Witam serdecznie,
Czy uwazacie, ze rozwod to dobre wyjscie z tej sytuacji? Pozwolcie, ze ja opisze. 2 lata temu wpadlem z pewna kobieta, ktora jest teraz moja zona. Znalem ja wczesniej tylko kilka miesiecy, nigdy nie przypuszczalem, ze mozna byc takim potworem. Ona nie chciala tego dziecka, ja chcialem. Przez cala ciaze wszystko bylo nie tak, od samego poczatku wyzywala sie na mnie, nie uslyszalem zadnego dobrego slowa, nie dbala o nienarodzone dziecko, odzywiala sie tylko w mc donaldach i slodyczami. Robilem wszystko, zeby zlagodzic sytuacje, przed praca robilem jej sniadania, zeby dobrze sie odzywiala, robilem jej soki, zeby dziecko pomimo wszystkiego dobrze sie rozwijalo. Nie chciala nawet chodzic do ginekologa, musialem o to sie z nia klocic. Wymusila na mnie kupno mieszkania, ktorego nie chcialem, mam wiec teraz 30 lat kredytu na karku. Szantazowala mnie ze podetnie sobie zyly, jesli tego nie zrobie. Bardzo czesto nie pozwala mi spac, zapalala w nocy swiatlo, polewala mnie zimna woda

znosilem to dla dobra dziecka, myslalem, ze jak juz sie ona urodzi, to to sie zmieni, ze poczuje milosc do tego dziecka i nasze zycie sie zmieni. Wtedy urodzila sie nasza coreczka. Los chcial, ze urodzila sie z padaczka, miala 100 atakow dziennie, przez kilka miesiecy nie wiedzielismy, ze to padaczka, ten czas to byly glownie wizyty u lekarzy. Gdy wykryto, ze to jest padaczka dostala lekarstwa, ktore tylko zredukowaly liczbe atakow do 25. Nawet wtedy moja zona utrudniala mi leczenie wlasnej corki. Na przyklad jednego dnia mialem jechac do Warszawy na 8 (ponad 3 godziny od miejsca gdzie mieszkalem), wiec musialem wyjechac o 5, cala noc nie pozwolila mi spac. Ale to mnie nie zrazilo, pojechalem z moja coreczka do tego lekarza. Innym razem, gdy coreczka byla chora, zona oswiadczyla mi, ze nia ma zamiaru byc z nia w szpitalu, ze jej placz ja denerwuje. Musialem wiec siedziec w nocy w szpitalu, brac tam prysznic i jechac do pracy z rana, na szczescie jej matka mi pomagala i pomaga teraz. Wiec jakos staramy sobie radzilismy, majac moja zone za najwiekszego wroga. Czesto slyszalem od mojej zony, ze po co ja leczyc "niech zdechnie".
Okazalo sie, ze w Polsce nikt nie jest w stanie nam pomoc z jej padaczka, uslyszelismy od najelpszych lekarzy, ze nie ma dla niej ratunku i bedzie miala ataki przez cale zycie. Ale ja nie poddalem sie, znalazlem prace w Szwajcarii i postanowilem ja tutaj leczyc. Przed wyjazdem do Szwajcarii slyszalem, ze chca ja zdradzic, zostawic, ze uciekam przed choroba dziecka, zaczela mnie znowu szantazowac, ze ona mi nie da spokoju, jesli nie bedziemy mieli kolejnego dziecka, takie zabezpieczenie. To byl ostatni raz, kiedy dalem sie znowu zaszantazowac. Zgodzilem sie i na to, nie moglem wyjechac do Szwajcarii w ciemno, wiec musialem zostawic coreczke z nia i jej babcia i jechac wszystko zalatwic na ich przyjazd. Do babci tez mowila, zeby zdychala, nie zajmowala sie nia, cale dnie spedzala na miescie, wszystko bylo w rekach babci. W Genewie moja coreczka miala operacje i od miesiaca nie ma zadnego ataku, to jest moj wielki sukces. Oczywiscie moja zona nawet w dzien operacji nie chciala mi jej dac, nie chciala, zeby miala ta operacje - jej ostatnia deske ratunku. W miedzyczasie urodzila nam sie kolejna coreczka, calkowicie zdrowa. Ale moja zona nie zmienila sie, wyzywa sie na dzieciach, starsza corka placze przez nia kilka razy dziennie, nie zajmuje sie nimi w ogole, na szczescie jej matka znowu mi pomaga. Ona sama wstaje o 11, opieke dziele wiec z ich babcia. Nie gotuje, nigdy nie prala, nie sprzata, nic nie robi, tylko niszczy nam zycie. Doszlo do tego, ze rzuca sie na wlasne dzieci, ktore musze bronic. Nie pozwala mi chodzic do pracy, w domu sa tylko krzyki z jej strony

(((
Mam teraz pytanie, co powinienem zrobic, ona mi mowi caly czas, ze jak wystapie o rozwod, to ona zrobi cos dzieciom, ze mi ich nie da, ze ich wiecej nie zobacze. Ona jest nieobliczalna, juz kilka razy siegala po noz

Obawiam sie, ze jak zloze pozew o rozwod, to ona jest w stanie zabic wlasne dzieci, zeby zrobic mi na zlosc

Mieszkamy ciagle w Szwajcarii i nie wiem, czy o rozwod powinienem zlozyc w Polsce, czy tutaj? Ja chcialby tylko, zeby ona zniknela z naszego zycia, zeby dala nam swiety spokoj. Chcialbym bardzo miec dzieci dla siebie, bo wiem jakie pieklo je z nia czeka, jej na nich nie zalezy, uzywa je tylko jako karte przetargowa. Nie wiem, czemu nie chce sie rozstac, prawdopodobnie przez to, ze dobrze zarabiam, a ona nie ma zadnych kwalifikacji, nawet nie chce isc do pracy, nie chce sie uczyc jezyka, nic nie robi. Zaczela mi ostatnio robic awantury w pracy, przychodzi kilka razy w tygodniu i sie wydziera przed drzwiami, dzwoni na telefon sluzbowy, nie pozwala mi tutaj przychodzic, ale ja musze utrzymywac moje dzieci, splacac mieszkanie w polsce i starac sie w tym piekle jakos zyc

(((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((
Czy mam szanse na dzieci? Slyszalem, ze ojciec jest od razu na straconej pozycji

((((( a ona nawet je nie kocha

(((((