nie ma na nią wpływu.
          Rozumiałam czemu były mąż mnie zdradzi,ł ale nie chciałam pozorów. Życie mam jedno i chcę w nim autentycznych uczuć, zaangażowania, miłości. Nie stać mnie na erzace.

          Są w życiu wartości większe niż orgazm czy pieniądze ale na tym forum ostatnio trudno to zobaczyć.

          • zabelina Re: "Wszyscy zdradzają..." 31.03.11, 10:05
            mayenna napisała:
            >
            > Są w życiu wartości większe niż orgazm czy pieniądze ale na tym forum ostatnio
            > trudno to zobaczyć.

            Nawet Jonasz Kofta jakiś czas temu to zauważyłsmile
            "...Bo to co nas podnieca,
            to się nazywa kasa,
            a kiedy w kasie forsa,
            to sukces pierwsza klasa.

            Bo to co nas podnieca,
            to czasem też jest seks,
            a seks plus pełna kasa,
            to wtedy sukces jest..."
          • mps61132 Re: mayeene 31.03.11, 19:32
            Pisząc "wszyscy" miałam na myśli "wszyscy którzy zdradzają", a nie Ciebie dosłownie, nie wiem więc czemu sie odurzasz???
            Po co wchodzisz na to forum skoro nie ma tutaj dla Ciebie nic miłego do przeczytania?????
            W życiu nie wszyscy mają miód ale też i sól.
            • maheda Ja nie mayenna 01.04.11, 14:18
              ale napiszę.

              mps61132 napisała:

              > Pisząc "wszyscy" miałam na myśli "wszyscy którzy zdradzają", a nie Ciebie dosło
              > wnie, nie wiem więc czemu sie odurzasz???

              Napisałaś "wszyscy", a nikt nie ma obowiązku wiedzieć, że miałaś na myśli całkiem co innego. Żadne z nas - o ile wiem - nie jest telepatą.
              Jeśli myślisz "wszyscy, którzy zdradzają", to właśnie tak napisz, a nie będzie nieporozumień.
        • qbel2 Re: "Wszyscy zdradzają..." 31.03.11, 11:01
          mps61132
          ale wywaliłaś tu banialuki i wyświechtane slogany...

          > Przecież NIKT NIE CHCE BYĆ SAM, nikt nie
          > chce być nieszczęśliwy,bo zycie jest za krótkie

          To się przedstawię: jestem Qbel Nikt... Dobrze mi samemu i nie utożsamiam swojego szczęścia z samicą kręcącą się po moim domostwie.

          > Nikt nie zdradza bez powodu

          Tak? A skąd ta pewność? No chyba, że za powód uznamy to, iż ma się ochotę po protu bzyknąć tę panienkę...
          • mps61132 Re: gbel2 31.03.11, 19:34
            gbel kazdy pisze tutaj własne odczucia jak jeszcze tego nie zauważyłes.
            • qbel2 Re: gbel2 31.03.11, 19:38
              To używaj słowa "ja" zamiast słowa "wszyscy"
              • mps61132 Re: gbel2 31.03.11, 20:57
                co ty nie powiedz profesorkuwink
            • nangaparbat3 Re: gbel2 31.03.11, 19:47
              To trzeba napisać: wydaje mi się, że nikt nie zdradza bez powodu.
      • zabelina Re: "Wszyscy zdradzają..." 31.03.11, 09:59
        errormix napisał:

        > Bo gdy te uczucia są jednak kiepskie, to się skusisz. Bez dwóch zdań.
        >
        > To, że zawsze potępiałem zdradę, nie znaczy, że nie potrafię zrozumieć ludzi, k
        > tórzy zdradzają. Pisząc na tym forum posty o zdradzie i o tym, jak wielki jest
        > mój sprzeciw przeciwko nim, zawsze mam w głowie jarkoniego i michała. Bo to im
        > tutaj na tym forum przy każdej "niewygodnej" okazji, gdy brakuje argumentów do
        > dyskusji, wyrzyguje się zdradę.
        >
        > Ale ja wiem, że oni zdradzili, bo ich związek kulał. Że zabrakło w nim miłości,
        > uczucia, zrozumienia, czułości, bliskości. Zabrakło tego wszystkiego co jest w
        > każdym małżeństwie najważniejsze. W pewnym momencie ich życia zabrakło tej pew
        > ności, którą ma się na samym początku, że obowiązują te reguły, na które się um
        > awiali mówiąc to sakramentalne "tak

        Tymi słowami można rozgrzeszyć prawie każdego zdradzajacego, gdyż zdrady nie zdarzają się w związkach na etapie, w którym dominuje miłość, czułość, bliskość i zrozumienie. Wprost przeciwnie, najczęściej dzieją się w momentach zwatpienia w tę miłość, w momencie, w którym z róznych powodów człowiek czuje się niekochany, nierozumiany, z różnych powodów osamotniony i pozostawiony samemu sobie. A takie sytuacje związane przykładowo z narodzinami dziecka, długim wyjazdem współmałżonka, silnym zaangażowaniem w pracę) zdarzają się prędzej czy później w każdym małżeństwie.
        A swoja drogą, nie tylko Michszybowi i Jarkoniemu na tym forum "wyrzyguje sie zdradę", jakoś tak dla mężczyzn znajdujesz wiecej zrozumieniawink
        Mnie osobiście w powyższych przypadkach razi nie sam fakt zdrady, co brak uświadomienia sobie i przyjęcia na klatę konsekwencji swoich działań.
        • errormix Re: "Wszyscy zdradzają..." 31.03.11, 10:22
          zabelina napisała:

          Wprost przeciwnie, najczęściej dzieją się w momentach zwatpienia w tę miłość, w momencie, w którym z róznych powodów człowiek czuje się niekocha
          > ny, nierozumiany, z różnych powodów osamotniony i pozostawiony samemu sobie. A
          > takie sytuacje związane przykładowo z narodzinami dziecka, długim wyjazdem wspó
          > łmałżonka, silnym zaangażowaniem w pracę) zdarzają się prędzej czy później w ka
          > żdym małżeństwie.

          Wychodzę i zawsze wychodziłem z założenia, że nikt nie jest z gruntu zły. Złe są tylko nasze czyny. A one jak wiadomo mają różne podłoże.

          To, że dałem przykład akurat facetów, nie znaczy wcale, że ich usprawiedliwiam, lub że jestem dla nich bardziej wyrozumiały niż dla innych (rozumiem, że chodzi o kobiety).

          Przykłady, które podałaś, czyli narodzenie dziecka, długi wyjazd, czy silne zaangażowanie się w pracę, są dla mnie nie do przyjęcia. Właśnie za zdradę na tym tle obcinałbym, jak to pięknie ujęła nanga, fiuty i cycki toporem.

          Bo jak można zdradzić, dlatego, że się dziecko urodziło? Nie mieści mi się to w głowie. Fakt, małą mam, ale wydaje mi się, że jednak coś w środku jest. Jak można zdradzić żonę/męża dlatego, że wyjechał, że go nie ma, że pracuje na morzu?!

          Pamiętasz, gdy tu kiedyś był post dziewczyny, której właśnie facet pływał, a ona sobie znalazła "umilacza" wolnego czasu? To właśnie takimi ludźmi się brzydzę. W moim rozumieniu świata, nie ma dla nich żadnej taryfy ulgowej, żadnej litości czy wybaczenia. I koniec., I kropka. I niech kładzie cycki pod topór, bo będę rąbał bez mrugnięcia okiem.

          Bo małżeństwo to nie tylko dobre dni, to nie tylko dni spędzane od świtu do nocy ze sobą. To także gorsze chwile, to rozłąka, to problemy. Ale to jak dane małżeństwo sobie potrafi radzić właśnie w takich momentach świadczy o ich sile. Ich samych jako ludzi, i ich związku.

          Jeśli sobie nie radzi, to trzeba spojrzeć prawdzie w oczy i powiedzieć "rozwodzę się" i wybrać inną drogę, a nie bzykać się weekendami z inną, w tygodniu przytulać żonę i mieć nadzieję, że się nie wyda, że jakoś to będzie.

          Tak. Jarkoniego rozumiem. Jest mi go cholernie żal, za każdym razem, gdy ktoś mu tutaj pluje publicznie w twarz za to co zrobił. Ale to nie znaczy, że ja na jego miejscu bym zrobił tak samo. Bo nie zrobiłbym. I mówię to w pełni świadomie, a nie dlatego, że "nigdy nie byłem na jego miejscu, więc pierdolę głupoty".

          Ja też w swoim małżeństwie przeżyłem narodziny dziecka, mnie też koledzy z pracy proponowali dziwki na imieniny (bo przecież nikt się dowie), ja też nie kochałem się z żoną przez 9 miesięcy, bo byłem wtedy takim mentalnym szczeniakiem, że myślałem, że mogę w jakiś sposób uszkodzić to co się w niej pojawiło. Tak. Taki byłem. I można się ze mnie śmiać do woli.

          Ale nigdy mi nawet przez myśl nie przeszło, żeby pójść na te dziwki, żeby zostawić dom, żeby się poddać.

          Bo zdrada to poddanie się. To świadectwo tego jak bardzo jesteśmy słabi, jak bardzo nie potrafimy sobie poradzić z tym co stanęło na naszej drodze.

          Dlatego jeśli ktoś widzi, że traci siły, to powinien się rozwieść!

          A nie odbierać siły swojej żonie, swoim dzieciom, swoim bliskim.
          • nangaparbat3 wiesz co Error 01.04.11, 08:17
            Właśnie za zdradę na tym
            > tle obcinałbym, jak to pięknie ujęła nanga, fiuty i cycki toporem.
            >
            Moje słowa o "odrąbywaniu fiuta toporem" były tylko polemiką z Twoim "okładaniem maczugą dupy wystawionej poza jaskinię", które to słowa dosyc mnie zaskoczyły i zniesmaczyły. Ale OK, odłózmy na bok jezykowe subtelnosci, widać nie zrozumiałeś przesadni i ironii, mniejsza o to. Natomiast chyba wiesz, ze nie ja pisałam o cyckach - tylko Ty sam. A teraz i to mnie przypisujesz. Toż przynajmniej przyznaj się do współautorstwa.
            • errormix Re: wiesz co Error 01.04.11, 08:24
              nangaparbat3 napisała:

              > Moje słowa o "odrąbywaniu fiuta toporem" były tylko polemiką z Twoim "okładani
              > em maczugą dupy wystawionej poza jaskinię", które to słowa dosyc mnie zaskoczył
              > y i zniesmaczyły.

              Ironię zrozumiałem, a jakże. Ale twoje sformułowanie tak bardzo mi się spodobało, że postanowiłem sobie przywłaszczyć i wykorzystać w innym kontekście. Już nie ironicznym.

              Ale prawa autorskie szanuje. Od dziś będę * stawiał z wyjaśnieniem, że "fiut i topór" są zapożyczone smile
      • lolkalolka Re: "Wszyscy zdradzają..." 31.03.11, 12:14

        > Twój post jest dość długi i nie sposób odnieść się do niego w całości, ogranicz
        > ę się więc do powyższego cytatu.

        No to ja też nie do całości sobie pozwolę (bo z niektórymi częściami po prostu się zgadzam bez komentarza).

        > Ale jakichś zasad w małżeństwie trzeba się trzymać. Wierność jest takim najważn
        > iejszym wyznacznikiem uczucia powszechnie zwanego miłością. To taki Mount Evere
        > st.

        Ważnym - tak. Bardzo ważnym. Najważniejszym? Z tym się nie zgodzę.

        > Mówiąc kocham cię, mam na myśli to, że ty jesteś najważniejsza, że cię nie
        > zdradzę. Że po kolacji z tobą, po randce, po czułych pocałunkach w ciemnej bram
        > ie przed twoim domem, nie pójdę do innej i będę się z nią kochał do utraty tchu
        > w łóżku, na stole, czy pod ścianą w salonie, podczas gdy ty będziesz zasypiała
        > w swoim łóżku myśląc: "Boże, jak ja go kocham".

        A tak?: "Mówiąc kocham cię, mam na myśli to, że ty jesteś najważniejsza, że cię nie
        zdradzę. Że po kłótni z tobą, po ciężkim dniu, tygodniu, po roku wypełnionym prozą życia i
        brakiem czasu dla siebie, nie pójdę do innej i będę się z nią kochał do utraty tchu
        w łóżku, na stole, czy pod ścianą w salonie, podczas gdy ty będziesz zasypiała w swoim łóżku potargana, zmęczona i zła, odwracająca się na wszelki wypadek plecami.

        > To, że zawsze potępiałem zdradę, nie znaczy, że nie potrafię zrozumieć ludzi, k
        > tórzy zdradzają. Pisząc na tym forum posty o zdradzie i o tym, jak wielki jest
        > mój sprzeciw przeciwko nim, zawsze mam w głowie jarkoniego i michała. Bo to im
        > tutaj na tym forum przy każdej "niewygodnej" okazji, gdy brakuje argumentów do
        > dyskusji, wyrzyguje się zdradę.
        >
        > Ale ja wiem, że oni zdradzili, bo ich związek kulał. Że zabrakło w nim miłości,
        > uczucia, zrozumienia, czułości, bliskości. Zabrakło tego wszystkiego co jest w
        > każdym małżeństwie najważniejsze.

        Aha, więc jednak niekoniecznie to wierność jest najważniejsza? smile

        > W pewnym momencie ich życia zabrakło tej pew
        > ności, którą ma się na samym początku, że obowiązują te reguły, na które się um
        > awiali mówiąc to sakramentalne "tak".

        Więc nastąpiła zmiana pewnych sztywnych zasad.

        > A ja zawsze myślałem i nadal myślę, że jeśli pójście do łóżka z drugą osobą jes
        > t końcem uczucia do tej pierwszej. Więc trzeba jej to jasno i wyraźnie powiedzi
        > eć. I się rozwieść.

        To już imho jest kwestią podejścia do spraw seksu jako takiego. Twoje jest takie ładne, romantyczne, trochę kobiece wink (choć to stereotyp).
        Znam osobę, której zdarza się zdradzić współmałżonka, a mimo to mówi, że go kocha i ze to najlepszy jakiego mogłaby mieć. I są zgodnym, fajnym małżeństwem. I nie mnie oceniać i mówić:"zdradza, znaczy nie kocha!", "to żadna miłość", czy twierdzić że powinni się rozstać. Twierdzę wręcz, że nie powinni.
    • maheda Swoją drogą - jeśli tylko jedna osoba nie zdradza 31.03.11, 10:03
      to już nie można powiedzieć "wszyscy".

      Co więcej - "prawie wszyscy" oznacza grupę osób za wyjątkiem skończonej ilości innych.
      Moja matematyczka tłumaczyła nam, że jeśli pójdziemy na wagary, ale zostawimy jedną osobę w klasie, to ona - zapytana w pokoju nauczycielskim, ile osób było na matematyce - będzie mogła z czystym sumieniem odpowiedzieć "prawie wszyscy".

      Śmiało można zatem powiedzieć "prawie wszyscy są mordercami".
      Oraz, że prawie wszyscy zdradzają.
    • tricolour A Ty zdradzasz? 31.03.11, 10:08
      Nosisz w sobie zgodę na zdradę gdyby napatoczyła się choć jedna z tego miliona okoliczności? Upiajsz się i leziesz do łóżka z byle kim, czy z innego głupszego czy mądrzejszego powodu?

      Chodzi o to czy ważniejsza dla siebie samej jesteś Ty czy reszta tych wszystkich?
      • lolkalolka Re: A Ty zdradzasz? 31.03.11, 10:51
        > Nosisz w sobie zgodę na zdradę gdyby napatoczyła się choć jedna z tego miliona
        > okoliczności?
        >Upiajsz się i leziesz do łóżka z byle kim, czy z innego głupszego
        > czy mądrzejszego powodu?

        Nie, nie noszę w sobie zgody. Ale też nie mówię sobie: "MNIE to nigdy nie spotka". Nie wchodzę w związek zakładając obopólne zdrady, bo to bez sensu. Ale wydaje mi się, że warto ją "oswoić", pomyśleć dlaczego się zdarza, a także czy mnie/jemu może się zdarzyć i dlaczego. I to jeszcze nie znaczy "godzić się" na nią. Zresztą napisałam już wyżej - nie wiem czy bym wybaczyła.


        > Chodzi o to czy ważniejsza dla siebie samej jesteś Ty czy reszta tych wszyst
        > kich
        ?

        Ale ja nie napisałam:"wszyscy zdradzają to i ja będę, ha!". Napisałam raczej "wszyscy zdradzają, zatem zastanówmy się czy ja jestem inna". I ci "wszyscy" naprawdę mieli być szufladką i takim małym wybiegiem stylistycznym. Nie dość oczywistym, bo słyszę od Was że "nie wszyscy".
        • hanyszka Re: A Ty zdradzasz? 31.03.11, 13:17
          lolkalolka napisała:

          > Nie, nie noszę w sobie zgody. Ale też nie mówię sobie: "MNIE to nigdy nie spotk
          > a".

          Dokładnie tak.
          ----------
          Vimes wędrował smętnie po zatłoczonych ulicach, czując się jak jedyna marynowana cebulka w sałatce owocowej.
    • tully.makker Re: "Wszyscy zdradzają..." 31.03.11, 10:43
      A powodów jest milion. Od wybryku po pijaku

      Pewnie bedzie to dla ciebie szokiem, ale sa ludzie, ktorzy nie tylko nie zdradzaja, ale nawet sie NIE UPIJAJA. Oceniasz swiat na podstawie - sumie raczej dosc nieciekawego, z tego co piszesz, srodowiska, w ktorym sie obracasz. I wierze, ze trudno ci pojac, ze sa ludzie ktorzy maja jakies tam zasady moralne zinternalizowane. Nie robia zlych, nieuczciwych czy nielojalnych rzeczy nie dlatego, ze sie boja, tylko dlatego, ze takie maja zasady.
      • lolkalolka Re: "Wszyscy zdradzają..." 31.03.11, 11:05
        > A powodów jest milion. Od wybryku po pijaku
        >
        > Pewnie bedzie to dla ciebie szokiem, ale sa ludzie, ktorzy nie tylko nie zdradz
        > aja, ale nawet sie NIE UPIJAJA.

        0_o Niemożliwe! Jeśli powiesz mi jeszcze, że są tacy którzy nie przekraczają dozwolonej prędkości na drodze, to mój świat się zawali smile
        Tylko, że to nie dla mnie na tym forum różne rzeczy są szokiem i niemożliwością, dopóki się nie zdarzą.

        > Oceniasz swiat na podstawie - sumie raczej dosc
        > nieciekawego, z tego co piszesz, srodowiska, w ktorym sie obracasz.

        Według różnych badań do zdrady przyznaje się od 16 do 26% kobiet i 28-33% mężczyzn. PRZYZNAJE. To już i tak jest niemal co trzeci mężczyzna i co szósta kobieta.
        Szacuje się, że w niektórych krajach nawet 30% dzieci jest owocem pozamałżeńskiej zdrady.
        Być może to jest nieciekawe środowisko. Być może po prostu żyjemy w nieciekawym świecie i jesteśmy - en masse - nieciekawi.

        >I wierze,
        > ze trudno ci pojac, ze sa ludzie ktorzy maja jakies tam zasady moralne zinterna
        > lizowane. Nie robia zlych, nieuczciwych czy nielojalnych rzeczy nie dlatego, ze
        > sie boja, tylko dlatego, ze takie maja zasady.

        Niewiele rzeczy jest mi trudno pojąć. Może dlatego, że nie patrzę na świat przez pryzmat własnej moralności bądź jej braku. I nie zagłuszam nią mniej poprawnych myśli.
        • qbel2 Re: "Wszyscy zdradzają..." 31.03.11, 13:24
          lolkalolka napisała:

          > 0_o Niemożliwe! Jeśli powiesz mi jeszcze, że są tacy którzy nie przekraczają do
          > zwolonej prędkości na drodze, to mój świat się zawali smile
          > Tylko, że to nie dla mnie na tym forum różne rzeczy są szokiem i niemożliwością
          > , dopóki się nie zdarzą.

          No ja się jakoś nie upijam i żyję... Kurde, może nienormalny jestem (zmeczoną i plujeczkę uprasza się o niewyrażanie opinii o moim stanie zdrowia psychicznego smile

          > Według różnych badań do zdrady przyznaje się od 16 do 26% kobiet i 28-33% mężcz
          > yzn. PRZYZNAJE. To już i tak jest niemal co trzeci mężczyzna i co szósta kobieta

          No patrzcie, mężczyznom wzięła "górne" procenty, a kobietom "dolne" smile Jeśli co trzeci mężczyzna, to co czwarta kobieta. Zważywszy, że niewiasty rzadziej się przyznają, wychodzi remis...

          > Niewiele rzeczy jest mi trudno pojąć. Może dlatego, że nie patrzę na świat przez
          > pryzmat własnej moralności bądź jej braku. I nie zagłuszam nią mniej poprawnych
          > myśli.

          Otóż to: patrzysz przez pryzmat swojego środowiska i swojej moralności...
          • aiwlysji Re: "Wszyscy zdradzają..." 31.03.11, 14:13
            qbel2 napisał:

            > Otóż to: patrzysz przez pryzmat swojego środowiska i swojej moralności...

            ty rowniez, przez co wcale nie jestes lepszy i nigdy nie bedziesz.
            • qbel2 Re: "Wszyscy zdradzają..." 31.03.11, 19:09
              aiwlysji
              a gdybym zdradzał to byłbym lepszy? Chyba muszę to przemyśleć smile
          • lolkalolka Re: "Wszyscy zdradzają..." 31.03.11, 15:24
            > > 0_o Niemożliwe! Jeśli powiesz mi jeszcze, że są tacy którzy nie przekracz
            > ają dozwolonej prędkości na drodze, to mój świat się zawali smile
            > > Tylko, że to nie dla mnie na tym forum różne rzeczy są szokiem i niemożliwością
            > > , dopóki się nie zdarzą.
            >
            > No ja się jakoś nie upijam i żyję... Kurde, może nienormalny jestem (zmeczoną i
            > plujeczkę uprasza się o niewyrażanie opinii o moim stanie zdrowia psychicznego
            > smile

            Chyba nie zrozumiałeś tego, co napisałam wyżej smile

            > > Według różnych badań do zdrady przyznaje się od 16 do 26% kobiet i 28-33%
            > mężczyzn. PRZYZNAJE. To już i tak jest niemal co trzeci mężczyzna i co szósta kobieta
            >
            > No patrzcie, mężczyznom wzięła "górne" procenty, a kobietom "dolne" smile Jeśli co
            > trzeci mężczyzna, to co czwarta kobieta. Zważywszy, że niewiasty rzadziej się
            > przyznają, wychodzi remis...

            Tak, przepraszam, to nie był celowy zabieg. Też uważam, że tak naprawdę jest raczej po równo.

            > > Niewiele rzeczy jest mi trudno pojąć. Może dlatego, że nie patrzę na świat przez pryzmat własnej moralności bądź jej braku. I nie zagłuszam nią mniej poprawnych myśli.
            > Otóż to: patrzysz przez pryzmat swojego środowiska i swojej moralności...

            I sądzisz, że ci wszyscy zdradzający istnieją dlatego, że jestem niemoralna? smile
            • lolkalolka Re: "Wszyscy zdradzają..." 31.03.11, 15:25
              > > > Niewiele rzeczy jest mi trudno pojąć. Może dlatego, że nie patrzę n
              > a świat przez pryzmat własnej moralności bądź jej braku. I nie zagłuszam nią mn
              > iej poprawnych myśli.
              > > Otóż to: patrzysz przez pryzmat swojego środowiska i swojej moralności...

              ps: na wypadek, gdybyś jednak nie zauważył wink - napisałam "nie patrzę".
            • qbel2 Re: "Wszyscy zdradzają..." 31.03.11, 19:15
              lolkalolka napisała:

              > Chyba nie zrozumiałeś tego, co napisałam wyżej smile

              To może trochę niejasno napisałaś...

              > I sądzisz, że ci wszyscy zdradzający istnieją dlatego, że jestem niemoralna? smile

              Widzisz ze znajomymi jest tak, że po 1. kumplujesz się z tymi, którzy mają z Tobą coś wspólnego, po 2. Gdy wchodzisz między wrony, zaczynasz krakać jak i one.
              Ja długo nie rozumiałem skąd takie wysokie poparcie dla PiS, bo w kręgu moich znajomych nie ma nikogo, kto by na tych oszołomów głosował. Ale dotarło do mnie, że jestem jaki jestem i dlatego znajomych mam jakich mam, i nie mam jakich nie mam. Mówiąc krótko - z ludźmi o kaczyńsko-rydzykowych poglądach mi nie po drodze, więc brak ich w kręgu moich przyjaciół, znajomych. A teraz pomyśl, z kim Tobie po drodze i dlaczego smile
              • mps61132 Re: "Wszyscy zdradzają..." 31.03.11, 19:39
                gbel a co Ty bóg jestes ze oiceniasz wszystkie wypowiedzi, moze ocen ktoras ze swoich co?????
                • qbel2 Re: "Wszyscy zdradzają..." 31.03.11, 21:10
                  mps61132
                  No już, uspokój się, wszystko będzie dobrze
              • lolkalolka Re: "Wszyscy zdradzają..." 31.03.11, 20:14
                > To może trochę niejasno napisałaś...

                Wydawało mi się, że ironia była dość czytelna.

                > Widzisz ze znajomymi jest tak, że po 1. kumplujesz się z tymi, którzy mają z To
                > bą coś wspólnego, [ciach]

                Tylko wiesz, ja pisałam o znajomych z pracy. Tych się raczej nie wybiera smile

                • qbel2 Re: "Wszyscy zdradzają..." 31.03.11, 21:12
                  ale było jesze po 2. smile
                  • lolkalolka Re: "Wszyscy zdradzają..." 31.03.11, 21:15
                    Ale miało się do mnie nijak smile
          • zmeczona100 Re: "Wszyscy zdradzają..." 31.03.11, 20:54
            > No ja się jakoś nie upijam i żyję... Kurde, może nienormalny jestem (zmeczoną i
            > plujeczkę uprasza się o niewyrażanie opinii o moim stanie zdrowia psychicznego
            > smile

            A w duszy mam Twoje upraszanie.
            ja też jestem taka nienormalna shock
            • qbel2 Re: "Wszyscy zdradzają..." 31.03.11, 21:10
              zmeczona, ale na pewno jesteśmy inaczej nienormalni smile
              • zmeczona100 Re: "Wszyscy zdradzają..." 31.03.11, 21:14
                A to- bez dwóch zdań tongue_out
    • hanyszka Re: "Wszyscy zdradzają..." 31.03.11, 13:15

      Mnie się podoba, że post jest "nie po linii" bo obowiązująca tu spiżowa moralność w kwestii zdrady osobiście mnie zawsze zaskakuje.
      Jasne, zdrada jest zła, zdrada boli i nadszarpuje zaufanie. Ale twierdzę (będąc osobą zdradzaną, nie zdradzającą, dodam), że nie ona jest najgorszą rzeczą, jaka może przytrafić się w małżeństwie. Wierzę, że rany spowodowane zdradą są uleczalne. Nie zawsze i nie u wszystkich i nie w przypadku każdej zdrady, ale są.
      Kiedyś, wiele lat temu, używałam słów w rodzaju "zawsze", "nigdy" "nie mogłabym", "nie rozumiem" i tak dalej. Dziś podziwiam wszystkich, którzy mówią: nigdy bym nie zdradził(a). Podziwiam i szanuję i nawet nie, że im nie wierzę, tylko myślę sobie, kurczę, żebyś nigdy nie musiał(a) weryfikować swoich szlachetnych skądinąd deklaracji.
      Co do tego, że 'wszyscy zdradzają". Niektórzy zawsze bedą zdradzać, niezależnie od tego jak dobrze czy źle jest w związku. Taka natura, seksoholizm, niedojrzalość emocjonalna, potrzeba sprawdzenia się, nie wiem. Inni, nawet odstawieni od łoża i stołu, odtrąceni i niekochani, nie zdecydują sie na zdradę. To jest piekna i niemal heroiczna postawa, ale reprezentuje ją, na poziomie czynów, nie deklaracji, stosunkowo niewiele osób. Zdecydowana większość to tacy biblijni "letni" - niby zdrada jest zła, niby potępiamy, a fuj, ale jakoś dziwnym trafem, nagle życie nas stawia przed takim wyborem czy możliwością, ze podejmujemy ryzyko. Jakie to ma wszystko przełożenie na środowisko? Chyba przypadkowe. O zdradzie decydują nie "nastroje" w firmie, pracy, uczelni, tylko to, jakim kto jest człowiekiem.
      ----------
      Vimes wędrował smętnie po zatłoczonych ulicach, czując się jak jedyna marynowana cebulka w sałatce owocowej.
      • esteraj Re: "Wszyscy zdradzają..." 31.03.11, 15:23
        Dawno temu, wychodząc za mąż też sądziłam, że zdrada jest największym złem i nigdy nie przyszłoby mi na myśl, żeby to uczynić. A jednak.
        Łatwo jest powiedzieć, że lepiej jest się rozwieść i zakończyć związek, tylko.... ucierpi na tym dziecko, najbliżsi i partner sobie może z tym nie poradzić, bo wcześniej zapowiadał, że ze sobą skończy, jeśli go to spotka.
        Nie był złym mężem, ale dalekim, z innymi oczekiwaniami i pragnieniami.
        Nie było tak od początku.... Kiedy jednak zaczęła się praca, przyszło zmęczenie i nowe problemy.... Mniej czasu dla siebie.... W wolnej chwili telewizor lub komputer.... Przyszło oddalenie.
        Rozmowy na nic się nie zdawały, bo brak doświadczenia i wyniesiony z dzieciństwa egoizm, "żeby moje było na wierzchu" potęgowały brak zrozumienia.
        Niesamowite pragnienie bliskości, czułości i bycia zauważoną doprowadziły mnie do zdrady.
        Byłam za młoda by poradzić sobie z takim pragnieniem. Dzisiaj postąpiłabym inaczej,.
        Nabrałam doświadczenia w prowadzeniu rozmów i zrozumienia drugiej strony. Wcześniej nikt mnie tego nie nauczył.
        Nie jestem doskonała i ciągle jestem narażona na popełnianie błędów....

        Mąż nie dowiedział się o zdradzie i nie wiedział o tym nikt (nawet by im przez myśl nie przeszło)
        Przyznałam się do tego po ujawnieniu romansu mojego męża. On też był "święty" i zawsze uważał, że zdrada jest najgorszym złem wobec partnerki/a.....
        Dzięki tym wydarzeniom łatwiej jest nam siebie zrozumieć. Jesteśmy razem i jestem pełna nadziei, że teraz trudno będzie nam siebie złamać.
        • nangaparbat3 Re: "Wszyscy zdradzają..." 31.03.11, 21:23
          >>Dzięki tym wydarzeniom łatwiej jest nam siebie zrozumieć. Jesteśmy razem i jestem pełna nadziei, że teraz trudno będzie nam siebie złamać.

          Pieknie to powiedziałaś. Kłaniam się nisko i życzę wszystkiego, co najlepsze.
    • mola1971 Re: "Wszyscy zdradzają..." 31.03.11, 20:38
      Ze zdradą jest jak ze śmiercią. Niby wiemy, że jedna i druga jest powszechna (ta druga nawet nieunikniona), ale na jedną i na drugą nie da się przygotować i dopiero gdy dotyka nas bezpośrednio wiemy jak bardzo boli jak wielkie czyni spustoszenie.
    • nangaparbat3 Ceterum censeo Carthaginem esse delendam 31.03.11, 21:35
      Bo juz mi się chce śmiac z samej siebie i dostrzegam podobie,ństwo ze stetryczałym (tak go sobie wyobrażam) Rzymianinem - coraz częściej mam ochotę powtarzać: bierzmy przykład z Mosuo (rodzine tworzą kobiety i ich potomkowie, kazda kobieta ma swą sypialnie z osobnym wejściem, może zapraszać kogo zechce; wszystkie dzieci które sie urodzą są dziećmi jej matczynej rodziny).
      Bo naprawdę więź erotyczna nie jest tą, na której można budować rodzinę, w której ludzie osiągną stabilizację, dostaną poczucie bezpieczeństwa, swoje miejsce, swoich bliskich, którzy będą zawsze - nie odejdą, nie porzucą.
      Rodzine, w której bliscy nie kontrolują nawzajem swojej seksualności, ani seksualności swoich dzieci. W której zakochanie się w kim innym niż dotychczasowy partner/partnerka nie burzy niczego poza więzią erotyczną - wszystko inne pozostaje niezmienne, daje poczucie trwałości, świat się nie wali.
      • mola1971 Re: Ceterum censeo Carthaginem esse delendam 31.03.11, 21:40
        Nanga, nie masz zielonego pojęcia jak bardzo mi się ten pomysł podoba smile))
        • nangaparbat3 Re: Ceterum censeo Carthaginem esse delendam 31.03.11, 21:48
          Ostatnio było o nich w grudniowym chyba National Geographic.
          Niestety w necie tego akurat artykułu nie ma. Ale sporo innych smile
          • mola1971 Re: Ceterum censeo Carthaginem esse delendam 31.03.11, 21:59
            Krótko po rozwodzie miałam nawet podobny pomysł. Moja najlepsza przyjaciółka rozwiodła się krótko po mnie, zajmuje wielki bo 400m kw dom z dwójką dzieci. Wymyśliłam, że wprowadzę się do niej z dzieciakami i będziemy se żyć w takiej komunie. Moje i jej dzieci znają się od dzieciństwa, my też - żyć nie umierać. Dom na tyle duży, że każdy miałby własny kąt, ona lubi gotować ja średnio, ja lubię sprzątać ona średnio.
            Jej ten pomysł też się spodobał, ale ostatecznie z niego zrezygnowałyśmy bo to małe miasto jest i raczej jednoznacznie zostałaby ta nasza komuna skomentowana przez otoczenie. Ja wprawdzie w nosie mam "co ludzie powiedzą", ona też, ale chodziło o dzieci by nie miały nieprzyjemności bez sensu. Zwłaszcza, że obie do obrzydliwości heteroseksualne jesteśmy smile
      • zmeczona100 Re: Ceterum censeo Carthaginem esse delendam 31.03.11, 21:49
        nangaparbat3 napisała:


        > bierzmy przykład z Mosuo

        Niektórzy "od zawsze" tak zyją i się dziwią, gdy ktos z naszej cywilizacji bywa zdziwiony ich postawą.
    • mps61132 Re: "Wszyscy zdradzają..." 31.03.11, 22:23
      Bo taki durny ten Świat.Ciągle za czymś gonimy, ciągle w biegu, zdenerwowani, zmęczeni oskarżamy się na wzajem, a potem to narasta i myslimy o zdradzie (mówię tutaj ogólnie, nie o danym przypadku).
    • sinsi Zdrada a zdrada 01.04.11, 14:10
      Nie wszyscy zdradzają.
      Nie wszystkie związki za najważniejszą uważają wierność seksualną.

      To "wszyscy zdradzają" brzmi tak samo jak "ja to nigdy, zawsze,.." . Ta sama hipokryzja mająca "cos tam" sobie usprawiedliwić.

      Zdrada seksualna jest tym paskudniejsza im bardziej przy jej okazji zdradzajacy brnie w całą gamę innych nielojalności, kłamstw, oszustw przeciwko partnerowi z którym jest w związku.
      Wiele osób przymknie oko na jednorazowy wyskok partnera (partnera ktory na co dzień dba o związek),
      tym bardziej gdy wyskok się zdarzy w okresie gdy sami nie maja ochoty na łóżkowe amory. Ale nie przełknie wyskoku kogoś kto przy okazji jest nielojalny (źle mówi do kochanki/ka o stałym partnerze, źle go traktuje w domu, zarobione pieniądze wyprowadza poza rodzinę wydając sporo na kochanki/ków, kłamie, odrzuca partnera w łóżku a wybiera inną/go, obciąża partnera dodatkowymi obowiązkami (brak czasu dla dzieci, zaniedbania własnych powinności, czy choćby rzucanie żonie do wyprania worka brudnych ciuchów po upojnym weekendzie z kochanką-to żenujący poziom).

      Można się dobrać, na zasadzie podobnych wymagań i oczekiwań i jasno je określić na poczatku związku. Czasem, niektórzy, uważają że "wszyscy mają moje zasady" i to jest błąd założenia, skazany nieuchronnie na odarcie ze złudzeń. Wchodząc w związek z przekonaniem "zasady są oczywiste" , nie korygując go o zasady partnera, można się zdziwić. Więc kwestia komunikacji i ustalenia jaki nasz związek nam obu będzie odpowiadał.

      Jeśli partner zaspakaja męża/żonę w wielu pozostałych aspektach w związku- to jego sporadyczna (okazjonalna, nie -notoryczna, nie-drugie życie) niewierność seksualna w długim związku, a wielu przypadkach nie stanie się ostatnią kroplą która przelewa czarę do rozwodu.

      Ale też nikt nie musi się godzić na bycie zdradzanym seksualnie, bo każdy sam wybiera normy wg ktorych chce żyć. I do tego, by nie chceć być z kimś kto się przespał z inną/ym ma zwyczajnie prawo.
      • maheda Amen. n/t 01.04.11, 14:22

    • puzzle33 Re: "Wszyscy zdradzają..." 01.04.11, 17:37
      Zastanawiałam się kiedyś, co byłoby, gdybym pokochała obcego faceta. Nie dam głowy, że nie poszłabym z nim do lóżka, ale dam głowę, że nazajutrz zameldowałabym m, co się stało, po czym zaczęłabym pakować manatki. Przez szacunek dla m zostawiłabym go samego.
      • mps61132 Re: "Wszyscy zdradzają..." 01.04.11, 17:57
        Jeżeli się ma wyrzuty sumienia to znaczy że kochamy i zdajemy sobie sprawę,że pójściem z kimś do łóżka KRZYWDZIMY kogoś, ale jesli nie mamy tzw. kaca moralnego to albo już nie kochamy albo zdradę mamy w genachsad
        To moje zdanie.
        • puzzle33 Re: "Wszyscy zdradzają..." 01.04.11, 19:22
          Potężny kac moralny to poczucie, że nie dotrzymało się danego słowa. Bardziej to dotyczy zdrajcy niż zdradzanego. Naruszona zostaje wierność SOBIE. Nie wiem, jak ludzie sobie z tym radzą.
        • nangaparbat3 Re: "Wszyscy zdradzają..." 01.04.11, 22:29
          mps61132 napisała:

          > Jeżeli się ma wyrzuty sumienia to znaczy że kochamy i zdajemy sobie sprawę,że p
          > ójściem z kimś do łóżka KRZYWDZIMY kogoś, ale jesli nie mamy tzw. kaca moralneg
          > o to albo już nie kochamy albo zdradę mamy w genachsad

          Chcesz powiedzieć, że ludzi których (już) nie kochamy możemy krzywdzić - i z czystym sumieniem?
      • esteraj Re: "Wszyscy zdradzają..." 01.04.11, 21:18
        A gdyby Twój m powiedział, że dla niego to koniec wszystkiego, co stracił sens życia i byłabys świadkiem jak stacza się na dno? Nie byłby w stanie się pozbierać i stworzyć nowego udanego związku. Dzieci miałyby rozbita rodzinę, a wszyscy odwróciliby się od Ciebie. Czy wtedy też na drugi dzień powiedziałabyś o swojej zdradzie? A może w imię wyznawanych zasad powiedziałabyś swojemu sercu, że nie masz prawa kochać i choć przez jedną chwilę być naprawdę szczęśliwa?
    • puzzle33 Re: "Wszyscy zdradzają..." 01.04.11, 19:29
      Ja jestem do znudzenia wiernasmile))
      • rainboweyes Re: "Wszyscy zdradzają..." 03.04.11, 23:52
        Ja również,
        acz muszę przyznać, że być może pod tym względem jest mi nieco łatwiej, niż niektórym osobom, bo najzwyczajniej w świecie ta moja wierność w stosunku do bliskiej mi osoby nie była żadnego rodzaju poświęceniem, a czymś zupełnie naturalnym, w zasadzie tak zwyczajnym, że aż nie warto o tym mówić...
        • zmeczona100 Re: "Wszyscy zdradzają..." 04.04.11, 12:05
          O, to to właśnie.
          Moja wierność była identyczna.
          Na szczęście (dla mnie)- nie działało to w obydwie strony i się wydało.
    • esteraj Re: "Wszyscy zdradzają..." 04.04.11, 11:59
      Puzzle33 i Rainboweyes można Wam w takim razie pozazdrościć wspaniałych partnerów, którzy okazują Wam miłość, dbają o Was i rozumieją. Niestety nie każdy tak ma.
      Powodzenia
      • rainboweyes Re: "Wszyscy zdradzają..." 04.04.11, 14:10
        Esteraj, ale ja wyrażałam się w czasie przeszłym...
        mówiłam, że byłam wierna, będąc w związku, bo najzwyczajniej w świecie jestem z natury monogamistką,
        teraz jestem po rozwodzie, czytaj-sama- więc naprawdę nie ma mi czego (a raczej kogo) zazdrościćwink
      • puzzle33 Re: "Wszyscy zdradzają..." 04.04.11, 17:53
        Mój wspaniały partner zdradzał mnie z dziewuszkami w wieku własnych dzieci. Od paru lat jestem sama. Jednak gdyby mi życie zgotowało pasztet w postaci kolejnego związku, znów byłabym wierna, gdyż takie są moje obyczaje. Lubię mieć szacunek do siebie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka