Dodaj do ulubionych

co z tym rozwodem?

23.06.11, 11:22
Witam,

potrzebuje porady.

Z żoną nie układa nam się od około 7 lat, mam 3 dzieci. Próbowaliśmy wielu rzeczy - nie pomagało. Ja byłam gotowy do wielu zmian, żona do żadnych. Każde nasze niepowodzenie było moją winą. Trudno jest naprawiac relacje, kiedy robi to tylko jedna strona.

Każde z nas zaczęło zyc własnym życiem. Zona zaczęła sie realizowac w swoim zawodzie, niewiele czasu poświecając dzieciom i domowi, bo od tego od ponad 10 lat ma gosposie, która przychodzi codziennie. Ja skupiłem się na swojej pracy. Zacząłem pracować poza miejscem zamieszkania (70 km), przyjeżdzam do domu w weekendy i w jeden dzien w srodku tyg.

Wiele razy rozmawialiśmy, że to już nie ma sensu, że obydwoje się nie kochamy, że bez sensu zyć w takiej próżni i zawieszeniu, że nawet dla dzieci bedzie lepiej jak sytuacja miedzy nami sie unormuje.

w tym czasie ja poznałem kogoś, ona również. Jej chyba ta znajomość nie wyszła, mi wrecz przeciwnie. Kocham kobietę, którą poznałem, chcę z nią być. Zona o tym wie.

W końcu zdecydowałem się na złożenie pozwu - wczesniej powiadomiłem o tym żone,która stwierdziła, że ok., że nareszcie bedziemy mogli poukładać sobie życie. Pozew bez orzekania o winie, porozumienie rodzicielskie.

I tu nastąpił zwrot w zachowaniu małżonki, która nagle stwierdziła, że jednak rozwodu nie chce, że powinniśmy żyć własnym życiem ale utrzymywać pozory "dla dobra dzieci". (12l,8l,6l)
Ja sobie takiej farsy nie wyobrażam, nie chce okłamywać dzieciaków.

obdzwoniła całą moją i swoją rodzinę robiąc z siebie największą ofiarę świata.

Dzieciom powiedziała, że będzie sobie podcinać żyły ( zona z wykształcenia jest pedagogiem specjalnym).

w odpowiedzi na pozew napisała, że chce ratować związek dla dobra dzieci, że chce terapii (wczesniej ustalaliśmy, że nie ma to dla nas sensu), że mnie kocha ( w domu , w rozmowach mówi, że nie wie co do mnie czuje) i że chce oddalenia wniosku. Że jest mi gotowa wszystko wybaczyć.

Tylko ja tego najzwyczajniej nie chcę, a im bardziej ona wciska dziecim do głowy takie bzdury, tym bardziej patrzec na nią nie mogę. Bo że mści się na mnie, to ok ale dlaczego na dzieciach?

zapytałem dlaczego tak robi, to powiedziała, że nad sobą nie panuje. Powiedziałem, że przecież mnie nie kocha, ale ona uważa, że "dla dobra dzieci" powinniśmy zacisnąć zęby.

Mnie się wydaje , że zależy jej na kasie, na zachowaniu gosposi, która robie w domu wszystko plus zajmuje się dziećmi (zona notorycznie powtarza, że nie poradziłaby sobie sama z 3 dzieci i pomoc gosposi jest niezbędna), lub robie to ja. Ona pracuje jako pedagog 4 dni w tygodniu, po 5 godzin w szkole.

ja robie i zrobie wszystko zeby dzieciom niczego nie zabrakło i jak jestem w ich zyciu czynnie, tak nadal bede. Zona uważa, że powinienem po rozwodzie utrzymywac również ją, "bo tak".

termin rozprawy mamy na poczatek lipca. wiem, że sprawa nie zakończy się za pierwszym razem ale jedyne czego się boję to oddalenia pozwu.

nie sypiamy ze sobą od ponad 2 lat - ja stawałem na uszach, kolacje, wyjazdy, rozmowy - nic.

mam dość.

jakie mam szanse na rozwód?

Obserwuj wątek
    • demon_hrabiego Re: co z tym rozwodem? 23.06.11, 12:02
      Hej,

      W skrócie i bez ceregieli:

      Jeśli żona nie zgodzi się na rozwód, to sąd zacznie prowadzić postępowanie dowodowe co do winy. Jeśli okaże się, że wina jest po Twojej stronie, to nie dostaniesz rozwodu (chyba że sąd uzna, że jej zgoda jest sprzeczna z zasadami współżycia społecznego, ale na to bym przy trójce dzieci nie liczył). Także jest możliwość, że Ci tego rozwodu po prostu nie dadzą. W związku z tym aby dostać rozwód musisz wykazać, że wina była częściowo po jej stronie. Sam sobie możesz z tym nie poradzić i prawdopodobnie będzie potrzebny Ci adwokat.

      W kwestii zmiany postawy żony pewnie dobrze Ci się wydaje - bo właśnie zaczęła się jej kalkulacja co się bardziej opłaci i jej walka o zasoby. Jesteś jej mężem i nie ważne że ze sobą od X lat nie śpicie, bo jako że masz określone możliwości majątkowe, to żona w pewnym sensie traktuje Cię jako zasoby - swoje i dzieci. I nie chce tych zasobów stracić na korzyść drugiej kobiety - niestety takie bywają baby, a przynajmniej większość z nich.

      Źle, że wspomniałeś o tym, że kogoś masz - teraz będą chcieli Cię żywcem zakopać. Dzisiaj tu prawie nikogo nie ma, poszli na procesję. Wiara w tygodniu sobie trochę pokurwi na tą i na owego, a przy święcie rusza tłumnie po odpust zupełny i wszystko jest po staremu - także jak zaczną lecieć epitety, to je olej.

      pzdr,

      --
      Widziałem, wyrywali sobie ścierwo zębami
      Widziałem, grozili sobie karabinami
      Widziałem, podawali sobie z uśmiechem dłonie
      Widziełem, siadali na tronie w koronie
      Widziałem, chodzili po sobie butami
      Widziałem, jeździli po sobie czołgami ...
      • 44bromba Re: co z tym rozwodem? 23.06.11, 12:09
        Jeśli ktoś wpadnie na pomysł, zeby ci dupę skopać, to jestem pierwsza w kolejce, hrabio zasłany.
      • demon_hrabiego Re: co z tym rozwodem? 23.06.11, 12:12
        demon_hrabiego napisał:

        >chyba że sąd uzna, że jej zgoda jest sprzeczna z zasadami współżycia społecznego

        Przepraszam, naturalnie chodzi o brak zgody.
      • nangaparbat3 Re: co z tym rozwodem? 23.06.11, 14:53
        Ależ jako ojciec on po prostu jest zasobem dla trojga dzieci - nie masz co się wzburzać.
      • szizumami Re: co z tym rozwodem? 25.06.11, 07:53
        nie ,żebym sie czepiała
        kazdy ma prawo byc jakim chce-
        ale twoje wywody są wg mnie szcz. pokretne[no chyba,że ja nie kumata jestem]

        "szkoda,że wspomniał o kochance"
        czyli wg ciebie najlepiej łżec jak pies byle zasoby jak najmniej ruszone...

        wieksza częsc kobiet jest pazerna głównie na kase--należy leczyć-
        URAZ DO KOBIET i naprawić skrzywienie postrzegania płci
        inaczej-nie zaznasz szczęscia z nikim!
        chyba że z gnebionym facetem
        albo kotem
        zupełnie niezłośliwie to mówie..

        wybacz--ale prawisz jak biskup,który po skonczeniu kazania--
        zamierza obejśc sie po swoich niezmiennie dochodowych burdelach
        i w dodatku mieszając jeżyk wspólczesności z średniowieczem
        widze ciebie latajacego z krzyżem i ksiegą prawa,krzyczącego-"na stosy z nią"ta dzi..."

        "kobieta jest pomiotem diabła"--ale
        chetnie na nią wsiadziesz,co?!
        zejdziesz i spluniesz za sobą....


        • szizumami Re: co z tym rozwodem? 25.06.11, 07:55
          to oczywista do hrabi-ąszcza było!
          • szizumami Re: co z tym rozwodem? 25.06.11, 07:59
            -i jeszcze
            wiżac ten wątek z dokopywaniem
            PRZEPRASZAM ZA MOCNE SŁOWA

            żech musiała ..
    • niebieski_lisek Re: co z tym rozwodem? 23.06.11, 12:22
      Bez zgody żony rozwód może trwać dłużej, być trudniejszy do przeprowadzenia, ale jeśli przynajmniej jedna ze stron kategorycznie chce rozwodu, to na pewno go dostanie. Jeśli masz dowody na romans partnerki, to będzie łatwiej. Macie trójkę dzieci, dlatego warto było by rozstać się w zgodzie, bez akcji typu podcinanie żył. Nie masz wpływu na zachowanie małżonki, ale może mediacje pozwoliły by na spokojnie się rozstać, dogadać sprawy majątkowe i opiekę nad dziećmi. W twojej wypowiedzi uderzyło mnie jedno zdanie: "żona od 10 lat ma gosposię" tak jakbyś ty od tych 10 lat nie korzystał z tego że masz posprzątane ;/
      • nangaparbat3 Re: co z tym rozwodem? 23.06.11, 14:54
        On nie korzysta z posprzątanego, bo sie wyprowadził i d w domu bywa 2 razy w tygodniu.
        • niebieski_lisek Re: co z tym rozwodem? 23.06.11, 16:41
          Pisze, że jest 3/7 tygodnia w domu. Poza tym gosposię mają od 10 lat, ich najmłodsze dziecko ma 6, więc należy przypuszczać, że jednak korzystał z efektów pracy zatrudnionej pani.
    • argentusa Re: co z tym rozwodem? 23.06.11, 12:45
      Moim zdaniem rozwód dostaniesz. Tyle, że to potrwa dłużej i więcej nerwów stracisz. Być może tego napięcia nie wytrzyma Twój nowy związek.
      Wystarczy jeśli wykażesz, że nie jesteś jedynym winnym rozpadu małżeństwa. Jeśli masz jakieś dowody na związek żony z tamtym mężczyzną - sprawa załatwiona. Żona pewnie nie tyle chce być z Tobą, ile zabezpieczyć sobie życie na takim poziomie na jakim do tej pory żyła. Może spróbuj się jakos z nią dogadać. Utrzymywać jej po rozwodzie nie musisz.
      Z gosposią - mam też odczucie, że nie widzisz SWOICH korzyści z tego, że ktoś Wam prowadził dom. Tak, jakby prowadzenie domu było wyłącznym obowiązkiem żony.
      Dzieci są duże. Wbrew pozorom z trójką dzieci można sobie poradzić i bez gosposi. Wiem, bo to trenuję od paru lat. Tak mi jeszcze przyszło do głowy, że żona jest po prostu zazdrosna o Twój nowy związek, bo jej nie wyszło. U mnie było podobnie (nawet po rozwodzie), póki Eks nie spotkałKobiety swego życia, był różne teksty na temat mojego nowego związku - ot ludzka zazdrość. Z tym da się żyć.
      Jeśli jesteś absolutnie pewny, ze nic już się nie da zrobić, by Twoje małżeństwo przetrwało i
      BYŁO W DOBREJ kondycji w przyszłości -życzę Ci powodzenia w rozwodzie.
      Ar.
      ps do hrabiego: zniesmaczyłes mnie swoja wypowiedzia jak mało kto na tym forum.
      • altz Re: co z tym rozwodem? 24.06.11, 10:31
        Też tak myślę, jak Argentusa. Żonie włączył się pies ogrodnika, zazdrości Ci, bo jej związek nie wyszedł, a Tobie jakoś lepiej się układa.
        Zajmować się trójką dzieci da się, szczególnie, gdy to już nie są maluchy, korzystała z gosposi z własnej wygody, bo miała takie możliwości finansowe. Nie będzie miała takich finansów, to korzystać nie będzie.
        Ustalicie między sobą opiekę nad dziećmi i poziom finansowania i będziesz mieszkał sam z nową kobietą, żaden sąd Ci tego nie zabroni i żadna żona, a rozwód z czasem dostaniesz.
        • icoterazz Re: co z tym rozwodem? 24.06.11, 15:18
          dziękuję za odpowiedzi.

          odpowiadając - korzystałem z pracy gosposi, owszem, ale niewiele, wiekszość czasu spedzałem w pracy zeby na tę gosposie było.. podobnie jak na wyjazdy zagranice 3 razy w roku i innego rodzaju atrakcje i przyjemności. Chciałem zapewnić mojej rodzinie wszystko.

          zona po pracy wracała do domu i miała czas dla siebie. Teraz usłyszałem od niej , "że ona tego wszystkiego nie chciała i nie potrzebowała". Zrobiło mi się przykro, bo to własnie jej najbardziej chciałem ułatwić zycie.

          ale skoro nigdy tego nie potrzebowała to teraz powinna bez żalu z tego zrezygnować, prawda?

          nie chce w sądzie wyciągać brudów, wydawało mi się, że możemy się rozstać z klasą, ale chyba byłem naiwny.

          próbuję zrozumieć po co napisała, że mnie kocha skoro tak nie jest.

          po co dodatkowo denerwuje dzieci -dla nich i tak to wszystko jest trudne a przecież ona tylko głupio gada.

          mój związek raczej to przetrwa, mam u boku mądrą kobietę.

          Rozważam możliwość zeby na rozprawie wziac dla swietego spokoju winę na siebie. Jeżeli to ma oszczedzić moim dzieciom i mi nerwów.

          a co do radzenia sobie z trójką dzieci - powiem tak, rzadko która kobieta w domu ma gosposie, która pierze,sprzata gotuje, prasuje, siedzi z dziecmi, chodzi z nimi na spacery, a jednak potrafią sobie wszystko ulozyć.

          wiem ile to wymaga nakładu pracy ale jest to wykonalne. Dla mojej zony nie jest.
          • argentusa Re: co z tym rozwodem? 24.06.11, 16:16
            Za to ja wiem ile to wymaga wysiłku. PRZESTAWIENIE się z poprzedniego stanu.
            Bowiem byłczas, że ja nawet 2 opiekunki do dzieci, nie jedną miałam. I pracowałąm zawodowo, co prawda. A teraz wszystko jest na mojej głowie. Łatwo nie jest, wierz mi.
            Ale się da. Najwyżej usłyszę od eksa, że dzieci niedomyte albo niedoprasowane wink Ale nauczyłam sie puszczać to mimo uszu smile
            ps. trzymam kciuki za tę mądrą kobietę u Twego boku. Jak będzie-się zobaczy. Mądre kobiety mają to do siebie, że znają swoje ograniczenia i potrafią rezygnować, nawet z super związku.
            ...
            Bywa.
            • icoterazz Re: co z tym rozwodem? 24.06.11, 16:35
              wiesz, gdyby moja żona nie straszyła dzieci "podcinaniem żył", to ja bym nadal jej tę gosposie opłacał, bo to złota kobieta i stała się po tylu latach czescią rodziny. i sam to mojej żonie powiedziałem

              ale dlaczego ja mam być wiecznie tym osłem, który na wszystko zapieprza a ona z siebie nie da nic, a jeszcze będzie bruździć i utrudniać?

              Moja kobieta - tak, był moment kiedy chciała się wycofać ale na szczescie odpuściłasmile ona bardzo stroni od tego tematu, stwierdzając, że to moja sprawa, moje małżeństwo.
              • argentusa Re: co z tym rozwodem? 24.06.11, 17:35
                eee, to Twoja jeszcze żona, po prostu nie myśli racjonalnie. Bo takie granie emocjami dzieci się po prostu nie opłaca.
                Dała by spokój i za cenę finansowego status quo odpuściła. Cóż, jej biznes.
                > Moja kobieta - tak, był moment kiedy chciała się wycofać ale na szczescie od
                > puściłasmile ona bardzo stroni od tego tematu, stwierdzając, że to moja sprawa, mo
                > je małżeństwo.
                i taka postawa jest mi bliska. Nie wtrącam się w sprawy Obecnego. Jak był uprzejmy się rozwodzić też z daleka byłam. Nie mój cyrk. Co prawda on się śmieje, że to mnie wtedy trzeba było pilnować, bo ja wolna i atrakcyjna a on żonaty był jeszcze wink) więc, z kategorii tych mniej chodliwych wink))))))
                echhhh, tak czy siak,
                Powodzenia
                Ar.
                v
              • altz Re: co z tym rozwodem? 24.06.11, 20:07
                > Moja kobieta - tak, był moment kiedy chciała się wycofać ale na szczescie od
                > puściłasmile ona bardzo stroni od tego tematu, stwierdzając, że to moja sprawa, mo
                > je małżeństwo.
                Dla mnie to jest niedojrzałość. To nie jest tylko Twoja sprawa, to tak, jakby ktoś miał ogródek autostradzie i twierdził, że zupełnie nie słyszy samochodów i nie przeszkadza to jego warzywom.
                Może jeszcze się pani zdziwić i to nie raz.
                • ca.melia Re: co z tym rozwodem? 24.06.11, 20:11
                  dlaczego niedojrzałe?

                  nie jej cyrk, nie jej małpy. Głupia by była gdyby zabierała głos w sprawie rozwodu a nie daj osądzała jego żonę.

                  co innego późniejsze zycie, bo Pan ma 3 dzieci - sporo i co za tym idzie duuuże obciążenie. Ale być może jest tego świadoma.

                  guzik jej jednak do ich spraw, o ktorych pewnie nie ma do konca pojecia
                  • altz Re: co z tym rozwodem? 25.06.11, 06:14
                    > Głupia by była gdyby zabierała głos w sprawie rozw
                    > odu a nie daj osądzała jego żonę.
                    Tu się zgadzam, że nie powinna się wtrącać w sprawy rozwodowe i rozliczenia.

                    > co innego późniejsze zycie, bo Pan ma 3 dzieci - sporo i co za tym idzie duuuże
                    > obciążenie. Ale być może jest tego świadoma.
                    Jeśli nie chce o tym rozmawiać, to być może ucieka od problemu, a to i tak ją czeka. wink
                    Ja rozumiem proste deklaracje typu "damy radę", "nie chcę się zajmować dziećmi" "dzieci tylko na weekend" itp., ale już nie rozumiem deklaracji "nie chcę o tym rozmawiać", bo to jest zamiatanie problemów pod dywan i dla mnie niedojrzałość.
                    • argentusa Re: co z tym rozwodem? 25.06.11, 10:35
                      "nie chcę o ty
                      > m rozmawiać", bo to jest zamiatanie problemów pod dywan i dla mnie niedojrzałoś
                      > ć.
                      Mam inne zdanie na ten temat.
                      U mnie wyglądało to tak: nie rozwiążę Twoich problemów za Ciebie, wysłucham, ale nie będę radzić. Będę obok, ale SAM musisz sobie to poukładać. By nie wystąpiła w przyszłości sytuacja, gdy masz wrażenie, że to nie była WYŁĄCZNIE Twoja decyzja.
                      Rozwód jest dla Ciebie, nie dla mnie, czy dla nas. Ja swój przeprowadziłam, teraz Twoja kolej. Każdy bierze odpowiedzialność za tak istotne decyzje - sam.
          • estimata Re: co z tym rozwodem? 25.06.11, 00:46
            A ja staram się wczuć w postawe twojej żony. Byc może istnieje uzasadnienie dla jej postawy? Tobie zależy na szybkim załatwieniu sprawy, związałeś się z kims i chcesz isć dalej. Ona, byc może, wskutek nieukładania się pomiedzy wami, wdała sie w romans, który sie skończył. Może dlatego, że nie była gotowa za zakończenie związku z tobą? Byc może pomiedzy wami rozjechało się z wielu powodów dawno i wtedy odpuściliście sobie pracę nad związkiem, szukając pocieszenia u innych partnerów. Może ona teraz cofnęła sie do tego punktu - a ty nie. Może dopiero teraz zaczęła rozmyślac nad ostatecznym rozstaniem - a ty już to sobie wczesniej przemyslałeś. A poniewaz ona jest w innym punkcie niz ty - zawahała się, zapragnęła dac wam jeszcze szansę, coś zmienic a przynajmniej spróbować. Zupełnien uzasadnione wydają mi się jej emocje i huśtawka nastrojów. To tyle w sprawie jej mozliwych uczuc i stosunku do rozowdu.
            W kwestii praktycznej: Byc może jej postawa wynika z pewnego zyciowego wygodnictwa - ale niekoniecznie. Bo, mój drogi, bywając w domu 3 dni w tygodniu, nie możesz stwierdzić, że ty się zajmujesz dziecmi a ona nie, no proszę cię. Pomoc drugiej osoby przy 3 dzieci jest absolutnie uzasadniona - nie mów mi, że tylko gosposia się nimi zajmuje a żona nie, gosposia by musiała być supercyborgiem, który nigdy sie nie męczy. Nie znam wielu osób, które mają 3 dzieci (a sama ma tyle), ale wierz mi, nawet znajomi z 2 dzieci (i to nierozwodzący się i wspierający) korzystają z róznego rodzaju pomocy (dzadkowie, ciocia, sąsiadka etc). Nie wiesz tego, nie masz o tym zielonego pojęcia, bo cię w tym domu nie ma!!! To bardzo dobrze, że żona znajduje trochę czasu dla siebie, ponieważ to troche czasu jest każdemu potrzebne - dla wypoczynku, odskoczni od codziennych obowiązków, dla zachowania higieny psychicznej. A ty przypadkiem nie poświęcasz czasu dla siebie? Przeciez zaangażowanie w nowy związek jest takim czymś właśnie. W dodatku na karku na co dzień nie siedzą ci dzieci, masz luzik, a jak zjawiasz się w domu to jesteś atrakcją a nie osobą która kojarzy sie wyłacznie z codziennością.
            Wielu mężczyzn zasłania się pracą - mówią, że musza tak długo w niej siedzieć, bo TRZEBA zarobic na rózne rzeczy. Tak naprawdę często to praca jest pierwszą kochanką. Praca - wymówka od pieluch, wymiotów, wyparzania butelek i nudnych spacerów z dziecmi, od kopania w piaskownicy, chodzenia na szkolne zebrania i wieszania prania. Uważają jednak, że żona ma tak dobrze, bo nie musi tak ciężko pracować. A ona wolałaby posiedzieć w pracy dłużej ale żeby on w końcu zrozumiał, że powieszenie prania po raz 10000 doprowadza ją do szału, że usypianie rozkapryszonego dziecka przez dwie godziny działa jak tajfun. Szczególnie, jesli kobieta skończyła studia i ma pojęcie o świecie poza kuchnią i podwórkiem. On nie rozumie, uważa, że ona powinna byc w siódmym niebie. Ona nie chce już z nim gadac bo on gada o pracy - że ma ciężko (ona mysli, że chętnie by się zamieniła) a ona o dzieciach i domu - że tak ciężko (a on mysli, że baba ma luksus i bezpodstawnie narzeka). A potem kochanka, która ambitnie realizuje sie w pracy, rozumie go wreszcie, łaskawie toleruje, że on czasem musi dzionek poświęcić swoim dzieciom (a co ona w tym czasie robi? nie zajmuje sie przypadkiem sobą?). Swoją drogą, wybacz, ale nie mam szacunku do kobiety, która wiąże sie z nierozwiedzionym facetem z 3 dzieci, wykorzystując fakt, że jego dom jest daleko a facetowi sie w zyciu poplątało. Może jest i mądra ale bez honoru. Widziała cię z twoimi dziecmi jak np. sie z nimi bawisz?
            Reasumując - myslę, że na początek mediacje to świetny pomysł, jeśli żona tego chce. Pomogą wam ustalić, w którym pójsc kierunku - rozwodu czy próby pojednania (łatwa nie bedzie). Tylko musisz rozważyć czy bardziej kochasz swoje dzieci czy kochankę. Bo, niestety, ten związek, musiałbys rzucić na szalę. Oraz swoją pracę 70 km od domu. Ale może dla dzieci warto? I może żona nie okaże się taka zła, tylko po prostu zagubiona i przytłamszona samotnoscią - w towarzystwie własnych dzieci, ale bez ich ojca? Może ten romans, który miała, był tylko poszukiwaniem tego, czego jej w związku z toba zabrakło - obecności, towarzystwa, ciepła? Lecz nie okazał sie dobrym surogatem, niestety...
            Wybacz ostre słowa, mam trudna własną sytuację i może szukam analogii...choć u mnie są jeszcze inne wątki. Może nie mam racji, nie wiem
            • szizumami Re: co z tym rozwodem? 25.06.11, 07:25
              mądra kobieta TRZYMA nierozwiedzionego
              posiadającego małe dzieci -faceta--NA DYSTANS
              ---
              takie jest moje zdanie
              i takie pozostanie
              --
              nie mówi sie "podetne sobie żyły",
              do dzieci--ALE
              też NIE Z POWODU GOSPOSI
              ---
              pedagog specjalny chce alimentów na siebie?!
              a uzasadnienie tychże alimentów?!
              czy aby nie było wiecej powodów z twojej strony?!

              jak powyżej w poście---pieniądz i wygody
              czy tym głównie obdarowujemy sie w związku?

              pieniądze,wakacje..gosposie--to nie jest codzienne bycie,dzielenie,współuczestniczenie,..

              • icoterazz Re: co z tym rozwodem? 25.06.11, 09:51
                szizumami napisała:

                > mądra kobieta TRZYMA nierozwiedzionego
                > posiadającego małe dzieci -faceta--NA DYSTANS
                > ---
                > takie jest moje zdanie
                > i takie pozostanie
                > --
                > nie mówi sie "podetne sobie żyły",
                > do dzieci--ALE
                > też NIE Z POWODU GOSPOSI

                ależ oczywiście, pierwsze słowa mojej żony , po tym jak przyszedł pozew do domu były "ale na panie Grażynę i tak bedziesz płacił", potem była reszta.
                > ---
                > pedagog specjalny chce alimentów na siebie?!
                > a uzasadnienie tychże alimentów?!

                "bo mi się to należy, bo mi się pogorszy status materialny"

                > czy aby nie było wiecej powodów z twojej strony?!
                >
                nie.
                > jak powyżej w poście---pieniądz i wygody
                > czy tym głównie obdarowujemy sie w związku?
                >
                > pieniądze,wakacje..gosposie--to nie jest codzienne bycie,dzielenie,współuczest
                > niczenie,..
                >
                w domu nie ma mnie na codzień dopiero od jakiś 2 lat, przez poprzednie prawie 20 byłem non stop
            • 44bromba Re: co z tym rozwodem? 25.06.11, 09:05
              Estimata BRAWO!
              Wyręczyłaś mnie w pisaniu, bo takie dokładnie emocje miałam, jak przeczytałam wpisy autora.
              Dodam jeszcze, że nie napisał, z kim będą dzieci i jakoś te dzieci takie przedmiotowe są w tym poście, są bo są.
              A co do pracy zawodowej żony i jej kariery, przecież sam pojechałeś 70 km za dom pracować. Proponowałeś jakieś rozwiązanie inne? Typu przeprowadzka? Taka rodzina na odległość to jak bomba, tylko ludzie z charakterem i olejem w głowie to wytrzymują.
              A co do pytania, to pewnie, jak się uprzesz, rozwód dostaniesz.
            • icoterazz Re: co z tym rozwodem? 25.06.11, 09:47
              Bywam częściej w domu,

              Żona jest pedagogiem, pracuje 4 dni w tygodniu, po maks 5h. Po powrocie do domu idzie spać, bo zawsze twierdziła, że ma duże potrzeby snu, potem idzie do swojego gabinetu, ktory przynosi jedynie straty ale chciałem żeby się mogła realizować, wiec go ma. Wraca wieczorami.

              tak, gosposia jest cyborgiem, bo to ona robi wszystko. Ja prace mam od 2 lat taką na oddaleniu, przez poprzednie bylem w domu i wiem, co mówię.

              Poświęcam czas dla siebie ale moja żona ma też go dla siebie pod dostakiem, bo gosposia zostaje wieczorami w domu, kiedy małżonka wychodzi z koleżankami, lub kiedy spotykała sie z kolegą.

              estimata uświadom sobie jedną rzecz - moja żona nie robi tych banalnych domowych rzeczy. Nigdy nie musiała, podejrzewam, że nawet teraz by nie umiała. odkąd urodził się nam najstarszy syn, pojawiła się pani Grażynka. Ona wieszała pranie, prasowała rzeczy rodziny. dopiero potem pojawiła się reszta maluchów. Niestety nie dam sobie wmówić, że żona była osamotniona i zaganiana, bo tak nie było. Była do tego jej matka, moja matka.

              Żona nie chce mediacji, ona chce terapii małżeńskiej. Ja nie chcę. Nie kocham jej, nie chcę z nią być. I nie będę udawał, że jest inaczej. Gdyby jej wyszło z kolegą, pewnie teraz by takich cyrków nie robiła.

              Kocham bardzo moje dzieci ale małżeństwo nie jest kieratem, i nie chce męczyć się i udawać, bo dzieci głupie nie są i widzą jak sprawa wygląda.

              Kochanka, jak raczysz nazywać, ma dziecko, chorowite bardzo, pracuje i czasu dla siebie ma niewiele.

              owszem widziała, nie raz czas juz spedzeliśmy wszyscy.

              Mi w zyciu poplątało się już jakieś 8 lat temu, wtedy prosiłem żonę o to, byśmy coś zrobili, starałem się naprawić wszystko ale robiłem to tylko ja. Ona uwazała, że to tylko mężczyzna ma sie starać a ja sie wypaliłem.

              Moja żona nie jest zła,ale ja już jej nie kocham, nie potrafie i nie chce z nią być.

              dzieci sąd mi niestety nie przyzna, bo zabrałbym je natychmiast.
              • szizumami Re: co z tym rozwodem? 25.06.11, 10:01
                a na końcu mogłeś grubo wkleić-"no i co teraz?"
                ano
                możliwe,że żona wygodna jest
                kurcze -ale tez ustepowałeś
                i na dobre nie wyszło

                rozwód-nikogo nie zmusi sie do bycia z kimś
                najwyżej bedzie dłużej trwało
                ..
                tak nawiasem
                pranie,wieszanie..
              • kasper254 Re: co z tym rozwodem? 25.06.11, 10:24
                Chłodno, obojętnie, z dystansem, niezwykle racjonalistycznie, przedstawiasz "fakty" i "akty" z życia małżeńskiego, icoterazz. Tak to wygląda, jakbyś opisywał robaka pod mikroskopem,albo cyzelował pojęcia, przydatne do opisu stworzeń na Marsie. Postanowiłeś już i teraz szukasz uzasadnień. Spokojnie, chłopie, nie wysilaj się. Jesteś typowem produktem tych czasów. Należy ci się szczęście. Dla niego niedawno wykładowczyni wyższej uczelni porzuciła męża, bo się słabo rozwijał, gorzej, niż do tej pory najszybszy komputer chiński; inny, bo żona skapcaniała, nie chce kochać się na suficie itd.
                I dzieci "byś" też zabrał, i wszystko inne: "bym". Ale jest jeszcze teraz. Mówisz: "kocham dzieci"... więc na czym ta miłość polega, w czym się objawia? W słowach?
                • argentusa Re: co z tym rozwodem? 25.06.11, 10:45
                  Może w tym, by nie dawać im przykłądu chorego związku, by w przysżłości wiedziały, że samopoświęcenie nie jest właściwym wzorcem do życia, może by ich w przyszłości nie obciążać "dla dzieci pozostałem w tym chorym związku". Ile związków , tyle powodów.

                  Mam 3 dzieci i już kiedyś tu pisałam: najstarsze powiedziało nam obojgu (rodzicow) -teraz jest o wiele lepiej. Nienerwowo i wiem, że można mieć dwa domy i szczęsliwą rodzinę! - oczywiscie to po jakimś czasie. Na początku było trudno -zwłąszcza starszym dzieciakom i wymagało to od nas rodziców mnóstwa trudnej, ciężkiej i mozolnej pracy. A własciwie współpracy. Oboje się nie migaliśmy.
                  • 44bromba Re: co z tym rozwodem? 25.06.11, 11:01
                    Arg. ja absolutnie nie widzę możliwości naprawy tego małżeństwa i nie namawiam autora. W domu była by tylko chora sytuacja i prędzej czy później by się posypało. Chodzi mi o to, ze autor jakoś o tych dzieciach nic nie pisze, zakłada nową rodzinę i zwyczajnie będzie mniej czasu. Te dzieci i tak już pewnie w traumie, taty nie ma, mama płacze, żyły podcina. To one są w domu cały czas z mamą, tata pojedzie do siebie i zamyka temat na czas kolejnego spotkania.
                    Po prostu strasznie mi żal tych maluszków. Moje dzieci są pełnoletnie, a bardzo przeżyły rozstanie, nawet nie chcę sobie wyobrażać, co takie małe przeżywają.
                    Tutaj o dzieci powinien powalczyć, żeby jak najmniej bolało te serduszka, które nic nie zawiniły, że rodzice się już nie kochają.
                  • mamameg Re: co z tym rozwodem? 25.06.11, 12:18
                    Może w tym, by nie dawać im przykłądu chorego związku, by w przysżłości wiedzia
                    > ły, że samopoświęcenie nie jest właściwym wzorcem do życia, może by ich w przys
                    > złości nie obciążać "dla dzieci pozostałem w tym chorym związku". Ile związków
                    > , tyle powodów."
                    O właśnie, chociażby po to, żeby potem od dzieci nie wymagać, żeby to poświęcenie wynagrodziły rezygnując z własnego życia.
              • 44bromba Re: co z tym rozwodem? 25.06.11, 10:37
                Tych dzieciaczków szkoda. Widzisz, ty będziesz teraz bardziej tatą dla dziecka nowej żony niż dla swoich. Bo rozwód to się niestety z rodziną bierze, nie tylko z żoną.
                Relacje u was takie, że małżeństwa nie ma i raczej nie będzie. Ale spotkania raz na jakiś czas i finansowanie dzieci nie zastąpią im taty. Własne szczęście jest ważne, ale masz trójkę małych dzieci i to one powinny być w twoim życiu priorytetem.
                • ca.melia Re: co z tym rozwodem? 25.06.11, 11:37
                  ale ja nie bardzo Was rozumie. No żal dzieci ale czy to oznacza, że ludzie mają się ze sobą męczyć, żyć w kłótni, albo w cichej zimnej wojnie?

                  Przed dziećmi udawać , że jest cudnie a każde z nich bedzie prowadzić własne życie po kątach?

                  Stwierdzacie, że małżeństwa nie bedzie wiec po jaką cholere mają być razem?

                  Ja też się rozstałam, bo nie wyobrazałam sobie zycia obok siebie a nie ze sobą. To gorsze niz samotne wychowywanie dziecka, które tez posiadam.

                  a znam ojców, którzy mimo rozwodu biorą czynny udział w zyciu dzieci. A skoro Pan jest od dwóch lat niejako poza domem, to dzieci do tego trybu zdażyly się już pewnie przyzwyczaić. Wiec dla nich zmiana bedzie niewielka, prócz statusu prawnego rodziców.

                  za to matka, która gada, że się potnie do własnych dzieci, a z wykształcenia jest pedagogiem, to durne babsko.

                  I skoro pracuje w zawodzie, to zapewne pomaga dzieciom w różnych trudnych sytuacjach.

                  Szkoda, że wobec własnych nie potrafi tego zastosować.

                  A poza tym jest coś takiego jak duma. I jak facet ma babę, i chce rozwodu, to niech wypieprza. a nie że żyły bedzie sobie cieła.

                  To niech tnie, daj jej zyletkę i niech się tnie, skoro taka mądra.

                  Szlag mnie trafia na takie teksty
                  • 44bromba Re: co z tym rozwodem? 25.06.11, 12:17
                    A czy ktokolwiek wyżej namawiał chłopa, zeby był mimo? Uwagi są do ogółu sprawy. Na kilometr widać, ze z małżeństwa nici, ale nie w tym rzecz.

                    A co cięcia żył. Jedna osoba reaguje tak, inna inaczej. Jedna powie spieprzaj dziadu, druga będzie miała depresję przez dwa lata. Jakbyśmy wszyscy tacy silni byli jak to innym radzimy, to ho, ho. Kraj samych hirołów.
                    • noname2002 Bromba 26.06.11, 00:05
                      Ale ona nie ma depresji, ona DZIECIOM mówi, że jak tatuś odejdzie, to ona sobie podetnie żyły.
                      Zrobiłabyś coś takiego własnym dzieciom?
                      • altz Re: Bromba 26.06.11, 06:53
                        noname2002 napisała:
                        > Ale ona nie ma depresji, ona DZIECIOM mówi, że jak tatuś odejdzie, to ona sobi
                        > e podetnie żyły.
                        Nie można powiedzieć nic o czyjeś depresji, dopóki nie weźmie się go na warsztat. Ja mam takie doświadczenia, dlatego wiem. Można rozmawiać całkiem normalnie, a potem wyjść na strych i się powiesić czy podciąć sobie żyły w łazience. To, co mówi ta pani, może być prawdą i jej planem na rozwiązanie sytuacji, dlatego dobrze by było, gdyby ta sytuacja rozwijała się powoli i na początku z dużą pomocą dla niej.
                        • ca.melia Re: Bromba 26.06.11, 07:03
                          chyba, że to gatunek, co to "status mężatki" chce zachować za wszelką cenę, a co z tym idzie wszelkie profity, które posiada aktualnie.

                          Jest taki gatunek szantażystek emocjonalnych, co to powiedzą wszystko, byleby było na ich. I wśród mężczyzn trafiają się takie okazy.

                          A Pani raczej do tej pory, jak wynika z opowiadania, żyła raczej jak "księżniczka" i strach w tyłek zajrzał, że nie daj Boże trzeba będzie splamić dłonie praniem sprzątaniem, i trzeba będzie popracować trochę więcej niż 4 dni w tyg poo 5 h.

                          no ale Pan ma to, co sam chciał.
                        • noname2002 Re: Bromba 26.06.11, 07:14
                          " Nie można powiedzieć nic o czyjeś depresji, dopóki nie weźmie się go na warszta
                          > t. Ja mam takie doświadczenia, dlatego wiem. Można rozmawiać całkiem normalnie,
                          > a potem wyjść na strych i się powiesić czy podciąć sobie żyły w łazience. To,
                          > co mówi ta pani, może być prawdą i jej planem na rozwiązanie sytuacji,"
                          Źle się wyraziłam, nie wiemy czy ma depresję, ale nawet jeśli ma to nie jest to usprawiedliwieniem dla mówienia dzieciom, że się ma zamiar zabić. Też miałam depresję i też wiem o czym mówię.
                          • 44bromba Re: Bromba 26.06.11, 08:46
                            No pewnie, że usprawiedliwienia nie ma. Mówi tak, bo już żadnych argumentów innych nie ma. I bierze do straszenia dzieci, bo mąż się nie boi. Tak jak Altz pisze, jak ktoś się chce pożegnać z życiem definitywnie, to idzie i to robi, a nie opowiada wszystkim, zeby go ratowali. Bo tu nie o straszenie chodzi tylko o szantaż.
                            Ale tak jest jak tu zresztą widać, jeden nie powie dzieciom drugi powie, co człowiek to przypadek. Tylko że sytuacja jest taka, że matka działa wykorzystując do tego dzieci, a ojciec bardzo dziecvi kocha, ale coś tam. Oni się żrą i będzie to trwało jakiś dłuższy pewnie czas, a dzieciaki jak otumanione, bo od nikogo wsparcia nie mają, ani od matki , ani od ojca.
                            • altz Re: Bromba 26.06.11, 21:05
                              44bromba napisała:
                              > Tak jak Altz pisze, jak ktoś się chce pożegnać z życiem definitywnie, to idzie i to robi,
                              > a nie opowiada wszystkim, zeby go ratowali.
                              Źle mnie zrozumiałaś. Ja napisałem, że osoba w depresji może nie zdradzać objawów, porozmawiać miło ze znajomymi, potem pójść na strych i się powiesić. Po prostu jest pogodzona z myślą, że tylko śmierć jest rozwiązaniem jej kłopotów, a wszystkim wokół może się wydawać, że jest w bardzo dobrym stanie.
                              Natomiast osoba, która straszy, że sobie poderżnie żyły, może to zrobić, może tego nie zrobić równie dobrze. To, że mówi się o śmierci, wcale nie oznacza, że nie zrobi sobie nic złego. Może tak być, ale nie musi, na dwoje babka wróżyła.
                              Bardziej niż informacji o podcinaniu sobie żył, bym się obawiał, gdyby pani mama nagle zaczęła załatwiać wszystkie zaległe sprawy i porządkować jakieś swoje dokumenty i osobiste sprawy, godzić się z rodziną, pisać testament czy informacje na tematy awaryjne, typu hasła, klucze, pieniądze. Może to znaczyć, że się szykuje na śmierć.
                              Znam to z autopsji, wiem, co mówię, bo to przeszedłem i nadal mam myśli samobójcze po każdym spotkaniu z dziećmi.
                              • 44bromba Re: Bromba 27.06.11, 13:23
                                Dobrze cię zrozumiałam i mniej więcej to miałam napisać, no ale wyszło to mniej.
              • estimata Re: co z tym rozwodem? 26.06.11, 10:25
                No, rozumiem, ale fakt jest taki, że to ty odszedłeś. A skoro zona nie zajmuje się dziećmi, domem etc i nigdy tego nie robiła to chyba nie jest tak, że sąd nie przyznałby ci dzieci? Mój mąż walczy o dzieci jak lew, choć przed rozwodem widywał je może z raz w tygodniu a zajmował sie jeszcze rzadziej. I jak na razie sąd nie wykazał preferencji w strone matki, musze udowadniac, że to ja zawsze przy nich byłam... Co nie jest trudne, tylko czasochłonne a dla dzieci stresujące.
                No, ale w twoim przypadku to biedne te dzieci, skoro ani matka ani ojciec (mieszkający w innym mieście) się nimi nie zajmuje tylko pani Grazynka... Może sąd jej powinien oddać dzieci a wy jej po prostu płaćcie alimenty?
                A co do kochanki. A jak ją nazwać? Fakt jest faktem.
                • altz Re: co z tym rozwodem? 26.06.11, 20:53
                  > się nimi(...) tylko pani Grazynka... Może sąd jej powinien oddać dzieci
                  > a wy jej po prostu płaćcie alimenty?
                  Jest w tym prawda, niestety sad
    • aiwlysji Re: co z tym rozwodem? 25.06.11, 12:13
      w tym wszystkim najbardziej uderza mnie brak odpowiedzialnosci za SWOJE zycie. zle wybory to rowniez nasze wybory, nie mozna "splodzic" 3 dzieci, a pozniej sobie przypomniec, ze jednak zona ZAWSZE byla samolubna, leniwa (wstawic co tylko sie zechce...)
      nie zal mi ciebie, gdybys byl mieszkancem cywilizowanego kraju to placil byc za wygody zony az do jej nastepnego slubu, ale jestes polakiem-szczesiarzem, zakochales sie w "madrej kobiecie" i masz prawo. moze i masz ale ty jeszcze chcesz sie najwygodniej ustawic, bardzo kochasz dziieci (oczywiscie)...ale gosposi to ty im juz nie zapewnisz bo zone chcesz ukarac za bycie zla kobieta.
      dzieci ucierpia- coz prawo dzungli, nowe zycie-nowe zasady.
      powodzenia na nowej drodze zycia panie "bylem zawsze do rany przyloz".
      • icoterazz Re: co z tym rozwodem? 25.06.11, 12:25
        a ona nie chce się "wygodnie ustawić", w domu twierdzi , że mnie nie kocha, faceta miała, a w sądzie będzie zgrywać zakochaną żonę, po co?

        zapłacę za gosposie, bo wiem, że gdyby jej nie było, dzieci byłyby po prostu niedopilnowane.

        zony nie chcę ukarać, chce się spokojnie rozejsc. Nie mam za co jej karać, obydwoje daliśmy dupy i tyle.

        a fakt wiesz, nic się jej nie stanie, jak w końcu kiedyś coś w domu zrobi sama.
        • aiwlysji Re: co z tym rozwodem? 25.06.11, 13:01
          jestes skazany na zone do czasu, az usamodzielnia sie wasze dzieci, byc moze nawet dluzej. rozwod to tylko formalnosc, za wybor zony (nawet ex) bedziesz "placil" do konca zycia. zwiazanie sie z kims trojka dzieci to jak podpisanie cyrografu, teraz tylko mozna sprobowac sie ulozyc...tak aby dzieci wyrosly na warosciowych ludzi.
          jesli masz wyrachowana zone to tylko dlatego, ze taka sobie WYBRALES. najlepiej zacznij myslec pozytywnie o prawie ex zonie, wiem co mowie, sama przechodzilam bardzo ciezkie momenty z moim ex. w dniu, w ktorym postanowilam, ze nie bede wiecej o nim zle myslec wszystko zaczelo sie ukladac w moim zyciu.
    • dydaki a czemu ty wspaniały człeku 26.06.11, 21:50
      nie weźmiesz sobie TWOICH WŁASNYCH dzieci na wychowanie nawet razem z ich gosposią, tylko żonie zostawiasz dzieci i problemy z nimi na głowie?
      niech zgadnę - to pewnie z MIŁOŚCI DO DZIECI NIE CHCESZ ICH OD MATKI ZABIERAĆ a nie dlatego, że twoja miłość do dzieci to pustawy frazes, dotychczasowy czas zaangażowany w opiekę nad nimi to czas z doskoku, a kochanka by cię rzuciła jakbyś był do wzięcia razem z dzieciakami a nie jako tylko przyszły alimenciarz widujący się z dziećmi raz na dwa tygodnie jak mu się akurat chce, a właściwie od zajmowania się dziecmi są baby a nie menszczyźni.

      żonie bez żenady dzieci na głowie zostawiasz ograniczając tym wydatnie jej przyszłe życie towarzyskie i możliwość związku, pierwsze co to chcesz ciąć wydatek na wieloletnią gosposię (pewnie już ręce zacierasz że żona wreszcie będzie musiała za ścierę się wziąć? to aż bije z twojego postu ) i zgrabnie zwijasz manatki wszczynając raban!? bo zacząłeś liczyć kasę i wąż w kieszeni się obudził więc cięcia zaczniesz od "starej rodziny"? nie masz pojęcia o opiece nad trójką dzieci i w tym problem. nie trzeba było robić tylu dzieci a zamiast gosposi na którą "ciężko" pracowałeś trzeba było zostać w domu, pobawić się z tymi dziećmi, obiad ugotować i budowac rodzinę nie czekając aż to żona domem się zajmie i ze ścierą będzie wdzięcznie po domu fruwać.

      rozwód pewnie dostaniesz. każdy w końcu dostanie jak się uprze. ale tego co zgrabnie zmarnowałeś za żadne pieniądze nie kupisz.
      • wielbicielnaruto dżisas, skąd tu tyle jadu? Tego małżeństwa już nie 27.06.11, 09:41
        ma. Oboje zaczęli nowe związki w małżeństwie, tkwią obok siebie, sexu zero - czyli dawno temu ustało wspólne pożycie. Co do tej gosposi - podziękowałbym od razu. Co się ma stać i tak się stanie. To że żonie się odwróciło - trudno, nie można oczekiwać od drugiej strony, że się zakocha ponownie i będą żyli długo i szczęśliwie.
      • argentusa Re: a czemu ty wspaniały człeku 27.06.11, 11:09
        tak, tak, tak, a guzik... bo to tylko kobieta opuszczona jest i ta biedna. No bo facet nie może mieć dosyć wygodnej baby.

        Z drugiej sterony: przecież niemożliwe żeby zajmowac sie trójką dzieci. Samodzielnie. I żyć szczęśliwie po rozwodzie.
        Ciekawe w takim razie dlaczego ja i 3 dzieci mama i szczęśliwa po rozwodzie jestem i potrafię się odnaleźć w nowej sytuacji.
        A może po prostu te dzieci wolą zostać z mamą? Albo facet zna ograniczenia i chce uczestniczyć w zyciu dzieciaków, mając już nową rodzinę, co? Bywa i tak.
        Da się, tylko trzeba poszerzyć horyzonty myślowe.
    • demon_hrabiego Re: co z tym rozwodem? 27.06.11, 16:21
      Witam ponownie smile

      Czy już się poczułeś malutki i czy teraz wiesz co miałem na myśli w pierwszym poście ?

      Ale do rzeczy:

      „Rozważam możliwość zeby na rozprawie wziac dla swietego spokoju winę na siebie. Jeżeli to ma oszczedzić moim dzieciom i mi nerwów.”

      Jeśli weźmiesz całą winę na siebie, to rozwód tym bardziej będzie zależał od decyzji żony. Kodeks rodzinny mówi, że „rozwód nie jest również dopuszczalny, jeżeli żąda go małżonek wyłącznie winny rozkładu pożycia, chyba że drugi małżonek wyrazi zgodę na rozwód…” I nie mają racji osoby, które twierdzą, że jak się uprzesz to rozwód dostaniesz – przeciwnie – jeśli uprze się Twoja żona, to sąd go może nie orzec. Nieprzypadkowo obdzwoniła rodziny – czyli potencjalnych świadków. To Ty wyprowadziłeś się z domu i mieszkasz z inną kobietą. Kto ze środowiska, z którym w związku ze zmianą miejsca zamieszkania może nie utrzymujesz ostatnio ściślejszych kontaktów - kto potwierdzi jej romans lub jakieś inne względem Ciebie uchybienia ? Jej kolega wszak z nią nie mieszkał, a Ty nie wyglądasz na gościa, który zbiera dowody. Przy braku dowodów sąd w prawdopodobnym składzie trzech kobiet będzie skłonniejszy wierzyć zrozpaczonej kobiecie z trojgiem dzieci niż Tobie.
      Twoja małżonka się zorientowała na czym stoi, co stanowi prawo i jakie ma nad Tobą przewagi o czym świadczą jej ruchy i przytaczane słowa. "Bo mi się to należy, bo mi się pogorszy status materialny". Jest pewna siebie i trudno odmówić jej racji, art. 60 § 2 KRiO mówi, że „ Jeżeli jeden z małżonków został uznany za wyłącznie winnego rozkładu pożycia, a rozwód pociąga za sobą istotne pogorszenie sytuacji materialnej małżonka niewinnego, sąd na żądanie małżonka niewinnego może orzec, że małżonek wyłącznie winny obowiązany jest przyczyniać się w odpowiednim zakresie do zaspokajania usprawiedliwionych potrzeb małżonka niewinnego, chociażby ten nie znajdował się w niedostatku.”
      Co do dzieci – nie masz szans, żeby sąd powierzył Tobie pieczę nad dziećmi. I gdybyś się jednak na opcję powalczenia o miejsce pobytu dzieci przy Tobie jednak zdecydował, zaczęłaby się niepotrzebna jatka i jazda na maksa, że planujesz wydrzeć dzieci skrzywdzonej matce - pedagogowi.
      • altz Re: co z tym rozwodem? 27.06.11, 16:55
        Demon ma rację, tak będzie, jak prorokuje.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka