elazurek75
03.03.12, 23:45
Zastanawiam się czy przesadzam czy nie.
Często zbieram opierd. od męża- ostatnio przyszłam z pracy po ok. 20.00. Dziecko lekcje odrabiało, poszłam do niego pogadać, mąż uznał, ze poodrabiam z nim lekcje. Mały narobił błędów- a on z awanturą do mnie, że nawet lekcji z nim nie potrafię odrobić.
Zreszta takich sytuacji przy dzieciach jest wiele- w drugą stronę gdy ja go krtykuje, to słyszę, ze autortet mu podkopuje. Inne przykłady- że na zebraniu głupot nagadałam, że cos nieodpowiednio robię. Generalnie cały dzień coś mówi podniesionym głosem to na mnie, to na dzieci. Doszło do tego, niestety jestem pasywną osobą, która nie potrafi walczyć o swoje, że kompletnie nic nie mam do powiedzenia. Jak się stawiam, to od razu teksty, że skoro więcej zarabia, to wiecej mu się należy (nie dosłownie, ale między wierszami) i czego narzekam skoro takie wydatki, a on wiekszość pokrywa. Gdy nie pracowałam, to pretensję, że nie zarabiam, teraz gdy pracuje, to za mało zarabiam i sie domem nie zajmuje, z dziecmi lekcji nie odrabiam ( a jak odrabiam, to pretensje o każdą literówkę). I tak w kółko. I drobne rzeczy- że np. jestem bałaganierzem, bo nie odkładam łyżeczki tam gdzie on uważa za słuszne.
Czy ja przesadzam? Jest samoobsługowy (pierze, gotuje), z dziecmi lekcje odrabia, bo ja długo pracuje, a on krócej. Ale ja się go po prostu boje- boje się podjąc jakokolwiek decyzje, bo jest krytyka moich decyzji, boje się coś wymagać dla siebie, bo są zarzuty, że on sie tak angażuje, a ja nie. Kazdy jest głupi, tylko on najmadrzejszy.
Nie mogę już tego znieść- zwłaszcza jak starszego syna cały czas kastruje krytyka i opieprzaniem (oczywiście ja jestem tą złą, gdy sie sprzeciwiam, bo on chce dziecko wychować).
Ostatnio niedobrze mi jest gdy jestem w drodze do domu, nie chce mi sie planować wspólnych wakacji (nie chce słuchać cały dzień podniesionego głosu), nie chce mi się razem spędzać czasu.
Wkurza mnie to, bo gra na moich wyrzutach sumienia- długo pracuje i przychodzę do domu, to robię dzieciom kolację i kładę ich spać. W zasadzie on ich zawozi, przywozi, pilnuje przy lekcjach, bo ja już zwyczajnie wieczore nie mam siły (mąż pracuje z domu i może sam sobie regulować czas pracy). Ostanio jestem jedną wielką frustracją, bo mnie ten związek wogóle nie satysfakcjonuje.