katja75live
26.03.12, 10:38
Drodzy czytelnicy i piszacy na forum<
Czytam Was od dawna i nieraz forum pomoglo mnie, ustawilo do pionu, przywrocilo do zycia.
Teraz opisze swoja historie, bo potrzebuje jakiegos podtrzymania na duchu, chociaz pewnie dostane gromy i ostrzezenia, przynajmniej od wiekszosci piszacych tu kobiet. Przepraszam za chaotyczny opis, bledy ortograficzne i gramatyczne... ale do rzeczy.
W piatek dostalam pismo od adwokata mojego jeszcze meza, ze sklada do sadu wniosek o uregulowanie kontaktow z dziecmi i mam sie zastanowic czy zgadzam sie na negocjacje w tej materii, ale moj maz chce baaardzo szerokich kontaktow (nie bylo sprecyzowane jakich), i mam byc swiadoma, ze wobec prawa kobieta i mezczyzna sa rowni...
Pierwsza moja mysl bede walczyc do upadlego o przyznanie mnie glownego pobytu dzieci (9-lat i 7-lat), bo to ja pracowalam na pol etatu i to ja jezdzilam z nimi na wakacje , odwozilam na zajecia dodatkowe, chodzilam do dentysty etc.. Zrobilam jednak rozeznanie w temacie, i okazalo sie ze, faktycznie ograniczenie kontaktow dzieci z mezem do weekendow i jakiegos popoludnia jest niemozliwe (w takim kraju zyje, taka sytuacja jest tylko mozliwa jak sie ojciec dziecka dobrowolnie na to zgodzi, co do reszty sadu nie obchodza wartosci moralne i mozliwosci wychowawcze ojca).
Przlomowym momentem jednak byla rozmowa z dziecmi, okazalo sie, ze one sie rozwodu wcale nie boja (a ciagnelo sie to tak dlugo ze wzgledu na nich), ale baja sie stracic albo mame albo tate. Zwlaszcza syn jest zwiazany z ojcem, i powiedzial ze tak bedzie lepiej dla nas Wszystkich, ale on by chcial mieszkac tydzien z mama, tydzien z tata, bo inaczej bedzie tesknic.
Podjelam chyba wiec najtrudniejsza i najdramatyczniejsza decyzje w calym moim zyciu, poddam sie bez walki i sama zaproponuje takie rozwiazanie. Bede musiala przewartosciowac cale moje dotychczasowe zycie (ktore krecilo sie wokol dzieci), i zaczac zyc dla siebie a nie dla nich. Chce poszukac pracy na pelny etat, i tygodnie gdzie nie beda ze mna bede pracowac po 12-godzin na dobe, zeby nie myslec i nie zwariowac.
Nie wiem czy moj maz, takiego rozwiazanie chce, na pewno sie nie spodziewa tego po mnie, zdalam sobie jednak sprawe, ze moje proby zatrzymania dzieci przy mnie moga sie obrocic tylko przeciwko mnie, syn bedzie idealizowal ojca, na pewno mnie za to nie podziekuje, a ja dalej nie bede mogla zdobyc calkowitej niezaleznosci finansowej, no wiec ojciec niech poczuje calkowity ciezar opieki nad dziecmi, skoro tego bardzo chce.
Jest mnie ciezko bo z perspektywy kobiety, to chyba nie ma lepszej opcji niz ojciec nie interesujacy sie dziecmi (ma spokuj, wychowuje dzieci jak chce, nikt jej nie miesza i nie bruzdzi). ale mam nadzieje ze z perspektywy dzieci jest inaczej i one potrzebuja obojga rodzicow i to jest dla nich najlepsze ...oby.